NBA: Stephen Curry to wciąż ten sam kurczak, Cade Cunningham lubię!

Dobry wieczór, na początek chciałbym abyście wiedzieli, że Patronami dzisiejszego odcinka są Majkel 2393, Mirosław Skupiewski oraz Łukasz Darlak. Bardzo dziękuję Panowie i zapraszam do skromnej lektury. Dzisiejsza kolejka NBA obejmowała dwanaście meczów, wszystkiego nie opiszę, ale co ciekawsze tematy wyłuszczyłem poniżej. B
Warriors 113 Wolves 103
Zaczęło się jak zawsze, od rozgrzewki. Tyle, że Jonathan Kuminga bujający się na koszu jak jaka małpa z Kongo Bongo tak się bawił, że naderwał siatkę. Trzeba było ściągnąć, zerwać starą i założyć nową. To rozwlekło się w czasie i zamiast punktualnie, czyli dziesięć minut po czasie (haha) mecz rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem.
Nie wiem, która tam była dokładnie godzina w Minneapolis, ale na twarzy Steve’a Kerra obejrzeć mogliśmy tzw. five o’clock shadow, hehe. Wiecie co to jest czy muszę tłumaczyć, GWBA to portal dla ludzi inteligętnych. Long story short, dobre zwycięstwo Wojowników, Stephen Curry znów jest tym samym kurczakiem, który zdobywał cztery pierścienie: 31 punktów 10 asyst 3 zbiórki siedem trójek, a Dennis Schroder może mu jedynie pomóc, bo to inteligentny nabytek.
Minnesota badziewnie beznadziejna, oto kilka kolejnych zagrań w końcówce:
- spudłowany rzut wolny Edwardsa
- Gobert zapominający wyjść do zasłony Stepha (3 punkty) -> nieporozumienie takie z Juliusem
- McDaniels po juniorsku faulujący Stepha 25 metrów od kosza (2 punkty z rzutów wolnych)
- Randle na siłę pchający się w Andrew Wigginsa (blok czyli czapa, w końcu zimę mamy)
Na to znów wpadła trójka Curry’ego, który poczuł krew i z dwóch punktów przewagi zrobiło się dziesięć. A ponieważ Wolves wreszcie odpowiedzieli, w kolejnej akcji Golden State przeprowadziło przepiękną zespołową sekwencję, w której piłka przewędrowała po łańcuszku od Stepha, aż do niego wróciła i znów zakończyła się celnym rzutem. Night night.
No i co mam kolejny raz napisać: Wolves są tak wolni i przewidywalni, że naprawdę nie widzę ich w tym sezonie dalej niż w drugiej rundzie, a i to może się okazać sukces nad wyraz. Najgorsze jest to, że po serii, całej litanii błędów decyzyjnych, braku pomysłu i taktycznej miałkości, Anthony Edwards po meczu całą winę za porażkę zrzucił na sędziów. Fajny chłopak, zadziorny, pięknie się rusza, ale jestem czasem zmęczony nim i jego niedojrzałością. Za stary jestem na takie wysrywy. Zmień chociaż minę Antoś!
Lakers 103 Kings 99
LAL znów grają te swoje „no middle defense” i znów ogrywają Sacramento, bo jednak Anthony Davis to jest siła w obronie i gdy wszyscy koledzy dokładnie wiedzą gdzie chodzić, a AD nie musi latać z wiadrami do pożarów tam i siam jak ten różowy gumiś, to całkiem fajnie potrafi to momentami wyglądać. De’Aaron Fox (nasz człowiek: 31 punktów 7 asyst 12/17 z gry) dał popis znakomity i od razu konstatacja: ależ on się dusi w tej ekipie z dominującymi piłkę Monkiem, DeRozanem i Sabonisem. Co za dużo to nie zdrowo.
Dziadzia LeBron James w sztosie, znów go nie miał kto zatrzymać, no bo kto mu fizycznie ustoi jak jedzie, bark opuszcza albo tyłem do kosza się ustawi? Na koncie LeKinga zapisujemy 32 punkty 7 zbiórek 6 asyst 4 przechwyty, a wszystko na 13/23 z gry. Popa na to:
Mimo wszystko talent po obu stronach, mecz wyrównany, zwycięstwo uratował ciemnoskóry Japończyk Rui Hachimura zbierając niecelne wolne Davisa w końcówce. Dobrze, że jest ten JJ Redick. Z tego chleba nie będzie mąki, czy na odwrót, ale lepsze nowe patenty i jakiś rys zespołowości niż te naprzemiennie grane izolacje i brak organizacji podlany sosikiem „read and react”. Zawsze jest czytanie gry i reakcja, ale pewne ramy, fundamenty muszą być i najlepiej właśnie gdy organizacja następuje w obronie. Wtedy da się to oglądać, go Lakers! Pracujcie, nie zamieniajcie tego sezonu w dom spokojnej starości i odcinania kuponów.
Spurs 114 Blazers 94
Victor Wembanyama kończy zawody z dorobkiem 30 punktów 7 zbiórek 10 bloków 3 asyst i 3 celnych trójek. Na rozgrzewce kręci młynki nie odrywając się od ziemi, a ludzie zgromadzeni patrzą z niedowierzaniem i oczekiwaniem kiedy mu wreszcie spadnie ta uśmiechnięta maska ciemnoskórego chłopaka i pojawi twarz zielonego kosmity, przybysza z innej planety, bo to jest aż niemożliwe. Taka przewaga genetyczna to jest absurd.
Ponoć jest czwartym człowiekiem w historii, który dostarczył 30 punktów + 10 bloków w meczu NBA. Pozostali to Olajuwon (pięć razy) Admirał Robinson (trzy razy) i Dwight Howard (raz). No tylko wiek się nie zgadza, bo mając 20 lat to Hakeem był jeszcze na studiach i jeszcze nie było wiadomo czy NBA jest mu w ogóle pisane. No dobrze przesadzam, jak ktoś został w drafcie (1984) wybrany przed Michaelem Jordanem, to coś tam grać musiał.
Wyobraźcie sobie lepiej jak Wemby będzie wyglądał za 3-4 sezony, to będzie nowy wymiar statystyk. Chociaż pewnie nie, bo przecież NBA umiera. Nikt już tego nie ogląda, a najlepiej to wiedzą polskie chłopaki, co meczów i tak nie oglądają od kilku ładnych lat, ale teraz zaczęli nam o tym przypominać. A w ogóle, co to w ogóle znaczy „umiera”. Każdy z nas umiera, z każdym dniem po trochu. Proponuję: nie skupiajmy się na umieraniu tylko na niesieniu wartości dla siebie i ludzi wokół, całuję Was i ściskam!
Heat 114 Magic 121
Cole Anthony, syn Grega (pozdrawiam fanów NBA lat dziewięćdziesiątych) bohaterem Orlando! Wierzcie lub nie wierzcie, ale w derbach Florydy ekipa z Miami mitręży 29 punktów prowadzenia i przegrywa mecz w fatalnym stylu. Jak podliczyli amerykańscy naukowcy, na przestrzeni ostatnich pięciu lat, zespoły które rozpoczynały czwartą kwartę z przewagą 22+ punktów osiągały bilans 796-0.
Czaicie? Obecnie jest to już 796-1! I tylko tej cholernej kontuzji szkoda. Moritz Wagner padł po tym jak kolano się pod nim ugięło. NIe chcę być złym prorokiem, ale Niemca czeka dłuższa przerwa. EDIT: już potwierdzone, zerwał ACL, czeka go operacja. To trzecia kluczowa kontuzja w szeregach Magików, którzy dziś wystąpili bez Banchero, Franza i Jalena Suggsa.
No dobrze, ale co tam się stało właściwie? Heat zaliczyli 2/18 z gry w czwartej kwarcie oraz popełnili pięć strat. Cole dla kontrastu: 27 punktów i 8 asyst w drugiej połowie.
Bam Adebayo chciał zagrać tyłem do kosza przeciwko Gruzinowi Bitadze (18 punktów 13 zbiórek 2 bloki) ale ten nie ruszył się nawet o centymetr. Jego (Bama) wskaźnik plus/minus wyniósł -35. Ulegam coraz większemu przekonaniu, ze miejsce Adebayo jest pozycję niżej, a przynajmniej w niektórych matchupach. Jak mu sędziowie pozwolili pchać łapami przeciwko mniejszym graczom OKC to było dobrze, ale Orlando jest rosłe i gra fizycznie.
Rozumiem, że trochę im prąd odcięło, że Jimmy Butler poza składem, ale do jasnej ciasnej: Magicy byli bez trójki liderów! Patrzę na tego nieszczęsnego Adebayo i powiem, że mocno obniżył loty. Połowę meczu bumeluje gdzieś, daje proste podania i schodzi z drogi, do rogu najlepiej. A co powiecie na taką statystykę:
- 12-4 bilans Miami gdy Bam zalicza 10+ zbiórek
- 1-9 bilans Miami gdy Bam zalicza mniej niż dziesięć zbiórek
Jaki z tego wniosek można wysnuć? Ja swoje wiem, ale Wy mi powiedzcie!
Jazz 105 Nets 94
Spotkanie Brooklyn versus Utah to chyba najgorszy mecz NBA, jaki oglądałem w tym sezonie, a oglądałem ich naprawdę dużo. Semi regular quasi sort of star, czyli Cameron Johnson sprytnie podwajany i to nawet nie na zasłonie z piłką, ale gdy któryś obrońca przebiegał obok. Jazz kompletnie go tym wybili z rytmu, bo z dnia na dzień wziąć stery w łapy i zdobywać po 30 punktów 8 zbiórek i 7 asyst to jedno, wymaga talentu, zdrowia, dedykacji i zaufania. Co innego jeszcze zmagać się z podwojeniami. Niestety Cam nie udźwignął roli, sporo strat popełnił, niecierpliwie grał, dopiero w czwartej kwarcie trochę się otworzył, ale było za późno. Myślę, że ten sezon nauczy go więcej niż ostatnie trzy razem wzięte. To w tej chwili dominująca postać w Nowym Jorku.
No a skoro nie on, to o piłce decydowali naprzemiennie… Ben Simmons (15 punktów 6 zbiórek 10 asyst) i Nicolas Claxton. Komedia, mówię Wam. OK, mmgła się podobać co najwyżej energia, bo pod wględem taktycznym było tragicznie. Z drugiej strony Nets realizują plan i można powiedzieć, że dopięli swego: tak mocno się osłabili, że nawet żałosne Utah wygląda naprzeciw nim kompetentnie. Trwa wojna o najgorszy bilans w lidze premiowany podczas loterii draftu. Główną nagrodą wiadomo -> Cooper Flagg, biały chłopak który dla mnie stanowi połączenie magii: Franza Wagnera, Paolo Banchero i Jonathana Isaaca.
Nie no, jest coś zboczonego, sprośnego, fetyszystycznego, w oglądaniu jak Simmons rzuca z odchylenia:
Celtics 123 Bulls 98
Powtórka z rozrywki tylko tym razem rewanż mistrzów, bo skuteczność dystansowa wróciła na średnie tory. Jayson Tatum zalicza triple-double i to jakie: 43 punkty 16 zbiórek 10 asyst. Trafia 16 z 24 oddanych rzutów, w tym 9/15 zza łuku. Czwarta kwarta stanowi formalność, Zachowi LaVine już się nawet odechciewa atakować na koniec. Potężny margines błędu mają Celtowie, iść z nimi na wymianę ognia to zgubne, jak sami widzicie. Najbardziej efektowna akcja to zapewne ta, popatrzcie:
Pistons 133 Suns 125
Cade Cunningham (28 punktów 13 asyst i bardzo ważna 1 zbiórka, hehe) pokonał Phoenix! Kolejna czwarta kwarta z piekła rodem, czym bardzo nas, zgromadzonych nocą na Discordzie, uraczył. W środku nocy wprawił w dobry humor.
Pistons wygladają o niebo lepiej niż w zeszłym sezonie pod wodzą Monty’ego Williamsa. Dodali strzelców, biją się, a sam Cade od dwóch meczów kryje w obronie silnych skrzydłowych, Lauriego Markkanena i Kevina Duranta. No dobrze, kryje to za dużo powiedziane, bo tam po zasłonie jest zawsze łatwiejszy matchup. Na Waszym miejscu zwróciłbym jednak uwagę na gabaryty chłopaka (198 cm / 105 kg). Coraz pewniejszy jest, coraz ma więcej miejsca, większość rywali ogrywa z wyraźną nonszalancją, wie że w czwartej kwarcie jest w stanie przejąć mecz i właśnie znów to zrobił. Miód!
Jeszcze słowko na temat KD, jego także proszę obowiązkowo wgłosować do All-Star Game, bo bez niego nie ma PHX. Żaden Booker czy Beal, KD to jest wyższa półka, najwyższa: 43 punkty 5 zbiórek 6 asyst.
Cavaliers 126 Sixers 99
Liderzy wschodniej konferencji nie dali żadnych szans 76ers po raz kolejny pozbawionym Joela Embiida. Coś mu widocznie wypadło, konia czesał. Technicznie, fizycznie, organizacyjnie i czysto po ludzku, Cavs dominowali. W drugiej połowie rozszalał się zwłaszcza (kolejny nasz człowiek) Evan Mobley (22 punkty 13 zbiórek 7 asyst) na którego 75% NBA nie ma żadnej odpowiedzi. Za dwa, trzy sezony z nim będzie jak z Giannisem i Wembym, kluczowa postać Cleveland.
Knicks 104 Pelicans 93
Nowojorczycy biją rekordy ofensywne, bardzo są wszechstronni. Tym razem gapowaty Karl Anthony Towns wpadł w problem z przewinieniami we wczesnej fazie meczu, ale nie szkodzi, bo skrzydłowi robili zamieszanie w obronie, a Jalen Brunson wziął piłkę i jechał: 39 punktów 13/19 z gry 7/10 zza łuku. Najśmieszniejsze, że zapomniał się przed kamerą:
- Knicks osiągają 39.6% zza łuku w tym sezonie (drugi wynik w lidze po Cavs)
- ich rywale notują średnio tylko 41.0 zbiórek w meczu (również drugi wynik po Orlando)
- przeciwnicy zaliczają również tylko 6.9 przechwytów (najlepszy wynik w lidze)
Założenie jest proste: kontrola tempa poprzez dominującą zbiórkę oraz ograniczenie strat, a zwłaszcza tych „żywych” po których nie ma przerwania gry i rywal nie leci na ich kosz. Do tego dodany nowy wymiar ofensywny, czyli center pięknie rzucający zza łuku, a zarazem potrafiący grać tyłem do kosza. Potężne dostali narzędzia, zobaczymy jaki produkt zmajstrują na kluczową fazę sezonu.
Dobrej nocy wszystkim, dzięki że znów wpadliście, do jutra! b










Wenby i Lebron zdecydowanie obaj są kosmitami.
Doc Rivers kazał życzyć Adminowi Wesołych Świąt, co też czynię 😀 w końcu ponoć w opowiadaniu bajek nie mam sobie równych 😄
U Embiida w głowie kolejny process…Francja,Kamerun,USA chłop nie wie czy czesać konia😀czy krasć wielbłąda.
Proces to powinno mu się wytoczyć za to co wyprawia xd
dzięki za artykuł B!
Rybka lubi pływać!
A czarnuchy nie potrafią pływać
Patrz Pan jaki złośliwy ten Admin, no kto to widział, nawet nie można ponarzekać na aptekarskie gwizdki😊
Dla zmęczonych stylem staruszki NBA polecam np ligę hiszpańską. Wczoraj grał Real z Valencia, nazwiska z NBA (Hezonja, Campazzo, Ibaka itp), mecz na styku, sędziowie puszczali wszystko co mogli, emocje do końca, no i Facundo niczym Steve Nash😊
NBA umiera.
Five oclock shadow….. zarost 😁
Panowie, pytanie offtop. Czy ktoś się orientuje gdzie można dostać Henny x Lebron w Polsce? Czy ta limitowana edycja, jak klasyk mówi: nie dla Polaka robaka, dla Pana to?
Pozdro familia, Wesołych!
Nie dla Polaka robaka, dla nas lest zwykła limitka NBA, dostępna w kerfurze
Trzy zupełnie niepotrzebne nawiązania do koloru skóry? Wszystko dobrze, adminku?
Bądź grzeczny
Czy kolor skóry to coś złego?
Jeśli tak, to jesteś…
Ave!
Teraz niech ktoś biegły w tych sprawach zrobi mema z uśmiechniętym Embiidem jak czesze końską grzywę i podpis: „The Proces – no back to back, I need comb my horse”. 🤣
Bartku może coś pocwiczysz palcami po klawiaturze 🤔 Boston przegrał, Lalki wygrały nic Cię nie rusza hmm.. wczoraj pies sąsiada gadał że mną pod domem 🙃albo odwrotnie xd
„GWBA to portal dla ludzi inteligętnych „