centered image

Czas na derby: Śląsk Wrocław vs Górnik Wałbrzych

11

Piękne świeci słońce nad Wrocławiem, a dobra pogoda to koszmar organizatorów imprez sportowych odbywających się pod dachem. Mimo to liczę na komplet widzów w hali AWF-u, a powodów znaleźć można kilka: derby Dolnego Śląska, pierwsza runda playoffs I ligi, niepokonani u siebie gospodarze (15-0) kontra waleczny Górnik. Zapraszam Was na relację z obu spotkań.

Kiedyś to było, część druga

Obiecałem sobie koniec nostalgicznych wspominek, takim starcem aż nie jestem, ale oczywiście powstrzymać się nie mogę. Z szafy wyciągnąłem zieloną koszulkę z ósemką na plecach, z przodu podpisy Stevica, Stefańskiego, Hyżego… który to był sezon? Nie pamiętam. Wiem tylko, że jersey Śląska to prezent od znajomych wylicytowany na aukcji WOŚP. Słowa te z kolei piszę siedząc na dziedzińcu mojej byłej uczelni, gdzie z trzystoma fankami poezji Miłosza o koszykówce raczej nie gadałem.

Przed meczem miałem także czas na krótki spacer wokół Hali Ludowej, tfu, Stulecia. W złotych latach klubu już sam obiekt musiał robić wrażenie na rywalach WKS-u. Wysoko zawieszona kopuła, doskonała akustyka niosąca huk bębnów Wesołego Klubu Kibica. Rozumiecie, wesołego klubu, który za koszem rywali rozwieszał plakaty z gołymi babami, a nie lał po meczu fanów przeciwnika.

Możemy kontra musimy

Dość. Czas przejść do dnia dzisiejszego, do hali AWF-u. Pierwsza zmienna w stosunku do ostatniego meczu to na pewno większa ilość ochrony obecna w obiekcie i skrupulatniejsza kontrola przy wejściu. Tajemnicą nie jest, że fani z DB na rejestracjach, nieco inaczej interpretują refren przyśpiewki “cała Polska, w cieniu Śląska”.

Na stronie fanów Górnika pojawił się emocjonalny wpis o długiej drodze powrotnej tej drużyny do liczącej się koszykówki, w którym padają słowa: “Koszykarze Górnika. Wy już nic nie musicie. Ale możecie” Śląsk natomiast rozgrywa play-off reklamując się hasłem “Droga na szczyt”, a każdy inny wynik niż mistrzostwo zostanie uznany w stolicy Dolnego Śląska za rozczarowujący. W sezonie regularnym podczas spotkań obu zespołów, jak na derby przystało, było i głośno i nerwowo: we Wrocławiu już po dwóch kwartach z boiska wyleciał trener Wałbrzyszan, z kolei przy ogłuszającym dopingu w hali Aqua Zdroju, liderzy z Wrocławia ulegli Górnikowi trzema punktami.

Przewagi Górnika? Pozycja underdoga, jedna z najgłośniejszych grup kibiców w Polsce, waleczność w obronie, Piotr Niedźwiedzki pod koszem.

Przewagi Śląska? Własny parkiet na którym pozostają niepokonani, MVP Ligi, Aleksander Dziewa, Norbert Kulon, doświadczenie Roberta Skibniewskiego, zbilansowany skład, niewiarygodna miara zza łuku i wysokie zdobycze punktowe.

Musimy być odważni – game 1.

Zgodnie z poleceniem swojego trenera Górnik rozpoczął mecz bez strachu i dzięki zbiórce ofensywnej oraz trójce objął prowadzenie 5:0. Następne 14 punktów padło jednak łupem gospodarzy naciskających obroną na całym parkiecie. Kilka minut po pierwszym gwizdku na trybunach pojawiła się grupa kibiców z Wałbrzycha, którzy momentalnie zaznaczyli swoją obecność i dopingiem sprawili, że Śląsk nawet we własnej hali grał na wyjeździe. Niestety mniej niż pięćdziesiąt zorganizowanych osób wystarczy by przekrzyczeć cały tłum Wrocławian.

Tak jak na trybunach przeważają kibice Górnika, tak wydarzenia na parkiecie kontroluje WKS, rozrzucając piłkę po obwodzie często dochodzi do rzutu z otwartej pozycji, biegając do kontry utrudnia ustawienie gości, w czym prym wiodą Musiał i Jakóbczyk. W obronie zawodnicy w niebieskich strojach często muszą pozbywać się piłki dopiero w 24 sekundzie, rzucając przez ręce obrońcy. 14 punktów w pierwszej kwarcie, 10 w drugiej, ofensywny plan trenera Marcina Radomskiego nie przynosi efektów.

Gdy Jakub Musiał zaczyna wykłócać się z sędzią po gwizdku kończącym pierwszą połowę, natychmiast podbiega do niego Radek Hyży i w kilku prostych słowach kieruje go w stronę ławki rezerwowych. Gracze mają zająć się piłką, a nie dyskusjami.

Niedźwiedzki w trzeciej kwarcie postanowił samodzielnie przywrócić swój zespół do gry. Najpierw za faule strącił z boiska polskiego Aarona Baynesa, by następnie rzucić pierwszych pięć punktów Górnika w tej odsłonie. Następnie na parkiecie uprawiał zapasy a’la Rodman z Malone’m.

Sędziowie podgrzali dodatkowo atmosferę faulami technicznymi w obie strony i pomimo prawie dwudziestu punktów przewagi WKS-u, emocji nie brakowało. Sprawy w swoje ręce wziął Jakóbczyk, który jak Curry, co odpalił, to znajdowało drogę do siatki. Druga połowa meczu daje jednak nadzieję na bardziej wyrównane spotkanie kolejnego dnia.

Śląsk 94 Górnik 72 [1:0]

Krew, pot i łzy – Game 2.

Niedziela naznaczona lekkim zmęczeniem sobotnią nocą. Na hali jednak melduję się zgodnie z planem, na pół godziny przed spotkaniem, gdy trwa już rozruch obu drużyn. Robert Skibniewski przybijając piątkę po sobotnim meczu obiecał dziś wywiad, mam nadzieję, że będzie pamiętał.

Trzy faule niesportowe Górnika, 45 rzutów wolnych Śląska. Limity przewinień przekroczone przez oba zespoły w połowach wszystkich kwart. Sześciu zawodników musiało zakończyć spotkanie przed końcowym gwizdkiem. Biało – Niebiescy postawili dzisiaj na zapasy w błocie, uprzykrzali życie faworytom na wszystkie możliwe sposoby, co przyniosło efekty w postaci odrobienia 17 punktów straty i zniwelowanie przewagi Śląska do zaledwie pięciu oczek do przerwy.

Niedźwiedź jak Lew

Z zachowaniem odpowiednich proporcji, Piotr Niedźwiedzki wyglądał w tym meczu jak Joel Embiid. Świetnie gra tyłem do kosza (22 punkty) potrafi wykorzystać swoją siłę zajmując pozycję w polu trzech sekund. Wymusza faule (9/10 FT) grozi rzutem dystansowym (1/2) i potrafi rozrzucić piłkę ze środka na obwód do wolnych kolegów (2 asysty). Pod nieobecność kontuzjowanego Jarmakowicza Śląsk zdecydowanie nie radził sobie pod koszami. Dopiero w czwartej odsłonie dobry fragment przeciw Niedźwiedzkiemu zagrał Michałek, zarówno w ataku jak i zabezpieczając zbiórkę.

Piotr Niedźwiedzki to zawodnik bardzo trudny, wysoki, ciężki. Zatrzymanie go pod samym koszem nie jest prostym zadaniem [coach Hyży]

źródło: facebook.com/GornikKosz/

Górnik zagrał zdecydowanie lepiej niż w pierwszym meczu, wpędził w problem z faulami Kulona, Marcin Wróbel znacznie utrudniał pracę Aleksandra Dziewy, który w tej serii póki co nie potwierdza formy na miarę MVP. 3/8 z gry i 16 punktów w niecałe 36 minut na parkiecie to zbyt mało dla najwartościowszego gracza ligi. Na szczęście dla Śląska znów świetne zawody zagrał Jakóbczyk, ciężar gry umiejętnie brał na siebie Kulon, jak w akcji, w której przez ręce rzucił trójkę w ostatniej sekundzie. Znów zaimponował mi Jakub Musiał, dostarczając mnóstwo energii z ławki – jego ciąg na kosz przyniósł wiele istotnych fauli zakończonych rzutami wolnymi.

Wrażenia przed Wałbrzychem

“Po co wy gracie, skoro kibiców nie macie” – po końcowej syrenie krzyczeli do zawodników Śląska fani z Wałbrzycha. Znów kilkadziesiąt osób sprawiło, że na hali AWF-u doping słyszeli głównie gracze Górnika.

Brakuje mi Kosynierów, czy jakiejkolwiek pełniejszej formy zorganizowanego dopingu. Pomimo starań, dwie osoby z bębnami nie wystarczą do przygotowania odpowiedniej oprawy. Publiczność zapewne włączyłaby się do dopingowania, ale bez przewodników nie ma jak tego zrobić. Trener Hyży zapytany o atmosferę na meczach powiedział:

Moim zadaniem jest zapewnienie jak najlepszego wyniku sportowego. Jestem zwykłym pracownikiem, mam doprowadzić zespół do najwyższej formy i to wszystko.

Wielkie gratulacje dla gości, którzy szarpiąc i grając na pograniczu faulu, podgryzali Śląsk, nie pozwalając na chwilę komfortu. Kibice Górnika też dobrze się spisali, choć momentami dobrze było, że dzieci nosiły na uszach dźwiękoszczelne słuchawki. Śląsk organizacją gry, głębią składu i po prostu koszykarskimi umiejętnościami przewyższa swoich rywali. Czy jednak zdoła wykorzystać wszystkie swoje atuty w gorącej hali Aqua Zdrój? Przekonamy się już w najbliższą sobotę. Zaprawdę powiadam Wam, cudze festiwale trójek i króla samozwańczego spod znaku NBA chwalicie, ale swojego nie znacie. Kto szuka emocji i dobrej koszykówki, znajdzie je na polskich parkietach, a nie tylko na League Passie!

Śląsk 94 Górnik 85 [2:0]

Robert Skibniewski – wywiad

Roberta Skibniewskiego próbowałem złapać na rozmowę już w sobotę, nie miał czasu, obiecał jednak, że na pewno porozmawiamy po niedzielnym pojedynku z Górnikiem. Tak też się stało. Odczekałem swoje w kolejce osób robiących sobie zdjęcia z zawodnikiem. Skiba miał właśnie rozciągać się po meczu i wtedy mogliśmy spokojnie porozmawiać, jak to ujął, łącząc obowiązki z przyjemnością. Okazało się, że Skibniewski wywiady zalicza do pierwszej kategorii. Mimo to rozmawiało mi się bardzo dobrze:

Mieszkam w Kotlinie Kłodzkiej, niedaleko Pana rodzinnej Bielawy, dlatego chciałem zapytać jak wspomina Pan młodość w tej miejscowości i swoje początki z koszykówką.

Robert Skibniewski: Szkoła Podstawowa numer 10 w Bielawie, boisko osiedlowe, oczywiście asfaltowe, pod blokiem nr 31. Gry z kolegami i starszym bratem, musiałem się wpraszać żeby w ogóle dopuścili mnie do piłki. Byłem najmniejszym, najmłodszym kajtkiem, a chciałem mierzyć się ze starymi wyjadaczami parkietów. Później nadszedł pierwszy klub, Luz Bielawa. Także moja mama grała w koszykówkę i od tego przede wszystkim zaczęła się moja przygoda z basketem.

Kolejnym etapem były przenosiny do Wrocławia, jak wyglądał transfer z życia w Bielawie do stolicy Dolnego Śląska.

Najpierw rodzice zawieźli mnie do Warki, gdzie znajdowała się jedyna szkoła o profilu koszykarskim w kraju, chodzili tam najlepsi zawodnicy: Łukasz Koszarek, obecny trener Marcin Stefański, Zbigniew Białek i Grzegorz Kukiełka. Niestety nie zostałem przyjęty, na początku się załamałem, pomyślałem, że widocznie zostało mi tylko liceum w Bielawie. Okazało się jednak, że przy XVI Liceum Ogólnokształcącym na wrocławskim Psim Polu, w LZN-ie, powstaje klasa o profilu koszykarskim, pod przewodnictwem trenera Grzegorza Krzaka. Moja mama zawzięła się i codziennie wisiała na telefonie, przez długie godziny dopytując się trenera, czy w ogóle ta klasa wystartuje, jakie potrzeba dokumenty… Ostatecznie wszystko się powiodło, a ja zdałem testy i dostałem się do LZN-u. Myślę, że dzięki temu, jestem obecnie tu, gdzie jestem.

Następny przystanek w Pana karierze to wielki Śląsk. Dobrze pamiętam czasy pełnej Hali Ludowej, sukcesy w Orbicie. Czy da się w ogóle porównać tamte drużyny z ekipą obecnie grającą w hali AWF-u?

Wiadomo, że pieniądze i budżety, a co za tym idzie i nazwiska, są zupełnie inne. W chwili obecnej budowany jest młody, przyszłościowy zespół, oparty o postaci Kuby Musiała, Tomka Żelaźniaka, czy też Szymona Tomczaka. Ten klub powstaje na nowo, mam nadzieję, że postawiony przed nami cel zostanie osiągnięty i krok po kroczku znów Wrocław będzie żył koszykówką.

Czyli wierzy Pan w odrodzenie wrocławskiego basketu? Obecnie wydaje się, że kosz przegrywa rywalizację z piłką nożną, żużlem czy siatkówką.

Myślę, że jest to możliwe, kibice przychodzą na nasze spotkania, gramy w play-off, po rundzie zasadniczej zajęliśmy pierwsze miejsce. Słychać doping, gdy chodzi się po mieście, to widzę, że Wrocławianie tęsknią za koszykówką na najwyższym poziomie. Nie zapominajmy o WKK, które też robi doskonałą robotę, wczoraj wygrali na wyjeździe z Czarnymi Słupsk, kto wie, może czeka nas wrocławski półfinał? Ale spokojnie, do tego jeszcze długa droga.

Pełni pan funkcję grającego trenera, która z ról jest dla Pana ważniejsza, zawodnika, czy szkoleniowca?

Jako dla gracza najważniejsze jest dla mnie zachowanie zdrowia. Przed sezonem ustaliliśmy, że moja praca będzie rozliczana przede wszystkim z bycia zawodnikiem i tego się trzymamy. Trener Hyży pozwala mi na wiele, za co jestem mu wdzięczny, bo powoli mogę iść w stronę profesjonalnego trenowania.

Czy nie jest trudno współpracować ze swoim dobrym kolegom, znacie się z reprezentacji, ze Śląska, z Czech.

Kiedyś byłoby ciężko, ale zarówno ja, jak i Radek dużo przeszliśmy w życiu, wiemy jak do niektórych rzeczy podchodzić, jak się dogadywać. Słyszałem przed sezonem głosy, że nie porozumiemy się, pojawią się kłótnie, będziemy się ścinać, nic takiego jednak się nie dzieje, trener Łukasz może potwierdzić, jest tu z nami na co dzień.

Po zakończeniu kariery zamierza Pan zostać trenerem?

Jak najbardziej tak. Myślę o trenerce od bardzo długiego czasu. W swojej karierze miałem ponad trzydziestu szkoleniowców, od każdego mogłem się czegoś nauczyć.

Jak szykujecie się do meczu z Górnikiem w Aqua Zdroju? Dzisiaj widzieliśmy mecz walki, szarpany, mnóstwo fauli, także technicznych. W jaki sposób przygotować do tego typu spotkań wyjazdowych młodych graczy?

Praca mentalna przede wszystkim. Świadomość sytuacji, z którą się zmierzymy. Mieliśmy sesje wideo, zawodnicy widzieli i dowiedzieli się co będzie ich czekało. Drugi mecz pokazał nam siłę Górnika, uratował nas spokój w końcówce. Wałbrzych na swoim terenie jest bardzo groźny, pewnie zagramy przy pełnych trybunach, kibice Górnika tworzą u siebie kapitalną atmosferę, myślę, że to będzie świetne widowisko.

Kończąc, gdyby miał Pan wymienić najbardziej pamiętny mecz w swoim życiu…

Mam kilka takich. Myślę o Realu Madryt (wygrana na wyjeździe, młody Skibniewski zalicza zbiórkę i dwie asysty), Partizanie Belgrad (zwycięstwo w stolicy Serbii w Eurolidze), słynny Telekom Bonn (po podaniu Skiby, Hyży rzucił na zwycięstwo w ostatniej sekundzie spotkania zapewniając dalszy awans WKS-u w Pucharze ULEB), ale jest taki szczególny mecz gdy chodziłem do podstawówki w Bielawie… Zorganizowano nam wyjazd na mecz do Hali, patrzę a tu Mirek Łopatka oddaje rzuty, na rozgrzewce Józek McNaull i pierwszą moją reakcją było – kurcze, ale mają niskie kosze. Byłem wtedy małym smykiem, dopiero łapałem tą zajawkę, i ten mecz pamiętam dokładnie do dziś.

Dzięki wielkie za rozmowę i do zobaczenia w Wałbrzychu.

Bio

Robert Skibniewski to Mistrz Polski z 2002 roku, Mistrz Słowacji i Wicemistrz Czech. Reprezentował Polskę na czterech Eurobasketach. Mierząc 183 centymetry wzrostu odgrywał kluczową rolę w wielu klubach Ekstraklasy. W barwach Śląska zadebiutował w sezonie 2002/2003, po latach wrócił do Wrocławia by w roli grającego trenera powalczyć o awans WKS-u do najwyższej klasy rozgrywek.

[Grzegorz Szklarczuk]

Ostatnie Wpisy

11 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    A może by tak wyniki podać. Skąd przekonanie, że wszyscy znają wyniki pierwszoligowego meczu? Coraz częściej niestety spotykam się z taką manierą w relacjach sportowych.

    (-13)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam dwie uwagi. Pierwsza dotyczy środkowych WKS-u, którzy nie mają łatwego zadania z Niedźwiedzkim, ale Michał Sasik jest kompletnie zagubiony na boisku. Kilka jego ofensywnych zbiórek w pierwszym meczu bardzo pomogło drużynie, ale ktoś, kto gra w Śląsku (z przerwami) od szkoły podstawowej, powinien lepiej “ogarniać” co się dzieje na boisku. Druga rzecz to komentarz mojej mamy dotyczący dopingu. Wspomniała, że kiedy to ona miała dwadzieścia parę lat, nie trzeba było specjalnie organizować dopingu, Śląsk zapełniał kilkutysięczną halę i każdy krzyczał tak samo mocno. To jest, dosyć przykry obraz wrocławskiej koszykówki, która, mam nadzieję, wróci do dawnej świetności. Hej Śląsk!

    (8)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Drobna uwaga – wrocławian – piszemy małą literą, jak inne nazwy mieszkańców miast.
    I jeszcze jeden byczek ortograficzny – Czy nie jest trudno współpracować ze swoim dobrym kolegom, znacie się z reprezentacji, ze Śląska, z Czech. – oczywiście powinno być “kolegą” 🙂 To tylko tak z troski, bo bardzo lubię portal 😉 Pozdróweczki !

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie żebym się czepiał, fajna sprawa poczytać na GB o lidze, po podworkach której biega Twój stołeczny zespół, szkoda tylko że napisane jest o jednej serii, a o najwyższe cele w I lidze bije się kilka fajnych ekip, które pokazują sporo umiejętności i woli zwycięstwa, o nich też warto wspomnieć 🙂

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem z Wałbrzycha i zawsze byla tu atmosfera underdogowa. Lata ’90 i centrum. Kto przezyl, ten wie. Hala “OSIR’U” to dopiero bylo pieklo dla przyjezdnych.. 🙂 Pozdrowka

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Naprawdę świetnie się czyta, a tak naprawdę o zespole jako ktoś jarający się koszykówką (tak właściwie to nba) od 5 lat nie miałem nawet pojęcia. Szacun!

    (0)

Gwiazdy Basketu