Skarb kibica NBA 2025/2026: Atlanta Hawks

Słyszeliście? Atlanta Hawks pozbywają się młodego na piłce, czyli Kobe Bufkina. Dwa sezony w ograniczonej roli za plecami Trae’a Younga i wystarczy. Psychika chyba nie pozwala się rozwinąć bardziej, za grzeczny, w grze zbyt delikatny, choć to przecież 193-centymetrowy point-guard. Nade wszystko zza łuku dramat, czego winę ponosi częściowo przewlekły problem z barkiem. Szkoda, bo ostatni sezon na uczelni zdradzał obietnicę, progres w tym elemencie. Niestety, w tej lidze sprawny z piłką facet bez rzutu to za mało, zdecydowanie.
Zwolnieniu nie ma się co dziwić, zespół nie ma czasu ani sposobności, aby w tym momencie przyuczać młodzież. Hawks po raz pierwszy od dekady mają realne szanse powalczyć o coś więcej niż druga runda czy finał konferencji. Tak wiem, że w 2021 roku udało im się wysoko awansować, ale przez dwie rundy grali z zespołami uszkodzonymi, zaburzonymi od środka. Umówmy się, że na pierścień nie było widoków, ale teraz… teraz może być naprawdę ciekawie.
I dobrze, dzień dobry, zatrzymajmy się przy Jastrzębiach, bo tak się ułożyło, że nie tylko mają pomysł na siebie, ale udało im się przyciągnąć zawodników, którzy ów pomysł są w stanie efektywnie realizować. Ściśle określona, nowoczesna wizja oparta na motoryce i spacingu, której kolejny raz przewodził będzie All-Star Trae Young.
Trae tym tygodniu będzie obchodził 27. urodziny, wszystkiego najlepszego. Wchodzi w swój prime fizyczny i lepszy już chyba nie będzie. Średnie kariery na poziomie 25 punktów i 10 asyst, duża pewność, cechy przywódcze, zimna krew, a do tego bardzo przyzwoita efektywność zważywszy ekstremalnie trudną rolę i warunki. Trae ma podobny walor co Tyrese Haliburton, taki sam entuzjazm, opanowanie nerwów, skill. Jeden i drugi jest filigranowy, w obronie kiepski, nadrabia instynktem, szybkością, refleksem. Jeśli chodzi o czysty talent, skill, zręczność, to może być top 10 NBA.
Za jego plecami grał teraz będzie kuzyn SGA, czyli Nickeil Alexander Walker przechwycony z Minnesoty i to jest oczywiście upgrade ponad Bufkina czy tego z dredami Keatona Wallace’a. NWA jest większy fizycznie, bardziej żylasty, lepiej strzela zza łuku i jest ograny, nawykły do roli zmiennika, bo nie każdemu przecież pasuje taki rytm gry, a w zasadzie jego brak. Nie każdy potrafi być cały czas gotowy, od razu mocno wejść w mecz itd.
Na „dwójce” stacjonuje oczywiście rewelacyjny Dyson Daniels, australijski chart, który poluje, chwyta, łapie każdą piłkę w zasięgu ramion. Przepięknie nam się ten chłopak rozwinął na przestrzeni ostatniego półtora roku. Z typowego stopera przeszedł w secondary-playmaking, grę short-roll, poprawił trójkę z rogów, trafia floatery, atakuje obręcz. Świetny, bardzo atletyczny, wszechstronny obrońca. Król przechwytów minionego sezonu. Co ja mówię, przecież on wygrał nagrodę Most Improved Player, no nie? Średniej 3.0 przechwytów w meczu to NBA nie widziała dawno. Przy 229 przechwytach Daniels wygrał w cuglach tę klasyfikację, drugi był Shai z liczbą 131 przechwytów! Rewelacyjny jest w roli prastra.
Na tej samej pozycji dostępny jest także rasowy movement-shooter, czyli Luke Kennard. Temu wystarczą dwa rzuty by się zapalić. Trafia seriami, świetnie się czuje latając po zasłonach, paląc wszelkie catch-and-shoot. Podglądałem go w Memphis w zeszłym sezonie, pięknie współpracował z Bane’m oraz Morantem, mieli nawet na niego zagrywki rozpisane. Ile on notuje? 44% skuteczności zza łuku w karierze! Jego nie można absolutnie zostawiać na obwodzie bez krycia i Hawks powinni zrobić z tego użytek. Wyobrażam już sobie te asysty Younga. Świetnie trafił kolega Luke i życzę mu wielu trafień.
Pozycja niskiego skrzydła to oczywiście francuski dzieciak Zacharie Risacher, którego oglądaliśmy właśnie podczas Eurobasketu. Nieopierzony jeszcze, ale jak to się mówi: sky is the limit. Wysoki (203 cm), atletyczny, szybki, świetnie biega, a jeszcze lepiej rzuca z dystansu. Potrzebuje czasu, ogrania, powtarzalności, ale mówimy o chłopaku z naprawdę wysokim sufitem. To może być gość na miarę Camerona Johnsona. Za nim rookie sezon, teraz będzie jeszcze trudniej, rywalizacja o minuty jeszcze bardziej napięta, ale wierzę, że tutaj nam się wykuwa naprawdę mocny zawodnik.
Jego zmiennikiem będzie zapewne Vit Krejci, który tego lata został z przymusu wsadzony w rolę lidera reprezentacji Czech, czego niestety nie udźwignął. Fajnie kozłuje, potrafi podać, rzuca z dystansu, podejmuje inteligentne decyzje, ale nierówny jest i nigdy nie wiadomo, co nam zaserwuje. Tym niemniej: 203 cm wzrostu, które wprowadza piłkę na połowę rywala, śle kreatywne podania, nie robi głupich błędów i trafia przeszło 40% zza łuku, takiego gościa się trzyma w składzie. Mając 25 lat i odbierając lekcję pokory w reprezentacji, można się albo rozpaść wewnętrznie albo zbudować. Osobiście mam nadzieję na to drugie, dawaj Vit!
Na czwórce zagra Jalen Johnson, kolejny biegacz / atleta, który ma tak niesłychaną koordynację i sprawność przy 206 cm i przeszło 100 kilogramach, że występować może na trzech pozycjach. JJ zbiera, podaje, robi za playmakera, gra short-rolla, picka z Youngiem, uwielbia przy tym otwartą, grę bieganą, bloki i wsady do kosza. Druga postać w zespole po Trae’u. Zeszły sezon popsuła kontuzja barku, w tym może być wszystko. Eksplozja dynamitu.
Na zmianę dostanie pierwszoroczniaka Asę Newella, czyli podobnież, hiper mobilny skrzydłowy, który najchętniej każdą piłkę wsadzałby z góry. Ma świetne instynkty do zbiórki, motor w tyłku, skacze, odrywa się od ziemi najszybciej, ponawia akcje, dobija rzuty, ma też mocny pierwszy krok. Nie wiadomo tylko czy on bardziej woli grać „od” czy „do” kosza. Hawks będą go chcieli najpewniej przysposobić na rasowego 3&D, trzymam kciuki.
Pozycja środkowego to Kristaps Porzingis no i Onyeka Okongwu. Dwaj nowocześni wysocy potrafiący rzucać za trzy, blokować rzuty i zbierać piłki. Łotysz od dłuższego czasu nie wygląda dobrze fizycznie, jakby wracał po ciężkiej chorobie. Zmęczony, słaby na tablicy, przestawiany. Bywało z tym o wiele lepiej, potem przyplątały się nieokreślone infekcje, przez które opuścił znaczną część meczów w Bostonie, również tych najważniejszych.
Okongwu znacie, może być trochę niezadowolony, że gdy w końcu wysiudał na pozycji Clinta Capelę, klub zatrudnia mu kolejnego człowieka, który najpewniej zajmie jego miejsce w wyjściowej piątce. Tym niemniej, tylko ślepiec nie zauważa postępów w grze OO. Trójka leci w górę z regularnością i pewnością w nadgarstku, jest znacznie więcej zbiórek, większa aktywność w ofensywie, wyjścia do podania, lepszy rytm poruszania, pewność siebie, a średnie 13.4 punktów i 8.9 asyst to rzecz przyznacie, bardzo przyzwoita. Co jest ważne: Okongwu jest w stanie przejmować zasłony niższych, bardziej dynamicznych rywali. Utrzyma szyk obrony, nie da się ograć, to bardzo ważny zawodnik w kontekście całej ekipy, jej aspiracji i wyników sezonu.
Podsumowując, Hawks są super sprawni na każdej pozycji i przede wszystkim: walą do kosza z każdego miejsca na parkiecie. Wypisz wymaluj koszykówka spod znaku tegorocznych Indiana Pacers, którzy przecież byli o krok od mistrzowskiego tytułu, nóż na gardle trzymali wielce faworyzowanym OKC Thunder. Kto wie co by się stało gdyby nie uraz Haliburtona, no nie? Teraz taki sam basket serwować nam chcą ATL i ja to kupuję. Ich się nie da kryć na dobrą sprawę, a przed zwycięskim sezonem może ich zatrzymać co najwyżej brak zdrowia. Trae winien kolejny raz wygrać klasyfikację asyst.
Panie trenerze Snyder, liczymy na Pana! Osobiście się jaram widząc skład i możliwości. Oby udało im się postawić Porzingisa na nogi, który jednak nie jest niezbędnym ogniwem dla tej drużyny. Łotysza dostali w spadku od Celtics, którzy szukali oszczędności, zainwestowali w niego dwóch role players oraz pick draftu przypadający na trzecią dziesiątkę, więc super. Inwestycja niewielkiego ryzyka, a jednocześnie umożliwiająca realizację założeń taktycznych. Co tu wiele gadać, będzie co oglądać w Atlancie w tym i przyszłym roku.
Bukmacherzy szacują Jastrzębie na 47.5 zwycięstw. Wyżej we wschodniej konferencji notowani są wyłącznie Cavs, Knicks i Magic. Zakładając zdrowie wszystkich zainteresowanych, przy ewentualnym spotkaniu Hawks nie byliby bez szans, zwłaszcza w serii z Nowym Jorkiem i Orlando. Cleveland też nie jest żadnym pewniakiem jeśli mnie pytacie, nie wiadomo co przedsięwziąć zamierzają idąc wprzód, tam jest cienko z budżetem, który pęka w szwach. Mi osobiście nie podoba się układ podkoszowy Allen i Mobley, którym brakuje synergii, którzy się wzajemnie ograniczają, a więc… gdyby cudownym zrządzeniem losu ATL faktycznie awansowali do NBA Finals, siedziałbym przyklejony do ekranu monitora. A co tam, i tak będę siedział, jeśli dociągnę.

Czy mamy tu fanów Atlanta Hawks? Patronami dzisiejszego odcinka są Woyteck oraz Jakub Antczak, pozdrawiam Was serdecznie. Bartek Gajewski
Który zespół następny?










Fani Atlanty Hawks. Łatwo spotkać. Jak żbika albo morświna.
Atlancie ciężko kibicować, bo tam ponad połowa społeczeństwa jest ścigana przez Ku Klux Klan. Jednak bardzo ciekawą stworzyli grupę zawodników. Jestem pod wrażeniem jak rozwinął się Dyson Daniels i przed kontuzją Jalen Johnson.
Przyp[omnę, że dokonali jeszcze jednej bardzo ciekawej wymiany. Oddali swój 13 tegoroczny pick, za As Newella i niechroniony wybór Pelikans albo Bucks, ten który będzie wyżej. Patrząc na roster w Nowym Orleanie, to będzie wybór w top 5.
Pamiętam taki klip puszczany w przerwie na timeout Trae miał wybierać co lubi bardziej. No i w finale znaleźli się Migos i Pizza Pepperoni (Papa Johns). No to T.Y. mówi do prowadzącego „człowieku zlituj się Migos to moje ziomeczki…” . Ale wybrał pizzę. XD
Nie no, Haliburton jednak jest 10cm wyższy i 10kg cięższy- to całkiem spora różnica.
Hali nie jest wcale taki filigranowy, 196cm i 85kg to całkiem niezłe rozmiary
Hali ma 196cm wzrostu, jak na PG to jest właściwie dość wysoki i dość długi, a nie „filigranowy”
Denver poproszę, tutaj też skład poważnie odbudowany
Nie chciałbym studzić zapału ani jakoś podważać diagnozy poziomu sportowego tejże drużyny, ale pamiętajmy, że to jest NBA i czynniki pozasportowe mają niebagatelny wpływ na wyniki. Tymczasem Atlanta to małe miasto – ergo mały rynek, więc duże pieniądze nie będą zainteresowane by ta organizacja nagle ze statysty miała stać się podmiotem rozgrywek. Ewenementy, gdy w erze nowożytnej mniejsze miasta zdobywały tytuł to tylko Miami i Cleveland (oba z Lebronem) i tam dało się zbudować jakąś marketingową narrację. To raczej wyjątki potwierdzające regułę. A jak marketingowo zbudować narrację wokół Traeja? Jaki miałby być przekaz i kto byłby adresatem?
Tak więc nie wróżę Atlancie możliwości stania się pierwszoplanowym aktorem w tym cyrku, a taki lekko opóźniony clown którego wszyscy kopią też jest potrzebny i też może swoje zarobić nigdy nie powąchawszy pierścienia.
Złociutki dodaj jeszcze Denver i Oklahome do tych małych miast, nie zapominaj też o Bucks😀
Milwaukee, Toronto, Detroit, San Antonio, było tego trochę.
Miami to mały rynek? xDDDDD
To co powiesz o OKC, Denver, Milwaukee? A to mistrzowie tylko z ostatnich 10ciu lat.
Wszystkie przez was podane są większe od Atlanty.
od Atlanty? Przecie Atlanta to jeden z największych rynków marketingowych USA aktualnie xD Do tego jakie małe miasto, jak aglomeracja ponad 4 mln mieszkańców i w pierwszej 10 stanów pod względem wielkości się znajduje.
Atlanta to 7 rynek medialny w USA i 8 największe metro area w USA, 3 miejsce z największą liczbą największych korporacji… To ewidentnie jeden z regionów z najbardziej niewykorzystanym potencjałem pod względem marketingowym
Swego czasu pracowałem w dwóch ogromnych, amerykańskich firmach w UK; obie z HQ w Atlancie..
No jeśli mierzyć długość przyrodzenia razem z kręgosłupem to wówczas metropolia Atlanty wygląda już lepiej ale ciągle to ósme miejsce.
Tylko każdy, kto pracował w prawdziwym marketingu wie, że specyfika Atlanty nie sprzyja budowaniu przekazu. Atlanta to hub transportowy, miasto tranzytowe, społeczność lokalna nie jest spójna, nie jest jednolita – więc przekaz musi być bardzo zróżnicowany, szeroki. Korporacje i ich pracownicy luźno związani z miejscem gdzie aktualnie pracują nie są dobrymi kibicami – udowodniono, że białe kołnierzyki mniej się angażują niż ludzie z etnosem robotniczym blue-collar.
Atlanta nie zbuduje marketingu wokół „nasz zespół, dla naszej społeczności” bo ta społeczność nie jest zgrana i nie ma jednolitej, mocnej i spajającej historii (robotniczej). Atlanta buduje marketing wokół kibicowania jako elementu atrakcyjnego stylu życia, ale to przegrywa sromotnie z typowo stylowymi lokacjami jak LA, Miami czy nawet Denver (które nota bene świetnie łączy historyczne tradycje górnicze z lifestylowym Rocky Mountains).
Atlanta to też „stolica rapu” czyli mamy też możliwość kanalizacji w kierunku społeczności black. Samo w sobie jako dodatek to nie jest złe, natomiast jeśli to ma być narracja dominująca, to nie wróży dobrych zwrotów.
Podsumowując: ja nie widzę w Atlancie potencjału, który mógłby dawać nadzieję na zwrot inwestycji w pchanie zespołu do finałów. Mają być po prostu na tyle dobrzy, żeby „mirażem uczestnictwa w dobrej imprezie” zapełnić halę, oraz co ważniejsze, kreować eventy „ważnych starć, które trzeba zobaczyć w jakiejś ogólnostanowej TV”.
Jak to wykreować wokół Traeya? – to ja nie mam zupełnie pomysłu, bo mnie wyjątkowo odstręcza ten gościu.
Całe południowe stany emigrują do Atlanty. Np. dla porównania do Miami emigrują ludzie z krajów trzeciego świata ichniejszej półkuli, a do stanu Georgia rezydenci z Florydy posiadający obywatelstwo amerykańskie od urodzenia. Nie wiem co masz na myśli mówiąc o niespójnej społeczności, skoro jest dokładnie na odwrót xD Tam jest wszystko lokalne, jedzenie, mowa/slang, nawet moda. Już nawet mi się nie chce rozbijać tego co napisałeś, ale to są bzdury kolego. To jest kolebka „kultury” afroamerykańskiej w USA, a aktualnie żyjesz w czasach gdzie ta kultura jest promowana/eksponowana. Atlanta w pełni wykorzystuje swój potencjał marketingowy, jak chcesz pisać o miejscu które tego nie robi a ma wszelakie warunki na to, to spójrz na Chicago. Atlanta ma się znakomicie w XXI w.
Ej, ale byłeś w Atlancie czy tylko znasz kogoś, kto był?
Kultura afroamerykańska była mocno eksponowana, szczególnie za czasów BLM. Nie wiem czy Nike czy Adidas były zadowolone z ówczesnych promocyjnych „wyprzedaży”. Faktycznie taka kultura daje dużo zarobić ;-). Tak jak pisałem – ten segment jest dobry, ale to nie może być główny target.
Poza tym aktualnie jednak wahadło idzie w drugą stronę i następuje reakcja na nachalne promowanie „afro”.
Oczywiście, że Atlanta – jak każde miasto – ma swoje tradycje, zwyczaje, jedzenie itd. ale kibicowanie Hawks nie jest jakoś mocno w nią wpisane. I tak, nie jest to na tyle homogeniczna społeczność, by ludzie utożsamiali się z „naszym zespołem” bo właśnie nie ma tej spójności na poziomie „nasz”.
Nie twierdzę, że nie wykorzystują swojego potencjału marketingowego, bo przecież mają od tego sztab specjalistów – tylko twierdzę, że ten potencjał jest niższy niż poziom mistrzowski.
Odnośnie Miami pisałem, że są jeszcze mniejszym rynkiem i ich tytuł raczej należy traktować jako wyjątek od reguły. Miami i Cleveland – obydwa z Lebronem.
Ale Miami właśnie wykreowano na modne miejsce, stylową lokację. Udało się to zrobić, przez czas jakiś to żarło, a że obecnie podupada… no podupada… Ale czy Atlanta jako miasto interioru potrafi się tak dalece wykreować?
Podsumowując: ja nie widzę potencjału Atlanty; dziś same walory sportowe mogą nie wystarczyć; moja teza jest taka, że Hawks będą dobrym antagonistą na poziomie konferencji wschodniej; takie postaci – złodupce są też potrzebne, żeby główna narracja miała atrakcyjny vibe; główny bohater będzie się z nimi zmagać i trudzić a obserwowanie tej przygody z nadzieją na happy end – to będzie zasadnicza monetaryzacja. Atlanta musi celować w to, by ta historia trafiła do ogólnostanowych stacji TV i to będzie ich dojny cyc. I gdybym miał im coś podpowiadać w tej kwestii to bym zalecił, żeby poszli w kierunku kreacji antagonisty jak zrobił Heath Ledger z postacią Jokera.
Co do Chicago to pełna zgoda, aż szkoda strzępić ryja na nich i na to co odwalają.
Drupi wybacz, ale ja kompletnie nie rozumiem toku twojego rozumowania. Atlanta nie może grać wysoko, bo marketerzy będą na nie a wokół younga nie idzie zbudować storyline? Masz swoje wnioski i doświadczenia zawodowe, ale one sa… one nie wyczerpują tematu.
Krótko: to że sportowo wygląda to dobrze to jest jedno. Ale koszykówka to głównie biznes i jeśli nakłady na masterowanie drużyny się nie zwrócą to drużyna nie będzie masterowana.
Inne rynki – dużo bogatsze (np. LAL) będą swoje drużyny futrować i nadal będą mieć zysk. I te inne będą wygrywać. I dla takich rynków będą też chcieli grać najlepsi (np. patrz parcie Zyjona, żeby uciec z prowincji).
Drupi czy to Ci się podoba czy nie, ATL w tym momencie to najważniejsza metropolia na południowym wschodzie Stanów i idąc Twoim tokiem rozumowania (z którym się nie zgadzam w pełni, ale płyńmy nim) Silver marzy, aby Hawks byli mocnym zespołem, bo może na tym zbijać hajs wykorzystując ichniejszy potencjał marketingowy.
https://www.instagram.com/reel/DOtZSBukXya/?igsh=anBodG8wOWJ2dmFl
Bartek… Bartku .. i tak każdy wie że jadłeś makowiec z komendantem.
Coś kiepsko z barkami mają w hawks.
Coache od przygotowania do wywalenia.
Inaczej będzie plaga kontuzji i tyle ich widział.
Kristaps Porzingis wygląda jak Paweł Zagumny.
Ale sie porobiło tych movement shooterow ostatnio, ja jebe… jeszcze nie tak dawno nikt o tym nie pisał.
Ja nie widzę zdrowia w Atlancie. Chociaż też pamiętam ja zaszli daleko i Trey dawał radę. Ale pamiętam też porażkę z Miami. Fakt fajni gracze DD i z JJ , ale mam taką teorię.
Porzingis i Durant to zawodnicy raki drużyny.
Zobaczymy czy się sprawdzi. A Porzingis i tak będzie pchany bardziej niż Okongwu, bo już ma nazwisko a nawet tytuł 😁.
Z chęcią zobaczyłbym Atlantę na finale wschodu, ale mam na imię Tomasz i nie wierzę.
Admin nieźle ostatnio odlatujesz… najpierw coś bredzisz o Houston, że to faworyt do Mistrzostwa, a teraz Atlanta nagle minimum Finały Konferencji 🤣🤣