NBA Finals Game 1: OVERRATE THAT!

Patronami dzisiejszego odcinka są Rafał Pielecha, Tom Kania, Piotr Margielewski, Michał Machała, Wojtek Skrzypek oraz Obserwator, dziękuję! Opiłem się kawy za Wasze, bo to była wyjątkowo krótka, ale jakże emocjonująca noc w lidze NBA!
Pacers 111 Thunder 110 [1-0]
Nie zawiedli się fani Harry’ego Pottera, po raz kolejny nie zabrakło magii! Tyrese Haliburton wygląda jak facet, który dla mistrzowskiego pierścienia diabłu duszę zaprzedał. Pacers w ogóle nie powinno być w tym miejscu, oni powinni byli odpaść już dawno temu, ale wciąż walczą, gonią wynik i „jakimś cudem” znów wyrywają zwycięstwo z gardeł faworyzowanego rywala.
Heroizm całej drużyny, nie tylko jej rozgrywającego, w tegorocznych playoffs przechodzi do historii. Haliburton zapisuje się w kronikach, w annałach NBA obok takich legendarnych postaci jak Reggie Miller czy Magic Johnson. Dla mnie Hali to hybryda właśnie tych dwóch panów: zimny jak lód, z pocałowaniem rąsi bierze na siebie najważniejsze rzuty, doskonale orientuje się w czasie i przestrzeni, a do tego jest altruistyczny i wiecznie pozytywny, uśmiechnięty.


Wczoraj pisałem Wam o taktycznej bazie, podstawowej organizacji gry obu zespołów. Flat screens, flare screens… zostało Wam coś z tego, jakaś nomenklatura koszykarska? Potrafilibyście wyjaśnić ziomkowi? Sprawdzam, bo może niepotrzebnie idę w szczegóły, podczas gdy Wy wolicie okrągłe słówka i próby oddania emocji meczowych, dajcie znać!
Powinienem coś chyba napisać o przebiegu gry, co? Otóż obie strony rozpoczęły bardzo nerwowo. W szczególności goście, sami siebie pospieszali. Pisałem, chwaliłem, że popełniają najmniej strat w tegorocznych playoffs, podczas gdy oni już w pierwszej kwarcie mieli na koncie dziewięć strat!
Wiele w tym było emocji, szalejący układ nerwowy, prób realizowania planu taktycznego, tempa, ale też aktywnych rąk i presji po stronie Thunder. Gospodarze wyszli z Casonem Wallacem w piątce, czyli bez drugiego środkowego Isaiah Hartensteina. Bardzo, bardzo dziwny zabieg po stronie trenera Marka Daigneaulta! Już na starcie zagrali pod rywala, zamiast wymóc na Pacers dostosowanie pod ich układ boiskowy, system, roster.
Chodziło o zapewnienie przestrzeni dla SGA, z Chetem Holmgrenem jako pojedynczym wysokim na placu, Thunder mogli z powodzeniem grać pięcioma ludźmi na obwodzie, a wszelkie próby podwojenia Shaia czy J-Duba na szczycie parkietu niosły za sobą konsekwencje.
Drugie zaskoczenie i tu zaskoczony byłem najbardziej, żeby nie powiedzieć zawiedzony: dostaliśmy ogromną wręcz liczbę akcji izolacyjnych po stronie Thunder! Okej, logicznie czy liczbowo się to spinało. Gilgeous-Alexander pierwszą kwartę otworzył od zdobycia 12 punktów, a zespół wyraźnie nadawał tempo i prowadził dziewięcioma punktami.
Mało inteligentny pod presją rywali parę razy okazał się Obi Toppin, który jednak zrehabilitował się w późniejszej części meczu waląc 5/8 zza łuku z pozycji centra! Isaiah Hartenstein wstępując na plac z ławki okazał się najmocniejszym fizycznie oraz najbardziej energicznym podkoszowym w początkowej fazie meczu.
Można powiedzieć, że OKC widzieli już przed sobą zwycięską przyszłość. Po pierwsze oni z zespołem ze wschodniej konferencji przed własną publicznością nie przegrali od marca 2024 roku (!) ostatnim razem pokonywali ich właśnie Pacers (121:111) a było to w czasach gdy w trykotach z błyskawicą biegali jeszcze Gordon Hayward i Josh Giddey. Po drugie, w II kwarcie do zabawy przyłączył się trójkowicz Luguentz Dort, a najbardziej doświadczony Alex Caruso prowadził swą klinikę gry defensywnej.
Do przerwy miejscowi prowadzili dwunastoma, a liczba strat wynosiła 19-4 na ich korzyść. Jedna rzecz niepokoiła, te cholerne izolacje. Cały czas indywidualnie, z wykorzystaniem przewagi jednostkowej, w stronę kosza. Teraz już wiem, że to nie przypadek. Gdzieś w ogniu walki i wiwatów okolicznej publiczności, trener Rick Carlisle podłożył rywalom minę. Ta wybuchła w ostatnim momencie, tak jak planowali.

Otóż kolejny raz Pacers rozczłonkowali basket rywala. Sprawili, że Thunder zamienili się w cholernych Knicks, naprzemiennie pałujących grę własną. SGA, J-Dub, Chet, a także Wallace czy Wiggins, próbowali na siłę przedostawać się pod obręcz, z czego może i wynikały dobre rzeczy, ale koniec końców rytm się łamał i gdy przyszło do ostatniego zrywu, Pacers grali swoje, a Thunder… no cóż… przewidywalni, nerwowi, zabrakło im skuteczności.
Indiana w drugiej połowie trafiła 10/20 rzutów trzypunktowych. Konsekwentnie realizowali plan, wymieniali między sobą podania, podsłaniali wzajemnie i ani na moment nie spuszczali głów. Co najważniejsze, opanowali nerwy, nie popełniali już strat, a w czwartej kwarcie dodatkowo napadli na tablice i zbiórkę wygrali różnicą 15-6! Daigneault zdjął z placu obu centrów i się przeliczył…
Będzie jeszcze lepiej gdy powiem, że Thunder zaliczyli w czwartej kwarcie w sumie jedną asystę!!! SGA jest wybitnym graczem jeden na jeden, J-Dub może mu wiele nie ustępować, ale Rick Carlisle tylko uśmiechał się półgębkiem. Tak właśnie, tego chcemy. Pałujcie chłopaki, traćcie siły, wkrótce reszta ludzi wokół zamieni się w statystów i dokładnie tak się stało.
Spory zawód ofensywnie sprawił Jalen Williams, jak zawsze wsadzili mu sporo obowiązków na plecy, zaliczył 17 punktów 6 asyst 4 zbiórki, cały czas siłował się biegał za Siakamem albo grał nawet pozycję wyżej, ale skuteczność wyniosła ledwie 6/19 z gry. Punktem przełomowym była czapa, jaką dostał od Aarona Nesmitha przeciwko któremu J-Dub zaliczył w sumie 2/7 gry w trzydziestu posiadaniach!
Jeszcze gorzej wypadł Holmgren, na którego bardzo liczyli wszyscy w obozie OKC. Z jednej strony 6 punktów przy 2/9 z gry, z drugiej Thunder nie zrobili wiele by pomóc Chetowi wejść w rytm. Nie widziałem firmowych zasłon, pick and pops, wszystko rozmyło się, rozpadło w ogniu pospieszanych izolacji. Czy mogę powiedzieć, że Thunder zabrakło koszykarskiego IQ? Chyba tak. Ball-handlerom gdy widzieli na sobie Haliburtona czy Toppina zapalały się oczy i przestawali widzieć przestrzeń wokół siebie.
Pascal Siakam (19 punktów 10 zbiórek 7/15 z gry) nie potrafił ograć Caruso czy Williamsa, ale już SGA, Wallace’a czy Holmgrena wbijał pod obręcz. Thunder muszą na pewno ogarnąć akcję, w której Kameruńczyk po zasłonie w rogu (flare) idzie na low post, po czym zamiast entry pass, następuje podanie na szczyt, wkrada się rozluźnienie w szeregach obrony, a stamtąd leci podanie do Siakama pod obręcz. Parę razy on i Turner twardo to zagrali i OKC z pojedynczym centrem na placu nie znaleźli na to odpowiedzi. To się nawet nazywa, ta akcja w sensie, przyuważcie, Hali albo Nembhard wprowadzając piłkę pokazuję dłonią literę „C” jak jakiś kalifornijski gang.
Statystyki
- Thunder popełnili 18 mniej strat (!!)
- oddali o 16 rzutów do kosza więcej (!!)
- trzy rzuty wolne więcej
Ich margines błędu był szeroki na pół kartki, a mimo to przegrali.
- na tablicach przegrali 39-56 (macie brak Hartensteina, powinienem być trenerem)
- w całym meczu zaliczyli łącznie tylko 13 asyst (średnia sezonu wynosi 27 asyst)
- didaskalia: Knicks w finałach konferencji zaliczali średnio 19 asyst przy średniej sezonu równej 27
- mimo wymuszenia 24 strat osiągnęli z tego tylko 11 punktów z kontrataku
Shai Gilgeous Alexander punktował najwyżej (38 punktów 14/30 z gry) był szczególnie agresywny w grze kozłem, ale osiągnął tylko 3 asysty oraz 7/8 FT. Świetny indywidualny występ, mnóstwo wybitnych manewrów. No, tylko że koszykówka to gra zespołowa… Na jego tle Haliburton wypadł blado: 14 punktów, ale zaliczył przy tym 10 zbiórek, 6 asyst i ani na moment nie zwątpił w kolegów. Podwajany czekał, jak wąż w trawie, a gdy pojawił się stosowny moment, gdy potęga OKC zaczęła się chwiać, zaatakował po swojemu.
0-121!
W tegorocznych playoffs jego skuteczność w rzutach na zwycięstwo lub remis (w ostatnich 90 sekundach meczu) wynosi 6/7! No mówię, tu są siły wyższe zaprzęgnięte. Walt Disney nie pokusiłby się o taki scenariusz, bo nawet dzieciak by tego nie łyknął…
Otóż wiedzcie, że przegrywając siedmioma lub więcej punktami w ostatnich trzech minutach meczu NBA Finals, zespoły zaliczały jak dotąd bilans 0-121. Teraz będzie to 1-121!
Bądźmy pazerni (…) mamy tak wiele do poprawy (…) wcale nie graliśmy dobrze! [Hali & Siakam]
Zapis ostatnich minut
- 2:38 Nesmith za trzy po konsekwentnej akcji, ruchu piłki
- J-Dub pudłuje zza łuku
- 1:59 Nembhard z odejścia za trzy (imponujący rzut!)
- Dort pudłuje zza łuku
- Dort blokuje layup Nesmitha
- 1:27 Shai layup
- 1:22 Nembhard 2/2 FT
- Siakam blokuje layup SGA
- Nembhard pudłuje zza łuku
- 0:48 Siakam ofensywna zbiórka, layup
- J-Dub i Shai pudłują pod presją
- 0:00.3 Haliburton pull-up jumper
Podsumowując ostatnie 158 sekund:
- Pacers wygrywają 12:2
- skuteczność zespołów to odpowiednio 4/5 oraz 1/6
Jeszcze na koniec, Andrew Nembhard 14 punktów 4 zbiórki 6 asyst (w tym 8 punktów i 3 asysty w czwartej kwarcie). Mało tego, Thunder z nim jako najbliższym obrońcą zaliczyli tylko 4/14 z gry. Co za gość, lata trzy kwarty za SGA i nawet nie widać po nim zmęczenia. Co za drużyna! Nic na to nie poradzę, jestem fanem…
Ma się rozumieć jestem ciekaw również Waszych spostrzeżeń, dajcie znać. Bartek Gajewski









Jeśli Indiana to zgarnie to będzie jeden z fajniejszych miśków ever – coś ala Mavs z Dirkiem w 2011.
Zdecydowanie bardziej Detroit.
Zacytuję za kolesiem z yt, niejakim colinmartin:
„We got em right where we want em”
– Rick Carlise any time he’s facing a 15 pt deficit
Rick Carlisle już raz zdobył mistrzostwo z underdogiem, pokonując w finale drużynę, która wydawała się poza zasięgiem ligi. A przy okazji też opędzlował Thunder z Durantem, Hardenem, Russem i Ibaką… Co za coach!
Ja kibicuje OKC od ponad 10 lat jak jeszcze biegali KD, Broda i Wesbrook wiec normalne że jestem za nimi i się trochę musze pożalić. Tak jak B. napisał spory zawód ofensywny w postaci Cheta i Jduba, którzy nie dojechali na mecz.
Wynik się trzymał 10-12 punktów przy trafiającym SGA ale tak czułem, że jak ktoś z pozostałej dwójki asów się nie ogarnie to będzie ciężko no i niestety się stało.
Cudownie się to oglądało, dramaturgią do ostatnich sekund. Brawo Pacers ! czekamy na game 2
Ciekawostka, to pewnie też jakiś rekord: Indiana w całym meczu prowadziła raz, przez 0,3s;)
To szczegóły wyróżniają tą stronkę a więc oby tak dalej 🙂
Ja bardzo lubię te taktyczne niuanse i zagłębianie się w detale, oby więcej!
Nie zgodzę się, Indiana jest dokładnie tam, gdzie powinna być. Pisze to jako kibic Celtics – już rok temu gra Pacers była bardzo spoko. Dostali becki od Celtics, ale dobrze się ich oglądało. Teraz sa zdrowisi, bardziej doswiadczeni, mają głęboki skład i nie ma tu kalkulacji, odpuszczania, tylko jadą konsekwetnie swoje.
Nie tylko Hali i Siakam. Miles Turner moim zdaniem jest baaardzo niedoceniany. Chciałem go w Celtics, zanim ci dostali Łotysza. Kawał cielska, wali tróje, postraszy blokiem.
Całym serduchem jestem w tym finale na Pacers.
W sprawie tłumaczenia rzeczy taktycznych typu Flare screens: poproszę więcej, dla mnie bomba!
Ja tez lubię taktyczne sprawy, a o emocjach i tak siłą rzeczy celowo lub nie napiszesz.
Poza tym Haliburton przereklamowany.
Mi się kojarzył z Magiciem ze względu na styl i pozytywne przywództwo, ale masz racje – z Reggiego tez cos ma. Te rzuty nie są przypadkowe. Ale Magic tez mógł zdobyć 10 pkt, a w ostatnich sekundach brał piłę i bum. Hali prawdziwy lider – albo trafię albo przegrywamy.
Napisze pewnie teraz głupotę dla komentujących ale, czy przy takiej ilości strat i tylu mniej prób rzutowych to Indiana nie ma kolosalnego marginesu do porażki? Ich skuteczność rzutowa jest absurdalana ale teraz najśmieszniejsze oni mogą to powtarzać.
No ja tam widziałem przechwyty OKC bardziej niż straty Indiany, więc na logikę margines jest.
Its a coffee time!
Jarałem się tym meczem i on nie zawiódł.
OKC mają o czym myśleć, wymusić tyle strat i mecz przegrać.
Wiemy jedno, będzie ciekawie.
No i Indiana mają jaja ze stali 😁 – cały zespół.
Indiana przegrywała 9 punktami na 2:38 min do końca. Zespołowo grają zdecydowanie najlepiej spośród wszystkich drużyn tych play offów. Ciągle podają, zmieniają pozycje. Ładnie się to ogląda.
Coś pięknego. Dla takich końcówek człowiek ogląda mecze. Co prawda już nie live. Bo praca bo dzieci. Ale emocje są dalej 😁
Podstawowe spostrzeżenie świetnie gwizdany mecz poza delikatnym powiewem w plecy SGA i odwrotnie trochę w twarz dla A. Nambhard
Obydwie drużyny już były w tym miejscu bardzo podobna przegrana z Denwer okraszona OT po stronie OKC
Indiana tak się wyspecjalizowała w piątym meczu zamykającym serię z Bucks że aktualnie są w stanie wrócić nawet z czarnej dziury.
I to jest problem współczesnej fizyki na który odpowiedzi nie ma.
Może odpowiedzi udzieli ezoteryka tj. z czego są ulepieni OKC.
Gooooooooo Indiana!!!
Co Andrzej Nembhard wkleił tróję nad Shaiem w końcówce 4kw. po dryblingu, to ja nie mam pytań. Genialny mecz.
No ja jestem z tych co kibicują bardziej serduchem niż wielordzeniowym rozumem i gdybyś mi nie powiedział o podłożojej minie Pana Trenera Carlisle’a, to bym pewnie dalej żył z wiarą że Yes’cersi wygrali, bo Shai nie trafił rzutu, których 99/100 trafia ;D
Inna sprawa że ci goście są fenomenalni i mają pięknie poukładany mental. Robią stratę za strata, OKC walczą w obronie jak wściekłe psy, Caruso to ma chyba z dwie pary rąk, różnica punktowa niby rośnie – i co? I nic! Dalej grają swoje, każda akcja w ataku wygląda jakby była grana przy stanie 0:0, zero kompleksów, podłamki, chłopaki wiedzą co mają robić i robią. No i chyba się lubią, a to ważne.
Byc może będzie ostatecznie 1-4 dla Thunder, bo to kawał ekipy jest, no ale truchcikiem tego majstra to na pewno nie wyrwą. Szacun Hali, szacun Siakam, szacun Pan Trener, szacun Drużyna!
Pisz szczegółowo. Dzięki Tobie lepiej rozumiem nowoczesną koszykówkę. Good job! 🤘
Świetna Indiana, jestem ich fanem. Okc zawiodło, najbardziej tym pałowaniem izolacji.
Moje spostrzeżenie: nie będziesz trenerem tak jak ja nie będę kierowcą formuły 1 i czas najwyższy się z tym pogodzić bartek
Mógłbym zostać trenerem koszykówki w Polsce gdybym tego bardzo chciał. Czy dałbym radę tylko z tego się utrzymać to osobna kwestia. Uwielbiam trenerów koszykówki na poziomie 1-2 ligi, ale to jest bardzo samotny i niewdzięczny zawód.
Nawet na poziomie U14 to jest ciężki kawałek chleba. Oczywiście jako hobby, bo nie jako praca za te grosze.
zwłaszcza na poziomie u14
Bez złośliwości ale…
Póki nie dostałeś takiej propozycji, póki po otrzymaniu takiej propozycji nie przystałeś na nią i się z trenerką nie zmierzyłeś itp itd, to co najwyżej możesz powiedzieć, że wydaje Ci się, iż mógłbyś nim być. Co najwyżej. I to w teorii gdyż musiałbyś się jeszcze również przekonać na ile skutecznie potrafisz teorię przełożyć na praktykę. Tym bardziej, że trenerka to nie tylko rozpisane akcje i znajomość nomenklatury lecz również bardzo różne charaktery w szatni i cały bagaż związany z życiem każdego z nich, do których trzeba dotrzeć.
Zakładam, że wykształcenie kierunkowe posiadasz i kwity na trenera zrobione więc od strony formalnej przeszkód nie ma
To ja też bez złośliwości, choć mnie kusi przyznam. Dam ci zamiast tego dobrą radę życiową: NIGDY nie mów ludziom kim mogą, a kim nie mogą być, bo to nie jest twoja rola, ani twoje kompetencje. Taka postawa to jest najbardziej ciulowa energia, jaką możesz prezentować w życiu. Do dzieci, do kolegów, do zawodników. Świadczy jedynie o twej frustracji. Jeśli jeszcze w komunikat tego typu wszywasz złośliwości, to często jest dyskwalifikacja znajomości i sam sobie robisz krzywdę. Takich ludzi na camp nie zapraszam 😀
Absolutnie Bartek, idz w szczegoly i analizy taktyczne, nawet jeśli nie wszystko najpierw rozumiem, oczy często mi się później podczas meczów szeroko otwierają: ahaaaaa,to jest ta zagrywka! 😉
Pilnuj mleczka, bo wykipi.
Wykipi-wysrypi.
Mrug…
I jeszcze parafraza filmowa, czy raczej serialowa:
– Czy to prawda, że byłeś złodziejem?
– Nie byłem złodziejem. Ale grałem w drużynie złodziei.
[Ktoś zgadnie skąd to?]
Złodzieje indiańskie, po raz kolejny bezczelnie ukradli mecz.
Nie dołączam do chóru piewców chwały Haliburtona. W takiej sytuacji trafisz albo nie trafisz. Choć miło, że w dzisiejszej dwutaktowo-wsadowo-floaterowo-trójkowej NBP nasz elegancki młodzian odkurzył daleką dwójkę
Pewien niepopularny, choć znany z osiągania celów, trener piłkarski ukuł kiedyś powiedzenie: 2:0 to piłce najniebezpieczniejszy wynik. Wszyscy zachwycili się naciskiem OKC na piłkę, który wygenerował rekordowe straty Indiany. Ja jednak patrzyłem ciągle na coś innego: jak przy tak kompromitującej liczbie knotów czołgasz się przez mecz przeciwko faworytowi w jednej z najgłośniejszy hal w NBA – i jesteś cały czas na kontakcie. A to się samo nie robi przecież. Ciułasz te punkty z jakichś ogryzków akcji, trójka podaje ci tlen, który dla przeciwnika jest trującym ozonem. Jak schowali Haliburtona, Turnera, Nesmitha i Nembharda, to McConnell na odważnersa się wbił, Toppin z Bryantem zatrójczyli, nawet smętna primadonna Mathurin coś tam dopisał do protokołu. Jak to jest, że po tych playoffs wymienię z pamięci całą ławkę Pacers, a z OKC tylko Caruso i Hartensteina? Przypadek?
Na konferencji po meczu padło jedno z ulubionych powiedzeń trenerów: we gave ourselves the chance. Kto grał w gry zespołowe zna to uczucie: często w meczu lepiej jest gonić niż uciekać. Kiedy gonisz – jesteś bardziej zdyscyplinowany, skoncentrowany, harujesz, wojujesz. I w końcu dopadasz ich na wyciągnięcie ręki i mówisz sobie: mamy ich, gubią się.
Kamera wyłapała w korytarzu Siakama i Haliburtona schodzących po meczu do szatni. Pascal, którego Carlisle uważa za kluczowy element domykający zwycięski układ, zadudnił swoim kameruńskim basem: „Bądźmy bardziej chciwi. [Wygraliśmy a przecież] nawet nie zagraliśmy dobrego meczu.”
O tak, macie już do tego pełne prawo.
Podziwiam umiejętności analityczne admina. Jak Sacramento transferowało Haliego zamiast Foxa, chyba z 3-5 artykułów miało wzmiankę że popełniają błąd
@Admin idziesz dziś na mecz Trefla ze Startem? Kto wygra według Ciebie?
Obie drużyny tak mi się podobają, że nie wiem cieszyć się czy smucić. Ale raczej taki wynik zapowiada nam ciekawą serią. W drugim meczu Okla wygra z dużą różnicą. ” Łysa mamba” bezbłędny 🐍
Panie Bartłomieju;)
Moim zdaniem jak najwięcej szczegółowej, fachowej analizy. Plus koszykarska nomenklatura.
Emocje najlepiej jak zostaną w szatni.
Okiem laika: mecz wypisz wymaluj pierwsze spotkanie w serii z NYK.
Pozdrawiam.
Ps. Postawił bym ci kawę ale nie mam konta w banku. 🙁
Może być gotówka?
Obiecuję że kupię bluzę jak będą nowe wzory.
Z wyrazami szacunku….
Żyjesz nadal w XIX wieku? Wtf?
Za to Pan zapewne czeka niecierpliwie aż gotówka zniknie z obiegu całkiem – to już wolę xix wiek
Wszystko fajnie, ale gdyby haliburton nie trafil ostatniego rzutu, to artykul wyglądałby zupelnie inaczej. Czytalibysmy o fantastycznej obronie thunder, cudownej mysli szkoleniowej itd.
Bez sensu.
Gdybyś się nie urodził, to by ciebie nie było, bez sensu. Wysil się chociaż na nick, stać cię na więcej.
Może wystarczalaby kwestia pisowni – 'Dick DJ Dee’ brzmi dużo lepiej
No tu akurat możesz nie mieć racji. Wiadomo że wynik meczu może determinować recenzję, ale Bartek już kilka razy pisal że izolacje SGA źle się ogląda, i nie raz pisal wcześniej o ładnej dla.oka zespołowej koszykówce Indiana. Także , tego…
Abstrahując jeszcze od meczu – zna ktoś gościa z pozycji 1-2, który zbierałby się do rzutu dłużej niż TJ McConnell? 😀 Gość jest żywą torpedą i ultra-szacun za całokształt, ale jak dostaje wolną pozycję na obwodzie, to wygląda jakby rozważał czy bierze tę piłkę za żonę czy coś xD
Panowie, spokojnie, będzie 4-1 dla OKC
Wygra trener z większym doświadczeniem. Ekipy są podobne jeśli chodzi o skład. Więc w tym przypadku szala przechyla się na stronę Indiany.