DeMare DeRozan: niepotrzebny element

28

Choć narracja kibiców i ekspertów postawiła Toronto Raptors na mistrzowskim tronie na długo przed zakończeniem serii finałowej, końcowy sukces nie był wcale przesądzony. Dał już przykład LeBron jak wracać z deficytu 1:3, a Golden State wyjątkowo boleśnie przerobili tę lekcję. Przyznajcie się teraz, kto wbrew deficytowi dawał szanse Wojownikom gdy Draymond Green capnął “rzut na zwycięstwo” Kyle’a Lowry w piątym meczu?

Co było dalej, widzieliśmy. Raptors odnieśli historyczny sukces i to na ich cześć odbędzie się dziś parada ulicami Toronto. Brodate krasnoludy gdzieś w górach Mahakamu kują już pierścienie pasujące na palce Kawhi, Gasola, Siakama i spółki, ale uwierzcie mi, znajdzie się jeden wielki fan Toronto, który nie będzie dziś pił szampana. Siedząc w luksusowym apartamencie w Teksasie, odziany w dresy i zajadający pizzę, milioner DeMare DeRozan zapłacze.

Liczy się tylko wygrany

Zapewne słyszeliście o dowcipnej dramie przygotowanej dla świata przez kanadyjskich naukowców. Badacze pod przewodnictwem profesor Joy Butler stwierdzili, że granie w Dodgeball (dwa ognie) nie sprzyja kształtowaniu przyzwoitych obywateli liberalniej demokracji, gdyż wzmacnia “pięć twarzy ucisku”, wśród których znajdziemy: wyzysk, bezsilność, marginalizację, kulturową dominację i przemoc. Uwierzcie mi, pracując w szkołach wiem, że dzieci znajdą pięć tysięcy lepszych momentów do tyranizacji rówieśnika niż gierka na WF, a najpopularniejszy z nich trwa od pięciu do dwudziestu minut, ograniczony jest dwoma dzwonkami i nazywa się go przerwą. Dla wielu uczniów jest to bardzo trudny czas.

Wracając jednak do Pięciu twarzy Greya, tfu, ucisku, wszystkie ich oblicza zna obecnie DeMare DeRozan. W tym roku rozegrał siedem spotkań I rundy playoffs, uzyskując solidne średnie 22 punktów 6.7 zbiórek i 4.6 asyst. Pierwszy raz w swojej karierze reprezentował barwy inne niż Raptors i mówiąc szczerze, wciąż gdy słyszę hasło “We the North” widzę twarz DeMare nie Kawhi i nie mogłem przestawić się na widok DeRozana w koszulce Spurs.

Jak krew w piach

Wyobraź sobie, że w wieku dwudziestu lat wchodzisz pierwszy raz na rynek pracy. W poszukiwaniu dobrych warunków finansowych i miejsca dla rozwoju, przenosisz się ze słonecznej Kalifornii do mroźnej Kanady. Oprócz pogody zmieniasz i kulturę, zwyczaje, kontakty z dawnymi przyjaciółmi są siłą rzeczy coraz trudniejsze i rzadsze. Mimo to jesteś przyzwyczajany, że życie to nie bajka, wstajesz rano i zasuwasz by być coraz lepszym. Szefostwo jest z ciebie zadowolone, już w pierwszym roku wspólnej pracy osiągasz zadowalające efekty.

Pod swoje skrzydła przyjmuje cię Chris Bosh, uznany menadżer w kanadyjskiej korporacji. Wymaga wiele, ale nie pozostawia samego w potrzebie. Jesteś jedynym świeżakiem w grupie starych wyjadaczy, takich jak Calderon, Turkoglu, Bargnani, ale panowie stoją za Tobą murem i przymykają oczy na błędy nowicjusza.

Poprawiasz wyniki w każdym możliwym aspekcie, stajesz się pupilkiem szefa, sekretarka co rano parzy Ci pyszną kawę, stajesz się rozpoznawalny na bankietach. W końcu nie tylko podpierasz ściany sącząc darmowe drinki, ale wchodzisz na scenę i przemawiasz w blasku fleszy. Nowy generalny menadżer buduje wokół Ciebie zespół interesujących osobowości, z którymi z czasem zaczynasz przyjaźnić się również na stopie prywatnej. Pojawiają się sukcesy także na arenie międzynarodowej, ale cel szefostwa jest jasny i wciąż niezrealizowany: pokonanie hegemonii wielkich, uznanych marek oraz zostanie samodzielnym liderem sprzedaży.

Dwoisz się i troisz by sprostać oczekiwaniom, nie śpisz po nocach obmyślając kolejne strategie, angażujesz się w pracę coraz mocniej. Mimo to, a może w związku z tym, podczas kluczowych rozmów zapominasz języka w gębie, zacinasz się. Wciąż nie możesz przejść pewnego etapu, Twój sufit niebezpiecznie się zbliża grożąc klaustrofobią, która w końcu nadchodzi w postaci nieustającej, mającej wpływ na każdy aspekt Twojego życia, depresji.

Nie jesteś liderem

Szefostwo wydaje piękny bankiet. Pokazuje na nim fotosy z dziewięciu lat Twojej ciężkiej pracy, jak do cholery udało im się zmieścić tyle emocji na kilku zdjęciach, zadajesz w myślach pytanie, gdy wyczytują Twoje nazwisko. Wręczają Ci dyplom z podziękowaniem, bilet na samolot i dopiero gdy stewardessa pyta się czego się napijesz, uświadamiasz sobie, że to koniec. Nie sprostałeś oczekiwaniom. To nie ty jesteś liderem, choć wmawiano Ci to przez szereg lat.

Cierpliwie odpowiadasz na pytania mediów branżowych, niby masz trochę żalu, ale starasz się być lojalny dla swojego pierwszego pracodawcy. Porządkujesz biurko w Teksasie, nowy szef okazuje się starym biznesowym wyjadaczem, koledzy wydają się być kompetentni, zaczynasz na nowo budować swoją pozycję. Negocjacje idą nieźle, gdyby nie ten szalony Serb o posturze Buki, przeszedłbyś nawet siódmy etap rozmów.

Z gazet dowiadujesz się, że poprzednia korporacja radzi sobie znakomicie. Zatrudniony na Twoje miejsce chłop, to prawdziwy robot, bez emocji i większego wysiłku rozprawia się z demonami, z którymi Ty walczyłeś latami. Czasem odbierasz telefony od Kyle’a, najlepszego kumpla z dawnej fuchy, ale w skrytości serca nie możesz znieść ekscytacji w jego głosie i kolejnego pytania „No a jak tam u Ciebie?”

Włączasz telewizor, a w nim Twój następca powoli dopina wielomilionowy kontrakt, prowadząc firmę do pierwszego, wiekopomnego sukcesu…

Na stos, na stos

Po swojemu cały transfer ciekawie ujęli panowie z “Game of Zones” w trzecim odcinku szóstego sezonu tej serii. Trade Raptor połknął DeRozana, zaraz po spaleniu na stosie koszulki z numerem 10. Zrozpaczony Kyle Lowry krzyczy:

– Czy na pewno nie było innego sposobu?
– Próbowaliśmy, nikt Cię nie chciał.

Odpowiada animowany Masai Ujiri tuż przed poświęceniem DeRozana. Z lasu wynurza się monstrum o święcących lodowym blaskiem oczach, Kawhi Leonard.

Wywiad

Pretekstem do napisania tego tekstu był bardzo dobry wywiad “I Was the sacrificial lamb”, jaki przeprowadziła z DeMarem dziennikarka Taylor Rooks. Otwiera go powtórka trójki Kawhi, które zadecydowała o pokonaniu Sixers i awansie do wielkiego finału, a także pytanie “Co czujesz oglądając dziś mecze Raptors”?

Moim najlepszym przyjacielem jest Lowry, więc oczywistym jest, że mu kibicuję. Chcę żeby osiągnął to, nad czym pracowaliśmy tyle lat, a teraz tylko on ma tę szansę. Panowie z szatni wiedzą, że trzymam za nich kciuki.

Co sądzi o narracji w stylu “Raptors nie mogli dojść do walki o mistrzostwo z DeRozanem, potrzeba było zmiany na Kawhi”?

Wcześniej o tym nie mówiłem poza grupą moich najbliższych. Jednak gdyby nie ja i cała oddolna praca, którą wykonałem dla drużyny przez lata, nic z obecnych rzeczy nie byłoby możliwe. Zostałem poświęcony, zostałem barankiem ofiarnym. Trzeba jednak zastanowić się w ten sposób – jestem przyczyną, z powodu której ten sukces w ogóle mógł się wydarzyć.

Co czuł po ogłoszeniu wymiany?

Czułem się zraniony. Angażowałem się w ten klub od dziewiętnastki do dwudziestego ósmego roku życia. Wszystko czego się nauczyłem pochodziło stamtąd. Stracenie tego w moment, kiedy najmniej się spodziewałem, było trudne. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, to na pewno było bolesne doświadczenie.

Pozostała część rozmowy dotyczy już weselszych kwestii, typu kolekcja butów i jak to czy Pop w ogóle rozumie czym są social media i po co na treningach Spurs ogląda się filmy o pingwinach, ale wciąż w uszach miałem pierwsze odpowiedzi DeRozana.

Straight Outta Compton

Silny facet, który potrafił przyznać się przed medialnym światem NBA do depresji, znów otwarcie potrafi powiedzieć, że klubowe decyzje Raptors go zraniły. Mnie to imponuje. Zaraz odezwą się głosy, że NBA to biznes, a na pociechę zostają DeRozanowi miliony na koncie i nieograniczone możliwości z tym związane. Racja, ale zawiedzionych nadziei, poszarpanego ego i świadomości, że ktoś inny osiągnął sukces w rok, nad którym Ty pracowałeś latami musi być fatalnym doświadczeniem. I tak jak w finałach trzymałem kciuki za Toronto, tak chciałbym by pierwszy mecz kolejnego sezonu Raptors przegrało ze Spurs dowodzonym przez DeRozana.

Kończę pisać a w głośnikach Maria Peszek:

Zbankrutował mi dzisiaj cały świat. Już wiem jak się traci na giełdzie rozpaczy. Ogień w głowie mam, w sercu siwy dym. Bóg opuścił mnie, urwał mi się film.

Oby dla DeRozana było to tylko przejściowe uczucie. Pozdrawiam Grzesiek.


Szeroki wybór produktów marki Mitchell & Ness z kultowym logo Drapieżników z Toronto znajdziecie m.in. w sklepie Basketo.pl

/basketo.pl/toronto-raptors

Ostatnie Wpisy

28 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł 😀 Również mam nadzieję, że Spurs pod przywództwem Demara skroją Toronto w każdym meczu 😉 Za DeRozana i ekipie z SAS trzymam mocno kciuki w przyszłym sezonie, by zaszli jak najdalej i zawalczyli o pierścień i tytuł mistrza (oraz by zwyciężyli :D)- gorąco im tego życzę 😉 A jak już jesteśmy przy San Antonio to liczę na osobny artykuł o tej wspaniałej drużynie i o ich losach na kolejny sezon 😀 Serdecznie pozdrawiam resztę czytelników 😉
    GO SPURS GO!!!!!!!!!!!!!!

    (24)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    ” Brodate krasnoludy gdzieś w górach Mahakamu! ” ale żeś mnie tym ujął Grzesiu! Czekamy na Netfliksowego Wiedźmina!
    GO LAKERS !!!

    (17)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Mega przyziemna historia niby nie przyziemnej postaci. Fakt – wymaga wielkiej odwagi wyznać depresję w branży, gdzie samce alfa rozdają karty. To może odbić się na jego karierze. I właśnie dlatego jeszcze większy szacunek!

    (12)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    pisze się tyle o Derozanie… a pewnie gdyby on został a nie Lowry, też zdobyliby tytuł i pewnie więcej pkt by strzelał

    (4)
    • Array ( )

      Moim zdaniem wrecz odwrotnie . Derozan nie dogadalby sie na parkiecie tak dobrze z Leonardem jak zrobil to Lowry . Wiadomo ze Derozan to nie ten poziom co Kawhi jednak styl gry jest podobny .

      (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    “… Zatrudniony na Twoje miejsce chłop, to prawdziwy robot, bez emocji i większego wysiłku….”. I właśnie o to się rozchodzi. Dlaczego ciężko polubić jest niektórym K. LEONARDA (tak jak między innymi mnie zresztą). Zawodnik, który nie okazuje żadnych emocji, jest totalnie obły – przez co u kibiców nie wzbudza również żadnych emocji. Dlatego wolę koszykarzy ekstrawertyków, a nie takie ameby jak Kawhi, choćby kręciły niewiadomo jakie cyferki i posiadały nieważne jakie tytuły.

    (-19)
    • Array ( )

      A dla mnie w tym świecie bogatych półgłówków (nie ma ich tam dużo, ale to ich najlepiej słychać), gdzie jeden wnosi do szatni broń a drugi twierdzi, że ludzie mieli udomowione dinozaury, taki Kawhi to powiew świeżości. Mało mówi, a jak mówi to konkretnie, nie lubi medialnej ekspozycji, ma ciekawą historię i gra świetny basket. Tym bardziej, że sam zawsze byłem gdzieś z boku i nawet kiedy błyszczałem umiejętnościami starałem się unikać idącego z tym w parze zainteresowania innych. To oczywiście zupełnie inna półka, bo na mnie patrzyło kilka osób, a Kawhi ogląda kilka milionów 🙂 Ale potrafię się z gościem utożsamić. Też chciałem tylko dobrze robić robotę. Kto wie, może też ma lekkiego Aspergera 😀 Pozdrawiam wszystkich!

      (18)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamiętajmy, Demar miał swoje okazje o TOR było przez ostatnie lata mocnym zespołem.
    Osobiście chciałbym być takim “przegranym” jak DeMar tzn. kilkadziesiąt milionów zarobionych, dostatnie życie rodziny na wiele pokoleń zapewnione…. tylko misia brak….

    (-2)
    • Array ( )

      Zespół Aspergera u MVP Finals?
      Bardziej skierowałbym się w stronę wychowania niż choroby. To, że Kawhi jest pokorny i nie szczerzy japy przy każdej okazji nie znaczy, że ma iść do specjalisty.
      Pozdro.

      (-3)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dodam , że facet jest autorem najpiękniejszego w tym roku a może i dziesięcioleciu zagrania tzn. obrotówki z layupem w meczu TOR vs SAS.

    (8)
  8. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe seraph88
    PATRON
    Odpowiedz

    Często to powtarzam: koszykówka, pomimo, że jest sportem drużynowym, do zdobycia najwyższych laurów potrzebny jest w drużynie samiec Alfa. Gość, który w najgorętszym momencie bierze galę i pcha ja do przodu, oddaje rzut na zwycięstwo.
    Tego brakowało w Raptors za kadencji Derozana. Razem z Lowrym tworzyli świetny duet, dwóch dobrych kumpli. Na sezon regularny to świetny przepis na sukces. Jednak nie na Playoffs. Często byliśmy świadkami niemocy obu zawodników. Każdy pamięta mecze z kilkoma punktami Lowrego czy właśnie Demara. Bo jako dobrzy kumple, w chwilach grozy patrzyli się jeden na drugiego, czekając, co zrobi ten drugi. Brakło jednemu z nich mentalności zwycięzcy.
    A czemu akurat poszedł Derozana? Dublował by się z Leonardem, Lowrym gra na innej pozycji. To oczywiście moja teoria.
    Świetny art!

    (6)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Ale jak to? Przecież Spurs wygrali deal i ukradli wieloletni kontrakt all stara za gościa z fochem po rocznej kontuzji? xD

    (4)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetne artykuły redakcjo!!! Nie przejmujcie się tymi ignorantami którzy szerzą hejt… nikt nie zmusza ich od czytania, a wchodzą żeby ponarzekać bo na nic innego ich nie stać.
    SZACUN !!

    (2)

Gwiazdy Basketu