NBA: Cade Cunningham pisze nowy rozdział Detroit Pistons 🏀 ☠️ Luka Doncic superstar!

22

Patronami dzisiejszego odcinka są Mateusz Kruk, Mati Ziela, Szemryk, Kuba Szumiło, Deliński Igor, L Wojciechowski oraz Oskar Lis. No to jak tak, to muszę ruszyć cztery litery i coś dla Was napisać choć przyznam, że wczorajsza nocna NBA dała mi w kość. Oto co widziałem, zapraszam…. 

W tym miejscu powinien być jakiś telewizyjny dżingiel, muzyczny motyw przewodni GWBA… nie mam nic takiego, więc może wkleję to:

Albo lepiej, bo są z nami starsi Panowie, kibice pamiętający lata dziewięćdziesiąte, więc ten motyw powinien być bardziej odpowiedni. Przy okazji, macie swoją muzykę, swój theme, który sprawia, że Wam się chce ruszyć na trening, na kosza czy chociaż na partię bierek? Pomóżcie! Już się zrobiło ciepło, już naprawdę trzeba, let’s go!

Mavericks 131 Pacers 135

Wydrapane absolutnym fartem w końcówce, bo szykowała się wtopa podopiecznych Ricka Carlisle’a, któremu wyraźnie rozsypały się klocki. Tyrese Haliburton znów siedzi w ulicznych ciuchach na ławce, bo ostatnio zaliczył mocny upadek na plecy i cały zesztywniał. Pascal Siakam biegał po boisku, ale gdybyście go widzieli, to byście powiedzieli, że coś nie gra. Ostatni mecz opuścił z „powodów osobistych”, a te jak wiadomo potrafią nieźle namieszać w głowie. W każdym razie uśmiechów na jego licu nie widziałem, w finałowych minutach nasz człowiek PJ Washington go mijał jak dziecko wymuszając kolejne faule.

Idąc dalej, Aaron Nesmith wychodzi z urazu kostki, Myles Turner ma problem z biodrem i też się rusza kiepsko. Najbardziej jednak brakuje Haliburtona, który potrafi tak sugestywnie zatańczyć z piłką, że cała obrona kładzie się jak zboże podczas porywistego wiatru, raz w lewo, raz w prawo. Kto się wychowywał na wsi ten pewnie widzi, ma przed oczami, co Wam tu próbuję wyjawić. Ja się na wsi nie wychowywałem co prawda, ale tak to sobie wyobrażam, haha. 

Minimalne zwycięstwo mimo wszystko nie najlepiej świadczy o Pacers, bo Dallas wiadomo, że grało de facto w siedmiu. Dinwiddie, Washington, Marshall, Hardy i Max Christie dawali sobie nieźle radę w pojedynczym kryciu. Mocno podwórkowe granie, mocno zindywidualizowane. Co ciekawe, Anthony Davis rzekomo nie chce słyszeć o „zakończeniu sezonu”. Walczy o powrót do gry. Trwa batalia o dziesiąte miejsce w tabeli! Trzymamy kciuki AD! Wszystko, tylko nie Suns. 

Rockets 116 Magic 108

Ime Udoka na bezczelnego, prawie cały mecz w strefie. A co się będą wiele zastanawiać i gimnastykować skoro rywal ma problemy z rzucaniem i wszystko, co możliwe wkłada w ręce Paolo Banchero (31 punktów 6 zbiórek 5 asyst). Szacunek dla młodego, bo parę trójek myknął, z potrojenia do kosza trafił, pchał się ciałem i kiedy trzeba było ponawiał próby, no i piłki pchał ze środka na boki. Podobną w sumie rolę leci Franz Wagner, jak strefa to wiadomo, że się przydał Goguś Bitadze na przedłużeniu linii rzutów wolnych i ogólnie sobie radzili, chyba. 

Houston jednak mocniejsze, więcej iskry bożej, talentu i szybkości na piłce. Dwaj obwodowi Jalen Green (26 punktów) i Fred VanVleet (19 punktów) wymusili w sumie osiemnaście rzutów wolnych i to była główna różnica. Nie da się wygrywać cyklicznie bez talentu ofensywnego na pozycjach 1-2. Może kiedyś, w dzisiejszej NBA to nie przejdzie. Do tego dwaj środkowi, Aquaman Steven Adams znów grał ze dwanaście minut u boku Alperena Senguna odbierając całkowicie przestrzeń podkoszową rywalom. Ci znów trafili tylk0 9/35 zza łuku. Tak to w amatorce się rzuca. 

Pistons 116 Heat 113

Tak jak napisałem nad ranem, Cade Cunnigham (25 punktów 12 zbiórek 11 asyst) pisze nowy, piękny rozdział w historii klubu Pistons 🏀☠️ Tyler Herro nie zawiódł w ostatniej akcji, przytomnie wymusił faul i pewnie trafił dwa rzuty wolne doprowadzając do remisu. Pistons mieli ostatnią próbę i nie wiem co sobie trener Erik Spoelstra myślał, że do kogo niby pójdzie piłka… wiadomo, że Cade nikomu ostatniej piłki nie odda, to nie ten typ. 

Przed sobą topowy obrońca Bam Adebayo (30/9/8) ten wychodzi w górę, wali przez ręce, rzut jest za mocny, piłka uderza o tablicę i wpada do obręczy… chłopaki lecą z łapami, cieszą się. Gdzieś po drodze Miami próbuje jeszcze rzutu przez całe boisko przy 0.4 sekundy na budziku, ale nikt na nich nie patrzy. Bilans klubu z Motor City wynosi 39-31, jak tak dalej pójdzie nie będą musieli nawet przechodzić stresów, z jakimi wiąże się udział w turnieju play-in. To będą pierwsze w mieście playoffs od chyba sześciu lat, poprawcie mnie jeśli się mylę. 

Tymczasem Miami spada w otchłań tabeli, dziewięć z rzędu porażek to naprawdę nie wygląda dobrze. Żona już pewnie mówi, a rzuć to w cholerę Eryk, oni nie zasługują na Ciebie! Starania były, ale czwarta kwarta znów przyniosła spowolnienie w ataku, Pistons ich po prostu wyprzedzało, kradło piłki na bezczelnego. Wielki walor w tym zakresie wnosi na parkiet przede wszystkim Ausar Thompson, takiego pazura jak on, to ma w tej lidze ledwie paru ludzi. 

28:20 w czwartej kwarcie, przy uwaga 15-5 na tablicach!! Fizyczność, zdrowie, walory atletyczne. Duncan Robinson i Tyler Herro odstają w tym zakresie. Jimmy to trochę łatał, ale teraz naprawdę jest spadek notowań. Po raz kolejny zabrakło też Andrew Wigginsa (problem z nogą) ale wiemy, że to nie jest żaden wybawca ani charyzmatyk. Skończyło się, nie ma, zabrakło. Pora na nowe rozdanie na South Beach, to się może tyczyć także zarządu, jeśli mam być szczery. 

Pelicans 119 Wolves 115

Dwa razy w domu, dwa razy rywal z rywalem… nazwijmy to: ciężko doświadczonym przez kontuzje, i druga z rzędu przegrana. Rozumiem, że nie codziennie udaje się wykrzesać potrzebną do pracy energię, ale pewne założenia można poczynić. Otóż, kolega Anthony Edwards znów zbyt egoistyczny. Podczas niedawnej serii zwycięstw piłka przechodził znacznie więcej przez Juliusa Randle w ataku. Teraz wróciło to, na co utyskiwaliśmy na początku sezonu.

Edwards kozłujący piłkę by odpalić rzut bez patrzenia na kolegów oraz Randle w sposób spowolniały pchający się zadkiem pod obręcz. ANT wydaje się zajechany, przydałaby mu się przerwa, tak myślę. Julius jako zbierający to jest naprawdę kiepski widok, poziom wkładanego wysiłku bliski zeru. Naz Reid jako obrońca śpioszek niesamowity. Co najciekawsze, facet walczy o nowy siedmiocyfrowy kontrakt i biada ekipie, która mu go zaoferuje. 

Pels poszli mocno na tym tle, 54:36 w polu trzech sekund, kolejne sukcesy Ziona Williamsona (29 punktów 8 asyst 12/16 z gry) za którym, jak za wozem opancerzonym, szli koledzy. O zwycięstwie przeważyły dwa layupy. Niesamowite jak różny potrafi być poziom energetyczny zespołu mecz do meczu. Mówię o Wilkach. W Nowym Orleanie dobrą robotę zaczyna znów wykonywać i znów się zaznaczać ligowy wagabunda Bruce Brown (17 punktów 7 zbiórek 6 asyst z ławki). No i ten młody Hawkins to zdecydowanie potrafi rzucać: 13 punktów 6 zbiórek. Jak on ma na imię? Aha, Jordan – no i wszystko jasne!

Sixers 100 Thunder 133

No tutaj nie ma co opisywać. OKC nie wystawiło całego niemal podstawowego składu, wyjątkiem był Chet Holmgren (19 punktów 7 zbiórek) ale podstawowe założenia i intensywność obrony nie uległy zmianie. Gra szła dużo przez oszukanego środkowego Jaylina Williamsa, który przytulił śliczne triple-double: 19 punktów 17 zbiórek 11 asyst.

Thunder zmierzają wprost do pierwszego miejsca w tabeli i wszystko na to wskazuje, że będą mieli przewagę parkietu w każdej, możliwej serii playoffs. Dla mnie super, na to właśnie stawiałem przed sezonem! Aha, Quentin Grimes zalicza tym razem 28 punktów, Fire Nico! Haha. Jak mówię, i tak by go nie utrzymali po sezonie, pójdzie za kasą, więc w Philly także miejsca nie zagrzeje. 

Knicks 105 Spurs 120

Wielki, sprawny chłop Sandro „Mamu” Mamukelashvili w czasie dziewiętnastu minut zalicza 34 punkty przy 7/7 zza łuku i to jest piękna gruzińska historia. 

Knicks nie są już tym samym super twardym zespołem, co przed rokiem. Nie potrafią kryć pick and rolla, a dziś bez swego lidera Jalena Brunsona, z dala od domu, gdzieś w środkowym Teksasie, jawią się jako drużyna bardzo przeciętna. 

Kiedy opierasz sukces na postaci Karla Townsa (32 punkty) to przy całym szacunku, zmierzasz donikąd. W playoffs, przeciwko solidnemu rywalowi, Townsa nie będzie. Bridges i Anunoby wpisali się w ramy graczy zadaniowych. Od czasu do czasu pozytywnie zaskoczą w obronie lub w ataku, ale to są właśnie… gracze zadaniowi. Nierówni, skromni raczej, choć zarobki oczywiście gigantyczne. Nie wiem, liczyłem chyba na więcej w wykonaniu NYK. 

Cały sezon mieli by się ułożyć, ale oni naprawdę nie są w stanie kryć kanonu wszelkiej ofensywy w koszykówce, czyli gry dwójkowej. Skoro pomysłem ma być zbieganie w środek, to sami widzicie co się dzieje. Patrz pierwsze zdanie. Przecież oni w playoffs zostaną zgładzeni z dystansu.

Boston w tym sezonie to ich obśmiewa na jałowym biegu. Z Bostonem to Knicks nie wygrają ani jednego meczu w serii! Nie kumam wybaczcie, jak przy obecności drugiego centra na placu (Mitchell Robinson) Towns jako obrońca idzie pod zasłoną? JAK TO JEST MOŻLIWE?!?! Dobra, nie będę się rozkręcał, bo napiszę za dużo i zaraz będę czytał podobną żółć, tyle że na swój temat. 

Chris Paul dziewięć asyst. Jeremy Sochan olbrzymie minuty (38) i aż czternaście oddanych rzutów. 

Nuggets 108 Lakers 120

Luka Doncic dwadzieścia przeszło punktów w pierwszej kwarcie, gospodarze na prowadzeniu kilkunastoma punktami. Wiele możemy sobie opowiadać, ale sposób w jaki ten facet steruje tempem spotkania jest godny mistrzowskiego tytułu. Jeszcze nie teraz pewnie, ale w przyszłości, jego czas nadejdzie. 

Denver znów bez Jokera i Murraya, więc nie ma co wyciągać daleko idących wniosków. Jak widzicie nie ma ciśnienia na zwycięstwa, udział w playoffs jest prawie przyklepany, więc liczy się zdrowie i uroda. To samo można powiedzieć o dziadku LeBronie, który po kuracji suplementami znów wygląda jak pięć lat młodszy. 

Bulls 121 Suns 127

Wiem, że podobnie jak ja, chcielibyście aby Suns przegrali już wszystko do końca sezonu, ale tak się nie da. Mike Budenholzer zmaga się z demonami. Urazy odebrały mu chwilowo Graysona Allena, Bradleya Beala i Masona Plumlee. Monte Morrisa i Vasilija Micica decyduje się nie wystawiać na plac w ogóle, ale może dobrze, może na dobre mu to wyjdzie.

Tyusa Jonesa, cieniutkiego defensora, któremu na dodatek odebrano cały walor posługiwania się piłką, zepchnął na margines, na brzeg ławki rezerwowych. W jego miejsce grał żółtodziób (drugi sezon, zeszły spędził zakopany na ławce Denver) Collin Gillespie, młodszy i twardszy jako obrońca pierwszej linii, bo to właśnie POA defense, czyli obrona pierwszej linii jest najsłabszym elementem Suns jeśli mnie zapytacie. 

Suns stanęli naprzeciw podobnej sobie, ofensywnej ekipie i po wymianie ognia trwającej cztery kwarty, nareszcie są do przodu. Niniejszym zrównali się bilansem z Dallas (33-37) co oznacza, że są na dziesiątym miejscu w tabeli z widokami na play-in. Według stanu na dziś, o udział w ósemce graliby na wyjeździe z Clippers, a w przypadku zwycięstwa musieliby jeszcze wygrać z przegranym pary Minnesota vs Sacramento. Grubo! 

41 punktów (na 26 oddanych rzutach) Devina Bookera. Świetny zawodnik, ale jego pałowania półdystansowego nie sposób jest czasem oglądać. No po prostu za starym jestem by widzieć dzieciaka grającego na siebie przez połowę meczu. Koszykówkę wymyślono nie po to, aby jeden facet z drugim (KD) wymieniali się kolejnością rzucania do kosza. 

Grizzlies 99 Blazers 115

Prawda jest dość bolesna dla Portland, bo tam naprawdę jest zebrany solidny, bardzo zdrowy i atletyczny materiał ludzki. Jak napadną porządnie, to się rywal musi położyć inaczej będzie nokaut. I teraz zobaczcie gdzie są w tabeli Memphis (dziś nie grał Morant) a gdzie nasi kochani Trail Blazers. Ja Morant to naprawdę nie jest facet, który robiłby jakąś kolosalną przewagę, nie ma zgody na przeciętniactwo w Oregonie. Tam się musi coś ruszyć! 

Na pewno do pożegnania są Jerami Grant i DeAndre Ayton. Liderem składu, którego dobra gra zawsze przekłada się na zwycięstwa albo dobrą grę zespołu jest Deni Avdija i tylko pytanie czy taki lider to jest przyszłość. Na pewno do zatrzymania na skrzydle + Camara, Clingan jako center do zadań specjalnych, Kris Murray do szkolenia, Thybulle dobry duch. Obwodowi kompletnie nie przekonują. Scoot, Anfernee i Shaedon, niosą ze sobą następujące bolączki. Scoota nie nauczysz rzucać (dziś 1/7 zza łuku) Anfernee jest za miękki po prostu jako obrońca i tego także nie idzie załatwić treningiem, a Shaedon Sharpe to jest atleta, który nie ma charakteru do gry w obronie. Jemu dałbym jeszcze szansę z trójki z racji warunków. Pozostałym dziękował i pchał za top pick draftu, wszystkich!  

Biznesowo się to nie sklei, ale jeszcze raz: najemnicy Grant i Ayton, non-shooter Scoot (sprzedać póki trzyma wartość) i strzelec Simons, wszyscy OUT. Dawać mnie tu młodych zabijaków, Coopera Flagga. Gości z wszechstronnością, warunkami i zdrowiem. Tak się buduje zespoły. 

Ben Saraf / Shaedon Sharpe / Toumani Camara / Copper Flagg / Deni Avdija / Donovan Clingan -> zamykam oczy, mówię zaklęcie i niech się tak stanie w Portland! Nieźle odleciałem, wiem. 

Cavs 119 Kings 123

Bez udziału Sabonisa! Nie wiem co napisać, bo to jest niespodzianka. Temat dla biotechnologów, badaczy anatomii i psychologów. 46/91 z gry Królów oraz 15/16 FT przy niewielu, bo tylko jedenastu popełnionych stratach. Mógłbym napisać, że ich zlekceważyli, ale prawda jest taka, że Cavs rozgrywali trzeci mecz w cztery dni, przy czym w niedzielę byli na Florydzie, a teraz są w Kalifornii. 

Amerykanie lubią niespodzianki, gdy mały bije dużego. Mam nadzieję, że podopieczni Douga Christie na nowo dostaną teraz skrzydeł. Wyraźnie poprawiła się intensywność obrony. Fajną energię wnoszą na plac Keon Ellis oraz rookie Devin Carter, syn byłego gracza NBA. I to właśnie młody dał dziś sygnał do ataku: 16 punktów 5 zbiórek 3 przechwyty, let’s go! 

Evan Mobley duża produktywność (31 punktów 10 zbiórek, w pewnym momencie zdobył piętnaście oczek z rzędu!) ale jak pokazał Harden wczoraj, dziś to samo na półdystansie robił z nim DeMar DeRozan (27 punktów 10/19 z gry). Gdy trzeba było zdobyć punkty w końcówce DD nie zawiódł. Kiepski mecz w wykonaniu DeAndre Huntera, zdarza się. Pytanie dlaczego Cavs przestali grać na świetnie dysponowanego Mobleya w końcówce? Pewnie sami nie wiedzą. Donovan Mitchell znów chciał być bohaterem i chyba za bardzo. 

Dziękuję serdecznie za odwiedziny! B

Aha, zapomniałem najważniejszego. Boston Celtics sprzedany za oszałamiającą kwotę 6.1 miliarda dolarów. Nabywcami jest grupa inwestycyjna Symphony Technology Group pod przewodnictwem niejakiego Billa Crisholma. Co to oznacza dla klubu? Wątpię aby nowi właściciele mieli wiele do powiedzenia w kwestii sportowej, dla nich jest to raczej kolejna pozycja w imponującym portfolio biznesowym. Klub ma zarabiać pieniądze, na co bezpośrednie przełożenie mają zwycięstwa. 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    o ile się nie mylę, Spoelstra nie dalej jak kilkanaście miesięcy temu rozwiódł się z żoną, więc prędzej niż ta radzi mu żeby to rzucił, jest powodem dlaczego Erik wydaje się momentami tak pogubiony. Ale tak całkiem serio, Miami zwyczajnie tankuje, widać to gołym okiem, jeśli zakwalifikują się do PO będę musieli pick pierwszej rundy oddać do Oklahomy, a na tym etapie sezonu już zwyczajnie nie jest to opłacalne, bo o wiele lepiej wyjdą z sytuacji, kiedy będą mieli do dyspozycji pick w okolicy 8 i 20 numeru draftu w tym roku, którymi będą mogli handlować żeby ewentualnie wzmocnić drużynę na przyszły sezon i jeśli faktycznie taki jest zamiar, to wydaje się to po prostu logicznym rozwiązaniem, na pewno bardziej logicznym niż walka o PO.

    (23)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie no siedmiocyfrowy kontakt dla teidą to akurat mega promocja haha super relacja a Cade jest absolutnym szefem

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To chyba puszczali na meczach Bullsów w 90-tych, w trakcie timeoutów pod koniec meczu, kiedy wiadomo było, że przeciwnik już dogorywa rozłożony na łopatki.

      (-7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Time to dance – the shoes- kiedyś dużo biegałem przy tej nucie i do dziś jak ja słyszę to chce mi się porać XD. Ta piosenka ma tez spoko klip z Jake gyllenhalem.

    (-4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Scoot rzuca 36 procent za trzy w tym sezonie, a po nowym roku jeszcze lepiej. To ogromny progres,. Czemu niby miałby nie rozwinąć się jeszcze bardziej jako strzelec? Nie oceniajmy po jednym meczu. Mechanika jest dobra. Pudla rzadko w bok.

    (6)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł przy muzyce. Dobre. Może nowa tradycja? W weekend np. ma koniec pierwszego akapitu dobry kawałek?

    (-2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem jak inni to odbierają, ale to najmądrzejsze zdanie jakie przeczytałem tutaj w tym roku: „Wiem, że podobnie jak ja, chcielibyście aby Suns przegrali już wszystko do końca sezonu”. Nawet mimo tej przykrej końcówki, że „tak się nie da”. I dlatego z całego serca kibicuję „zdradzonym o świcie” czyli Mavs.

    (-2)
  7. Array ( )
    trapped in a corner 21 marca, 2025 at 09:34
    Odpowiedz

    Dzisiaj Bronny pokazał wszystkim hejterom że nie bez powodu znalazł się w gronie najlepszych graczy świata. Pierwszy mecz z dorobkiem dwucyfrowym a będzie już tylko lepiej. Wiem co mówię!

    (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Zgadza się, widać było w jego ruchach i umiejętnym kozłowaniu pierwiastek skillów jego ojca. Ewidentnie nabrał już opanowania nad piłką i łapy już mu się tak nie trzęsą jak na początku. Jesteśmy świadkami czegoś naprawdę wielkiego

      (-1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu