Milwaukee Bucks zwycięzcami NBA Cup: czy jedzenie szkła jest niebezpieczne

51

Patronem dzisiejszego odcinka jest… nie ma i może dobrze, bo będzie to traumatyczny (dla mnie) odcinek. 

Jadłem dziś rano posiłek i nagle coś chrupnęło mi w zębach. Okazało się że był to niewielki kawałek szkła ze stłuczonej szklanki. Czy memu życiu zagraża niebezpieczeństwo? Od zdarzenia minęło już parę godzin, nie czuję żadnego bólu, co najwyżej dyskomfort psychiczny wywołany nocnymi wydarzeniami za oceanem…

Milwaukee 97 Oklahoma City 81

To nie żart, żaden błąd appki z wynikami, zawieszka po trzeciej kwarcie. Finał tegorocznego NBA Cup przyniósł w sumie 178 punktów. Ostatnim razem równie niską zdobycz zespół z Oklahomy osiągnął… w grudniu 2021 roku, trzy lata temu, będąc jeszcze śmierdzącym ropą tankowcem. Jak to leciało? 

This is seven percent luck
One percent skill
One percent concentrated power of will
One percent pleasure
Ninety percent pain
And a hundred percent reason to remember the name

Doc Rivers zdobył puchar NBA. Jest pierwszym szkoleniowcem w historii, który sięgnął po mistrzowski tytuł oraz zdobył puchar NBA, haha. Dajcie mu od razu przedłużenie kontraktu, pomnik przed halą w Wisconsin. Chłop zaklepał sobie kontrakt w lidze na najbliższe piętnaście lat. Dzisiejszy sukces będzie doił do śmierci. Jak sam mówi, tajemnicą było wychodzenie z chłopakami wieczorem i dobra atmosfera w Las Vegas. GOAT!

Jego asystent Darvin Ham sięgnął po puchar po raz drugi. Mało tego, Ham jeszcze nie przegrał meczu w ramach NBA Cup, zalicza perfekcyjne 14-0! Oni się cieszą, a mnie pozostało jedzenie szklanki. Będę dziubał po małym kawałku, bo chyba nie chcecie mieć mnie na sumieniu? To oczywiście żart. Jedzenie szkła jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia i mam nadzieję, że nikt z Was nigdy nie wpadnie na ten durny pomysł. 

No dobrze, ale jak to się stało? Co się stało chłopakom z OKC, co za piorun w nich trzasnął? Thunder w pierwszej połowie zaliczyli 1/17 zza łuku. W całym spotkaniu zaś 5/32. Z każdym kolejnym pudłem gaśli, a mające przewagę fizyczną Milwaukee coraz ciaśniej i pewniej siedziało w polu trzech sekund. Giannis ściągnął z tablic 19 piłek i chociaż defensywa OKC działała bez zarzutu, anomalię pogodową po stronie rywali Bucks wykorzystali należycie. 

Trochę mam mętlik w głowie, bo nie sądziłem, że taka sytuacja będzie możliwa, ale powiedzmy sobie uczciwie, brak skuteczności dystansowej zdarza się każdemu. Jak to dobrze, że playoffs rozgrywane są do czterech zwycięstw, a jednocześnie, z każdej sytuacji można wyciągnąć wnioski. Moje wnioski? 

Thunder brakowało gabarytów, wyglądali filigranowo naprzeciw Giannisa, Lopeza, Portisa, nawet jeśli ten ostatni nie wniósł na parkiet zbyt wiele. Za wyjątkiem SGA i Williamsa nie było odważnych by wykreować akcję kozłem. Bucks robili wszystko, by odebrać rywalowi wjazd w pole trzech sekund, stawiali zasieki, ścianę, mur, gdyby było można obaj brzuchaci szkoleniowcy też by tam wskoczyli na pomoc, jako ludzka barykada. Thunder na to przystali początkowo, bo przecież mimo tragicznej skuteczności do przerwy przegrywali zaledwie jednym punktem.

Niestety dalej było jedynie gorzej, Bucks już na bezczelnego zadomowili się pod koszem, a ponadto panowie Lopez, Trent i Lillard trafili swój przydział dalekich prób. Jedna jedyna, ale kluczowa sprawa: niemal każda celna trójka Milwaukee padła po podaniu ze środka. Najpierw osiągali przewagę wewnątrz, a następnie odgrywali na zewnątrz, podczas gdy dalekie rzuty OKC padały po mniej lub bardziej desperackich próbach przerzucenia piłki jeden do drugiego na obwodzie albo biegu od kosza do kosza.

Co tu wiele gadać, OKC obszczali łóżko gdy wszystkie kamery były włączone i niech to będzie dla nich lekcja. Potrzebują zdrowego Cheta Holmgrena, bo umówmy się, że Alex Caruso kryjący Giannisa wyglądał kuriozalnie. Pomysł może i był dobry, ale wykonanie sami widzicie. Antetokounmpo także należą się kwiaty, bo grał z większą intensywnością niż ktokolwiek: 26 punktów 19 zbiórek 10 asyst 3 bloki! Jego wola walki i sportowa złość były dziś bardzo wyczuwalne. Zobaczcie choćby na to:

Niestety, ale obu gwiazdom OKC zabrakło doświadczenia, nie potrafili kontrolować tempa meczu, gdy gra nie szła po ich myśli. J-Dub praktycznie nie ruszał się bez piłki. Rozumiem, że w tym roku dołożyli mu obowiązków na piłce, ale z off-ball mam wrażenie, nastąpił u niego mały regres. Shai wydawał się zmęczony, w przeszłości szedłby mocniej na obręcz, wymuszał faule, tym razem zaliczył 3/4 FT. To także anomalia. Od początku powinien był pałować pod obręcz zamiast rzucać za trzy. O wjazdach przypomniał sobie dopiero w trzeciej kwarcie. Myślę, że to dla niego dobra lekcja. 

Na koniec jeszcze, widownia w Las Vegas dramatyczna, zblazowana, niezaangażowana. Ceremonia pucharowo trochę przypałowa. Trwa victory lap Doca Riversa. Myślicie, że teraz gdy nabrali zdrowia i łapią chemię, stać ich na mistrzowski tytuł? 

NBA umiera? Serio?

Wiele się przewija ostatnio słów na temat spadku zainteresowania NBA. Serio? Ktoś wrzucił film, podlał populistycznym sosem, a Wy to kupujecie jak te kurczaki w KFC, bo przecież uwielbiacie hejtować. Jak komuś nie idzie, jak somsiad wlazł w g%wno albo najechał oponą na gwóźdź, jak ktoś coś [xxx] na drugiego to są emocje, to jest fajnie, to jest ciekawie. Negatywne emocje to są rzeczy na bazie których buduje się dzisiejsze programy oraz język, którym posługują się media.  

Na tej kanwie drugą dekadę lecą np. goście z Inside the NBA. Znani i lubiani bohaterowie naszego dzieciństwa: nie oglądają meczów, posługują stereotypami, dawno już wypadli z obiegu, ignorancję swą na temat dzisiejszego basketu przykrywają ironią i hejtem w kierunku zawodników. Jak słyszysz codziennie, że ktoś nie umie grać, że nie dałby rady w starych czasach gdy grało się prawdziwą koszykówkę, że nie ma podjazdu do tego czy tamtego, że NBA się skończyła, to ci się udziela. Czytasz coś bezrefleksyjnie, nawet tu na GWBA i powtarzasz jako swoje. Tak to działa.  

Za moich czasów to i tamto. Kiedyś to było, dzisiaj nie ma. Dziś to 195-centymetrowy Charles Barkley bez rzutu za trzy mógłby się cmoknąć w pompkę jak jakiś Talen Horton Tucker. Oczywiście upraszczam, ale hejt to hejt, nie? Sezon za długi? Zawsze był tak samo długi, to Ty jesteś zmęczony życiem i masz styki przepalone. Brak obrony i zaangażowania? Dziś była fenomenalna obrona i zaangażowanie, podobało się? Że za dużo gwizdków i przerywania, chyba że za mało i kroki ciągle albo piłka noszona. Festiwal trójek? Spytajcie fanów Bostonu czy im się sezon podoba, zwłaszcza po wygranym meczu. 

Dziś NBA podało wyniki frekwencji. Na przestrzeni roku padły trzy rekordy:

  • na meczach obecnych było 22.5 miliona osób
  • średnia widownia na meczu to 18.3 tysiąca kibiców
  • 872 mecze wyprzedane 

NBA jaka jest każdy widzi. Wszystko co się dzieje znajduje swoje logiczne wytłumaczenie. Każda decyzja biznesowa podyktowana jest liczbami. Być może problem leży w nas? Zamiast marudzić doceniajmy małe, ale drobne rzeczy. Osobiście mam nadzieję, czytać się z Wami jeszcze długo, a najfajniejszych poznać na GWBA Camps. Nie zmienię się w showmana, nie będę udawał kogoś, kim nie jestem. Nie stracę też przekonań, dlatego Docu Riversie, gratuluję! Dobrego dnia wszystkim. b

 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Love U, b.min. Rzadko piszę komentarze, życie mnie targa ostatnio i odbiera chęci do polemiki na Łamach, ale tym razem napiszę: szapo ba.
    Dlatego czytam tego bloga, dlatego wspieram i będę wspierał.
    Peace’n’Love. Kevin Love.

    (28)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    No tak, jedno to fizyczna obecność na meczach o której piszesz, a drugie to spadająca oglądalność telewizyjna. Zdecydowanie więcej ludzi ogląda jednak NBA na ekranie a nie na żywo. Zainteresowanie NBA spada, i nie rozumiem dlaczego tak usilnie próbujesz udowodnić że jest inaczej.
    Pozdro

    (44)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Nie wynika to z faktu, że teraz trudniej się skupić ludzim na czymś dłużej, a zwłaszcza meczu NBA co ma wiele przerw? Coś podobnego czytałem odnośnie piłki nożnej Ps. Osobiście dla mnie np. ciągłe rzucanie za 3 jest mniej atrakcyjne

      (5)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak mówi stare koszykarskie przysłowie: jak trójka nie siedzi, to i Golden State w prajmie była przeciętną drużyną.

    (25)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo wszystkim polecam obejrzenie jakiegoś meczu z lat 90 tych. Klimat jest faktycznie niepowtarzalny, ale koszykówka to wybitnie archaiczna. Obejrzałem siodmy mecz finałow 94 Knicks vs. Rockets i na moje oko te druzyny zostalyby zjedzone w dzisiejszym Nba jak kiedys dream team pozeral innych na olimpiadzie.

    (9)
    • Array ( )
      katarzyna belladonna 18 grudnia, 2024 at 12:32
      Odpowiedz

      Nie ma co gdybać kto by dzisiaj kogo zjadł. Czasy się zmieniają i gra też. Można najwyżej dyskutować nad wyższościa (atrakcyjnością) starej nad nową albo odwrotnie. Tamci zawodnicy byli najlepsi w swoich czasach i tyle. Czy Messi by zjadł Maradone? Bez sensu

      (19)
    • Array ( )
      trapped in a corner 18 grudnia, 2024 at 12:39
      Odpowiedz

      Widzę, że przejąłeś narrację miłośników 80s/90s tylko w druga stronę. No cóż, każdy sprzedawca musi zachwalać swój towar, nieważne jak miernej jakości kupy z muchami by nie sprzedawał. Więc trochę się nie dziwię, że w akapicie o potencjalnie umierającej lidze starszasz się zaprogramować (co de facto już dawno ci sie udało to zrobić z większością tutaj) na ten obecny produkt swoich obecnych odbiorców. Bo nie masz innego wyjścia żeby móc pchać ten wózek dalej. Posługujesz się modnym obecnie słowem „hejt” żeby jakoś tę narrację ratować, podbijając wszystko zarzutami o złe emocje. Byłby z ciebie dobry polityk.
      Czy ludzie z 'Inside the NBA” nie oglądają meczów ? Śmiem wątpić. Inna kwestia, że obecnie ciężko ten koszykówkopodobny produkt oglądać dłużej niż jedną kwartę.
      Czy zawodnicy obecnie są bardziej utalentowani ? Nie są. Są tylko bardziej atletyczni i inaczej trenowani.
      Czy lepiej rzucają za 3 ? Nie , tylko na większym wolumenie.
      Czy koszykówka 30 lat temu była archaiczna jak ktoś tam wyżej napisał ? Nie była, była INNA, znacznie przyjemniejsza i emocjonująca w odbiorze.
      Czy dziś gra się wg. prawideł gry w koszykówkę ? Nie.
      I tu przechodzimy do pytania – czy dzisiejsi zawodnicy zaadaptowaliby się do gry 30 lat temu ? Pewnie tak, ale potrzebowaliby czasu (notoryczne kroki, niesprawiedliwe faworyzowanie zawodnika ataku i rozdawanie akcji 2+1 to jedna z gorszych rzeczy w obecnej lidze, nie da sie tego oglądać). Podobnie jak większość zawodników sprzed 30 lat po odpowiednim treningu odnalazłaby się bez problemu w dzisiejszej lidze.
      I nie chodzi o to, że marudzę. Po prostu obecny produkt (nie przez przypadek to słowo) mi osobiście nie odpowiada. Ale jeśli ktoś lubi nie mam z tym żadnego problemu. Tylko niepotrzebnie czasem zakłamujesz rzeczywistość twierdząc kategorycznie, że dzisiejsza koszykówka jest lepsza.

      (51)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Pełna zgoda trapped
        Dodam jeszcze dachy za spojrzenie w stronę przeciwnika lub wręcz za nie wiadomo co oraz oczobitne parkiety, które mega utrudniają oglądanie meczy. Ponadto chyba największą różnicą in minus względem dawnej ligii jest najzwyczajniej w świecie brak antagonizmów. Mogłem nie być fanem Zo ale nie miałem wątpliwości, iż zrobi wszystko żeby popsuć radość z wygranej Byków. Polecam porównać ówczesne rywalizacje LAL – Boston, Detroit – Bulls, itp. Dzisiaj zawodnicy zbijają piąteczki, jest słodkopierdząco i w różowych okularkach. Wtedy gotowi byli skoczyć sobie do gardeł po wygraną i nie było odpuszczania. Zresztą o czym w ogóle mowa? W all star grali tak żeby jedna gwiazda mogła drugiej walnąć postera lub w jakikolwiek sposób zgasić. Teraz? Taaa…..
        No ale kasa się zgadza więc jest super a wy się nie znacie i jesteście hejterami. Przecież kasa rządzi i jest wyznacznikiem wszystkiego. Może jeszcze w ogóle wprowadzić na wszystkie mecze taki parkiet jak na ostatnim all star game? Można byłoby wyświetlać reklamy non stop w trakcie meczu. Ileż by z tego kasiory się polało?
        A! I jeszcze jedna ważna sprawa w sumie, o której mało kto wspomina. Sukces dzisiejszej NBA to jest również znacznej mierze zasługa właśnie tamtych lat. Nie byłoby obecnego sukcesu bez tamtych gwiazd czego dowodem może być chociażby to ilu zawodników po latach ’90 wspominało, że najzwyczajniej w świecie chiceli być jak Mike. Mike, który jak również o tym wielu nie pamięta dzięki swojemu sukcesowi spowodował, że liga zarabiała więcej a poprze to wszyscy zawodnicy w jakimś stopniu zarabiali więcej.
        No ale co tam. LeBron debeściak. Co tam Mike i lata ’90. I nieważne, że tamten w zasadzie wszystko grał po 82 mecze i tyrał nawet z kontuzjami podczas gdy ten narcystyczny płatek śniegu ma naciągane staty i loaduje. Wtedy to nic nie było. Teraz panie to jest dopiero

        (9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ja nie jestem w stanie tego oglądać. Nie jest to może róznica jak z Orłami Górskiego, ale wszystko dzieje się taaaak wolno.

      (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Knicks z 94 zjedzone… przez kogo??
      ktoś z dzisiejszych warkoczyków chciałby ugryźć Oakley’a ? smacznego 🙂

      (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    W końcu ktoś to napisał, jak widzę tych ludzi podniecających się kipdebitem i jego pierdololo to mnie skręca. Serio, niestety (dla nas, dla Ciebie trochę mniej może) jesteś jednym z bardzo niewielu piszących merytorycznie o NBA po polsku

    (-3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To że nie lubisz danej postaci, nie znaczy że podnieca ona każdego, kto akurat myśli przeciwnie. Kipi ma swój sposób narracji i można być tego fanem bądź nie, ale na pewno nie odmówisz gościowi, że kocha koszykówkę i ma o niej większą wiedzę niż przeciętny widz.

      Kipi i MVB zabierają kawałek tego niedużego przecież tortu o nazwie 'mniej lub bardziej fachowe wypowiadanie się w Polsce o rzucaniu pomarańczowym w czerwone na najwyższym poziomie rozgrywkowym w USA’. Też bym od czasu do czasu rzucił w ich stronę jakiś przytyk, gdybym sam miewał z tego tortu korzyści.

      Równie dobrze mógłbym gdzieś napisać 'no w końcu ktoś to napisał – jak widzę tych wszystkich Paupów95 podniecających się Gajewskim z gnid basketu i jego grafomanii, to mnie skręca’.

      No mógłbym, ale staram się nie spłycać rzeczywistości.

      (20)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        A my, widzę znowu musimy wybrać jedną słuszną opcję i być przeciwko drugiej. Ja tam czytam GB i lubię posłuchać Kipiego. Przecież to się nie gryzie. Obydwa źródła są w porządku. Tym bardziej że to nawet nie konkurencja, z mojego punktu widzenia.

        (7)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Napisał, że na mecze chodzą ludzie – świetny argument odnośnie spadku oglądalności. Później, że hejt „to Ty jesteś zmęczony życiem i masz styki przepalone” – wręcz Jezusowe miłosierdzie.
    „Dziś była fenomenalna obrona i zaangażowanie” – no czyli juz wszystko w porządku z NBA.
    Może powinieneś więcej spać albo nie pisać z samego rana Panie kolego.

    (27)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    „Na tej kanwie drugą dekadę lecą np. goście z Inside the NBA. Znani i lubiani bohaterowie naszego dzieciństwa: nie oglądają meczów, posługują stereotypami, dawno już wypadli z obiegu, ignorancję swą na temat dzisiejszego basketu przykrywają ironią i hejtem w kierunku zawodników. ”
    Ci goście dawno sprzed kamer powinni zniknąć, a tymczasem jak ktoś ma coś sensownego do powiedzenia to leci na pysk, a trzymają gościu pokroju Perkinsa. Fakt, że mają u kogoś posłuch świadczy tylko o pojęciu koszykówki u niedzielnych kibiców.

    (6)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Spadek oglądalności jest faktem i dlatego wywiązała się dyskusja, a admin nie ma zamiaru w niej uczestniczyć, bo wszystko jest zajebiście a ja mam przepalone styki.

    (32)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Hmm oglądalność spada do czego? Powiedz mi że 20/30 lat temu więcej ludzi na świ3coe oglądało NBA? W czasach gdy nie było internetu?
    Kiedyś mogłeś obejrzeć 1 czy 2 mecze w tygodniu wybrane do transmisji w telewizji i to wszystko…teraz dużo ludzi ma League Passa i może oglądać mecze jakoe chce i kiedy chce – druga sprawa że w obecnych czasach i trybie życoa ciężko kest oglądać mecze na żywo dlatego może i oglądalność meczy ns żywo w tv spadła ale nie wydaje mi się żeby jakoś tragicznie spadła w internecie… Poza wspomnianym LeaguePassem masz też nielegalne streamy gdzie lidze oglądają NBA albo tak jak ja oglądam na stronie bukmacherskiej – chodzi mi o to że teraz jest tyle opcji ohlądania NBA że ciężko jest sprawdzić ile faktycznie ludzi ogląda NBA tym bardziej na żywo…
    Ja też sie wychowałem na koszykówce lat 90-2000 a moim ulubionym zawodnikiem był AI i patrząc na poziom dawnej koszykówki i tej teraz to uważam że dawne drużyny/gwiazdy nie mają za bardzo podjazdu do dzisiejszych drużyn/gwiazd… tak samo jak inne rzeczy takie jak samochody/sprzęt AGD/RTV itd itp i mimo że mamy do nich sentymemt to niestety wszystko sie rozwija i ewoluuje i tak samo jak NBA tak nasze życie jest coraz „szybsze” – mamy mniej czasu żeby sie zatrzymać i „spowolnić”…
    Kiedyś może i gracze byli więksi (wyglądali na silniejszych fizycznie) tak jak Shaq , Mourning, Robinson czy Malone ale wątpie żeby dzisiaj coś pograli bo po 1 kwarcie takiego biegania w obronie mieliby już dość a i w ataku nie mieliby łatwo bo by ich odcinali skutecznie od podań…

    (4)
    • Array ( )
      Donald Dżej Czramp 18 grudnia, 2024 at 15:30
      Odpowiedz

      Oglądalność spada od 2012 roku. Dobrze wie o tym Silver, bo próbują wszelkimi sposobami uatrakcyjnic ligę. M.in. stworzyli play-in i NBA Cup. I tak, dużo ludzi ma League Passa, ale fakty mówia za siebie. Nastepny co próbuje zakłamywac rzeczywistość?

      (13)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Uaaa
      No Jokic to biega jak szalony akurat lol
      Na jakiej podstawie zakładasz, że nie daliby rady przy obecnych metodach treningowych osiągac takich samych lub lepszych rezultatów niż obecni zawodnicy? Uważasz obecnych za jakiś rodzaj nadludzi? To nadal ten sam gatunek z tego co kojarzę. Zmienił się styl gry, na inne elementy być może jest nacisk ze względu na potrzeby strategii/ taktyki ale to nadal są tacy sami ludzie jak 30 lat temu. Odnośnie porównania do sprzętu AGD czy samochodów, to też tak średnio bo oczywiście można uznać, że materiały są lepsze, projektowanie jest lepsze etc. Jednak silnik spalinowy wbrew pozorom nie uległ od ostatnich kilkudziesięciu lat jakiejś kosmicznej rewolucji. Tak samo jak większość mechaniki w samochodach. Ponadto można by się odnieść do trwałości itp tematów lecz myślę, że nie ma sensu bo nie o to, nie o to

      (4)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki Admin za równie zjadliwą co wyczerpującą relację. Mam parę luźnych uwag, więc w punktach:
    1) Bucks odkąd zaczęli pukać w dno od spodu z bilansem 2-8 zaliczają (wliczając finał NBA Cup) 13-3. Tytułu z tego raczej nie będzie, ale okres skutecznej gry wypada docenić.
    2) Wg półoficjalnych pogłosek już za dwa lata, od sezonu 26/27 do NBA wraca Seattle oraz wkracza Las Vegas. Najbardziej cieszą się pewnie kibice SuperSonics, mający chrapkę na bycie współwłaścicielem klubu LeBron oraz zawodnicy Memphis lub Nowego Orleanu, bo jedna z tych drużyn (tak podejrzewam, no bo przecież nie Portland) przejdzie na Wschód, gdzie jej miejsce, a tym samym gracze zaoszczędzą w skali roku dziesiątki godzin znacznie rzadziej latając na drugi koniec kraju.
    3) ASG w tym sezonie będzie składał się z miniturnieju, 3 drużyny po 8 All Starów plus zwycięzca meczu Rising Stars. Co ciekawe dokładnie to zaproponowałem w komentarzu przy okazji tegorocznego ASG jako pomysł na obudzenie żyłki rywalizacji i zostałem mocno zminusowany, co mnie zdziwiło, bo idea wydała mi się ciekawa i mało kontrowersyjna.
    4) A propos ASG gracze od lat traktują go pasywno agresywnie, bo to tylko pokazówka dla sponsorów w hali oraz najmniej wybrednych kibiców przed ekranami, na dodatek w czasie, gdy reszta ligi ma wolne. Kiedyś było inaczej, bo gracze aby zaprezentować się kibicom (i ze względów ambicjonalnych, i marketingowych) mieli tylko parę okazji w roku: kilka spotkań RS w ogólnokrajowej telewizji, być może parę kolejnych w PO oraz ASG właśnie. Teraz, gdy gracze mają kontakt z fanami 24h na dobę przez social media, każdy mecz jest dostępny online, a ilość materiałów pisanych i video (skróty, vlogi, analizy, topki itd.) jest nie do ogarnięcia, sytuacja jest całkiem inna.
    5) Swoją drogą nie tylko mecz gwiazd stracił dawny prestiż, tak samo stało się z konkursami, bo nagrody przestały być dla graczy atrakcyjne i obecnie startują w nich głównie postacie drugoplanowe chcące się zaznaczyć oraz niechętne gwiazdy prawdopodobnie nieoficjalnie „poproszone” o to przez ligę. Larry Bird startował co roku w konkursie trójek, bo zwycięstwo pozwalało mu na podreperowanie domowego budżetu, Stephen Curry więcej zarobiłby w tym czasie z odsetek na lokacie.
    6) Popularnym trendem w komentarzach jest narzekanie na spadającą oglądalność (w domyśle: bo kiedyś to kurła było, nikt nie chce oglądać festiwalu trójek). Zdziwiłbym się, gdyby nie spadała, przecież to dane z amerykańskiej tv, a tv na całym świecie jest w odwrocie. Ciekawsze byłyby dane ze streamingu, ekspansji na nowe rynki oraz całkowicie niepoliczalne zainteresowanie kibiców materiałami okołomeczowymi typu analizy na YT albo topki na insta. Same pirackie skróty meczy z danej nocy nabijają po setki tysięcy, czasem ponad milion wyświetleń na YT, do czego sam się przyczyniam.

    (30)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Bart ku, od odnośnie czytania bezrefleksyjnie i powtarzania jako swoje, przypominam Ci, że sam swego czasu wklejałeś tu analizy poszczególnych akcji i opisywałeś jako swoje. Było to łatwe do znalezienia na zagranicznych portalach. Wtedy nawet wytknalem Ci to w komentarzu, ale pewnie komentarz usnąłeś jak masz w zwyczaju.
    Nie wiem czy dalej to robisz, nie sprawdzam, nie chce mi się. Lubię tu wchodzić i jestem hejterem.
    Trochę więcej dystansu do siebie bo sam jesteś w czołówce hejterów na tym portalu.

    (34)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    A propo meczu, nie ogladalem wiec nie bede sie wymadrzac ale twoja narracja jest taka Admin, ze OKC ten mecz przegralo bo im trojki nie siedzialy i nie bylo Holmgrena, ktory mialby pokryc Giannisa a Milwaukee to sie w sumie przyfarcilo, ze trafili na slaby dzien OKC. Jak popatrzymy w statystki to widze cos innego: Milwaukee wygralo ostatnie 12 z 15 meczow, wiec chyba cos tam chyba zaiskrzylo i sztab szkoleniowy z Mr. Doc robia przyzwoita robota. Czy jest to material na mistrza – zdecydowanie nie ale slowa uznania za ostatnie wyniki sie naleza. Co do Holmgrena, ktory mialby pokryc Giannisa to widze, ze probowal tej sztuki w marcu tego roku i Giannis zaliczyl 30 punktow na ponad 70% z gry i dodal 19 zbiorek a Chat 6 punktow i 4 zbiorki. No more comments.

    (22)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki Bartek za artykuł i zdroworozsądkowe podejście do lamentowania nt NBA. Doceniam fakt, że gratulujesz Dokowi tytułu – co by o nim nie myśleć, wygrana NBA Cup to nieduży, ale jednak sukces. Z kolei drużyna przeciwna to dziś nie OKC Thunder a OKC Thunderstruck. Mam nadzieję, że ich to czegoś nauczy i wyciągną wnioski przed play-off.

    (2)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Okc zweryfikowane fizycznie i gabarytowo.

    Trójka nie siedziała, bo trzeba było fizycznie walczyc w obronie i to miało przełożenie na dynamikę i precyzję w ataku.

    (14)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    serio Charles to dla Ciebie teraz poziom Tuckera? w obecnej NBA nastawionej na atak mało który by mu ustał a obudowany sypaczami trójek jakimi byli Majerle i Ainge chociażby dalej robiłby swoje

    (20)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Połowa komentujących twierdzi, że obecna koszykówka się im nie podoba i nie mogą tego oglądać. I jest źle i nie ciekawie, ale ciągle tu są i tryskają jadem, jak zgorzkniały starcy na ławeczce przed blokiem, patrzący na przechodzącą obok młodzież. Jak ktoś nie jest w stanie oglądać obecnej NBA to niech nie ogląda. Drużyn jest dużo, koszykówkę grają różną i mecze bywają wszelakie.

    (-2)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Fani OKC mogą się powoli przyzwyczajać do tego, co wydarzy się ponownie w maju.

    A Barkley oczywiście, że poradziłby sobie w dzisiejszej lidze, to był zawodnik wybitny, a gracze wybitni wybiją się w każdej epoce.

    (24)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    O ile po drodze nie potniesz sobie przełyku to samo szkło w żołądku zamieni się w piasek. Kiedyś na własne oczy widziałem w jakimś barze zakład po którym gość zjadł pół szklanki. Nic mu nie było, co nie zmienia faktu że pomysł jak i sama jego realizacja to czysty debilizm. Pozdrawiam

    (0)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    Te ostatnie 15 meczów… Tuzów koszykówki to tam nie było, w tym wygrana na farcie z Houston i Miami czy połamanym Orlando, ale dobra tam. Wygrali to wygrali.

    (-1)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Każdy ma swoje przemyślenia i poda przykłady jak grało się w latach 90-tych. Ja podam swój. Na tapecie Utah Jazz, sezony 1997 oraz 1998. W obu finaliści NBA. Starterzy – Stockton, Hornacek, Russell, Malone, Ostertag. Omówienie zawodników: Stockton – mistrz asyst, legenda . Poukładany, inteligentny gracz. W obecnych czasach: za wolny, za słaby rzut, Myślę że nie ustałby przy dzisiejszych atletach. Regularne wizyty przy zawodnikach rzucających za 3 odbiłoby się na jego produktywności w ataku. Hornacek – strzelec 3 punktowy. W obecnych czasach: za mały, za wątły, za wolny. W obronie niszczony. Zawodnik tylko do ataku na 15 minut w meczu. Russell – zadaniowiec kierowany do krycia SG i SF przeciwnika. W obecnych czasach: przydatny ale zbyt słaby w ataku. Malone – gwiazda NBA lat 90-tych. W obecnych czasach: zapewne też gwiazda, ale zawodnik nie rzucający za 3 i nie przyzwyczajony do krycia trojkowiczow. Nie miałby tak łatwo. Regularnie podwajany przez sprawnych zawodników, tracący swoje atuty w polu 3 sekund, zmuszany do gry na półdystansie. Ostertag – wielki, chłop który niewiele potrafił. W obecnych czasach – kompletnie bezużyteczny. Wolny, drętwy, bez umiejętności gry pod koszem, bez rzutu. Potrafił blokować. Nie grałby w obecnej NBA. Rezerwa to Shandon Anderson, Howard Eisley, Adam Keefe czy Chris Morris. Żaden nie robi ròżnicy. Styl gry Utah: wolna gra, ustawione zagrywki wyuczone do perfekcji, żołnierska dyscyplina, precyzja w każdym calu, każdy znał swoje miejsce w szeregu. To by ich zgubiło w dzisiejszej koszykówce. Mój werdykt: taki zespół nie ma racji bytu w obecnej NBA. W ten sposób skonstruowany nie liczy się w stawce. Uważam że niesłusznie uważa się obecnie grających zawodników za ciamajdy z zasłoniętymi oczami od pieniędzy. Po prostu NBA jest inna, szybsza, pierwszeństwo ma rzut za 3 a nie jak kiedyś rzut spod kosza. Nie zgodzę się też na erę super defensywy w latach 90-tych. Byli Knicksi, Miami oraz bad boys do upadku w 1992 roku. I tyle. Żeby nie było, jestem rocznik 82, wychowałem się na koszykówce z lat 90-tych, więc coś o tym wiem. Zapraszam do dyskusji

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Niestety, ale chyba masz małą wyobraźnię i w sumie nie mam czasu Cię uświadamiać. Podam Ci tylko przykład Glena Rice’a (można do niego dodać Kerra, Steve’a Smitha i innych rzucających z dystansu). Zawodnik świetny, ale nie wybitny w swojej erze. Strzelec, który w obecnej NBA miałby spokojnie +30pkt na mecz. Czy zmienił NBA? Nie! Był tak naprawdę jednym z wielu (bardzo dobrych) zawodników, który mistrzostwo zdobył dzięki innym (tutaj Shaqowi i Bryantowi). Mam Ci przypomnieć jak stary i drewniany Duncan szkolił młodych wilków typu Cousins i wygrywał mistrzostwo w nowej erze, gdzie każdy biegał, skakał i robił piruety podczas wsadów? A co z Donciciem, który byłby jednym z wielu powolnych, ale na maxa efektywnych graczy w latach 90-tych? A Giannis bez skilla, którego Olajuwon czy nawet McHale wysyłałby do szatni za faule w ciągu dwóch kwart? Kolejne pytanie, które się nasuwa to: Czemu Phoenix Suns z Nashem nie zdobyli mistrzostwa, skoro grali identycznie jak zespoły z dzisiejszej ligi i mieli jednego z TOP 5 Ever PG, a także mogli korzystać ze zmiany zasad po 2005 roku? Proszę Cię, już bez takich. Inne lata, inne zasady, ale zawodnicy z absolutnego topu historii koszykówki, którzy dziś byliby absolutnymi gwiazdami.

      (8)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        @VKTeam
        Skoro Glen Rice (fajny gracz, pamiętam go głównie z Hornets i Lakers, wcześniej ja byłem za młody, a później on za stary) zdobywałby spokojnie 30+ pkt na mecz (w tym sezonie jest 4 takich graczy i żaden nie jest typem strzelca), a prawdopodobnie najlepszy PF w historii dyscypliny był drewniany, to ok, niech Ci będzie, tylko o czym tu dyskutować

        (1)
        • Array ( )

          Drewniany w porównaniu do dzisiejszych atletów,ale na maxa efektywny, inteligentny i mający świetne rzemiosło. To jeden z moich ulubionych koszykarzy, któremu kibicowałem od początku kariery. Dlatego uważam, że stara koszykówka stała na świetnym poziomie i mówienie o braku strzelców (przy dzisiejszej obronie Rice nie miałby 40%, ale ponad 50% za trzy. Podobnie Smith, Kerr, Hodgson, Majerle, Price i paru innych) zakrawa o kpinę. Grało się inaczej, ale wyszkolenie stało na bardzo wysokim poziomie.

          (3)
  21. Array ( )
    Odpowiedz

    Po prostu tęsknią do czasów kiedy byli młodymi byczkami i dlatego się im wydaje że najntisowa NBA to jest peak a teraz gunwo. Normalna kolej rzeczy, każde pokolenie fanów będzie przez to przechodzić

    (1)
  22. Array ( )
    Odpowiedz

    Dziwnie się czyta wypociny Admina o hejcie, podczas gdy sam nie potrafi w prawidłowy sposób napisać imienia i nazwiska pewnych zawodników, ciągle i nagminnie pisząc o nich i nazywając ich w obraźliwy sposób, obraźliwymi „ksywkami”.
    Tak samo sytuacja z Dociem. W każdym możliwym miejscu Doc jest wyszydzany, nawet w tym artykule. Jak się mają te żałosne wypociny na koniec do tekstów skierowanych w stronę Doca?

    Czasem przykro czytać niektóre wypociny. Czas dorosnąć, bo hipokryzja to bardzo fałszywa przypadłość

    (17)
  23. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak napisałem, każdy ma swoje przykłady i przemyślenia. Można dać z milion porównać a i tak nie dojdziemy do porozumienia. Niektóre drużyny i zawodnicy z lat 90-tych odnalazłyby się w obecnych czasach, inne nie. Działa to też w drugą stronę. Czemu Suns w 2005 nie zdobyli mistrzostwa? Bo mieli D’antoniego u steru. Ultra ofensywny trener nie potrafiący grać kombinacyjnej koszykówki i nie znający się na defensywie. Z tego samego powodu Houston z nim jako trenerem też nie zdobyło trofeum. Duncan to jeden z najlepszych PF w historii. Oczywiście że szkolił świerzakow. Nie chodziło mi o to że w obecnej NBA wystarczy być atletycznym i wybieganym żeby osiągnąć sukces. Bardziej że teraz liczy się wszechstronność, zmienność pozycji, umiejętności adaptacyjne. Który center kiedyś rzucał za 3. Sam Perkins.
    Dlaczego taki Whiteside nie gra już w NBA? Bo jest za wolny do dzisiejszego stylu gry, nie miał podania, nie rzucał za 3 i jego styl tyłem do kosza nie sprawdzał się już. Ale 30 lat temu to byłby fajny grajek. Czasy się jednak zmieniły. Rice oczywiście jest idealny do dzisiejszych realiów. Silny gracz, mocny ma trojce. Generalnie żeby wyrobić sobie zdanie, najlepiej obejrzeć jakieś mecze z tamtych czasów.

    (5)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      No a ja Ci udowodnię, że tacy gracze mają dzis rację bytu. DeAndre Jordan w pierwszych kwartach grając pick n roll z Hardenem miał już po 8-10pkt. Gdyby stawiać na niego jako pewniaka do wyjściowego składu, nie obcinać mu minut kosztem rozwoju Claxtona i grać w stylu Bucks to kończyłby mecze z dorobkiem 20-15, co stanowi ładną średnią dla centra starej szkoły. Jednakże trenerzy wymagają czegoś innego, a sami zawodnicy nie lubią być efektywni, a bardziej efektowni i temu też widzimy siekaninę za 3pkt kosztem gry w trumnie. Ostatnio Memphis postawiło dwoch takich w środku i ograło Boston z silnym obwodem. A skoro już mówimy o wielkoludach-rodzynkach rzucających za 3 w latach 90-tych to warto dodać Laettnera, czyli uboższą wersję Nowitzkiego (stawiam, ze dziś byłby zawodnikiem pokroju All star) i LaFrentza. A jednak i Oni nie byli bardziej przydatni zespołowi jak Shaq, Ewing czy inni mało ruchliwi centrzy. Jaka era, taki styl gry. Wtedy rzut z dystansu wysokiego był dodatkiem do świetnej gry pod koszem.

      (1)
  24. Array ( )
    Odpowiedz

    Kurde, przeczytałem wszystkie komentarze 👍
    Jest dobrze, mało się obrażamy, za mało 😂
    Więc napiszę co ja myślę. Rocznik ’83 oglądałem wiele starych meczów. Głównie finały z Bullsami.
    Po pierwsze zgadzam się z tymi, którzy twierdzą że nie da się tego porównać. Inne epoki, można powiedzieć że inne dyscypliny.
    Moje zdanie jest takie . Koszykówka nadal się rozwija . Zawodnicy są bardziej profesjonalni. Faktycznie nie ma wrogów/ rywalizacji jak sprzed lat . Możemy się denerwować że zawodnicy zbijają sobie piątki, ale zawodnik to obecnie wielomilionowa firma, która nie może pozwolić sobie na zły PR .
    Ostatnio oglądałem mecz Denver Sacramento, ostatnie minuty to było coś czego w latach 90 byśmy nie zobaczyli.
    Obydwie drużyny kosz, za kosz. Różni zawodnicy, na różne sposoby. Czasami warto zobaczyć jakiś mecz 😁
    Pozdrawiam, jestem tu od dłuższego czasu i cieszę się że komentarze są na poziomie

    (1)
  25. Array ( )
    Odpowiedz

    Naprawdę temat jest nie do rozstrzygnięcia. Inne granie, zasady. Lidze brakuje złotego środka. Lata 90, moje lata zawsze będą naj, ale gra była brutalna, momentami vza brutalna. A teraz miętko, za miętko, krzywo spojrzysz dach, trochę mocniej wejdziesz nie sportowy jest do bani. A co do 3vtovjest oj jak piła chodzi i akcja jest wykreowana, ale gość minie połowę vi po 5 sekundach pali 3 to nie jest ciekawe. Pozdrawiam fan Blazers

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu