centered image

Doktor NBA: uniwersalna recepta na wygrywanie

31

Wygrywać nie jest prosto, ja na przykład walczę kolejny dzień z chorobą dziesiątkującą mężczyzn – przeziębieniem. Jakiego oręża używam w tej nierównej wojnie, nie zdradzę Wam, nie wiem o której Admin puści tekst i jaka grupa wiekowa go przeczyta. Sęk w tym, że nie ma prostej recepty na sukces, a szczególnie już w świecie NBA. Właśnie dlatego spróbujemy ją stworzyć.

Remember the Name

Może pamiętacie utwór Remember the Name grupy Fort Minor, który choć opowiada o osiąganiu laurów w branży muzycznej, to został zaadoptowany również przez NBA do promocji playoffs, bodaj w 2006 roku, a także w grze NBA Live. Refren w wolnym tłumaczeniu brzmi tak:

Dziesięć procent szczęścia, dwadzieścia procent umiejętności.
Piętnaście procent skoncentrowanej siły woli.
Pięć procent przyjemności. Piętnaście procent bólu.
I sto procent powodów by zapamiętać to imię.

Proporcje można mieszać wedle uznania, ale coś w tym przepisie jest: szczęście, umiejętności, koncentracja i ból, czyli codzienność profesjonalnych sportowców albo zwyczajnie: ludzi, którzy pragną coś znaczącego w życiu osiągnąć. To wszystko plus przyjemności, sława, używki, które u takiego Lamara Odoma osiągnęły poziom 99% by ostatecznie doprowadzić go do upadku. Dodajmy: upadku z wysokiego C. Zobaczcie jak wielki był to talent. 208 cm!

Kolejny przepis na sukces daje nam na tacy reklama butów ze stajni Air Jordan, a wypowiada go sam Michael. Dobrze wiem, że nad fabułą tego spotu pracował cały sztab ludzi, a His Airness zapewne tylko otrzymał tekst do przeczytania, ale mimo to, gdy poranek jest ciężki, a dzień wydaje się nie do pokonania, puszczam sobie ten właśnie wytwór geniuszu myśli marketingowej.

My pain was my motivation

Może to moja wina. Może sprawiłem, że myślałeś, że wszystko przychodziło mi łatwo gdy, tak nie było. Może przekonałem Cię, że moje wsady zaczęły się na linii rzutów osobistych, a nie na siłowni. Może myślałeś, że każdy oddany przeze mnie rzut decydował o zwycięstwie, że moją grę oparłem o błysk, a nie o ogień. Może to moja wina, że nie widziałeś, że to porażki dawały mi siłę, a ból był moją motywacją. Myślałeś, że koszykówka to dar od Boga, a nie coś, nad czym pracowałem każdego dnia mojego życia. Może zniszczyłem grę, a może Ty szukasz wymówki.

Znów jest to pewien schemat, powtarzany nam zresztą od dzieciństwa – pracuj ciężko, a dostaniesz. Bez pracy nie ma kołaczy, jaka praca taka płaca, na kaca najlepsze praca. Otóż nie, możesz urobić się po łokcie i nic nie osiągnąć, niestety tak to wygląda. Gdyby wszyscy słuchający kolejnych “coachów” uczniowie osiągali sukces, świat stałby się stracony dla przegranych. Dość jednak piosenek i reklam, czas na własną receptę sukcesów w NBA.

Co zrobić, co zrobić z tym mistrzostwem?

Pacers, Hornets, Thunder, Nets, Grizzlies, Jazz, Phoenix, Pelicans, Clippers, Nuggets, Magic, Wolves i w końcu Raptors. Od ognia, głodu i wojny zachowaj ich Panie. Racz dać im mistrzostwo i wieczne spoczywanie. Oto litania przegranych organizacji, nie jest ich mało, prawda? A przecież każdy menadżer, każdy gracz, właściciel, maskotka i masażysta pracują wspólnie w pocie czoła by osiągnąć sukces tożsamy z finałem NBA. Zostają na sali po godzinach, planują transfery, wymyślają nowe tańce i fikuśne masaże, a mimo to nic. Nic się nie zmienia. Lecz choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to nie udźwigną, taki to ciężar. Zastanówmy się w końcu nad skomponowaniem obiecanej recepty, skoro modły, jak widać, nie pomagają.

Star power

Uważam, że do NBA nie trafia się przez przypadek. Oczywiście, zdarzają się pomyłki, zawyżenie czyjego potencjału przez skautów, kłopoty psychiczne czy wypalenie zawodowe (Andrew Bynum, Charles Barkley). Każdy więc zawodnik prezentuje dość wysoki zestaw umiejętności czysto koszykarskich. Część z nich wręcz wybitny i to Ci gracze zostają gwiazdami ligi. Dopiero jednak boski pierwiastek, instynkt zabójcy i zdolności przywódcze tworzą Franchise Playera. Znów jednak nie ma tu pewności, że nawet tego kalibru człowiek zapewni Ci mistrzostwo. Kawhi Leonard wprowadził Toronto do finałów. LeBron, choć z pewnością jest książkowym wręcz przykładem Franchise Playera, nie dał Lakers nawet zasmakować playoffs.

Małym drugiem: ten lek nie działa bez połączenia z dawkami innych gwiazd, wyrobników, weteranów i młodzieży.

Defense/offense

Atak przyciąga fanów, obrona wygrywa mistrzostwa mawiali, no cóż… to jak yin i yang, Jaś i Małgosia, Asterix i Obelix. Jedno bez drugiego nie istnieje, a kluczem jest balans i odpowiednie wykorzystanie zdolności graczy. Warriors słyną z ataku, a Wielkiego Wybuchu na Dinozaurach dokonali dziś dzięki obronie. Toronto przed bitwą z wojownikami wygrywało wszystkie batalie obroną właśnie, w ataku bazując jedynie na wielkich dłoniach Leonarda.

Małym drukiem: Nie przedawkuj ani jednego ani drugiego. Za duża ilość obrony powoduje powstanie na czole wysypki układającej się w kształt niedźwiedzia Grizzly, z kolei przeszacowanie ataku skutkuje plamami Nuggetsa.

Chemia

Gdzie kucharek sześć, tam ponoć nie ma co jeść, a w NBA mamy pięciu koszykarzy w wyjściowym składzie i oczekujemy od nich przykładnej współpracy. Większość z nich na którymś etapie swojej kariery była liderami, we własnym mieście, na uczelni, a teraz musi podporządkować swoje ego dla dobra drużyny. Nastolatkowie powinni dogadać się z weteranami, “gangsterzy” z kujonami, a wszystkich ma wysłuchać trener. Relacje te dodatkowo obostrzone są przez gigantyczne pieniądze i obserwowane przez głodnych sensacji dziennikarzy, a za ich pośrednictwem kibiców.

Będąc w szatniach NBA, gdzie stałem w tłumku dziennikarzy i nie były to wcale prywatne sytuacje, i tak czułem, która drużyna się lubi, a która ze sobą tylko pracuje. To po prostu widać.

Małym drukiem: W celu wytworzenia dodatkowej chemii wybierzcie się na przejażdżkę bananem, łódką lub innym pojazdem wodnym. Dużo się śmiejcie, palcie cygara i wrzucajcie to na Instagram.

Zdrowie

Możesz dobrać idealny kolektyw, umiejętności graczy się uzupełniają, a po meczach ruszają razem na koktajl proteinowy. Gwiazdor wspiera wchodzących z ławki, a weterani dają przykład młodzieży. Wszyscy spotykają się razem na Święto Dziękczynienia i uczęszczają z żonami do teatrów. Gdybam, gdyby to nie było na niby, gdybam gdyby to nie było na niby…

Nawet jeśli spełniłyby się wszystkie sny menadżerów (Celtics) a wkradłyby się kontuzje kluczowych dla rotacji koszykarzy, to mistrzowskie pierścienie powędrują na zdrowe palce przeciwników. Nie chodzi tu nawet o wykluczenie z rozgrywek zawodników uważanych za gwiazdy, ale o stratę tak zwanych “glue guys” czy kilku istotnych “zadaniowców”. Przypomnijmy sobie jak grali Warriors pozbawieni Greena w finałach 2016. W tym roku również rotacja mistrzów nie wygląda zbyt wesoło, a problemem nie są kopnięcia w krocze przeciwników, ale kontuzje właśnie.

Małym drukiem: Pij mleko, badaj się profilaktycznie i przede wszystkim – jedz czosnek.

Motywacja

Potrafili znaleźć ją w sobie gracze z Gdyni, którzy odrobili 18 punktów straty z pierwszego meczu i wygrali przed własną publicznością ze Stelmetem Zielona Góra 105 do 80, zapewniając swojemu miastu trzecie miejsce w lidze. Niełatwo szukać motywacji gdy przegrywasz mecz za meczem, nie jest to też prosta sztuka gdy od lat utrzymujesz się na szczycie. Golden State walczą o mityczny Three-peat, a Raptors… właściwie o wszystko – renomę, kontrakt Kawhi i związaną z nim przyszłość organizacji.

Małym drukiem: Puść sobie reklamę “Maybe” Jordana za każdym razem gdy nie chce Ci się wyjść na trening.

Umiejętności

– u mnie jest dość ich, jak zwykli mawiać panowie z Trzeciego Wymiaru, dodając wersety o jedzeniu i gnieceniu kości. Moi drodzy – to są finały NBA. Cała historia bieżącego sezonu skumulowana na, mam nadzieję, przestrzeni siedmiu znakomitych spotkań. Umiejętności jest tu dość, nadszedł czas oglądania i zarwanych nocy.

Małym drukiem: Kawa, przekąski, prezent dla żony, ciemne okulary w pracy, kawa, cola. Niezdrowa dieta doda Ci sił w walce z sennością.

[Grzesiek S]

Ostatnie Wpisy

31 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Dużym drukiem Nie pijcie mleka. Jest to jeden z największych przekretów ludzkosci dietetyki i profilaktyki zdrowia. Mleko krowie piją cielaki jak mleko matki pije każde dziecko. Po okresie 3 lat już tego nie robi… Ale czosnek jedźcie 🙂

    (23)
    • Array ( )

      Może koledze chodziło o to żeby jechać z tym czosnkiem? 😛
      Ale popieram, czosnek do wszystkiego!

      (9)
    • Array ( )

      @jj
      Tylko do trawienia wymienionych przez Ciebie nie jest potrzebny specjalny enzym, który w człowieku zanika po przekroczeniu konkretnego wieku.
      Picie mleka krowiego to coś specyficznego dla naszej kultury. Np. w Japonii wcale nie jest to takie oczywiste i tamtejsi ludzie dużo gorzej sobie radzą z jego trawieniem.

      (5)
    • Array ( )

      @musek, ten enzym to laktaza i tyczy się jedynie frakcji cukrów mlecznych laktozy a nie frakcji białek laktoferryny, kazeiny czy alfa i beta laktoglobulin (białek serwatkowych). Wśród poważnej dietetyki są dywagacje. Głównie dotyczą laktozy, nietolerancji i uczuleń. Mieszkając również w Azii, tak było (tradycyjnie) brak mleka i jego pochodnych, jednocześnie wprowadza się coraz więcej. Nie mówię nie, nie mówię tak (to kwestia indywidualna). Mówię sprawdzić źródła a nie wrzucać pseudonaukowe teksty i argument skoro dawniej nie jadł czy cielak przestaje pić… racja, ale ludzie jedza produkty mleczne od starożytności (kilka tysięcy lat) i używają produktów, które są wytworzone i przetworzone, nie wszystko dobre acz nie wszystko złe. pozdr

      (1)
    • Array ( )

      😀 a skad stara krowa ma brac mleko gniocie? Jak mnie przeraza ilosc stereotypow i bzdur zywieniowych wsrod ludzi zwiazanych ze sportem w jakis tam sposob

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Może zniszczyłem grę, a może Ty szukasz wymówki.
    – to powinna być odpowiedź Stepha do Jacksona o popsuciu koszykówki.

    (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    czy wypalenie zawodowe (Andrew Bynum, Charles Barkley), nie pamiętam aż tak dobrze czasów Barkleya, ale on dograł do 36 roku życia… czy o niego chodzi o wypalenie zawodowe?
    CHoć w sporcie profesjonalnym na topie, pewnie każdy ma potencjał na duże problemy, kiedy zaangażowanym jest się ponad siły na ponad 100% i nagle w sile wieku schodzi się z piedestału, czy bankrutuje poprzez złe decyzje czy porady, gdzie często nie było czasu na projekty poboczne, na naukę, na dodatkowe pomysły i nawet na rodzinę, bo 1/2 czasu w rozjazdach, choć niektórym wychodzi… tak to jest często droga dla milionerów, ale często drogo opłacona i samotna…
    by zdobyć sławę i ten
    Jeden,
    by nimi władać, Jeden, by je znaleźć,
    Jeden, by je zgromadzić i wszystkie (…)

    (5)
    • Array ( )

      też słyszałem jak i KD w NY, ale zapominamy, że jako milionerzy, zawodnicy często inwestują w nieruchomości, w okolicach, które poznali

      (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tą chemią to chyba nie tak do końca. Mam na myśli to, że owszem, przydaje się , ale nie jest elementem kluczowym. Bo według wszystkich znanych mi źródeł w takich np. Bulls z lat 90. chemii nie było za grosz, szczególnie w okresie drugiego potrójnego mistrzostwa. Jak widać, nie przeszkodziło im to wcale.

    (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Andrew Bynum- lubiłem gościa. Może jakiś artykuł o nim? 😉 swoją droga mega ubolewam ze w 2k19 nie ma mistrzowskiego składu lakers z kobe, bynum, gasol

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Let me tell you something you already know. The world ain’t all sunshine and rainbows. It’s a very mean and nasty place and I don’t care how tough you are it will beat you to your knees and keep you there permanently if you let it. You, me, or nobody is gonna hit as hard as life. But it ain’t about how hard ya hit. It’s about how hard you can get hit and keep moving forward. How much you can take and keep moving forward. That’s how winning is done! Now if you know what you’re worth then go out and get what you’re worth. But ya gotta be willing to take the hits, and not pointing fingers saying you ain’t where you wanna be because of him, or her, or anybody! Cowards do that and that ain’t you! You’re better than that!

    Słowa które zawsze stawiają mnie do pionu 🙂 To jest motywacja!

    (2)

Gwiazdy Basketu