NBA: Ja Morant połamany, OKC złamali Memphis | Pistons mają jeszcze do udowodnienia

37

Witam serdecznie w piątek, piąteczek, piątunio. Pamiętam czasy gdy pracowałem w korporacji, najpierw jednej, potem drugiej. Pamiętam, że piątku wyczekiwałem jak oszalały. Teraz każdy dzień jest jak piątek, wtorek czy niedziela i nie mówię tego z wyższością, bynajmniej, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Praca w korporacji ma cały szereg walorów, daje poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa, wszelkie pracownicze przywileje oferuje szerokim wachlarzem i kartę na siłownię do tego, a jak ci się zepsuje laptop to podnosisz rękę i dostajesz nowy. Co prawda Lenovo tylko i wiele na nim nie zrobisz, ale filmy oglądać można, hehe.  

Myślę, że warto aby każdy młody na początku kariery ze dwa lata popracował w korporacji. Tak, aby poznać łańcuch zależności i zawodowych połączeń między ludźmi. Główna, niezależna od branży i struktury kapitału nauka płynąca z pracy w korpo to chyba to, że nie wszystko należy brać na logikę, a logika twojego nazwijmy to „poziomu” nijak się ma do poziomu czy poziomów wyżej.

Rzecz jasna jeśli w korporacji zajmujesz się i odpowiadasz za tematy, które są spójne z twoimi zainteresowaniami, to super. Jeśli masz do tego cień autonomii, kreatywności,  która daje choćby ułudę niezastępowalności (nie do pomyślenia w świecie korpo) to wygrałeś. Nie zatrać charakteru, a będziesz miał dobre zawodowo życie i balans zachowany. 

Ale się rozpisałem, ja pierdziu, nie wiem co mnie wzięło, to chyba z braku snu. Chętnie się dowiem jak Wasz etat w korpo wygląda i czy czujecie się OK. 

Patronami dzisiejszego odcinka są K Gajewski, Woyteck oraz Banan89.  Ja nazywam się Bartek Gajewski, każdy z nas pokonuje 2.5 miliona kilometrów dziennie wokół Słońca i nawet o tym nie wie, a to są GWBA, czyli gwiazdy basketu. 

Knicks 118 Pistons 116 [2-1]

Karl Anthony Towns aktywniejszy strzelecko, zaznaczający się od początku. Są granice przyzwoitości, nie może być tak, że Tobias Harris w pojedynczym kryciu odetnie chłopa od meczu. Niewłaściwy sposób ofensywnego wykorzystania talentu KAT-a to także główny zarzut w kierunku trenera Toma Thibodeau. Cieszyć się zatem pozostaje, że w jakimś stopniu temat został zaadresowany. Trzy na pięć trójek w pierwszej kwarcie? Tak, na to właśnie czekaliśmy. Miejsca od razu zrobiło się więcej, dla wszystkich. 

Knicks nadawali ton wydarzeniom, bez dwóch zdań. Powiem więcej, Knicks z powodzeniem wycięli Tobiasa Harrisa, mocno ograniczyli Malika Beasleya, środkowy Jalen Duren punktował niemal wyłącznie po błędach obrony. Odpowiedzią, tajnym składnikiem smaku, sukcesu Detroit pozostaje więc drugi ball-handler Dennis Schroder. Niemiec ponownie dał wczoraj popis: 18 punktów 6/9 z gry, a do tego całkiem zadziorna momentami obrona indywidualna. 

Pistons gonili, gonili do samego końca, ale dla mnie poważnego zagrożenia w czwartej kwarcie nie stanowili. Trener przekombinował. W czwartej kwarcie trzymał uparcie na placu zimnego Beasleya, tragicznego po obu stronach Harrisa i wspierał się Schroderem jak protezą. Kiedy zespół potrzebował szarpnięcia, energii, trzymał na placu słabych obrońców, na dodatek coraz bardziej zmęczonych. 

W efekcie Jalen Brunson (przy buczących trybunach, skandujących „F%ck You Brunson”) wbijał im kosze jeden na jeden (12 punktów w IV kwarcie) a jak nie on to Towns z małym udziałem Mikala Bridgesa jeszcze. 

Ausar Thompson rozegrał w sumie siedemnaście minut. Ograniczony do roli obrońcy, screenera, podającego. Trudno w takich warunkach o rytm czy zaufanie. Aż się prosiło by kilkukrotnie zaatakował obręcz, wszedł choćby i na faul, ale Pistons sztywno trzymali się planu i choćby rzuty były trudne, oddawał je Cunningham albo Beasley. Czy oni nie wiedzą, że bez wygenerowania ekstra agresji, sportowej złości nie przejdą Nowego Jorku?

W sumie trudno wymagać od zielonego jeszcze, 22-letniego gościa, który wchodzi na plac z wyraźnie zadaniowymi poleceniami. Nie wiem dokładnie jakie instrukcje odebrał, ale JB Bickerstaff nie zbudował w nim wczoraj pewności siebie, wręcz przeciwnie. Młody musi wierzyć, że jest lepszy niż rywal i to trzeba w nim umacniać, nie podoba mi się, słyszysz JB?

Paul Reed i Ronald Holland grali z największym pazurem. Dwaj ludzie z krańca rotacji. Reed zastępuje nieobecnego wciąż Isaiah Stewarta, który ma balon na kolanie i nie wiadomo kiedy mu to wszystko puści. 

Ktoś powie, że Knicks mieli farta. Bo przecież Harris tylko 2/9 z gry i pięć super miękkich, dyskusyjnych fauli odgwizdanych. Super armata, kluczowa kolubryna Beasley Threesley tylko 4/14 z gry. Cade tylko trzy osobiste wobec trzynastu po stronie Brunsona, brak Stewarta, a Knicks wygrywają ledwo co. 

Otóż właśnie na tym rzecz polega, na wygrywaniu. Knicks zaliczyli więcej przechwytów, bloków, zaliczyli mniej strat. Dziesięcioma punktami wygrali w polu trzech sekund i potrafili wysforować się na czternastopunktowe prowadzenie. Pistons i ich fani, jeśli chcą się dalej zaznaczać na arenie NBA playoffs, muszą zacząć grać, a nie narzekać. Na razie są ligowym kopciuchem, który wszedł na salon, nic mu nie przysługuje, wszystko musi sobie wywalczyć, a Ausar Thompson panie trenerze, musi grać! 

Najskuteczniejsi ludzie po obu stronach: Cade 24/7/11 – Hardaway Junior 24 punkty 7/12 za trzy – KAT 31/8 – Brunson 30/7/9 – Anunoby 22 i Bridges 20 punktów. 

Jeszcze taka ciekawostka: w poprzednim meczu Golden State versus Houston, publiczność w Teksasie skandowała „F%ck you Draymond” podobnie jak dzisiaj działo się w Detroit w stronę Brunsona. Jakże inna była jednak reakcja trenerów obu graczy. Steve Kerr wolałby „złagodzić obyczaje, tłumaczy że facet ma dzieci, które mogą siedzieć na trybunach” itd. Tymczasem Thibodeau swym demonicznym głosem mówi tak: „dla Jalena to są kwiaty, on żyje dla takich momentów”. 

Thunder 114 Grizzlies 108 [3-0] 

Przez głowę przechodzi, że znów zdrowie określa kształt NBA playoffs. Wczoraj połamał się Jimmy Butler, dziś na talerz biodrowy z drugiego piętra spadł podcięty Ja Morant. W Denver też mały szpital, łydka Gordona, bark Portera Juniora, to nie nastraja optymistycznie jeśli jesteś fanem ekip, w których chłopaki występują. To może być koniec marzeń o mistrzowskich trofeach, przynajmniej w tym roku, ma się rozumieć. 

Z całą pewnością swój sezon kończą koledzy z Memphis. Czy wy wiecie, że w pierwszej połowie zeszli na OKC jak burza? Że prowadzili 29 (!!!) punktami, a potem się Morant stłukł i wszystko musieli oddać? 

Thunder złamali ich totalnie, zgięli wpół i wyrzucili do pojemnika na bio odpadki. Niesłychana dyspozycja strzelecka Niedźwiedzi wróciła do przeciętnego poziomu, zeszła lawina kontrataków, zabrakło tarana w postaci Ja, a potem już wkradło się zmęczenie i presja faktu, że przed własną publiką oddajesz 30 oczek prowadzenia. Jakież to musi być bolesne doświadczenie, co?

Lanie od OKC jest nieuniknione, nieodzowne. Nie ma sposobu by się przed tym obronić. Cztery zero i do domu.

  • 31 punktów i 8 asyst SGA
  • 26 punktów 6 zbiórek 5 asyst J-Duba
  • 24 punkty 8 zbiórek Cheta Holmgrena
  • 10 punktów i 4 przechwyty szarej eminencji Alexa Caruso

Tylko popatrzcie co Caruso wyczyniał w czwartej kwarcie, a najlepiej zapiszcie to sobie na dysk, żeby nigdy nie umknęło:

Historia dwóch połów

  • pierwsza połowa Memphis 11/22 zza łuku, 18 asyst, 3 popełnione straty, 77 zdobytych punktów
  • druga połowa Memphis 3/20 zza łuku, 5 asyst, 13 strat, 31 punktów 

Rozumiecie przepaść? Poziom ogołocenia, rozmycia, roztopionych marzeń jak masło na patelni, na słońcu, na kamieniu rozłupanych? 

Desmond Bane poddany piekielnej presji jako ball-handler. Scotty Pippen, syn Scottiego, ma momenty, ale on się ledwie z G-League przedostał i zestaw ma ograniczony. Gdy na nim siedli, ugiął się, nie pociągnął. Jaren Jackson i jego gra po piwocie także jest już rozczytana, kryjący go Caruso, raz po raz wybijał mu piłkę z rąk, a Holmgren po grze pick and pop miał otwartą pozycję do rzutu za każdym razem. 

Problem gospodarzy bez Moranta na placu jest jeden, podstawowy. Żaden z graczy nie jest na tyle mocny, by wykreować rzut dla siebie albo zająć obronę na tyle, by wygenerować pozycję dla kolegi. To znaczy może i potrafią, ale w zderzeniu z tą intensywnością obrony, jaką prezentują OKC i twardością gwizdka, już nie. Tylko tyle i aż tyle. 

Nuggets 83 Clippers 117 [1-2]

Ci, którzy w tym sezonie sobie jaja robią z LAC, to widać że nie oglądają meczów i nie powinno się ich słuchać. Śmieszą mnie hasła „druga runda max” i oceny Clippers z perspektywy lat minionych. Oni odpalili bumelantów, zebrali ludzi o walorach mistrzowskich, jasno określili warunki, role, priorytety, doładowali talentu i doświadczenia. Są wiekowi, ale utalentowani i doświadczeni. Mocni fizycznie do tego.  

Zubac to najlepszy obrońca w lidze na Jokera (23/13/13). Powiecie, że Serbowi brakowało agresji (14 oddanych rzutów) czy pazura w tym spotkaniu, ja powiem że nie tak łatwo z podwojeniami się gra i nie ma sensu pałować, jak nie możesz uruchomić kolegów. 

Jeszcze raz napiszę: Gordon ma problemy z łydką (widzieliście jak spudłował rzut spod kosza, bo nie mógł wyjść w górę odpowiednio?) Porter Junior z barkiem (zapewne ma problem z podniesieniem ręki ponad głowę) a drużyna wokół nich jest cieniutka jak barszczyk w szpitalnej kantynie. Portera to oni powinni pożegnać, Brauna odesłać z powrotem do roli zmiennika, bo przy drużynie pilnującej powrotu do obrony, bez łatwych punktów ten gość nie wnosi, nic prawie nie wnosi w ataku pozycyjnym. 

Russell Westbrook nie jest odpowiedzią (9 minut 1/5 zza łuku) a młodzi (Naji, Strawther, Pickett) nie mają papierów na granie na tym poziomie. W efekcie Denver nie ma ławki rezerwowych, a po spuszczeniu trenera najgorszy możliwy dla Denver scenariusz to Joker żądający transferu. Niemożliwe? Od trzech sezonów zamiast wzmacniać, osłabiają roster. Serb jest przeciążony, a jego prime potrwa znów nie aż tak długo . 

Problem w tym, że MPJ ani Murray nie mają wielkiej wartości na rynku transferowym, bo ich kontrakty są przesadzone. Murray ma problem, aby strząsnąć z siebie Krisa Dunna bądź Derricka Jonesa. Wszyscy też mamy w pamięci co w zeszłych playoffs zrobili z nim Wolves, albo jak wyglądał w barwach reprezentacji Kanady, gdzie nie było zasłon i playmakingu Jokera.  

Przesadzam? Myślicie, że urwą jeszcze jeden, dwa mecze? A może uważacie, że Denver wygra tę serię? Chętnie się dowiem, zapraszam do komentarzy. Tymczasem w obozie Clippers czterech ludzi po dwadzieścia zdobytych punktów (pozwolę Wam zgadnąć kto) do tego cztery trójki Nico Batuma oraz cała masa pożytecznej, zadaniowej pracy wokół. 

Intuit Dome pomogło oczywiście, oprócz głośnego dopingu i wiwatów, fani pozakładali czapki z głową konia, żeby rozproszyć Jokera mierzącego osobiste, hehe. 

Myślicie, że Clippers rzucą wyzwanie Thunder? To będzie ciekawe zestawienie stylów gra biegana vs chodzona. O takie NBA walczyliśmy! 

Other NBA news

-> Devin Booker jechał swoją vintage furą i zobaczył dzieci sprzedające lemoniadę. I się zatrzymał i parę groszy wyjął i przy okazji kolega miał akurat telefon odpalony by to wszystko nagrać. A pamiętacie jak kilkanaście dni temu Booker mówił „że zależało mu aby dobrze wypaść w meczu o pietruszkę, bo jakiś fan mógł go oglądać w akcji pierwszy i ostatni raz i specjalnie dla niego przyjechać, bilety kupić”. Otóż moje pattern recognition świeci na czerwono i mówi wyraźnie… 

Sztabowcy od wizerunku, bo FATALNYM sezonie oraz powoli, ale konsekwentnie podpinanej łatce „uncoachable” (to Booker najbardziej się cały sezon spinał z wyrzuconym ostatecznie Budenholzerem) muszą zadbać o pozytywny odbiór swego klienta. Tymczasem faktem jest, że Book to jedna najbardziej przereklamowanych gwiazd NBA, którego wkrótce czeka los CJ McColluma. 

-> Alijah Arenas, syn legendy parkietów Gilberta Arenasa, utalentowany prospekt NBA, miał wypadek samochodowy. Wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej w szpitalu. Nie, nie doznał poważnych, mechanicznych obrażeń ciała, ale nawdychał się dymu. Czekamy na rozwój wydarzeń. 

-> Dobrego dnia wszystkim. Wczoraj skompletowaliśmy skład dwunastego GWBA Camp (15-18 maja). Mamy dwóch centrów, dwóch liderów na piłce, dwóch skrzydłowych iron-manów z rzutem, czterech power-forwards, kilku graczy zadaniowych, jednego sharp-shootera i Sentino. Pozdrawiam całą ekipę i nie mogę doczekać się spotkania. Będzie wesoły autobus wypożyczony z Enea Basket Poznań, hehe. 

No i dobrze, podobała Wam się relacja? Spoko, nie? Może być. Dobrego dnia! B

1 komentarz

    • Array ( )
      Odpowiedz

      Co do Clippers to w aktualnym stanie organizacyjnego rozkładu trzecia runda jest raczej nie do zrobienia. Leonard , Harden a tym bardziej Powel i Zubac to nie są liderzy, z całym oczywiście szacunkiem do ich dotychczasowego dorobku. W tym momencie brakuje im szybkości, pazura, dynamiki i jednego gościa o mentalności tyrana, za którym by poszli. Leonard kimś takim zdecydowanie nie jest.

      (2)
        • Array ( )

          Jak popatrzysz na IP to jest nas dwóch albo dwoje Medium ja akurat mam zielone serce 💚które dziś boli,na pocieszenie dostałem okład w postaci potężnej porażki Lalek

          (1)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Ja zawsze wychodzę z założenia że z perspektywy fana nie da się ocenić jaka jest atmosfera w drużynie, ale jak już to robimy to wszystko wskazuje na to że w clippers jest pod tym względem bardzo dobrze, a Harden zdecydowanie wygląda na lidera. Kawhi to oczywiście kompletny indywidualista, ale to właśnie Harden pełni rolę mentalnego lidera poza boiskiem, a Leonard poprostu bierze piłkę w najważniejszych momentach i rzuca ze swojej klepki

        (2)
  1. Array ( )
    miś4kontratakuje 25 kwietnia, 2025 at 16:29
    Odpowiedz

    Thunder pokazali dzisiaj w 1. połowie miękkie podbrzusze. Mają jednak swoje słabości. W kolejnych rundach 29-punktowy come back nie przejdzie.

    Porównanie wypadków Butlera i Jy. Butler – nieszczęśliwy przypadek w walce, Ja – odpalanie czystej głupoty; próba przeskoczenia obrońcy (bo mogę!) w takim momencie sezonu dyskwalifikuje z poważnej dyskusji.

    Co do Pistons -> wiadomo, że obecnie nie mają 2,3 i 4 opcji. Z ich weteranów jedynie Schroeder zasługuje na regularne minuty w drużynie powyżej 1 rundy. O pozostałej trójce – Harris, THJ, Beasley wiadomo od dawna, że są super przydatni, żeby zrobić dobrą drużynę w RS, a w PO grają w kratkę. W związku z czym, jak nie idzie trzeba ich zwijać z boiska czym prędzej. W Pistons na razie nie komu ich zastąpić po tym zwinięciu.

    Clippers na razie robią najlepsze wrażanie w PO. Drużyny z 60-zwycięstwami na razie grają przedbiegi w PO. Clippers grają niesamowicie – straszliwie wyrachowany basket i w obronie i w ataku. W ataku prawie z każdego posiadania wyłuskują najlepszą pozycję do rzutu, świetnie czytają ustawienia obrony, w obronie prawie w każdym posiadaniu jest presja, łatanie dziur. Statystyki przechwytów i bloków nie oddają tego, jak świetnie wywierają presję na piłki, zmuszają do niewygodnych zagrań, złych kątów rzutu. Dali potężny blow out (ręcznik rzucony przez Denver na ponad 4 minuty przed końcem) mimo, że przestrzelili wcześniej do 10 prostych lay-upów, a Cybor grał z nieskalibrowanym celownikiem. I nawet w garbage time głęboka ławka Clippers dalej skoncentrowana, cisnęła Denver do ostatniego posiadania. To świadczy o atmosferze w szatni.

    Warto tu przywołać casus naszego ulubieńca – PG13. To jest modelowy przykład jak kandydat na supergwiazdę nie powinien grać. U niego bardzo często była wirtuozowska połowa czy kwarta, gdy wyglądał jak najlepszy gracz w lidze, po czym powietrze uchodziło i następował choke PG13 i energetyczny zjazd drużyny, która nie w żaden sposób nie potrafiła znaleźć rytmu meczu, narzucić stylu gry. No ale to już wina Kawhia, że takiego kompana chciał mieć w drużynie.

    (26)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      W Pistons jest druga opcja. Przyjamniej tak wyglądał Ivey do czasu kontuzji. Tam ma kto grać w następnych latach. Tytuł zdobyć będzie cholernie ciężko bo konkurencja nie śpi ale Pistons są na dobrej drodze

      (4)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki za art. Nie wierzę w Denver, a Clippers może się ogarną.
    Mają wielu zawodników, nawet Ben S. walczy.
    Brakuje chyba drugiego kreatora gry i zbyt mało uruchamiają Zubaca ale potencjał mają wielki.

    (11)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Jeśli o wstępie mowa to każdy z nas pokonuje o wiele więcej tych kilometrów jeśli wciąć pod uwagę także ruch Ziemi wokół własnej osi czy ruch Układu Słonecznego wokół środka galaktyki. Wszystko zależy od punktu widzenia. Ja się trzymam swoich uśrednionych 8km dziennie 😛

      (5)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak kopie po jajch i skacze po ludziach to nic. Ale jak krzyczą fu** Draymond. To uuuuuuuu, chłop ma dzieci. Dobre 🫡

    (16)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Tyle było gadania, ale zdrowy Kłaj to ciągle top ligi w po. Łata dziury w obronie, jak trzeba ratuje zbiórkę lub rozegranie. Ciągle nieoceniony w przechwytach. A jak trzeba, to jedzie w ultra efektywnej izolacji. Cała kariera Zazy nie była warta tego faulu. Łapa nigdy już nie był sobą. Nie lubię LAC, ale szacunek, że się pozbierał. Jak zdrowie dopisze, klepną pulpeta i będzie ciekawa seria z okc. Te końskie łby mocno słabe, może nawet chamskie, ale wiadomo prowincja NBA to i ironia atawistyczna 🙂

    (6)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Prowadziłem firmę dość długo, zatrudniałem 15 osób. Poziom stresu i odpowiedzialności ogromny.
    Od dziesięciu lat pracuję w korpo. Poziom stresu i odpowiedzialności odczuwalnie mniejszy.
    Podobny zespol pracowników do zarządzania.
    Tabelki muszą świecić na zielono😂
    Kasa mniejsza niż u siebie ale pewna, wciąż kilkakrotnie wyższa od średniej krajowej. Żałuję, że wcześniej nie zacząłem, bo byłbym jeszcze wyżej w organizacji😎
    Polecam.

    Btw. Jakoś nie wierzę Dortowi, że z Morantem to było „niechcący”😅

    (-3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Dokladnie, kto swojego biznesu nie prowadził to nie zrozumie. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak ktoś siedzi w korpo i marudzi to zachęcam spróbować u Janusza lub Grazyny popracowac albo swój biznes rozkręcić. Będą osoby ktorym wyjdzie to na plus ale większość przeprosi się z korpo 😀
      Oby Jimmy wrócił do zdrowia bo bez niego GSW może nawet z Rakietami odpaść.

      (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Spox 🙂 ja pracowałem w firmach mniejszych. Teraz w dużym corpo. Ale to dobre corpo jest. Najlepsza praca ever. A mam 20 lat doświadczenia zawodowego – architekt. Nie stresuje się za bardzo. Pewnie dzięki temu że rano przed pracą oglądam skróty meczów NBA 😉
    A potem sprawdzam czy jest nowy artykuł na gwba

    (7)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    ale kurde coś z tymi Mistrzami jest źle, Denver jak Bucks, mają Miską i super Gwiazdę w silę wieku to zamiast wzmacniać to tylko osłabiają drużynę kolejnymi decyzjami, słabo to widać dla obu drużyn

    (9)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Sukcesy Clippers wynikają też z niskiego kontraktu Hardena. Chłop ma tylko 33 mln dolarów w kontrakcie i to umożliwiło ściągniecie pomagierów premium. Jedynie Kawhi ma ogromny 49 mln kontrakt.

    Sny Denver o mistrzostwie można odłożyć na bok. Za rok Jamal Murray dostanie podwyżkę o 14 mln, więc ławka będzie jeszcze mizerniejsza. Za rok on 50 mln, Joker 55 mln, to będzie drugie Milwaukee.

    Podobny casus czeka za rok Boston. Tatum podwyżka o 19 mln, White o 8 mln. Brown ma już ponad 50 mln kontrakt na rok. Tam tež będzie bieda na ławce. Moim zdaniem nie będzie ich stać już na gracza jak Horford. Hauser pójdzie precz ze swoim 10 mln, ale ok on jest do zastąpienia.
    Boston może jeszcze się wybroni za rok, dwa bo są młodzi ale chcę pokazač, że wybujałe kontrakty to jest gwóźdź do trumny dla przyszłych sukcesów drużyny.
    W Phoenix coś o tym wiedzą.

    (15)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Super fajny pomysł z tymi ciekawostkami na początek. Dobra szkoła dziennikarstwa. Warsztat i w ogóle.
    Być może tylko u mnie tak jest ale zamiast skrótu Clipsów mam Warriors i Rakiety.
    Pzdr.

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Clippers druga runda max.

    I nie chodzi tu o żaden aspekt sportowy, talentu, zgrania itp itd. Po prostu Clippers są Clippers, to przeklęta organizacja, jak Pogoń Szczecin w polskiej lidze.

    (-1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Wyszedłem z korpo trzy lata temu i jestem szczęśliwy. Mam więcej czasu, nie przebywam z głupimi ludźmi (byli też i mądrzy) i praca sprawia mi przyjemność.

    Z Bookerem to żeś Pan przesadził. Jak na początku roku z Haliburtonem (czy całą Indianą) albo Giddey’em. Prawda jest taka, że wielu graczy błyszczy i daje swojej drużynie magiczny pierwiastek dopiero w określonych, spełnionych warunkach.
    Czy ktoś spodziewał się, że Brunson po zmianie otoczenia będzie słyszał z trybun MVP (co prawda nad wyrost, ale gwiazdą jest)? Jak nad Phoenix znów pojawi się słońce (szybko może się nie pojawić), to Booker ponownie będzie czołowym graczem ligi. Mark my words.

    Jestem pod wrażeniem LAC. Ale czemu wszyscy nabrali przeświadczenia, że Kawhi nagle stał się żelazny, to ja nie wiem. Moim zdaniem, ktoś go w końcu potraktuje niezbyt fair i szanse Clippers na coś ekstra się ulotnią.
    A wszystkim kibicom życzę jak najmniej kontuzji, bo fajnie się ogląda tegoroczne rozgrywki.

    (5)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Za jakiekolwiek tknięcie gracza w powietrzu poniżej pasa – powinna być czerwona kartka z miejca i dyskwalifikacja na 5 spotkań. To już na orliku chłopaki bardziej się pilnują, bo wiedzą, że jak 45-letni zmagający się od 15 lat z własną tuszą kolega gruchnie o glebę, to potem trzeba z nim solidarnie 7 godzin na SOR-ze odsiedzieć. To pieprzenie, że grajek się poślizgnął, ktoś go tam popchnął. Jak ci wyszedł w górę, a ty nie bronisz go na górze, to się zaprzyj w miejscu, żeby cię kolega nie popchął na kontuzję przeciwnika. W piłce nożnej bramkarz w polu bramkowym jest święty – nie masz prawa go dotkąć i weź się pogódź. I nawet te buraki z nożnej się pilnują, a wszakże koszykówka to sport akademicki, czyż nie tak, panowie magistrzy?
    Zabili mi hjustońskie łobuzy Jimmiego Butlera, co do którego odszczekuję, bo przewidywałem, że jego muchy z nosa będą w szatni GSW bzyczeć głośniej niż motywejszyn spiczys Steva Kerra. A ten skurczybyk wszedł w tryb najgenialniejszy w sporcie zespołowym: gram dla drużyny, bo w ten sposób do zwycięstwa dodam więcej cali, niż gdy będę grał na siebie (IYKWIM). A mnie w sporcie zawsze interesowało tylko wygrywanie.
    I teraz tak: Jimmy wraca na G3, bo to jest kluczowe G dla całej serii. G2 było do puszczenia, bo HCA zostało odebrane w pierwszym meczu. Ale przegrana GSW u siebie w G3 rozwala wszystko – Jimmy to wie, Steve to wie, Steph to wie, Dray to wie. Pozostaje tylko jedno pytanie: kto na parkiecie Chase Center powie Amenowi Thompsonowi, że no sorry chłopie, ale to nie do nas tak, do nas nie…

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Tam wcześniej był faul ofensywny Draya, który strzelił Thompsona barkiem. Czysta fizyka, gwoździe nie stawiają oporu, jak je traktujesz 🔨 czy innym obuchem 🙂 Brudny gracz zawsze tworzy zagrożenie, a ten ma całą kartotekę podobnych idiotyzmów

      (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Czysty przypadek…jakby Lu nie podniósł rąk (także dla złapania równowagi) to po tym poślizgu by a) walnął na kolana ew. na twarz i by ją sobie uszkodził (nos, zęby, kości pod okiem) a i tak by zachaczył Morona nogami ten by klepnął o glebę i byłoby to samo. Co miał Moron zrobić? Ryknąć „uwaga nadlatuję, kucnij Dort” ?

      (0)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Komentarz do tego, że przy każdym meczu serii Knicks – Pistons sugeruje się, że sędziowie sprzyjają Nowojorczykom. Liczba oddanych rzutòw wolnych w pierwszych trzech spotkaniach serii Knicks – 65, Pistons – 81.
    Pistons poprzednio wygrali spotkanie wyjazdowe, w którym zaliczyli 6/27 zza łuku, za to dzisiaj przegrali spotkanie u siebie w którym zaliczyli 16/37 zza łuku, a pierwsze spotkanie przegrali mimo, że mieli w nim 15/32 za trzy. Jak na razie każde spotkanie wygrywa ten, kto gorzej rzuca z dystansu :O

    (3)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Korpo – dobrze ująłeś temat rozróżnienia poziomów logiki na różnych szczeblach. Ci na dole myślą, że zarządzający korpo to debile i pewnie są takie przypadki. Natomiast korpo to kalkulacja nastawiona na efektywność i zysk, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę. Temat rzeka, ale kto pracował w januszeksie albo prowadził własny biznes wie, że korpo ma swoje duże plusy. I jak wszsdzie, zeby coś osiągnąć trzeba zapie.r.dalać i przy tym myśleć.
    Clippers, oby tylko zdrowie w koncu dopisało …

    (0)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Chętnie zobaczyłbym Clippers w finale. Powiew świeżości, zaskoczenie. Jak będą zdrowi i nikt się nie połamie po drodze to według mnie mają na to szanse.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu