NBA: Luka i LeBron pierwsza wspólna porażka, trzysta punktów w Madison Square Garden!

Rzadka sytuacja, wszystkie zespoły NBA w akcji jednej nocy. Liga przygotowuje się do przerwy związanej z All-Star Weekend, więc musieli grafik zagęścić, niestety trochę kosztem jakości produktu. Jest już bardzo późno, ale zaraz Wam tu skleję raport, poczekajcie. Patronami wpisu są Tomasz Szyszka oraz Woyteck, dziękuję Panowie, polecam się na przyszłość. B
Celtics 116 Spurs 103
Kolejne zwycięstwo celtyckiej bandy nad zespołem obiecującym, acz nieskładnym jeszcze. Kristaps Porzingis musiał się co prawda sporo nagimnastykować, żeby przy Wembym rzut oddać, ale młodego Victora przytrzymali fizycznie i nie dali rozhuśtać ofensywnie (ledwie 17 punktów).
Pragnę zauważyć, że sporo było psioczenia, także z mojej strony, na nieefektywność Jaysona Tatuma. Otóż, ten ostatni tydzień JT wygląda jak ligowy MVP. Tym razem 32 punkty 14 zbiórek 7 asyst i raz jeszcze, pełna kontrola nad wydarzeniami i wynikający z pewności i doświadczenia, wielki spokój. Trzeba być koneserem tych jego rzutów z tyłka (dosłownie) ale walor mistrzowski widać. Tatum wchodzi w swój zawodniczy prime więc cieszcie oczy.
Magic 102 Hornets 86
Och, dobrze. Mają na podbudowanie Magicy, bo Charlotte w tym momencie to naprawdę szpital i spadochroniarze. Nie grają LaMelo ani Brandon Miller. Nie grają wysocy: Mark Williams, Diabate, Grant Williams. Na rozegraniu gość na 10-dniowym kontrakcie, pod koszem próchno: Jusuf Nurkic i Taj Gibson, na dodatek zero wszechstronności na skrzydłach. Niegdyś byli bliźniacy Martin, ale już nie ma. O piłkę woła nieograny totalnie Nick Smith Jr. Najbardziej szkoda kibiców.
Pacers 134 Wizards 130 [OT]
Indiana bez kontuzjowanego Mylesa Turnera ma trochę trudniej, bo nie ma dosłownie komu zablokować rzutu, ani nawet blokiem postraszyć, a co za tym idzie, nie ma z czego biegać za bardzo. Thomasa Bryanta jako strzelca dystansowego rywale nie respektują, Pascal Siakam nie ma przestrzeni do ulubionej gry na low post, Haliburton też poszaleć nie może. Nadziali się na trafiających wściekle Wizards i całe szczęście, że nas Rick Carlisle posłuchał (hehe) i na Obi Toppina (31 punktów 10 zbiórek) odważnie postawił, bo chłop mu zespół przywiódł z potężnego deficytu z powrotem ku zwycięstwu.

Wizards zadziorni są ostatnio bardzo: 23/45 zza łuku! Aż niemożliwe, że to przegrali.
Nets 100 Sixers 96
Joela Embiida znów nie ma, Maxey też sobie coś naciągnął (Janczos?) ale największy dramat stanowi postać Paula George’a. Jakiż to jest nonszalant, jakże przepłacony zawodnik! Pozycja centra niby super mocno obsadzona, ale Embiid to zwłoki, w pojedynkę przegrał poprzedni mecz w kluczowej akcji próbując kozłować za plecami, Andre Drummond nie istnieje jako obrońca obwodowy ani blokujący, a i z fundamentami gry, jak zastawianie tablicy, ma problemy.
Guerschon Yabusele wnosi koszykarskie IQ, fajnie rozwija atak gdy mu siedzi trójka, ale nie ma zasięgu oraz ograniczoną mobilność. Wychodzi na to, że najlepszy basket Sixers grali z anonimowym zupełnie Ademem Boną, który statystycznie nie ma się czym pochwalić (2 punkty 2 zbiórki) ale obrońcą z całej czwórki jest najsprawniejszym.
Tym niemniej, Sixers potrzebowali lidera, ale PG-13 się nie poczuł (2 punkty 1/7 z gry w czasie 37 minut) i jak podali niedawno amerykańscy naukowcy, odkąd George dołączył do zespołu z Philadelphii, opublikował na YT więcej klipów swego podcastu niż zaliczył trafień do kosza. Przypomnijmy, że Sixers minionego lata podpisali z chłopem czteroletni, w pełni gwarantowany kontrakt o wartości 211 milionów dolarów.
Możecie być przekonani, że to ostatni tego rodzaju maksymalny kontrakt dla eks gwiazdy po trzydziestce, włodarze ligowi zaczynają mocniej liczyć kasę, to widać, słychać i czuć. Bardzo mi się ten facet nie podoba, jego stosunek do pracy i spaczony obraz rzeczywistości. Ani słowa o Brooklynie, bo nie ma co wiele chwalić. D’Angelo Russell (22 punkty 5 zbiórek 4 asysty) poczuł lambadę w pierwszej kwarcie i bardzo dobrze, bo na niego stawialiśmy!
Knicks 149 Hawks 148
Co to w ogóle było? Ilekroć te dwa zespoły spotykają się ze sobą, nie może być normalnie. Zawsze ktoś komuś na odcisk nadepnie albo w ostatniej chwili pozbawi marzeń. Trae Young (38 punktów 19 asyst) wydawało się, że znów to urwie i się w Madison Square Garden publiczności kłaniać będzie, ale zanim to nastąpiło wynik przełamał Jalen Brunson pewną zmianą kierunku i tempa równocześnie. To jest gość o walorach mistrzowskich, bez dwóch zdań. Żadnego zawahania, żadnych wątpliwości, czyste rzemiosło:
Trae co prawda miał jeszcze szansę na game-winnera, ale mu Mikal Bridges swą 215-centymetrową rozpiętością ramion odebrał kąt i wyrzucona w górę piłka trafiła co najwyżej w bok tablicy. Desperacką próbę miał jeszcze Georges Niang, nowy nabytek Hawks, ale tutaj także pudło, nerwy poniosły i rzut był za krótki.
ATL po roszadach w składzie gra ten sam, partyzacki basket. Caris Levert i wspomniany wyżej Niang od wejścia pełnią kluczowe role. Jest dużo biegania, ataków kozłem i szybkie rzuty. Z tak dysponowanym Youngiem w zasadzie mogą nawiązać walkę z każdym, no prawie.
Cavaliers 131 Raptors 108
Toronto są zespołem walczącym, zmierzającym donikąd, podwórkowym, ale walczącym. Bardzo się zgrzali gdy weteran Tristan Thompson na sam koniec pakę im do kosza zasadził. Ten nie zamierzał nikogo przepraszać i mało tego: zapewniał, że w ryj dać może dać. Poszturchiwany, żegnany buczeniem trybun, myślicie, że go to obeszło?
Pistons 128 Bulls 110
Brawo chłopaki! Po raz pierwszy od szesnastu sezonów Pistons wchodzą w All-Star Weekend z dodatnim (29-26) bilansem. Cade Cunnigham leci do San Francisco na swój pierwszy w karierze All-Star i należy być dumnym z ekipy, która się tu rodzi. Zobaczcie to zagranie:
Panowie spotkanie zakończyli tą akcją, coś tu się klei przyznacie. Jeden drugiego napędza. Co najważniejsze, bliźniak Thompson nauczył się grać w sytuacjach, w których rywal odpuszcza go na łuku, więcej się rusza bez piłki i coraz bardziej brata z Houston przypomina. Powiem inaczej, nie wiem czy Jaden Ivey będzie miał do czego wracać. Oni jeszcze przecież Dennisa Schrodera przyciągnęli, którego na tę chwilę w zasadzie nie potrzebują, traktują jak ekstra zbytek, luksus.
Tymczasem ekipa Chicago męczy Vucevica i ze wzajemnością. Jestem pewien, że to ostatnie miesiące pracy Czarnogórca w Wietrznym Mieście. On i Durant w Phoenix to pierwsze osoby do wyjazdu, zmiany barw klubowych. 100%.
Bucks 103 Wolves 101
Bez udziału Giannisa i bez udziału Lillarda, nasz ulubiony Doc Rivers bije niegramotną Minnesotę. Jak to jest w ogóle możliwe? Czasem (często!) gracze NBA otrzymują szansę, która nie zdarza się codziennie. Wówczas grają super twardo i demonstrują jedynie jak wielka skala talentu jest zrzeszona w tejże, najlepszej lidze świata.
Co z tego, że Bucks dostali łomot na deskach, a przez to rywale oddali aż o piętnaście rzutów z gry więcej? Co z tego, że w polu trzech sekund zostali zgładzeni 34:56? Liczy się ile razy trafisz do kosza! 12/30 bije 10/44 zza łuku, tak czy nie? LOL Kyle Kuzma, Gary Trent Junior, Taurean Prince, Kevin Porter Junior – partyzantka jak się patrzy. Fatalnie pudłujący Anthony Edwards, którego zostawiam w spokoju, bo bez Conleya, Randle’a i DiVincenzo może być mu ciężko.
Kings 119 Pelicans 111
Zion Williamson bardzo silny i efektywny, ale Pels to naprawdę nie jest dobrze prowadzony zespół i zasłużenie są na samym dnie tabel. Która to już, chyba dziesiąta przegrana z rzędu. Nie daj buk wylosują pierwszy numer draftu, bo zmarnować taki talent, jakim jest Cooper Flagg to byłby kryminał. Pierwszy do zwolnienia jest trener, za nim od razu zarząd. Transfery, których dokonują, nazwiska, które przez lata przyciągają to naprawdę jest mydlenie oczu kibicom i puste statystyki gwiazdek i gwiazdeczek.
W Sacramento rozgościł się już DeMar DeRozan, do którego bezsprzecznie wędrują wszystkie końcówki. Już się nikt nie zastanawia czy Fox czy Monk. DeRozan to ich człowiek. Fajna forma DD ostatnio, którego można lubić. Kings wiadomo, że grają o playoffs, z których (o ile awansują) zaraz odpadną, ale na tym gra polega, że grasz i próbujesz wygrać kiedy masz sposobność i możliwości.
Thunder 115 Heat 101
Miami już wydawało się złamali kod, już szli po zwycięstwo nad najlepszą ekipą NBA, ale potem przyszła czwarta kwarta, podniesienie intensywności i… Napiszę delikatnie: potwierdza się wszystko, co mówiłem o miękkich serdelkach czy tam wafelkach. W całej rundzie zasadniczej zespoły rozgrywają łącznie 1230 meczów. Za nami 66% sezonu, więc licząc na szybko rozegranych zostało już około 812 meczów.
W tychże 812 meczach cztery razy zdarzyło się, że drużyna w czwartej kwarcie zaliczyła jednocyfrową sumę punktów. No. Przy czym Heat zdarzyło się to po raz trzeci! Ostatnią ćwiartkę Thunder rozpoczęli od serii 24:0, w sumie wygrali 32:8 i z dwucyfrowego deficytu zrobili kolejne łatwe zwycięstwo. Czwarta kwarta:
- Miami: 3/18 z gry, sześć strat
- Oklahoma: 13/23 z gry, jedna strata
Rockets 119 Suns 111
Nie oglądałem, bo nie znoszę oglądać Słońc, a i Rakiety bez VanVleeta to trochę zbyt pstre i uliczne klimaty jak na moje spaczone koszykarskie oko. Widzę, że rewelacyjną partię zagrał x-factor Tari Eason (25 punktów 9 zbiórek 4 asysty 3 przechwyty 11/16 z gry 3/5 zza łuku). Co więcej, widzę triple-double po stronie jego ziombla Amena Thompsona (18/10/11) a to oznacza, że musieli rywali przyspieszyć i wprawić w niewygody. Zobaczmy statystyki meczowe… taa… 25 punktów wbite z szybkiego ataku, a do tego siedemnaście ofensywnych zbiórek. Żywiołowością i atletyzmem ich ograli.
Nuggets 132 Blazers 121
Jamal Murray w ostatnim czasie bardzo o sobie przypomina: 55 punktów 20/36 z gry w tym 7/15 zza łuku. W składzie zabrakło Russella Westbrooka, Michaela Portera Juniora oraz Aarona Gordona, rywal z wielkim centrem na środku (Donovan Clingan) stwarzał warunki sprzyjające, więc korzystał. No i właśnie, trzeba Wam wiedzieć, że Denver pierwszą połowę sezonu, jeśli można tak powiedzieć, kończy serią (21-5). Dalej macie wątpliwości czy Nuggets stać na finał konferencji?
Jazz 131 Lakers 119
Lauri Markkanen się rozsierdził: 32 punkty 6/10 zza łuku, wokół niego energicznie rotowali wysocy i/lub atletyczni koledzy, a faworyzowanym Jeziorowcom zabrakło argumentów. Luka (16 punktów 4 zbiórki 4 asysty 23 minut) jest bez wydolności i nie jest w stanie atletów pokroju Isaiah Colliera gonić po parkiecie. Nie wystąpili kluczowi Finney Smith, środkowy Hayes oraz Gabe Vincent. Austin Reaves po raz pierwszy od miesiąca wyglądał jak człowiek, to znaczy 15 punktów i 11 asyst wciąż dostarczył, ale nie trafiał rzutów. Nowy center Alex Len, no cóż, nie obrażając nikogo, ja nie widzę dla niego minut, ale grać ktoś musi.
LeBron (18/6/7) szybko zwietrzył pismo nosem i też przygasł. No nie mieli papierów, ale to nie znaczy, że należy spieszyć z wnioskami. Po pierwsze, dosłownie KAŻDY chce ich oglądać, o czym świadczą ratingi TV. Po drugie, potrzebują czasu by się poskładać, przygotować. Luka robi cardio, podobno, hehe. Zobaczcie na tę jego miniaturkę:
Bronny James w garbage time przyjemne dla oka trafienie zaliczył, być może chcecie zerknąć?
Mavericks 111 Warriors 107
Kyrie (42) i Klay (17) w natarciu. W nawiasach to nie wiek, jak możecie się domyślać. Mavs bez wysokich, ponad AD, Lively’ego i Gafforda stracili jeszcze PJ Washingtona. Dużo strefą to znaczy w boksie grali, w kwadracie, bo za Stephem zawsze biegał człowiek, a na zasłonie był obowiązkowo switch. Fajnie, ambitnie jechali korzystając z faktu, że ani Butler, ani Draymond, ani center, którego akuratnie Dubs pchali na plac, nie rzucają za trzy.
Przy czym odniosłem wrażenie, że to niekoniecznie zabiegi Dallas, ale wybitny brak skuteczności kosztował Golden State to spotkanie: 10/35 zza łuku roboty nie zrobi w NBA 2025 roku. Wracając do Dallas, w sztabie modlą się teraz aby AD nie musiał być poddawany kończącej jego sezon operacji. Chodzi o mięsień przywodziciel uda, prawda? Pomóżcie.
Clippers 128 Grizzlies 114
Przecież to już jasno było za oknami gdy Kawhi Leonard dzielnie walczył z rywalami. Na koncie naszego wspaniałego rekonwalescenta odnajdujemy 25 punktów przy 9/19 z gry. Wszystko zrozumiałe, bo Memphis (tym razem bez Ja Moranta) zawsze się skupia na ball-handlerach, a Kawhi od rzutu z wyskoku podobnie jako powiedzmy Joela Embiida, odciąć się po prostu nie da. Różnie u niego bywa ze skutecznością, ale tym razem dźwignął i oby w zdrowiu do końca sezonu dojechał. Go Clippers!
Pomyślałem, że na koniec wrzucę jeszcze tabelę, dla lepszego oglądu sytuacji. Co powiecie? Dzięki za odwiedziny, do jutra! B











Trzymam kciuki żeby Luka nauczył się przy Lebronie dbać o ciało.
Ale czyje ciało? Bo jeśli chodzi o Lebrona i jego znajomość z Diddym, to „ain’t no parties like Didddys parties „, a tam ciał ponoć nie brakowało
Adrenochrom?
Dzięki Bartuś, miło mi czytać. Sanatorium daje radę.
pozdrawiam Kinia
W meczu Dallas z Golden State warto dodać uwagę o fatalnym sędziowaniu. Chrzanić fakt, że wypadło na GSW – coś takiego nie powinno mieć miejsca. Mam w pompie to, czy to spotyka Warriors, Wolves czy inny zespół, ale coraz częściej widzimy rażącą wręcz niekompetencje sędziów (nieodgwizdany kickball w końcówce mimo przeglądania taśmy!)
W obecnym sezonie już tylko 3 zespoły nie zagrały ani jednej dogrywki, co ciekawe to ścisła czołówka ligi Cavs (44-10), OKC (44-9) i Grizzlies (36-18). Najlepiej w dogrywkach radzi sobie „niepokonane” Denver – 4 : 0. 🙂
Przedwczoraj Kevin Durant z hukiem wśród fanfar dołączył do klubu zdobywców 30 tys. punktów. W dzisiejszej kolejce trochę w cieniu i po cichu James Harden wyprzedził w tej kategorii Hakeema Olajuwona i teraz on jest na miejscu 13-tym z 26949 zdobytymi punktami.
Prosimy o wiecej
Proszę bardzo: Członek HOF Elvin Hayes rozegrał w swojej karierze (w sezonie zasadniczym) dokładnie 50000 minut (siódmy w historii). Podobnie okrągłym osiągnięciem, choć na odrobinę niższym pułapie, mógł się wykazać równie legendarny James Worthy, ale trener za długo przetrzymał go na boisku i zakończył karierę z wynikiem 30001 minut… 😉
A najlepszą ciekawostkę z NBA znajdziecie dziś na profilu X u Marcina Gortata. 😀
Transfer LUKI to największy wał w historii sportu. To już nie jest sport to szopka. Wszystko ustawione tak jak pożary wcześniej. Matrix w pełnej krasie. Ostatni rok oglądam ten syf. Lebron nie wiedział 🤣 Kazdy co miał wiedzieć to wiedział robią większe ruchy pod Las Vegas i Igrzyska w 28. Świat pełen sztruksu byle hajs się zgadzał. Masa i tak kupi historyjkę menagera Dallas że obrona wygrywa tytuły, radzę sprawdzić gdzie pracował przez kilkanaście lat i nowych właścicieli klubów to może Ci średnio rozgarnięci połączą kropki. Niestety debili jest 90% więc i tak im wszystko jedno a potem świat wygląda jak wygląda rypią nas na każdym kroku. R U NOT ENTERTAIN?
Wokół Lebron z dzieckiem,holiłud,lejdi gaga,kardaszjany i słoneczny patrol,
…no i A D R E N O C H R O M za jedyne 6,66 USszekla.
Miriam Adelson z Żymu umi napędzić biznes w mieście upadłych aniołów(tzn.jej przypupas Nico ponad prawem:)
no ciekawe, czytam komentarze i coraz więcej osób nie łykających programowania przekonań podstawowych i tej medialnej papki serwowanej na co dzień. Ciekawe, jak Bartek to zniesie? 🙂
Relacja do snu. Też spoko. Pzdr
Maxey kontuzja prawego kolana. PG wzorowo potrafi się sprzedać. Jak dla mnie to przepłacony był zawsze. Twierdzą, że w Indianie był dobry, wtedy go nie oglądalem, ale już w OKC i Clipers to owszem. On nigdy nic nie zmienia, drużyny nie ciągnie, prowadzi do nikąd. I ta jego wyluzowana mina, rzygać się chce.
Amerykanie, to mają dziwne zasady. Jak chłop zapakuje piłkę przy dużej różnicy punktów, to obraza majestatu. Z kolei, jak facet zwija się z bólu na parkiecie, to mu nawet nie podadzą ręki…
Takie czasy. Kiedyś gra była twarda ale podnoszenie przeciwnika z parkietu po kontakcie fizycznym było normą. Dziś w NBA nie ma już zbyt wielu sportowców. Większość to duzi chłopcy z napuchhniętym ego.
Dziś normą jest , że po solidnym wsadzie , ławka rezerwowych przypomina otwartą klatkę z małpami. Niby jeden przytrzymuje drugiego, wszyscy wchodzą na plac gry i wgl ogólna głupawka
Prosto w punkt, małpi rozum w pigułce. Zawsze mnie to jednocześnie bawi i zarazem zastanawia co to za zbiorowa psychoza się na ławce odbywa.
O co chodzi z tą fejkową kartą triple auto na samej górze?
300 punktów w tytule. O co chodzi ?
> Po pierwsze, dosłownie KAŻDY chce ich oglądać, o czym świadczą ratingi TV
Cytując klasyka : „You know, people like blood sausage too. People are morons.”
Zastanawia mnie to też . Po pierwsze ? Naprawdę? Dożyliśmy czasów kiedy wynik sportowy naprawdę schodzi na drugi (oby tylko na drugi) plan ?
Bo 149+148 to razem 297. Widać dla niektórych,„trzysta” i „prawie trzysta” to to samo.