GWBA Camp XVI: nowe rozdanie

Dzień dobry. Pisałem w (drugiej) książce, że amatorom, zwłaszcza mając do dyspozycji zaledwie dwie jednostki treningowe „nie warto” wprowadzać zagrywek ani uparcie organizować im gry. Wic polega na tym, że różne zabiegi taktyczne, nawet na ograniczonym poziomie wyszkolenia technicznego, choć potrafią „obiecująco” wyglądać na treningu, podczas samego meczu, to jest pod presją rywala i sędziów rozpadają się w drobny mak. Wdziera się chaos, a chłopaki zamiast grać w kosza, próbują sobie przypomnieć, gdzie właściwie mieli się ustawić i dokąd pobiec.
Cofam to! Przemek Łuszczewski pokazał, że nie tylko warto wprowadzać taktyczne elementy, zagrywki wprowadzać TRZEBA pod warunkiem, że dostosujemy je pod silne, żeby nie powiedzieć dominujące strony chłopaków.

Przemek w drafcie z wysokimi numerami wybrał dynamicznego ball-handlera (Hubert), dużego centra (Rafał) oraz snajpera z ułożoną ręką (Przemo). To na ich talencie oparł bazową organizację gry. Nie umiem nazwać tej sekwencji, choć jest dość popularna w europejskim baskecie i stanowi wariancję współpracy trójkowej, powiedzmy hiszpańskiego pick and rolla.
Rysował nie będę, spróbuję opisać: wysoki pick and roll na szczycie parkietu oraz strzelec wyskakujący na obwód pasem centralnym, pionowo z dołu. Tyle, że zamiast podsłaniać plecy wysokiemu obrońcy (to byłby klasyczny spanish pick and roll) obiega centra (na przeciwną stronę niż poszedł gracz z piłką) po czym idzie poziomo po łuku, przemieszcza się do rzutu… czekajcie… chyba znalazłem coś podobnego, no może nie do końca, ale dostaniecie obraz:
Kumacie, o co mi chodzi? Kilka udanych akcji po tego rodzaju sekwencji zaliczyli, z tego ustawienia startowali i próbowali różnych wariantów. Tak więc byłem pozytywnie zaskoczony „sprawnością taktyczną” rywali. Nie żebyśmy my nie umieli generować dobrych jakościowo pozycji, ale jako trener, mam o czym myśleć na przyszłość.
No właśnie, dla mnie był to drugi raz w roli coacha. Pod względem doświadczenia i sprawności taktycznej, daleko mi do fachowców, których mam po drugiej stronie, a wczorajszy mecz był tego najlepszym przykładem. Aby „nadrobić”, oprócz bazowego układu gry i przypisania ról, stawiam na elementy psychologiczne, dopasowanie, współbrzmienie charakterów. Taki ze mnie Phil Jackson, haha. Obserwuję małe rzeczy.
Przykładowo, próbujemy na treningu wdrożyć jakiś „układ synchroniczny”, lecą kolejne zasłony bez piłki, ale widzę, że wychodzący do podania w ogóle nie patrzy na screenera. Oczywiście nie musi patrzeć się na niego cały czas, ale jeśli gdzieś na boisku lecisz, albo zanim polecisz (!) warto nawiązać kontakt wzrokowy z kolegą, z którym masz współpracować. Czy nie zaspał, czy jest gotów, jak się ustawia względem obrońcy itd.
Oko w oko
No i wyobraźcie sobie, że aby poprawić ten element, patrzyliśmy sobie w oczy na treningu. Normalnie, na odległość ramienia, zwróceni ku sobie dwójkami, po minutę czy dwie patrzyliśmy sobie w oczy bez odwracania głowy. Było trochę niezręcznie, ale tylko na początku. Koniec końców zespół kleił się z każdym kwadransem na parkiecie, z każdym wspólnym posiłkiem i to się czuło.
Kilka miesięcy temu, na campie w Bydgoszczy, gdy spotkali się Grzegorz Skiba (notabene wybrany trenerem roku w I lidze) oraz Robert Witka, niedzielny mecz zakończył się game-winnerem Kuby Malika z rogu parkietu. Tym razem, we Wrocławiu, gdzie bawiliśmy przez ostatnie parę dni, również poszło na „żyletki”.
Patrzę w statystyki: spotkanie Team Bartek vs Team Przemek obfitowało w aż dziewiętnaście zmian prowadzenia oraz dziewięć remisów. Różnica punktowa w kolejnych kwartach wyniosła: 1, 3, 1 oraz 1 punkt! Jedni i drudzy mieli swoje momenty, decydowały: skuteczność, dokładność, opanowanie emocji, decyzje sędziowskie. Patrzyłem na to wszystko z przejęciem i ciekawością. Jako organizator dostałem dokładnie to, czego chciałem: na twarzach wszystkich zawodników czuć było przejęcie, zaangażowanie oraz, co najważniejsze: wiarę w zwycięstwo.
A propos zaangażowania! Przemek Szybiak, dla którego był to chyba piąty camp, rozgrywał swój najlepszy jak dotąd mecz. Gość ma najlepiej ułożoną rękę ze wszystkich (prawie dwustu) uczestników, jacy przewinęli się przez szesnaście dotychczasowych edycji. Tak więc, po szóstym faulu, który popełnił w końcówce, by przerwać grę, zatrzymać zegar, ze złości aż kopnął butelkę z wodą.
Hubert Bugaj na ławce też przepraszał kolegów, choć nie wiadomo za co. Był kapitanem, najbardziej utalentowanym zawodnikiem swojego zespołu, obręcze na hali wrocławskiego AWF były twarde jak jasna cholera, a do tego, nawet jemu, liderowi punktowemu, długie minuty i intensywne krycie ujęły mocy w nogach.
There’s no „I” in „TEAM”
No cóż, nie mamy warunków fizycznych, talentu, zdrowia czy zręczności zawodowych koszykarzy, ale miłością do tej gry moglibyśmy obdzielić parę zawodowych ekip. Chłopaki umieją grać i trzeba ich tylko umiejętnie poukładać. Błędów jest cała masa, ale czekasz cierpliwie aż kliknie, aż piątka, która aktualnie przebywa na boisku, złapie swój flow. Wówczas trzymasz, w żadnym wypadku nie zmieniasz, nieistotne co sobie zaplanowałeś jako coach.
Kiedy struktura gry rywala sprawia, że twoi gracze rozkładają ręce, nie wiedzą co robić, wówczas dopiero trzeba reagować. W innym wypadku to wyłącznie kwestia motywacji, uspokojenia, wyjaśnienia drobnych rzeczy, podpowiedzenia jak mogą sobie wzajemnie pomóc na parkiecie.
Gdy widzisz jak twój zawodnik trzy razy nie może sobie poradzić, uwolnić się na zasłonie, aż za czwartym sam z siebie, łamie schemat, ścina na obręcz, po czym dostaje podanie sam na sam z koszem, to większej satysfakcji nie ma. To oznacza, że sam zaczął „czytać grę” i nareszcie zwraca uwagę na ruch obrony. Piękna rzecz, taka rosnąca świadomość koszykarska. Prawda Dareczku?
Co robiliśmy?
Klasycznie spotkaliśmy się w czwartek, około południa w hotelu, gdzie jedliśmy obiad i zbijaliśmy piątki. Następnie odbyliśmy trening draftowy, a następnie była kolacja, po której nastąpił draft. Rzecz trochę się rozciągnęła, bo do sali konferencyjnej nie pozwolono nam wnosić napojów, hehe.
Było wyczytywanie nazwisk, oklaski, wręczanie strojów, a następnie mierzenie się wzrokiem i porównywanie mocy składów. Dla mnie to zawsze najśmieszniejsza część, pokazuje kto jest kim w „stadzie” oraz jakie rozumienie koszykówki reprezentuje. Przekomarzanie trwało do późnych godzin nocnych, a akcja przeniosła do pokojów.
W piątek po treningach, które odbyliśmy już w oddzielnych grupach, poszliśmy na mecz PLK, gdzie Śląsk u siebie nie dał rady Stalówce. Ależ mi się podobał ten łotewski PF/C Mejeris. Spokój, inteligencja gry, techniczny warsztat. Nie wiem ile mu płacą w Ostrowie, ale to zdecydowanie za mało. No dobra, nie wchodźmy w politykę, mecz miał też sporą wagę jeśli chodzi o tabelę, ale mniejsza z tym. Halę Orbita opuszczaliśmy z uśmiechami, kierując się na wrocławski rynek. Więcej nie powiem w myśl zasady „co się wydarza na campie, zostaje na campie”.


W sobotę trenowaliśmy jedni po drugich, na tym samym obiekcie. Mój zespół kończył, Przemka dopiero zaczynał, a środkowe pół godziny mieliśmy na zakładkę, podczas której odwiedził nas Robert Skibniewski. Uczestnicy szybko przekonali się jakim profesjonalistą jest Skiba! Od siebie powiem tyle: to jest absolutnie precyzyjny, skupiony, perfekcjonista, energiczny fachowiec. Koszykarski odpowiednik Johna Wicka, haha, a sam parkiet stanowi dla niego sanktuarium. To jego dom. W rozmowach kuluarowych obiecaliśmy sobie spotkanie przy okazji kolejnej edycji, już w roli szkoleniowca.



Po sali odpoczywaliśmy w hotelu, o dziewiętnastej startowały NBA playoffs, więc pojawił się rzutnik, głośnik bezprzewodowy oraz mój parodystyczny komentarz. Obejrzeliśmy Cavs vs Raptors, Nuggets vs Wolves, a najbardziej wytrwali także pierwszą połowę Knicks vs Hawks.
Były też sesje masażu sportowego. Każdy stękał, więc skorzystaliśmy z usług Janka, który zawodowo zajmuje się fizjoterapią. Ze mnie fizjoterapeuta amator, więc przy okazji dostałem parę lekcji. Chłopaki chętnie się podkładali choć masaż pospinanych ud czy łydek bywa mało przyjemny. Tyle pamiętam z soboty, a gdy przebudziłem się w niedzielę rano, już w korytarzu czuć było adrenalinę, bo po godzinie dwunastej miał zacząć się mecz…
Uczestnicy
Oni bardzo lubią o sobie czytać, więc proszę bardzo Panowie, parę moich przemyśleń odnośnie działki sportowej:
Tomek (10 punktów 6 zbiórek 5 asyst) all I do is win, win, win, no matter what! Bardzo przeciętny występ po stronie mojego Kapitana, zarówno pod względem skuteczności co decyzyjności, ale gdy zeszło do kluczowych akcji, ruchy były pewne, a zwycięstwo przypieczętowane dwoma celnymi wolnymi. Podczas ostatniego timeoutu mówił, że gdy „ktoś teraz sfauluje dostanie wpie%dol”. This man is a winner. Bardzo lubię z nim współpracować, Tomek po prostu rozumie basket.



Hubert (19 punktów 4 zbiórki 9 asyst) koniński koń, profesjonalny sportowiec, który momentami cierpi na tym, że dla dobra drużyny musi oddawać bardzo dużo rzutów, bo niektórzy mogą postrzegać to jako przysłowiowe „klapy na oczach”. Ten mecz pokazał, że w odpowiednim ustawieniu, może być także rozgrywającym, a gdybyśmy zebrali jeszcze bardziej utalentowanych ludzi dookoła niego, byłby jeszcze bardziej wszechstronny.



Przemo (8 punktów 9 zbiórek) jak wspominałem, najlepszy jak dotąd występ. Pewnością poruszania się tworzył problem, chłopak ma armatę w łapie. Poprawił obronę, ma mocniejsze nogi i jeśli nabierze jeszcze lepszej kondycji i ruchliwości na parkiecie, poniżej pierwszej szóstki draftu schodzić nie będzie.



Double R (14 punktów 12 zbiórek 4 przechwyty) trzeci camp przyniósł kolejny progres. Rafał jest tak duży, że nawet rolując w największy kocioł, potrafi złapać podanie i oddać rzut. Myślę, że sporo się nauczyliśmy jak go należycie używać na parkiecie, niezależnie od tego, na jakiego coacha w przyszłości trafi.


Złoty (14 punktów 16 zbiórek 8 strat) sporo zdrowia oddał dla dobra drużyny, bo grał o pozycję wyżej niż powinien. Pewne braki kompetencyjne w naszym zespole sprawiły, że musiał nie tylko pilnować topowej opcji rywala, ale także bić się na tablicy. Powinienem mu kupić kwiaty. Kilof odskoczył i to się liczy, brawo Paweł.


Darek (19 punktów 8 zbiórek 4/11 zza łuku) ten chłopak jest fenomenalny. Niektórym trenerom całkowicie nie leży, ale ja wiem swoje. Dario na pewno wymaga odrębnego podejścia, całkowicie zindywidualizowanego motywowania, głębokiego zrozumienia wykraczającego niekiedy poza zasady obowiązujące w drużynie. Jest takie powiedzenie, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. W jego przypadku będzie to, gdzie trójki rzucają, tam Dario.
Może inaczej, każdy mecz ma dwie fazy: zanim Darek trafi za trzy oraz po tym jak trafił. Mówimy o ładunku energetycznym, którego nie oglada się nawet na parkietach NBA. Gdy mu trója wpadnie, energia zespołu rośnie o 103%. Co tu wiele gadać, gdy innym nie siedziało, Dario swą witalnością, przemożną wolą gry, uratował nam tyłek. Nie znam drugiego takiego. Wszedł z ławki i zapalił, co trzeba było zapalić. Dla mnie ten chłopak rośnie, jest wszechstronniejszy i więcej rozumie, z każdym odbytym campem.


Malik (2 punkty 9 zbiórek) rąsia trochę drewniana, floater dwa razy niedociągnięty, ale na deskach walczył jak zawsze. Jeszcze widać efekt przebytej „kontuzji”. Strzelecko to jeszcze nie jest to. Kuba to jest gość, który bardzo mocno angażuje się także poza parkietem koszykarskim, w dni poprzedzające mecz, co także nie pozostaje bez znaczenia. Może to kwestia rozkładania sił, rozłożenia akcentów, haha.


Janczos (3 zbiórki 1 przechwyt) Janek miał swoje momenty, wziął rzuty w dobrych sytuacjach i to mi się podobało. Na następnym campie koniecznie muszę go namówić, aby zrobił nam warsztaty, wprowadził autorski program automasażu sportowego.

Wikuś (5 punktów 5 zbiórek 6 wymuszonych fauli przeciwników) przyjechał aż z Londynu, pracował na sto procent, kolana zdzierał, super oddany, energetyczny zawodnik. Z musu, z racji sprawności, podobnie jak Złoty, musiał kleić obronę zarówno strefy podkoszowej co obwodu. Bardzo się cieszę, że wybrałem go do zespołu.


Tomek B (2 punkty 5 zbiórek 3 asysty 1 przechwyt oraz najwyższe ze wszystkich +13 wskaźnika plus/minus) bardzo szybki i dynamiczny gracz, który z powodzeniem gra na piłce. Parę razy nie opanował nerwów, zbyt prędko chciał rozwiązać akcję, ale intensywnością męczył rywali i byłem spokojny gdy kozłował, co rzadko mi się zdarza. Gdy chłopakom już siadała kondycja, Tomek nadal intensywnie pracował, biegał, naciskał, jego wkład był kluczowy.


Olej niewiele minut dostał, bo w swoim niedoświadczeniu, nie znalazłem dla niego wyraźnej roli. Maciek umie grać, ale miał bardzo długą przerwę. Na treningach parę razy dostrzegłem u niego jakby „flashback”, efektowny layup na kontakcie, zakończony lewą ręką albo akcję po ścięciu wzdłuż linii końcowej. Dziś byłbym już mądrzejszy, wiedziałbym jak skorzystać z jego możliwości. Aktualnie wyzwaniem dla Oleja jest przede wszystkim: rzucić fajki!


Maciek Cz (6 punktów 3 zbiórki) znakomity warsztat techniczny, umiejętność zachowania pod presją obrońcy, spokój, no i kluczowa akcja „2+1” w czwartej kwarcie. Opłacało się mieć Maćka po swojej stronie. Chciałbym aby aktywniej pracował w obronie, ale nie można mieć wszystkiego, nadrabiał bball IQ.



Lesław (10 punktów 12 zbiórek) dobrze umiejscowiony był Lesiu i to było widać. Odniosłem wrażenie, że bardzo chce nas pokonać i o mały włos, by mu się udało (ale mu się nie udało, bo był za słaby, żart). Zbiórki ofensywne, dobre rzuty, świetna kondycja, zasięg w obronie, dał nam popalić, nie ma co gadać. Zresztą wystarczy spojrzeć na fotkę, żeby zrozumieć, jaki to jest tytan.


Piotr grał niewiele, ale sporo naszym łokci nawsadzał i haczków nastawiał, stara szkoła! Ustawienie gry nie sprzyjało jego ekspozycji w ataku, ale jeśli mnie pytacie, miał walor na boisku, zastawiał tablicę, spacing trzymał.

Rzaku kolejny reprezentant old-school, facet z licencją trenerską, jestem ciekaw jego obserwacji oraz co takiego z campu dla siebie wyciągnął.


Sentino (5 punktów 4 asysty) w pierwszej połowie mniej aktywny ofensywnie, w drugiej zrobił nam sporo krzywdy, czego dowodem niech będzie aż osiem wymuszonych przez Pawła fauli, najwięcej ze wszystkich graczy. Szybki jak wiatr, mówiłem chłopakom: kto skoczy do jego pump-fake, ściągam z boiska, haha. Paweł powinien pracować nad rzutem. Bardzo podobał mi się w obronie, naciskanie kozłującego rywala, to jego najmocniejsza strona.


Igoś (2 punkty 1 zbiórka) kolejny twardy chłop, którego ciężko nam było „przejść” w polu trzech sekund. Najlepszy moment Igora miał miejsce pierwszego dnia campu, gdy podjechał pod hotel na motocyklu. Takiego wejścia nie miał dotąd nikt. Lubię ludzi z pasją.

Gerard (6 punktów 14 zbiórek 2 asysty 2 przechwyty) because the real rock and rolla, wants a f%&king lot! Gero dzielnie utrzymał dla nas fort na pozycji centra, grał z zaangażowaniem, ambicją i inteligencją. Jego obrona gracza wysokiego albo „z pomocy” była niezbędna w końcówce spotkania. Poza tym, takich kumpli chcę mieć wokół siebie codziennie.

Stempal życiowe perypetie, w szczególności ostatnie kilkanaście miesięcy całkowicie odebrały mu formę, przyjechał na camp z wydolnością, która pozwalała wchodzić na parkiet w epizodach co najwyżej dwuminutowych. Przeciągnięcie tej granicy mogło zakończyć się na odcięciem prądu. No i co z tego? Kuba kibicował najgłośniej, a ręcznikami (sam z siebie) waflował chłopaków tak, że mało mi się na ławce nie poprzeziębiali! Takiego gościa potrzebuje każda drużyna. „Na-sza!”




Sebastian tu także nie ogarnąłem jako trener (chodzi o krótki czas gry) bo mogłem Sebastiana normalnie puścić na Malika i bym dobrze na tym wyszedł. Mam nadzieję, że wybaczy mi nieogarnięcie i jeszcze kiedyś na camp przyjedzie. Jest silny fizycznie i zawsze pozytywny, takimi warto się otaczać. Dzięki Seba!


I to tyle, dziękuję trenerowi Przemkowi za nocne rozmowy, a wszystkim chłopakom za Wasz wkład, zaangażowanie i zaraźliwą energię. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Wami! Kraków? GIE-WU-BE-A…. TEAM! Ściskam wszystkich! B

























to jest absolutnie precyzyjny, skupiony, perfekcjonista, energiczny fachowiec. Koszykarski odpowiednik Johna Wicka – co ty pitolisz? Jakby byl taki zajebisty to by zawital choc na chwilę do NBA a dobrze wiemy gdzie i jak skończył wiec daruj sobie te peany gosciu
John Wick był zajebisty a nie był w FBI, CIA, tak samo granie w NBA nie oznacza, że jesteś zajebisty jak John Wick. Cyc rozumi czy zawiłe?
Co to za kloc? On cos biegal w ogóle? XDXD
Że ktoś wyhodował takiego troglodyte jak ty….
Dla mnie te Campy są niesamowitym zjawiskiem, fenomenem socjologicznym. Grupę obcych ludzi z różnych części Polski, po kilku dniach wspólnego przebywania zaczyna łączyć tak silna więź jakbyśmy byli przyjaciółmi z dzieciństwa. Dużo by mówić, ale tę chemię najlepiej poczuć. GWBA FAMILIA to nie są puste słowa.
Jak zawsze wyjazd na GWBA Camp to dla mnie „mini” obóz koszykarski jak za czasów juniorskich z tą różnicą, że nie trzeba dzwonić do rodziców po kasę a trenerzy nie sprawdzają czy ktoś przemycił wódę (jest jakby odwrotnie) 😉 Dziękuję wszystkim, wnieśliście mega energię, naładowałem mentalną baterię na 100%, fizycznie jest na -50%, ale to właśnie jest magia zjazdów GWBA, do następnego się wyrówna 🙃 Do zobaczenia #GWBAfamilia 🏀
O kurcze Kraków, to moje okolice. Admin daj znać kiedy ruszają zapisy, bo trzeba kondycję zrobić 🙂
Admin, który coach najlepszy jak dotąd?
Coach Bartek aka admin 😉
Co tu pisać, Ci co byli – wiedzą wszystko, nieobecni niech żałują. Takiej grupy Przyjaciół życzę każdemu. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Czy to na boisku czy na tanecznym parkiecie. Cztery dni minęły zdecydowanie za szybko. Nie wiem dlaczego ale czuję się nawet niespecjalnie zmęczony. Treningi naszego „czarnego” teamu były wg. mnie leciutko za delikatne, a w meczu liczyłem na kilka minut więcej. Na szczęście „niedobiegane” kilometry nadrobiłem nocną porą w słynnej wrocławskiej MANIANIE… ale w tej sprawie cicho sza, zgodnie z zasadą „co na Campie zostaje na Campie”. Siłą rozpędu wpisuję sie z numerem 1 na Kraków. Chłopaki kocham Was.
Serio w Krakowie będziecie? Jak można sie zapisać? Gdzie składać cv 🙂 pytam poważnie
Jak masz 30+ lat to wystarczy że zostawisz imię i numer telefonu mi na mailu
[email protected]
Pozdr b
W zasadzie kolega Janczos napisał to co mi chodzi po głowie – fenomen socjologiczny. Mój pierwszy CAMPIE, a nie czułem się obcy, odstawiony, odrzucony, wręcz przeciwnie. Dzięki #GWBAfamily, szczególne dzięki dla room mate Piotra.
ps. @Bartek: obserwacje, opinie szukaj na priv 4 your 👀 only
Przyjemność również po mojej stronie
Fajna sprawa taki zlocik koszykarzy amatorów. Zderzenie z zawodowym trenerem to duża gratka dla kogoś kto biega z amatorami po sali raz w tygodniu. Gdyby ktoś się zastanawiał czy warto, to nie ma nad czym! Ludzie, klimat, organizacja, tu wszytko się spina!
Dzięki a teraz skupmy się na NBA, bo to ostatni m-c!
Fajna sprawa te zorganizowane gierki, ale są mecze w Play-off i zero komentarza. Czytam od około 4 lat ten portal, od czasu do czasu coś wpłacę, ale to nie ma sensu. Ostatecznie i tak ląduję na zagranicznych stronach, żeby poczytać o meczach.
Profil strony się zmienia. Wynika to pewnie z faktu, że admin zmienił zainteresowania. Teraz już nie interesuje się tak bardzo NBA jak kiedyś. Teraz interesuje go trenerka na poziomie amatorskim. NBA jest do zarabiania kasy.
Eeeech, zazdroszczę… Słowo, że już bym się zjawił gdyby nie kolano które już nie daje rady na parkiecie. Ale jak to czytam to się krew gotuje, ciało pamięta adrenalinę przy rywalizacji:) I love this game!
Po raz kolejny welkie dzięki Panowie za ten wspaniały weekend z GWBA Camp💪🏀💪
Wróciłem strasznie niewyspany, zmęczony, poobijany, a jednocześnie szczęśliwy:)
Nie mniej jednak był to świetnie spędzony weekend😁
Mieliśmy czas na wspólne jedzenie, obejrzenie meczu PLK, basket, integrację i rozrywkę…
Przemo już napisał, że czuł się jak na obozie sportowym za młodego – ja mam dokładnie takie samo wrażenie!!!
Co do Przemka mam spory niedosyt, bo bardzo chciałem z nim porzucać między treningami jak nam się zdarzało na wcześniejszych campach😔 Ale jak już „wywołali” nas do tablicy (koszykarskiej) to rozrzucił mnie jak gnój po polu🤣
Sentino Ty jesteś taka zadziora i tak mnie „oklepaleś” w Łodzi, że jeszcze przy niedzielnym śniadaniu rozmawialiśmy o „rewanżu”🤕 Choć można powiedzieć, że nasze rachunki się wyrównały, to „strzał” w meczu był całkowicie przypadkowy🙏
Hubert i Lesław to są chłopaki z mojego rocznika i aż mi wstyd, że się tak słabo przy nich prowadzę🫣 Jestem pewien, że jak wymyślą 24 godzinny mecz koszykówki to oni wybiegną w pierwszym składzie😜
Piotr jest zawsze najstarszym uczestnikiem campów, ale chyba nikt kto Ciebie poznał nie jest w stanie uwierzyć, że tak długo można dobrze grać w kosza🏅
Tomek K., czyli etatowy Kapitan to jest siła spokoju i na boisku i poza nim… Twoje podejście spowodowało, że ja z campu na camp staram się być trochę bardziej… normalny 💪
Tomek B. mój partner z gierek treningowych, to znakomity kompan do posiedzenia przy 🍻 i do wspólnego zrobienia „wiatru” na parkiecie🏀
Janczos dzięki za masaż i przywrócenie do sprawności🫶
Stempal chłopie na następny camp masz się zjawić w formie i mniejszej wadze, bo ja bardzo liczę na Twoje zasłony i podania po zbiórkach😉
Double R, Dukas i Malikos to rozrywkowe chłopaki. Trzech Amigos Desperados🤓
Złoty vel Bradley Cooper🤓 Ty jesteś z każdym campem lepszy👏
Igor, Seba, Maciek dzięki za kolejne spotkanie🤝
Viking, Olej, Rzak miło było Was poznać 👊
Bardzo doceniam każdego z uczestników, bo ten wspólnie spędzony czas i nasze rozmowy o życiu czy koszykówce spowodowały, że znowu nabrałem ochoty do poprawy jakości swojego życia🤔
Mówiąc poważnie, to już tęsknię za kolejnym spotkaniem z z Wami, których teraz śmiało mogę nazwać swoją koszykarską Rodziną❤️🔥
Podziękować chcę również Trenerom za zaangażowanie, treningi i cenne uwagi👍
Przemkowi za super podejście do nas amatorów, za rozmowy i wspolnie spędzony czas.
Bartkowi za wiarę we mnie, gdy ja jej nie mam, za pokazanie mi mojego miejsca na parkiecie oraz za to, że pomimo mojego „zaawansowanego” koszykarsko wieku znalazłeś dla mnie odpowiednią rolę w zespole💪
Obiecałem, ze jeśli wygramy mecz to będę nazywać Ciebie PAN TRENER🏆
Czytelników portalu (zwłaszcza krytyków) zachęcamy do wzięcia udziału w następnym organizowanym campie😉
Z koszykarskim pozdrowieniem Don Dario🫡
Świetna atmosfera, świetni ludzie! Pozdrowienia dla wszystkich i mam nadzieję, że do zobaczenia niedługo!
Każdy camp jest oddzielną historią i zawsze dużo się dzieje. To wspomniane zjawisko socjologiczne nie można przyrównać do niczego innego. 20+ facetów w wieku 30+ przyjeżdża w to samo miejsce. Z początku łączy ich jedynie fakt, że są czytelnikami gwba. Po chwili tematów do rozmów i wspólnych zainteresowań wynajdują setki i od pierwszego spotkania zachowują się jak starzy znajomi. W tle muzyka, zabawa i trochę koszykówki. Również jest segment poświęcony wiedzy merytorycznej udzielanej przez fachowców. Pozdrawiam i do zobaczenia.
P.S. W ekipie czerwonych nikt nie popełnił faulu w ostatniej akcji – cieszę się, że polecenie kapitana zostało wykonane 🙂
Byłem ,widziałem, uczestniczyłem, potwierdzam. Z perspektywy rookie podzielę się moimi wrażeniami. Ogromny plus za ludzi. Totalna mieszanka charakterów i osobowości – każdy inny, a jednak bardzo łatwo było złapać kontakt i stworzyć fajne relacje. Zero spiny, zero wykluczania. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał – każdy mógł być sobą i brać z tego campu tyle, ile chciał. Treningi ? : naprawdę mając 2 treningi da się skleić team i sprawić by mecz nie był bieganiną wariatów za piłką. Finałowy mecz? Pełen profesjonalizm. Sędziowie, stolikowi, tablice wyników – wszystko dopięte na ostatni guzik. Naprawdę można było poczuć klimat prawdziwego meczu na szczycie. Adrenalina jeszcze trzyma. Pozdro dla wszystkich chłopaków. BTW :Bartek – podbijam temat i zachęcam do komentowania meczów na żywo w TV. Byłbyś unikatem w skali światowej.
admin może zmień nazwę strony na gwiazdy amatorskiego basketu po czterdziestce z zauważalnymi brakami w kondycji fizycznej oraz postępującą siwizną kropka pe el.
cholera – żeby brzydko nie powiedzieć – minęło jakieś 5 dni meczy playin oraz playoffs, a tu totalna cisza, nieźle, zawód.
Ojezusiemaryjo, ale to było zajebiste.
Zarówno stare mordki jak i nowe mordki – z wszystkimi i koszykówka i piwo smakowały lepiej niż zwykle.
Moje nogi potrzebują solidnej regeneracji, ale dzięki campowi nastawienie do wypracowania lepszej formy mam więcej niż odpowiednie (i do jej utrzymania aż do następnego campu, kiedykolwiek to będzie).
Dzięki organizatorowi, dzięki mojemu współlokatorowi, wszystkim, którzy się ze mną napili i zjedli, temu, który mnie zaprosił w swoje progi, temu, który przywiózł mi wodę, tym, którzy wozili moją kościstą dupę, dzięki wszystkim, którzy mnie faulowali (bo dobrze czasem dostać w ryj) i dzięki tym, których sfaulowałem ja (bo żadnego nie odgwizdali). Dzięki tym, których mogłem posłuchać i tym, którzy chcieli posłuchać mnie. Dzięki wszystkim za energię i ciepłe przyjęcie, za pochwały i dogryzanie. Za rzetelną krytykę i wskazówki. To było zaiste unikatowe doświadczenie – sam nie wiem czy Bartek w pełni pojmuje jak wielkie jest to, co tworzy.
A mówiąc już stricte koszykarsko – niby sami amatorzy, ale byli tu ludzie, których podziwiam za żelazną kondycję, za pięknie ułożony rzut, za zrozumienie gry, za szybki cyngiel, za opanowanie, za zaangażowanie albo za wytrzymałość, długowieczność i twardość łokci.
Dzięki jeszcze raz, nie mogę się doczekać na kolejne spotkanie.
bartek zamykaj stronę natychmiast!!! Żarty sie skończyły!!
admin kurza twarz dawaj te kilka linijek tekstu bo zaraz utracę status elity hahaha
Tez tam byłem – słowa nie są w stanie oddać odpisać tego wszystkiego co dzieje się na campie – tego co na parkiecie i tego co po za nim, Trzeba być żeby zrozumieć o czym GWBA Familia pisze, poczuć i chłonąć. To był mój 3 raz – za każdym razem jest inaczej za każdym razem jest lepiej za każdym razem jest coraz bardziej magicznie.
„Tomek K. – P.S. W ekipie czerwonych nikt nie popełnił faulu w ostatniej akcji – cieszę się, że polecenie kapitana zostało wykonane 🙂”
– szkoda że się nie posłuchali, jednej śliweczki pod okiem by nie było – hahaha
Do zobaczenia następnym razem – love GWBA Familia
P.S. – piłkę miał w rękach – niektórzy to mają wyobraźnie 🙂
Hehe, krótka „mowa motywacyjna” przed ostatnią akcją była bardzo, bardzo skuteczna 😉
Dla mnie to już 7. Camp i mam nadzieję, że nie ostatni 😀. Chyba nic tak nie łączy ludzi jak wspólna pasja, no może jeszcze poczucie humoru 😀. Tu mamy jedno i drugie 😁. Świetna organizacja (Bartek – szacun i dzięki, że wciąż masz chęć i energię, by to organizować 💚), fantastyczni ludzie, jest basket na naprawdę dobrym poziomie, jest czas na rozmowy, chill, zwiedzanie, imprezowanie – każdy znajdzie tu coś dla siebie i przede wszystkim nawiąże relacje z wartościowymi chłopakami z całej Polski (a bywa, że nie tylko 😀), którzy oprócz basketu mają masę innych ciekawych pasji i zainteresowań. Dziękuję wszystkim uczestnikom za pięknie spędzony czas 😀