NBA: Jeremy Sochan puszczony na dziko | Celtics rządzą w Los Angeles

25

Dzień dobry w nowym tygodniu, kilka fajnych meczów NBA odbyło się przez weekend, a mnie jak zwykle, przypada w udziale powrócić do rzeczy najciekawszych i Wam je przybliżyć, abyście z obiegu koszykówki zaoceanicznej do reszty nie wypadli. Wykwit całej masy idiotycznych kont na X obserwuję ostatnio, nie wiem czy to nowy algorytm spod ręki Elona Muska czy źle dobrana konfiguracja tematów po mojej stronie, ale doprawdy, gdybym miał czerpać wiedzę na dowolny temat z byłego Twittera, moje zidiocenie byłoby kompletne, a nie tylko częściowe. 

Chciałbym wierzyć, że choć piszę subiektywnie, jestem uczciwy w ocenie postaci kręcących się wokół NBA i można w oparciu o moją publicystykę pewnej wiedzy na temat koszykówki nabrać. 

Jeremy Sochan rozegrał już trzy mecze w barwach Knicks.

Debiut przeciwko Pistons opisałem ze szczegółami. Kolejny występ Jeremy zaliczył przeciwko Houston, którzy całkowicie ignorowali go strzelecko. Wiadomo, że biegał po placu z energią, Durantowi koło łokcia latał w obronie i gdyby mecz, jak w NFL, składał się z naprzemiennych sekwencji obrony i ataku, po których każdorazowo następuje przerwa, Sochan miałby swoją rolę, swój stały przydział minut jako defensor.

Rozumiem wszystko: nowa ekipa, jasne świata Madison Square Garden, wchodzisz na plac na zimno, nie wiadomo ile minut czy nawet sekund zabawisz na parkiecie, a każdy twój manewr jest prześwietlany przez kibiców. To nie są łatwe warunki do pracy. Niestety po dwóch „kwadratowych” rzutach oraz kolejnej sytuacji, w której Jeremy nie podjął próby rzutowej mając czystą pozycję, etykieta z napisem „non-shooter” przykrywa wszystkie inne jego walory.   

 

Spotkanie za to oglądaliśmy szalone, Rockets za sprawą świetnego Kevina Duranta (30 punktów) prowadzili już osiemnastoma punktami, a następnie spuchli i pozwolili się dojechać. Ja rozumiem, że od początku sezonu brakuje rozgrywającego Freda VanVleeta, że pomysł na fizyczną grę z udziałem drugiego centra Stevena Adamsa również się wysypał z powodu kontuzji, że Durant bywa spowalniający, a Sengun ma poważne problemy z obroną, ale to nie jest pełnia obrazu.

Nie podoba mi się praca trenera Ime Udoki oraz tego, jak czyta grę. Chłop na swój sposób priorytetyzuje bronioną połowę, przez co zdarza mu się całkowicie zarżnąć offense. Sengun łapie rytm ofensywny – ławka. Reed Sheppard jest przez rywali bardzo respektowany strzelecko, zwłaszcza przez Knicks, którzy mają problem z obroną pick and rolla, ale Udoka wydaje się tego nie widzieć. Wkrótce jedyne z czym zostają goście to izolacje KD. 

Rockets odchodzą w czwartej kwarcie od podwojeń Jalena Brunsona, ten momentalnie łapie wiatr, jest niesamowicie inteligentnym zawodnikiem. Na placu długie minuty pozostaje Dorian Finney-Smith, który w tym sezonie wygląda dramatycznie jako gracz ataku. Wspólnie z Amenem Thompsonem to już dwóch gości bez rzutu. Pomysł, aby DFS krył Townsa pod koniec meczu to woda na młyn dla Nowojorczyków. W jednej chwili zarysowują się wszelkie przewagi miejscowych, bo rywal po prostu na to pozwala. Clint Capela radził sobie świetnie naprzeciwko KAT-a, ale nie otrzymał więcej szans, nie rozumiem tego. 

Rockets się sypią, faflunią, prują po całości, nie ma żadnej opcji, nie są i nie powinni być wymieniani w gronie kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Na pewno nie w tym roku. Nie rozumiem też dlaczego pion kadrowy Rockets w trakcie okna transferowego nie postarał się o wsparcie. Być może właśnie doszli do tego samego wniosku, że ten sezon jest przegrany. Nie ma sensu wydawać ekstra kasy, spróbują za rok. Do wzięcia byli tacy ludzie jak Coby White, Ayo Dosunmu, Jose Alvarado czy Jared McCain – to jest właśnie profil gracza, którego obecnie Rakietom brakuje.  

Dziś w nocy Knicks wydrapali kolejne zwycięstwo (105:99) tym razem nad Chicago. Jeremy Sochan zaliczył dwa (przypadkowe) punkty, miał trzy zbiórki i dwie asysty. Trener Mike Brown nie ułatwił Polakowi zadania, puszczał w jednym lineupie z całkowicie fizycznym i równie mało utalentowanym strzelecko rezerwowym centrem Arielem Hukporti (Mitchell Robinson dostał wolne). Po raz kolejny popsuł się spacing, a Knicks w jedenastu minutach Sochana przegrali z Chicago dziesięcioma punktami.

Można było Polaka puścić jako niską piątkę / oszukanego centra, obtoczyć w panierce czterech strzelców, ale coach Mike jeszcze nam tego nie zawistował, być może w kolejnym spotkaniu. Notabene, na parkiet nawet na moment nie wyszedł Mohamed Diawara, co bardzo nie podoba się fanom NYK za oceanem. Oni nie noszą różowych okularów, nie mają, jak niektórzy u nas, takiego sentymentu do Jeremy’ego i nie do końca rozumieją obecnie trwających eksperymentów z Jeremym.

To jest polityka, możecie być pewni, że Brown nie patrzy na mecz przez pryzmat „wyciągnij z Sochana najlepsze soki, ustaw w pozycji, aby mógł się dobrze pokazać, osiągnąć sukces”. Myślę, że odbębnia temat pt. „daj chłopakowi szansę”. On już chyba widzi, że długofalowo Sochan mu się nie przyda, jeszcze parę razy go puści w totalny chaos, poniekąd na pożarcie, a potem zakopie na ławce, aby Knicks mogli Jeremy’ego bez żalu zwolnić po sezonie. Naprawdę, chciałbym się mylić.

James Harden x Cavaliers

Co jeszcze ciekawego działo się przez weekend? Na pewno warte uwagi jest wczorajsze spotkanie między Cavaliers a OKC. James Harden po serii kolejnych zwycięstw z nowym zespołem, wczoraj pokazał jak to będzie wyglądać w najważniejszych meczach (sorry). The Beard walczy o nowy kontrakt, wciąż potrafi generować przewagi, rzucać zza łuku, doskonale egzekwować pick and rolla, bronić akcje post up. Potrafi też znikać, nie nadążać, wycofywać się mentalnie. 

Rozgrywający tak? Rolą rozgrywającego na poziomie NBA jest przede wszystkim co? Kontrolować tempo, chronić piłkę, umieszczać kolegów na odpowiednich pozycjach. Jego rola jest szczególnie ważna w zderzeniu z zespołem równie napastliwym co obrońcy tytułu. Pal sześć, że nie grają czołowi ludzie: SGA, J-Dub, Caruso czy Mitchell, a większość kreacji autorskich OKC odbywa się przez tzw. dribble-handoffs i ruch piłki. 

Tymczasem ekipa Cavs popełnia DZIESIĘĆ strat tylko w pierwszej kwarcie, nadziewa się na ulubioną, bieganą grę w wykonaniu Thunder, którzy trafiają 8/12 zza łuku i po dwunastu minutach goście są w piętnastopunktowym dołku. 

Co się dzieje dalej? Chciałbym napisać, a w zasadzie piszę: aktualni Cavs na papierze mają wszystkie potrzebne atrybuty by stać się zespołem mistrzowskim. Widać to w kwarcie numer dwa i trzy. Pałeczkę na piłce przejmuje Dennis Schroder, obrona poprawia się za sprawą wprowadzonych z ławki Tysona i Ellisa, Mobley i Allen może nie dominują, ale dorównują warunkami Holmgrenowi i Hartensteinowi (dochodzi do tego, że coach Daigneault szuka obniżenia składu) a strzelec Sam Merrill po przerwie zaczyna pluć ogniem. Cleveland w tej chwili to bardzo głęboki i wszechstronnie utalentowany roster. 

Na kwadrans przed końcem goście wychodzą na prowadzenie, ale mimo przewagi talentu zwycięstwa nie dowożą. Thunder mordują ich akcjami drive and kick, w czwartej kwarcie, na co reakcją jest rozluźnienie szyku, a piłka wędruje do wysokich. Hartenstein ma mechanikę rzutu przypominającą pchnięcie kulą, a jednak trafia wszystko wokół obręczy, on i Chet odpowiadają bezpośrednio za 16 punktów 10 zbiórek i 3 asysty w IV kwarcie. Kurtyna. Mitchell widzi dwóch obrońców, Harden się uruchamia, punktuje, ale co zdobędzie to odda na bronionej połowie. Thunder mu nie leżą, za szybcy są, niestety. To pierwsza porażka za jego kadencji w Ohio, bardzo wymowna niestety. 

Cavs jako kandydat do mistrzowskiego pierścienia? Stały program: Harden znika, Allen jest kozak dopóki nie trafi na równego sobie, Mitchell w ogniu walki traci efektywność, ma problem z obroną, Mobley nie ogarnął jeszcze układu nerwowego, uważam, że nie jest się w stanie pchnąć do wysiłku na miarę głębokich playoffs. Odpowiadając na pytanie: jestem sceptyczny. 

Pat Riley ma swój pomnik przez halą LA Lakers!

W Los Angeles spędził dziewięć lat, siedem razy grali w finałach, wywalczyli cztery tytułu. Riley był ojcem chrzestnym ery „Showtime”. Takie honory zawsze cieszą, powstrzymajmy się na razie przed oceną pracy Pata jako szefa kadr w Miami. Osobiście zwróciłem uwagę na jedną wypowiedź:

-> Tyrese Haliburton zapadł na półpasiec. Jak nie urok to przysłowiowa sraczka. Musi odpocząć chłopak, bo to choróbsko lubi rodzić powikłania. 

-> Weteran parkietów Paul Pierce, w jednym z niedawnych wystąpień publicznych, zasugerował aby NBA wprowadziła linię rzutów za trzy w postaci podświetlenia. Aby można ją było włączać i wyłączać w zależności od tego ile trójek dana drużyna już w meczu oddała. No cóż, nie od dziś wiadomo, że Pierce to tęgi łeb do koszykówki i nie tylko, więc coś w tym musi być, jestem ciekaw Waszej opinii. 

 -> Dwie dogrywki były potrzebne w spotkaniu Suns i Magic, aby totalnie nieskuteczny Jalen Green, desperackim rzutem zza łuku, mógł Magików skończyć. Najlepsze jest to, że przed ostatnią próbą zaliczał 5/25 z gry, a akcja miała w zamierzeniu pójść do Graysona Allena. Orlando po raz kolejny daje popis marnej ofensywy. Nie potrafią dojechać rywala, który gra bez Devina Bookera, a szara eminencja Dillon Brooks nie jest w stanie dokończyć zawodów (złamana ręka!). 

Paolo Banchero (26 punktów 14 zbiórek 8 asyst) mocuje się jeden na jeden dopóki nogi po 47 minutach na placu nie odmawiają mu posłuszeństwa. Oj, nie zgadza się bilans Orlando, a Jamahl Mosley siedzi na coraz gorętszym krześle. 

Celtowie w niedzielny wieczór wjeżdżają do hali Lakers i rozjeżdżają (111:89) miejscowych. Jaylen Brown pompuje się na MVP (32 punkty 8 zbiórek 7 asyst), trwa kampania, korespondencyjny pojedynek między nim a Cade’m Cunnighamem. Po zakończonym spotkaniu trener Joe Mazzulla odpowiada na pytania dziennikarzy:

  • „Jak zatrzymać największych, Lukę, LeBrona, Reavesa? Ich się nie zatrzymuje, ich się atakuje.” 
  • „Jayson Tatum był wczoraj obecny na treningu zespołu.”

Biję brawo temu panu. Jednocześnie napiszę, co napisałem komuś na X. Dopóki LeBron jest czynnym zawodnikiem, Lakers stanowi koszykarski cyrk i nie chce mi się tego wiele analizować. Receptą na osiąganie sukcesów w lidze jest talent, głębia, dopasowanie ról, wszechstronność w kontekście braku słabych punktów. Z wymienionych Lakers dysponują co najwyżej tym pierwszym. 

I tyle ode mnie na dzisiaj. Jeśli macie pytania, zapraszam do sekcji komentarzy, na najciekawsze odpowiem jutro. Patronami odcinka są Janusz Nagalewski oraz Woyteck, szacunek. BG

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Brooks meczu z Orlano nie dokończył, bo w pierwszej kwarcie złamał rękę. Z opisu relacji można wywnioskować, że znowu wyleciał z powodu fauli technicznych. A bodajże w trzeciej kwarcie wypadł także Jordan Goodwin, który do tego momentu rozgrywał bardzo dobry mecz.

    (9)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Myślę, że Sochan w Nowym Yorku ma( oprócz bycia kołem zapasowym) uzasadnienie marketingowe. Mieszka tam bardzo duzo Polaków lub osób pochodzenia polskiego oraz sporo turystów lata tam z Polski. To się musi przekładac na zakup koszulek itp.

    „W samym mieście Nowy Jork (NYC) mieszka około 188–220 tysięcy osób pochodzenia polskiego. Jeśli weźmiemy pod uwagę całą aglomerację (New York Metropolitan Area), liczba ta wzrasta do ponad 700 tysięcy. Głównym skupiskiem Polonii w mieście jest dzielnica Greenpoint na Brooklynie, znana jako „Mała Polska”.

    (-4)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Tak, zdecydowanie się Knicks opłaca jego minimalny kontrakt, ale trudno się patrzy gdy do sieci wrzucane są zdjęcia Sochana w kolorach klauna, inspirowane czupryną.

      (12)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        10/10…tyle że wyznawcy kościoła Jeremiasza Papugi tego nie widzą…widzą tylko tyle: nasz ziomal, spoko cool gość, wybrany z 9 numerem w drafcie któremu wstrętni trenerzy rzucają kłody pod nogi, a wredne Gortacisko i okropne Adminisko źle o nim mówią i szkalują go w necie. A przecież tak nie wolno…nasz ci on, nasz skarb narodowy, The Chosen ONE (w tym miejscu jest facepalm, ROTFL, LOL i xD)

        (3)
      • Array ( )
        Nowo nawrócony Laker 24 lutego, 2026 at 22:23
        Odpowiedz

        Jeden lubi zdrapki i ruletkę, drugi lubi farbować włosy. Nie wiem, jaki ma wpływ fryzura na budowanie oceny koszykarza. Jeremy był autorskim projektem Popovicha i kiedy zabrakło mentora, sypnęła się koncepcja jego obecności w Spurs. Aby grać takim zawodnikiem minuty , trzeba mieć autorytet i spokój- taki miał Pop. Takich zawodników (nieoczywistych) lubił i kreował. I pewnie za 2-3 lata Jeremy stałby się tym kim widział go były trener Spurs czyli błyskotliwym obrońcą. Szkoda, ale czasem w życiu potrzebne jest odrobina szczęścia, wink wink .

        (7)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      choć Dolan i GM odpuścili Linsanity i pieniądze z jego koszulek a on w tamtym momencie był sportowo cenny (nie wiemy na jak długo, bo chyba fochy i zazdrość innych/innej gwiazdy knicksów żądała odejścia Lina),

      (0)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawi mnie czemu Jeremy wybrał akurat Nowy Jork, ponoć tyle klubów było zainteresowanych. Dla balangi i lansu? Jest w ostatnim roku kontraktu, a przed free agency powinno mu zależeć na jak największej ekspozycji, maksymalnych minutach gry. Przy takim głębokim składzie Knicks zaraz znajdzie się w podobnej sytuacji co w Spurs…

    (17)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie ma co się oszukiwać, Sochan teraz wygląda tak jak miałby za pół roku wylecieć z ligi, choćbyśmy tu w Polsce nie wiem jak wyciągali jakiś pozytywny moment z tych kilku minut w meczach Jeremiego to jest poprostu oszukiwanie samego siebie.
    O ile ta obrona Sochana jeszcze jako tako wygląda, chociaż moim zdaniem to jest obecnie poprostu solidny defensor ale nic ponad, to gra w ataku Jeremiego wygląda poprostu fatalnie, chłopak w ogóle nie oddaje rzutów, jest tak niepewny swojego rzutu że boi się rzucać nawet z 2 metrów od kosza (Sochan narazie zagrał łącznie w Knicks około 25 minut i chyba jedyne jego punkty to 2 wsady na pusto xd)
    Nie wiem co będzie dalej ale tak jak pisałem zaraz po tym jak podpisał z Knicks, Sochan podjał ogromne ryzyko tym ruchem, obecnie gość w ogóle nie ma pewności w grze a w Knicks po pierwsze jest duża konkurencja o minuty, a po drugie tu nie ma miejsca na błędy, jeden/drugi spalony atak i ławka, tak ciężko zbudować jakaś pewność, jako kibic mam nadzieję że jakimś cudem to jakoś ruszy i chłopak utrzyma miejsce w lidze na jakimś wyższym poziomie niż ligowy plankton xd ale patrząc realnie to ciężko być obecnie optymistą

    (21)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Suns Magic to był najbrzydszy mecz z dwoma dogrywkami i buzzerem jaki widziałem. Niemoc ofensywna olbrzymia, gwiazdy kontuzjowane albo im nie szło. Jedyny bane coś pokazał , a następnie zszedł za faule .

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Ten półpasiec Haliego może być groźniejszy, niż się wydaje, tfu tfu. Kilka osób z mojego otoczenia go miało i problem nie leży nawet w bezpośrednim wyleczeniu go, lecz w tym że on niejako zostaje w twoim organizmie na około 3 lata. Każda z osób już po teoretycznym wyleczeniu mówiła, że dalej gdzieś go w sobie czuje i że to w trudny do opisania sposób ogranicza ich siłę oraz energię.
    Ja wiem, że zespoły NBA dysponują ultra profesjonalnym sztabem medycznym, natomiast na tym poziomie nawet lekki dyskomfort czy minimalne osłabienie oznacza spadek osiągów z gwiazdy ligi do głębokiego rezerwowego.
    Oby okazało się, że Haliemu przytrafiła się jak najłagodniejsza odmiana tego cholerstwa i że w pełni go z tego wyleczą

    (14)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Również bardzo celna uwaga, pojawiają się często m.in. bóle na tle reumatoidalnym. Ciało odmawia posłuszeństwa. Ponoć z Porzingisem jest przewlekły problem, osłabienia, trudny do uzasadnienia brak wydolności itp.

      (13)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Człowiek zatruty musi się przede wszystkim oczyścić, a nie dolewać oliwy do ognia. Ultra profesjonalny sztab medyczny pozostaje ultra wykształconym farmakologicznie sztabem, najczęściej bez elementarnej wiedzy na temat PRZYCZYN. Niech sprawnie zdrowieje.

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    A propos Lebrona i Lakers to przed meczem z Clippers był „questionable” i jak poszła informacja, że zagra to kursy na Clippers spadły i nie sposób się z tym nie zgodzić. Austin i Luka swoje za uszami mają, ale z nimi na parkiecie LeBron jest tam zbędny i każdy lepszy zespół to niedopasowanie na przestrzeni serii playoff wykorzysta. Na tym etapie dla Lakers najlepiej by było gdyby odpadli w playinie i poszukali szczęścia w drafcie jak kilka lat temu Dallas po przyjściu Irvinga.

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Sochan się nie uczy, nie uczy więc rzuca słabo, rzuca słabo – nie dostaje minut -> staje się nieprzydatny. Koniec sezonu to będzie koniec Jeremiego w NYK, pytanie czy ogólnie w lidze.
    Gdyby on rokował na jakiś postęp, a wygląda z piłką surowo, jak rookie po liceum. Dziś NBA jest jaka jest, oprócz centra każdy musi straszyć rzutem, albo zabija atak swojej drużyny.
    Nic tu się nie zapowiada na poprawę ….

    (13)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Z całym szacunkiem tendencyjne zestawienie fot Rileya i Riversa jest głupkowate i nawet nie muszę tłumaczyć czemu, bo nie czytają Cię idioci, w co sam, zamieszczając coś takiego, wydajesz się wątpić

    (6)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Sochan. No niestety ale w koszykówce trzeba umieć rzucać. Chyba, że jesteś zwierzakiem jak Giannis i skaczesz innym po głowach.
    Szkoda Jeremiego ale niestety nie rozwinął się koszykarsko przez te 4 lata.
    Za to Knueppel to jest prawdziwy Pan koszykarz, lubię go oglądać. Tak samo jak Pritcharda i Boston. Payton nie ogląda swoich trzech palców i żył na przedramieniu, po każdym udanym rzucie za 3 i to mi się podoba. Zamiast skupić się na grze to większość tych cyrkowców patrzy na łapy i skupia się na strojeniu min. Żałosne.
    Jaylen Brown to jest teraz top 2 wespół z Cadem. Wszedł w buty Jordana w tym sezonie. Mega kocur.

    (21)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Na zdjęciu Slim Joe i Jose Alvarado.
    Uwielbiam kiedy KAT gra ta akcję że dostaje piłkę do rzutu za 3 pompuje obrońcę,robi kozioł, dwa kroki i wsad. Do tego czasem and1.
    GSW bez Greena,Curryego,Porzingisa i Butlera położyli do snu Nuggets. Denver polegli w clutch. (Znowuż)
    WARRRIIOOORRSS!!!

    (5)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Spoko że Sochan w NYK bo więcej o nich można poczytać, a drużynę lubię.

    Pytanie- jak z perspektywy czasu oceniasz transfer Kat za Rondla? Był taki 50/50 że nie do końca było wiadomo co myśleć o nim. Knicks wydaje się że coś zawalczą ale 2. runda play-offs, jeśli nie wpadną wcześniej na Detroit.

    (1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    To co teraz gra Denver to jest rozpacz. Są schematyczni, łatwo do odczytania i przewidywalni. Jak nikt potrafią roztrwonić każda punktową przewagę jaką mają.

    (4)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Denver nie gra pełną rotacją, to powoduje że trudno ocenić czy w PO też będzie padaka z obroną.
    Życzmy im utrzymania zdrowia.
    W tym sezonie bardzo rozwinęli swoich młodych graczy z draftu więc szacun za odważną decyzję z poprzednich rozgrywek dotyczącą zmiany trenera.
    Może rozstawienie na 4 pozycji sparuje ich z LAL których pykną 4:1 a potem z górki i siedmio meczowe batalie z OKC oraz Spurs.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      byli nawet na 2-3 pozycji, czy może Nuggets oddają własny parkiet za cenę odpoczynku? czyli np. celują w nr 6. unikając 7-8, play in i w R1 okc i spurs? patrząc także na ilość kontuzji i bilans na wschodzie nr 1 uznali, że jak ma się udać, to z bezpiecznej pozycji a więcej odpocząć?
      Tak, wiem, że może trudno wycelować, bo ciasno i bardzo blisko w bilansach na zachodzie pomiędzy 3 a 7 pozycją, i nadal zbyt blisko pomiędzy 6 i 7 (granica play in), ale za 20 spotkań, może się „bezpiecznie” rodzieli ??

      (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu