fbpx

Basket to gra dla wytrwałych

20

Jak każdy maniak basketu lubię sobie czasem zagrać w NBA 2k12. Akurat gram sezon Sunsami i jak ktoś gra kilka meczy pod rząd tą samą drużyną, to wie, że komentarze z głośnika zaczynają się powtarzać. W kółko więc słucham, że Steve Nash jest „like fine wine” (dobre wino), że Grant Hill ma swój “second prime” (drugą młodość?). Co innego Vince Carter. Komputerowi komentatorzy podkreślają, że kiedyś VC mógł być top 5 całej ligi, a teraz jest trochę “grounded” (uziemiony?). Nie zastanawia was czasem, dlaczego niektórzy gracze są właśnie jak wino – im starsi, tym lepsi, a niektórzy zupełnie zatracają swoje dawne umiejętności?

Na pierwszy ogień wyżej wspomniani: Nash ma 37 lat, wiele graczy w tym wieku już wymięka. Ale Steve ma to gdzieś i po raz kolejny wygrywa ligową klasyfikację asyst pomimo, że nie było już w zespole Amar’e, a nasz Marcin zaczął wykańczać jego podania dopiero w połowie sezonu. Kondycja dalej żelazna, skuteczność rzutów z gry już nie ta, ale wciąż piekielnie wysoka jak na rozgrywającego. Co prawda broni kiepsko, ale to nigdy nie było jego mocną stroną. Zresztą Suns poza Hillem i Gortatem chyba w ogóle nie znają magicznego słowa na D. To właśnie 38-letni Hill okazuje się być najlepszym obrońcą na obwodzie w Phoenix. On kryje LeBrona, on kryje Kobe, a jak Nash ma problem z przeciwnikiem, który wciska go na post-up, np. Andre Millerem, to zdarza się Hillowi kryć nawet rozgrywających. Dalej zdobywa punkty i zbiera, jakby czas się dla niego zatrzymał.

Co innego 34-letni VC. Zła selekcja rzutów i kiepska obrona pozbawiła go już nawet miejsca w pierwszej piątce kosztem Jareda Dudleya (!), który nie ma nic wspólnego ze słowem atleta, ale swoją ciężką pracą i pewną ręką za 3 uczciwie wywalczył sobie zaufanie trenera. U mnie w 2k12 też grałem Carterem z ławki, ale tak słabo mi nim szło, że go wymieniłem. Co prawda za innego rekonwalescenta, Brandona Roya, ale w końcu sztab medyczny w PHX uchodzi za najlepszy w lidze, a to, co zrobili z kostkami Hilla wielu nazywa cudem (80+ meczy/sezon przez ostatnie 3 lata). W swoim debiucie Roy podkręcił lekko kostkę, ale może grać, pożyjemy, zobaczymy…

NBA obfituje w przypadki podobne jak VC, a nawet gorsze. Ostatnio sporo mówiło się o  powrocie Allena Iversona. Zaraz zaraz, koleś ma szóstą w historii średnią punktów w karierze w NBA, do tego potrafił nieźle dogrywać i świetnie czytał podania przeciwników. W takim razie czemu nie ma go w lidze? Co prawda już 36 lat na karku, ale wielu twierdzi, włączając w to mnie, że jeszcze dałby radę wspomóc jakiś zespół swoją ofensywą z ławki rezerwowych.

Jest też niejaki Tracy McGrady, niegdyś zupełnie nie do zatrzymania: kozioł, dynamika, rzut, podania, jak to mówią Amerykanie: „full package” (pełny pakiet?). Jednak nie dość, że nigdy nie dotarł do drugiej rundy playoffs, to teraz w wieku 32 lat grzeje ławę w Detroit, które stacza się na dno ligi. Co prawda miał on wyjątkowego pecha do kontuzji, ale jak sam przyznał w wielu wywiadach, kiedyś gra była dla niego za prosta, dominował nad wszystkimi i nie chciało mu się trenować, a teraz już nie jest tak łatwo. Podobna historia jak z Carterem, zresztą przecież są kuzynami, więc może to u nich rodzinne.

A więc co sprawia, że niektórzy gracze wytrzymują próbę czasu, a niektórzy szybko dziadzieją? Moim zdaniem sekret tkwi w głowie, co najlepiej obrazuje chyba przykład Iversona. AI za nic nie potrafił się pogodzić z rolą drugoplanowej postaci zespołu, a co dopiero z przesiadywaniem na ławce rezerwowych. VC i T-Mac tak przyzwyczaili się do tego, że dominują nad rywalami fizycznie, że teraz nie potrafią się odnaleźć. Co należy zatem zrobić, żeby być efektywnym jak najdłużej? Trzeba zrozumieć, że lata lecą i ciężko pracować nad elementami gry, które mogą się przydać w przyszłości. Doskonałe opanowanie fundamentów koszykówki (fundamentals) jest niezwykle przydatne pod koniec zawodniczej kariery. Kobe Bryant wzorem Jordana do perfekcji opanował grę tyłem do kosza. Jeszcze 2 lata temu doskonalił sie pod okiem The Dream’a. Jason Kidd już dawno stracił status gwiazdy, ale to jego rzuty za trzy wytrenowane w ostatnich kilku latach zaprowadziły go po upragniony tytuł. Swoim cwaniactwem i doświadczeniem tak ograniczył w obronie Kobe, że Lakers po raz pierwszy od dawien dawna zanotowali “sweepa”. Dirk uporczywie trenował swoje dziwne rzuty, bo wiedział, że w końcu przyniosą sukces, a nie potrzeba do nich atletyzmu, lecz techniki i opanowania. Nie bez powodu Tim Duncan ma pseudonim “Big Fundamental”. Jego styl gry, jakże charakterystyczny, nigdy nie był efektowny, ale jakże efektywny. TD do dziś jest ostoją drużyny z San Antonio.

Czas potrafi być bardzo wredny. Gdy za młodu zawodnik go marnuje i uważa się za nie-wiadomo-kogo, ten po prostu się mści. A wygrywają przeważnie Ci, którzy mają obsesję wygrywania i nie przestaną trenować, dopóki nie osiągną wyznaczonego celu. Pozostaje mi tylko życzyć Wam i sobie takiej determinacji jak u niektórych zawodników, nie tylko w koszykówce, ale w ogóle w całym życiu. A teraz lecę na rehabilitację skręconej kostki, bo chcę jak najszybciej wrócić na boisko… do usłyszenia.

Autor: Jacek Rachwał

Ostatnie Wpisy

20 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    no ok. ciekawy temat i bardzo trafna diagnoza 🙂
    tylko mowi sie i pisze “meczów” – kiedys mialem dziewczyne studiujaca dziennikarstwo 😉

    (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    dla mnie troche naciagana teoria. porownujesz graczy o calkowicie odmniennym stylu gry. VC i T-MAC to klasyczni lotnicy, a kto gra w basket ten wie kto za mlody skacze wyzej od innych to predzej czy pozniej padna mu albo kostki albo kolana. do tego dochodzi nie mala waga tych gosci ktorzy przy nashu czy kiddzie a nawet GH to prawdziwi atleci a co za tym idzie znow wieksze obciazenie dla stawow. po kazdej kotuzji zostaje jakis slad. oni na kontuzji mieli zdecydowanie wiecej. tych sladow zostalo u nich wiecej. a z czasem pewnych rzeczy sie juz nie przeskoczy w momencie gdy jest co raz wiecej takich atletow w lidze ktorzy zamiast 3 maja 2 z przodu. pozdro

    (0)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    @fifun: Trafne spostrzeżenie, rozgrywającym i ogólnie zawodnikom polegającym mniej na swoich atletycznych umiejętnościach łatwiej jest utrzymać dłużej dobrą formę. Ale Grant Hill i Kobe też kiedyś byli jak mówisz niezłymi lotnikami. Wcześniej zmienili swój styl gry, bo wcześniej niż VC i T-Mac zdali sobie sprawę, że długo tak nie pociągną.
    Zobaczymy co zrobią D-Rose czy Westbrook za jakiś czas, którzy mają bardzo atletyczny styl gry. Rose już poprawił mocno rzut za 3, więc myślę, że nie będzie do końca kariery polegał na swoich warunkach fizycznych.
    Przyszedł mi teraz do głowy jeszcze Ray Allen. Kiedyś był niesamowitym dunkerem, a teraz wiadomo już nie. Co prawda rzut za 3 zawsze był jego mocną stroną, ale nie na darmo poszły te wszystkie treningi rzutowe przed meczami i dalej jest nie do zatrzymania po dobrej zasłonie.
    Co do graczy, którzy mogą się najszybciej zestarzeć dopisałbym jeszcze Amare, LeBrona, może Wade’a (chociaż cały czas ma coraz lepszy rzut)?. Macie jeszcze jakieś pomysły?
    Pozdro i wielkie dzięki za opinię!

    (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Osobiście uważam że są po prostu dwa typy graczy Ci którzy chcą grać za wszelką cenę czy to z kontuzjami czy bez i Ci co po początkowych sukcesach trzymają się ligi by jeszcze trochę zarobić na emeryturę…

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    @Kowax: No właśnie też zawsze mi się tak wydawało i tak jak byłem wielkim fanem Vince’a kiedyś, tak teraz przydzieliłem go do drugiej z grup wymienionych przez Ciebie, więc już go tak nie lubię 😛

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł czyta się bardzo dobrze. Myślę, że trafna analiza, K. Malone swoją drogą tytan pracy też trzymał poziom do końca kariery. Najważniejsze właściwe podejście do swojej pracy i trzeżwa ocena własnych warunków, wraz z upływającym czasem. Pozdrawiam.

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    zupełnie nie podobają mi się te tłumaczenia w nawiasach, no i nie zgadzam się paroma zdaniami w tekście (JKidd to nadal gwiazda – jeden z gości, którzy kontrolują grę nie potrzebując cały czas mieć piłkę w łapach, a AI nikomu już się nie przyda i dla mnie wyskakiwanie na przebój do przechwytu to nie jest czytanie podań przeciwnika, tylko narażanie drużyny na granie 4 na 5)
    poza tym artykuł niezły i w końcu nie zrobiony po łebkach 🙂

    (0)
  8. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Propsuję, przyjemny artykuł.
    Ja przez długi czas byłem psychofanem VC;) oglądałem głównie mecze raptors, widziałem chyba wszystkie jego dunki z pierwszych 3-4 sezonów. Grając w nba live (wtedy jeszcze nie było lub nie znalem 2k) zawsze wybierałem go z #1 w fantasy drafcie i zawsze był MVP.
    Teraz przykro mi patrzeć na jego grę… wszystko mu sprawia trud, czasami mam wrażenie, że obraził się na cały świat, koszykówkę i sam na siebie. Chyba gra już tylko myśląc o hajsie i chill’u z T-Mac’em, wujkami, ciotkami, siostrzeńcami 😉

    (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    @marcin: Te tłumaczenia w nawiasach miały być tak trochę z przymrużeniem oka i żeby pokazać, że niektórych angielskich terminów po prostu nie sposób przetłumaczyć, stąd znaki zapytania 🙂 Co do Kidda to miałem na myśli gracza formatu All-Star, a AI rzeczywiście często ryzykował z przechwytami, ale drużynę raz na swoich barkach do finału doprowadził i to trzeba mu oddać. Pozdro i dzięki za opinię!

    (0)
  10. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    … a co Grant Hill to nie miał kontuzji ?! Koleś praktycznie zmartwywstał… powrót żywych trupów.
    Hill to temat na osobną dyskusję o gościach, którzy mimo licznych kontuzji, urazów, problemów ze zdrowiem, wracali i dalej trzymali poziom. Niewielu takich było i tu szacunek dla Hilla za charakter, że mimo tych wszystkich licznych problemów po tylu latach jeszcze jest ciągle gra na zajebistym poziomie.

    (0)
  11. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Siema,

    Wedlug mnie wlasnie jak ktos juz delikatnie wspomnial, wielu zawodnikow “wypala” sie w wieku 30-32 lat poniewaz za bardzo cisneli przez 10 lat. Regularne wielkie obciazenia (ladowanie z wysokosci 100cm, sprinty itp) robia swoje, w konkurencjach szybosciowych bardzo ciezko utrzymac wielka forme cale czas np sprinterzy z reguly sa rewelacyjni w okresie 2-6 lat maksymalnie. Ten czas i tak przez ostatnie 10 lat wydluzyl sie dzieki rozwoju nauki, czyli chociazby dopingu, srodkow do leczenia konutzji i innych substancji zwiekszajacych mozliwosci sportowca. To, ze w zawodowych ligach sportowych w USA NHL/NBA/NFL/MLB zawodnicy regeneruja sie i osiagaja takie wyniki dzieki chemii i suplementacji to oczywiste. Ale nawet przy takiej suplementacji, zapleczu medycznym ciezko obejsc matke nature. Po 30stce niestety trzeba troche odpuscic i zmienic styl.

    (0)
  12. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Dziękuję za artykuł uwielbiam czytać artykuły o tych starszych już graczach, którzy lata temu dominowali w tej lidze 🙂 Tylko jako fan LeBrona boję się, że nie pójdzie w ślady Granta i też za jakiś czas jego poziom spadnie za nisko. Mam nadzieję, że nie i te jego medytowanie (o czym niektórzy nie wiedzą – on ćwiczy jogę i takie tam) coś pomogą. 🙂
    Super artykuł!
    Pozdrawiam 🙂

    (0)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    ” A teraz lecę na rehabilitację skręconej kostki, bo chcę jak najszybciej wrócić na boisko… ”
    Wiem, że to niemiłe, ale dobrze usłyszeć, że ktoś jeszcze robi to co ja 😛

    (0)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    a co myslicie o Melo ? ja sie boje ze bedzie grubasem dosyc szybko. Walnie mu kolano albo plecy bo nie dadza rady tlustego mcdonaldowego cielska ruszac:) hmm Jakies propozycje na “mlodego renciste”? (tylko nie Oden bo on juz jest rencista;p) hmm Moze Pan Blake G ?

    (0)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    fifun: to prawda Melo ma spore szanse na tytuł “spaśluna roku” ale Blake Griffin wróci chyba jeszcze bardziej wyżyłowany.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu