fbpx

Boston depcze wielkie plany i marzenia Kevina Duranta | nieudany powrót Luki Doncica

41

WTMW.

Mavericks 99 Jazz 100 [2-2]

Luka wrócił, a co za tym idzie pewne rozluźnienie wdarło się w szeregi gości. Powinni byli celować w beznadziejnego defensywnie Mitchella, ale woleli do pick and rolla wyciągać Goberta. W innym wypadku ten całkowicie ignorował krycie Dwighta Powella i siedział w środku udzielając pomocy przy każdej próbie wjazdu. Problem polegał na tym, że Maxi Kleber (oszukany center, 12/16 zza łuku w dwóch poprzednich meczach serii) szybko połapał faule i nie było komu grać na piątce, bo przecież nie Davis Bertans, bez przesady.

Tak więc obrona Jazz z Gobertem jako “free safety” spowolniła towarzystwo. Wciąż uważam, że mogli więcej angażować beznadziejnego w obronie Mitchella, w pierwszej połowie naliczyłem cztery sreen and rolle z jego udziałem i za każdym razem padały z tego punkty Dallas.

Zresztą to samo było po drugiej stronie z Luką, który na własnej połowie wyglądał bardzo źle. Nawet nie było wiadomo, co on zakłada i kogo kryje. Koledzy latali wokół niego. Do przerwy tak samo, widziałem dziesięć akcji, w których Słoweniec miał przejmować zasłonę, z których padło szesnaście punktów Jazz (1.6 punktu na posiadanie!)

Co w ataku pozycyjnym grali Jazz poza tradycyjnym już izolowaniem Mitchella (23/6/7)? Bojan Bogdanovic grał tyłem do kosza ze znacznie mniejszym Brunsonem. Dallas po swojemu podwajali otwierając się na spot up między innymi Jordana Clarksona (25/4). Inna sprawa, czy musieli podwajać te akcje nawet sześć metrów od obręczy? Jason Kidd pewnie zna już na to odpowiedź.

Spencer Dinwiddie wrócił do swej tradycyjnej roli szóstego zawodnika, ale pozostał tradycyjnie beznadziejny rzutowo w tej serii (14/48 w trzech ostatnich meczach serii to całe 29%). Moim zdaniem zbyt dużą miał rolę biorąc pod uwagę dostępność Luki (30/10/4) który jednak gra z urazem łydki.

Obie strony nie przekonują jeśli mam być szczery

Jazz wygrali choć nie mają tożsamości. Jak dotąd znaliśmy ich jako zespół grający szybko w przód o wielkiej mocy rażenia zza łuku. W tej serii ich średnia sezonu jeśli chodzi o rzuty dystansowe została zmniejszona o jedną trzecią. Na pewno trzeba im oddać, że już tak łatwo nie przejmowali krycia w tym spotkaniu, a coach Snyder ostatnią minutę miał naprawdę dobrą. Właściwie to 40 sekund:

  • przerwa na żądanie
  • bardzo dobra akcja rozrysowana na Michella, tzw. hammer screen
  • potem wczesne podwojenie Luki, które zmusiło Słoweńca do oddania piłki
  • brak przerwy po zbiórce
  • szybkie przejście z obrony do ataku i obsługa slipu Goberta, który miał tę opcję otwartą cały mecz

Na ironię zakrawa fakt, że zwycięską akcję przeprowadził Rudy, którego podaniem obsłużył Michell, haha. O niesnaskach obu panów informowałem Was wielokrotnie, ale jak widać – można!

Celtics 109 Nets 103 [3-0]

Obrona strefowa Brooklynu na otwarcie meczu miała stanowić zaskoczenie dla gości. Wyszli w ustawieniu “3-2” chyba po raz pierwszy w tym sezonie. Dotąd parę razy widziałem u nich strefę “2-3” ale to było gdzieś w środku rundy zasadniczej gdy gwiazdy były nieobecne. Problemem “3-2” są przede wszystkim rogi parkietu, co szybko zostało wykorzystane przez Celtów. W szczególności Jayson Tatum nawigował do rogów/ rzucał stamtąd.

Robotę dla gospodarzy od pierwszych minut robił Bruce Brown, czyli “nasz człowiek” tej nocy. Nie dlatego, że jakiś wybitny z niego gracz, ale ponieważ C’s podwajając Irvinga i KD pozwalali mu biegać jak kurczakowi po otwartym wybiegu.

Boston gabarytowo znacznie większy. Steve Nash, czyli (za przeproszeniem) trenerski ogórek znów przemycić próbował trzech filigranowych obwodowych. Obok siebie grali przykładowo Kyrie, Curry i/lub Mills. Gdzie tu obrona, fizyczność, bez jaj!

Obrona niezmiennie miała problem, już nawet nie chodziło o niedostatki fizyczne, ale nieporozumienia. Brown z Currym to jakby pierwszy raz grali ze sobą. Jednak absolutnym kluczem było spowolnienie KD i w tym zakresie C’s (ponownie) wykonali fenomenalną robotę.

What’s up with you boy!?

W przypadku Duranta mówimy o kombinacji zmęczenia, pasywności i  cholernie dobrej obrony. Zanim w ogóle doszedł do pozycji rzutowej nierzadko przedzierać się musiał przez trzech rywali przekazujących go sobie nawzajem. Tatum jako docelowy cover doskonale na nim siedział. Jest równie długi, młodszy, wiedział, że każdorazowo ma za sobą pomoc.

Powtarzam, niczym wolny elektron latał Brown (16 punktów do przerwy) ale wiadomo, że gracz zadaniowy meczu nie wygra. Nets pomimo najlepszych starań mają duże problemy ze spacingiem. Chcieli podpatrzeć pracę Steve’a Kerra w Golden State, ale to nie ta inteligencja i wykonawstwo.

Center nie stanowiący zagrożenia z dystansu (Drummond, Claxton) przeciętny shooter w roli Draymonda Greena (tutaj Brown choć go uwielbiam zreplikować Draya nie da nigdy rady) oraz trzech snajperów. Warriors to jednak maszyna, która wprawiona w ruch ruchliwością, zgraniem i szybkością reakcji zamęcza rywala na śmierć. Nets to przy tym utalentowana owszem, ale bardzo siermiężna i wymieniająca się kolejnością grupa siepaczy 1-na-1. Pod presją, jaką zafundowali im Celtics wyszły słabości. KD na pewno mógłby się ustawiać lepiej, nawet jeśli był pasywny i nie zamierzał atakować, aby ułatwić zadanie partnerom. No niestety.

Moim zdaniem za mało grali przez Browna wyskakującego do short rolla. Ambicje gwiazd zagrały, chcieli pokazać że przełamią. Wyszło słabo. To jedna z nielicznych, zespołowych akcji:

Mimo wszystko walczyli. Co było dwucyfrowym prowadzeniem Bostonu ścinali do 3-4 punktów straty i tak parokrotnie. Różnicę w organizacji i zgraniu było jednak widać w końcówkach kwart. Przykładowo finał trzeciej odsłony: Marcus Smart dobitka, następnie rzut po koźle z kontrataku i następny atak z biegu zakończony wsadem Jaylena Browna. I tak z 72:75, Brooklyn w czwartą kwartę wchodził znów z deficytem 72:81. Wystarczała minuta dekoncentracji.

Celtics wygrali te zawody poprawnością, skupieniem, cierpliwością i prostymi akcjami. Przy okazji, niesamowitą zmianę dał Payton Pritchard w pierwszej połowie.

Benek daj spokój

Wiele można pisać. Z jednej strony Brooklyn ustawicznie miał na placu 2-3 playmakerów, z drugiej ogrom ataków zakończył stratą. Paradoks. Jednak nade wszystko: w czarnej godzinie ani Kyrie ani Durant nie odpowiedzieli na wezwanie i stanęli na wysokości zadania.

Powrót tego trutnia (mam na myśli Bena Simmonsa) na czwarty mecz interesuje mnie niewiele. Wprowadzić może wyłącznie chaos. Oto kolejny non-shooter na dodatek pragnący wybrać piłkę z rąk gwiazd, LOL. Dlaczego on nosi okulary przeciwsłoneczne w zamkniętym pomieszczeniu..

Oto jest wielki Kevin Durant:

  • zero trafień z gry w drugiej połowie Game 2.
  • zero prób rzutowych przez ostatnie 11 minut Game 3.

Najważniejszy mecz sezonu KD kończy z dorobkiem 16 punktów 8 asyst 5 strat i 6/11 z gry. Jayson Tatum indywidualnie ograł go po obu stronach boiska. Przy jego nazwisku znajdziemy linijkę 39/5/6/6! Mocny zawodnik w świetnym układzie drużynowym.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

41 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Prosta sprawa, KD bez chłopaków z Golden State nie daje rady.
    Jak ma dwie gwiazdy, które ściągają z niego presję to wymiata ale jak musi być największym działem to nie daje rady.

    (2)
    • Array ( )

      Ale dzięki internetowi wiadomo nie od dziś, że KD ma problemy z głową. Ileż to już razy się kompromitował w mediach socjalnych a wszystko za sprawą psychiki rodem z przedszkola.
      A Sun Tzu uczy, żeby walić przeciwnika w najsłabsze ogniwo – czyli w tym przypadku psycha KD.

      Szczerze mówiąc rozczarowują mnie Nets w tym sezonie. Nie żebym ich uznawał za jakichś kontenderów czy coś, ale liczyłem, że namieszają i że zobaczymy Simmonsa kontra 76ers.
      Wiecie… takie epickie starcie “człowieka bez sufitu” Simmonsa z człowiekiem z “nierówno pod sufitem” Riversem. Nikomu taki wątek nie zawadziłby!

      (5)
    • Array ( )

      @Drupi Bredzisz… Słabość Nets polega na tym, że grają indywidualny basket. Raz KD, raz KI. Boston ma przewagę fizyczną, są więksi, silniejsi i do tego lepiej zgrani. Taktyka Bostonu nie polega na psychicznym zniszczeniu KD, a na ciasnym fizycznym kryciu go. Mają najlepsze narzędzia do tego. Bez Duranta Nets tego sami nie uciągną.

      @Buby Ty chyba nie do końca rozumiesz o co chodzi w koszykówce. To jest gra zespołowa. KD grał wyśmienicie, zdobywał punkty, trafiał ważne rzuty, a przy tym jeszcze uruchamiał kolegów. Nets się trzymali przy życiu pomimo grania bez dwójki swoich leaderów. Doprowadzili do game 7 w serii z przyszłymi mistrzami NBA. Nie możesz powiedzieć, że KD nie odegrał w tym znaczącej roli.

      (1)
    • Array ( )

      @Obs
      Doskonale wiem na czym polega koszykówka. Staram się tylko pokazać, że KD idąc do Warriors poszedł na łatwiznę jeszcze większą niż Lebron idąc do Miami. KD zdobył mistrza u boku dwóch wybitnych strzelców i elitarnego obrońcy. W drużynie, która bez niego mistrzostwo też zdobyła. Zatem jest to świetny zawodnik ale nie na tyle by sobie poradzić jako największa gwiazd, za którą się uważa. Patrz na lata spędzone w Seattle\Oklahomie.

      (2)
    • Array ( )

      @Buby Ja bardzo dobrze pamiętam lata spędzone w Oklahomie. Ciężko powiedzieć o Seattle bo tam był tylko rok zanim przeniesli klub. Chcesz powiedzieć, że wtedy KD nie sprawdzał się w roli lidera? Był najlepszym strzelcem drużyny, jego ekipa meldowała się prawie rok rok w PO. Nawet w sezonie 13-14 w którym RW doznał kontuzji i był wyłączony z gry przez większość czasu to weszli do PO z bilansem 59-23. Rok później Durant był kontuzjowany przez prawie cały sezon (zagrał w 27 spotkaniach) i do playoff’ów się nie dostali…

      Przeszedł do GSW, ale i tak nie wiadomo było czy to wypali bo wszyscy znaja historie super teamów. Nie wiele z nich sięga po mistrza. GSW się to udało 2 krotnie z nim w składzie i gdyby nie kontuzja to by pewnie miał już 3 pierścienie. Rozumiem, że dla Ciebie moga one znaczyć mniej, ale żeby mówienie że KD jest słaby bez dwóch gwiazd obok siebie jest po prostu głupie.

      (2)
    • Array ( )

      @Obs
      Ja wyraźnie napisałem, że KD to świetny zawodnik. Z tym, że przed Golden State największe zespołowe osiągnięcie to przegrany finał. Poza tym z bycia najlepszym strzelcem wynikały tylko play offy. To tak jak u Lillarda na przykład. Gdyby on poszedł do GS to też pewnie miałby mistrza.
      Skoro co chwila czytam, że liczą się tylko mistrzostwa zawodnika jako samca alfa to KD nie wpisuje się w tą narrację. Nie został w jednym klubie, nie stworzył dynastii bo potrzebowała trzech kozaków żeby w końcu mieć pierścień.

      (1)
    • Array ( )

      @buby
      Napisałeś, że jak musi być największym działem to nie daje rady. Rok temu dał radę jako największe działo swojego teamu, ale pokonał go lepszy team. Mowisz ze najwiekszym osiagnieciem przed przejsciem do GSW były przegrane finały. Nie wiem czy przegrać z lepszym przeciwnikiem to jest powód do wstydu. Tym bardziej jeżeli po drugiej stronie masz bardziej doświadczony zespół, złożony nie tylko z supergwiazd, ale jeszcze zadaniowców którzy w innych ekipach mogliby odgrywać większe role. W wieku 23 lat jako lider doszedł ze swoim zespołem do finałów. Bez niego skonczyliby wcześniej.
      Gdyby Lilard przeszedł do GSW to by być może miał pierścień, ale to nie jest takie oczywiste. Lillard jest bardziej jednowymiarowym zawodnikiem. Jest niski, dominujący na piłce, gra na PG więc automatycznie się dubluje pozycją ze Stephem. Poza tym jest słabem ogniwem w obronie. Nie wiadomo jakby poza tym było z chemią w zespole. KD był lepszym fitem bo Curry, Thompson i on sam mogli grać w pierwszej piatce na osobnych pozycjach. Nie kłocili się o piłkę tylko jakoś się nią podzielili. Coś takiego się rzadko zdarza w jakimkolwiek super teamie.
      Wszystkie mistrzowskie ekipy mają więcej niż jednego kozaka. Co więcej bardzo często zadaniowcy w tych zespołach to gracze którzy spokojnie mogliby mieć większe role lub być nawet liderami w innych zespołach. Mistrzostwa nie zdobywa nigdy jeden kozak tylko cały zespół.

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem bardzo ciekawy czy projekt Nets rozpadnie się do końca zanim tak naprawdę zacznie funkcjonować😀 Za dużo fochów i gwiazdorstwa, do tego negatywnie zaskoczył mnie Nash. Liczyłem, ze może wniesie jakieś ciekawe trenerskie rozwiązania, coś nieszablonowego jak z czasów gry na parkiecie, a stoi jak Kandyjczyk z pęknięta głową…

    (10)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Liczę na 4-0 w serii Bostonu z Brooklynem żeby zobaczyć gifa jak miotła zmiata Irvinga wycierającego buty na logo Celtics

    (31)
    • Array ( )

      Tak, ale jednak to było prowadzenie 3:1 a nie 3:0 już. Z 3:0 jeszcze nikomu się nie udało, chociaż jakby Phila miała jakiś wynik 3:1 w tych playoffs to jednak z Riversem nic za pewne bym nie brał. No, ale nie wierzę, że jest szansa, że przewalą prowadzenie 3:0 z Toronto

      (-2)
    • Array ( )

      @tłok_podkoszowy Dokładnie o tym samym pomyślałem. Jeśli ktoś ma jako pierwszy stracić prowadzenie 3-0, to Doc wydaje się idealnym kandydatem 😀 #15alltimebestcoach

      (8)
  4. Array ( )
    Nets :(( echhh.... 24 kwietnia, 2022 at 20:23
    Odpowiedz

    KD jest słaby na maxa. Powinien odpoczywać trochę przed play-off, a nie żyłować się, żeby zająć 7 miejsce przed play-in.

    Irving i ramadan w czasie kluczowych meczów? To połączenie mu nie pomaga. Plus zajechany walka o 7 miejsce.

    Trener też kiepski. Ma dwóch rzucających centrów, to ich trzyma na ławce 🙁
    Dopiero w 3 meczu dał pograć Griffinowi.
    Nawet jeśli słabą formę mają, to dać ich na parę minut, porozpychają się, zmęczą przeciwnika i coś rzucą z dystansu. Andre i Nicolas dostają piłkę parę metrów od kosza – to nawet nie myślą żeby rzucać.
    Dawać trzeciego do kompletu – Bena. I będzie kabaret 🙂
    Wychodzi słabość trenera.

    (3)
    • Array ( )

      Irving zajechany walką o 7 miejsce? Weź nie załamuj…koleś grał tylko na wyjazdach i jeszcze go tłumaczysz że przemęczony? Takim tekstem plujesz w twarz ludziom normalnie pracującym

      (24)
    • Array ( )
      Nets :(( echhh.... 24 kwietnia, 2022 at 21:46

      Irving pół sezonu nie grał.
      Resztę grał tylko na wyjazdach.
      Pozwolili mu grać w domu przed play-in.

      No jakbyś nie patrzył – teraz grał co mecz – może być zajechany 🙂

      A jak już gra co mecz, to deszedł brak jedzenia i picia w dzień… chyba grafika energetycznego nie ogarnął.

      (8)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    To jaki regres formy zaliczył Harden od momentu poproszenia Houston o transfer jest aż niemożliwe a przecież gość ma dopiero 32 lata a już przecież dwa sezony wogulę nie przypomina dawnego siebie.
    Z gościa który był samcem alfa w drużynie chcącym cały czas być ,,pod grą” stał się zawodnikiem którego wogule na boisku nie widać xd
    Dawniej potrafił z łatwością minąć obrońcę czy to dzięki dynamice czy też dzięki swojej sile a teraz wygląda na gościa który nie dość że zatracił dynamikę to jego siła też gdzieś wyparowała.
    A na koniec ten jego stepback który w czasach Houston był postrachem a teraz wyglada jak by Harden robił go mając przypiety wóz z węglem.
    Ciekawe czy Harden jeszcze się ogarnie (umiejętności jak wszyscy wiemy ma) czy już tylko odcinanie kuponów mu zostało.

    (26)
    • Array ( )

      Harden dopiero 32 lata? Nie dopiero tylko już,i ma prawie 33. W tym wieku zaczyna się już okres post prime.
      Na tym poziomie gry,okienko prime w koszykówce,to jest 27 do około 32 roku, i to w zależności od budowy ciała jeszcze,i innych czynników. Harden zawsze miał więcej,i tendencje do misiakowania, a to czynnik przyspieszający starzenie i post prime. Szczyty osiągnął dwa trzy lata temu, minął górkę, i teraz w wieku 33 lata, jest już stopniowy zjazd w dół do bazy. Normalna sprawa. Durant,Curry, rok starsi,i też od ok roku zaliczają już widoczny całościowy zjazd. Dziwne,że tyle ludzi nie widzi nadal, że w koszu NBA okienko prime jest krótkie w peaku, i trwa do okolic średnio 32-33 lata,sporo też zależy od kontuzji które mogą przyspieszyć zjazd. Harden niczym szczególnym się tu nie wyróżnia, gra stosownie do wieku,budowy ciała, kontuzji itp. Fenomenalny Jordan z przerwą w grze, też jako 35 latek grał jeszcze dobrze ale już na oparach. A miał znacznie lepszy organizm od hardena. W koszykówce NBA 33 lata to bardzo zaawansowany wiek,i gra mniej lub bardziej gorsza od fizycznego prime.Koniec z byciem pierwszą opcja w zespole do mistrzostwa. Często jeśli jest jeszcze dobry atak,nie ma już sił na obronę. Jakiś czas temu dopadło to także legendę LBJa. Dlatego okienko na najwyższym poziom gry jest bardzo krótkie. Np taki Embiid właśnie wszedł w swój prime, 28 lat, i w zależności od kontuzji,ma maks 4 lata okna na grę na takim dominującym poziomie jako nr 1 w zespole. 4 lata maks na zdobycie mistrzostwa. Potem pozostaje nadzieja na posiadanie all stara prime obok, na pierwszą opcję,jeśli ma walczyć o miski

      (8)
    • Array ( )

      Nie od dziś wiadomo że Celtics nie są lubiani przez admina to i nic rzetelnego na ich temat nie ma do powiedzenia.

      (15)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nash do zwolnienia, koniecznie!!Fatalna rotacja, brak pomysłu na siłę fizyczną Bostonu robi takie jaja!! Ale chyba jeszcze gorzej z pomysłem u Snydera , kurde jak tak można nic tylko rzuty za trzy, dobitki Goberta i jedyny Clarckson robi coś innego – Utah gra koszmarnie!!jak pokonają Dallas to będzie cud. Tak nie można cholera grać!

    (4)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Steve Nash to kompletna porażka. Skład ma bardzo dobry a kompletnie nie panuje nad niczym. Gość jest żałosny. Takie moje zdanie. Pisałem już o tym wcześniej, Nets nic nie ugrają jak on tam będzie głównym trenerem bo on nie ma pojęcia o prowadzeniu zespołu i nie tylko. Wygląda jak znerwicowany kołek bez pomysłów. Powinien polecieć po sezonie.

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Payton Pritchard to jest mega gość. Zna swoją rolę, wie że w zespole są dużo większe gwiazdy od niego ale gdyby dostał ostatnią piłkę meczu i rzut na zwycięstwo w ostatniej sekundzie to by trafił – nie wymięka!

    (17)
  9. Array ( )
    Marian Paździoch syn Józefa 24 kwietnia, 2022 at 23:14
    Odpowiedz

    Steve Nash to jakaś pomyłka. Nie kumam dlaczego w Nets w ogóle nie gra Aldrige a na boisko wchodzi drewniany Griffin?

    (3)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Okulary kolorystycznie pasują mu do gaci. Tez mogę wpadać na mecze Nets z fikuśnymi dodatkami i wezmę polowe, a nawet 1/3 tego co Simmons. Trójek tez nie umiem rzucać, wszystko się zgadza.

    (17)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Harden dopiero 32 lata? Nie dopiero tylko już,i ma prawie 33. W tym wieku zaczyna się już okres post prime.
    Na tym poziomie gry,okienko prime w koszykówce,to jest 27 do około 32 roku, i to w zależności od budowy ciała jeszcze,i innych czynników. Harden zawsze miał więcej,i tendencje do misiakowania, a to czynnik przyspieszający starzenie i post prime. Szczyty osiągnął dwa trzy lata temu, minął górkę, i teraz w wieku 33 lata, jest już stopniowy zjazd w dół do bazy. Normalna sprawa. Durant,Curry, rok starsi,i też od ok roku zaliczają już widoczny całościowy zjazd. Dziwne,że tyle ludzi nie widzi nadal, że w koszu NBA okienko prime jest krótkie w peaku, i trwa do okolic średnio 32-33 lata,sporo też zależy od kontuzji które mogą przyspieszyć zjazd. Harden niczym szczególnym się tu nie wyróżnia, gra stosownie do wieku,budowy ciała, kontuzji itp. Fenomenalny Jordan z przerwą w grze, też jako 35 latek grał jeszcze dobrze ale już na oparach. A miał znacznie lepszy organizm od hardena. W koszykówce NBA 33 lata to bardzo zaawansowany wiek,i gra mniej lub bardziej gorsza od fizycznego prime.Koniec z byciem pierwszą opcja w zespole do mistrzostwa. Często jeśli jest jeszcze dobry atak,nie ma już sił na obronę. Jakiś czas temu dopadło to także legendę LBJa. Dlatego okienko na najwyższym poziom gry jest bardzo krótkie. Np taki Embiid właśnie wszedł w swój prime, 28 lat, i w zależności od kontuzji,ma maks 4 lata okna na grę na takim dominującym poziomie jako nr 1 w zespole. 4 lata maks na zdobycie mistrzostwa. Potem pozostaje nadzieja na posiadanie all stara prime obok, na pierwszą opcję,jeśli ma walczyć o miski

    (1)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Podoba mi się jak piszesz. Gdy czytam większość tekstów o NBA mnóstwo tam jest bezsensownych kalek językowych, amerykańskich zwrotów, które mają polskie odpowiedniki. U Ciebie jest trochę literówek i jeszcze trafiają się zwroty typu “Jazz wygrali choć nie mają tożsamości” (fuj), ale do wytrzymania. Fajne masz obserwacje taktyczne, teraz będę inaczej oglądał te play offy. Ogólnie – masz we mnie nowego czytelnika.

    (0)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Czytam Twoje analizy i artykuły od prawie dwóch lat i uważam, że wykonujesz świetną robotę. Dla mnie to najlepsza strona o sporcie w “polskim internecie”.
    Ukłony dla Admina i Spółki 😉 wielokrotnie Wasze opisy kolejek i poszczególnych meczów służą jako niezastąpiona pomoc w typowaniu.
    Ponadto chciałem odnieść się do tegorocznych playoffs. Widziałem wszystkie pary przynajmniej raz, ale największe wrażenie wywarł na mnie Boston. To z jakim zaangażowaniem gra ta drużyna to przechodzi ludzkie pojęcie. Wiadomo, że Tatum w tej formie jest liderem w wyścigu MVP ale to ile wnosi ławka Bostonu i jaka tam jest atmosfera w mojej ocenie stawia Boston (na razie) w roli faworyta do zwycięstwa w playoffs.
    Jestem ciekawy podsumowania pierwszej rundy przez admina, czy się ze mną zgodzi.
    Pozdrawiam i róbcie to dalej bez względu na hejterów. Macie prawdziwych fanów 💪

    (5)

Komentuj

Gwiazdy Basketu