NBA: Cade Cunningham vs Victor Wembanyama, czyżby przedsmak NBA Finals

30

Zapraszam na relację z wybornego meczu rozgrywanego minionej nocy. Pojedynek koszykarskiej wagi ciężkiej, dla obu ekip sprawdzian, papierek lakmusowy, miernik wielkości, przynależności do ligowej czołówki, potwierdzenie mistrzowskich aspiracji itd.

Spurs @ Pistons

Dobrze się zaznaczyć tu i teraz, kolejny mecz obu ekip w marcu i zaręczam, że jeśli obędzie się bez kontuzji, w San Antonio za tych parę dni też będzie ostro. Spurs otworzyli kanonadą trójek, ale już po paru minutach to miejscowi mieli inicjatywę. 21-10 w zbiórkach po pierwszej kwarcie! Pistons po raz kolejny demonstrują koszykówkę męską, twardą, bezkompromisową, niewygodną dla Victora Wembanyamy i jego kolegów. 

 

Jest więc fizycznie, obie strony prezentują furę talentu i zawziętości. Pięknie trafiają Julian Champagnie oraz Devin Vassell (9/12 zza łuku uskładali do przerwy!!) po drugiej stronie zaznacza się Duncan Robinson. Pozostali gracze zadaniowi dostali wyraźne polecenia ataku obręczy. Wygląda to momentami karkołomnie, ale dwa sprinterskie wjazdy Rona Hollanda można powiedzieć, że określiły warunki, atmosferę, w jakiej toczy się to spotkanie. Życzyłbym sobie takiej dynamiki i szybkości u Jeremy’ego Sochana. Niestety, pazur jest nieporównywalny, na korzyść gracza DET.

San Antonio oprócz oczywistych przewag generowanych przez Wemby’ego, gdziekolwiek ten się znajduje, mają tę „moc”, że zatrudniają ludzi z doskonałą wręcz penetracją. Castle, Harper, Fox i Keldon Johnson mijają rywali jak szatany, a z tego rodzą się wysokoprocentowe pozycje strzeleckie. W sumie przez dekady tak wiele w klubie Spurs się nie zmieniło, wciąż jeden pracuje na drugiego, nie ma przetrzymywania piłki ani klepania w miejscu. Wyjątek stanowi właśnie Wembanyama, który w dalszym ciągu ma problem decyzyjny łapiąc podanie tyłem do kosza w pewnej odległości od obręczy na przykład na tzw. łokciu. Cały czas bardzo go tarmoszą Pistons, męczą, wchodzą pod nogi. 

Pięknie ogląda się fizyczną walkę toczoną praktycznie kosz za kosz, pierwsza połowa zbliża się do końca i oto jest spięcie. Stephon Castle w rogu parkietu trzyma Cunninghama za ramiona, ten nie lubi trzymania, idzie w rywala, pcha, wywraca, staje nad leżącym przeciwnikiem. Pierwszy na miejscu pojawia się Keldon Johnson, rezerwowy 'enforcer’ Spurs, jest pchnięcie Cade’a, w moment podlatują wszyscy, największy Jalen Duren palec wskazujący kieruje w twarz Johnsona. Dopiero co wrócił z zawieszenia, no i co z tego? To się nazywa Pistons basketball i wszyscy powinniśmy się cieszyć, że takie pojedynki przychodzi nam oglądać w środku rundy zasadniczej. 

 

Dwa wzajemnie znoszące się faule echniczne dla ochłody i gramy dalej. Spurs trzymają się na minimalnym prowadzeniu (57:55) za sprawą skuteczności dalekich rzutów, ale wyraźnie dali się zepchnąć. To gospodarze są agresorami w tym spotkaniu. Trzecia kwarta, a w niej De’Aaron Fox po przejęciu krycia przez Cunninghama próbuje wymuszać faule rywala. Trafia layup, kolejnym razem udaje mu się złapać Cade’a na pump fake, rywal wpada na niego. To czwarty faul gwiazdora Pistons!

Trener ufnie pozostawia go na placu, ale Cade ma od teraz czerwoną kropkę na czole, będą na niego polować, no i muszą zmienić krycie. Na szczęście nie pierwszy to raz, Cunningham już nie raz udowadniał, że potrafi grać na limicie przewinień. To kwestia dyscypliny, skupienia. Szkoda byłoby, aby musiał opuścić parkiet, bo cały czas trwa równa wymiana. To jest do czasu…

Skuteczność wyraźnie tej nocy jest po stronie Spurs, prowadzą ośmioma po trzech odsłonach. Pierwsza sekwencja czwartej kwarty i ostatnie możliwe przewinienie Cade’a wymusza, tym razem Wembanyama. Po chwili Francuz blokuje kolejny rzut pod własnym koszem, leci kontratak, tróję wkleja Vassell (28 punktów 7/11 za trzy). To już będzie piętnaście przewagi… z gospodarzy powoli uchodzi powietrze. Nie są w stanie utrzymać ani penetracji, ani łuku, a w środku grasuje jeszcze ten olbrzym…

Martwi całkowicie niewidoczny, nawet nie szukający piłki Caris LeVert, takiej pasywności po stronie faceta zatrudnionego by robić punkty w ramach drugiego składu się nie spodziewałem… Po przerwie na żądanie, Pistons pokazują pazury, dzikiej szarży przewodzi Jalen Duren, który wymusza… aż TRZY przewinienia Wembanyamy, jedno po drugim. Jest jak Ivan Drago patrzący nienawistnie na Rocky’ego: I must break you! 

Cade szaleje, mimo ryzyka broni twardo i na kontakcie, raz po raz testując „cierpliwość” arbitrów. Tu pchnie Wemby’ego z dala od piłki, tam łapy wkłada, albo na kontakcie próbuje odprowadzać rywala możliwie z dala od obręczy. Jest naprawdę niezły, silny, atletyczny, ale to nie jego noc. Mimo kolejnych zrywów, Pistons ulegają we własnej hali 103:114. Dla walczącego o miano MVP Cade’a nie jest to dobry występ: 6 zbiórek 10 asyst, ale tylko i wyłącznie 5/26 z gry! 

Tu nie tyle chodzi o Stephona Castle’a w pojedynczym kryciu (bronił Cunninghama w 47 posiadaniach Pistons, ten zaliczył przeciwko niemu 3/13 z gry) ale o pomoc za plecami. Prawdziwy problem stanowi Wembanyama, autor 17 zbiórek i 6 bloków. Powiem więcej,  jeśli uda mu się spełnić wymóg rozegrania 65 gier, od dziś na najbliższe kilka lat, statuetka Defensive Player of The Year winna mu być przyznawana z automatu. 

Serio, nie ma w lidze odpowiednio skalibrowanych mierników by z wyznaczyć odpowiednio wpływ, jaki gigant z Francji wywiera na grę. Jest to rzecz, której nie widziałem jeszcze za mojej kadencji fana NBA, czyli od 1992 roku.

Tyle na dzisiaj, patronami odcinka są Paweł Złotkiewicz i Czarek K – dziękuję. Dobrze wiedzieć, że co niektórzy zdają się doceniać moje starania na GWBA i uczciwość publicystyczną. Aktualnie zbieram pociski od fanów Jeremy’ego Sochana, o którym piszę tak obiektywnie, jak się da. Wiecie jak jest, merytorycznie nie ma specjalnie rozmowy, więc lecą wyzwiska, no cóż, ludzie! Życzę wszystkim dobrej nocy. Jutro wyjazd na piętnastą edycję GWBA Camp (tym razem jesteśmy w Łodzi), gdzie zadebiutuję w roli trenera jednej z ekip! Jaram się, bo to coś nowego w mojej przygodzie z basketem i zobaczymy czy teoria potrafi iść w parze z praktyką. Trzymajcie za mnie kciuki, B 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie spodziewałem się dziś wpisu, wszedłem na stronę kompulsywnie, a oto jest, i do tego świetny.
    Czapki z głów!
    Co do nieco prowokacyjnego tytułu też(?) spodziewam się oglądać w czerwcu Spurs i Pistons, obie ekipy mają swoje problemy, ale kto ich nie miał w erze gry o tron, gdy od dawna nikt nie jest w stanie obronić tytułu

    (18)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    W ogóle żyjemy w kraju (i to niejedyny kraj na naszej planecie), gdzie mierzenie się z faktami przychodzi ludziom z trudem. A przecież tylko w zetknięciu z faktami możemy się rozwijać, zmieniać, iść do przodu.

    Gdyby Jeremy się sprawdził w Spurs, to dziś jego nazwisko padałoby w relacji z meczu. To jest fakt. Ludzie ze Spurs mają na głowie całą drużynę i to jest ich cel. Ktoś się nie sprawdza? Nie pasuje do roli? Do kultury klubu? Trudno, będą następni.

    To nie jest atak na “naszego człowieka”. Jest nadal w Spurs? Nie ma. Dziękuję.

    (15)
      • Array ( )
        anybody pomarańcze 25 lutego, 2026 at 09:37
        Odpowiedz

        Racja panie wafel. Zawsze mnie dziwiło że sport może tak polaryzować ludzi . Dlatego we wczesnych latach 90tych gdy wszyscy moi znajomi jeździli na mecze mnie odrzucało oglądanie i jaranie się ligową piłką nożną. Te wieśniackie przyśpiewki stadionowe, prymitywne plemienne zachowania, naparzenanie się na ulicach w imię tego kto wkopnie balona do czyjej bramki, wszechobecna agresja kibolska itp. Z perspektywy dorosłego człowieka stwierdzam, że przesadne jaranie się sportem oglądanym w tv to totalna strata czasu i energii. Szczególnie obecnie, gdzie biznes i wielkie pieniądze zepchnęły rywalizację na jakiś piąty plan.

        (23)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      ogólnie szkoda dla repki/ promocji dyscypliny, że nie ma kogoś z topki nba, czy euroligi (widać, ale przez lata jak we Francji zbudował się poziom, promicja, sponsorzy).
      Z ciekawości czy są solidni Polacy albo gwiazdy w eurolidze? (mogą być urodzeni za granicą i poza systemem PL)?

      Z JJS, kwestia sporych oczekiwań po cyferkach przez 3 sezony, top 10 draftu (to dla fanów niedzielnych a takich większość, budziło to nadzieje – patrz co się działo kiedyś z KLemensem Murańką w skokach po małych sukcesach miłość-nienawiść w mediach),
      no i jego cyferki przez 3 sezony były porównywalne z Gortatem w topce kariery, więc oczekiwania/ balonik medialny rósł…
      potem kontuzje zawodnika, zmiana trenera, wypadnięcie z rytmu w tym samym czasie i nie pasował = teraz musi mocno walczyć o jakies odbudowanie w NYC, po tych początkowych meczach, to raczej (na ten moment) walczy o utrzymanie w nba, jako zadaniowiec na min (jeśli jeden dziennikarz podaje dobrze, to szkoda, że rok temu nie wziął 3-4 letniego za 10-15mln na sezon ze Spurs, wtedy ze spokojną głową może by się ułożyło, teraz też walczy o $$ dla siebie i rodziny)… szkoda, oby jakoś wrócił

      Więc trzeba brać co jest, odbudować się (nie wiem czy zespół faktycznie idealny do odbudowania, widać nie grają z nim pick n rolli, nie ma osobistego trenera od rzutu – albo jeszcze nie klikają lekcje).
      Choć jego sukces nie będzie wynikał z PL myśli szkoleniowej (może troszkę z tych juniorskich obozów i Jr Reprezentacji), ale system szkolenia miał UK/US)…

      kalendarz ma bardzo ciężki więc chyba trudno o poważne minuty i testy
      a do końca regularnego zostają tylko 24 spotkania knicksom

      (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Niby tak, chociaż u nas nie jest jeszcze tak źle. Na zachodzie znacznie trudniej im zmierzyć się z faktami, mężczyźni rodzą dzieci, a płeć zmienia się wraz z nastrojem (można wybrać jedną z ponad 72). Komuniści bratają się z religią z bliskiego wschodu, podobnie jak w Iranie przed 1979 rokiem.
      ​A Sochan… miał podbudowac nasze koszykarskie ego, a póki co, pod względem kariery w NBA, do osiągnięć Gortata dzielą go lata świetlne i trudno powiedziec czy to sie zmieni.

      (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    To co robi Vasell jest z innej ligi, chłop bez ani jednej straty a co chwilę pełna piz******a naprawdę szacun

    (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Pisałem to ze dwa lata temu ale Sochan nie zrobił żadnego postępu. Daleko mu będzie do miana jedno z największych bustów ale nie sprostał oczekiwaniom. Myślę że ten typ zawodnika tj atletyczny ale bez rzutu bedzie umierać w NBA.

    (9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      co się dzieje z Jaremą? czy długo będzie szukać formy? na pewno mu zależy ze względów osobistych…. tylko jak spurs nie mieli cierpliwości i $$, to knicks tym bardziej, obojętnie czy problem jest ze zdrowiem, pozaboiskowo, forma, zgranie, wydajność na parkiecie

      liga jest i była firmą, bardzo bezduszną i finansową

      (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      ale nawet nie wiadomo czy on ma rzut czy nie = kolejny klub, gdzie
      nie wiadomo czy on NIE rzuca (sam) czy ma INNE zadania (i wręcz zakaz oprócz wsadu/kelnera) a wiadomo nikt nie powie w wywiadzie pan Sochan ma zakaz rzucania,,,

      4 spotkania w knicks a oddał 5 czy 6 rzutów w sumie… średnie staty mu poleciały w knicks jeszcze bardziej od spurs, ba nawet ten przelicznik na 36minut mu drastycznie poleciał…

      4.8-3.6-6.0 – 1.2stl-.2blk
      a rok temu na te 36 min (przelicznik) był 16.3-9.3-3.4-1.2stl-0.6 blk 31% za trzy, 54%z gry a 59% za dwa!!!
      teraz z gry 33%, widać, że potrzebuje zdrowia poza parkietem, oby

      (1)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Ale kto mu zabrania rzucać? Jechać ostro na kosz? Bryant sobie rzuca, Diawara rzuca. Kto może i potrafi – jedzie ostro pod kosz. Jaki manewr w ataku ma Sochan? Wsadzi z góry, jak ktos mu poda i nikt na drodze nie stoi.

        (2)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Jak rzuca 31% za trzy z w większości czystych pozycji to tak, wiadomo że nie ma rzutu i wbrew temu co się tu często sugeruje Spurs dużo z nim nad tym pracowali i dawali mu się w tej kwestii wykazać, a postęp był w zasadzie żaden i to nie jest tak, że nagle ktoś go nauczy rzucać „dzięki prostej zmianie chwytu” ^^

        (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      na ten moment to nie brak postępu a niestety… z żalem piszcząc widoczny regres (w każdej statystyce/efektywności/%), ciekawe czy te pomysły o nie przedłużaniu spurs i teraz to od agenta poszło??

      (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ja to pisałem od razu po drafcie, że musi dużo pracować, i żeby mu nie odbiła sodówa i nie poszedł w pajacowanie i tatuaże.
      W jego przypadku właśnie największym atutem byłby atletyzm + rzut. Jeśli czymś zajmujesz się zawodowo to chyba w 3 lata jesteś w stanie wypracować jakiś skill. Tylko to trzeba mieć motywację na to nastawioną i ciężko pracować. Jak to się dawniej mówiło: musisz być sfokusowany na tardżet.

      (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    tak sobie patrze na tego francuzika i tak sobie myślę, że któregoś dnia zrobi quadruple-double jak ten chyba 5 w historii, ale nie wiem czy nie zrobi tego w 5 statystykach…

    (5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    “Jalen Duren palec wskazujący kieruje w twarz Johnsona. Dopiero co wrócił z zawieszenia, no i co z tego? To się nazywa Pistons basketball i wszyscy powinniśmy się cieszyć”
    Naprawdę jaracie się tymi niby bójkami, popychaniem się, patrzeniem sobie w oczy i machaniem palcem? Rozumiem faul w ferworze walki, ale potem ten cały “support” kolegów z drużyny wygląda żenująco. A słysze komentatorów mówiącech, że w takim wypadku Johnson po prostu musiał zareagować nawet pod groźbą dostania technika. Wydaje się to strasznie pozorowane i zupełnie zbyteczne. Naprawdę musi popchnąć i groźnie spojrzeć?

    (5)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeremy ma widoc syndron Bena Simmonsa,niestety,ale to strasznie widac,chlopak sie zablokowal totalnie. Albo latem pojdzie do jakiegos labego kluby,ale bedzie gral regularnie,zeby sie odbudowac,ale leci z ligi i koniec tematu chociaz bedzie dej dramy,gdzie Jeremy zagra. Przynajmniej moze sie do kadry zalapie i tam bedzie zmiennikiem,ktory bedzie cos gral,ale czas pokaze.

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    W tych wszystkich zachwytach nad „piękną fizyczną koszykówką” brakuje mi stwierdzenia jednego oczywistego faktu – sędziowie jak tylko mogą odwracają oczy i nie gwiżdżą całej masy ewidentnych fauli… I nie, nie chodzi mi o drobne uchybienia przepisom, dotknięcia czy sytuacje mocne, fizyczne z pogranicza faulu. Sędziowie pozwalają na brutalne spychanie dwoma łapami zawodnika atakującego przez obrońcę, łapania w pół zawodnika atakującego czy nawet łapania za ręce, wchodzenie barkiem, czy hokejowym bodićkiem to już tak 50/50…
    Nie obowiązuje już tak podstawowy przepis gry w koszykówkę, jak zakaz trzymania dwóch łap na zawodniku ataku. Jak tylko mogą udają, że nie widzą trzymania i ciągnięcia za koszulki czy spodenki. Ostatnio widzę dużo mniej, a nawet wcale gwizdania „zbijania piątek” przy rzucie – to akurat jedyny plus, gdyż ta interpretacja była kuriozalna w wielu sytuacjach…
    I żeby nie było, to nie jest tak, że mi przeszkadza fizyczna obrona, kiedy cały zespół jak wataha wilków na całym boisku próbuje wybić z głowy grę przeciwnikom, przeszkadza mi to, że jest coraz więcej chamskich, które wcześniej czy później doprowadzą do kontuzji i będzie jęk, że ten czy tamten się zgruzował… Cały ten mecz był fantastycznym widowiskiem, ale kilka puszczonych ewidentnych fauli mocno psuje odbiór, i wcześniej czy później w takich meczach doprowadzi albo do kontuzji, albo konkretnej zadymy i zawieszania zawodników, kiedy już nie wytrzymają… Swoją drogą, aż żal, że w tym meczy nie było już JJ’eja na ławce, bo miałby szansę i zapewne wykazałby się, i nie skończyłoby się na tak delikatnym potraktowaniu CC jak w wykonaniu Keldona…
    Na marginesie kuriozum w tym konkretnym meczu był tekst komentatora ogólnokrajowego Peacock’a po ewidentnej kosie po nadgarstkach zawodnika, no mogliby sędziowie nie gwizdać tego faulu bo to już drugi faul w wykonaniu tego zawodnika, a mamy pierwszą kwartę…

    (6)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł o meczu Spurs – Pistons a tu ciągle o Sochanie.. szczerze to już się tego czytać nie da.
    Gość raczej będzie grał 5 skrzypce i raczej tego nic nie zmieni. Docenić należy kunszt zarówno Spurs jak również o Pistons, mecz miód malina gdzie w dzisiejszej NBA twarda gra jest niemiłe widziana, a te zespoły mają to gdzieś i dają na smak prawdziwego grania. Go Spurs Go

    (8)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      rozmów tyle jest, bo 1. jeszcze jest w lidze (jeszcze Rodzynek jest, nie wiemyu jak długo), 2. wyszedł z tychże spurs, 3. fora w sieci są w zasadzie 2, tu piszą jak coś kontrowerysjnego dopiergo, merytoryka komentarzy zależy (czasem połowa to spory) a drugie forum to większość jednak to prowokacje, trolling, wyzwyiska, są ale coraz mniej o sporcie…

      (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    No one – dokładnie napisałeś to, o czym pomyślałem, czytając te komentarze.
    Ale z innej beczki – myślę, że wielu z Was widziało ten mecz. Czasem nie bardzo kapuję dlaczego sędziowie nie odgwizdują punktów przy niektórych „blokach” Wemby. według mnie przynajmniej 2 razy piłka była już w locie opadającym do kosza = powinny być zaliczone punkty. Coś takiego widzę już nie pierwszy raz w oglądanych przeze mnie meczach tego giganta (pomijam już nieraz tu poruszany temat wjeżdżania przez Francuza w obrońców z kolana w klatkę piersiową lub w brzuch – też mnie dziwi, że nie jest to odgwizdywane jako faule). Wystarczy , że ten gigantyczny szczudłoczłwiek kręci się na pod swoim koszem – wtedy zbija wszystko, co może, ale te jego bloki, to nierzadko „wybijanie piłki z dziury”….

    (-1)
  11. Array ( )
    miś4kontratakuje 26 lutego, 2026 at 22:16
    Odpowiedz

    @ Pil
    „“Jalen Duren palec wskazujący kieruje w twarz Johnsona. Dopiero co wrócił z zawieszenia, no i co z tego? To się nazywa Pistons basketball i wszyscy powinniśmy się cieszyć”
    Naprawdę jaracie się tymi niby bójkami, popychaniem się, patrzeniem sobie w oczy i machaniem palcem? Rozumiem faul w ferworze walki, ale potem ten cały “support” kolegów z drużyny wygląda żenująco. A słysze komentatorów mówiącech, że w takim wypadku Johnson po prostu musiał zareagować nawet pod groźbą dostania technika. Wydaje się to strasznie pozorowane i zupełnie zbyteczne. Naprawdę musi popchnąć i groźnie spojrzeć?”

    Nie rozumiesz psychologii sportu/rywalizacji i że to jest gra na granicy. Kto ostatni zdejmie nogę z pedału gazu. Koszykówka jest dziwną dyscypliną trochę, bo twardość gry w danym meczu w znacznym stopniu regulują sędziowie. Na fanowskich stronach Pistons piszą, że drużyna ma „next man up mentality”. To oznacza, że cokolwiek się stanie na boisku, twój kolega wskoczy za tobą w ogień. I sytuacje zwarcia demonstrują to najbardziej, że to nie jest PR dla mediów, tylko to działa faktycznie. To jeden z elementów budowy chemii w drużynie, że nikt nie obawia się grać na granicy, bo ma wsparcie kolegów. Po ostatniej szarży Stewart na odchodne powiedział „You don’t expect me to stay on the bench … the F*ck I was drafted to Detroit for.” Czyli wysłał message do ligi – ja jestem ten facet, który ostatni zdejmują nogę z gazu w lidze nawet gdy jestem na ławce, zaryzykuję dykswalifikacje, jeśli kolega jest atakowany 2 na 1. To jest poświęcenie, gra non-ego. I Duren nie czuje, że ma rywala, który czycha na jego spot w zespole, bo gra na tej samej pozycji, jak byłoby w w wielu inych drużynach, tylko przeciwnie – wsparcie. Oczywiśie wyższa szkoła jazdy jest – mistrzowska, aby to rywal wyleciał sprowokowany.

    W podobny sposób wyjasniał to, jak działają bójki w nhl Mariusz Czerkawski. To jest jak przy wielu konfliktach podwórkowych, wsytarczyło, że ktoś np. powiedział, a mój starszy brat ćwiczy boks lub karate i konflikt ucichał. I to jest tak samo, jak z grożeniem bronią, jeśli już grozisz, to gdy ktoś mówi „sprawdzam”, musisz mieć odwagę wystrzelić.

    (3)
    • Array ( )
      ale o czym mowa??? 27 lutego, 2026 at 12:43
      Odpowiedz

      w latach 80tych gra fizycznie była twardsza, brutalniejsza, na granicy fauli (tamtych zasad), często na granicy bezpieczeństwa zawodnika czy rozsądku…. ale nie było tyle bluzgania (nawet w wywiadach) i odniesień do kultury gang*w (z pseudo gangsterką na czele, dziwnymi napinkami, tatuażami konkretnych organizacji…) … to żadne „braterstwobroni”…
      i właśnie zaburzona mentalność psychologia, tu chodzi o podrzucanie pomarańczowego balonika a pan pisze o „podejściu sprawdzam i musisz mieć odwagę w*strzelić” ? (na takim wątpliwym podejściu wykluł się Ja M., z pełnej, bogatej rodziny, chłopak z wartościami, wkręcił się i zainteresował g*angami, i całą otoczką)… smutne

      (5)
      • Array ( )
        miś4kontratakuje 28 lutego, 2026 at 08:56
        Odpowiedz

        @ ale o czym mowa???
        Tylko bez 'pan’.
        Metafora 'z bronią’ miała być jedynie wyrazista, aby była dosadna w potoku słów, a nie poparciem dla gangów z bronią. I nie, że tak powinno być. Faktycznie może to brzmieć niestosowanie. Jednak jakbym napisał abstrakcyjnie, „jeśli wywierasz presję i odwołujesz się do konsekwencji, to musisz ich użyć, jeśli jest opór, bo inaczej się kompromitujesz”, to każdy ziewnie. Niemniej podstawowa psychologia, gra strachem, także na boisku działa, tacy już jesteśmy jako homo sapiens. No i sport to nigdy nie jest rywalizacja między aniołami. Stąd reguły gry powinny być możliwie transparentne.

        Prawo internetu – mało wyrazistych wpisów nikt nie czyta, tylko scrolluje dalej.

        (2)
        • Array ( )
          ale o czym mowa??? 28 lutego, 2026 at 19:51

          ok, Miśku, widzę o co ci chodziło, fizyczna gra, bez patologii (choć tu zależy jak kto, co definiuje np. AC Green odchodzący spokojnie z boiska, poszukać zęby na parkiecie i idzie do szatni, czy plaskacze w młodego MJa, w niedwuznaczne inwektywy Rodmana wobec Brickowskiego, itd), jednak widzę, że wolisz przepychanki niż grę na dystans, i widzisz jako naturalny efekt spinki my-wy (nhl poczyniło częścią „wątpliwej rozrywki”), faktycznie już lepiej chyba tak niż to co robi często D Green, czy inni grający na kontuzje zawodników… fakt, kiedyś był mus częściowej edukacji na uniwerku, trochę dyscypliny, choć w praktyce ani wtedy ani teraz nie idzie z jakąś inteligencją emocjonalną, samokontrolą, moralnością pośród zawodników…
          i smutne, acz dobre podsumowanie click baitów w sieci… piona

          (0)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Mecz wielkich gabarytów!
    Kiedyś Amerykańska koszykówka reklamowała się sloganem „NBA its BIG”
    No to to jest właśnie to.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu