NBA: Giannis Antetokounmpo obśmiewa Detroit | feta w Los Angeles Lakers

Dobry wieczór. Patronami dzisiejszego odcinka są Maciek Kom, Numer 50 oraz Kennajjski. Ja nazywam się Bartek Gajewski, Radom ma większą powierzchnię od Paryża, a to są GWBA, czyli gwiazdy basketu. Zapraszam do lektury!
Bucks 125 Pistons 119
Fajny mecz, chyba najlepszy ze wszystkich… PIĘTNASTU rozegranych minionej nocy. Taki z pasją i sportową złością. Widzieliście może końcówkę jak Giannis obśmiał cieszynkę Malika Beasleya, byłego kolegi z drużyny. Ten entuzjazmu nie wyraził, stanowczo nie.
Stawką była wymiana miejscami w tabeli. To znaczy Pistons musieli wygrać ten i kolejny mecz, także z Milwaukee. Teraz jest już po ptakach, więc w ostatniej kolejce to już chyba będzie odpoczynek. Detroit zagruntowane na szóstym, Bucks o oczko wyżej.
Bez kontuzjowanego Isaiah Stewarta zbyt mocno hasał za plecami pierwszej linii obrony kolega Bobby Portis (17 punktów 10 zbiórek). Oczywista przewaga fizyczna Giannisa (32/11/15) którego nie ma komu kryć, bo goście jak Ausar Thompson czy Ronald Holland odbijają się od Greek Freaka jak świadkowe Jehowe od stalowych drzwi. Wszelkie próby podwojenia kończą się… no piętnaście asyst to chyba mówi samo za siebie. Doc Rivers tak swoich ustawił, że mają walić do kosza z wolnej pozycji.
Fajnie momentami wygląda współpraca Antetokonumpo z Kevinem Porterem Juniorem (16/4/7). Ten drugi na piłce ma cały talent świata i niesamowite warunki atletyczne, ale jest nierówny. Zobaczymy jaką wersję dostaniemy idąc wprzód, ostatnie pięć spotkań to naprawdę wysoki poziom. Myślę, że będzie to pierwszy poważny sprawdzian w karierze KPJ, pierwsze gry o stawkę, bo Lillarda powrotu się (niestety) nie spodziewam.
Cade trochę za mocno ostatnio gra na siebie, takie wrażenie odnoszę, choć oczywiście podniosły się oczekiwania i standardy wobec niego, bo 36 punktów przy 15/21 z gry to jest fenomen. Chodzi o to, że zespół zbyt często patrzy jak pracuje w ataku. Patrzy z podziwem, uznaniem, ale też pewnym wyłączeniem odpowiedzialności. Wolałem flow, który płynął w ekipie Detroit jeszcze parę tygodni temu. Trochę zindywidualizował się ich basket.
No, bo z jednej strony niczego im nie zabrakło. Lider osiąga kosmiczną skuteczność. Ex-factor Malik Beasley z ławki wkleja 7/14 zza łuku. Czarny Niemiec Dennis Schroder (12 punktów 8 asyst) od zawsze bardzo dobrze radzi sobie przeciwko drop coverage, zwłaszcza Milwaukee, center Jalen Duren zalicza double-double, zbiera 16 piłek, a jednak wpada im porażka w kluczowym meczu.
- Duren 1/6 FT
- ławka Milwaukee 9/21 zza łuku
Bucks mieli farta? Może i tak, dla mnie byli wczoraj silniejszym zespołem. Dosłownie i w przenośni. Na koniec dodajmy, że była to SIÓDMA z rzędu wiktoria podopiecznych Doca Riversa, którzy przecież znienacka stracili Lillarda i wbrew wszelkim szacunkom, wgramolił się na miejsce piąte tabeli.
Magic 129 Pacers 115
Orlando przyspawane do miejsca siódmego nie wystawili na plac żadnego z liderów. Mimo to grali płynnie, poprawnie. Dla zespołu z Indiany zaś to jedna ze słabszych historii w tym sezonie, bo chociaż też grali w całości bez pierwszej piątki, rywale do przerwy starli ich na proch, prowadząc przeszło 30 punktami. Rick Carlisle trochę nie przygotował chłopaków. Obi Toppin stojący w rogu parkietu przy takim „deficycie kadrowym”? Coś tu nie gra i oby się nie odbiło czkawką w playoffs.
Hawks 124 Sixers 110
ATL nadal bije się z Chicago i Miami o korzystniejsze, ósme miejsce w play-in. Wiadomo, lepiej mieć dwie szanse na awans niż jedną. Philly bez Quentina Grimesa już naprawdę niewiele byli w stanie sensownego zagrać. Kleiło im się to przez dwie kwarty, bo trafiali zza łuku jak… jak oszaleli, ale potem przyszedł Trae Young i wszystkich ustawił do pionu. Taki mały, ale dominator: 36 punktów 11 asyst. Obok niego albo może raczej zamiennie, szalał drugi playmaker Caris LeVert, przez długi czas bezbłędny z gry, w sumie uskładał 31 punktów przy 12/15 z gry.
Adem Bona bardzo efektowny atleta, wsadza i blokuje, ale koncept obrony zespołowej u niego to jest ocena niedostateczna. W połączeniu z brakiem gabarytu, bezradność Sixers i wielki znak zapytania na przyszłość.
Hornets 94 Celtics 120
Odbieranie wyrośniętemu dziecku cukierka. Wystarczył jeden moment przyspieszenia w trzeciej kwarcie i Hornets zaczęli kaszleć. Najbardziej ze wszystkich to się chyba starał Derrick White, autor 19 punktów i 7 asyst.
Cavaliers 108 Knicks 102
Nowojorczycy wiedzieli, że Pacers dostają srogie manto do przerwy, więc mecz był tak naprawdę bez znaczenia dla obu stron. Istniało ryzyko, że ich Indiana jeszcze śmignie w tabeli, ale skoro przegrali to już bez szans. Co nie zmienia faktu, że Tom Thibodeau straci pracę niechybnie po tym sezonie, uratować go może jakieś szaleństwo Josha Harta i skrzydłowych w playoffs.
Madison Square Garden obejrzało, jak ich zespół poddaje 23 punkty prowadzenia. Najlepszych graczem na placu All-Star Darius Garland: 26 punktów 13 asyst. Knicks bezradni wobec szybkości, na dodatek ograni na tablicach. Nie wiem, nie czuję tego. Garland na luźnej gumie zdobył 11 punktów w dwie minuty i to nie jest śmieszne.
Cavaliers w postseason wchodzą wycofując to jednych, to drugich kluczowych graczy. Ideą jest odpoczynek, złapanie świeżości, ale bez straty rytmu meczowego. Takiej mądre zdania słyszałem na konferencji prasowej z ust Kenny’ego Atkinsona.
Wizards 89 Bulls 119
Imponująco lecą Byki. Wiecie, tu nie chodzi o poziom rywala, fajne zestawienie techniki, umiejętności i motoryki. Jestem fanem tegorocznej edycji Bulls, szkoda że bez udziału Josha Giddeya tym razem.
Heat 153 Pelicans 104
Pels nie kryją łuku, nie są w stanie kryć łuku mając takie straty w ludziach (jako center wystąpił niejaki Kylor Kelley, drobny, choć atletyczny biały chłopak z G-League). Heat tego dnia wyjątkowo poszaleli z dystansu, na czele z Bamem Adebayo (4/6 trójek). Tyler Herro leciał gdzie chciał, tylko że jak go zabrali w połowie trzeciej kwarty z boiska, to już na niego nie wszedł, bo nie musiał. 20/45 zza łuku im załadowali dominując jednocześnie na zbiórce 60-43.
Raptors 102 Mavericks 124
Gospodarze potrzebowali tego zwycięstwa i było widać. Anthony Davis czystym talentem zdominował wszystkich: 23 punkty 13 zbiórek 10 asyst. Mavs mają identyczny bilans co Sacramento i w ostatniej kolejce dopiero rozstrzygnie się, kto będzie miał przewagę parkietu w fazie play-in. Obie ekipy do awansu będą musiały wygrać dwa spotkania, wiadomo.
Nets 91 Wolves 117
Rotacja Brooklynu na zamknięcie sezonu jest tak przykra, nieprzewidywalna i zła, że trudno aby wygrali z kimkolwiek. Trendon Watford, najbardziej utalentowany z pozostałych, ma warunki, ale też nastawienie jak późny Paul George. Poziom energetyczny dramat. Spadnie z ligi, bo nie wiem kto mu da szansę. Po przeciwnej stronie barykady brak warunków fizycznych wykorzystał Rudy Gobert: 35 punktów 11 zbiórek 13/17 z gry. Cieszę się, że jego pracowitość zostaje od czasu do czasu doceniona i koledzy go zauważają pod obręczą.
Grizzlies 109 Nuggets 117
Najważniejszy mecz kolejki z mocnymi implikacjami w tabeli, a w środku wydarzeń nie kto inny tylko Nikola Joker: 26 punktów 16 zbiórek 13 asyst. Zdecydowała czwarta kwarta, w której goście osiągnęli 4/18 z gry. Jeden punkt zdobyty przez ostatnie sześć minut. Totalne zderzenie ze ścianą w maratonie, odcięcie prądu. Grali dzień po dniu, drugi mecz wysoko w górach, to raz. Dwa, nie było komu kryć Jamala Murraya. Przód jest za mały, druga linia za wielka i za wolna.
Nie mają w tej chwili ani jednego stopera, który kryłby elastycznie trzy pozycje. Jaylen Wells się połamał. Jake’a LaRavia wytransferowali. Vince Williams nie dowozi (stres, kiepskie podania, brak IQ) a GG Jackson po kontuzji nie nadaje się do gry.
Pomysł na zachowanie Edeya pod obręczą i jego krycie Aarona Gordona na radar też zakończyło się kiepsko, bo AG zaliczył 33 punkty na 57% skuteczności. Tu kolejny problem z brakiem wszechstronności defensywnej – boli kontuzja Brandona Clarke’a, który za plecami Edeya dałby inny look obronie, dodał atletyzmu. To są realne problemy Memphis. Grają na tyle przewidywalnie, że ich Joker ostatecznie ogołocił, rozczytał i w serii byliby bez szans.
Thunder 145 Jazz 111
Pojedynek zmienników, ale wynik jakby grali starterzy. Życzę chłopakom z Oklahomy mistrzowskiego pierścienia i obym się nie przejechał. Królem parkietu Isaiah Joe 32 punkty 9 asyst.
Spurs 98 Suns 117
Zwycięstwo na osłodzenie beznadziejnego sezonu. Fajną myślę rzecz powiedział Devin Booker (18 punktów 5 asyst). O tym dlaczego chciał się dobrze pokazać przeciwko Spurs w nic nie znaczącym meczu:
Ten, kto przyszedł na wczorajszy mecz był prawdziwym fanem Suns, takim na dobre i na złe. Mam szacunek do takich ludzi, bo być może był to pierwszy, a być może ostatni raz gdy widział mnie w akcji.
Ach, jakie to jordanowskie. Myślicie, że sam wymyślił czy mu to specjalista od wizerunku podpowiedział? Pod względem „marki osobistej” ten sezon się nie broni u Booka, podsumujemy po zakończeniu. Pamiętacie co mówił na starcie tego sezonu, gdy uformowało się Big 3?
Z całym szacunkiem dla naszych rywali, nie mam pojęcia jak zamierzają nas kryć [DB]
Szczęśliwie cała pierwsza piątka Spurs w zasadzie poza grą, odlot totalny w trzeciej kwarcie i bolesna jednostronność do ostatniego gwizdka.
Warriors 103 Blazers 86
Zasłużenie i bez wątpliwości, bardzo asertywny ofensywnie Jimmy Butler, ale martwi fakt jak cieknąca jest deska podopiecznych Steve’a Kerra. Kolejny center (Donovan Clingan 14 punktów 15 zbiórek) zalicza linijkę godną NBA2k. Jeśli zauważycie Kerr każdego gracza upomina o zbiórki, system obrony mają taki, że bardzo wiele zależy od pomocy, a ta nie zawsze daje radę fizycznie i nie zawsze jej się chce.
Na szczęście przeciwnik pozbawiony zębów. Portland nie dość, że beznadziejne strzelecko (6/30 zza łuku) to jeszcze 22 straty, błędy popełnione.
Clippers 101 Kings 100
Walczyli do końca podopieczni Douga Christie, czołowego gracza Kings w latach dziewięćdziesiątych dwutysięcznych, obecnie głównego szkoleniowca. Znów się uruchamiał Zach LaVine, ludzi straszył. W ostatnich trzech minutach ścięli dychę przewagi. No prawie im się udało. Ostatecznie Clippers wyszli z kotła playoffs, a Kings są zagrożeni dziesiątym miejscem i do awansu musieliby wygrać dwa mecze wyjazdowe. Nie widzę tego niestety.
Rockets 109 Lakers 140
Jaram się o tyle, że w Los Angeles zebrano ludzi o niedoścignionej wręcz inteligencji boiskowej i jeśli grają cokolwiek „ustawionego” fajnie się na to patrzy:
No ale dobrze, nie wyciągajmy nazbyt daleko idących wniosków proszę, bo Rockets na totalnym luzie z Camem Whitmore (34 punkty 7/12 zza łuku) za sterami. Po drugiej stronie pełna mobilizacja i przypieczętowanie trzeciej lokaty na zachodniej mapie. Zobaczcie jak się cieszyli:
Pięćdziesiąt zwycięstw! No proszę, kto by się spodziewał. Lakers wchodzili w ten sezon z rookie trenerem, czterdziestoletnim rocznikowo LeBronem i operą mydlaną pod tytułem Bronny James. Zapowiadała się historia o misiu z Krupówek, a tymczasem okazało się, że James wciąż jest King, a kolejnych wzmocnień i transferu Luki (39 punktów 8 zbiórek 7 asyst) nie przewidziałby nawet Mark Cuban, zwłaszcza on.
Życie bywa nieprzewidywalne, więc jeśli macie możliwość, korzystajcie! Dzięki za odwiedziny. B










Czy ktoś jeszcze myśli że transfer Luki to był czyjś błąd czy głupota ludzi którzy siedzą w tym biznesie profesjonalnie, którzy się miliardów dorobili, ale każdy tutaj na GWBA zna się lepiej na koszykowce niż oni?
Można się cieszyć że Lakers sa wysoko, że James to King, ale prawda jest taka ze Luka poszedl do Lakers w totalnie niekorzystnym dealu dla Mavs, właśnie po to zeby jeszcze Lebron miał szansę chociaż jeden pierścionek nadrobić do MJa. Zobaczycie jak Lakersi będą faworyzowani w PO. Będzie taka szopka ustawiona pod LBJ jak na Olimpiadzie.
na IO to odpalił się Stefek w final4 i tyle. Dziadunio swoje dołożył, przebudził się KD i złoto wróciło (zgodnie z planem) do USA….
Jak już masz szukać sensacji, to prześledź MŚ w Katarze. Miał być finał Arg – Fra i był.
Dziadunio w normalnych warunkach siedziałby na ławce, a na parkiecie byłby Tatum. I pewnie obyłoby się bez dramatów i heroizmow Stepha. Wiadomo ze LBJ generuje zyski więc jest presją zeby go eksponować. Trzeba być nieco naiwnym zeby uważać ze LBJ na tym etapie kariery jest lepszy od JT oraz że transfer Luki za AD bez żadnych innych cennych graczy nie jest przekalkulowany głównie na jak najlepszy wynik LBJ w play offs. Tak sie generuje zyski w lidze.
to sobie ustalmy może, że 40-letni LBJ nadal jest lepszy od JT w układzie samych gwiazd, w meczu granym co trzy dni. Wszechstronniejszy, bardziej doświadczony i nadal posiada niesamowitą przewagę fizyczną.
Serio to „Admin”? I dlatego w 2020 roku bez Stepha, LBJ i nabytków typu Embiid, w dużo słabszym składzie Durant i Tatum, bez takich dramatów zdobyli zloto? Tatum byl wystaczajaco dobry zeby być drugim po Durancie najlepszym graczem USA w Tokyo, którzy nie potrzebowali ratunku i trójek Stepha? Ale w 2024 to LBJ musiał wziąć na siebie ciezar bo jest lepszy od JT… no coś tu się bardzo nie klei.
świadkowe Jehowe od stalowych drzwi – chyba żartujesz… i odmiana się kłania
Thunder „pokazali się” w finale pucharu.
Fakt, że im nie wpadało, ale mentalu to oni nie mieli. A zwłaszcza lider, przyszły ….MVP.
Także albo ich ten finał czegoś nauczył, albo….ten rok poświęcą na uczenie się mentalu zwycięzców.
Lakers fajnie, że 3 miejsce. Fajnie jak im wpadają 3p. Jednak jak ich oglądam to mam wątpliwości czy przy absolutny braku centra są w stanie wygrać serię 7 spotkań.
GSW wygrywali z Looneyem na 5tce, to można i z JH ;]
Znów odezwała się nieszczęsna pachwina LeBrona.
JJ powiedział, że LBJ „is fine”.
Ja myślę, że to wymówka żeby już nie grać dalej i odpocząć.
Po co to zaznaczenie, że Schroder jest czarny?
bo jest
A widziałeś kiedyś „czarniejszego” Niemca?
Ale rasistowska uwaga. Serio wzmianka o czyimś kolorze skóry to i Ci różnicę?
Uderzył w stół a nożyczki się odezwą
Pistons w ostatnich tygodniach wyraźnie zgaśli. Sezon z wielkim skokiem (+30 zwycięstw, niewiele mniej niż łącznie za 3 poprzednie sezony). Chyba największy skok w historii nba drużyny przez wewnętrzny wzrost, a nie dodanie superstara (jak Celtics – Garnett, Allen; Suns- Nash) czy generacyjnego talentu (jak Celtics – Bird; Spurs – Robinson, Duncan). Ale to na ten moment tyle. Będą grać z Knicks, którzy tak jakby im leżeli. Ale na PO nie mają żadnego dodatkowego biegu. Ich obrona fajna, twarda, ale nie radzi sobie z gwiazdami. Młodzi wings to jeszcze dzieciak (Holand) lub gracz do rozwoju (Thompson). Jak wygrają w serii PO 1,2 mecze to będzie ich pełny sukces. A resztę muszą adresować na dalszy rozwój drużyny w lecie. Z młodych graczy (Cade, Ivey, Thompson, Holland, Duren, Stewart) jedynie ten ostatni na pewno nie będzie już wyraźnie lepszy. Są trochę na pozycji jak Thunder 2, 3 lata temu.
W PO głównym faworytem są chyba jednak Celtics. Najbardziej zimna, skur..ka drużyna, która RS przeszła na luzaku, głównie skupiając się na monitorowaniu zdrowia graczy, a i tak wykręciła 60 zwycięstw z jednym z najlepszych wyjazdowych bilansów w historii nba. To dużo mówi. Cavs, Thunder są takimi papierowymi smokami, do sprawdzenia w ogniu walki na ile są w stanie kontrolować serię ponad 1 rundę, gdy sztaby przeciwnych drużyn będą mieli ich rozpracowanych, gdy będziemy oglądać pojedynki gwiazd.
Rockets to drużyna z kolei bez wyraźnego indywidualnego lidera w ofensywie. Stąd wymarzony rywal na pierwszą rundę dla drużyn, aktualnie na pozycjach 4-7. Liczę ponadto na jakiś hit w 1 rundzie PO: typu Lakers-GS, czy Lakers-Clippers. Seria Denver – Minnesota bardzo prawdopodobna, a Wolves bardzo coś nie leżą Nuggets.
Wolves mają dzisiaj raczej spacerek z Jazz, ale jak przy tym Clippers pykną GSW to Wilki będą grały z Lakers.
LAC może jeszcze zyskać przewagę parkietu z Denver czy to już rozstrzygnięte? Nie pamiętam jak tam w sezonie między nimi było.
Pozdrawiam
Że niby NYK mialobyć wygrać z Detroit serię? Nie żebym wierzył w Bickerstaffa ale to dla mnie mało realne patrzac na „drużynę” Knicks. Tam jest już taki podział mam wrażenie że albo poleci trener albo któryś z graczy będzie zadać transferu. Tim kompletnie zawiódł w tym sezonie to nie jeste trener do drużyn z mistrzowskimi aspiracjami. NYK mają wszystko uwazam żeby być contenderem, gabaryty talent mental tylko brak trenera im to utrudnia. Grają serię z nimi Detroit ma bardzo prosto rozczytać ich bo będą grać po 45 minut na mecz. Coraz słabsi będą coraz bardziej zmęczeni a właśnie młodzież nie będzie tego aż tak odczuwać i tu jest ogromna przewaga Detroit w zarządzaniu grupą która dla mnie jednoznacznie wskazuje na nich w serii
Jeżeli dobrze zrozumiałem, SK targał Bronkiem na olimpiadzie zamiast JT, aby wygenerować zyski w lidze? Ciekawe podejście. Myślę, że przydałoby się popełnić artykuł o nowym CBA i ograniczeniach drugiego fartucha. Byłoby mniej teorii spiskowych a gawędz rozumiałaby dlaczego lepiej oddać Dżordża czy innego Ingrama za darmo, niż nie mieć żadnej możliwości korekty składu. NBA postawiła na dużą rotację w siłę zespołów. Dlatego Denver nie było w stanie utrzymać dość średnich zadaniowców. No chyba że chcieli zrobić Bronkowi dobrze, aby wygenerować więcej zysków w lidze:)
👍🏻
Kylor Kelley, drobny, choć atletyczny biały chłopak z G-League…213cm/104 kg…ciekawa definicja drobnego chlopaka 😉
A może Bucks zaczęli wygrywać bo właśnie nie było Lillarda? Bo w końcu ktoś broni a nie pałuje rzuty na siłę?
Panie Bartku, jestem fanem tej stronki i Pana wiedzy i sposobu pisania. Dziś drobna uwaga: choć normalne że można zażartować z zachowań, bywają śmieszne, ale żart z religii to śliska sprawa.
No i jeśli już to z zachowaniem poziomu. Do rzeczy: prawidłowa nazwa i jej zapis, Świadkowie Jehowy (można sprawdzić w Google).
Jehowa lub Jahwe to używane w Biblii imię Boga (wujek Google potwierdzi).
Generalnie nawet niewierzący to szanują.
Także wszystko spoko, ale tak na przyszłość.