fbpx

Co mnie jara w NBA cz.4

13

Co nas jara w NBA, część czwarta. Było już o oprawie telewizyjnej i budowaniu dramaturgii, było o komentatorach i poczuciu humoru ex-graczy, było o energii fanów i kibicowaniu… a dzisiaj? Dzisiaj coś, czego próżno szukać na parkietach obecnej NBA i to nie tylko dlatego, że mamy lockout, a hale są zamknięte na klucz. Otóż, wierzymy, że w koszykówce chodzi o coś więcej aniżeli zwycięstwa. Że gra w kosza to nie tylko zbiór zasad, taktyki i możliwości zawodników. Że basket to nie tylko piłka, dwie obręcze, parkiet, kilku wysokich ludzi i parę namalowanych linii.

W koszykówce jara nas też, a może przede wszystkim, ekspresja zawodników. Sposób w jaki znajdują ujście dla nadmiaru adrenaliny w żyłach. Jara nas kontrolowana agresja, ujście emocji na boisku. Jara nas instynkt, który podpowiada zdenerwowanemu Johnowi Starksowi kopnąć piłkę w trybuny… Gdzie dziś ta intensywność, gdzie charakter? Obejrzyjcie ten kawałek na dole, a dowiecie się, o co nam chodzi. Zobaczcie dlaczego tak wielu ludziom wychowanych na NBA lat dziewięćdziesiątych tak trudno zaakceptować sposób bycia wiecznie “wyczillowanego” LeBrona i innych gwiazd “nowożytnej” ligi.

A jeśli nie chcecie oglądać, proszę bardzo, oto skrót: 0:20 Ewing potwierdza własną bestialskość; 0:36 dziś za tego typu ekspresję Horace Grant wyleciałby pewnie z boiska, powód: podburzanie tłumu; 1:15 BJ Armstrong – jak nic dostałby dziś technika za zastraszanie sędziego; 4:28 John Starks – w ogóle wyobrażacie sobie coś takiego w obecnej NBA? Ale to i tak jest nic! Cała impreza rozkręca się dopiero przy 6:40 kiedy Pippen trafia z faulem… piękny mecz!

Ostatnie Wpisy

13 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Na tym filmiku przedstawiona jest prawdziwa męska koszykówka. Teraz to byle dotknięcie i sędzia gwiżdże faul. Tam była walka, a spięcia były nieuniknione. Jednym słowem to była koszykówka !!

    (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Pomijając temat przepisów – prawda jest taka, że większość zawodników dzisiejszego średniego i młodego pokolenia walczy ze sobą na boisku, ale poza nim to najkrócej mówiąc ziomki. Spotykają się na wspólnych imprezach, wypełniają zobowiązania wobec wspólnych sponsorów czy wreszcie mieszają się w składach różnych lokautowych turniejów. I tak jak napisałem – w sezonie powalczą ze sobą na boisku, ale nie aż tak żeby skoczyć sobie do gardeł, żeby faulować tak żeby kogoś wyeliminować – mają za wiele do stracenia, bo koniec końców grają do jednej bramki, chcą długo i szczęśliwie zarabiać kasę. Dziś kalkuluję się znacznie częściej niż kiedyś.

    (0)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jasne, jasne. Super.

    Tylko jak zdarzy się ktoś, kto daje upust swoim emocjom, złości przez nadmiar adrenaliny i dzieje się to w amatorskiej lidze to wszyscy “płaczą” i gadają, że “idiota”, ale tak to suuuper, ekstra się ogląda, “poezja”!

    Chyba, że ktoś uważa, że w amatorskiej lidze nie ma emocji, hm?

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    ŚMIESZNIE, ŻE NIKT NIE MIAŁ TATUAŻY. I TAK MYŚLĘ, ŻE W DZISIEJSZEJ NBA DOC RIVERS BYŁBY ZAWIESZONY NA NASTĘPNY MECZ ZA WSTANIE Z ŁAWKI DO STARKSA

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Te zlote lata 90,epoka przed internetowa. Finaly ogladam od 94r. Wczesniej za mlody, Jordan i Bulls moje cale dziecinstwo pozostalo pasja do dzis. I love this game

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nick Anderson ma moim zdaniem rację. Wszyscy chcą na coś takiego patrzeć w tv, tęsknią za starym,mocnym nba, ale jak w amatorskiej lidze kogoś poniosą nerwy, to albo od razu na ławkę, albo właśnie takie komentarze jak “co za idiota”, “po co Ci to”, “weź się uspokój” itd.
    Poza tym, przesada z tą bestialskością Ewing’a czy wylotem z boiska za podburzanie tłumu…

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu