NBA: LeBron coś ty zrobił | Stephen A. Smith uderza w King Jamesa

21

Witam Was serdecznie. Dziś będzie dziwnie. Patronami odcinka są 77Flynn77 oraz Woyteck i ja to szanuję! b

 

Spurs 116 Cavaliers 124

Bez Evana Mobleya i także bez Ty Jerome’a, czyli ultra ważnych postaci. Postaci generujących przewagi, czyniących z Cleveland Cavaliers zespół nietuzinkowy. Pierwszy to jest kozłujący od kosza ko kosza, rzucający zza łuku, blokujący rzuty, przejmujący zasłony center, który wbiegając w środek obrony jest jak wąż w damskiej szatni. Jerome to natomiast kolejny skryty talent, któremu jakbyś dał drużynę do poprowadzenia, to niewiele gorzej niż Jalen Brunson by pewnie wyglądał, serio. Duży, inteligentny playmaker potrafiący grać na faul i nie stroniący od presji. 

Bez nich jakoś tak monochromatycznie było, choć nie jestem pewien czy to dobre słowo akurat, użyte właściwie. Kto rozumie ten rozumie, kto nie to nie. Bez wspomnianej dwójki Cavs wyglądali jak większość zespołów. Klasyczna łupanina, naprzemiennie grane pick and rolle przez dwóch graczy obwodu. Darius Garland i Donovan Mitchell wystartowali razem, potem ich minuty zostały rozłączone. Wołali o wysoką zasłonę, następnie słali piłki tam, gdzie obrona dała. Nic specjalnego. Spida budził szczególny szacunek Spurs. Skutecznie rzucał po zasłonie więc go rywale próbowali łapać w kleszcze jak jakiś krab.

Na to poszło kilka z rzędu asyst i znów był sam na picku. San Antonio więc raz drop coverage, raz blitz, raz do wysokości zasłony. W którymś momencie jak ściął, przeciął dwóch obrońców, jak wleciał przed spóźnionego Sochana, to się skończyło takim wsadem, że się konstrukcja kosza zatrząsła, a hala zrobiła mimowolne „łaaaaa” jak redaktor Wojciech Michałowicz. Możesz gościa nie lubić (Mitchella nie Michałowicza), możesz nie szanować, ale widząc tamto zagranie, szczęka ci opadnie i będzie to odruch automatyczny, mimowolny, przecież mówię. 

No dobra, co dalej? Spurs się odgryzali jak te gumisie, tam i siam, sporo „dobrego zamieszania” zrobili na placu Sochan, Keldon Johnson i Justin Champagnie, bardzo aktywni na atakowanej desce. Koniec końców jednak lepiej ułożony i silniejszy pod koszem zespół gospodarzy wygrał kolejny mecz. Jarrett Allen (29 punktów 15 zbiórek) bez rywala. Mitchell, Strus, Merrill – wolumen trójek zachowany. 

Mavericks 101 Magic 92

Anthony Davis na pokładzie. Co jest zabawne, on mógł wystartować od 0/7 z gry i dwa osobiste też przestrzelić po drodze, ale sama jego obecność na placu to był cheat code. Chcąc nie chcąc banda Jasona Kidda grzecznie mu słała piłki na atakowanej połowie, dopomógł fakt, że Orlando nie podwaja gry izolacyjnej czy tyłem do kosza. Aż się prosiło o trzydzieści zdobytych oczek, ale jak mówię, wystartował jak dziad, a nie gwiazdor, za którego Mavs oddali generacyjny talent ze Słowenii… 

Tak więc z jednej strony Davis i młode obwodowe chłopaki (Brandon Williams i Jaden Hardy) z drugiej Banchero (35/10/4), Franz Wagner (20/9/2) i ich rozczłonkowany offense. Co mówiłem ostatnio? Nie podaj im dwa razy na wolną pozycję a zamkniesz, ostudzisz cały klub. No i co? Magic zrobili 5/30 zza łuku i krzyżyk im na drogę, naprawdę.. 

Orlando to brak szybkości, to brak rzutu, to brak chemii i liderzy grający wyłącznie na siebie. Można było robić handel w okienku transferowym, można lepiej dobrać chłopaków, ale ktoś tu chyba przespał temat. Pociąg odjeżdża i naprawdę Jalen Suggs tu niczego nie naprawi, choćby do końca kariery nie opuścił ani jednego meczu więcej. Dziś cały zespół przez 48 minut zaliczył łącznie CZTERNAŚCIE asyst!!!

Pacers 162 Wizards 109

45-38-42-37 punktów zdobyte przez Indy w kolejnych kwartach, a najlepsze jest to, że oni półtorej minuty do końca przestali grać. Gdyby cisnęli do końca padłoby 170 oczek, jak nic! Miejscowi fani buczeli z niezadowolenia: 

Za sterami szalony jeździec Tyrese Haliburton, autor 29 punktów 6 asyst 7/10 zza łuku w dwie kwarty na placu. Jakiekolwiek szablonowe podejście można mieć do tematu obrony, nauczać go w sposób poprawny, kreować w młodych ludziach dobre nawyki, to Hali to po prostu zaorał. Uczysz chłopaków, że pięćdziesiąt w terenie zabudowanym, żeby pasy zapinali, a tu facet pruje sto dwadzieścia liżąc przy tym loda. Ciekaw jestem jak się czuje Khris Middleton, czy on ma świadomość w jakim cyrku bierze udział i jak tu można mieć poważne podejście. Wizards ćwiczy młodych, powodzenia wszystkim! 

Hawks 112 Heat 122

18/33 zza łuku Miami i nic już z tym nie zrobisz. To może nie jest jakiś olbrzymi wolumen, ale pamiętajmy że Heat bardzo wolno grają, cedzą przez zęby każdą akcję. Kiedy więc kończy się czas akcji, zegar tyka a ty czekasz w blokach, nogami przebierasz by zebrać i polecieć w drugą stronę, jak to masz w zwyczaju… kiedy już się odrywasz do lotu, a rywale trafiają raz za razem, no to się odechciewa.

Hawks za sprawą skutecznego Trae Younga grali poprawnie w ataku, ale tempo w garści trzymali w garści gospodarze, zdecydowanie. Herro, Burks, Highsmith, Mitchell, wszyscy mali gracze siali trójki jakby się szaleju najedli. 

Najlepszy ze wszystkich był dziś All-Star Tyler Herro: 36 punktów przy 13/17 z gry. Niesamowity dał pokaz zdolności ofensywnych. Jeden na jeden nawet Dysona Danielsa kosił, sprzed twarzy ludziom rzucał, a gdy podchodzili za blisko, mijał jak profesor. Naprawdę coś niezwykłego wstąpiło tej nocy w Tylera, polecam popatrzeć, gdyby Michael Jordan był biały, to właśnie tak by to wyglądało! 

Lakers 117 Bulls 119 

Ostatnim razem Chicago zlało LeBrona i spółkę 146:115 i to przed ich własną publicznością. Zajechali im dwadzieścia trójek, nie do zatrzymania był Coby White (36 punktów) Josh Giddey zrobił triple-double (15/10/17) a atletyczny Matas Buzelis zrobił 31 punktów przy 5/10 zza łuku. Za szybcy za wściekli, tak to można było określić. Zdarza się. Bulls mają swój brand koszykówki i wyszło im to pięknie. 

Tym razem Lakers mocno pracowali, żeby nie dać się tempu za bardzo rozbujać, żeby deskę sprawdzić, żeby głupio strat nie popełniać. Udało się połowicznie. Może inaczej, udawało się przez 47 minut i 48 sekund. Dwanaście ostatnich sekund to bowiem… dziewięć punktów Chicago i wyrwany Lakers z gardła mecz. 

Najgorsza porażka w karierze LeBrona Jamesa

Tego się nie da rozumem objąć. To jest żywioł za którym idziesz! LeBron to człek racjonalny, on się nie spodziewał. Młodzi go po prostu obskoczyli. Obsiedli w kilku i sprali w papę. Przy każdej z trójek można mieć bardzo uzasadnione pretensje do Jamesa (i nie ma znaczenia to, że grał dzień po dniu po niedawnej kontuzji, przerwie) bo (1) zostawił typa niepilnowanego na łuku, (2) popełnił niewybaczalną stratę (w jego wieku już się tak nie zginasz, więc pewnie nie przypuszczał, że Giddey to sięgnie) a (3) w ostatniej akcji nawet się nie ruszył by utrudnić desperacką próbę Chicago. No i właśnie, Josh Giddey robi piąte (chyba) triple-double w tym sezonie: 25 punktów 14 zbiórek 11 asyst i jako wisienkę na torcie ciepie game-winnera z połowy boiska. 

Miejscowi fani oniemieli z zachwytu, a dla Jamesa to kolejny krok bliżej emerytury. Niech sobie młodzi szaleją, ja już na to nie mam siły… Czy jest w ogóle sens opowiadać to, co się działo wcześniej? Chyba nie ma. Cieszmy się też wraz kibicami i zawodnikami Chicago, bo takie chwile budują morale, a Giddey zdecydowanie znalazł swoje miejsce na ziemi. 44:28 w czwartej kwarcie dla Bulls, rany boskie!

W pozostałych meczach:

Grizzlies 104 Thunder 125

Szli łeb w łeb przez trzy i pół kwarty. Potem była ostatnia prosta i Thunder odpalili sprint jak Mo Farah, sprint po którym Memphis zostali daleko w tyle. Polecam obejrzeć, za czasów „biegowych” to sobie właśnie wizualizowałem na ostatnim kilometrze, eheh. Już to kiedyś wklejałem, wiem:

Co nie zmienia faktu, że Thunder są po prostu poza zasięgiem większości zespołów. Jaren Jackson Junior, niby materiał na Defensive Player of The Year, ale na bronionej połowie nie stanowił był w ogóle. SGA jest zautomatyzowany (37 punktów) teraz jeszcze wrócił J-Dub i się dokłada korzystając z uwagi poświęcanej koledze i otwartych przestrzeni.

OKC mają do dyspozycji grę poprzez short-roll (Hartenstein), pick and pop z Holmgrenem, trójkowiczów dookoła, dwóch centrów mogących występować obok siebie i najbardziej zajadłą obronę w lidze (Desmond Bane 1/12 z gry)! Jak się wszystko dobrze ułoży i przejdą zachodnią mapę to przejdą też Boston, zaczynam szczerze tak myśleć. 61 zwycięstw to najlepszy wynik w historii klubu z Oklahomy, przy dziewięciu meczach pozostałych do rozegrania! 

Rockets 121 Jazz 110

Ciąg dalszy tego samego. Podoba mi się projekt / prospekt pod nazwą / nazwiskiem Kyle Filipowski (16/7/4/2/2) lubię myślących graczy o pełnym wachlarzu umiejętności. Rockets to najlepsza obrona obwodu w lidze, ale przy tak dużej ramie zawodnika od rzutu nie odetniesz. Filipowski zrobił co prawda 1/5 zza łuku, ale z regularnością rzuca po 2-3 trójki, dorastając przy tym fizycznie do rygorów gry na centrze.

Alperen Sengun też dorastał, ale teraz, w swym czwartym sezonie, wygląda już i gra jak All-Star (33 punkty 10 zbiórek 11/19 z gry). Thompson, Eason, Brooks, Green, Landale zbyt mocni dla chłopaków. Jazz próbowali co prawda podnosić łby w czwartej kwarcie, ale prawda jest taka, że Rockets przez ostatnie piętnaście minut gry całkowicie kontrolowali wydarzenia na parkiecie.  

Blazers 107 Kings 128

Gwiazdy błyszczały jasno: LaVine, Sabonis, DeRozan oraz Murray i Monk trafili łącznie 41/59 rzutów z gry. To jest mili Państwo poziom 70% z gry!!! Wielki Donovan Clingan okazał się nieprzydatny w środku, jego zmiennik Duop Reath mógł co najwyżej odgryzać się ofensywnie, próbami zza łuku w teorii lepszy spacing dał, ale nic by to i tak nie dało, nie dałoby nic. Skończyło się 60:32 w polu trzech sekund oraz 24 punktami z kontry Sacramento. Tak. 

Stephen A. uderza w LeBrona

Na koniec, żeby nie było za słodko. Oto jak pastor Stephen A. Smith odgryzł się LeBronowi za oskarżenie pod tytułem, że „bez szacunku wypowiada się o zawodnikach NBA”: 

Sugeruję, żeby skupił się i był zadowolony z powodu rzeczy, których nigdy nie omawiałem. Z szacunku do LeBrona nigdy nie poruszałem tematu dlaczego nie było go na ceremonii pogrzebowej Kobe Bryanta. Dlatego nie poruszałem też na przykład dlaczego nie uczestniczył w ceremonii włączenia Dwyane’a Wade’a do Galerii Sław… [SAS]

Dobrego piątku wszystkim, dziękuję za odwiedziny. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    A Bartek dalej na siłe w nawiasach usprawiedliwia …to nie ma sensu każdy widział takie gadki to na wiejskiej od pon.do piątku można słuchać 😄

    (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    I te rozłożone ręce z pretensją w kierunku reszty chłopaków z własnej drużyny po tym jak kolejny raz odpuścił w obronie i dostał trójkę prosto w twarz lol ten gość to mem. Większość ciężaru w końcówce jeśli chodzi o zdobywanie punktów gdy losy meczu się ważą przeniesiona na pozostałych żeby przypadkiem nie wyszło że goat znowu nie dźwignął i… Znowu wtopa xd
    Prawdziwa koza.
    Lmao

    (39)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    e no, ale czemu taka prowokacja na koniec, należy dodać że zostało wyjaśnione już że James był na ceremonii pogrzebowej KB. Natomiast wcześniej sam Wade zapytany, czemu nie było LBJ na jego ceremonii dołączenia do HOF, powiedział że Lebron był w szpitalu z Bronnym który miał wtedy problemy zdrowotne, nie pamiętam co dokładnie, coś z serduchem chyba.
    Także srogo to się ośmiesza Stephen A. i prawidłowo. Może to początek schyłku niekompetentnych dziennikarzy siejących ferment? Pewnie nie, ale chciałbym.

    (32)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Błąd kroków to 80% kariery LeBrona. To jest dzisiejsza koszykówka NBA, bicie rekordów i porównania do MJa

      (22)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    NYK Taylor Jenkins jest wolny, nie spier….zostawiając Tima, dobrze wiemy że nic z nim nie wygracie a szkoda marnować taki potencjał

    (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    To najpiękniejsze chwile w koszykówce, kiedy lakers przegrywają. Akurat jestem kibicem pozostałych 29 zespołów, więc czy zrobi to Szikago, Memfis czy Atlanta nie ma znaczenia. Moment w którym 'jeziorowcy’ schodzą do szatni po porażce to truskawka na torcie tego sportu. Jak jeszcze jest to ich ostatni mecz w sezonie, to już ełforia.

    (22)
  6. Array ( )
    trapped in a corner 28 marca, 2025 at 19:33
    Odpowiedz

    Samozwańczy GOAT King „Gadająca Głowa” James wspaniale wyjaśnił sam siebie i swoją rzekomą boiskową mądrość oraz wysokie koszykarskie IQ prześwietnym podaniem w crunch time prosto w ręce obrońcy.

    (23)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    W ostatniej akcji nawet się nie ruszył by utrudnić desperacką próbę Chicago…no to chyba oglądałeś inny mecz…owszem wyskoczył z ręką w kierunku twarzy Gideya, fakt był trochę za daleko, ale uznał ze lepiej tak, czyli przeszkadzać bo szanse na trafienie są przy takim rzucie minimalne, niż podejść za blisko i przy próbie bloku takiego desperackiego rzutu narazić się na swój faul i trzy osobiste dla Chicago przy ich stracie – 1pkt

    (5)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Końcówka meczu IND-WAS to jest taki skandal i obraza kibiców (na miejscu i przed TV), że jak grube kary się nie posypią – to rzeczywiście ligę czeka upadek.

    Końcówka meczu LAL-CHI (mimo, że historycznie jestem fanem LAL, a żadnej wersji CHI nigdy nie kibicowałem) – piękna. Oczywiście dużo w tym farta, ale piękna – walka i wiara do końca. Brawo Bulls!

    (4)

Komentuj

Gwiazdy Basketu