NBA Finals 2026 | New York Knicks mówią: niemożliwe nie istnieje!

Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą. Dziś w nocy obejrzeliśmy najbardziej szalony finał NBA, jaki można było sobie wyobrazić. Wydawało się, że takie rzeczy zdarzają się wyłącznie w filmach Walta Disneya, ale to jak widać nieprawda.
Karl Anthony Towns popełnił dwa przewinienia w pierwszej minucie meczu i to była jedna z przyczyn wybitnego startu po stronie San Antonio. Wydawało mi się, że każdy absolutnie gwizdek na początku spotkania sprzyja gościom, co musiało potężnie wybić z rytmu Knickerbockers. Spurs wręcz przeciwnie, trafiali wszystko, co im wpadło w ręce…
- 12/16 zza łuku zaliczali przez pierwszy kwadrans spotkania
- 71:42 prowadzili na trzy minuty do końca drugiej kwarty
… dopóki karnet im się nie skończył. Osiągnąwszy 29 punktów (sic!) prowadzenia, mecz przestał się układać po ich myśli, a skuteczność wróciła do średniej. W momencie najwyższego prowadzenia osiągali 14/21, a zakończyli wynikiem 17/43 za trzy. To daje 3/22 zza łuku przez kolejnych 27 minut meczu. I to jest pierwsza rzecz, która doprowadziła do największego comebacku w historii NBA Finals.

Gdyby to jeszcze były „dobre” trójki, oddawane zgodnie z rytmem meczu, ale nie. Panowie siali zza łuku, bo tak im było wygodniej. Przestali myśleć, przypominało to Houston Rockets za czasów Hardena, gdy tamci spudłowali 22 dalekie rzuty z rzędu i przegrali finał konferencji z Golden State Warriors.
Wiecie, spodziewałem się dziś zwycięstwa San Antonio, zaś w drugiej kwarcie byłem go pewien, a jednak coach Mitch Johnson znów dał o sobie znać:
- Justin Champagnie nie czuł piłki w tym meczu
- 1/7 zza łuku desygnowanego strzelca powinno dać jasny sygnał trenerowi
- dlaczego ani minuty nie otrzymał najbardziej doświadczony Harrison Barnes?
- dlaczego przy 29 punktach prowadzenia Wembanyama spędził na placu aż 44 minuty?
- efekt: Wemby w końcowych momentach spóźniał się do piłek, do zasłon, do wszystkiego
- spudłował dwa kluczowe rzuty wolne, bo zakładam, że mu nogi odcięło
- rotacja Spurs została ograniczona de facto do siedmiu nazwisk, które zostały zajechane
- ciesząc się z wkładu Harpera (21 punktów) sami sobie resztę ławki zneutralizowali
What does the Fox say?!
- co myślał De’Aaron Fox przejmując piłkę na piętnaście sekund do końca przy prowadzeniu?
- wiadomo co myślał, ale to nie była dobra decyzja
- zamiast przyhamować, czas przepalić, dać się sfaulować, szedł do końca na obręcz i dostał czapę
- Knicks dostali kolejną szansę na objęcie prowadzenia i ją wykorzystali
- w tej sytuacji Wemby celowo opuścił pole trzech sekund aby kryć Brunsona (dyskusyjna decyzja)
- ale dlaczego Fox nie zastawiał, odpuścił krycie OG Anunoby w przedostatniej akcji?
- decyzyjność Foxa w końcówce meczu to generalnie był dramat
- grał na pamięć, sam siebie przyspieszał, skakał w górę przed podaniem, popatrzcie
- czy tak gra point-guard z dziewięcioletnim stażem, Clutch Player of The Year?!
Pewnie już za chwilę, już za momencik, spotkacie się z opinią, że Fox ekipę musi koniecznie opuścić, że trzeba mu znaleźć transfer tak samo, jak przed laty Dejounte Murrayowi. Że choć nie będzie łatwo zdjąć jego umowę (nowy kontrakt na 221 milionów dolarów za cztery lata startuje w kolejnym sezonie) a jednak Spurs powinni spróbować. Dla mnie? De’Aaron Fox (18 punktów 5 zbiórek 7 asyst 4 straty) jest tak samo niedoświadczony na tym etapie rozgrywek co reszta chłopaków. Pierwszy raz w karierze wyściubił swój lisi nos poza pierwszą rundę. Owszem, popełniał błędy, ale one wynikały przede wszystkim ze zmęczenia, jego i kolegów.
Nawet tak doświadczony, waleczny, odporny psychicznie gracz jak Josh Hart (6 punktów 8 zbiórek 6 asyst) spartolił layup sam na sam z koszem, bo nie mógł się zdecydować czy wsad robić czy jednak nie. Fox jedynie mu się „odwdzięczył”, to był taki gest fair-play, haha. Niniejszym próbuję powiedzieć, że na tym etapie każdemu głowa czasem siada.
Jak mnie te finały wkurzają, przecież tu dominuje chaos. Spurs to są takie nieopierzone młokosy, począwszy od cholernego trenera, że gdyby mieli ciut więcej opanowania, chłodnej głowy, dziś wznosiliby w górę puchar mistrzowski. W każdym meczu mieli realne widoki na zwycięstwo, ale kontroli nad wydarzeniami żadnej…
Spurs mieli dwie sekundy na wygranie meczu. Wzięli przerwę na żądanie, po czym wznowili grę zza linii bocznej na połowie rywala. Publiczność stała w napięciu, wyglądało to znajomo… ruch ciał po stronie Spurs coś mi przypominał… a więc jednak… tylko… KAT końcówką paznokcia zwolnił tor lotu wyrzucanej z autu piłki, która szła wprost do Castle’a na alley-oop. Wybronili to! Ostatnia akcja narysowana przez sztab San Antonio to była „winda” oraz back screen, bliźniaczo podobny game-winner już w tym sezonie widziałem, Andrew Wiggins w meczu z Cleveland, pamiętacie to?
Ten sam patent chcieli zastosować ludzie Mitcha Johnsona, ale jak mówię, KAT pazury wysunął i piłkę wyhamował:

Swoją drogą, znów wyszło niedoświadczenie. Tak się piłki, na dwa tempa z boku nie podaje. To nie było dobre podanie i nie wiem dlaczego akurat umieścili pierwszoroczniaka w roli wybijającego. To naprawdę wymaga nie tylko stalowych nerwów, ale techniki i dokładności.
No i tyle… cieszyć się pozostaje, że walor mądrości i doświadczenia, a także siła koncentracji (Jalen Brunson 36 punktów 5 zbiórek 7 asyst) wciąż stoją wyżej niż wybitne warunki fizyczne i ułańskie fantazje młodzieży. Wiwat, wiwat Nowy Jork, na taki mecz zasługiwało Madison Square Garden po ostatniej wtopie.
Dokończcie dzieła i róbmy paradę, a Becky Hammon niech odszczekuje swe słowa. Swoją drogą, bardzo jej brakuje na ławce trenerskiej Spurs. Odkąd pracuje w WNBA zdobyła już trzy mistrzostwa, a tytuł Coach of They Year w pierwszym roku pracy. Z tą babeczką w miejsce Mitcha Johnsona, tegoroczne finały mogłyby wyglądać zupełnie inaczej….
Graczem spotkania OG Anunoby, autor 33 punktów przy 10/15 z gry, autor kluczowego bloku oraz dobitki w ostatnich piętnastu sekundach spotkania. Ten gość jest tak nieskomplikowany, tak powtarzalny, tak nieodzowny, jak maszyna. Te same walory co Kawhi Leonard, a jednak „zadaniowiec”, no popatrz.
Co powiecie? Patronami odcinka są CWCienista oraz Marcin Magdziarz, dziękuję, miłego dnia! B









Space Jam normalnie hehe
Od razu napiszę , że nie kibicuję jakoś szczególnie żadnej z drużyn…
No przepraszam , ale k… 29 punktów przewagi, tutaj trzeba „tylko” mądrze zarządzać wynikiem. Piszę w cudzysłowie po oczywiście NYK też sroce spod ogona nie wypadli, no ale jednak 29 punktów…
A to zagranie Foxa…no wybaczcie ludzie… nawet jeśli zakładał , że przy próbie bloku zostanie sfaulowany…
W tej sytuacji masz elementarz – uciekasz ,kradniesz czas najdłużej jak się da i dajesz się sfaulować. Nawet jeśli zakładał , że trafi to i tak jest dalej jedno posiadanie i bodajże 12 sekund.
Nie wiem , czy to brak doświadczenia , ale w samej końcówce SAS zj..bali wszystko co tylko można było.
Kryminał
łatwo się mówi po fakcie, tam wyglądało że ma czysty layup sam na sam z koszem i poszedł w to, zwolnił by to by musiał stawać na lini rzutów wolnych a to różnie mogło pójść (jak We3mby który spudłował oba wolne) a NYK tak czy siak mieliby czas na ostatni rzut
ja bym to aż tak kategorycznych zarzutów Fox’owi nie robił
bardziej trener położył mecz tyrając Wemby’ego przez 44 minuty mimo tak ogromnej przewagi i na końcu zabrakło prądu
Harper też nie zastawił zbiórki
Nie tylko w końcówce niestety ale od samych 29 punktów. Tak jak mówisz… zarządzanie wynikiem i świadoma kontrola trendów, przerywanie serii, wkładanie „szprych w koła” itd. Do tego zarządzanie paskiem zdrowia i staminy zawodników (zajechany Wemby na końcówce).
Znów mam wrażenie, że Mitch tego nie ogarnia i że koszykówka Spurs nie jest zorganizowana ale na zasadzie „pana od WF: macie tu piłkę i idźcie sobie pograć”.
Tym razem (choć pewnie sami to wiedzą) należy im się srogi opier…. od Popa lub kogoś kto tam u nich ma poważanie. To musi być ekspresowa edukacja już teraz bo zostały 3 mecze!
Może, jednak na ten moment pan od WFu z min doświadczeniem z mkodzikami doszedł do finałów, bez miotły (uniknął sweepa), i na ten moment trudno powiedzieć czy on jest Mackiem Jacksonem przed Stvem Kerrem czy może Mazullą a może Popem czy Philem. Jak Pop czy Mazulla był długo asystentem. Dać mu czas 1-2 sezony min i asystentów i puzzle dp składu, patrz zmienników z doświadczeniem czy totalnych weteranów za min kasę (patrz Al, Porzi, D.Green) totalnie abstrahując wyobraźmy sobie ten skład+ LBJ albo +Steph +Green czy Aquaman (jako obrońcy) +Kawhi marnotrawny… Czy do sztabu dołączyć kogoś z weteranów trenerów
OG ma MVP jeśli NYK to dowiozą. Btw. dla takich meczów, warto żyć.
Chyba sam w to nie wierzysz? Przecież wiadomo, że i tak Brunson dostanie MVP, bo jak liga inaczej mogła by wybrać…
Oczywiście zgadzam się, że to Anunoby powinien zgarnąć tę nagrodę – cholernie niedoceniany zawodnik, a to jest skarb!
Igoudala swoje MVP finałów dostał mimo że obok biegał Curry… ale póki co OG na razie w każdym meczu jest na minusie w +/- 😀
moim zdaniem póki co jeśli chodzi o MVP to tam równo z Brunson’em leci bo KAT to juz się z wyścigu wypisał
Od kilku już meczów sobie myślę jaki OG to jest niedoceniony gracz, praktycznie od początku on trzyma mega poziom nawet gdy inni zawodzą, po tym meczu chyba się to zmieni:)
Totalne szaleństwo. Mi się podobało. Może Knicks grali piach przez 30 minut. Spurs przez 18 minut. Było to ciężkie w odbiorze, dla fana Knicks początek meczu był łamiący.
Końcówka totalne kino, dla fana Knicks. Bo co musieli poczuć fani SAS (jeśli chodzi o zachód to też ich lubię), to nie wiem. Ostatnie minuty oglądałem wbity w fotel.
Przyznaję się że oglądając all possessions przewijalem moment jak się przewaga Spurs robiła nieprzyzwoita. Zeszła poniżej 20, myślę dobra to Knicks, oglądam dalej. Wow.
Mnie osobiście bardzo śmieszy to wyjście do krycia na linie rzutów za trzy Wembanyamy w ostatniej akcji. Jakby nie mieli żadnego innego dobrego obrońcy, bo kto go zastąpi na zbiórce xd
Dla mnie najgorsze do oglądania finały od lat. A coach Knicks też niedużo lepszy od tego ze Spurs. Przecież te trójki w pierwszej połowie Spurs rzucali praktycznie bez obrony. Co robił Bridges tak długo na boisku. A ostatnia akcja meczu, rozpisana podczas przerwy, to naprawdę maił być rzut Brunsona z 9 metrów? Więcej szczęścia niż rozumu.
Jak także, bardzo, bardzo się męczę, ale tak samo było w dotychczasowych seriach San Antonio. Uważam, że Wemby wypacza koszykówkę.
Co do Bridgesa, czemu siedział w grze tak długo jak mu nie szło oraz akcji finalnej Brunsona pełna zgoda. Trochę szczęścia mieli, ale SAS swoją grą na koniec to szczęście bardzo wsparli.
Nie ma to jak przegrac sam ze sobą.
Jeszcze wieksze frajerstwo niz Miami w 2011.
Trener tragedia, nie nadaje sie na ten poziom, a dla mlodych to wcale nie musi byc lekcja, a mega cios w pysk, ktory zablokuje ich mentalnie i zakopie cala dynastie zanim sie zaczela.
Brawo Knicks, trzeba wykorzystywac taką fuszerkę rywali.
Aha no może kibiców Spurs trochę szkoda ale za to co sędziowie wyprawiają to je_ać, niech się kończy 4:1. Gdzie są te gospodarskie gwizdki dla knicks? Spoko że Liga sobie nową gwiazdę otacza plot armourem, dlatego proszę walczaków i normalnych chłopaków z Nowej Jorku o zwyciężanie.
Bez gwiazd, mając zawodników odrzuty (wiem że nie do końca), skreślani od początku sezonu, bez pajacowania, czasem nawet bez emocji patrząc na OG i JB (xd)- cisną po męsku.
Gospodarskie gwizdki przeszły jak zdano sobie sprawę ile zarabia się na przedłużaniu serii. Jakby San Antonio wygrywało 2-1 to te gwizdki szły by w drugą stronę.
Btw normalnych chłopaków? Rozumiem, że część ekipy stanowią osoby o mniejszym statusie gwiazdy, ale to dalej dwudziestoletni multimilionerzy i to z jednego z największych miast na świecie. Oni wszyscy są do siebie bardziej podobni niż ktokolwiek z nas do nich.
Ta rywalizacja przypomina mecz na zawodach szkolnych między talenciakami z 4b i starszakami z 6c. Niby wiesz, ze Ci młodsi talentem nie ustępują i mogliby wygrać ale koniec końców i tak szóstoklasiści wiozą ich doświadczeniem, sprytem i tężyzną fizyczna.
Przecież napisałem, że Admin rzucił klątwę na SAS.
jak już SAS zdeycdowali się na tą konkretną zagrywkę na ostatnią akcję to Wemby powininen byc podajacym z lini bocznej czy nawet Keldon Johnson a tak nie obcięte paznokcie KAT’a zdecydowały
chyba kupon z Bridgesem nie wszedl… 0 STL
Piekny mecz, bo rebelianci pokanali imperium zła. Knicks grali do początku przeciwko Spurs, Lidze, Silverowi i sędziom. To drukowanie było zbyt bezczelne i widoczne. Ohyda. Tylko szalona skutecznosc za 3 SAS, trochę przysłoniła ten chamski przekręt. Bo serio, dla mnie już przesadzili.
Prawda, oczy bolały gdy sędziowie od początku kolejnego meczu drukują na potęgę, kolejny mecz NYK cudem wygrany, przeciwko wszystkim. NBA to scam.
A może by to wszystko ugryźć troszkę z innej strony? Kiedy ostatnio w finałach była ekipa, której zawodnicy byliby tak ze sobą zaprzyjaźnieni?? Teksty JB o KAT, że to jego wielki przyjaciel, o tym jak jest z Hartem to chyba wiele nie trzeba pisać, to samo Bridges – Nova Boys… Chemia w NY jest moim zdaniem nie do powtórzenia. Brakuje DiVincenzo jeszcze. Możę w tym tkwi „tajemnica” sukcesu? Może nad tym Admin by się pochylił….?
Te finały wyjdą na zdrowie Spursom. Jak to już było wspominane, wygrana w pierwszym playoff i jednocześnie pierwszym finale byłaby niepedagogiczna… Za to fakt, że dotarli do finałów to taka fajna zachęta do dalszych starań i przede wszystkim nauki. Trochę martwi trener…. ciekawe czy on się czegoś uczy…. czy ma mądrych doradców? Czy umie ich słuchać?…. Bo tu naprawdę był czas i miejsce zareagować w czasie odrabiania tych rekordowych 29 (!!!) punktów….
Czy Wemby wypacza koszykówkę?….hmmm…. Myślę, że chyba jednak nie… To raczej takie „pierwsze wrażenie” na lidze. Trenerzy, i inni specjaliści, pogłówkują przez wakacje i znajdą sposoby. Wilt Chamberlain był też wybrykiem natury…owszem, ustanowił rekord 100 pkt w meczu, miał niebagatelny wyskok (sam przesadzał w tym parametrze mówiąc o 135 cm, ale nawet 120 cm przy jego 216 cm robiło go nieosiągalnym), był sprawny nieziemsko (uprawiał też lekkoatletykę), ale nie aż tak bardzo zdominował ligę. Ustanowił nieosiągalne średnie w sezonie, ale zdobył „tylko” 2 mistrzostwa.
Może różnica polega na tym, że w czasach Wilta grał np. Bill Russell , który był godnym przeciwnikiem, a dla Wembego póki co nikt taki nie pojawia się na horyzoncie… Niemniej myślę, że aż tak bardzo nie zdemoluje nam Wembuś ukochanego basketu 🙂
Oj tam DeAndre Ayton i Zion Williamson poradzą sobie z Wembym 😆
I bardzo dobrze że Admin rzuca klątwy skoro Silver rzuca personel do stronniczych gwizdków drugi faul dla Towns kuriozum. Ja jeszcze obstawiam zbiorową niechęć kibiców na planecie Ziemia dla takiego drukowania!!!
Oczywiści poza Francją i miastem San Antonio.
xxx aliena, I’m the king!!!
Odnośnie pragnienia, by Spurs nie wygrali w tym roku.
Rozumiem co admin sugeruje. Porażki hartują. Są lepsze dla młodych i ambitnych organizmów niż sukcesy. Zdecydowanie lepsze. Przyszły mi jednak na myśl lata ’90, młodzi i piekielnie zdolni Orlando z gościem, który także miał odmienić NBA na lata i był wybrykiem natury jak dzisiejszy Wemby.
Polegli w finale, tytułu nie zdobyli także później. Ich dynastia nigdy nie nastała. Shaq zdominował ligę i został legendą na miarę oczekiwań ale sam młody projekt Orlando zgasł równie szybko jak zaświecił.
Zresztą, jeszcze kilka miesięcy temu pisano (tutaj także), że OKC to nowa dynastia. Mają wszystko by zdominować ligę na lata. Inni mogą nie mieć podjazdu. Doskonale dopasowani, młodzi, atletyczni, agresywni, ambitni. W dodatku organizacja ze zgadzającymi się finansami. A tymczasem nie powtórzyli „nawet” finału. Oczywiście na razie, ale jednak.
Zdarzają się dynastie, trafiają pojedyncze wybitne sezony (Knics w tym roku?), a czasami szansa pojawia się i znika bezpowrotnie. Wemby równie dobrze może zdominować ligę na lata (w Spurs lub poza) co rozsypać się zdrowotnie, co nie jest wcale nierealne.
Co ma być, to będzie. Prawda?
NY to trochę taka „parszywa 12”, wiedzieli, że wygrana w finale to zadanie prawie niemożliwe, albo OKC, albo SA. Dostali SA i jedną szansę na Puchar; i cisną, gryzą. Nieważny styl, byle tylko jeden punkt więcej od rywala.
Krwawią, ale wzrok JB karci każdą słabość. A słabości mają sporo, tak samo mniejszy talent niż rywale.
Wiedzą, że jak nie wykonają zadania to niektórzy out, że drugiej szansy nie będzie.
Może niektórym słabo się to ogląda, może to taki film klasy B. Może Admin za 10 lat w jakimś wpisie o tej porze roku wspomni te brzydkie finały, ale jakie to wszystko będzie miło znaczenie jak pod kopułą MSG będzie baner mistrzowski. Pozdrowienia
Już miałem wyłączać po pierwszej kwarcie, bo sędziowie to było jakieś kompletne nieporozumienie. Drugi faul Townsa, brak goaltendingu Korneta, basket interference Wemby’ego. Praktycznie sędziowie pocisnęli run 8-0 jeśli liczyć wolne KATa, których nie dostał i próbowali ustawić całe spotkanie wpędzając go w foul trouble.
Dobrze, że jednak obejrzałem tę zasłużoną kompromitację. Mitch Johnson położył Spurs kolejny mecz i nie wiem czy to wina jego braku doświadczenia, umiejętności czy spokojnej głowy.
Wemby też pięknie się ośmieszył pokazując, że wszedł do głowy Robinsonowi, a samemu wyglądać jak dziecko we mgle w ostatnich minutach, pudłując oba wolne i oddając ofensywne zbiórki.
Na Spurs jeszcze pewnie przyjdzie czas, szczególnie mając na ławce takiego Harpera. Pytanie czy z tym trenerem. Ale dobrze obejrzeć jak dostają pstryczka w nos za swoje aroganckie zachowania.
Po takiej wtopie to im (graczom SAS) się już chyba nie będzie chciało biegać. Takie doświadczenie musi orać banię tak że hej. Mental NY na gigapoziomie po tym jak grali piach totalny przez 30 minut. Johnson nie dorasta do poziomu drużyny, trzeba tam innego trenera chyba. Foxowi też bym podziękował i poszukał na rynku silnego skrzydłowego z prawdziwego zdarzenia i zmiennika dla Wemby za pieniądze, które dostaje Fox. Tylko kto go będzie chciał po tak spapranej serii ? Okazem zdrowia to też on chyba nie jest. A Anunoby był przeze mnie niedoceniany, chylę czoła. Chociaż mógłby bliżej kosza grać i używać siły więcej. No i niech rozwijają Hukportiego, może być z niego dobry obrońca. W sumie fajnie, że banda wyrobników i pracusiów idzie po puchar. Nie udało się pracusiom w 1994, może teraz się uda.
Q&A
Sochan na konferencji dostał propsy od Browna czy będzie więcej minut w G5, podobało mi się jego opanowanie.
A co konkretnie wniósł Sochan oprócz braku przestrzeni dla Brunsona? Przecież oni go nawet nie kryli.
Prowadzić 29pkt i przegrać taki mecz. Normalnie żenuła eNBeA!!! Łembanjama Melodrama. E.T. go home!!
Chapeau bas, chyba lepiej się tego opisać nie dało. Od siebie dodam, to co zawsze, nie mogę zdzierżyć tych gwizdków. No i uważam jednak, że Wemby jest koniecznie potrzebny tej lidze.
Ostatnia akcja Knicks trochę dziwna, lecz zerknijcie na to co zrobił dużo niższy Brunson na Wembym. Na kamerach widać jak patrzy na nogi Wembanyamy. W porę zaatakował źle stojącego Wembiego. wybił go z balansu, ten nie miał już czasu na doskok i wyskoczył off-balance, nie miał szans na blok. JB to zauważył i cisnął trójkę.
Spurs ewidentnie ten mecz przegrali, co nie zmienia faktu ze Knicks zaatakowali przeciwnika gdy ten był zakręcony jak koń na światłach. To był dobry mecz Knicks. Grali przytomnie, skupieni i wykorzystali dziecinne błędy SAS. Myślę ze oglądając ten mecz drugi raz zobaczymy, że Knicks nad tym chaosem zapanowali. Końcówkę meczu Wemby i Fox po prostu zjeb*li. Wemby zapewne miał za zadanie nie doprowadzić do oddania rzutu, ale sam mu to wręcz umożliwił. Zamiast przykleić się do Brunsona, założył, że ten pójdzie w prawo i go odetnie od czystego rzutu za 3. Zerknijcie na te akcje slow mo, w trakcie meczu nie dostrzegłem tego błędu.
Niemożliwe nie istnieje
N. B.
Swishing and dishing
Riding and gliding
Hiding then sliding
Rushing and flushing
Dashing and slashing
Banging and hanging
Stoping and popping
Ciekawym w grze spurs są wahania…tu +-30 pkt ale w serii okc też mieli wielkie wahnięcia i jak wygrywali i przegrywali….czy to kwestia obecnej koszykówki czy samych spurs ?? hmm….