fbpx

Arvydas Sabonis: Bóg i jego Syn

29

Szukałem analogii dla sytuacji Domantasa Sabonisa w świecie polskiego sportu i nie przypomniałem sobie takiego przypadku, przynajmniej nie tej skali. Może gdyby Jan Paweł II miał prawowitego syna, i ten chłopak, w wieku 21 lat zostałby jednym z hierarchów w Watykanie, to moglibyśmy mówić tu o podobieństwie do historii Sabonisów. Nie jestem jednak Danem Brownem, więc porzucam ten trop i historię zaczynam w Kownie, rodzinnym mieście Arvydasa.

Narodziny

19 grudnia 1964 roku w kowieńskim szpitalu przyszedł na świat chłopiec, który w przyszłości będzie mierzył 221 centymetrów przy wadze przeszło 130 kilogramów. I zostanie legendą Litwy. Póki co, w akcie urodzenia jasno określono jego przynależność do świata sowieckiego wpisując cztery litery – ZSRR.

3 maja 1996 roku w klinice w Portland rodzi się Domantas, najmłodszy z czwórki rodzeństwa. Podwójne obywatelstwo litewskie i amerykańskie przyczyni się do wybrania określonej ścieżki kariery. Pod względem gabarytów 20 lat później choć trochę wda się w tatę, osiągając 208 cm i ponad 100 kg. Póki co nad jego łóżkiem pochyla się mama, była Miss Wilna no i ojciec, którego znają wszyscy kibice koszykarscy świata, a lekarze w Portland w szczególności – po niedawnych wynikach rentgena wróżyli, że facet powinien dostać rentę inwalidzką i specjalne miejsce na samochód pod halą, a nie otrzymać drugą ilość głosów w kategoriach sixth man i rookie of the year.

Debiuty

W Kownie, wysoki trzynastolatek pierwszy raz łapie piłkę do kosza. Gra wydaje mu się prosta. Rzuca, podaje i trafia… prosto do juniorskiej reprezentacji ogromnego kraju, w której debiutuje w wieku 15 lat.

Wiele lat później z pierwszych rzędów trybun Domantas obserwuje zmagania taty z Shaqiem i innymi wielkimi centrami lat 90-tych. Skazywany na pożarcie 30-latek stawia im twarde warunki, nieraz ośmieszając inteligencją i niekonwencjonalnymi zagraniami.  Z ojcem grają czasem na podwórkowym koszu.

Gdy przygoda Arvydasa z NBA dobiega końca Domantas w wieku 16 lat debiutuje w seniorskiej drużynie Unicaja Malaga podczas towarzyskiego spotkania z Zagrzebiem. Mając 17 lat, 5 miesięcy i 10 dni zostaje najmłodszym zawodnikiem w dziejach Malagi, który zagrał w jej barwach w lidze ACB, nie podpisuje jednak kontraktu za 630 000 dolarów mając w głowie pewien plan.

Początki

Nie mam pojęcia co Arvydas Sabonis robi ze swoimi trofeami, czy ustawia je na specjalnych półkach, czy z nadmiaru gubi, może sprzedaje na rodzimych aukcjach charytatywnych? Lista wyróżnień, medali i tytułów jakie uzbierał jest niewiarygodna, a zaczyna się w 1982 roku gdy świętujący 18. urodziny Litwin zostaje Mistrzem Świata z kadrą ZSRR prowadzoną przez legendarnego Aleksandra Gomelskiego.

Rok później Sabonis zdobywa brązowy medal Mistrzostw Europy. Na tym turnieju podglądali go amerykańscy skauci i jak wspomina Bill Walton:

Arvydas w jednym z meczów uzyskał quadruple-double już do przerwy. Na drugą połowę nie musiał zdejmować dresu. Patrząc na to myśleliśmy, że zasady koszykówki trzeba napisać od nowa, tak jak to się stało w przypadku Russella, Wilta i Kareema.

Sabonisa cieszyły przede wszystkim sukcesy odnoszone w koszykówce klubowej. Tutaj reprezentował swoje miasto, swój naród. W latach 1985-87 trzykrotnie wygrywał z Żalgirisem Kowno Mistrzostwa ZSRR, dając bolesnego pstryczka w nos wielkiemu CSKA Moskwa i tym samym budząc silne uniesienia narodowościowe Litwinów, szczególnie gdy mecze toczyły się w hali w Kownie.

W 1986 roku prowadzony przez Avrydasa Żaligiris zdobywa Puchar Europy, eliminując po drodze Cibonę Zagrzeb innej niespełnionej w NBA legendy europejskich parkietów: Drażena Petrovicza. Warto zauważyć, że miał wtedy 22 lata, rok więcej niż dziś jego syn.

Raz na sto lat

Jego ojciec był rzadkością, ktoś taki rodzi się raz na sto lat [Jonas Kazlauskas, trener reprezentacji Litwy]

Rozpatrując początek zawodowej kariery Domasa, trzeba pamiętać, że jego ojciec był niepowtarzalny i choć osiągnięcia syna w takim porównaniu wypadają blado, to na tle rówieśników z Europy są godne zauważenia.

Po odrzuceniu kontraktu w Maladze Domantas wybrał się na uniwersytet Gonzaga, gdzie występował u boku Przemka Karnowskiego. Ponoć to Polak pomagał mu w aklimatyzacji, ucząc slangu i zamiłowania do meksykańskich restauracji. W szatni i podczas prywatnych spotkań okazał się spokojny, wręcz nieśmiały, nienawykły do ekspresji kolegów z USA.

Za to na parkiecie stawał się prawdziwym Bulldogiem, krzyczał, nie bał się kontaktu, najlepsze co dał naszej drużynie to energia i pasja [trener Mark Few]

W drugim, ostatnim roku swej uniwersyteckiej gry zaliczał średnie na poziomie 17.6 punktów i 7.1 zbiórek. Podczas March Madness zaliczył swoje prywatne “flu game” mimo grypy zaaplikował rywalom 21 punktów, 16 zbiórek i 4 asysty prowadząc Gonzagę do zwycięstwa. Wszystkie mecze syna oglądał przez Internet Avrydas, siedząc pośrodku litewskiej nocy, wraz z żoną ubraną w koszulkę Uniwersytetu Gonzaga. Rozmiaru dla taty szukano nieco dłużej, w końcu dosłano jersey 5XXL.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

29 comments

    • Array ( )

      Bo jest biały, ma ciemne włosy i czasem jakoś fajnie poda? Fizycznie na pewno przypomina. Moim zdaniem to takie pozorne podobieństwo, zacząłem oglądać NBA w czasach Arvydasa, pamietam co potrafił ten człowiek, chociaż niewykluczone ze taki Jokic będzie równie dobry. Moze lepszy, kto wie 🙂

      (4)
    • Array ( )

      nie,
      za czasów swojego prime miałby średnie na poziomie 32pkt, 14reb, 7ast, 4blk i 3stl

      (6)
  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Batkos
    Odpowiedz

    ciekawy art ale kurcze… trochę niezgrabnie splecione historie dwóch zawodników… takie to poszarpane… w pewnych momentach nie wiedziałem o kim czytam… ale ogólnie na plus 😉

    (52)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe HeatLifer

      Dokładnie, wytrącało mnie to często z uwagi. O Sabonisie mogę czytać cały czas bo jego historia jest dość… smutna. Zasrane konflikty ukryły nam taki talent i oddały dopiero jak już był po swoim prime. Mimo to i tak pozostawił dużo. W takim wieku wyczyniać takie cuda 🙂 Co by było gdyby…….

      (16)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Wspomnienie Jana Pawła II w kontekście posiadania dzieci w internetowym tekście, to sie nie może skończyć dobrze xD

    (49)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jedną z wersji powodu nieobecności na wręczeniu medali było “siłowanie się” ale z żeńską częścią reprezentacji Wspólnoty Niepodległych Państw 🙂

    (5)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe midzetor
    Odpowiedz

    Bez obrazy dla Kuby i BLC, ale to jeden z fajniejszych artykułów tutaj, propsy. Co do samej historii to pozostaje czekać aż Domantas napisze ostatni rozdział ^^

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak wyjechal za ocean, to juz byl cud, ze byl w stanie grac w koszykowke. Gdyby przyjechal do USA w swoim najlepszym okresie mozliwe ze spogladalibysmy na niego jako na jednego z najlepszych centrow w historii.

    (6)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Droga redakcjo.

    DURANT jako ROOKIE w OKC? W pierwszej piątce???????
    Wydaje mi się, że w Seattle Supersonics.

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    A teraz nie na temat.
    Czy ktoś z Was prześledził jak to Zen Master udupił na długie lata NYK jeśli chodzi o salary cap? Muszę przyznać że zrobił to wręcz podręcznikowo. To jest chyba jego zemsta na NYK za te lata ostrej walki z jego Chicagowskimi Bykami za czasów MJ’a.
    Melo (32) do 2019 za ponad 26mln rocznie
    Noah (31) do 2020 za ponad 18mln rocznie
    Lee (31) do 2020 za ponad 12mln rocznie;
    Lance Thomas (28) do 2020 za ponad 7mln rocznie

    Polecam zajrzeć tutaj:
    http://www.basketball-reference.com/contracts/NYK.html

    (7)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo dobry artykuł, szacunek!
    Moim zdaniem artykuł był dobrze poukładany, autor moim zdaniem celowo tak to poukładał, aby przedstawić dwie sylwetki równolegle które dorastały, dojrzewały i osiągały pierwsze sukcesy. Dla mnie git!
    Co do talentu młodego to nie oceniałbym za szybko, bo pamiętajmy że dzieci sławnych koszykarzy grają z ogromną presją i duzymi oczekiwaniami i czasami trzeba nieco poczekać. Tak zaczyna się dziać choćby w przypadku mojego Hardaway Jr. Jakiś czas temu spisałem chłopaka na straty, a tu proszę co ostatnio wyprawia w ATL..

    (10)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe idoru
    Odpowiedz

    W historii Sabasa – powtarzane są niemal zawsze 2 utarte standardy: co by było gdyby wcześniej zagrał w NBA i związane z tym “niespełnienie talentu”.
    Oba niesprawiedliwe i mocno naciągane – do tego krzywdzące dla Sabonisa, który bezsprzecznie był jednym z największych koszykarzy XX wieku.
    Pierwsze twierdzenie z gatunku “woulda/shoullda” – ma też drugą stronę medalu, o której sie zapomina, jeśli prześledzimy historię kontuzji Sabasa. Przy obciążeniach z NBA równych lub nawet większych niż miał a do tego biorąc rozrywkowy charakter, ilość pokus, a szczególnie problem z wagą (szczególnie w 2 części kariery) – ilość i ciężar kontuzji mógłby być większy i zamiast Sabasa jakiego znamy mielibyśmy drugiego Sama Bovie…
    Paradoksalnie – to granie europejskie walnie przyczyniło się do budowy legendy Sabonisa i wywarło niebagatelny wpływ na jego karierę w NBA.
    Drugie twierdzenie: “niespełniony talent” – jest wielce krzywdzące: to tak jak by napisać “MJ poza kilkoma tytułami w Ameryce nic nie osiągną w światowej koszykówce”. To fakt, jeśli porównamy go z workami medali np. Dejana Bodirogi czy Oskara Shmidta 😉 ale nie zmienia to faktu że wszyscy trzej byli wielkimi graczami.
    Tak samo jest z Sabasem – warunki zewnętrzne zadecydowały o takiej a nie innej ścieżce jego kariery. Ale była to kariera wybitna – co ważniejsze po obu stronach oceanu: klubowe mistrzostwa europy, sukcesy w reprezentacjach oraz nagrody indywidualne w ilościach, o których 99,9% graczy może tylko pomarzyć.
    Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę, że anegdota o miejscu postojowym dla inwalidów nie jest żartem – to powinniśmy Sabonisa traktować trochę inaczej – jako koszykarza w pełni spełnionego, który w dostępnych warunkach osiągną wszystko co tylko mógł.
    Bogom koszykówki równy.

    PS. A szczególne pokłony powinniśmy bić za to, że w ogóle zdecydował się na debiut w NBA i grał tam ta takim poziomie przez tyle lat. To hart ducha, wiara we własne siły i zacięcie do koszykówki wbrew wszystkiemu – przecież ten gość miał problemy z przejściem obowiązkowych testów medycznych i zastanawiam się jak jego wyniki w Portland zostały naciągnięte…

    (6)
    • Array ( )

      Zgadzam się całkowicie. I mam nadzieję, że widać to choć w części w artykule. “Gdyby” jest z perspektywy amerykańskiej, mistrzów NBA tytułujących się Mistrzami Świata i przez to mocno krzywdzi Sabonisa.
      Ten tekst właściwie nie jest o Arvydasie, ale o ojcu i synu wychowanych w innych czasach, o innych predyspozycjach i inaczej wykorzystujących swoje możliwości.

      (0)
    • Array ( )

      Sabonis był jednym z najwybitniejszych centrów w historii dyscypliny – i równocześnie BYŁ niespełnionym talentem.
      I to jedno zdanie świadczy o tym jaki to był talent. Widziałem go jak miał 20 lat jeszcze w Żargilisie – można zresztą znaleźć jakieś szczątkowe nagrania na necie sprzed roku 1986 – kiedy odniósł poważną kontuzję, potem źle leczoną (a terapia została przerwana żeby mógł zagrać na Olimpiadzie – zagrał po 1,5 roku przerwy od koszykówki, zdobył złoty medal i wrócił do szpitala) i to na tych starych nagraniach widać jakie były jego możliwości.
      Potem ten facet został jednym z najwybitniejszych koszykarzy świata jako pół-inwalida , ale mógł grać ZNACZNIE lepiej.
      Gdyby jako zdrowy 20latek trafił do NBA, to przy jego warunkach fizycznych, przy jego skoczności i szybkości (które po 1986 znikły) przy nieprawdopodobnych umiejętnościach byłby najwybitniejszym koszykarzem w historii.

      Było kilka nieprawdopodobnych talentów w historii dyscypliny, graczy więcej niż perfekcyjnych, takich co na swojej pozycji umieli wszystko i mieli jeszcze coś więcej (np. Magic – idealny PG, tylko że o warunkach PF , albo Jordan – idealny SG, tylko że im było trudniejsze zadanie, tym stawał się lepszy, nikt się nie mobilizował tak jak on ), ale tylko jeden z tych kilku gostków był olbrzymim centrem ponad 220 cm.
      Któryś z jego trenerów powiedział, że ktoś taki rodzi się na świecie raz na 100 lat i to może być prawda, bo od 1964 drugi taki się nie urodził.

      (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Pozamiatałeś Grzegorzu. Chyba najlepszy art ze wszystkich “Rookies”. Bardzo przyjemnie się czytało, dużo informacji w przystępnej formie, brak silenia się na głupkowate żarciki, a dawka humoru bardzo ładnie przemycona. KONSTRUKCJA! Przeplatanie młodziaka z ojcem bardzo mi się spodobało. Przemyślany art, BARDZO DOBRZE przemyślany. Całość jednolita, ani słowa za dużo czy za mało. Jestem pod wrażeniem, masz wybitny talent chłopaku, pisz dalej!
    PS. Kanter nie znokautował krzesła – stało dalej 😉

    (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Donatas urodził się w 98 ale: “Wiele lat później z pierwszych rzędów trybun Domantas obserwuje zmagania taty z Shaqiem i innymi wielkimi centrami lat 90-tych.”

    (-1)

Gwiazdy Basketu