Na co jeszcze może wydać kasę zawodnik NBA?

14

 

“Każdy ma jakiegoś bzika…” Można zbierać znaczki, rzadkie monety albo karty NBA. Można hodować pająki albo stawiać puste puszki po piwie na szafę, aż uzbiera się ich cała kolekcja, a jak się ma kasę to można nawet kolekcjonować motory albo konie. Różne mają ludzie hobby i są one fajne, dopóki sprawiają radość.

 

Bo szczere hobby to jedno, a szpanerstwo to drugie. Jako ludzie wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Nieważne czy urodziłeś się w Polsce i jesteś leśnikiem, czy w USA i zostałeś gwiazdą koszykówki. Wszyscy mamy dwie ręce, dwie nogi i głowę na karku, ale niektórzy z nas za wszelką cenę próbują zaznaczyć własną wyjątkowość. No bo jak inaczej wyjaśnić poniższą listę zakupów graczy NBA?

 

 

 

Samochód Dariusa Milesa

Darius Miles, niegdyś skoczny i zdolny podkoszowy Portland, zdecydował się odpicować swojego Chevroleta. Nie wiem jak można jeździć czymś takim po mieście bez cienia zażenowania. Może i nadałby się na polskie dziurawe drogi, ale przed domem wygląda po prostu smutno.

 

 

 

Biżuteria Marquisa Danielsa

Skrzydłowy Sacramento Kings wpadł na niecodzienny pomysł. Polecił jubilerowi zeskanowanie trójwymiarowym laserem własnej czaszki, a następnie ukucie z diamentów i złota miniatury własnego łba. Nawet “dredy” są zrobione z diamentowych łańcuszków. Jak myślicie ile takie coś kosztuje? Ceny nie podano, wiadomo tylko, że diamentowa czacha waży 1,3 kg!

 

 

 

Aeroplan Scottie Pippena

Scottie dał upust własnym zachciankom kiedy parę lat temu kupił za 4 miliony dolarów niewielki, używany odrzutowiec. Niestety kiedy po sezonowym przeglądzie okazało się, że silnik wymaga drobnej naprawy (wartej kolejny milion dolarów) Pippen miał serdecznie dość latania. Samolot stoi bezużytecznie do dziś. W każdym razie, w każdej chwili może przebrać się za pilota i udawać, że fruwa…

 

 

 

Statek kosmiczny Joe Johnsona

Jak inaczej nazwalibyście ów pojazd? Na co komukolwiek potrzebne coś tak wielkiego? Wyobrażanie sobie ile to musi palić? Joe co rusz musi podjeżdżać na stację benzynową, wozem który w dodatku sam wygląda jak stacja benzynowa. Myślę, że bez problemu mogłaby w tym czymś zamieszkać czteroosobowa rodzina.

 

 

 

Zwierzątka Gilberta Arenasa

O tym, że Arenas nie należy do najmądrzejszych graczy NBA już pisaliśmy. Jak wiadomo Gil jest też jednym z najlepiej (prze)płaconych graczy w lidze, z miesięcznym dochodem bliskim 1,5 miliona dolarów. Nic więc dziwnego, że potrafi wydać 675 dolarów na umycie samochodu, 60 tysięcy na miniaturową kolejkę szynową dla dzieci oraz ponad milion “zielonych” na basen ogrodowy. Na dodatek ma własne akwarium, w którym trzyma … rekiny! Pokarm dla nich kosztuje 5 tysięcy dolarów miesięcznie, a specjalnie szkolony opiekun kolejne 1,5 tysiąca. Pomimo całej swojej rozrzutności, Arenas nigdy nie wynajął niani dla trójki swoich dzieci by chroniła je chociażby przed pożarciem.

 

 

Cóż, niektórzy nie powinni chyba dysponować zbyt dużą nadwyżką finansową… Może ten cały lockout dobrze im zrobi?

 

 

Ostatnie Wpisy

14 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem jak wy ale ja od samego początku jestem za tym, aby urwano im te kosmiczne pensje na które nikt z nich nie zasługuje. Takie jest moje zdanie.

    (0)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe marada

      chyba każdy z nas myśli podobnie w tej kwestii, zwłaszcza jeśli sam nie jest milionerem 😉

      (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja tak nie myślę, że więc chyba nie każdy :> Ich kasa i mogą wydawać na co chcą. Sami sobie tych kontraktów nie proponują :>

    (0)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe marada

      @Reynevan: uważasz, że zarobki rzędu 2 milionów złotych miesięcznie to właściwie wywartościowane wynagrodzenie dla sportowca zawodowego, podczas gdy sam zapierdzielasz za 2 tysiące ? OK masz prawo do własnego zdania.

      (0)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe WhiteD
    Odpowiedz

    @admin
    A dlaczego nie? Śmiem twierdzić że większość ludzi nie wie co to znaczy zapierdalać jak zawodowy sportowiec – rodzinę widzisz od święta (albo na meczu), masę czasu spędzasz na treningach, litry wylanego potu… dlaczego jak ktoś jest naprawdę dobry i ciężko pracuje to ma nie zarabiać dobrze? Oczywiście ludzie będą im zazdrościć, ale gdyby wam dane było spędzić jeden dzień w skórze zawodowego sportowca ala Messi, LeBron czy Paul to…
    Owszem niektórym odbija, inni są ewidentnie przepłaceni. Niektórzy zaś kupują domy dla rodziców, dziadków, pomagają swoim nieraz bardzo biednym rodzinom i dzieciakom takim jak oni. Ale to nie zmienia faktu że też chcą sobie coś kupić, niech będzie to rower wysadzany kryształkami Swarowskiego, w końcu to ich forsa 😛
    Ja też haruje ciężko na moje 3,5 tysiaka, w sezonie 4,5-5, z dodatków, a ludzie i tak mają to w dupie. Takoż ja mam w dupie co oni sobie myślą gdy kupuje sobie używanego land rovera defendera…

    (0)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe marada

      @WhiteD: moim zdaniem dotykamy kilku kwestii. Pierwsza: Marcinowi Gortatowi na przykład płacą 1,5 bańki miesięcznie nie za ładne oczy, ale dlatego, że widocznie im się to opłaca. Każdy człowiek ma prawo decydować o swoim losie i jeśli nie odpowiada mu wysokość własnej pensji, może zmienić zawód, może nawet zostać zawodowym koszykarzem. Oczywiście każdy rodzi się z innymi warunkami i zdecydowanie łatwiej jest komuś kto ma ponad 210 cm wzrostu, a w genach zakodowane wytrzymałość i wolę walki 😉 Marcinów Gortatów jest na świecie niewielu, a Kowalskich z zawodem spawacza na pęczki. Kowalskiego łatwo zastąpić, a Gortata wręcz przeciwnie. Biznes jest bezlitosny, zapłaci tyle ile wyjdzie po kalkulacji zysków i strat. Idąc tym tropem, o żadnej zazdrości względem Marcinów Gortatów nie może być mowy, jego sprawa na co wydają kasurrę. Możemy co najwyżej śmiać się z niedorzeczności owych zakupów…

      Druga rzecz, którą każdy fan NBA wyczuwa chyba instynktownie jest to, że nie każdy zawodnik po podpisaniu astronomicznego, gwarantowanego kontraktu robi wszystko, co możliwe by jego performance stał na najwyższym poziomie. Gracze są leniwi, jedzą w fast-foodach, chleją, ćpają, balują, opuszczają treningi i myślą o najnowszej kolekcji wisiorów od Swarovskiego zamiast skupić się na grze. Każdy z nas, “zwykłych śmiertelników” za takie podejście do pracy dawno wyleciałby na pysk… i to, moim zdaniem, jest niesprawiedliwe…

      Trzecia rzecz, bardzo trudno wywartościować wartość rynkową 1 członka drużyny. Jak to mierzyć? Frekwencją na trybunach? Sprzedażą koszulek? Wynikami drużyny? A może statystykami indywidualnymi albo formą danego gracza, wydolnością tlenową i mierzeniem lean-body-mass? Od zespołu oczekuje się wyników. Wtedy jest zainteresowanie kibiców, transmisje, kasa z reklam etc. Tylko, że nagle okazuje się, że bez najlepiej opłacanego gracza – drużyna zaczyna grać lepiej… no więc o co chodzi? Wartość rynkowa zawodowego koszykarza jest trudna do oszacowania więc pozostaje oparcie się o jakiś tam przedział wykalkulowany i ustalony kolektywnie przez właścicieli klubów i zaakceptowany przez związek zawodników. W tej zamkniętej społeczności ustalono limity gaży na zespół, limity gaży dla rookies, weteranów i masę innych zasad. Gospodarka sterowana odgórnie. W NBA już są limity, stąd myślę pokusa fanów do wprowadzenia kolejnych, typu: “obciąć im te kosmiczne gaże o połowę”. Gdyby w NBA panowały zasady stricte rynkowe, bez pułapów gażowych itd – podejrzewam, że NBA składałoby się z pięciu zespołów. I to pewnie zlokalizowanych gdzieś w LA, NY, Moskwie, Londynie i Zurychu 😉

      (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe luki29
    Odpowiedz

    Darius Miles i Joe Johnson – kompleks wielkości panujący wśród Amerykanów, kto podjedzie pod światła lepiej odwaloną bryką i pokaże się lepiej na dzielnicy,

    co do kontraktów, ja nie rozumiem bo to jest tak, z jednej strony płaczą że ktoś chce im coś zabrać, stawiają się jak kury w jednym rzędzie jakby nie mieli na jedzenie dla rodziny (prawie jak Sprewell kiedyś ;)), a z drugiej, gdy jest po zawodach, łażą po różnych sklepach i kupują drogie zegarki, ciuszki, pierdołki, taka “księżniczka” Dwyane Wade, i obnoszą się z tym w telewizji i pokazują całemu światu, fanom koszykówki i NBA jaki świat jest głupi że oni są bajecznie bogaci za kozłowanie piłki…… to tak jak w Ameryce i w Polsce też, ludzie nie będą jeździli do pracy “lepszą furą” jak ich szef bo stracą pracę, a “gwiazdeczki” NBA się zapędzili z tym ostatnio i sami są sobie trochę winni, strasznie eksponują marnotrawstwo i ludzką próżność, czyli tak jakby mieli wyraźnie czegoś za dużo 😉

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Wiecie co? Troche jest w waszych słowach racji..
    ale kuźwa i tak jeśli chcecie się przyyebać do zarobków to spójrzcie na tych piłkarzyków, co przy każdym kontakcie z przeciwnikiem sie przewracają i leżą dwie minuty. 0 HONORUUU.
    Jakby w NBA ktoś tak symulował to od razu technik, gracze NBA to najlepsi koszykarze nie świecie –
    zarobki klubów pozwalają im na takie a nie inne pensje no cóż..

    (0)
  6. Array ( )
    Zdjęcie profilowe M
    Odpowiedz

    @admin: Nikt nikomu nie broni zostać gwiazdą nba- pytanie tylko czy cię wybiorą. To, że płacą im taką kasę to raczej nie ich wina tylko tych, którzy takimi pieniędzmi szastają. A poza tym takich, którzy umieją kozłować piłkę i to takich, którzy robią to trochę lepiej niż reszta populacji, jest na pęczki, a zobaczcie ilu koszykarzy gra w NCAA czy innych ligach świata, ilu całkiem niezłych nie załapało się nawet do takiej drużyny! Pewnie, często przepłacają zawodników, ale jak przestają się rozwijać i nie chce im się grać to po kontrakcie spadać i do ligi chińskiej czy irańskiej jak się uda! Nie ma zmiłuj się dlatego jak ktoś zazdrości (nie kieruje tego konkretnie do Ciebie @admin) to niech sam się lepiej postara- ale zwykle jak nie wygrasz kasy to najpierw zaharowujesz się na śmierć pracując jako np biznesmen po 24 godz na dobę czy jak koszykarz latający po całych stanach przez 3 dni 😉

    (0)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe NYK_fan91
    Odpowiedz

    @admin
    Zgadzam się, mam podobne zdanie. Dodałbym tylko jeszcze jedną, ważną rzecz… Mianowicie: wartość zawodnika, jest wartością ZMIENNĄ. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie sobą gość reprezentował po podpisaniu umowy gwarantującej mu bajońskie sumy każdego miesiąca.
    Łatwo Nam mówić, ale nikt z Nas nie ma pojęcia, co by było, gdyby z dnia na dzień zaczął zarabiać kwoty liczone choćby w setkach tysięcy dolców… Ja na przykład nie wiem, czy nie odbiłaby mi palma, gdybym od jutra zaczął kasować setki tysiaków za miesiąc pracy, zamiast niegodgnych człowieka (moim zdaniem) tysiącaośmiuset złotych…. Nie wspomnę o tych, którzy są niewolnikami za najniższą krajową, bo życie ich zmusiło, żeby się na to godzić… A taki Arenas? Teoretycznie ustawiony do końca życia, i na kilka przyszłych pokoleń, może już sobie leżeć “jajami do góry” i kupować co tylko chce, za darmo nikt mu tej kasy nie dał, a co było potem? To już wiemy, tylko nic Nam do tego.

    (0)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe NYK_fan91
    Odpowiedz

    No i życie takiego pro koszykarza też nie jest takie różowe, jak może się wydawać. Żeby być kozakiem w NBA, trzeba wielu wyrzeczeń i poświęceń. Chyba, że nazywasz się np. JR Smith, możesz krążyć po barach i klubach, a swoje i tak wrzucisz… Nie mam tutaj na myśli ostatnich Playof’f’ów, tylko ogólny talent ofensywny, i naturalne “kocie ruchy” tego pana. Czasem wydaje mi się, że gdyby miał inne podejście do gry, mógłby rządzić w tej lidze wraz z LeBron’ami i resztą…

    (0)

Gwiazdy Basketu