Celtics odebrali pierścienie i wyrównali rekord NBA | Anthony Davis dominuje nowych Wolves

30

Sponsorami odcinka są T. Grzybowski oraz Woyteck, pozdrawiam serdecznie Panowie! b

WTMW. Wbrew obietnicom składanym samemu sobie nie spałem w nocy. Na żywo, albo może raczej „w czasie rzeczywistym” śledziłem wydarzenia za oceanem, to jest otwarcie 79. sezonu NBA. 

Boston Celtics 132 New York Knicks 109

Mistrzowie ligi czy też obrońcy tytułu pojawili się w hali TD Garden w białych, specjalnie na ceremonię przygotowanych dresach, kurteczkach z logotypami osiemnastu wywalczonych pucharów oraz innymi emblematami nawiązującymi do bogatej historii klubu. W wydarzeniu uczestniczyli także licznie zgromadzeni byli przedstawiciele oraz sympatycy Celtics na przestrzeni ostatnich dekad, była muzyczka, efektowne światła, oprawa i kolejno wyczytywani główni bohaterowie spektaklu. Szczęśliwi, uśmiechnięci od ucha do ucha zawodnicy odbierali złote, nabite diamentami pierścienie nie bardzo wiedząc na który palec je założyć. Gdzieniegdzie padały hasła, że chyba nastąpiła pomyłka z rozmiarem, tym niemniej błyszczeli biżuterią jak dzieci, prezentowali ją sobie nawzajem, dumni i weseli. 

A potem była już gra, mecz z przebudowanymi tego lata Knicks, na których wielu ludzi stawia i z nimi sympatyzuje. Jedno widoczne było od razu: energetycznie obie ekipy dzieliła mała przepaść. To, plus przewaga Celtics wynikająca z wielu miesięcy wspólnej gry, porozumienia i dopasowania talentów. Błyskawicznie skoczyli na rywali, wolni od ciężaru oczekiwań, jakby wywalczony w czerwcu tytuł odblokował ich mental, wyzwolił pełnię potencjału. Teraz to oni mogą wszystko, teraz dopiero oni wchodzą na obroty. 

Trójka za trójką przecinały powietrze. Zbiórka za zbiórką następowały przejścia z obrony do ataku. Każda akcja kończyła się wysokoprocentową pozycją rzutową, a najbardziej i od samego początku brylował Jayson Tatum (37 punktów 10 asyst 8/11 zza łuku) który wkrótce poczuł się tak mocny, że rzucał ludziom przez ręce, niemal za każdym razem celnie. JT wyglądał w tym meczu jak najlepszy gracz na świecie, naprzemiennie stawiał zasłony kolegom, markował zasłony, wyskakiwał do rzutu, trafiał, mijał bądź podawał. A to jedno podanie lewą ręką… wysoka klasa i mówię to z najwyższym uznaniem. 

Knicks po roszadach kadrowych na tym tle wyglądali niemrawie. Nie mają obecnie rim-protection więc ciężko im biegać za 5-Out Bostonu, zwłaszcza tak doskonale dysponowanym. Karl Anthony Towns przy całym swym talencie ofensywnym to z natury flegmatyk, nawet zły i pobudzony rusza się wolno. Mikal Bridges w pierwszej połowie nie tylko na nic się przydał defensywnie, ale jego mechanika rzutu wyglądała na zepsutą, miotał się po parkiecie nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. OG Anunoby, no tutaj profil rywala kompletnie mu nie leżał, bo spot up shooter z rogów parkietu czy też gracz tranzycyjny, polujący na zdobycze bez piłki, przeciwko przejmującym wszystkie zasłony Celtom niewiele sobie pogra. Tak też było: cztery dość przypadkowe punkty OG! Robotyczny jak zwykle, bez charakteru, sportowej złości, pracuś, silny koń, ale on ma jedno tempo, niezdolny jest szarpnąć, przyspieszyć. 

Najmocniej walczyli zeszłoroczni bohaterowie Madison Square Garden: Jalen Brunson (22 punkty w 25 minut) po zasłonie czy 1v1 nie zawodzi nigdy. Piękną, efektywną strzelecką partię rozgrywał Miles McBride (22 punkty 8/10 z gry) a Josh Hart (o nim za chwilę) próbował łamać schematy i kilkukrotnie było to skuteczne. 

Niestety braki kadrowe były mocno zauważalne. Zmiennik na pozycji centra Jericho Sims zwyczajnie nie nadaje się do obrony łuku, a jego nawigacja, orientacja na zasłonach to dramat. Co więcej, Celtics kij w szprychy rywalom wkładają odsyłając centra do „obrony” Harta, kryjąc go „na radar”, a w rzeczywistości zacieśniając przestrzeń w środkowym pasie lub podwajając Brunsona czy KAT’a. Tak od wejścia. Hart pierwsze dwie (treningowe) trójki zepsuł co jeszcze pogorszyło sprawę:

Mimo to, czy Knicks mieli problemy ofensywne w tym meczu? Być może zbyt wiele było pałowania kozłem, zbyt niewiele ruchu z dala od piłki, ale tak się już gra z Bostonem, który tak kryje i zmierza do rozczłonkowania ataku rywali. Mimo to uważam, że Knicks problemów ofensywnych nie mieli, pod tym względem oni mają talentu pod dostatkiem, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy przebudził się wreszcie Bridges (16 punktów) i weszło mu parę rzutów. Historią tego meczu są Celtics, którzy do przerwy mieli na koncie 17 trafień zza łuku, a w całym meczu wyrównali rekord trafiając z dystansu 29 razy (w 61 próbach). 

Tutaj ciekawostka, bo rekord wyrównał Al Horford na dziewięć minut do końca meczu (!) a następnie obecni już na parkiecie rezerwowi Bostonu (przewaga oscylowała w granicach trzydziestu oczek więc Tom Thibodeau także dał odpocząć starterom) rzucali zza łuku kolejne TRZYNAŚCIE razy, bez skutku! Hehe. Teraz trener Joe Mazzulla będzie im machał przed twarzą protokołem meczowym: „widzicie panowie, robota niedokończona”. 

Jeśli chodzi o nastawienie i bojowość Celtów, którzy wystąpili przecież bez Kristapsa Porzingisa (tego nie zobaczymy do stycznia pewnie) to co powiecie na to, że przy 28 oczkach prowadzenia Boston na polecenie szkoleniowca naciskał na połowie rywala, a Jaylen Brown (23 punkty 5/9 zza łuku) wymusił z tego nawet błąd pięciu sekund? Nie przywołam teraz dokładnie, ale jak to było panie Mazzulla? „Nie jesteśmy żadnymi OBROŃCAMI tytułu, w królestwie zwierząt nie ma czegoś takiego jak obrona, atakujesz i pożerasz, my też zamierzamy przede wszystkim atakować”. Zaiste.

  • Jayson Tatum 8/11 zza łuku
  • Derrick White 6/10 
  • Jaylen Brown 5/9
  • Jrue Holiday 4/6
  • Al Horford 3/5

To będzie 26/41 zza łuku w ramach wyjściowego składu, czyli 63% 🔥

Los Angeles Lakers 110 Minnesota Timberwolves 103

Oprawa w hali Crypto Arena niemniej efektowna od tej w Bostonie. Wszystkie bilety wyprzedane, ludzie chcą oglądać 22. sezon legendarnego LeBrona po raz pierwszy występującego w meczu z rodzonym synem, a także debiut szkoleniowy JJ Redicka. Wiadomo, że pucharu z tego nie będzie, ale siła przyciągania nazwisk wciąż jest pierwszorzędna. W Lakers nie chodzi już o zwycięstwa, ale charakter, walkę i emocje. 

Wolves odmienieni, na placu Julius Randle oraz Donte DiVincenzo sprowadzeni z Nowego Jorku. W zamyśle fizyczni, energiczni, zaczepni, chętni udowodnić światu, że ich transfer z MSG był błędem! Minnesota ma wielkie nadzieje w tym sezonie, skład zebrali kompletny, niczego im nie brakuje. Muszą się dotrzeć, poukładać, a ich celem winna być walka o najwyższe trofeum. Dobra, jedziemy! Uwagę na starcie przykuwa D’Angelo Russell, który cały łeb z czarnego przefarbował na jasny blond. 

  • JJ Redick chce więcej rzutów za trzy (wynik trójką otwiera Rui Hachimura)
  • Julius Randle mecz otwiera od dwóch asyst, zbiera na siebie obronę i podaje w tempo, duży walor, musi się tylko szybciej decydować, bo niebezpiecznie spowalnia grę

Sędziowie na sporo pozwalają w pierwszych minutach, nieodgwizdane kroki (LeBrona) oraz przewinienia po obu stronach sprawiają, że gra nienaturalnie przyspiesza. James bardzo aktywny (16 punktów 5 zbiórek 4 asysty) „dziadkowi” wciąż pasują atletyczne przejścia z obrony do ataku, lubi też strzelić blok z pomocy. Tylko na ile starczy mu sił, po pięciu minutach głęboko oddycha na ławce, cały się błyszczy od potu. Wieku nie oszukasz. Gdy schodzi ofensywa Lakers spowalnia, Anthony Davis izolowany przeciwko kolejnym rywalom sprawia, że gracze dosłownie stoją na parkiecie. Wolves momentalnie przejmują inicjatywę.

Drugą kwartę Wilki otwierają obroną strefową, ale gospodarze bez problemu ją rozbijają. LeBron widzi wszystko, Russell wbiega po podanie w środek, w dunker’s spot czai się Jaxson Hayes, reszta szeroko (na placu widzimy debiutującego rookie Dalton Knechta). Wolves podobnie jak Knicks tych parę godzin wcześniej wyglądają na niezgranych, nieporozumienia widać, dublują pozycje, latają w sposób mechaniczny próbując realizować założenia czy co tam z nich zapamiętali. Kończy się utratą pozycji do zbiórki i kolejnymi błędami.

Lakers schodzą na nich lawinowo, pada wiele łatwych punktów. DiVincenzo bardzo szarpie, oddał już cztery trójki, ale żadna nawet nie była blisko. Randle parę razy wszedł siłowo, ale widać że jest bez formy jeszcze po kontuzji, popełnił faul ofensywny, Gobert w ataku klasycznie nie stanowi, ma bardzo kiepskie ręce, niczego w ruchu nie złapie, o kozłowaniu zapomnij. Edwards parę akcji stał sztucznie w rogu (!) teraz próbuje nadrabiać, bo zrobiło się 7-8 posiadań przewagi.

OK, miejmy to już za sobą, na cztery minuty do końca połowy na plac wchodzą równocześnie LeBron i Bronny James, a więc stało się, historia piszę się na naszych oczach. Co pokaże młody? Trzymam za niego kciuki. No niestety przez niecałe trzy minuty stoi w rogu, do jego krycia rywale oddelegowali najwolniejszego Joe Inglesa. Wolves podnoszą głowę w tym czasie, zaczynają atakować.

Kolejne zmiany, niezwykle aktywny jest dziś Hachimura (18 punktów 5 zbiórek) bijący się fizycznie o pozycję. Łupem gospodarzy padają kolejne zbiórki ofensywne, ogrom przewagi zapewnia AD, który stwarza możliwość bezproblemowego przeniesienia piłki bliżej obręczy. Bardzo fajnie wygląda także Austin Reaves (12 punktów 9 zbiórek 4 asysty) choć akurat trójka mu nie siedzi. No, nieprawdopodobne jest to, że Lakers zaliczający w tym momencie 3/20 zza łuku (5/30 w całym meczu) prowadzą piętnastoma punktami. Przytomniej podają, uciekają za plecy albo po prostu znajdują się na odpowiednich miejscach. Trudno to wyjaśnić, bo wynika po części z nowych pomysłów na prowadzenie zespołu, a po części z nieprzygotowania i niezgrania Wilków. 

Davis bryluje ofensywnie (36 punktów 16 zbiórek 4 asysty) Redick gra na niego tzw. odwrócone pick and rolle, czyli gracz, którego kryje najsłabszy fizycznie obrońca, załóżmy Mike Conley, stawia AD zasłonę z piłką. Taka to nowoczesna koszykówka. Wynik końcowy oddaje myślę przebieg spotkania:

  • tylko 7 strat Lakers (gdzie ta zadziorna Minnesota z serii przeciwko Denver)
  • 17:7 z szybkiego ataku
  • 72:40 w polu trzech sekund dla LAL!

Skandal panie Finch, w zeszłym roku byliście najlepsi pod tym względem, z pomalowanego tracąc średnio 46.1 punktów! Generalnie rzecz ujmując, Wolves wyglądali przy rywalach jakoś tak filigranowo. Randle nie zastawia deski, nie skacze do zbiórki, brakuje mu fundamentów, a także kondycji. Mike Conley wyglądał dziś na swój wiek. No i jeszcze, czy Edwards (27 punktów 10/25 z gry) komukolwiek podał piłkę w czwartej kwarcie? 

Dobrego dnia wszystkim! B

 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Lakers dramat zza łuku, a i tak pewne zwycięstwo z Wolves. Reddick śmieje się krytykom w twarz bo trenowanie profesjonalnego zespołu to są właśnie pomysły, niuanse, spostrzegawczość, kreatywność, wiedza, komunikacja, empatia oraz inne umiejętności miękkie, a nie dyplom czy odbębnione godziny jako asystent. Dostał zgrany, dobry zespół, podrasował tu i tam, ma Lebrona, ma Davisa i na prawdę dobrze to wyglądało. Wiadomo, to tylko jeden mecz w który włożyli tonę energii, ale zazwyczaj będą rzucać lepiej niz 16% zza łuku, nie każdy przeciwnik to ścisła czołówka zachodu i Bronny nie będzie już zabierał minut, choć trzeba przyznać, że miał jedną dobrą dobitkę zablokowaną przez Goberta i raz dobrze wybronił Edwardsa. Chłop coś tam potrafi, zobaczymy co przyniesie ciężka praca. A wracając do Lakers, będzie zdrowie to 50 zwycięstw jest realne. Boston to jest abstrakcja.

    (24)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Jakie niuanse, jaka spostrzegawczość, jakie relacje? Co to za bzdury? Gdyby nie było trenera zagrali by dokładnie to samo. AD ISO, LeBron klepanie, a reszta albo ścięcia albo C&S

      (-2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Kurde kiszka trochę, że lefolpy wygrali. Jak tak dalej pójdzie to wejdą do playinów zamiast zająć jedyne słuszne dla nich miejsce jedenaste:(

    (-8)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Niestety oczekiwałem więcej od pierwszych meczów. Muszę schłodzić głowę, bo jak wspomniał podczas transmisji mistrz Noculak, tak naprawdę trzy tygodnie przygotowań to za mało i realnie ekipy będzie można ocenić po listopadzie. Coś w tym jest.

    Knicks wyglądali jakby grali wciąż preseason. Bez tego pazura i wywierania ciągłej presji na przeciwniku. Celtics grali swoje. Co wspominałem w poprzednim sezonie – tylko głowy ich blokowały przed wejściem na level master. Ale… Tu głowy znów odegrają rolę, bo tak mocno wchodząc sezon, mogą się zagrzebać w swojej zajefajności. Tym bardziej, że mają dość łatwe mecze na starcie. A Knicksom dobrze zrobi kubeł zimnej wody. Zobaczyli, ile pracy przed nimi i będą musieli wyszarpać dobre wyniki.

    Co do niuansów. Zgoda – Sims gubi się jeszcze bardziej, niż Achiuwa, na którego narzekałem. Racja, że ofensywnie wyglądało to nieźle, choć było zbyt wiele akcji, w których czysty zawodnik, ścinający pod kosz, nie dostawał piłki na łatwe punkty. Widać zawahanie, czy podać dołem, czy górą, czy w ogóle na alleya. Musi upłynąć trochę czasu, nim złapią chemię. McBride już nie chcę wymieniać 🙂 nie dziwię się, że nie próbowali na siłę zatrzymać DiVincenzo, mając gościa gotowego do dłuższych minut na zmianie. Co więcej, McBride nie potrzebuje zbyt wiele czasu, żeby wejść w mecz. Podobnie jak Donte.
    Ciężko mi jest się przyczaić do nowego rzutu Bridgesa, ale w drugiej połowie pokazał, że będzie cholernie mocny. Też nie wiem, czy to dłuższe składanie się do rzutu, przy innej paraboli, nie wpisuje się w mobilność Townsa. To czas dla niego, albo na pójście na zbiórkę, albo odwrót pod własny kosz. A może doszukuję się filizofii, gdzie jej nie ma.

    Szacun dla Bostonu za wyrównanie rekordu. Choć ta indolencja w ostatnich dziewięciu minutach pokazuje, jak ważna jest psycha. Większość zeszłego sezonu Boston tak rozgrywał przeciwników – wkładał im kilka trójek z rzędu, przechodząc w tryb „na luzie”. A schody zaczynały im się, kiedy tracili pewność, bo nie wchodziło z dystansu. Tylko że im nie wchodziło w jednym meczu na rundę (np. przeciw Heat w pierwszej, Cavs w półfinale). Jeśli ominą ich kontuzje to mają zespół kompletny do zdominowana ligi na 2-3 lata.

    (10)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Zaczęło się Zmeczony nie wyspany …ale bardzo ukontentowany😃Cieszy wygrana Lakersow Wygrała druzyna no i Davis (debiut młodego odbebiony) Lecimy po Miska.😎..Ps oglądałem mecz z nowym🥸narybkiem nba Po pierwszym meczu … cutuje ale strzelnica. Nuda. GAME 2 widac kolektyw🫡😁😉😉😉

    (-1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Taki to sport że chodzi w nim o to żeby rzucać piłką do kosza 😋
      A tak poważnie to też się wychowałem na NBA ’90 ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza, no bo co poradzisz na to że ludzie są coraz zdolniejsi? Piłka nożna też się zmieniła, zobacz w ilu meczach pada 4, 5, 6 i więcej bramek. Takie życie, musi być progres. Nawet jeśli kiedyś będą rzucali tylko za 3 albo z połowy albo cokolwiek innego co mnie znudzi totalnie to przestanę oglądać/śledzić wyniki itp. Bez żadnego żalu. Pozdrawiam

      (5)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Boston świetnie w obronie J.Brunson ( cztery straty ) tracił piłki w koźle jak nowicjusz, cały zespół Celtics trzy straty.
    Serio?? Trzy??? OMG
    Trzymam kciuki za OKC to chyba jedyny zespół z wystarczającym potencjałem by zbliżyć się do Bostonu.

    (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie admin ty już jesteś pewna figura w świecie koszykarskim. Mógłbyś panie zadzwonić do tych z NY i wspomnieć, że już preseason za nami i gramy na poważnie.

    (13)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Celtics poza motywacja Mazzuli mają sporo motywacji od reszty.
    JB jest wszędzie pomijany jako czołowy gracz ligi, a JT przesiedział olimpiadę jako piąte kolo o wozu.

    (7)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    World champion…
    Że aż zacytuję…
    World champion of what?
    To jest qźwa coś pomiędzy śmieszne a żałosne. Może w ogóle Universe champion? Albo chociaż solar system champion?

    (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobrze ze to napisałeś, Bartek. „Mistrzowie ligi , czy też obrońcy tytułu…”. Zdecydowanie obrońcy tytułu. Celtics , jak głosi nowy baner, zdobyli tytuł mistrza NBA w roku 2024. I nawet jeśli nie powtórzą tego za rok , to im tego baneru już nikt nie zabierze , nie muszą go bronić.

    (-1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    “ W Lakers nie chodzi już o zwycięstwa, ale charakter, walkę i emocje. ” – o to powinno chodzić w sporcie. Emocje, zaangażowanie i walka do końca. Mistrz może być tylko jeden, ale zaangażowanie powinno być wszędzie. Tankowanie to wstyd, sprzedawanie się za mistrza to żenada. Generalnie kult zwycięstwa mało ma wspólnego z moim podejściem do sportu.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu