fbpx

Debiut marzeń Jamesa Hardena | derby Los Angeles znów dla Clippers

37

Welcome to my world.

Sixers 133 Wolves 102

Wydarzeniem kolejki był z pewnością debiut Jamesa Hardena w szeregach 76ers. Co możemy powiedzieć? Brodacz wyglądał świeżej niż w jakimkolwiek meczu w tym sezonie w ekipie Nets. Na jego koncie znalazło się 27 punktów 8 zbiórek 12 asyst, trafił 7/12 z gry, w tym 5/7 zza łuku oraz 8/9 rzutów wolnych.

Leciał izolacje kończone floaterami, rzutami z odejścia albo odegraniem na skrzydło, w zależności od tego jaką przestrzeń oddali obrońcy. Raz trafił bez kozła. Parokrotnie wyprowadził szybki atak, wspólnie z Embiidem (34/10/3) wielokrotnie egzekwowali tzw. dribble-handoffs, na pewno częściej niż klasyczne pick and rolle. Było też poddanie Hardena z podwojenia, z biodra, podania “dyszlowe”, sporo dobrego, sporo uwagi skupionej na sobie. Słowem, bardzo dobry zawodnik. Wszelka gra dwójkowa Brodziarza z Kameruńczykiem napędziła Wolves takiego stracha, że zapominali o reszcie. Z otwartych korytarzy i pozycji najskwapliwiej korzystał Tyrese Maxey (28 punktów 12/16 z gry) trzeci muszkieter Sixers.

Powinniście widzieć moją twarz w czwartej kwarcie. Nigdy w swej karierze nie miałem tyle przestrzeni na parkiecie. Każdorazowo musiałem pracować na pozycję do rzutu [Joel Embiid]

Dość powiedzieć, że Wolves grający dzień po dniu wydawali się energetycznie krok do tyłu, momentami bezradni. Jako zespół zaliczyli 23% skuteczności zza łuku przy 49% po stronie gości.

Raptors 93 Hornets 125

Rozpoczęło się od prowadzenia gospodarzy 14:2. Następnie na plac weszli bramkostrzelni rezerwowi Kelly Oubre (23 punkty 5/10 zza łuku) i Montrezl Harrell (20 punktów 10 zbiórek) by dodatkowo pognębić Toronto, którym zabrakło zarówno kreacji co skuteczności. Rotacje defensywy nie nadążały za piłką, co rusz któryś ancymon penetrował kozłem strefę podkoszową. Z biegu nie dało się wiele pograć, bo trzeba było piłkę wznawiać spod własnej dziury.

Wynik? Na przestrzeni jedenastu minut przełomu drugiej i trzeciej kwarty Hornets wygrali 30:5! Usprawiedliwienie? Fred VanVleet ma przeciążone kolano, Pascal Siakam jest chory. Reszta to mniej lub bardziej utalentowani gracze zadaniowi wśród których na największą pochwałę zasługuje dziś rookie Scottie Barnes, autor 28 punktów.

Clippers 105 Lakers 102

LAL są jak ból zęba i stan gorączkowy. Najpierw puścili Dwighta Howarda by wytargał wszystkich w polu trzech sekund. Koniu owszem targał i wierzgał do rytmu 14 punktów i 16 zbiórek, ale niewiele to dało, bo Lakers z odległości dalszej niż sześć metrów nie trafili ŻADNEGO z dwunastu rzutów i prędko wpadli w dołek 7-8 posiadań

Potem było lepiej, skład obniżyli a Carmelo Anthony (18 punktów 5 zbiórek) coś sobie przypomniał z najlepszych czasów. Pomogli w tym wyraźnie Clippers pudłując spod obręczy, a Reggie Jackson rozdawał Lakers piłki na lewo i prawo, po których padały łatwe kosze. Nie wiadomo czy to zmęczenie czy autorska poza, ale jego mowa ciała momentami wyglądała tragicznie. Penetrował, przerywał kozioł, a następnie będąc pod presją próbował się ratować odbijając piłkę o rywala. Tak kilka razy, niepojęte.

Końcówka dramatyczna, dwa (wygrane) protesty, kolejna idiotyczna strata Jacksona oraz żałosna pod każdym względem ostatnia akcja LAL. Blah. LeBron siedzi przed reporterami i klaruje, że chce zostać w Los Angeles forever, forever, for ever ever. Biznes nie idzie tak dobrze jak mógłby, przegrywają, prezentują się fatalnie pod kątem taktycznym i jeszcze te zapowiedzi o wspólnej grze z synem. Chłop ma dużo na głowie. Niestety coraz częściej brakuje mu zdrowia. Fakt, LAC umieją w podwajanie (Tyronn Lue zalicza 6-0 w derbach) a Robert Covington to dla nich rewelacyjny nabytek. Bardzo aktywny i wszechstronny defensor. Fakt, że Clippers nabyli go z Normanem Powellem kosztem spadów i wyboru draftu to wielka rzecz po stronie kadrowców. Niestety w Jezioranach zrobiło się chłodno i nieprzyjemnie.

Przepraszam, ale jestem mocno chory. Nie dam rady przybliżyć Wam reszty ze szczegółami. 

Thunder 129 Pacers 125 (OT)

Shai Gilgeous Alexander: 36 punktów 8 zbiórek 5 asyst 3 przechwyty 2 bloki. Thunder ustępują talentem i warunkami, nie w planach im zwycięstwa, ale ciężko to było przegrać. Indiana budzi niesmak. Brogdon i Halliburton patrzą na siebie (pierwszy raz razem na parkiecie) tu owocnej współpracy raczej nie będzie. Buddy Hield rzuca najlepiej, ale w dogrywce wszyscy obserwują spadochroniarza Lance’a Stephensona oddającego 5 (niecelnych) rzutów z rzędu…

Rockets 111 Magic 119

Orlando weźmie to spotkanie na szczycie choć jednostka napędowa Jalen Suggs wygwizdany został z parkietu w kwadrans, a center Mo Bamba w dwadzieścia minut. Bohaterem wieczoru mało znany Chuma Okeke, klasyczny 3&D którego dzisiejszy dorobek to 26 punktów przy 5/7 zza łuku.

Spurs 157 Wizards 153 (2OT)

Dejounte Murray: 31 punktów 13 zbiórek 14 asyst. Pod względem sumy punktów to pierwsza piętnastka w historii. SAS oddają najmniej rzutów trzypunktowych w lidze – Wizards na tym elemencie się skupiają w obronie. Spurs lubią penetrować, Wizards puszczają najwięcej penetracji. Gregg Popovich w genach ma obronę pasa środkowego, Spurs nie lubi kryć trójki i stamtąd dostają w łeb. Innymi słowy – jedni i drudzy są dla siebie niewygodni. Zdecydowało zdrowie, leadership Murraya i wola walki. Poeltl i Lonnie Walker świetni w doliczonym czasie. W sumie czternastu ludzi z dwucyfrowym wynikiem punktowym. Najwyżej punktującym Kyle Kuzma (36/8/7).

Heat 115 Knicks 100

South Beach przyjechało po swoje. Kiepsko co prawda zaczęli oraz nadziali na fenomenalnie dysponowanego RJ Barretta, dla którego 46 punktów 6/11 zza łuku i 14/22 FT to strzelecki rekord kariery, ale wciąż można rzec, kontrolowali sytuację na parkiecie. Guard play. Knicks nie mają rozgrywającego, a co za tym idzie pomysłu na atak. Ciężko im było sforsować strefę Miami. Julius Randle 2/15 z gry również boli. Kompletnie nie radził sobie z PJ Tuckerem i wspierającym go zza pleców Adebayo.

Pelicans 117 Suns 102

Dzień po dniu Devin Booker (30 punktów 5 asyst) nie wyrobił w pojedynkę. Nie śpijcie, gdy mowa jest o Pelikanach, CJ (32/6/4) i Ingram (28/5/7) odnajdują wspólną drogę. Zion niech idzie precz. 53-37 na tablicach. Tak samo, Phoenix brak aktualnie point guarda, czekamy na Camerona Payne’a, którego powrót ma nastąpić lada dzień.

Mavericks 109 Jazz 114

Luka nie miał najlepszego dnia. Na dodatek popadł w problem z przewinieniami. To spuściło nieco powietrza z balonika Dallas i to pomimo skuteczności pary rezerwistów Davisa Bertansa i Spencera Dinwiddie (37 punktów 8/12 zza łuku do spółki). Słoweniec albo odpuszczał w obronie albo siedział na ławie, w sumie rozegrał 35 minut, czyli 4-5 poniżej średniej. Donovan Mitchell ogień: 33 punkty 7/12 zza łuku. Wyrównane spotkanie, o zwycięstwie zdecydowała gra pod kosz i wolumen rzutów wolnych. Dallas 8/8 -> Utah 18/22.

Głównym założeniem Mavs było wyciągnięcie Goberta ze strefy podkoszowej w obronie. Ten przejmował zasłony i to z całkiem niezłym skutkiem, w końcu DPOY. Luka – niekoniecznie szukał podania, jeszcze raz: słaby mecz.

Dziękuję za uwagę do jutra. b

Ostatnie Wpisy

37 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Emblid dopiero teraz dostał konkretnego partnera do gry, ściągającego uwagę obrony, a mimo wszystko cały czas przez te lata prawie zawsze równo mu się chciało. Może jednak może będzie z tego pierścień Panie B.?

    (29)
    • Array ( )

      Fajnie jakby jeszcze Harrisa pogonili za jakiegoś ciekawszego grajka i powiedzmy 1st round pick i przy okazji zeszli by z budżetu 😉

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Zrobiłem pfffff i trochę oplułem telefon oglądając ostatnią akcje Lal a dokladniej to co zrobil melo… upadek wielkiego ego i dramat jamesa grajacego z nim

    (-2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    To że jestes mocno chory to wiemy nie od dziś xD dlatego pozwól że zapytam: a jak tam twoja silna psycha ?

    (-7)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Aż sprawdziłem – “świeżej” to zaiste poprawna forma stopniowania. Do kącika GWBA BiU.

    Ja rozumiem, to tylko jeden mecz. Niemniej Harden wyglądał w tym meczu tak, jakby znalazł to czego szukał na Brooklynie. Przynajmniej dwie znakomite jednostki (cały czas staram się łypać na Maxeya chłodnym okiem, ale młodziak dźwiga tą presję) poza nim samym ORAZ głód mistrzostwa. Z całym szacuneczkiem dla Netsów, Durantula mam wrażenie przegryzłby coś jeszcze, ale zasadniczo jest to syty pająk, zaś Kyrie jaki jest każdy widzi – chciałby grać, ale aż tak to mu nie zależy, poza tym też się wcześniej najadł.
    Harden grający w swoim tempie, ale bez blokowania reszty. Embiid wyglądał jak otumaniony od ilości powietrza, którym przyszło mu oddychać na boisku. Maxey narobił przeciągów, od których można się rozkaszleć. Jedyny Harris jest jak detektyw szukający swojego wkładu w statystykach pomeczowych.

    Wiadomo, Minnesota to dość fajny matchup dla Sixers, w dodatku grająca dzień po dniu. Niemniej po moich złych przeczuciach nie został ślad. Następny mecz poproszę.

    (27)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Końcówka meczu w LA i popis sędziów to jest dramat współczesnej NBA. Ostatnia minuta trwała chyba z 20 min. No tego się oglądać nie da.

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Wychowałem się na MJu. To fakt. Mam sentyment. I tak jak lubię i szanuję jako gracza LeBrona, wielki gracz. No jest wybitny. Ale gdy widziałem jak Mike wkraczał na scenę podczas AllStar to był k…a KTOŚ. GOAT. Nie tylko koszykarski, ale też osobowościowy. LeBronie Jamesie. No nie dorównasz. Koszykówka to nie tylko parkiet. Na co Ci były te Lakersy chłopie…

    (10)
    • Array ( )

      Nie wiem czy wiesz ale Lakers z Lebronem dosłownie przed chwilą – 2 lata temu zdobyli tytuł.

      (-6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Zdrowia Admin, pamiętaj do play-offów jeszcze trochę więc trzeba się kurować póki jeszcze możesz 😁

    (1)
    • Array ( )
      Marian Paździoch syn Józefa 27 lutego, 2022 at 13:13

      W Nest też się wydawało, że będą nie do powstrzymania a debiut Hardena był jeszcze lepszy 32 pkt, 14 asyst i 12. Też miało być cudownie a skończyło się transferem do 76.

      (5)

Komentuj

Gwiazdy Basketu