NBA: Giannis Antetokounmpo trafia na zwycięstwo | fatalne zachowanie kibiców Indiana Pacers

Dobry wieczór / dzień dobry. Dziewięcioma meczami uraczyła nas poprzedniej nocy 80-letnia starowinka NBA.
Wolves 125 Nets 109
Leśne wilki pozamiatały na Brooklynie. Gospodarze pozostają bez zwycięstwa (0-7) co w sumie nie było dziwne, zwłaszcza po tym, jak się okazało, że Michael Porter Junior nie wystąpi w meczu z powodów osobistych. No niestety, nie da się wygrywać z jednym tylko gościem (Thomas) zdolnym generować przewagi 1-na-1 oraz grupą zadaniową dookoła. Co gorsza, podkoszowi Claxton czy Clowney nie stanowią zagrożenia rzutem zza łuku (choć bardzo by chcieli, a Clowney próbuje), a piłką zawiadywać mają dwaj rookies Ben Saraf i Egor Demin.
Już parę meczów temu, po rozmowach, między innymi z MPJ, trener Jordi Fernandez przesunął pierwszoroczniaków na ławkę i ograniczył ich wpływ na grę, ale postawienie Tyrese’a Martina na „jedynce” sprawom wiele nie pomogło. Porter kręci nosem, przyszedł ze środowiska, w którym Nikola Jokic dawał mu owoce na tacy, na dodatek już obrane, a teraz sam je musi zbierać z drzewa, więc męczy się i spina. Jeszcze chwila i wszyscy stracą zainteresowanie wynikami, będą jechać po swoje, w tym m.in. Cam Thomas, którego próby rzutowe nie schodzą poniżej dwudziestu na mecz.
Wilki chwilowo lecą bez Edwardsa, ale podstawę ataku wciąż stanowi byczek Julius Randle (19 punktów 11 zbiórek 10 asyst) od czasu do czasu strzelecko odpala się Donte DiVincenzo, pierwszorzędnym stoperem na piłce pozostaje Jaden McDaniels, a Rudy Gobert, co by o nim nie mówić, pole trzech sekund broni efektywnie. Może inaczej, Wolves z tym składem, mając obsadzone kluczowe w koszykówce role, poniżej pewnego poziomu nigdy nie zejdą.
Bucks 117 Pacers 115
Giannis Antetokounmpo (33 punkty 13 zbiórek 5 asyst) trafia game winnera rzutem z odchylenia po czym zaczyna ludzi na trybunach uciszać, a moment potem pokazuje kciuki w dół. Macie, na co zasłużyliście dziady wstrętne. Dokładnie, tak. Jak można było wracającego do miasta Mylesa Turnera wybuczeć, tego nie zrozumiem nigdy. Gość przez dziesięć sezonów walczył w trykocie Pacers, brał kontrakty poniżej wartości rynkowej, przez pięć lat był na publicznej liście transferowej, niejednokrotnie wyszydzany i wzgardzany.
Następnie, gdy zespół odpalił, awansował do NBA Finals, a następnie walczył w meczu decydującym o mistrzowskim tytule, Turner był jednym z autorów sukcesu. Odszedł, bo jedyne co mu zaoferowano w macierzystym klubie to trzyletni kontrakt opiewający na 60 milionów dolarów. Wybrał zespół Milwaukee, gdzie przez cztery sezony zarobi 109 milionów $. Jakby nie patrzeć, różnica kolosalna. Nie wiem na co liczył, może na mixtape swych najbardziej pamiętnych akcji i odrobinę szacunku? Niestety otrzymał jedynie buczenie. Smutne, ludzie potrafią być straaaszni!
Widać było, że siedzi mu to w głowie, nie brał wielu rzutów, spudłował większość prób z dalekiej odległości, ale pod koszem walczył i piłki blokował. Pacers cisnęli do końca, za sprawą między innymi świetnej formy Pascala Siakama oraz charakterystycznej napastliwości ofensywnej, którą tak dobrze znamy. Gdy jednak zeszło do ostatnich sekund… czytaj zdanie pierwsze.
Jazz 105 Celtics 103
Przed własną publicznością, ale wstyd. Boston rozpieszczony jest bardzo, oni nadal chcą uprawiać ten sam brand koszykówki co w zeszłym roku, ale nie ma Tatuma, Porzingisa, Holidaya, Horforda czy Korneta. W dalszym ciągu liderują NBA pod względem liczby oddawanych rzutów zza łuku, ale przestaje im się to spinać. W piątce jest teraz dwóch ludzi, którzy z dystansu rzucać nie powinni.
Przestrzeni jest mniej. White jest zajechany, bo już się z Jrue nie dzielą obowiązkami pilnowania największych atletów, Pritchard również przy większych minutach stracił na efektywności. Pozycja centra nie spełnia wymogów mistrzowskiej koszykówki, bo misiek Queta mógł na Eurobaskecie robić furorę, ale tu go częstokroć wyprzedzają i przeskakują.
Mimo wszystko błąd sędziego, obrońca się poślizgnął, Jaylen Brown (36 punktów 0/9 zza łuku) w niego wszedł licząc na faul, ale ku zdziwieniu wszystkich, się nie doczekał, piłka poszła w drugą stronę, niecelny rzut zebrał Jusuf Nurkic i półhaczkiem trafił na zwycięstwo. Panowie przez całą drugą połowę nie mogli sobie poradzić z szybkością Keyonte George’a (31 punktów) myśleli chyba, że mu przejdzie zaraz, ale ten do końca jechał na obręcz po punkty lub po faul. W sumie wymusił trzynaście rzutów wolnych, trafił jedenaście, kurtyna.
Podsumowując, Celtics to bardzo bardzo przeciętna ekipa w tym momencie, z adekwatnym bilansem 3-5.
Wizards 102 Knicks 119
Tak samo, jak w przypadku Minnesoty, ekipa Nowojorska ma mocno obsadzone kluczowe pozycje, ich się nie da samą żywiołowością ograć. Dwadzieścia popełnionych strat Wizards przełożyło się na aż trzynaście rzutów z gry więcej dla NYK. Skuteczności nie brakowało, zwłaszcza Karlowi A. Townsowi (33 punkty 13 zbiórek 5 asyst) który pozamiatał młodszego rywala Alexa Sarra. Wokół niego tym razem latali koledzy. Przewaga w trzeciej kwarcie dochodziła do trzydziestu oczek, a ja niestety nie mam nic dobrego do napisania o zespole ze stolicy.
Nie podoba mi się mowa ciała tych młodych chłopaków, którzy dawno już przestali zwracać uwagę na sukcesy drużynowe. Waszyngton nigdy na dobrą sprawę nie miał kultury organizacyjnej, która nakierowana byłaby na zwycięstwa i z tego rozliczała pracowników. Tam jest wiecznia kuźnia młodych talentów, z czego jeden wydaje się wchodzić w drogę drugiemu. Potencjał mają na pewno Kyshawn George czy Bilal Coulibaly, ale oni sobie wzajemnie, momentami wręcz przeszkadzają.
Mavericks 102 Rockets 110
Jason Kidd staje na rzęsach by w obliczu kontuzji to jakoś wyglądało, ale produkt boiskowy zdecydowanie nie zachwyca. Wypadli kluczowi ludzie: Kyrie, Davis, Lively, ale filozofia jest ta sama. Podwajać, agresywnie napadać, najlepiej wyjąć piłkę z rąk najlepszego ball-handlera (w tym wypadku KD) nie spowalniać ataku, szukać przewag. Pitu pitu. Mnie się nie podoba, że super rookie Cooper Flagg w tym zespole ma zmaksymalizowane słabe strony, a najlepszych nie może pokazać.
Flagg grający na piłce na tak wczesnym etapie kariery to chyba nietrafiony pomysł. To sprawia, że co noc ma najtrudniejszy matchup (tym razem był to Amen Thompson) sporo energii mu schodzi na ball-handling, inicjowanie akcji i chyba niezbyt komfortowo się w tym czuje. Wyobraź sobie w tej roli Franza Wagnera. Widzę jakieś hiszpańskie pick and rolle, gdzie Klay Thompson występuje w roli back screenera, ale źle to wygląda.
Klay źle wygląda na tle tych szalonych atletów. Wczoraj otrzymał zaledwie osiemnaście minut gry, czemu dał wyraz schodząc do szatni:
Ostatnie trzy minuty, na parkiet wchodzi D’Angelo Russell, który pałuje jak zawsze, Flagg praktycznie nie dotyka piłki, ku uciesze Ime Udoki. Rozmontowali, rozczłonkowali Dallas, choć ci się stawiali do końca za sprawą wysokiej skuteczności głównie PJ Washingtona (29 punktów). Houston jak zawsze zdominowało tablice (54-40) i pole trzech sekund. Brakowało im efektywności, Durant 30% zaliczył, ale panowie Sengun i Thompson pociągnęli pięknie.
Pistons 114 Grizzlies 106
Ja Morant idzie śladami Jimmy’ego Butlera w zeszłym roku w Miami. Nie uczestniczy w naradach przy linii bocznej, ostentacyjnie stoi. Na parkiecie robi, ile musi. Po meczu mówi, że „stracił radość gry” o szczegóły każe dziennikarzom pytać trenera Tuomasa Lisalo. Ten wydaje się „stracił szatnię” i już wkrótce, już za momencik czyjaś głowa tu poleci. Morant ogromnie przereklamowany zawodnik, ale bilety sprzedaje, bo atrybuty atletyczne ma nie z tej ziemi.
58:30 w polu trzech sekund dla Detroit. MVP spotkania Cade Cunningham 33 punkty 8 asyst. Memphis choć wydawało się, że powrócą na salony NBA, zdaje się że stracą kolejny sezon. Przed nimi kluczowe pytania o przyszłość organizacji.
Kings 124 Nuggets 130
Obrzydzenie bierze jeśli mam być szczery. Sacramento Kings nie potrafili obronić żadnej akcji. Salwowali się obroną strefową, którą Nikola Jokić potraktował spacerowo, sparingowo, z durnowatym uśmiechem na twarzy. On grał na 50% możliwości. W każdej niemal akcji słał piłkę na otwartą pozycję, a Kings nie zmieniali nic. Odpowiadali rzutami z półdystansu lub szarżami Russella Westbrooka, któremu ognia dodawał fakt, że Denver nie chciało go zatrzymać w składzie nawet za minimum dla weterana. Tak?! To ja wam pokażę! 26 punktów 12 zbiórek 6 asyst Russa. Tak naprawdę to pięć (asyst), bo się statystyk pomylił, nie ważne.
Joker się tylko śmiał. Sabonis w całej drugiej połowie nawet nie spojrzał na obręcz. LaVine wyglądał dramatycznie, piłka mu przeszkadzała. DeRozan miał trudny matchup. Mimo to rzucali świetnie, Keon Ellis wszedł i 5/8 zza łuku posadził, był z czego szarpnąć, no tylko ta obrona, beznadziejna, ciulowa, urągająca inteligencji kibiców. Sabonis to się rusza po określonych torach, jak maszyna, w stałym tempie, jest tak przewidywalny, że hej (hej tu NBA). Podam może linijkę Jokera i sami sobie wyobraźcie: 34 punkty 14 asyst 7 zbiórek 4 przechwyty 14/22 z gry 4/10 zza łuku. I uwierzcie, że był to jałowy bieg Serba. On podaniami fryzurę Litwina czochrał.
Lakers 123 Blazers 115
Bez LeBrona, bez Luki, bez Reavesa. Co ja mam tego trutnia DeAndre Aytona chwalić? Na to wychodzi: 29 punktów 10 zbiórek 3 bloki 14/19 z gry. Do tego czarny Japończyk Rui Hachimura: 28 punktów 10/15 z gry. Mocno dysponowani byli ci dwaj, ale tło było równie ważne i zmobilizowane. Bardzo się cieszę na powrót Marcusa Smarta do poważniejszego grania, bo w zeszłym sezonie w Wizards dosłownie „tracił blask”. Chłop uzupełnia dziury, robi wszystkiego po trochu. Tak samo LaRavia, którego krytykowałem na starcie, a tu proszę, parę meczów na bardzo fajnym poziomie.
Dodaj jeszcze wchodzącego z ławki streetballera Nicka Smitha Juniora, który dołożył 25 punktów i 6 asyst na 5/6 zza łuku. Zagrali mocno ponad stan czym Portland mocno zaskoczyli. O tej organizacji nie będę chyba wiele pisał, pod nieobecność głównego trenera.
Gdzie się podział Chauncey Billups? Został ujęty, zaaresztowany przez służby federalne w związku z zarzutami dotyczącymi współorganizacji nielegalnych turniejów pokerowych jak również przekazywania określonym grupom ludzi informacji dotyczących stanu zdrowia / roli graczy Blazers. Grube rzeczy, które liga bardzo chciałaby zamieść pod dywan, ale lobby bukmacherskie w ten sposób się nie bawi. Tu chodzi o rynek warty sto miliardów dolarów rocznie. Mówię o hazardzie online.
Nie wiem co dobrego napisać o tej organizacji: „umoczony” trener, niekompatybilne talenty, peryferia NBA, w głównej roli gracz z Izraela. Na zapleczu trenujący syn marnotrawny Damian Lillard. Jakkolwiek tego nie ugryziesz, do pozytywnych wniosków nie dojdziesz, więc chwilowo gryzę się co najwyżej w język. Szarżują defensywnie na starcie sezonu, naciskają na całym boisku, krew psują komu się da, ale prędzej czy później osłabną i wrócą na swoje miejsce, czyli poniżej kreski play-in.
Heat 120 Clippers 119
Szacunek dla chłopaków Erika Spoelstry, grali dzień po dniu w Los Angeles i utrzymali koncentrację pomimo osłabienia kadrowego. Tyler Herro ma brwi zafarbowane na blond oraz kontuzję stopy, którą operowano mu w połowie września, aby usunąć przewlekły ból.
Dziadki z Clipperslandu przegrywają na własne życzenie. Ty Lue wystawia na plac ludzi, którzy nie nadążają za grą, rotacje defensywne się rozpadają. Nie bierze przerwy na żądanie w decydującym momencie, ufa swoim gwiazdom. W efekcie potrojony Kawhi Leonard oddaje trójkę z odejścia, gdy zespół potrzebuje dwóch oczek do zwycięstwa. Weterani momentami źle znoszą wysokie ciśnienie, tempo gry. Wkradają się głupie straty, brak spacingu, chaos. Nie ma o czym gadać na tym etapie sezonu.
Zion Williamson znów ma naciągnięte ścięgno udowe i nie będzie grał co najmniej miesiąc. Komuś to jeszcze w smak? Kogoś to jeszcze obchodzi? Dobra, będzie tego. Dzięki za odwiedziny. Dzięki tym, którzy zamówili moją książkę. Dzięki Andrzej Kaznowski za bycie Patronem odcinka. Kłaniam się! B










Pióro Ci zaiste Bartłomieju nie ciąży.Wielcem rada że nie zostanie po mnie spalona ziemia.Jak LeBron Bronnego tak ja Ciebie namaszczam swoim następcą delfinie. Jestem spokojna o nasze Legacy…
Porozmawiajmy za rok jak noblistka z noblistą.
Olga
Najlepszy komentarz tutaj. Goacik
„… O.T. ? She is the only h%e I ever saw
That could s%ck a basketball thru a straw…”
Pani Olgo! Pan redaktor jest żonaty. Nie wypada tak żonatych mężczyzn podrywać.
Dzięki, miło było poczytać:)
Nie mówi się „czarny Japończyk”, bo to rasistowskie. Mówi się Afrojapończykanin.
wiesz to nie Hamerykanin, więc to raczej zwykłe określenie (mama z Japonii a Tata z Beninu)
Syjon Wiliamson to kolejny przypadek zmarnowanego talentu. Zmarnowanego bo… nie trafił do zespołu z systemowym podejściem, nie trafił na nikogo kto by potrafił mu ułożyć w głowie.
A z tym ułożeniem to wcale nie jest takie jasne, czy to w ogóle możliwe – mental dżungli może w uproszczeniu wyglądać mniej więcej tak: patrzcie jak ja umiem skakać, podziwiajcie i dawajcie mi dużo wszystkiego bo mi się należy bo umiem skakać. Pojęcia takie jak samorozwój, cele długoterminowe, ambicja, dążenie do doskonałości w ogóle nie istnieją. Nagłe, duże pieniądze psują – co widać i po NBA i po polskich kopaczach ligowych.
czyli nie licząc zdrowia, nie trafił do Spurs z czasów Popa, czy wześniej podejście Larreo Brona, Chuck Daly, czy nawet GSW … gdyby miał wagę w ryzach, zero skandali (zarzuty o prowadzenie się), to kontuzje przyjęto by pewnie jak u Pennego, Granta itd.. jednak tak pozostają, same zarzuty, spekulacje… czyżby zamiast wymiany Ja Moranta do kolegi pseudo gangstera Edwardsa w Minnesocie, szykuje się wymiana z Pels? wcześniej wydaje się, że publiczne prowadzenie się w zepsuty sposób, było w odwrocie, jak liga się oczyściła chyba w latach 70tych, 80tych… a Rodman, Sprewell kojarzyli się jak wyjątki, Mullin z przejściami… to może jednak zawsze było Wilt i jego styl życia, wszystko co działo się na tournee Lakers i powód choroby Magica (sam mówił skąd przytulił)… może jednak niewiele się zmieniło i wyjątkami byli Penny, Grant Hill, AC Green, Jonatham Isaac, Steph, Marc Jackson, Giannis, … PS> Mike potwierdza tą regułę (tylko skoro wynik sportowy szedł, zarzutów nie ma, są poszlaki i stare historie), pewnie jak piszesz, że duża $$ z miejsca, dla młodzika (a teraz potrafi być w wieku 18-20 lat, jest wieeeelkim testem
Cade jak się pięknie rozwinął
Iisalo, skąd niby Lisalo?
Z tym gwizdaniem chodziło ponoć o jakiś komentarz Myles’a Turnera apropo Haliego w podkaście prowadzonym przez Thanasisa, miał go nazwać „fake tough guy”…
Na 412 możliwych jak dotąd do rozegrania meczów Zion zagrał łącznie w 219 (53%)
Przy średniej minut zaledwie 31/mecz
Ma dopiero (choć tak naprawdę to już) 25 lat – lepiej więc zdrowotnie już nie będzie
Nie powąchał jeszcze żadnego meczu w playoffs (6 sezonów/szans już za nim; w obecnym – siódmym – bez szans na awans do PO)
W bieżącym sezonie: 39 mln/sezon, w kolejnych: 42mln i 45mln
Wartość transferowa z taką kartoteką niewielka
Pozostanie mu zgnicie w NO i potem wypad gdzieś jako zapchajdziura w składzie
Pamiętam jak został wybrany przez NO z jedynką i ten obrazek ekstatycznie reagujących na to działaczy klubowych – latał w sieci kiedyś taki filmik
Kilka lat i okazało się, że to chyba największy fakap w lidze od wielu już lat
No i rzeczywiście, już to nikogo chyba nie obchodzi
@morys Czemu fakap? Fakap to był Bennet. Co prawda ja bym wziął z jedynką Moranta, ale z perspektywy czasu na jedno by wyszło, bo obaj nadają się do sprzedaży biletów i koszulek, a nie do walki o mistrzostwo we wiodącej roli (ani jakiejkolwiek innej, żadnego z nich nie widzę po 30. jako weterana-zadaniowca). Więc jak nie kogoś z tych dwóch, to kogo mieli wziąć? Herro? Hachimurę?
A co do hype’u, to udzielił się nawet Popowi, który po debiucie Ziona w meczu ze Spurs opowiadał podekscytowany jak nie on, że „takiej aury nie widział od czasów Jordana”. Cytat luźny, to było lata temu, a mi się nie chce w necie szukać
Z Bennetem nikt nie wiązał nawet połowy takich nadziei, jakie wiązano z Zionem
No i Bennet nie wyciągał rocznie kilkudziesięciu milionów rocznie 😉
Oczywiście masz rację – z perspektywy czasu każdy jest mądry, gdy już wszystko wiadomo jak się potoczyło
Nie zmienia to jednak faktu, że ZW okazał się fakapem w stosunku do tego, czego sobie po nim obiecywano. Zdrowie liche, etyka pracy żadna, w głowie pusto (Z głową przynajmniej może rywalizować z Morantem ;-))
… mnie to obchodzi o tyle, że nie miałbym nic przeciwko gdyby „zaorano” Pelikana i zapomniano o nim , a wrócono do koszykówki w Seattle. Oczywiście bez tej trenerskiej szajki , która sabotuje od lat grę Pelicans.
Trener Grizzlies nie ma na nazwisko Lisalo.
Przepraszam za ten komentarz Panie Adminie, jestem zawistny i ograniczony, wiec wyplułem z siebie coś takiego:
Kolosalna różnica? Ty chyba gruby sobie żartujesz? Raptem 7 baniek więcej za rok przy czym nie 3 lata jest związany z jedną drużyną a przez 4! W pełni rozumiem wygwizdanie takiego pazernego podejścia gdzie już było blisko i ten sezon mógłby być przypieczętowany tytułem gdyby został w IND.
Coś ty się z xxx na głowy zamienił?
Co Ty chłopie wypisujesz? Turner to był od lat swoisty monolit Indy, może nie jakiś gamechanger pokroju Stepha czy innego Jokicia, ale był – przez lata mieli obsadzonego centra świetnym zawodnikiem, rzucającym, zbierającym, blokującym, nie słyszałem też żadnych przecieków coby miał mieć problemy personalne ze sztabem. Gdybym ja bym był GMem to w drafcie w ciemno pickuję takiego zawodnika.
Minimum przyzwoitości byłoby zrobić to króciutkie wspomnienie i podziękowanie za lata gry, ale Wieśniaki z Indiany wybrały inną drogę. Aż się zastanawiałem czemu Giannis był taki napięty, ale jak usłyszałem o buczeniu to w pełni rozumiem. Decyzja Turnera jak najbardziej normalna, to jest biznes, chłop myślę po aktualnym kontrakcie pójdzie jeszcze na jakieś 1+1 i koniec kariery, niech teraz zarabia i żyje sobie jak chce.
Miles Turner ma prawie 30 lat, kontrakt do 33, może chciał zmienić miasto, środowisko, coś przestało na poziomie osobistym być toksyczne, nie pasować, po prostu zmienić pracę…10 lat pracował 1 miejscu, bez docenienia bardziej, taka gra biznesowa, bez hard feelings, kolego – jego ostani rok to opcja ZAWODNIKA za 29mln, w 2029/30 jest dopiero unrestricted… i gdzie problem dla niego? kontuzja zawsze może zakończyć karierę. tak jest milionerem, jednocześnie poprzez podatki, prowizje, fundusz, agentów, zarabia się często poniżej 50% kontraktu. Stąd może być logicznym ruchem +21mln na tu i teraz przez 4lata więcej, i tam gdzie go ewidentnie chcą…
Ayton się ogarnął na ostatni dzwonek. Wyjscia ma dwa:
– z opinią toksyka może się tułać po peryferiach ligi z odznaką busta albo
– może być partnerem ekskluzywnych rozgrywających (od których jest zależny) – Luki i Reavsa i powalczyć z nimi przez najbliższe x lat w pięknej Kaliforni. Nie jako żaden dominayton, zaden lider. Solidna firma od double double, zasłon, lobów i obrony. Zarabiając solidne 20-30 mln za sezon
Wybór jest prosty. W ogóle uważam, że w LA stworzył się ciekawy układ równieśników wokół Doncica. To jest Reaves, Ayton, Rui, LaRavia, Hayes, ewentualnie Vanderbilt/Knecht. Mam nadzieję, że przudłużą za rozsądne pieniądze. Pozegnają Lebrona. Uwazam, tez, ze nie uda się w tym sezonie wymienić Klebera, Vincenta za kogoś wartościowego.
Piękny rzut Giannisa
To samo wyzywanie zawodników z trybun i ogólne traktowanie ich jak małpki cyrkowe. Myślą że mają przyzwolenie na takie chamstwo tylko dlatego że zapłacili za bilet co jest pokłosiem tego jak amerykańskie korporacje rozpieściły ludzi przesadnym podejściem typu klient nasz pan.
Dzięki Bartku za kolejny wyczekiwany wpis. Nikt nie pisze tak jak ty…
lets go trutnie! znaczy się Lakers!
Nie widzę zwrotu panie admin
zleciłem, przyjdzie jutro, pewnie sesją o dwunastej, jakby co napisz, dzięki
No i proszę pisarz znowu nie pisze a zarzekał się że już tyle bedzie pisał xdxDXDXd pisarzu co z tobą?
Adminie a może coś o tylu rekordach na początku sezonu? nie tylko TD ale tylu punktowych? czy to faktycznie, statystycznie na tle (tak wskazywałyby pojedyncze liczy)? skąd to? czy się złożyło i tyle? czy lepiej zawodnicy grają i tyle? czy nowe przepisy dały taki wysyp 30+, 40+, 50+ ?