Chuck Cooper: historia pierwszego ciemnoskórego gracza NBA

24

Odświeżałem sobie niedawno występ pewnego komika, czy też, używając modnego obecnie określenia, “stand-upera”, Ariesa Spearsa. Gość naprawdę robi na mnie wrażenie swoimi żartami i tym, w jaki sposób naśladuje rozmaitych koszykarzy i raperów. Gdy temat zszedł na Eminema, padły słowa, że dzieciak “zmienił tę grę”. Rap-grę oczywiście. Gdy to usłyszałem, uśmiechnąłem się pod nosem, bo sam użyłem kiedyś tego określenia w artykule na temat Kevina Garnetta. Nie szukajcie go na stronce, spłonął na starym serwerze.

Przeklinając w myślach własną niefrasobliwość, i to, że nie archiwizowałem tych wpisów nigdzie indziej, postanowiłem ukoić swe nerwy lekcją historii NBA. Myślałem o tym, żeby wziąć którąś z książkowych biografii na mojej “kupce wstydu” w domowej biblioteczce, ale wówczas natrafiłem na tekst o Chucku Cooperze i już wiedziałem, z czyją historią spędzę ten wieczór. Bo nikt, zaprawdę powiadam Ci, Drogi Czytelniku, nikt nie zmienił koszykówki tak bardzo, jak ten gość, do spółki z Earlem Lloydem i Natem Cliftonem. Nikt nie pchnął gry, którą wszyscy tak kochamy, na nowe tory tak zdecydowanie jak oni właśnie. A zatem, jeden z nich, “the kid who changed the game”, pierwszy czarnoskóry koszykarz NBA.

#Timeline

Gdy bohater tego artykułu był jeszcze kilkuletnim dzieciakiem, w TV zobaczyć można było Jima Crowa, fajtłapowatego przygłupa, który śmieszył publikę swą nieporadnością. Potykał się, wyginał i robił głupie miny, wykrzywiając nadęte usta, a widownia pękała ze śmiechu. Ów Jim był na domiar wszystkiego… czarny, ale nie dlatego, że takim go matka natura stworzyła. Postać odgrywał biały aktor, którego po prostu “wypastowano” jakimś czernidłem, niczym pawlakowego kabana w “Samych Swoich” Sylwestra Chęcińskiego. Bo z czarnych można się było śmiać i szydzić i było to w dobrym tonie. Ale powierzanie im głównej roli w programie rozrywkowym? No to już by była przesada, jak na ówczesne standardy. Lepiej już “oczernić” jakiegoś białego chałturnika.

Gdy w 1941 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę państwom Osi, okazało się, że czarni są “godni” ginąć za wolność i demokrację, ale jeszcze nie na tyle, żeby biali żołnierze siadali obok nich w kantynie, lub podróżowali. Czarni mieli też do opieki czarne pielęgniarki, no bo przecież jak inaczej? Oczywiście, te czarne dziewczyny opatrywały też białych rannych, ale w drugą stronę to nie działało. Dopiero po wojnie, dzięki reformom prezydenta Trumana, zagwarantowano równość w służbie wojskowej, w 1948 roku. Zmieniał się również zawodowy sport. W awangardzie szedł baseball. Rok przed reformami Trumana pierwszym czarnoskórym graczem MLB został Jackie Robinson. NBA na swoją kolej musiała jeszcze poczekać.

#Naprzeciw wszystkim

Państwo Daniel i Emma Cooper, listonosz i nauczycielka, doczekali się 29 września 1926 roku potomka, któremu dali na imię Charles Henry. Dzieciak od małego przedstawiał smykałkę do piłki koszykowej. W swojej szkole, Westinghouse High po raz pierwszy zetknął się z basketem w zorganizowanej formie. Omal nie doprowadziło to do jego rezygnacji z uprawiania tego sportu, ponieważ Cooper traktowany był jako podawacz piłek i wykonawca całej “brudnej roboty”, jak krycie, zasłony, garbage time plays…

Rzadko dostawał szansę rzucić coś samemu. Niemniej, placówkę ukończył w 1944, zapisując się złotymi zgłoskami w jej koszykarskiej historii, bo dzięki talentowi stopniowo się do niego przekonali. W ostatnim roku nauki poprowadził swoich do tytułu stanowego Pittsburgha, osiągając średnie 13 punktów na mecz. Został też zaliczony do piątki All-City, najlepszych graczy z miasta, grając na pozycji środkowego. Chcąc kontynuować edukację, Cooper zdecydował się na West Virginia State College, gdzie kształciło się wielu kolorowych, ale wojna pokrzyżowała te plany. Był rok 1944 i z kolejnym wcieleniem Cooper trafił do US Navy.

Gdy wojna się skończyła, okazało się, że Uniwersytet Duquesne, który w 1943 zawiesił swój program koszykarski wznawia go, i zakończyło się to ogromnym sukcesem. Cooper wybrał Duquesne, kosztem oddalonego o 350 km West Virginia. Z koszykarskiego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę. Osiągnęli bilans 21-2 i otrzymali zaproszenie do turnieju NIT, ale odrzucili je, by zagrać w rozgrywkach NCAA, które do 1951 roku nie miały więcej niż ośmiu partycypantów.

Warto też w tym miejscu wspomnieć o wydarzeniu, które miało miejsce 23 grudnia 1946 roku. Duquesne mieli grać mecz z Tennessee, ale tamci odmówili, ze względu na obecność Coopera w składzie Duquesne. Nie wyszli na parkiet, przez co przyznano walkowera ekipie Chucka. Nie była to pierwszyzna, standardem było krzyczenie “Mam czarnucha!” podczas przekazywania krycia. Cooper wspominał kiedyś, że podczas turnieju NIT krzyczącemu tak zawodnikowi odpowiedział “A ja mam twoją matkę przy rozporku!”, więc dłużny nie zostawał…

#Eksplozja formy

Cooper był liderem drużyny przez cały swój pobyt na uczelni, ale w ostatnim roku gry przeżył prawdziwy rozkwit. Zdobywał średnio 12 punktów w czasach, gdy przekroczenie 10 było jak dziś 20, co najmniej. Wymieniano go w drugiej piątce Consensus All-American i w pierwszej rankingu Look-Magazine. Był pierwszym czarnym, który zagrał na Południu, poniżej linii Masona-Dixona, czyli umownej granicy między Północą a Południem. Jego nazwisko znano w całym kraju.

#The 14th pick

W końcu stało się. W 1950 Boston Celtics wybrali w drafcie Charliego Coopera z numerem czternastym. Zdecydowali o tym Red Auerbach i Walter Brown. Spowodowało to pewien skandal, ale ówczesny właściciel Celtów, George Sullivan, rozwiał wątpliwości w wywiadzie dla Timesa:

Mam gdzieś, czy jest w paski, w kratkę czy w cholerne kropki. Boston bierze Charlesa Coopera z numerem 14.

Warto nadmienić, że w owym czasie Cooper miał kontrakt z Harlem Globetrotters, bo mało kto zakłądał, że dostanie się do NBA. Wybór Coopera był wydarzeniem, ale pod względem debiutu ubiegł go Earl Lloyd, który, choć poszedł dużo niżej w tym samym drafcie, wybiegł na parkiet w lidze o 1 dzień przed Cooperem i 4 dni przed Natem Cliftonem.

#Cooper robi różnicę

Od początku radził sobie nieźle, notując średnie na poziomie 9/9/2 i grając w 67 z 69 spotkań sezonu. Boston zakończył rozgrywki jako vice lider dywizji wschodniej, ale w playoffs szybko wyeliminowali ich Knicks.

Co do Coopera, spędził w Celtics 4 sezony (łączne średnie na poziomie 7/7/2), nim trafił do Milwaukee Hawks. W swoich wspomnieniach zrzucał winę na NBA, za to, żę nie mógł rozwinąć w pełni potencjału. Mówi, że znów czuł, że robi brudną robotę.

“NBA nie była przygotowana na czarną gwiazdę”

Hotele odmawiające mu gościny podczas meczów wyjazdowych, okrzyki zawodników i kibiców, tysiące małych rzeczy… To wszystko odcisnęło na nim swe piętno.

Ludzie mówią, że wyglądam nieźle jak na 50 lat, ale nie wiedzą, jaki ogrom zniszczeń noszę w sercu. To tam mnie boli najbardziej [Coop]

Po roku gry w trykocie Jastrzębi, podpisał kontrakt z St. Louis Hawks, którzy jednak zrezygnowali z jego usług w połowie sezonu. Miejsce znalazło się dla niego w Fort Wayne Pistons. W ich barwach Cooper zaliczył swoją małą zemstę, bowiem w playoffs stanęli naprzeciw ekipy St. Louis, z którą to uporali się 3-2, aczkolwiek Cooper pełnił już wówczas rolę głębokiego rezerwowego. W wielkim finale NBA Pistons uznali wyższość Philadelphia Warriors z wielkim Paulem Arizinem w składzie (grał tam również wówczas niejaki Joe Graboski).

Po przegranych finałach Cooper zawiesił buty na kołku, rozegrawszy 409 meczów (+26 playoffs) i zdobywszy w sezonie regularnym 2725 punktów oraz 2431 zbiórek. Nie umiał jednak rozstać się z koszykówką na dobre, więc dołączył do zawodników rozrywkowej ekipy Harlem Magicians. Niestety, wkrótce potem uszkodził kręgosłup w wypadku samochodowym i pożegnał się z koszem na dobre. Rozpoczął za to karierę urzędniczą.

#Epilog

Mimo iż Chuck dostąpił zaszczytu włączenia do Hall-of-Fame oraz przełamał barierę rasową, NBA niezbyt chętnie wspomina jego karierę, gdyż naznaczona była ona wieloma przykrościami i przytykami rasowymi, do czego dziś przyznawać się byłoby lidze bardzo niezręcznie.

Lubisz koszykówkę? Gościli u nas Boston Celtics, po tym jak zdobyli mistrzostwo NBA i wiesz przy którym stoliku siedział ten wielki czarnuch? Ja nie wiem, bo na pewno nie przy żadnym z tych [cytat z filmu Green Book]

Żona Coopera, Irva, zwierzyła się kiedyś Ronowi Thomasowi, autorowi książki “They cleared the lane”, o sportowych pionierach:

Chociaż mój mąż przecierał szlak, wątpię, żeby cieszyła go ta rola. To było bolesne, a nikt nie lubi cierpieć.

Kończąc, chciałbym polecić Wam dwa filmy. Pierwszy, to wspomniany “Green Book” którego akcja dzieje się kilka lat po zakończeniu kariery w NBA przez Coopera. Myślę, że nieźle oddaje realia tamtej epoki. Drugi to “Glory Road” który już mogliście widzieć. Tymczasem, do przeczytania!

[BLC]

Ostatnie Wpisy

24 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    No i kolejna cegielka do rozszerzania wiedzy o tym sporcie dorzucona, dzięki temu portalowi i autorom takich artykułów. Jak zwykle czytało się swietnie. Dzięki!

    (24)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe masywpradziada
    Odpowiedz

    Jak może nie być ani jednego komentarza do tak świetnie napisanego tekstu? :/

    Do artykułów o przerzucaniu się rapowymi rzygowinami shaqa i lillarda są dziesiątki komentarzy; a do obszernego i wartościowego tekstu nie ma nic. Przecież to jest jakaś paranoja.

    Dzięki BLC, zastanawiałem się nad tym, czy obejrzeć „green book”, bo zaczyna się fatalnie. Przekonałeś mnie 🙂
    Cytat z wypowiedzi żony Coopera bardzo smutny. Z jednej strony współczuje im roli jaka odegrali, z drugiej w pewnym sensie są bohaterami. Napisali nowa historie.

    (23)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe ja24
    Odpowiedz

    Glory Road świetny film, obowiązkowy dla każdego fana koszykówki. Green Booka też godny polecenia. całe Stany tolerancją nie grzeszyły do późnych lat 90. teraz to biali mają mniej praw, i jej wszystko ok

    (1)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe ja24

      a o segregacji rasowej polecam jeszcze The Help i Hidden Figures. z NBA mają wspólnego tyle co nic, ale warto zalukać

      (2)
    • Array ( )

      „teraz to biali mają mniej praw”… rozumiem, że na myśli masz political correctness w mediach i deklaratywnie?
      Bo systemowy rasizm w stanach wciąż ma się świetnie i bynajmniej nie faworyzuje czarnych. Wciąż przemoc wobec czarnych jest jest bardziej akceptowalna, prawa mieszkaniowe i budżety lokalne faworyzują białe bogate dzielnice przez co cierpi edukacja, za te same przestępstwa i wykroczenia czarni dostają wyższe wyroki. Urzędy odrzucają te same podania i dokumenty czarnych obywateli częściej niż białych… , jak Cie policja zatrzymuje to lepiej zebyś nie miał nic do powiedzenia ani nic w kieszeni jak jesteś czarny…
      To są realne przejawy rasizmu, a to o czym mowisz to sfera mediów i kultury, – ważna, ale jednak zupełnie drugorzędna. Nie powielaj fakenewsów chłopie.

      (0)
    • Array ( )

      Bazuję na własnych doświadczeniach, żyjąc w kraju Europy zachodniej gdzie czarni i muzułmanie mają więcej praw i swobody aniżeli mieszkańcy Europy wschodniej czy niekiedy sami nawet tubylcy. Czy to na ulicy, sklepach, w pracy, w szkole, pomocy gminnej i tak dalej

      (1)
    • Array ( )

      Kozacko by było jakby ogólne twierdzenie na zadany temat dało się udowodnić bazując na własnych doświadczaniach związanych z innymi miejscem i tematem.
      na marsie już dawno organizowalibyśmy zawody w drifcie traktorami zamiast jak matoły jakieś sondy na księżyc wysyłać.

      (-1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki za polecenie tych 2 filmów, trzeba nadrobić. Ze swojej strony mogę polecić film o wspomnianym w tekście Jackie Robinosonie. Film bardzo dobrze pokazuje problem opisany w tekście, w tym przypadku mówimy o baseballu 🙂

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Cytat z green book, przypomniał mi o tej kwestii w filmie. Pamiętam jak siedzialem z dziewczyną w kinie i krzyknalem : patrz NBA NBA!!

    Kozak artykuł, dzięki za przybliżenie rzeczywistości!

    (4)
  6. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BLC
    Odpowiedz

    Dzieki wszystkim za feedback! Poniewaz zeszlo troche na filmy, to moze ktos mi cos poleci o furach? Nie chodzi mi o filmy, w ktorych Glowny bohater jezdzi fajna fura, ani papke jak F&F, ale o cos w rodzaju The Rush albo Ford v Ferrari. Days of thunder widzialem. Peace!

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dziwicie się, że pod tej klasy artami jest mało komentarzy. A co tu dodać lub ująć pod tak kompletnym artem ? BLC wielki szacun za ogromną wiedzę i umiejętność przekazania, dzięki że piszesz dla nas i dzięki dla admina, że pozyskuje takie perełki do swojej redakcji.👍

    (9)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    W tamtych czasach ciemnoskórzy bracia i tak mieli łatwiej. Do dziś nie do pomyślenia że wizualizacja wiedźmina w 3 częściach growych była białego koloru skóry…

    (0)

Gwiazdy Basketu