NBA Finals 2026: dwunasta z rzędu wygrana Knicks | pan kapitan Jalen Brunson

60

Witamy w serii finałowej, spieszę donieść, że ósmy rok z rzędu mistrzem NBA będzie ktoś inny. Powtórek nie ma, to nie są czasy koszykarskich dynastii, świat za szybko się zmienia, leci do przodu, choć San Antonio Spurs pewnie chcieliby zadać kłam temu twierdzeniu. Mówi się o tym, że zdominują ligę na lata. Są młodzi, dynamiczni i głodni sukcesów. Ich średnia wieku to 25 lat, ale kluczowym postaciom bliżej do średniej 22 czy 23 lat.

Hej! To pierwszy tego rodzaju przypadek by do NBA Finals przedostała się drużyna, której dwaj czołowi strzelcy (w tym wypadku Wembanyama i Castle) mieli po 22 lub mniej lat. No i właśnie… nadal nie wiem co o tym wszystkim myśleć, awans Spurs do rundy finałowej w dalszym ciągu uważam za pewnego rodzaju anomalię, z którą trudno mi się pogodzić. Tłumaczę to kontuzjami dotychczasowych rywali, ale nie wiem czy nie popełniam błędu. 

Czy odrzucamy całkowicie element „doświadczenia”? Nie jest już potrzebny do osiągania najwyższych sukcesów? Można w pierwszych rozgrywanych playoffs przejść cztery rundy i pokazać wszystkim palec środkowy? Owszem, macie rację, rookie Magic Johnson wziął na plecy Los Angeles Lakers w finałach, gdy kontuzji doznał Kareem Abdul Jabbar, ale to było prawie pięćdziesiąt lat temu, to były inne czasy, tego nie można w ogóle porównywać.

Przyjmuję do wiadomości, że w dzisiejszym baskecie liczy się talent, warunki, dopasowanie, wizja, mądra praca sztabu kadrowo-szkoleniowego, a przede wszystkim liczy się zdrowie. Liczą się silne nogi gotowe do walki na śmierć i życie co drugi dzień i tak przez miesiąc z okładem. Przy tego rodzaju intensywności zdarza się, że doświadczenie klęka przed młodością. Oczywiście, ale to nie wszystko. 

Z tego co mi wiadomo, mężczyzna osiąga swe fizyczne maksimum, swój fizyczny „prime” w okolicach 26-28 roku życia. Zmieniło się coś w tej materii?  Nie? No więc jak te chłopaki, co to jeszcze piwa sobie w Stanach kupić nie mogą, nie w pełni jeszcze wykształcone: siłowo, wydolnościowo i technicznie chcą już tu i teraz zabrać dla siebie pas mistrzowski NBA? 

Ostatnią „twierdzą” tychże teorii są New York Knicks. Ostatnim razem w NBA Finals grali zanim pierwsza piątka Spurs w ogóle przyszła na świat. Najważniejsza różnica jest taka, że kluczowi gracze Knicks zdążyli już „życia posmakować”, włącznie z niepowodzeniami i całą masą upokorzeń gdzieś po drodze. Oni stawkę tej rywalizacji muszą rozumieć pełniej. Dla panów Brunsona (29) Townsa (30) Harta (31) Bridgesa (29) Anunoby (29) Clarksona (34) Alvarado (28) McBride’a (26) Robinsona (28) i Shameta (29) już czasu nie ma. Oni lepsi już nigdy nie będą. Oni mogą już przed podobną szansą nigdy nie stanąć.

Jesteśmy na hali Frost Bank Center w Teksasie, trybuny poprzebierane są sektorami w barwy zespołu: różowe, seledynowe, miodowe. Atmosfera podniesiona, bardzo są pobudzeni na starcie gospodarze, jakby nawąchali się soli trzeźwiących czy co tam jeszcze. I oto niespodzianka: podczas prezentacji pierwszej piątki Knicks, z głośników dobiega muzyka dla dzieci, jakaś Świnka Peppa, Kicia Kocia czy inne domowe przedszkole. Spurs znani są z tego rodzaju „nieszkodliwych” numerów. Oby się zaraz nie doigrali, goście miny mają raczej poważne.

Spurs to nie są grzeczni chłopcy, to łobuzy jak każdy inny zespół walczący o najwyższe laury. Gdy sędzia nie będzie patrzył pod bok chwycą i uszczypną, a co żeście myśleli? O ile pamiętam koszykówka to wciąż sport kontaktowy, a warunkiem koniecznym do zwycięstwa jest odebrać nerwy przeciwnikowi, wtedy jest twój… 

Pierwsze piątki znane, zmian nie widzę. Sędzią głównym jest Scott Foster, najbardziej zaufany człowiek komisarza Adama Silvera. Wszystko jest już chyba gotowe, a Wy jesteście gotowi? 

Knicks 105 Spurs 95 [1-0]

No i co Wy na to? Knicks skradli właśnie przewagę parkietu, to ich dwunasta z rzędu wiktoria w tych playoffs! 

Kto jest lepszym zespołem? Nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Obie strony fatalnie pudłowały rzuty (22/79 zza łuku) nie podobało mi się ustawienie San Antonio ani decyzje trenera Mitcha Johnsona. Uważam, że SAS nie zagrali na miarę swoich możliwości w zdecydowanie większym stopniu, aniżeli Nowojorczycy. O tym za chwilę.

Czy była dramaturgia w tym meczu? Sami się przekonajcie: 

-> Spurs w połowie III kwarty prowadzili trzynastoma punktami
-> Knicks w połowie IV kwarty prowadzili ośmioma punktami
-> Spurs przypuścili szarżę 9:0
-> Knicks zamknęli mecz serią 11:0

I need a hero!

Na dwie minuty przed końcem gospodarze prowadzili jednym. Knicks spudłowali siedem rzutów z rzędu i robiło się gorąco. Trybuny ożyły i trzeba było śmiałka, który wyszedłby przed szereg. I need a hero – jak śpiewała babcia Bonnie Tyler. Co więc zadziało się na parkiecie? 

Jalen Brunson penetruje, widzi zbiegających obrońców, podaje do rogu, piłka jak po sznurku przechodzi na szczyt parkietu. Anunoby pudłuje, ale Brunson zbija odbitą od obręczy piłkę do Bridgesa, schodzi do rogu, Bridges przytomnie podaje, są trzy punkty.

Wembanyama gra dribble handoff z Foxem, nikt do niego nie doskakuje, boją się zostawić strzelców bez kurateli. Fox oddaje podręcznikowy, treningowy, otwarty rzut z wyskoku, z czterech metrów, na wprost kosza. Lepszej pozycji w koszykówce po prostu nie ma. Piłka odbija się od korzenia. Zbiórka należy do Josha Harta, który choć na tle niektórych wydaje się koszykarskim wyrobnikiem, jest być może najbardziej wartościową postacią tego meczu: 3 punkty 15 zbiórek 6 asyst 4 przechwyty 1 blok +22 wskaźnika plus/minus. Rozumiecie coś z tego? 

Kolejna akcja, Brunson przepala celne sekundy, trener nakazuje podwojenie, do piłki wybiega Bridges, Fox lisią rękę wkłada mu w łapy przy rzucie i są z tego dwa (celne) rzuty wolne. Wemby snuje się po placu, jest całkowicie wypluty z energii. Nie wiem co on próbuje, chce grać jeden na jeden akcję zaczynając na kozłem na łuku, na dodatek na 45 stopniach? Taki crossover zrobił, że sam sobie zakozłował w stopę, piłkę przejmuje (no jak myślicie kto?) wszędobylski Hart i grzecznie oddaje Brunsonowi.

Mijają kolejne sekundy, kapitan gości nie chce zasłony, przeprowadza być może najpiękniejszą akcję w swej zawodowej karierze. Trafia czyściutko wyprowadzając zespół na sześć oczek prowadzenia. Coś nieprawdopodobnego! TRZYDZIEŚCI punktów, w tym trzynaście w czwartej kwarcie. 

 

Spurs już się z tego nie podniosą, Wembanyama pudłuje za trzy, Anunoby jest faulowany przy zbiórce. Nie widziałem ani jednego słowa krytyki pod adresem Francuza, który końcówkę po prostu zawalił. Sami widzicie, że na niego jeszcze przyjdzie czas. To jeszcze nie jest etap, w którym wymagamy od niego doskonałości w działaniu. Na razie jest dryblasem w krótkich spodenkach, który stoi na wiadukcie i pluje na przejeżdżające pod nim auta.

Jak mówię, nie podobało mi się ustawienie Spurs. Wemby sam nie wiedział chyba co ma robić, gdzie iść i jak atakować. Parę razy wchodzi na siłę w pole trzech sekund, próbował wymuszać faule, całe ciało teatralnie wyginał w tył i pudłował. W sumie zaliczył aż piętnaście niecelnych prób i sześć strat. Niczym absolutnie nie zaskoczył, na odwrót, sam wydawał się zaskoczony siłą Townsa, Robinsona i Anunoby kryjących go naprzemiennie. Uwaga: Wembanyama naprzeciw kryjącego go Townsa zaliczył… 2/12 z gry!

Wemby zagrał za MIĘKKO! Nie siedziały jemu i kolegom dalekie rzuty, ale wciąż na nie przystawali. De’Aaron Fox zawiódł całkowicie jako strzelec (7 punktów 3/13 z gry) a jeszcze bardziej zawiódł trener trzymając go na placu, ograniczając minuty Dylana Harpera (16 punktów 6/10 z gry). Julian Champagnie, który w pierwszej połowie odpalał pociski samosterujące (5/6 zza łuku) przepadł bez wieści w drugiej. 

Dlaczego tak mało penetrowali obrońcy mając na sobie Brunsona oraz Townsa w drugiej linii? Jak to możliwe, że Knicks w drugiej połowie popełnili tylko JEDNĄ stratę?! 

Na pewno zabrakło też bardzo jakości na atakowanej stronie parkietu gospodarzom. Rozumiem, że McBride ograniczył izolacyjne szaleństwa Harpera oraz przykleili się do Champagnie po pierwszej połowie, ale pomysłowości ofensywnej Spurs nie było. Trafili 9/24 za trójkę w pierwszej połowie, a następnie 0/9 w trzeciej kwarcie. Dlaczego tylko trzy razy zagrali na przykład ten tutaj ciasny Horns Set, który im generował penetrację albo otwarty rzut z rogu? 

Niechże Knicks wygrają tę serię nawet 4-0, ale niechże to wygląda jak NBA Finals, a nie niedzielna szkółka koszykówki, w której uczymy się znajdywać przewagi i rozkładamy siły na pełnym dystansie. To jest najwyższy, możliwy poziom koszykówki, największa z estrad, a Spurs grają momentami jak uczniowie. 

Dlaczego i po co Wembanyama przez większość meczu krył Townsa? Musiał go respektować jako strzelca, parę razy dał się minąć na szczycie parkietu, a przede wszystkim, umożliwił Townsowi grę podaniem ze szczytu oraz uwolniona została przestrzeń za jego plecami. Sami zobaczcie: 

Trener gospodarzy bardzo ułatwiał im sprawę momentami, ale Knicks wygrali ten mecz przede wszystkim wjazdami pod kosz, ofensywną zbiórką i przewagą siłową. Brunson w izolacjach świetny, oczywiście. To jest niezmienne. 

Co mi się podobało?

Bardzo ciekawy fragment mamy tutaj, nie mówię o fartownej trójce McBride, który trafia o tablicę z zerowego kąta, ale przypatrzcie się jak Spurs pre-switchują, zamieniają krycie, aby zostawić Wemby’ego blisko kosza oraz jak Knicks operują piłką szukając luk, błędów czy spóźnienia obrony: 

Przejmowanie zasłon. Oczywiście, że KAT mógłby się bardziej energicznie ruszać po zasłonie i wykorzystać przewagę, która się na moment otwierała. Jednak rotacje defensywne vs wysoki pick and roll, synchronizacja i porozumienie graczy Spurs to wysoka jakość. Zobaczcie:

Zobaczcie jak Knicks rozczytali akcję rywali w końcówce = wysokiej klasy komunikacja między zawodnikami. Spurs chcieli zagrać tzw. Pistol, ale tego też nie dociągnęli, bo nie są jeszcze na tym poziomie organizacyjnym. Nastąpiło błyskawiczne przekazanie i było po temacie. Brak strzeleckiej pewności Foxa także widoczny jak na dłoni. Rozumiem, że chcieli trójki, ale to po prostu nie był dzień liska. 

Na koniec jeszcze siłowanie i przewaga fizyczna Knicks pod koszem. Zobaczcie jaka fajna współpraca Brunsona z Robinsonem. Trenowali to, widać jak na dłoni. Zdecydowanie nie jestem fanem, aby Wembanyama krył centra i chodził do zasłon na szczycie, a na to niestety nadziali się Spurs. Przy okazji wielkim walorem Brusona jako gracza ofensywnego jest jego poruszenie się kozłem w ciasnej przestrzeni. 

No dobrze, a co Wy widzieliście? Czy pierwszy mecz spełnił Wasze oczekiwania i zaspokoił apetyty? Dajcie znać. Myślicie, że Spurs po raz kolejny wyciągną błyskawiczne wnioski i rozgromią NYK w drugim meczu? Sami widzicie ile niedociągnięć pokazali. Jestem ciekaw co powiecie. Patronami odcinka są Kuba Jankowski, Filip Chmielewicz, Nieora Mateusz oraz Popiel 23, dziękuję i do przeczytania. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Karl Anthony Towns- jaki to jest dziki talent, nagle zaczyna podawać jak Jokić, a w tym meczu świetnie bronił, przez co San Antonio długo prowadzili, ale nie odjechali z wynikiem.

    (25)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      80% wjazdów pod kosz NYK kończyło się zawrotką jak tylko Wemby pojawia się na horyzoncie, nawet dzik OG grał jak sparaliżowany przez pierwsze 3 kwarty. Sama obecność aliena odstrasza graczy, jak Wemby schodzi na ławkę zaczyna się run NYK.
      Let’s go Knicks!

      (9)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Spotkałem się z opinią, że Knicks wygrali i to pomimo że to nie było ich najlepsze spotkanie, co ma oznaczać, że mają jeszcze spory margines błędu. Panie adminie czy jest w tym prawda?

    (15)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Zgadzam sie z autorem. Wemby wgladal na wystraszonego sila podkoszowcyh Knicks. Brakuje kilogramow francuzowi w tych pojedynkach. Czekam na odpowiedz w meczu numer 2. Go Knicks

    (22)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Dlatego taki Big Fella w primie by go zjadł, przeżuł jednym zębem i za przeproszeniem wysrał na śniadanie 😉

      (1)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Wiadomo, upchnąłby go na pewno pod koszem. Ale zasięg i tak by robił robotę, plus jak by miał odpowiedzieć na Wembyego w obronie? Notoryczne faule? To długo by nie pograł. Wszystko ma swoje plusy, ale i minusy.
        Tutaj taki Giannis zdrowy pasuje jako kontra na Wembyego.

        (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Powiem tak jest dobrze a w sobotę może być jeszcze lepiej:)))
    drżałem w trzech momentach
    Q1 gdy było blisko kontuzji Brunsona start Q3 a tu 22 do 6 w rzutach wolnych dla gospodarzy
    Q4 Kosmita pali za 3 i robi się duszno nawet na Grenlandii.
    Jedyne czego się obawiam to drukowanie gwizdkami dla gospodarzy.

    (7)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    „Tłumaczę to kontuzjami dotychczasowych rywali, ale nie wiem czy nie popełniam błędu. ”

    Spurs też swoje kontuzje mieli, a Fox cały czas gra z kontuzją, bo aż tak słaby chyba nie jest. Wemby się w końcówce nie popisał, ale we fragmencie, w którym Spurs doszli na punkt to on „przejął” mecz. Fox za to miał być „close rem” Spurs, a zamknął mecz dla Knicks. Defensywnie nie ma się Spurs co czepiać, Wemby oddał trochę łatwych punktów KATowi, ale zatrzymanie Knicks na 105 punktach to dobry wynik. Problemem jest cały czas ofensywa Spurs, która jest mało zbilansowana. W pierwszej połowie jeszcze jakoś to wyglądało jak przy wjazdach i rolowaniu Wemby’ego otwierały się trójki, a Harper wjeżdżał pod kosz jak chciał i korzystał na tym między innymi Champagnie, ale już w drugiej jak Knicks odpuścili Castle’a/Foxa, a ci ledwo trafiali w obręcz to innego pomysłu na grę Spurs za bardzo nie mieli, a Wemby o ile do jego trójek nie ma się co czepiać, bo rzuca je na dobrym procencie i otwiera przestrzeń dla Castle/Foxa/Harpera tak akcje, w których zaczyna kozłować za linią 3 punktów w playoffach nie mają racji bytu, bo nie dość, że sporo z tego strat to dodatkowo jak odbija się do obrońcy to nie ma już czasu na nową akcję i kończy się to wymuszonymi rzutami. Ofensywa Spurs zadecyduje kto wygra tę serię.

    PS
    Może w końcu czas zacząć cenić Townsa jako obrońcę i przestać nazywać go „miękkim” przy każdej okazji, bo poza głupimi faulami to jeden na jeden naprawdę daje radę i nie trzeba go chować w obronie.

    (23)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    „który stoi na wiadukcie i pluje na przejeżdżające pod nim auta” – czyżby doświadczenie z własnej autopsji panie admin? Żenła

    (-25)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      No i widzisz teraz dlaczego mnie nie interesuje co masz do powiedzenia?
      Nie dość, że jesteś chamski w każdym, kolejnym komentarzu ani nie wnosisz wartości (merytorycznej czy humorystycznej) to jeszcze nie umiesz pisać po polsku. Co to jest 'własna autopsja’ głąbie kapuściany?

      (42)
    • Array ( )
      anybody pomarańcze 5 czerwca, 2026 at 10:24
      Odpowiedz

      Nie przesadzaj, jako dzieciak robiło się różne głupie rzeczy. Chyba, że ty nie, to miałeś nudne dzieciństwo.

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Najsłabsze ogniwo Spurs to jest niestety… tener. Pierwsze trzy kwarty powinni jechać w ataku non stop na Brunsona albo Gapcia. Facet im pozwolił na żywioł bo podstępnie wynik był korzystny. To się potem zemściło. NYK trzeba systematycznie i konsekwentnie zamordować drenujące z energii i puli faulów. I z nerwów.

    (11)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Zdrowie zdrowiem, ale ja tu widze zawodników, którym po prostu ZALEŻY i maja wspólny cel, jakim jest mistrzostwo, a nie zarobionych klaunów. Niech wygra lepszy.

    (5)
  9. Array ( )
    wierny czytelnik 4 czerwca, 2026 at 21:15
    Odpowiedz

    Niestety uważam, że poziom meczu nie był najwyższy i to mnie trochę złości. Knicks boją się Wemby’ego, z wyjątkiem, co trochę śmieszne, 40 cm niższego JB. ostatecznie mecz kończy się izolacjami, co z jednej strony rozumiem, z drugiej przeciąga przewagę w kierunku Knicks.
    Natomiast nie wierzę, że kolejne mecze będą tak marne pod względem skuteczności, kurde, w końcu to NBA Finals!
    Panie Bartku, czy mogę prosić w następnym artykule o analizę taką bardziej statystyczną meczu?
    POzdrawiam

    (-5)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Nie wiem gdzie ty tam typie widzisz, że gracze Knicks boją się Wembyego? Wjeżdżają w niego często i to często skutecznie!

      (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    zdecydowanie największe zaskoczenie to jak łatwo Towns mijał Wemby’ego a jego koledzy zostawali przyklejeni do swojego krycia
    zastanawia mnie też kwestia, że tak dobrze potrafili uprzykrzyć zycie SGA a konus Brunson ich ugotował
    Wemby wogole spuchł od tego masowania sie z Towns’em i sądze że w G2 będzie już inny grajek przeznaczony do tej roli – Keldon Johnson może? zaraz sie okaże że bym im sie Sochan przydał na ten matchup 😀

    (12)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    W tym meczu wyszło niedoświadczenie Wembiego. Czasami pchał się na pałę pod kosz, na styl Giannisa ale Knicks świetnie bronili jego próby wjazdów.
    Karl Towns wygląda jak top 3 center w lidze. Zastopował Wembiego, a i parę razy nawet ośmieszył najlepszego obrońcę ligi, pewnymi wjazdami pod kosz.

    Brunson to jest prawdziwy profesor, najlepsze basket ball IQ jeśli chodzi o umiejętność penetracji, uwalniania się od obrońcy, aby zyskać wolną przestrzeń do oddania rzutu. Pięknie ogląda się SuperBrunsona. Prawdziwy wojownik. Z takim gościem można iść w ogień, a nie z wiecznie płaczącym o faule Luką.

    Mam wrażenie, że Spurs uwierzyli w narrację, że są faworytem. Może teoretycznie są lepsi ale muszą to udowodnić i dowieźć.
    Dearon Fox, zawiódł. Wypracowywał sobie kilkukrotnie łatwe rzuty i chwała mu za to ale z celnością był na bakier.
    Champagnie w pierwszej połowie trafił pięć trójek, a po trafionym rzucie uprawiał trash talk jakby trafił daggera w clutch. To było bardzo słabe.
    Młody Dylan Harper, też niech zamknie jadaczkę, bo taką głupią gadką w stronę Brunsona tylko prowokuje bestię.
    Mniej gadania, więcej grania. Jestem fanem Spurs od 27 lat ale w tych finałach team effort Knicks, sposób oraz rozmienienie gry u Knicks są piękne. Ostrogi będą musiały wspiąć się na wyżyny, żeby wygrać z Nowym Jorkiem.

    (17)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To chyba pierwszy mecz Brunsona oglądałeś jak uważasz, że on nie żebra o faule. Zresztą nawet wczoraj się do Fostera spłakał po tym jak sam „faulował” Korneta. Za wiele rzeczy można Brunsona chwalić, ale akurat brak wymuszania fauli nie jest jedną z nich.

      (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Jakby nie wspinali się na wyżyny już wcześniej wygrywając z OKC. Stać ich na wspięcie się i pozostanie na tych wyżynach w 4 meczach finału i dla mnie to Spurs są cały czas faworytami.

      (-3)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajosko sie te finały zaczęły,mimo ze mecz marny. Dla dramaturgii i emocji lepiej być nie mogło! No i mam wrażenie,ze jest trochę jak dotychczas, SAS moga przegrać albo wygrać sami ze sobą, nic nie ujmując przeciwnikom (Brunson wiadomo, klasa,ale Towns mnie mega pozytywnie w obronie zaskoczył! Hart swoje, drugi Caruso, serce i płuca drużyny). I to jest ta młodość właśnie, szaleństwo i brak doświadczenia.

    Trener faktycznie nie pomaga, nie umiem tak wnikliwie i merytorycznie jak Admin,ale podobne rzeczy mi sie nie podobały (za mało Harpera, Wemby forsuje bez pomysłu, zero wykorzystania go „konceptualnego”, ciągle radosny spontan), takze poprosze upgrade i gramy dalej! 😉

    (5)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny meczyk dla mnie, ciekawe zwroty akcji, i satysfakcjonujące zakończenie.
    I wynik taki trochę a’la 90s 🙂

    Ostatio widzę wysyp komentarzy jak to poziom odjechał vs 90s. Po tym co widziałem, to skoro Brunson tak szaleje, co tu zrobiłby MJ. Bulls poustawialiby młodzieńców 😉

    (4)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Do Admina
    Czy dasz rade napisać o MŚ 3×3 w Warszawie, gdzie niestety nasze reprezentacje zaprezentowały się tragicznie. PANIE 1:3, PANOWIE 0:4 . Dodatkowo w męskiej drużynie zrezygnowano z Adriana Boguckiego, ze względu na chec zwiększenia spacingu, dynamizmu i gry piłka. Moim zdaniem wyszło fatalnie … niestety

    (6)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Naszym panom w 3×3 to trudno już wystać na nogach w obronie przy grze na jeden kosz. Zrobię jak admin ze składem knicks- Zamojski (39), Waczyński (36), Sokołowski (33), Ponitka (28). Wielka szkoda że w Polsce nie ma młodych zawodników grających w kosza. Nawet 4 nie da rady uzbierać.
      Jak wyżej – chyba nie ma co komentować…

      (3)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Jako fan San Antonio, przy których zaczynałem swoją przygodę z nba, (kawhi duncan manu parker diaw green itd itp) to w aktualnych nie widzę za grosz tego co w tamtych cenilem, zastanawiam się tylko jak duża wina to trenera, bo na pewno ich atak to brak współpracy, co poprzednie san Antonio cechowalo, koszykarskie iq, współpraca to na pewno, ale i jeżeli akcja nie poszła to mieli kim w drugie już dużo wolniejsze tempo dostac się w miejsce, które im pasowało, z którego rzut wyglądał na łatwy. Tutaj oprócz chaosu to na pewno dużo grania na siłę widzę. Co najlepsze, wszystko to czego brakuje spurs, mają knicks, zdają się być po prostu lepsi, od początku play offs ciężko mi ocenić san Antonio, na pewno nie mają nic z drużyn, które do tej pory cenilem

    (4)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeden z najlepszych meczow Townsa jaki widzialem. Mentalnie dowiozl temat, moze raptem dwa glupie faule a tak to dyscyplina, co nigdy nie bylo jego mocną stroną. A on przeciez moze jeszcze odpalic rzuty za 3… gosc pokazal ze potrafi grac twardo bez zbednych dyskusji i teatralnych gestow.

    (9)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Otwarcie serii dla Knicks sprawia, że kolejne mecze będą jeszcze ciekawsze. Nawet jeśli SAS w odwecie zrobią blowout w G2 to Knicks mają już co chcieli – wyrwali przewagę parkietu. A atmosfera na meczach w MSG będzie o wiele gęstsza niż w San Antonio….

    (1)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    Okiem niedzielnego patrząc pomyślałem, że:
    Spurs dobrze się ustawiali i Knicks ciężko było w ataku. Ale udawało im się wyciągać Wembiego nawet za linię trzech i tak lecącego i ucieszonego KATa miło się ogląda.
    Mam wrażenie, że Wemby był zmęczony jak w końcówkach z OKC albo w ostatnim meczu z Denver w sezonie regularnym. Wyglądało jakby, poza Harperem, grali na 60% prędkości, w stosunku do ostatniego meczu.
    Pomyślałem, że oni są straszni w tym jak są skuteczni w zorganizowanej koszykówce. Chyba rola sztabu szkoleniowego jest tu kluczowa.
    Tydzień temu wrozylem w finale 4:2 dla ewentualnego zwycięscy WCF.
    Ten mecz to mogło być rozpoznanie bojem, a od drugiego będzie zapierdol. Rola dżadża Forstera też ma znaczenie, może nie było co się z koniem kopać dzisiaj… Może zmęczenie SAS…

    (1)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    Melodia zagrana podczas prezentacji gości to „Yankee Doodle doo” – mindf$##ck z pozdrowieniami od Popa , naprawdę sękata szpila. No i spoczko. Niezależnie od wyników nie mogę się doczekać aż stank ass dessert hillbilly goatf$##kers poczują „New York state of mind”
    Moim zdaniem świetny mecz Townsa. Naprawdę. Hart dla mnie X-Factor. Ale muszę przyznać że Harper to jest KOT. Aż strach co z niego wyrośnie.

    (7)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To nie ta melodia…to zrobiony w stylu melodyjki ze starej gierki komputerowej fragment uwertury do opery Carmen Georgesa Bizeta (tzw. wejście torreadorów)…wykorzystany także (w normalnej wersji), podobnie jak parę innych kawałków z muzyki poważnej/klasycznej w kreskówce Bluey

      (0)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem czy kiedykolwiek widziałem tak surową ekipę jak tegoroczni SAS w finałach. To jak wielki sufit mają aktualni młodzi zawodnicy Spurs jest dla mnie poza zasięgiem wyobraźni. Czekam z wypiekami na rozwój Wemby’ego i spółki. Harper to w ogóle już wygląda dojrzale, co w ogóle jest jakimś ewenementem. Choć zdarzają mu się rookie błędy to wg mnie robi ich najmniej z całej 'big 3′ San Antonio.
    Ktokolwiek to wygra, będę zadowolony. Według mnie lepszego finału w tym roku NBA nie mogło zmontować, pomimo tego, że pierwszy mecz trochę zawiódł.
    Fajnie też zobaczyć jak Towns od momentu gdy zaczął operować na szczycie stał się zupełnie innym zawodnikiem, tak jakby odblokował się mentalnie. Wciąż zdarzają się momenty ciaputkowe, ale mimo to bije od niego dojrzałość.
    Najsys nie łorst można rzec.

    (6)
  21. Array ( )
    Odpowiedz

    Spurs są po prostu anomalią, a właściwie to jest nią Wemby. To jaki handicap dostaje jego drużyna od samej obecności w pomalowanym jest niewyobrażalne. Wemby sprawia że wszyscy profesjonaliści czują się jak amatorzy których na gierce w lokalnym parku odwiedził zawodowiec. Dwa razy pomyślą zanim oddadzą rzut bo zablokować może ich niemal z drugiego końca boiska. Piłki zbiera im z wyższego pułapu niż są w stanie sięgnąć przy wyśmienitej formie. Póki jeszcze jest szczypiorem to fizyczna gra wydaje się jedyną deską ratunku, ale kto wie jak będzie za kilka lat.

    W dodatku Spurs są świetną organizacją która wie jak obudować skład wokół niego. Czy jednak starczy im sił na mistrzostwo w tym roku? Sądzę, że nie. W serii z Knicks zacznie wychodzić zmęczenie sezonem oraz długimi seriami w play-offach. Młodzi zawodnicy nigdy nie brali udziału w takim maratonie więc to na pewno wyjdzie. A jeżeli nie i Spurs zgraną misia to będziemy mogli bez zawahania powiedzieć że Wemby „broke the game”.

    4:1 dla Knicks

    (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      @obs
      Mieć Wemby’ego w drużynie to jak grać 6 na 5. Bez niego SAS biliby się w play-in, bo są niedorzecznie utalentowani, ale zbyt młodzi na poważne granie. Z nim nadal są zbyt młodzi, no ale, przypominam, grają w 6 na 5:)

      (-1)
  22. Array ( )
    Odpowiedz

    Odnośnie przypadku, gdzie czołowi strzelcy mieli 22 lata lub mniej, to najbliższym jest chyba Orlando ’95 – Shaq 22, a Penny 23. Przy czym jest pełna analogia w doświadczeniu w NBA – Shaq/Wemby to trzeci, a dla Penny/Castle drugi sezon. Już pomijając porównywanie głębi składu – jak się skończyło, kilka osób stąd oglądało, inni wiedzą, a chyba drobną garstkę zapraszam do statystyk.
    Co do nowego mistrza rok z rzędu, w mojej ocenie kluczem do zbudowania jakiejś chociaż mini dynastii, poza kontuzjami oczywiście, będzie zaprzestanie płacenia maksów – i tutaj SAS, w składzie Buford/Pop/Wright. mają pełne pole do popisu. Na chwilę obecną mają okienko na ten i przyszły sezon. Zejdzie im Olynyk, Barnes jeśli zostanie, to za znacznie mniej, ale niekoniecznie minimum, ale już Champanie trzeba będzie zapłacić za wnoszoną wartość, przedłużając go po sezonie.

    (3)
  23. Array ( )
    Odpowiedz

    Historia dwóch połów. Knicks musza zwalniać i kontrolować tempo. Wybijać z rytmu. To cały klucz do tej serii. Jeśli będą grali z SAS jak w pierwszej połowie – pozwalając im na szybkie akcje i bieganie z kontry to bedzie w plecy. Przy zwalnianiu gry i wybijaniu z rytmu wychodzi jeszcze brak doświadczenia SAS (myślę że długie wcześniejsze serie też dają się we znaki , chociaż są młodzi i znieśli to na pewno lepiej). Kto by nie wygrał będę zadowolony bo to dwie drużyny którym kibicowałem w tym sezonie. Z lekkim wskazaniem na Knicks bo oni już naprawdę długo czekają na ten tytuł, a w końcu mają drużynę z prawdziwego zdarzenia.

    (2)
  24. Array ( )
    Odpowiedz

    Odnoszę wrażenie, że sztab Spurs zaryzykował stawiając Wembanyamie na Townsie w pierwszym meczu aby Francuz zgasił go na resztę serii jak Holmgrena. Nie wyszło

    (3)
  25. Array ( )
    Odpowiedz

    Mecz Spurs przegrał trener. Trzymał na placu Foxa, zamiast grać Szampanem i Harperem, do tego nie bierze czasu w samej końcówce, kiedy tracili 2 punkty, można to było uspokoić, nie widział że jego młoda drużyna już ma obsrane gacie wtedy? Dla mnie dywersant na ławce trenerskiej. Kto tak drużyny prowadzi w końcówkach? Wziął czas jak była różnica 3 posiadań …. brawo. Popovich dobrze że jest siwy, oby nie wyłysiał jak widzi takiego orła taktyki.

    (5)
  26. Array ( )
    Odpowiedz

    Po pierwsze, zajebisty merytorycznie artykuł, filmiki z montażem na potrzeby artykułu itp, chapeau bas! Po drugie, jestem pod wrażeniem jaką przemianę przeszedł KAT w nowym jorku. Obśmiewano go ze jest miękki, że psycha nie dojeżdża, a pokazuje się tu jak dorosły mężczyzna z cohones na miejscu i odpowiednim mistrzowi nastawieniem. Kolejna osoba, która definiuje ten zespół jako mistrzowski to Josh Hart, chłop odpierdziela kawał roboty, jest tym klejem, tą fugą co wypełnia każdą lukę czy niedoskonałość zespołu. Podobnie jak Admin, jestem zdania, że za wcześnie dla Spurs na pierścień i trzymam kciuki by Knicks w zdrowiu dowieźli tą serię!

    (10)
  27. Array ( )
    Odpowiedz

    Patałachy Spurs zostaną zajechani przez New York Knicks. Te młode matołki niech wracają żreć sterydy i pakować swoje obleśne muskuły, bo im we łbach pokręciło się od chamstwa boiskowego.

    (-10)
  28. Array ( )
    Odpowiedz

    Już 2:0 i coś czuję, że to może się skończyć miazgą 4:0.

    Wemby przegrała im ten mecz! Taki miał być „kosmita”, a jak na razie to gra tak byle jak…

    No i na koniec… ten wasz słaby Wschód będzie najprawdopodobniej Mistrzem NBA 🤣

    (3)
    • Array ( )
      Nowo nawrócony Laker 6 czerwca, 2026 at 09:13
      Odpowiedz

      To jest tak pozerski komentarz że aż piszczy. Oczywiście że jest kosmitą. Ma 22 lata i jest liderem zespołu który gra w finałach NBA. A że nie trafił rzutu? To jest sport.

      (5)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Panie, wschód jest słaby jak sik pająka. Na potwierdzenie tego niech będzie tegoroczna wyprawa Knicks do finałów, którą można odebrać jako spacerek.
      Oczywiście nie umniejszając niczemu Panom z NY, którzy zasłużenie są w finałach i kroczą po zwycięstwo.
      Szkoda, Spurs są zajechani fest, być może Wemby z jakimś urazem, bo w tej serii też dosyć mięciutko gra. Wiele czynników przekłada się na póki co kontrolowane mecze i zwycięstwa Knicks. Między innymi widoczny jest brak doświadczenia i zmęczenie, przykro się patrzy na SAS w takiej dyspozycji.

      (-2)
  29. Array ( )
    Odpowiedz

    Kolejny mecz z wygraną zbiórką knypki typu Alvarado Macbrie Brunsona każdy 2 ofensywne na koncie. Gwiazdy Spurs W.F.C. każdy 4 straty wszystko w temacie.
    Jeśli wrócą na 5 mecz to już będzie sukces. Nieśmiało napiszę NYK 4:2 ale równie dobrze 4:0 historia lubi się powtarzać.
    Zimny prysznic przyda się na młode głowy.

    (3)
  30. Array ( )
    wierny czytelnik 6 czerwca, 2026 at 12:40
    Odpowiedz

    Nie podoba mi się, kiedy mówi pan do mnie typie. Proszę tego nie powtarzać.
    W 1. Meczu nawet OG rezygnował z rzutów „przez” Wembanyamę. Nie mówiąc o Shamecie. Proszę obejrzeć ten mecz.

    (1)
  31. Array ( )
    Odpowiedz

    dla mnie wygladalo przez 3 kwarty w game 2 ze trener/zespol SAS nie ma pomyslu jak wykorzystac Wembiego
    serio.
    Harper to juz przekozak jest, chyba jeszcze rzut 3pkt by mu sie przydal
    Koncowka to amatorszczyzna w wykonaniu SAS. I tu bym obarczal trenera.

    Dodatkowo nielubiany przeze mnie KAT gra chyba basket zycia, nie musi zdobywac duzo punktów, ale cala otoczka super i mental z ktorym moim zdaniem mial najwiekszy problem w przeszlosci

    sedziowie „drukowali” pod SAS, zupelnie nie potrzebnie
    i pozwalali na zbyt twarda gre

    (3)
  32. Array ( )
    Odpowiedz

    Na trzeci mecz najbardziej by się przydało reakrywować Popa, bo trenerzy Spurs odwalił kaszanę fest. Czemu nie wzięli czasu? Puszczają chłopaków na żywioł i jakoś to będzie? Otóż nie! Nie będzie!
    Fajnie byłoby też zasponsorować bilety za ławką NYK Jimmiemu Buttlerowi i dziewczynie KATa.

    (-2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu