Fortuna kołem się toczy… historia Jaysona Williamsa

W kronikach NBA trudno byłoby znaleźć zawodnika, którego postać łączyłaby w sobie więcej sprzeczności niż osoba Jaysona Williamsa. Żeby zrozumieć, choć w części, tego nietuzinkowego zawodnika, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Jayson Williams to typ człowieka, który pije na umór albo wcale. To ktoś, kto z anonimowego rezerwowego staje się graczem formatu All-Star i multimilionerem, by po chwili stać się głównym oskarżonym w głośnym procesie o zabójstwo. Zapraszam do lektury.
Jayson Williams został wybrany przez Suns z dwudziestym pierwszym numerem pierwszej rundy draftu w 1990 roku, kiedy to do ligi trafili m.in. Gary Payton i Derrick Coleman. Niemal od razu odesłano go do 76ers, gdzie również niewiele było z niego pożytku. Oddano go do Nets, praktycznie za “paczkę fistaszków” (bo jak inaczej nazwać wymianę za dwa wybory w drugiej rundzie draftu 1994 i 1997, którymi okazali być się tacy gracze jak William Njoku i Kebu Stewart?).
W New Jersey Williams zagrzał miejsce trochę dłużej. Podpatrując gwiazdy drużyny w osobach Colemana i Petrovića zdawał się nabierać ogłady i pewności siebie, tak bardzo potrzebnych na zawodowstwie. Był zawodnikiem dobrze rokującym, jednak w dalekiej perspektywie. Przełom nastapił w sezonie 1995-1996. Williams, mimo iż dalej wchodził z ławki, zdobył wtedy jedynie 13 punktów mniej niż w poprzednich trzech sezonach razem wziętych! W innych statystykach zanotował porównywalny progres.
Na parkiecie ceniono jego waleczność i zaangażowanie na atakowanej połowie boiska. W kolejnym sezonie był już poważanym zawodnikiem, dostarczając drużynie 13.4 ppg i 13.5 zbiórek na mecz. Wszyscy komentatorzy byli pod wrażeniem tego, jak walczy o zbiórkę w ofensywie. To był jego znak rozpoznawczy. W rozgrywkach 1997-1998 był najlepszym ofensywnym zbierającym w NBA, zebrał więcej piłek w ataku niż w obronie(!), wtedy też zaliczył swój jedyny występ w ASG.
czytaj dalej >>
za mało szczegółów żeby go ocenić
wystrzelil, to wystrzelil.. po **uj drazyc temat
pamiętam tego zawodnika w tym sezonie, w którym zaliczył rekordowa dla siebie liczbe zbiórek pisano o nim wiele artykułów. Warto zobaczylić go na yt bo mało sie o nim teraz pamieta, a był to bardzo silny i dynamiczny zawodnik. Nastepny J. Williamsem był en z Sacramento, który tez nosił numer 55
ku******wa i takie artykuly sa kozackie a nie jakies {xxx}. props w opór
Nawet taki malkontent jak ja musi przyznać, że ten artykuł jest po prostu ŚWIETNY
ciekawostka z wikipedii angielskiej- ma polskich przodków ;]
Sztos wpis,props. Dla mnie typ winny,nie ma bata.pamietam jak za szczyla o nim czytalem w pro basketball
ale ogromny {xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx} za te cenzury, wyrzuciliscie mi pol komentarza. {xxxxxxxxxxxx}
wielka prośba do Ciebie
naprawdę mam lepsze rzeczy do roboty niż cenzurować Twoje przekleństwa i głupoty
naucz się kulturalnie wypowiadać, a wszyscy będziemy szczęśliwsi
Kebu Stewart ma Polskie obywatelstwo i grał dla Sopotu. Złota łopata dla mnie.
Odnalazł Boga. Chwała za to. Walczy, upada, ale zwycięży.