FIBA World Cup 2019: subiektywne podsumowanie mistrzostw świata

21

“Niech żyje bal, bo życie to bal jest nad bale, niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale” – śpiewała Maryla Rodowicz, a świetną interpretację tej piosenki zaproponowała Doda na festiwalu w Opolu. Tak sytuacja ma się z Mistrzostwami Świata, jeszcze nie tak dawno, 21 sierpnia pisałem dla Was alfabet turnieju w Chinach, zapowiadając 92 mecze rozgrywane na przestrzeni zaledwie 16 dni. Wskazywałem na pewność siebie Hiszpanów, popularność basketu w Czechach, a w roli faworytów stawiano USA, Serbię, Grecję, Hiszpanię i Francję. Zawody zweryfikowały wszelkie rankingi i dziś koniec – konfetti opadło, szczerozłoty puchar poleciał na Półwysep Iberyjski a Australia jak zawsze skończyła tuż za podium. Zapraszam na subiektywne (rzecz jasna), podsumowanie MŚ.

Pierwszy taki turniej od lat – rozdział o Polsce

Wenezuela, czyli jak grać na otwarcie

Bałem się meczu z Wenezuelą, który tak naprawdę miał ustawić dla nas perspektywę na cały turniej. Mogliśmy przegrać z fizycznymi rywalami, którzy pomimo problemów organizacyjnych przyjechali do Chin zmotywowani i pewni siebie. W pierwszej kwarcie przeciwnicy wysforowali się już na siedmiopunktowe prowadzenie a fatalne urywki ze sparingów Polaków stanęły mi przed oczami. Wygraliśmy jednak dzięki dobrej organizacji gry i znakomitej zmianie Michała Sokołowskiego, który co rzucił, to trafił – 2/2 za trzy, 7/9 łącznie.

Chiny, czyli mecz przeciwko wszystkim

Spokojniejszy, w lepszym nastroju siadałem do meczu z Chinami zupełnie nieprzygotowany psychicznie na thriller zaproponowany nam przez oba zespoły i sędziów. Yi Jianlian dominował pod koszem, trybuny buczały przy każdym kontakcie Polaków z piłką, a sędziowie gwizdali nam każdy kontakt z przeciwnikiem, prawie doprowadzając jawną kradzież zwycięstwa do skutku. Przechwyt Ponitki i rzut osobisty doprowadzający do dogrywki przejdą do historii polskiego kosza i nie jest to żadna przesada. Nie można też zapomnieć o skutecznym wejściu pod kosz Kuliga na 10 sekund przed końcem spotkania. Piękny mecz, a zarazem kwintesencja “wyszarpanego zwycięstwa”.

Wygrana z Chinami przyniosła koszykarzom pewny awans do drugiej rundy i zainteresowanie mediów, które chcąc nie chcąc podsyciła jeszcze twitterowa wymiana zdań między Gortatem a Ponitką. Z igły wyszły widły, a oliwy do tej kombinacji przysłów dolał jeszcze prezes PZKosz, który w ekscytacji krzyczał w szatni o penisach w pupach. Mecz jak i jego pozakulisowe smaczki przedostały się do powszechnej świadomości rodaków, gadali wszyscy: od pudelka po telewizyjną jedynkę.

Mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej oglądałem już jako powtórkę, znając wynik. Po dwóch pierwszych spotkaniach nastąpił hurra optymizm, tym lepiej, że koszykarze zachowali zimną krew, strzelecko odblokował się Adam Waczyński, a Olek Balcerowski zaliczył osiem punktów i sześć zbiórek.

Rosja, czyli jak wygrywa zespół

Mecz z Rosją na otwarcie drugiej rundy to była prawdziwa okazja dla promocji koszykówki w Polsce. Mecz i związane z nim emocje postanowiłem odłożyć na wieczór, obejrzeć go z zimnym piwem i gorącą głową, jak na kibica przystało. Omijałem wzrokiem koszykarskie grupy i choć telefon wibrował jak szalony skutecznie broniłem się przed poznaniem wyniku. Screen z końcowym rezultatem nadszedł od osoby, po której najmniej spodziewałem się zainteresowania koszykówką i miałem ochotę zakrzyknąć et tu, Brute, contra me? Nawet wiedząc, że zwyciężymy 79:74 podekscytowany oglądałem Łukasza Koszarka walącego tróję, Arona Cela latającego nad koszem, piłkę tańczącą wokół obręczy po rzucie Waczyńskiego przy stanie 58:58 i przede wszystkim podanie padającego na parkiet Ponitki, które wykończył Cel:

Argentyna, czyli zimny prysznic oraz jak grać z Mistrzami

Argentyna ostudziła nieco nasze zapędy na mistrzostwo świata, demolując nas agresywną obroną, prędkością decyzji i kontrataków. Był to na szczęście jedyny mecz Polaków na turnieju przegrany bez walki. Pojedynek z Hiszpanami oglądałem z telefonem w ręce, psem w drugiej krążąc po parku co jakiś czas krzycząc – Dawać ich! Teraz jest nasza szansa! Aaaa! – oraz wiele słów, który z uwagi na młodszych czytelników i resztki kultury osobistej tutaj nie przytoczę. W połowie czwartej kwarty doszliśmy przyszłych czempionów na cztery punkty. Udało nam się powstrzymać zwalistego Gasola, największą krzywdę zrobiło nam pięć na pięć trójek Fernandeza i i bracia Hernangomez. Śmiem twierdzić, że wolą walki i intensywnością gry przewyższaliśmy Hiszpanów, nie starczyło jednak talentu.

Czechy, czyli zapach kurczaków a koszykówka

Dwadzieścia minut przed meczem z Czechami wysiadł mi domowy Internet, szybki bieg do pobliskiego KFC i darmowe wifi zapewniły mi niebywałe koszykarskie emocje. Wynik spotkania dwóch sensacji turnieju wahał się do ostatnich minut czwartej kwarty, a w grze trzymali nas Waczyński na spółkę z Kuligiem. Celne trójki naszych południowych sąsiadów na zawsze już kojarzyć mi się będą ze wszechobecnym zapachem panierowanych kurczaków.

Team USA, Popovich i Kerr vs Mike Taylor

Niespodziewanego starcia z Team USA bałem się równie mocno co otwarcia z Wenezuelą. Nie chciałem by nasi reprezentanci po pięknym turnieju dostali 40 punktami z rozdrażnionymi Amerykanami. Po efektownym minięciu Ponitki angielscy komentatorzy krzyczeli Hello! Are you watching NBA? A Biało-Czerwoni w końcówce zbliżyli się na siedem oczek fundując nam piękne zakończenie sportowych emocji w Chinach. AJ Slaughter mówił po meczu:

Patrzysz na ławkę Amerykanów a tam siedzi najlepszy trener wszech czasów, obok krąży Steve Kerr, wszyscy Ci zawodnicy… ten moment zachowam do końca swojego życia.

Popovich odwdzięczył się żartując, że AJ powinien zarabiać znacznie więcej.

Boom na koszykówkę?

Kosz na pewno przebił się do świadomości przeciętnego polskiego kibica, nie tyle za sprawą wyniku, co postawy naszych zawodników na boisku. Walka, charakter, kolektyw, wojna do samego końca – to koszykarskiego slogany, starte jak Twoje buty po latach gry na asfalcie. Polska drużyna pokazała, że wszystkie te hasła można wcielić w życie, grać z pasją i nie ustępować pomimo gwizdków z kapelusza czy prowadzenia mocniejszych rywali. Cieszę się, że miałem okazję oglądać taki turniej w wykonaniu Biało-Czerwonych, czego po chudych latach polskiego basketu wcale się nie spodziewałem.

Prezes PZKosz swój medialny moment już miał, teraz musi się wziąć za poważną pracę by przekuć sukces naszych reprezentantów na obecność koszykówki w mediach. Nie wierzę w narracje, że nagle dzieciaki wezmą pod pachy piłki i pójdą na Orlika udawać Ponitkę, ale przy zaangażowaniu federacji i odpowiedniej promocji basket znów może wrócić do łask.

Wrażenia międzynarodowe

Minusy:

– “Human Alphabet” został rozczytany przez reprezentacyjnych trenerów, mniejszych rywali i ostatecznie jego udział w turnieju zakończył polski sędzia. Giannis Antetokounmpo nie grał złych zawodów, podporządkował się systemowi, gdy tylko dostawał piłkę otaczało go trzech przeciwników. Mimo to postawa Grecji zdecydowanie poniżej oczekiwań.

– Sasza Djordjevic straszył Amerykanów i rzeczywiście Serbia ograła Team USA, tyle że z dala od finału. 40 punktów przewagi nad rywalami w pierwszej rundzie nieco uśpiło Serbów, Nikola Jokic obudził się dopiero pyskując do sędziów i dostając technika. Szkoda znakomitych występów Bogdanovica.

– Turcja zagrała z USA mecz życia by pożegnać się z turniejem po fazie grupowej. Żal mi Cedi Osmana i jego fenomenalnych występów. Biorąc pod uwagę, ze w samym Stambule jest więcej dobrych klubów niż we Francji – wynik rozczarowujący. Nie bardzo wiem co stało się z liderem ekipy Ersanem Ilyasovą. Zawodnik już trochę wiekowy i albo stracił zdrowie albo doznał urazu.

– Błąd sędziów w meczu Litwy z Francuzami. Nie dziwię się okrzykom fanatycznych kibiców z kraju naszych sąsiadów. Mimo wszystko, w erze powtórek i monitorów – skandal.

– Fatum ciąży nad Australijczykami. Patty Mills kozłuje sobie w stopę w decydującym momencie spotkania a piłka ucieka na bronioną połowę. Bogut daje sobie wyrwać wywalczoną zbiórkę. Ingles fauluje w ataku jak młodzik. Czapki z głów przed Francuzami, ale czwarte miejsce bogowie koszykówki przeznaczyli widać dla Kangurów. Warto przeczytać Króla Edypa przed kolejnym turniejem.

Plusy:

+ Nie umniejszając postawie Polaków, to jednak tytuł Czarnego Krecika Mistrzostw należy się Czechom prezentującym piękną, poukładaną koszykówkę po obu stronach parkietu. Gracz pokroju Tomasa Satoransky’ego to jednak skarb, trzyma tempo gry, widzi wszystko, z  entuzjazmem wyłuskuje kolegów na pozycjach, kiedy trzeba sam poleci na obręcz:

+ 39-letni Luis Scola i spółka jak ojciec z gromadką dzieci przebojem wdarli się do finału nawiązując do największych sukcesów Argentyńczyków. Pomimo wyraźnej porażki w ostatnim meczu – wielkie brawa.

+ Gregg Popovich broniący podopiecznych po rozczarowującym wyniku na MŚ. Człowiek wielkiego formatu, zarówno przy linii bocznej jak i w życiu codziennym.

+ Ricky Rubio przeistoczył się w dojrzałego Ricardo. Znakomite Mistrzostwa zakończone statuetką MVP wręczoną przez Kobe, oby przeniósł pewność siebie i do Phoenix Suns.

+ Podkoszowy manewr Adama Hrycaniuka w meczu z Rosją. Imponujący występ podkoszowego Arki. Jak widać “Bestia” nie tak zesztywniała jakby się wydawało.

Koniec końców bardzo udane 16 dni z koszykówką za nami, porażki faworytów, emocje związane z naszymi reprezentantami, wyrównany poziom większości spotkań. Czas chyba wrócić do pisania Skarbów Kibica NBA. Co Wy zapamiętacie z Mistrzostw? Kogo, oprócz Ponitki chcielibyście wyróżnić? Pozdrawiam!

[Grzesiek S]

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Adam Hrycaniuk bardzo urósł w moich oczach po tym turnieju. Zawsze go miałem za wóz z węglem, a tu proszę. Można by rzec, że jest jak wino, im starszy tym lepszy. Bez jego twardej gry pod koszem nie byłoby ósmego miejsca. Mam nadzieję, że nie zrezygnuje z reprezentacji i będzie grał do póki mu zdrowie i trener pozwoli. Brawo!

    (29)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Trochę Balcerowski mnie zawiódł. Wiem, że jest młody etc. ale to był turniej, gdzie mógł się pokazać skautom z NBA. Powinien wyrywać klepki z parkietu, a był zbyt zachowawczy. Co nie zmienia faktu, że dalej trzymam kciuki za niego, oby te NBA się udało.

    (28)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Zdecydowanie Waczyński, gość gdyby miał kogoś pokroju Satorańskiego to zrobiłby 20 pkt na mecz, świetny bez piłki jak i z nią kiedy ma trochę miejsca , pewny rzut! Jak na Europejskie warunki trochę więcej dynamiki i strzelec wyborowy !

    (14)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Adam Hrycaniuk i Damian Kulig.
    Pierwszy solidny od eliminacji przez cały turniej.
    Drugi początek słaby, ale z meczu na mecz coraz lepiej.
    Brawo panowie. Czekam na kolejne mecze kadry.

    (3)
    • Array ( )

      Obstawiałem, że środek to będzie nasz słaby punkt, a teraz myślę, że ani Lampe, a tym bardziej Gortat, nic by nie zagrali lepiej. Do tego akcja (penetracja) Kuliga z Chinami w OT była chyba kluczowa.
      Ogólnie te mistrzostwa to wielka porażka amerykańskiej szkoły koszykówki i obecnej NBA. Bogdanovic, Fournier, Osman, Mills, Rubio, Ingles, Satoransky, bracia Hernangomez … to wszystko w NBA gracze 2 lub 3 planu, a tu rządzili i robili co chcieli. Grają w NBA, ale szkoleni byli do “europejskiego” basketu (plus Australia).
      Gracze 100% NBA “ready” – Giannis, Mitchel, Walker, Tatum, Brown, Turner … zagrali tragicznie. Wiedziałem, że będą się gubili przy strefie i twardszej obronie, ale nikt nie spodziewał się takiej padaki, takich błędów jak wieszanie się na obręczy (Mitchel) czy strata piłki pod swoim koszem w 2 sekundzie akcji (Walker).
      Do historii przejdzie pojedynek MVP NBA – Giannis 13 punktów vs MVP czeskiej ligi niejaki Jaromir Bohacik – 25 punktów … i to w meczu o być albo nie być i oczywiście Grecy do domu.
      Nikt mi nie powie, że 20 lat temu, MVP NBA nie potrafiłby zdemolować drużyny z takiego kraju jak Czechy!!! Nie wiem co się stało z Amerykanami, nikt o zdrowych zmysłach, nie wybierze Rubio ponad Mitchela, a jednak to ten pierwszy wraca z nagrodą MVP, a drugi z traumą na całe życie. Oczekiwałem, że chociaż indywidualnie będą tam grali epickie zawody, lub zabijali obroną na piłce … a tu taka lipa.
      Gadanie, że przysłali 3 czy 4 skład jest trochę śmieszne, bo ciągle mieli 5-6 kozaków, a gdyby ktoś Wam powiedział, że K.Middleton dostanie czapę od Kuliga jak dzieciak na Orliku, to kto by w to uwierzył?
      FIBA podniosła poziom, ale to ciągle jest inna dyscyplina niż NBA i tak jak powiedział Kobe, nawet teoretycznie najlepszy skład amerykański, musi zagrać 110%, żeby wygrać.
      Patrząc historycznie, najbardziej lubiłem skład na MS chyba w Turcji, Durant był gwiazdą, do tego stado, młodych gniewnych obrońców, a reszta pomocnicy. Wtedy była taka obrona na obwodzie, że większość rzutów była oddawana pod presją czasu, a teraz nawet tej obrony zabrakło.
      Ostatni argument – być może Amerykanom się zwyczajnie nie chce? To jak to się ma do hymnów przed każdym meczem, gadkach o ojczyźnie i uwielbieniem silnego państwa?
      Szkoda tylko Popa, że musiał tę żenadę firmować swoim nazwiskiem.

      (6)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    A o Kuligu zapominajcie? Może nieco drewniany ale bloki trójki zbiórki , nie jeden raz ratował sytuację, no i oczywiście kapitan, hmm kapitalny 😎

    (9)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Super było poczuć, że basket przez chwilę był sportem nr 1 w kraju nad Wisłą! Dzięki! …niesiony entuzjazmem wziąłem dziś piłkę i poszedłem porzucać na nowe boisko. Niestety byłem sam (wiało), więc chciał nie chciał miałem czas na przemyślenia. I wiecie co? Naszła mnie taka myśl. Jak małe dzieci ( tj do 12 rż) mają grać na orlikach w koszykówkę, jak kosze wiszą na nieosiągalnej dla nich wysokości i nie da się ich regulować… Może zrobić jakąś akcję, żeby chociaż 1 kosz wisiał niżej na tych boiskach, żeby maluchy miały gdzie łupać! Albo jakaś regulacja? To da się zrobić. Co myślicie?

    (10)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja osobiście zapamiętam mecz Australia – Hiszpania, świetne widowisko, trzymające w napięciu od początku do samego końca. Zgadzałem się z komentatorami w 100%, kiedy mówili, że chcą dogrywki 😀

    (3)

Gwiazdy Basketu