Najbardziej przepłaceni koszykarze NBA 2019/2020

40

Jest piękny poranek, słońce rozświetla leniwie budzące się do życia ulice wielkiego miasta. Ty już od dawna jesteś na nogach, gdyż wiesz,że to twój wielki dzień. Przechadzasz się nie śpiesznie po pokoju z kubkiem gorącej kawy patrząc na krajobraz roztaczający się za oknem, czekasz aż otworzą się drzwi za tobą, ponieważ wiesz że tam spełnią się twoje marzenia

Z taką sytuacją mogli (choć wcale nie musieli) zetknąć się koszykarze NBA nim złożyli swój podpis na kontrakcie zapewniających im bezpieczeństwo finansowe do końca życia. Który z nas nie marzył o tym, aby choć przez chwilę zostać gwiazdą NBA? Sława, pieniądze, kobiety, luksusowe auta oraz niezapomniane momenty na parkiecie. Decydujące o zwycięstwie punkty lub blok, który posyła Spaldinga w trzeci rząd trybun. Na początku wszyscy marzą o sukcesach na parkiecie, z czasem większość myśli już tylko o kasie i to jest problem. Nie każdy jest jak Pascal Siakam, który po otrzymaniu statuetki Most Improved Player oraz podpisaniu 9-cyfrowego kontraktu wnosi swe umiejętności o kolejne dwa poziomy wyżej.

Przecież nie zawsze decyzje generalnych menedżerów NBA okazują się trafne! Mówimy o kontuzjach, wypaleniu, drastycznym spadku formy i/lub motywacji albo wręcz przeciwnie nieprzystającym do rzeczywistości wzroście ego, które potocznie nazywamy “uderzeniem wody sodowej do łba”. Genialny i wielce perspektywiczny na pierwszy rzut oka projekt okazuje się niewypałem, chybioną inwestycją blokującą budżet / rozwój kadrowy klubu na lata wprzód. I właśnie o takich graczach planuję powiedzieć parę słów:

John Wall

Jan zarobi 170 milionów dolarów od bieżącego sezonu aż do wakacji 2023 roku. Teraz wygląda to śmiesznie, ale przedłużenie umowy negocjowano dawno temu. Sezon 2016/2017 był najlepszym w karierze 29-letniego zawodnika. Średnio 23 punkty na mecz, 10 rozdanych asyst oraz 2 przechwyty na skuteczności 45/32/80. Były też czwarty bilans konferencji, druga runda playoffs oraz powołanie do najlepszej piątki sezonu.

Niestety zaraz po złożeniu podpisów nastąpił wysyp kontuzji, który skutecznie zahamował rozwój gracza. Na przestrzeni lat 2017-2019 rozegrał w sumie 73 mecze, a jego “destrukcyjny” charakter doprowadził do rozpadu zespołu. Pamiętamy konflikt z niepolitycznym Gortatem, od którego transferu można powiedzieć rozpoczęła się przebudowa Wizards. Do dziś anachroniczny stylem gry John Wall to najbardziej toksyczną bomba księgowa, jaką widziano w drugiej połowie tej dekady.

Chandler Parsons

Bez wątpienia utalentowany ofensywnie, wysoki biały zawodnik, z rzutem, kozłem i przeglądem pola, niestety pozbawiony zdrowia przez co jego gaża przyprawia o dreszcz. To ten, który w jednej połowie meczu trafił 10 razy zza łuku (jeszcze za czasów Houston, dawno i nieprawda). Jego wkład meczowy / statystyki od zawsze były nieadekwatne do zarabianych pieniędzy. Ot 14.8 punktów przy skuteczności na poziomie 47/39/70%. Nie wiem na kogo miał “haki” jego agent, że Memphis Grizzlies zaproponowali gwarantowane 94 miliony dolarów za cztery lata. Najwyraźniej menedżerom nie przeszkadzały doniesienia o pierwszych problemach zdrowotnych gracza, który pierwszą operację kolana miał za czasów gry w Dallas czyli w 2015 roku.

Chandler nigdy nie miał potencjału na gwiazdę ani nawet “pierwszą opcję” jak wskazywałyby jego zarobki. W pierwszym sezonie obowiązywania bajońskiej umowy rozegrał 34 mecze dostarczając średnio 6.2 punktów. W karcie chorobowej pojawiały się coraz to nowe wpisy, przez co parkiet oglądał główni z perspektywy ławki rezerwowych.

Gdy wydobrzał nie umiał pokazać już niczego, z czego był znany z poprzednich lat. Ograniczenie roli spowodowało z kolei rosnącą frustrację zawodnika, który nie godził się z takim obrotem sprawy. Doprowadziło to do sytuacji w której Parsons podczas treningu po trafieniu kilku trójek krzyczał w kierunku głównego menadżera Chrisa Wallesa “Pozwól mi zagrać”.

Niestety kolejne kontuzje i następne operacje kolan nie poprawiły w żadnym stopniu jego sytuacji, więc kontrakt zaczęto postrzegać jako katastrofalny, a jego samego za nietransferowalnego. Status quo utrzymywał się do 7 czerwca 2019 roku kiedy to został wysłany wraz z ostatnią ratą 25 mln dolarów do Atlanty, gdzie… także siedzi na ławie.

Nico Batum

Zawodnik z najdłuższym stażem z całej listy. Przez większość kariery postrzegany jako atletyczny stoper o wysokim koszykarskim IQ, mający swe momenty jako strzelec na dystansie. Pamiętacie go w Portland? Potrafił zdobywać w okolicach 15 punktów oraz 5 zbiórek. Po słabszej kampanii 2014/2015 został wytransferowany do Charlotte Hornets, gdzie starał się jak mógł uzupełniać talenty Kemby Walkera dostarczając średnio 15/6/6.

Był to czas gdy budżety płacowe NBA rosły w siłę, wkrótce też na horyzoncie pojawiła się pięcioletnia maksymalna umowa opiewająca na kwotę 120 mln dolarów.  Spore zaufanie w umiejętności 28-latka. Kolejny sezon 2016/2017 nie zwiastował żadnych negatywnych symptomów, no, tylko drużyna zakończyła rundę zasadniczą na 11. miejscu.

Niestety kolejne 3 lata pokazały, że wiek sportowca ma znaczenie w szczególności w kontekście zmian NBA, polegającej w ogromnej mierze na rzutach za trzy. Nico nigdy nie był strzelcem, nie umiał też kozłować. Defensywnie także stracił, wciąż potrafił się ładnie ustawić i wybronić pojedynczą akcję, to zdecydowanie za mało dla zawodnika, który zarabia 20 milionów za sezon. Obecnie Batum wchodzi w przedostatni rok obowiązywania umowy, ma zapewnioną “player option” którą prawdopodobnie wykorzysta otrzymując kolejne 27 mln w przyszłym roku. W obecnym sezonie wyszedł na parkiet dwukrotnie zdobywając łącznie trzy punkty przez 20 minut. Wychodzi na to, że na razie zarobił 12 782 608 mln za oba mecze. Całkiem niezła wypłata za 20 minut pracy.

Bismack Biyombo

Kolejny zawodnik Charlotte Hornets, silny fizycznie, względnie mobilny choć bardzo ograniczony warsztatowo center, którego 70 milionów dolarów rozciągnięte na 4 sezony są jak odpad radioaktywny. Jego czas w NBA dobiega końca jak i zawodnikom o podobnej do Bismacka charakterystyce. Oddać mu trzeba, że przez pierwsze dwa lata w Orlando prezentował się nader dobrze jak na zmiennika zdobywając w przeciągu 20 minut na placu boju 6 punktów, 6 zbiórek i 1 blok przy skuteczności na poziomie 52% z gry. Tragedia koszykarska dopadła go w momencie transferu do Charlotte w barwach, których rozegrał 65 meczów w przeciągu 2 lat. Śmiało mogę napisać, że pieniądze przelane na konto zawodnika nie idą w parze z jego umiejętnościami.

Reggie Jackson

Po rozczarowującym sezonie 2013/2014 zakończonym bilansem 29-53, drużyna Detroit Pistons potrzebowała gruntownych zmian na pozycji rozgrywającego. Z pomocą przybył młody gniewny Reggie Jackson, który domagając się większej roli w Oklahomie został przeniesiony do drużyny Tłoków w ostatnim roku swojego rookie kontraktu.

Pistons zaufali, młody dokończył sezon na poziomie 17.6/9.2/4.7 przy 34% zza łuku, co przekonało szefostwo. Patrząc z perspektywy, oferta 80 mln dolarów za pięć sezonów okazał się nazbyt hojna. Reggie zrobił się niepewny, mechaniczny w ruchach, przewidywalny, no i przede wszystkim: nigdy nie dorobił się stabilnego rzutu. Innymi słowy: ograniczony percepcyjnie, bardzo przeciętny technicznie zawodnik bez psychiki za to drewnianym nadgarstkiem.

Brandon Knight

Cofnijmy się w czasie do roku 2011, właśnie powstało GWBA, a nasz bohater postanawia porzucić uczelnię Kentucky, w której notował średnio 17 punktów 4 asysty oraz tyle samo zbiórek. Jego sprawność i bajeczny pierwszy krok uczyniły go atrakcyjnym wyborem w nadchodzącym drafcie. Został wyselekcjonowany z siódmym numerem przez Detroit Pistons (za nim uplasowali się tacy zawodnicy jak Kemba Walker, Klay Thompson, Kawhi Leonard, Nikola Vucević czy Jimmy Butler).

Pierwszy rok w NBA był obiecujący: średnio 32 minuty, 13 punktów, 4 asysty i 3 zbiórki średnio co wieczór. W kolejnym sezonie regularnie meldował się na parkiecie jako starter, lecz dwa lata poprawnej gry nie przekonały włodarzy Pistons, iż Knight jest lekiem na ich problem na pozycji rozgrywającego więc 31 lipca 2013 roku dokonali wymiany z Milwaukee Bucks, w ramach której oddali Brandona między innymi za Khrisa Middletona.

Pierwszy rok u nowego pracodawcy w trakcie sezonu 2013/2014 pokazał ,że może być on graczem pierwszej piątki zespołu NBA notując średnio 17.9 punktów 4.9 asyst oraz 3.5 zbiórki. Niestety, jego indywidualne wyniki nie korespondowały ze zdolnościami. Popełniał masę strat, selekcja rzutowa wołała o pomstę do nieba i bardzo przeciętnie jak na posiadane warunki fizyczne odnajdował się w obronie. Efektem był kolejny transfer spowodowany brakiem chęci zarządu Bucks do przedłużenia umowy. Brandon zlądował w połowie sezonu w Phoenix Suns, w których do końca kampanii 2015/2016 notował najwyższe w karierze 19.6 punktów. Jego współpraca z Ericem Bledsoe oraz Tysonem Chandlerem układała się na tyle dobrze, iż włodarze Słońc postanowili przyznać chłopakowi 70 mln dolarów za pięć lat posługi.

Ile?!

Niestety sezon 2016/2017 to drastyczne ograniczenie minut zawodnika oraz nowa rola w drużynie, czyli sixth man. W drafcie wybrany został bowiem Devin Booker i to na niego woleli postawić selekcjonerzy. Nie podobało się to Knightowi, nie tak się umawiali. Czarę goryczy przelały kontuzje: pleców oraz zerwanie więzadła krzyżowego w lewym kolanie. Całkowicie opuścił sezon 2017/2018, a po powrocie nie był już tym samym dynamicznym, zawodnikiem. Stracił pewność siebie, demonstrować począł sporą niekompatybilność jeśli chodzi o systemową grę. Na dodatek “młodzi gniewni” czyli Eric Bledsoe, D-Book oraz Josh Jackson skutecznie pozbawili go reszty minut.

Skończyło się kolejną zmianą miejsca zatrudnienia, w kwietniu 2018 roku trafił on do Houston Rockets wraz Marquesem Chrissem. Przez rok, gdzieś do lutego 2019 roku tułał się po zakamarkach G-League, rozgrywając jedynie 12 meczy dla zespołu Rakiet. Ci jednak pozbyli się jego przepłaconego kontraktu posyłając precz do Cleveland Cavaliers. W obecnym sezonie pojawił się na boisku sześciokrotnie by na przestrzeni 12 minut zdobyć 5.5 punktów oraz rozdać 2 asysty.

Wyróżnienia: Courtney Lee, Allen Crabbe, Tyler Johnson, Kent Bezemore

Jak widać nie każdy zasługuje na pieniądze mu oferowane. Czasem jeden dobry sezon nie pokazuje wszystkich umiejętności danego gracza, często charakter nie idzie w parze z talentem lub sam talent jest wyjątkowo hiperbolizowany. Niestety najczęściej to kontuzje przekreślają rozwój zawodnika. I to właśnie ryzyko nagłej utraty zdrowia sprawiają, że najwybitniejsi sportowcy / koszykarze świata zarabiają tak wiele.

[autorem tekstu jest Czytelnik o imieniu Michał oraz nazwisku na literę P] gratulujemy!

Ostatnie Wpisy

40 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    To nie jest tak że każdy z tych graczy dostaje tyle ile napisane. Podane sumy są zazwyczaj maksymalnymi po spełnieniu szeregu warunków określonych w umowie. Zawodnik musi być zdrowy, grać w odpowiedniej ilości meczów, robić określone postępy, na pewno są zapisy o zdobytych nagrodach i powołaniach. Liczy się także zajęte miejsce na koniec sezonu i potem Play off. Przykładowo taki John wall z tych 170 mln jeżeli nie wróci to powącha może połowę minus podatki stanowe i federalne. Może. Proszę przejrzeć kontrakt Arenasa na 100 baniek, dostępny w necie, sam opublikował i pokazał ludziom jak to wygląda.

    (39)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo przyjemny artykul Panie Michale. Dzieki!

    Nazwisko zaczynajace sie na P…. hmmm Wielmozny? Kiedy artykul o Simmonsie?

    (4)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe ja24
    Odpowiedz

    Brandon Knight? to ten któremu Kyrie okrutnie połamał kostki w meczu Rising Stars, i przez to go zapamiętam. ja bym jeszcze dodał Loul Denga (zdaje się że jego kontrakt jeszcze obowiązuje), a jak Deng to i Mozgov! brawo panie Kupchak!

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    A kontrakt Młotka 70 mln to niby nie był radioaktywny.. Bismak jest chociaż młodszy o 8 lat.. Takich wysokich kwiatków w NBA nadal sporo…

    (-4)
    • Array ( )

      Marcin dostał chyba 60 kilka mln na 5 lat i był przez 4 lata podstawowym centrem Wizards. Uważam, że przez pierwsze lata gry zasługiwał na lepsze pieniądze jako podstawowy zawodnik ale później znacznie obniżył swoje loty. Ogólnie kontrakt poza tym że bardzo długi (w ostatnim sezonie na pewno był obciążający) nie był zły. Szczególnie, że rezerwowy center Wizards miał kontrakt na podobna sumę ale na 4 lata, więc lepiej zarabiał siedząc na ławce niż Marcin grając. Ogólnie Wizards stali się drużyną której przyszłość maluję się w czarnych barwach między innymi przez tak słabe kontrakty.

      (8)
    • Array ( )

      62 mln za zdrowego solidnego centra to był uczciwy deal. Jego francuski zmiennik Ian mahinmi miał 64 mln za 4 lata gry a raczej siedzenia na łąwie i leczenia kontuzji-to był fatalny kontrakt jakich wiele spieprzył Grunfeld

      (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Parsons powinien grać !!!w Europie,.Knight mnie ciekawi najbardziej to był bardzo dobry zawodnik z fajnym rzutem kurde może się gdzieś jeszcze odrodzi??Dziadkiem nie jest przecież.

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamietam jak byłem dzieckiem i marzyłem o grze w NBA, pamietam to doskonale i wcale nie chodziło tu o kasę, kobiety, czy sławę… jezeli kogoś interesują te ostatnie uciechy to zapewne szybka straci motywacje.
    Natomiast trochę z innej beczki. Tak jak ostatnio zawodnicy podczas mierzenia niby zaczęli się kurczyć tak Lebron wręcz przeciwnie 6-9 można urosnąć w wieku 35 lat? Można ! *

    *wg. Basketball reference

    (4)
    • Array ( )

      Na basketball-reference różne kwiatki się zdarzają. Wystarczy porównać z oficjalnymi danymi z NBA.com parametry zawodników z lat dziewięćdziesiątych.

      (1)
    • Array ( )

      LeBron na pomiarach przed draftem w 2003 roku miał 6’8″, więc po prostu no urosło mu się a nigdy nie pofatygował się by skorygować wzrost. Widać jemu koturny obojętne…

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Zastanawiające są te super max kontrakty , które podpisują weterani z macierzystym klubem . Czy ktokolwiek jest tego warty ? Przecież w ostatnich latach tego kontraktu , kwota wynagrodzenia to chyba koło 25% salary cap. Myślę , że może 5 gości w lidze jest tego wartych . Przypadek takiego chrisa Paula albo właśnie walla pokazuje , że trzeba się poważnie zastanowić przed daniem komukolwiek takiego .

    (6)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Chris Paul- trzeci najwyższy kontrakt w lidze, Ian Mahinmi, Evan Turner, Andre Igoudala, Solomon Hill, MKG – kolejny reprezentant Charlotte.

    (3)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Nico Batum nie był takim słabym strzelcem, fakt miał mecze w którym mu nie siedziało, ale miał też mecze w którym trafiał jedną trójke za drugą.

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Hahahaha
    Pamiętajcie że wysokie kontrakty są rownież ze względów marketingowych i kluby na tym zarabiaja jeszcze więcej(przy transferach piłkarzy widać to jeszcze bardziej przykład Ronaldo przed zagraniem pierwszego meczu kasa się już zwróciła dwukrotnie za same koszulki !!!! ) tak więc nie dziwota że tak absurdalne sytuacje maja miejsce 😉

    (0)

Gwiazdy Basketu