NBA playoffs: Pistons oszukani, Lakers na krawędzi eliminacji | Damian Lillard zerwał Achillesa

Dzień dobry, ale jazda w NBA playoffs wczoraj, co? Się porobiło! Zanim jednak przejdziemy do omawiania wydarzeń zza oceanu, chciałbym się z Wami podzielić jakich to mam paru Czytelników, fajnych inaczej. Co wejście na stronę, to nowe smaczki, aż się z Wami podzielę:
„Bartek wstawaj zes#$# się!” – pisze gość podpisany jako Olek Syn.
Dalej leci: „Odezwał się samozwańczy ekspert z bożej łaski, któremu się wydaje że wszystkie koszykarskie rozumy posiadł. Za ten Bostonik to byś na mieście plombę wyłapał.”
Kolejno: „Nie chce mi się już czytać tych żałosnych wypocin, głównie o sobie.”
I na koniec, święte oburzenie: „sam Putin byłby dumny z takiej standardowej praktyki be w postaci kasowania niewygodnych komentarzy„.
Kurde bele, takie chamstwo, wpisy nienawistne, a na żywo wszyscy super: rąsia rąsia, witamy pana redaktora, kiedy w kosza pogramy. Ale dobra, publikuję, bo może chłopaki potrzebują być usłyszani, żeby ktoś zwrócił na nich uwagę. Proszę bardzo, miłego dnia, przynajmniej wstępniak się sam napisał.
Patronami dzisiejszego odcinka są MM Stefańscy, JRzaczki, KejDzej23 oraz T. Serafinowicz – pozdrawiam Panowie. Ja nazywam się Bartek Gajewski, terytorium Australii jest szersze niż Księżyc, a to są GWBA, czyli gwiazdy basketu.
Knicks 94 Pistons 93 [3-1]
Gospodarze oszukani, mecz wypaczony przez sędziów, którzy po wszystkim przyznali, że owszem był faul przy rzucie rozpaczy Tima Hardawaya Juniora, ale w ogniu wydarzeń żaden nie gwizdnął, a potem już było głupio.
Z drugiej strony Pistons sami są sobie winni. Nie zostawia się losów serii przypadkowi. Cade Cunnigham (25 punktów 10 zbiórek 10 asyst) miał trzy szanse by mecz zamknąć. Spudłował z super dogodnej pozycji, rzut z wysokości linii rzutów wolnych na zwycięstwo. W poprzedniej akcji po piwocie, czyli na ślepo wbił się w dwóch obrońców i piłkę stracił. W jeszcze wcześniejszej palił półdystans i też niecelnie. Zawiódł niestety nasz młody lider.
Pistons mieli piękne warunki, aby serię wyrównać, ale zabrakło doświadczenia, zimnej krwi. Szczęście sprzyjało tego dnia Nowojorczykom. Dwie najważniejsze próby wcelował do kosza Karl Anthony Towns (27 punktów 9 zbiórek 5/7 zza łuku). Super trudny fade-away z zerowego kąta, a następnie tróję z odejścia, pod presją czasu akcji, gdzieś z dziewiątego metra!
W ten oto, mało przyjemny sposób kończy się seria dla Detroit, którzy przegrywają już 1-3, a stamtąd naprawdę mało kto wychodzi, a już na pewno nie zespół tak niedoświadczony.
A propos niedoświadczenia, Pistons mecz otworzyli niezwykle nerwowo. Napisałbym wręcz, że byli elektryczni, sami siebie przyspieszali. Dziesięć pierwszych prób zza łuku było niecelnych i dziesięcioma też punktami zbierali w papę po pierwszej kwarcie. Bez pomysłu ofensywnie. Najważniejsza zmiana w obozie Knicks (poza Townsem grającym wyżej w ataku!) to Mikal Bridges kryjący strzelców, przede wszystkim Malika Beasleya (319 trójek w rundzie zasadniczej) który jest absolutny kluczem dla Detroit.
NYK zostawiali owszem, ale ludzi pokroju Rona Hollanda, który stojąc na łuku nawet na obręcz nie patrzył, pytanie brzmi zatem, po cóż tam stał? Brakowało bardzo drugiej opcji, co ja mówię, pierwszej brakowało, bo Cade zaczął cieniutko, nie widział ludzi na pozycjach, piłkę tracił. Mógłbym też napisać, że sztabowcy Knicks nareszcie zobaczyli za co płacą OG Anunoby’emu 42 miliony dolarów rocznie. Świetna defensywa silnorękiego!
Ausar Thompson nie trzymający ciśnienia. Cade koniec końców forsujący strzały. JB Bickerstaff nie powinien był też sadzać na ławie Beasleya, kiedy ten się w końcu rozbujał w czwartej kwarcie. No nie podobały mi się rotacje, tak w tym, jak i w poprzednim meczu w IV kwarcie. Bez sensu.
Knicks bohaterów mają dwóch, bo oprócz wspomnianych trafień KAT-a, trzeba Wam było widzieć Jalena Brunsona (32 punkty 11 asyst) który podkręcił kostkę, poszedł do szatni by mu ją przetaśmowali na nowo, wrócił i wkleił Pistons piętnaście punktów w ostatnich paru minutach!
Nie byłoby też oczywiście sukcesu bez waleczności Harta, przechwytów Bridgesa i fizyczności OG. Nie przekonują kompletnie jako drużyna mistrzowska, ale na pierwszą rundę jak widać starczy. Pistons są jak Orlando Magic z 1995 roku przed NBA Finals. Tacy młodzi, pewni siebie. Powinni zdjąć Nowojorczyków już w trzech meczach, a tymczasem sami trzy razy zostali zdjęci.
Lakers 113 Wolves 116 [1-3]
Kolejna, „głośna” i rzutująca na kształt serii, decyzja sędziowska, z którą się nie zgadzam. Otóż, gdyby gwizdać klepanie po rękach, to nigdy piłki nikomu nie udałoby się z rąk wybić. Anthony Edwards, wchodził pod kosz, poślizgnął się, dostał częściowo po łapach od LeBrona, a wybita piłka po jego nodze opuściła plac. Zamiast jednak ostatniej akcji Lakers przy stanie -1, otrzymaliśmy dwa aptekarskie rzuty wolne Ant Mana i desperacką próbę za trzy na wyrównanie. Próbę niecelną.
No cóż, nie tłumacząc wiele: Lakers poszli va banque w meczu, który musieli wygrać i się niestety przejechali. JJ Redick jest pierwszym szkoleniowcem w historii NBA, który w drugiej połowie meczu playoffs nie dokonał żadnej zmiany. Rozpoczęli w ustawieniu Luka, Reaves, LeBron, Finney-Smith, Hachimura i w takim samym dojechali do końca.
Mecz obfitował we wzloty i upadki, prawdą jest natomiast, że LAL w czwartej kwarcie zabrakło prądu. Podwajany Doncic słał piłki dalej, parę raz wziął rzecz na siebie, no ale zabrakło mu nóg.
LeBron odcięty od rzutów, ale w obronie grał jak gigant, reszta pracowała, rzucała jak umiała. Generowali w większości dobre pozycje, ale skuteczność zawiodła, a wszelkie błędy były wynikiem zmęczenia, przewagi energetycznej Wolves oraz ich zajadłości. Najgorszy błąd został popełniony tutaj:
Obraz gry dla miejscowych odmienili właśnie zmiennicy: Naz Reid oraz Donte DiVincenzo, resztę pociągnął był Anthony Edwards – szesnaście punktów w IV kwarcie oraz 43 punkty 9 zbiórek i 6 asyst w sumie. Osobiście szarpał się z LeBronem, pokazując seniorowi, że nie zamierza ustępować mu pola.
Szkoda chłopaków Jezioraków, prowadzili dziesięcioma, dojeżdżali byka, trzymali w siodle, dopóki ten nie zaczął za mocno wierzgać. King James (27 punktów 12 zbiórek 8 asyst 3 przechwyty 3 bloki) wyglądał momentami jak sprzed dekady: pewny siebie, energiczny, narzucający ton wydarzeniom, blokujący rzuty pod obręczą i przechwytujący piłki. Będzie go brakować strasznie gdy w końcu skończy. Gość jest 1 of 1.
Luka (38 punktów, ale tylko 1 zbiórka i 2 asysty) wyraźnie zajechany na koniec. Przed nim kolejne lato pod znakiem koszykówki FIBA (zagra na Eurobaskecie w Polsce) więc nie wiadomo jaką formę zbuduje na przyszły sezon. Piszę jakby już odpadli, no tak. Myślicie, że się wygrzebią z dołka 1-3? Ja myślę, że Edwards im nie pozwoli, chłopak ma walory jordanowskie, trzeba to przyznać.
Celtics 107 Magic 98 [3-1]
Nieodzowne są wyroki bożków koszykarskich. Orlando znów nieźle sobie radzili, kolejny raz imponował Franz Wagner (24 punkty 7 asyst) w roli wysokiego playmakera, ale koniec końców to Jayson Tatum (37 punktów 14 zbiórek) Jaylen Brown (21 punktów 11 zbiórek) i spółka przejdą dalej. Obie strony bardzo niezłe defensywnie, pozostające w większości w pojedynczym kryciu, więc największe talenty miały możliwość się zaznaczyć. Paolo Banchero oddał 32 rzuty do kosza, zawody zakończył z dorobkiem 31 punktów.
Tym niemniej, Orlando mocno się stawia, odebrali Bostonowi trójki, mocno aktywni są gdy leci podanie. Można gdybać co by było, gdyby zdrowi byli Jalen Suggs oraz Moritz Wagner. Z całą pewnością kończy się etat startera w wydaniu KCP, który okazał się niewart zainwestowanych pieniędzy. Trzeba poszukać rasowej dwójki, jeśli trafi się nieoszlifowany diament, szukałbym też jedynki z gwiazdorskim potencjałem. Tutaj jeszcze mamy dwa sezony okna na ewaluację. Black, Isaac na pewno do pozostawienia jako otoczenie Paolo i Franza. Reszta nie wiem, ufam w kompetencje kadrowców, wiedzą przynajmniej czego szukać, za czym rozglądać.
Pacers 129 Bucks 103 [3-1]
Damian Lillard zerwał ścięgno Achillesa.
Zostawię to tutaj i zrobię pauzę, bo chciałbym, aby to zdanie wybrzmiało. Jego życiu co prawda nie zagraża niebezpieczeństwo, pieniędzy ma więcej niż ktokolwiek z nas, życie sobie ułoży, ale zawodowo to jest wyrok, koniec ery Dame’a jako dominującego zawodnika. Można zapytać na cholerę było mu wracać po miesiącu kuracji farmakologicznej, trzymania nóg w górze i czy to miało związek z tą cholerną kontuzją?
Co za tym idzie, z playoffs zwijają się Doc Rivers i Milwaukee Bucks. Nikt już nawet pytań nie zadaje, mniejsza z tym, że co drugi w ekipie Bucks jest w tym matchupie niegrywalny. Pacers bez przepraszania wezmą co swoje i idą dalej. Nie ma co wiele opowiadać: 17 punktów i 15 asyst Tyrese’a Haliburtona, nadzorującego prace polegające na umieszczaniu piłki w koszu przeciwnika. Sześćdziesiąt procent z gry (!) ośmiu graczy gości z dwucyfrowym dorobkiem punktowym i wygrana każda z czterech kwart.
TJ McConnell 15 punktów 6 asyst 70% z gry z ławki. Wyglądał jak MVP Steve Nash. Na przemian z Haliburtonem dosłownie zabawiali się z tego, co zostało po obronie Milwaukee. Dobra, dosyć!
Powiem wprost, Bucks czeka teraz parę lat posuchy, tankowanie i przebudowa. Im szybciej zaczną wyprzedawać zasoby, tym lepiej. Niestety w związku z zaostrzeniem przepisów budżetowych, wprowadzeniu tzw. second apron jeśli nie kandydujesz do mistrzowskiego tytułu, wysokie kontrakty trzeba jak najszybciej upłynnić. Przecież sami panowie Giannis i Dame kosztować będą w przyszłym sezonie 108 milionów dolarów!
Przekraczasz second apron, oto co cię czeka:
- brak możliwości zatrudnienia wolnego agenta na tzw. taxpayer mid-level exception
- second apron w 3 z 5 sezonów? wybór draftu przesuwany na koniec kolejki (30. pick)
- zakaz handlu wyborami pierwszej rundy draftu na siedem lat wprzód
- brak możliwości wymian gotówkowych
- odebranie uzyskanych wcześniej trade-exceptions
A więc 108 milionów, do tego Kuzma 22 bańki, Portis trzynaście, Connaugton dziesięć… i już masz całe salary cap zajęte, a dysponujesz co ledwie… kim… trzema silnymi skrzydłowymi. Mało tego, w efekcie wprowadzenia restrykcji kluby NBA już wcale nie są skore do handlu wyborami draftu. Dramat panie. Wisconsin czeka posucha, a Giannis będzie najbardziej smakowitym kąskiem nadchodzącego free-agency. Tutaj się ciekawie rzecz rozegra…
Tako rzecze Ja Morant
Ja Morant wypowiedział się na temat niedawno zakończonej (4-0) serii z OKC Thunder:
Miałem ich rozpracowanych. Czuję, że gdyby nie kontuzja, zmierzalibyśmy teraz do Oklahomy przy stanie 2-2.
Podziwiam pewność siebie, bo to nieodzowna cecha u sportowców, ale no Ja Morant to nie jest najostrzejszy nóż w szufladzie. Co myślicie? Dobrego dnia i dziękuję za odwiedziny. B










Ej a gdzie opis Game 3 , GSW – HOU? Tak czekałem
pytał ktoś jak sobie radzę z deprywacją snu, otóż zabrakło sił wczoraj, ledwie się budzisz, a tu trzy godziny do kolejnego meczu, heh. Na dodatek niedziela, trzeba żyć, na słońce wyjść z rodziną. Bez tego śmierć! 😉
Dzięki wielkie za artykuł, ale nic o wczorajszym meczu Warriors? Kwiaty dla Stepha ewidentnie się należą, dla mnie to był największy popis jak dotąd w tych PO i jako fan Wojowników liczę jutro rano na powtórkę. Po 4 już budzik nastawiony:)
Jak zwykle super, jak uwielbiam Ciebie czytać, hejterami nie ma się co przejmować, trzeba robić swoje. A robisz to bardzo dobrze. Pozdrawiam
Dobrze się czytało, a w tym Trójmieście same krypto penery, trzeba uważać na ludzi. Piona
Dobry wynik LAL-MIN – tylko dlatego oglądnąłem skrót.
Ależ na końcu to siermiężnie wyglądało. W LAL nikt nie ogarnia jak się gra w ataku? Luka pałuje na chama bo nikt nie wie co grać… Może tak jak piszesz, zmęczenie i brakło nóg, ale ludzie! Panie! To jest zawodowa koszykówka?
Co ja myślę? Myślę że hebel w rękę nie dotykając nawet piłki to jednak jest faul, tak a propos Edwardsa
Jestem ciekaw czy Lebron zagra jeszcze w przyszłym sezonie. Nigdy za chłopem nie przepadałem ale jakoś tak dziwnie będzie bez niego. Może Giannis zastąpi go w LAL ciekawie by wyglądała współpraca Luki z nim. Pozdro i na pochybel tym dzbanom co wypisują takie komentarze.
Myślę, że w następnym sezonie na pewno jeszcze zagra. Ogólnie nie zdziwiłbym się gdy będzie grał nawet i do 45. I też myślę że to nie będzie spontaniczna decyzja ogłoszona po sezonie tylko przed ostatnim sezonem będzie wielkie ogłoszenie że to ostatni sezon.
Grałem kiedyś wyjazd w B-klasie, bodajże na Naprzodzie Brwinów. Ciężko było ze składem. Zaczęliśmy w 9 na 11 i po pierwszej połowie schodziliśmy do szatni przy stanie 5:0 w plecy. Za jedyną widownię tego szlagieru rozgrywek robiły dziadki raczące się jakąś nalewką. Jeden z nich rzucił do nas głośno:
– Dobrze gracie, ale jest was za mało.
Na drugą połowę dojechał 10-ty i zremisowaliśmy ją 1:1.
Granie w 5 na 8 i to jeszcze w trybie pan starszy i rumiany pączek mieszamy obwód na piłce, a potem odrzutka do 3 manekinów ustawionych na opłotkach – ależ Himalaje taktyki, w zasadzie donos trenera na siebie samego, że nie wychował ani jednego z ławki na playoffy. Ale widać musiało do tego dojść, skoro doszło, jak powiedział do siebie 37-letni Mike Conley przy pomocy swoich 183 cm wypłaciwszy czapę prosto w koronę króla.
Lebron skądinąd zagrał fenomenalny mecz w obronie, ale co do fauli – bardzo dobrze, że kamera spod sufitu wyłapała to walnięcie w rękę Edwardsa, bo już było tego za wiele. Chwilę wcześniej chamsko popchnął w powietrzu DiVincenzo na kontrze, przez co chłopak spudłował ważny rzut, a wolnych mu nie dali.
Kompletnie nie znam się na kontraktach, trejdach, zastrzeżonych wolnych agentach. Ale tak sobie myślę, jak bym był takim Lebronem z miliardem baksów, to nie widziałbym sensu w dojeniu klubu na kolejne miliony, żeby – bo ja wiem – wymienić jacht 50-metrowy na 100-metrowy? Rozwiązałbym umowę, podpisał nową za minimum weterana, dostałbym rozgrywaka, centra, stopera i paczkę rezerwowych i poszedł po ostatni pierścień. Ale na to już za późno.
To się nazywa chciwość, narcyzm, bo jemu się max nalezy 🙂
Cały ostatni akapit prosto w punkt. No ale czego spodziewać się po kimś kto jest niespecjalnie mądry a IQ ma wyłącznie „parkietowe” – a i to bardzo dyskusyjne zresztą. Wielu nachapanym (bezpodstawnie i niezasłużenie) pod korek kapustą ludziom racjonalne myślenie sprawia problem. Jeszcze większym problemem dla nich bywa podzielenie się kawałkiem tego tortu z innymi lub poświęcenie czegoś dla dobra ogółu. Tylko ciągle ta pogoń za zaspokajaniem swoich wynaturzonych, narcystycznych „ambicji”.
A jakby zdobył w taki sposób kolejny tytuł z LAL, to Zara pojawiłyby się głosy, że to oszustwo było, inne kluby nie mogły sobie pozwolić na dodatkową gwiazdę i takie mistrzostwo jest nic nie warte 😛
Dokładnie, ale nie każdy jest jak Tom Brady. Lebron chce bić rekordy, ale ważniejsza jest kasa. Brady szedł na ustępstwa z kontraktami i ma teraz 8 pierścieni NFL, Lebron gra w lidze 22 rok, jest uważany za najlepszego wszechczasów, a ma 4 xD
Dokładnie. Dlatego Brady jest GOAT w NFL, a Lebron nigdy GOAT w NBA nie będzie.
Kompletnie nie wiem, co myśleć o karierze Damiana Lillarda. Tylko w pierwszym sezonie w karierze nie rzucał średnio 20.0 pkt na mecz, a i tak był tego bliski. Potem dwa razy w Portland średnio nawet powyżej 30.0 pkt. Unieśmiertelnił go ten rzut sprzed twarzy Paula George’a w serii z OKC. Bo to bardzo w stylu Dame’a i tak dalej. Ale jakoś nigdy mnie nie przekonywał i pal licho, że nawet jako strzelec w swojej erze i w historii koszykówki nie ma podjazdu do Stepha Curry’ego. Przez lata w Portland miał mocne wsparcie. Godną drugą opcję – najpierw LaMarcusa Aldridge’a, potem CJ McColluma. Na zadaniowców też nie mógł narzekać: Kent Bazemore, Trevor Ariza, Jusuf Nurkić, Hassan Whiteside, Evan Turner, Al-Farouq Aminu, Gary Trent Jr., Seth Curry, Nicolas Batum, Wesley Matthews, stary Carmelo Anthony, młody Anfernee Simons. W różnych latach i na różnych poziomach dostawał wsparcie od managmentu Portland, skład był niezły, dość głęboki. Wiadomo, że nieidealny, ale kurde: właśnie na tym polega siła lidera, żeby wyciągać ze słabszych, ograniczonych umiejętnościami albo kompetencjami kolegów ciągnąć w górę. Nigdy nie miałem przekonania, że Lillard kogokolwiek w górę ciągnie. Ot, wrzucić 30 punktów, zrobić minę do kamery, przyzwoity wynik w regular season, pomęczyć się w play-off i czyste papcie, na wakacje. W play-off facet ma bilans 24-44. A nie wciągał do play-off za uszy drużyn jak Chris Paul czy nawet Russel Westbrook, nazwijmy to mu podobni przez wzgląd na brak mistrzowskiego pierścienia, tylko prowadził mocne Portland, a później akompaniował Giannisowi w Bucks. Cóż, marnie.
A Bucks swoją drogą okrutnie przejechało się na wymianie, w której do nich trafił Lillard, a do Bostonu – Jrue Holiday, który z Celtics zrobił mistrza, był kluczowy w defensywie USA na IO 2024, a teraz ma szansę na drugi pierścień. Ten sam wiek, a można by potencjalnie wyjąć na nim dużo ciekawsze assety, bo to jeszcze przez dwa lata mniej więcej będzie facet, który idealnie sfituje z drużyną walczącą o mistrzostwo w roli zadaniowca klasy premium. A Lillard? Strzelca o mentalności i ego gwiazdorka, bez podkładki mistrzowskiej, bez zdrowia w skali makro (problemy z krwią) i mikro (achilles), po kontuzjach zardzewiałego trudno wykomponować gdziekolwiek. Chyba że do Phoenix ;))))
Wszystko zgoda oprócz Holidaya, którego fanem jestem jeszcze z czasów jego gry w Nowym Orleanie. Z tej mąki chleba już być nie mogło. Jrue był idealnym uzupełnieniem prawie mistrzowskiego składu. Znaczył dla Bucks tyle co Bruce Bowen w SAS. Jednak kolejne sezony i blamaż z Miami pokazały, że dalej byłaby równia pochyła i to raczej ze względu na wiek np. Middletona oraz silniejsza konkurencja . Na dziś dzień nie znaczy dla Bostonu więcej niż Whyte czy nawet Pritchard.
Wiem, że to PO i sędziowie powinni pozwalać na twardszą grę, ale moim zdaniem faul Lebrona był ewidentny.
a ja nie rozumiem z czym tu sie nie zgadzac – urzedenie w nadgarstek bylo ewidentne, to jest faul – a, ze na pewno czesciej ma to miejsce to swoja droga. to tak jakby sie nie zgadzac z bledem krokow bo tez powinni czesciej gwizdac – i jedno i drugie to prawda. Lebron za bardzo zaryzykowal w tej akcji, chwile wczesniej stracil pilke przy inbound, Lakers byli blisko, ale Ant-Mana oglada sie przyjemniej. Inna sprawa, ze tak bezuzytecznego weilkiego jak Gobert w ataku to nie ma – wyglada jak Shawn Bradley w Space Jam jak mu ukradli talent. Facet ma glowe przewagi nad wszystkim a nie jest w stanie zagrac nic, przeskakuja go po zbiorke, nie ustawi sie na loba, nie zaga postup. zerowy wklad w mecz na atakowanej polowie.
Zgadza się, cała druga połowa to było uciekanie od podwojeń i że zostało mało czasu to strzelnica za 3. Dopóki wpadało, to Lakers prowadzili. Jason Hayes gra za mało, przez to opcje w ataku się kurczą, bo nie można nawet loba zagrać. Chłopak zagrał kilka minut, zespół prowadził. Są jakieś statsy w sieci, że jak gra 20+ minut, to zespół ma więcej zwycięstw. Mniej jego minut, to więcej przegranych.
Potem Lakers spuchli, kilka niecelnych rzutów z dogodnych pozycji, kilka strat i finito. W tej serii Wilki są po prostu lepsze, atletyczni, dobrze broniący, szybcy i rzucający za 3. Bardzo niewygodny rywal dla Lakersów, śmiem twierdzić, że bardziej niewygodny niż Rakiety czy Thunder.
Nie wiem co mogłoby uratować tę serię, zmiennicy dostali pstryczka w nos, więc nie wiem czy się zepną na mecz nr 5.
Już podczas ostatniego meczu w sezonie między LAC a GSW zauważyłem, że zawodnicy z Miasta Aniołów nie powinni za wszelką cenę chcieć wygrać. W Play-in mieliby łatwa przeprawę u siebie z Memphis, a potem serię z Rockets. Na dodatek przez tą wygraną wylosowali Lakersom bardzo trudnego rywala w postaci Minnesoty. Bo nie mam wątpliwości, że silniejsi fizycznie Lakersi rozniesliby w pył Warriors. A tak mamy piękne serie i być może obie drużyny z Los Angeles pojadą na zasłużone wakacje. Pozdrawiam.
Chodziło o tydzień przerwy od grania i wypoczynek. Przekombinowali 😂
No to mają wakacje 😉
Zajechał swoich zawodników Redick i w sumie nie wiadomo po co. Do tego trochę wyłączająca decyzja sędziów o braku faulu na Luce przed tym wyrzutem LBJ. McDaniels mu podstawił nogę , a to by były osobiste. Z drugiej strony Lakers zużyli swój challenge idiotycznie. Dużo winy redicka w tym meczu
Jakie ma znaczenie to że się ant poślizgnął? dostał w łapy i mu piłka wypadła w ofensywnej akcji. To jest normalne i nie powinien być faul? odczuwam lekką frustrację piszącego.
LBJ nawet się do piłki nie zbliżył, tylko po nadgarstkach przyłożył
Niestety Luka po zatruciu kebabem odebrał swojej drużynie momentum. To jest ostatni dzwonek żeby się ogarnąć, przepracować lato. Pół roku to wystarczająco dużo czasu żeby zrobić z siebie adonisa. Brakuje im dwóch zawodników- centra za mid level (Lebron musi wziąć mniej!) oraz transfer po najwyższej klasy 3&D (Kleber+Vincent + knecht + pick). Wtedy będą mogli rywalizować na poważnie.
Błagam przestańcie pisać, że wypaczony mecz dla korzyść Knicks. To jakieś sędziowanie serwują w tej serii to jedna wielka kpina. Sędziowie w game 4 połknęli gwizdki przy każdej akcji KAT, Brunsonsa czy OG. Ilość nieodgwizdanych fauli woła o pomstę do nieba. W ostatniej akcji przy zbiórce i tak Hart był faulowany przez Harrisa więc w pierwszej kolejności tu był błąd i powinny być 2 rzuty osobiste dla Josha a nie faul na Hardawayu, który inicjował kontakt. Żałosne, że ktoś uważa, że mecz został ustawiony pod NY, gdzie większość meczu to oni mierzyli się z sędziowaniem na ich niekorzyść.
😢ojoj, szkoda chłopaków jezioraków. Trzeba przyznać, że gwizdki były raczej w stronę Minnesoty, ale akurat w ostatnim przypadku nawet komentator mówi, że faul Lebrona. Natomiast komentator canal plus, podobnie jak tutaj używa zwrotów
1. szkoda że reaves nie wybronił
2. niestety Luka nie trafił
3. to nie był faul Lebrona, tylko Edwards podłożył nogę – to w sytuacji jak się król rzucił na nogi od tyłu, żeby kontuzjowac przeciwnika
Za tę nieprofesjonalną i nieobiektywną stronniczość należy się pożegnanie w pierwszej rundzie.
Szymon Szewczyk jest fatalnym komentatorem. Nie dało się tego meczu oglądać z komentarzem. Zamiast jarać się grą, tylko narzekał. Rogaczewski podnosi głos, że świetna akcja!!! A Szewczyk – ahh, jaki straszny błąd popełniono 10 sekund temu..
Tam karny się nalezał i czerwoną kartką za nakładkę króla,święte krowy to są w Indiach a nie w Stanach brawo sędziowie👍
Paradoksalnie nie wiem czy ta kontuzja (o ile nie zakończy kariery) nie da Lillardowi szansy na mistrza, o ile zaakceptuje rolę wsparcia z ławki po powrocie.
Lillard ma jeszcze dwa lata kontraktu, ostatni to OPCJA GRACZA za uwaga 63mln. Nie ma szans, żeby zrezygnował, a nikt mu nie zapłaci takiej kasy. Bucks są w czarnej d*^ie, Giannis się zaraz zawinie, a oni zostaną z Panem Dame Timem na ławce i pomocnikami typu Kuźma/Lopez/Portis. No i jak zwykle Adidas podpisał dożywotni kontrakt z gościem, który się rozsypał (vide DRose)…
Lebron przegrał to chyba nie jest w dobrym smaku chwalenie Curry’ego i gsw. To oczywiscie zart, z lekkim podtekstem. Wszystkiego dobrego i wychodzimy porzucać piłeczką na świeżym powietrzu
NYK to jest dramat. 2 razy na styku wyciągają mecz. Boston to ich nosem wciągnie, ale nawet gdyby to było Cavs czy Pacers to skończyło by się tak samo, sweepem.
JJ to co odwala? Thibs wersja 2.0? Trzeba było brać tego wysokiego z Hornets to przynajmniej zajechany Luka by miał do kogo gałę rzucić. Knechtem i tak nie chcą grać więc nie rozumiem. Z drugiej strony dobrze wychodzi bo tego machania łapami Luki czy Brona do sędziów po wejściach pod kosz to już nie można oglądać. Niezłe PO oby tak dalej.
Pozdrawiam
Wspaniały mecz LAL vs Minnesota.
Piękna, twarda gra. Od początku do samego końca.
Moim zdaniem Lakersi naprawdę grali świetnie przez trzy kwarty. Kilka akcji rozrzucających obrońców przeciwnika było znakomitych.
Moim zdaniem kluczem do porażki Lakers był niestety Łuka albo postawienie na niego w czwartej kwarcie. Oddanie mu piłki do rozgrywania akcji było błędem. Gra się uprościła, stała się przewidywalna, Luka kozłował za dużo i za długo. LeBron stał nie dlatego ze go tak dobrze kryli, tylko dlatego że on i inni zostali odcięci przez zmęczonego i samolubnego Lukę.
Faul LeBrona nie zostałby odgwizdany, gdyby nie challenge Minnesoty. Sędziowie nie mieli ochoty gwizdać, ale skoro musieli sprawdzić akcję, no to wyszła apteka, tak jak w VAR.
Szkoda Lakersów, zagrali na absolutnego maksa i wyglądali naprawdę dobrze. Zabrakło tak niewiele.
Szkoda. Lebron w obronie mi zaimponował, nie tylko jednym blokiem czy przechwytem. Był niesamowity.
No ale przecież LeBron musi bić po nadgarstkach bo inaczej na pewno nie wybiłby piłki z rąk Edwardsa, a skoro musi to robić by być skuteczny to nie może być to faulem:D to w końcu LBJ i Lakers, oni wiedzą lepiej. Pistons oszukani, bo sędziowie pozwolili na walkę i kontakt w końcówce, Lakers oszukani bo sędziowie co prawda pozwolili Lebronowi bić Edwardsa po nadgarstkach, ale trener wziął challange i się nie dał 🤣
No właśnie! Ktoś tu zapomnial napisać o tym że sfrustrowany Lebron o mało nie połamał Edwardsa! To wyglądało tak jakby wiedział co robi, z takim doświadczeniem i IQ rzuca się komuś w nogi jak amator? Nie wierze! Na pewno bardziej to było świadome niż przy łamaniu Buttlera czy Moranta. Ja wiem ze Antman przeginał z tym odpychanieniem ale bez przesady.
A ten faul byl ewidentny! Jak sie oglada na komórce to można się zastanawiać, ale w powiększeniu wyraźnie widać że Lebron przywalił w nadgarstki a nie w piłkę.
Przekręt stulecia z transferem Luki na marne… no chyba że będzie wielki ustawiony comeback włączając skuteczniejsze łamanie Antmana.
Ktoś mi tu napisał że Lebron grający co 2-3 dni jest lepszy niż Jason Tatum, yyyyyyyyy jasne 😉
Pięknie LBJ bronił, momentami na poziomie DPOY, byłem pod wrażeniem, jednak ta końcówka… cegła, strata, faul… 0 punktów w czwartej kwarcie…
Kumpel od podcastów zagrał w NBA2k i masz babo LePlacek…
Bartek, ja wiem ze co do LBJ mamy odmienne zdanie ale to nie zmienia faktu że robisz świetna robotę, uwielbiam Twoje teksty i olać chamow-frustratow!
Przekręt stulecia z transferem na marne?
Przecież Luka może tam grać jeszcze wiele lat, z samych koszulek zarobią tyle, że głowa mała…
Transfer ustawiony przez Silvera i właścicieli LAL i Mavs, aby dać Lebronowi jeszcze jedna szanse na pierścionek (oglądalność = kasa). Jak można wymienić Luke za AD bez innych cennych zasobow dla Mavs? Nie wiadomo o co chodzi? Usłyszymy za jakiś czas co było w zamian (spojler: Las Vegas).
Na marne bo pierścionka i oglądalności nie będzie 😉 a w długim terminie czas pokaże…
LBJ jest lepszym koszykarzem niż JT. Tu nie ma żadnej dyskusji. Wystarczy obejrzeć ostatnią Olimpiadę.
@RS no i tu poryszyles ciekawy temat. Czy wiesz, że w Tokyo w 2020 JT byl drugim najlepszym koszykarzem USA obok Duranta? W teoretycznie słabszym składzie USA zdobylo zloto bez dramatów jak w 2024, bez Stepha ratującego Lebrona przed brązowym medalem 😀. JT starszy i lepszy niż w 2020 byl za slaby na olimpiade? Znowu chodziło o oglądalność i kasę dla Clutch Sports. Lebron sprawia że wszyscy obok grajq gorzej, czy w klubach (Wade, Bosh, Love, Kyrie AD i inni) czy w kadrze.
Lakers każdą akcje w 4Q grali w pięciu na obwodzie i trójka przez rece. Słabe to było. No i chyba nie po raz pierwszy dała o sobie znac kondycja Luki. To też słabe. Koles ma 26 lat.
Ale mozna powiedzieć, że błędy sedziowskie wypaczyły wynik, bo były 2 czy 3 sytuacje ewidentnie na korzysc LAL, a zagwizdane było odwrotnie. Z 1-3 raczej się nie wygrzebią. Szkoda.
Cześć Bartku,
czytając komentarz o faulu LeBrona na AE mam całkowicie inne przemyślenia, a rzadko mi się to zdarza dlatego pozwoliłem sobie dodać komentarz.
Po to są wideo weryfikację, aby na nich podstawie podejmować rzetelne decyzje. Na tej widać, że wybicie piłki nie było bezpośrednie, ale trafilł w ręce w wyniku czego piłka wypadła na aut („albo faul albo nasza”). Historycznie takie decyzje były bardziej uznaniowe, ale jako społeczeństwo technokratów powinniśmy szanować takie możliwości jak powtórki.
Jak nie to po co to wprowadzać? To by dopiero było jakby poszło w druga stronę pomimo tego, że ewidentnie uderzenie w ręce było widoczne… LJ uderzył w rękę, a nie musiał, bo AE tracił grunt pod nogamik w tej akcji.
Nie dało się tego puścić płazem przy challenge’u. Na gorąco w ogniu gry sędziowie by mogli to podarować, ale przy dokładnej analizie kamera pokazała ewidentny faul.
Ale faulu Harrisa przy zbiórce to już nie widziałeś? Gdyby Tobias nie wywalił Harta to ten zdążyłby do Hardaway’a choć nie miałby po co, bo piłka by nigdy do Tima nie trafiła? Pistons przegrali dlatego, że w końcówce Brunson wchodził w nich jak w masło i KAT wcisnął im dwie trójki, a Cade nie trafił. W końcówce błąd sędziów dał Pistons jeszcze jedną szansę na zwycięstwo, bo pozwolił im na rzut Hardaway’a i sprawił, że Hart się spóźnił z obroną.
Witam . Drogi Bartku o ile w większości opisów sytuacji meczowych wydarzeń boiskowych się z Tobą zgadzałem tak nie rozumiem jak możesz mowic/pisać że Lebron nie faulował Anta qw końcówce. Kompletnie tego nie rozumiem . Gość dostaje w łapy tak ewidentnie( nie mylić z dłonią ) że każdy by piłkę puścił w sposób niekontrolowany . To tylko Bron zachował się po juniorsku . Ant był w trudnej sytuacji jednak mówić że tam nie powinno być faulu ? Nie uważasz że zbyt daleko wysunęła się tutaj twoja sympatia do Lakers/Lebrona ?
J.J. Redick
płaci frycowe
Wykorzystał bezsensownie VAR na ratowanie Austina przed 3 przewinieniem w sytuacji gdy faul był ewidentny.
Natomiast gdy Conely skoczył Lebronowi na plecy zabrakło VAR ta sama sytuacja na 14 s do końca gdy obrońca wjechał w nogi Luce brak VAR.
J.J. Redick
płaci frycowe
A tak a propos
LeBron James GOAT
Forma jak przed laty gdy masakrował Boston w finałach wschodu.
Kto może wrócić 3-1 jeśli nie On??
Trzymam kciuki za powrót na mecz nr 6 do Minnesoty!!!
Otóż, gdyby gwizdać klepanie po rękach, to nigdy piłki nikomu nie udałoby się z rąk wybić…jakby LBJ trafił w piłkę a przy okazji w ręce AntMana to ew. ok, można by to puścić. Ale tu jest ewidentne walnięcie w nadgarstki i tyle. Nigdzie nie ma walnięcia w piłkę, ba, nawet nie ma takiego zamiaru. Bardzo dobra decyzja sędziów – koniec ze star calls. Faul to faul niezależnie od tego czy fauluje gwiazda czy głęboki rezerwowy
Jeśli Giannis chce wykorzystać ostatnie kilka lat swojej dominacji to musi spier***** z Milwaukee, bo Lillard ma dwa lata gry wyjęte. Zresztą to nuż koniec jego kariery. Ma 35 lat.
Giannis niech idzie do Charlotte. Tam jest dwóch gości, którzy razem oddają po 20 trójek w meczu na niezłej skuteczności (Ball, Miller). Także spejsing miałby wyborny. Gorzej z obroną hehehe. Ale z pewnością widowisko na rundę zasadniczą byłoby przednie.
Nie pasuje mi Twój tekst o faulu Jamesa na Edwardsie. Na poziomie kogoś, kto raz na tydzień obejrzy „jakieś skróty na YT”. Tymczasem codziennie oglądamy bardziej lub czasem mniej czyste wybicia i potrafimy wymienić ludzi, którzy są w tym całkiem nieźli. Wydawało mi się, że wiemy, że bicie po nadgarstku było, jest i będzie faulem.
Większość mówi o oszukanych Pistons – w tym miejscu zaznaczę, że kibicuję im, podobnie jak Knicks, od lat 90. i będę się cieszył niezależnie od tego, kto przejdzie dalej.
I tu posłużę się analogią końcówek meczów Timberwolves i Pistons.
Detroit nie miało już challengu, a Wilki miały.
W obu przypadkach sędziowie nie gwizdnęli.
Faul na Ancie ewidentny.
Na Hardaway’u? No tu właśnie byłbym bliższy interpretacji, że faulu nie było. Nie jestem ślepo zapatrzony, bo jak mówię – mogłoby Detroit wygrać, żeby było siedem fajnych dla mnie spotkań do obejrzenia na żywo.
NBA odchodzi od wymuszeń faulu. Tymczasem Hardaway najpierw czeka, żeby Hart odsłonił mu kosz, ale jak widzi, że Hart wpada w jego przestrzeń, to dosuwa się do niego – jest chyba bardziej skupiony na tym, niż na celnym rzucie.
Moje zdanie, wbrew opinii chyba wszystkich ekspertów.
Przy tej okazji zastanawiam się, czy sędzia, który nie sędziował tego meczu, jest w stanie wczuć się w gwizdanie i puszczanie gry, żeby przyznać się, czy sam by gwizdnał. Wycięte kilka klatek łatwo zinterpretować. Ale ten, kto oglądał ten mecz, a nawet całą serię, to widzi jaka kotłowanina tam jest, ile cielesności i sytuacji na pograniczu faulu. Jak się puszcza 10 takich sytuacji albo 20, to łatwo potem nie gwizdnąć kontrowersyjnej sytuacji.
Dziwi mnie to, że trenerzy czasem wykorzystują challenge na jakieś bzdury w pierwszych trzech kwartach. Ok, może się trafić coś na przełamanie, dodanie drużynie wigoru, jakiś gamechanger, ale wiedząc, że w ostatnich sekundach to może stanowić o być albo nie być, no za huk nie brałbym go za wcześnie. A może chodzi o reklamy? Hmm. Mam nadzieję, że nie.
Panie redaktorze wstajemy …piękny dzień dziś …namaluj coś swoją kredką🎸najlepiej na zielono 💸 jak Tymbark kocham życie xd
Nie zagrał jak gigant. To jego błąd okazał się kardynalny w obronie a tłuczenie po łapach trzeba gwizdać bo to faul. To właśnie był piękny przykład na to jak jest dobry gdy nie ma ochronki. I ta genialna strata przy podaniu zza linii bocznej w końcówce. Tak samo jak oddanie piłki do Justina gdy po raz kolejny wynik na krawędzi i trzeba oddać ten najważniejszy rzut. Wszystko fajniusio gdy można sobie tłuc bez konsekwencji trójeczki w czasie meczu nawet z połowy ale gdy ważą się losy meczu to nie staje.
Nie. Nie będzie go brakować. Jest cała rzesza ludzi dla których liga i gra zyskają gdy wreszcie zabraknie tej przebrzmiałej narcystycznej gwiazdy.
Swoją drogą czemu w tak ważnym meczu nie odegrał znowu nic istotnego Bronny? Tyle czasu się docierał w niższej lidze. Takim miał być objawieniem. W końcu earned note given xd
Jedyne czego można żałować to tego że Ant z ekipą nie łupnęli im sweep’a bo przez to jest jeszcze niestety jakaś marna ale jednak nadzieja, że LAL coś wygrają w tej serii.
Fajnie że piszesz częściej, ciekawostki na wstępie są całkiem sympatycznym elementem, a to co piszą niektórzy… Już to kiedyś napisałem ale powtórzę. Bardziej świadczy o nich samych. Wiele rzeczy może mi się nie podobać, z wieloma mogę się nie zgadzać, wiele mogę krytykować ale lżyć kogoś z powodu różnicy opinii? Żal.pl
Ciekawe PO się zapowiadają. Wolves po „takim sobie” sezonie naprawdę spięli poślady. Odpadnięcie Lakersów wydaje się już tylko formalnością – co jest trochę zaskoczeniem mimo wszystko.
Niespodzianka szykuje się też w serii GSW – Rockets. Wiadomo, że PO to inna jakość niż sezon regularny, więc to, że starzy wyjadacze dają lekcję młodej drużynie z Houston, z jednej strony nie powinno dziwić, ale prawdopodobne pożegnanie drugiej drużyny Zachodu już na starcie PO, to jednak zaskoczenie. Fajne, wyrównane, mocno fizyczne starcie Denver z Clippers. W serii NYK – Pistons stan 3-1 też nie oddaje bardzo ciasnych wyników poszczególnych meczów.
Cavs, Thunder i Boston są bardzo mocni, zgodnie z przewidywaniami. Solidnie wygląda też Indiana. Pech Lillarda nie powinien przyćmić tego, że Bucks i tak dostaliby srogi oklep.
Ani słowa o tym, że, przy całym solidnym występie, to właśnie Lebron w samej końcówce jest głównym winowajcą porażki? W czwartej kwarcie 0, słownie ZERO punktów, w ostatniej minucie bezsensowna trójka z 9 metra plus strata przy wyprowadzaniu piłki z boku. Typowy „antyclutch” Lebron.