NBA: motywacje pamiętliwego Stepha Curry

21

Pewność siebie to podstawa w zawodowej koszykówce: patrz uwielbiany przez pokolenia Michael Jordan. Z drugiej strony, buta i pycha aktualnie trwającej dynastii Golden State Warriors dawno już obrosła mitem w NBA. Uśmieszki, nonszalancja i różne ostentacyjne zachowania powodują niechęć kibiców innych drużyn, którą podsyca tylko nieustanny wzrost liczby “sezonowców” oklaskujących ekipę z Bay Area.

Jednocześnie jakość, którą stworzono w organizacji Wariors jest w ostatnich latach niedoścignionym wzorem dla reszty ligi. Nie da się jednak ukryć, że ten sezon jest dla nich zwieńczeniem pewnego rozdziału w historii. Od kolejnych rozgrywek popularni Dubs będą mieć bowiem nową siedzibę, przenoszą się do San Francisco. Dużo mówi się też na temat potencjalnego rozbratu z klubem któregoś z kluczowych graczy.

Mam informacje, że Warriors w przyszłym sezonie to już nie będą ci sami Warriors [Marcin Gortat]

Wzniesienie w górę kolejnego trofeum mistrzowskiego byłoby w tym kontekście najlepszym możliwym pożegnaniem z Oracle Arena, najstarszą aktywnie działającą halą NBA (1966 rok, renowacja 1996 rok). Wydaje się jednak, że może to być trudniejsze niż zakładano. Na przestrzeni sezonu mówiło się o tarciach na linii Draymond Green -> Steve Kerr, a także o napiętych stosunkach Greena z Kevinem Durantem. Ostatnio na tapecie jest rokroczny spadek notowań Klaya Thompsona w playoffs, a także dołek, w jakim znalazł się Stephen Curry.

W czterech dotychczasowych spotkaniach serii z Houston nasz bohater ładuje zza łuku na poziomie 25% skuteczności  (12/46) a średnia linijka pod tytułem 18/4/4 stała się pożywką dla jego krytyków. Zaczęły powstawać memy, takie jak poniższy:

Regular season Steph vs playoffs Steph

Ci, którzy zwrócili uwagę, że facet biega na podkręconej kostce, a w drugim meczu doznał kontuzji palca, są w mniejszości…

Dużo chętniej pokazywano natomiast (sam to wrzucałem do NPAW) kolejną nieudaną próbę wsadu tego zawodnika. Niektórzy wierzyli, że Game 4 będzie jakąś jakościową zmianą, ale nic takiego nie miało miejsca. Nieustająca presja obrony, rzuty w łapą na twarzy. Jak wiecie, Rockets wyrównali stan rywalizacji, a Curry zakończył zawody z dorobkiem 30 punktów, których jednak nikt nie liczył.

Liczyła się skuteczność 4/14 trójek (28%). Znów odżyły kawały o kostkach z piankowych żelków oraz argumenty, że nie zbiera, nie broni, jest tylko strzelcem i wszystko to, do czego Stephen przyzwyczaił się przez całą swoją karierę w NBA, bo tego typu oceny i opinie to dla niego nie pierwszyzna. Jak to się ma do jego słynnego sloganu:

Mogę wszystko?

Myślę, że najlepiej jak sam o tym opowie. Jakiś czas temu zawodnik zamieścił na znanym portalu Dereka Jetera swój artykuł zatytułowany “Underrated” (Niedoceniany). Jeśli jeszcze nie mieliście okazji się z nim zapoznać, jak zwykle polecam lekturę całego tekstu. Jeżeli natomiast jesteście mocno zabiegani, poniżej znajdziecie kilka soczystych fragmentów.

#Najważniejsza rozmowa w życiu

Stephen Curry miał wówczas 13 lat, jakieś 167 cm wzrostu i ważył może ze 45 kg. W meczu o mistrzostwo AAU jego drużyna dostała srogie baty, a on sam wypadł bardzo źle. Pomyślał sobie, że po prostu nie jest wystarczająco dobry, żeby iść w to dalej. W jego głowie “basketball dream” właśnie się skończyło. Na szczęście do akcji wkroczyli rodzice.

Chciałbym mieć transkrypcję, bo padło wówczas wiele mądrych słów, ogólnie było tak, że mama przejęła inicjatywę. Powiedziała: Steph, powiem to tylko raz. Po dzisiejszym dniu, cała ta sprawa z koszykówką… potoczy się tak, jak się potoczy, ale posłuchaj mnie: NIKT nie napisze za ciebie twojej historii. Nikt. Żadni skauci, żaden turniej, żaden inny dzieciak, który dziś zrobił lepiej to czy tamto. A już na pewno nie zrobi tego twoje nazwisko. Tylko ty…

Te słowa ze mną zostały. Za każdym razem, gdy byłem pomijany, niedoceniany czy znieważany w jakikolwiek sposób, myślałem o nich. Dzięki nim przetrwałem… Nie myślcie sobie jednak, że było tak, jak w jednej z tych bajek, gdzie dzieciak słyszy kilka mądrych słów i raptem karta się odwraca, bo to naprawdę nie jest tak. To nie jest tak.

#Under the radar

Moim problemem było to, że nie mogłem przybrać na wadze. Nawet gdyby od tego zależało moje życie. […] Wszystkie raporty wyglądały właśnie tak: niski, chudy, coś tam rzuca. Virginia Tech wykazywała pewne zainteresowanie moją osobą. Mój tata tam pojechał, rozmówił się z kilkoma osobami, szczęśliwie moje statystyki zaczynały już wówczas jakoś wyglądać… skończyło się tak, że asystent trenera miał wpaść do mojej szkoły.

Stephen czuł się wówczas królem świata. Zaproponował spotkanie w porze lunchu. Brzmiało to profesjonalnie, ale lunch w ogólniaku to nie to samo co spotkanie w restauracji na szczycie drapacza chmur w Wilku z Wallstreet:

Tak, czy siak, Stephen był dumny, czuł, że cała stołówka ukradkiem spogląda na niego i trenera w drużynowym polo i czapeczce. I nagle, po krótkiej rozmowie, asystent odzywa się w te słowa:

No dzięki Steph, bardzo przyjemna rozmowa. Chcielibyśmy zaprosić cię na próbny trening.

I wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, humor Stephena się zmienił. Zrozumiał, że Virginia wcale się nim nie interesuje. Słowo “walk-on”, którego użył trener, oznacza test dla zawodnika, który nie otrzymał oferty stypendialnej, nie został imiennie zaproszony, nie polecili go skauci ani nic podobnego. Mógł to być po prostu grzecznościowy gest przez wzgląd na Della Curry’ego.

Innymi słowy: nie byli mną zainteresowani.

Odnosząc się do wydarzeń późniejszych:

Pamiętam Douga Gotlieba, który był wówczas ważnym analitykiem draftu, który powiedział, że jest w tamtym roczniku 6 rozgrywających mających sufit wyżej niż ja. Sports Center zamieściło nawet tweet z tą opinią.

Takich komentarzy było więcej. Wiele z nich pamiętam do dzisiaj. To zdumiewające, że nawet teraz, gdy już gram w Warriors i robię to, co robię, po tych wszystkich latach, gdy do ligi trafiło wielu wybitnych chłopaków, wciąż jest gro analityków, którzy pracują w ten sam sposób: skupiając się na rzeczach, których zawodnik nie potrafi zrobić, zamiast doceniać to, do czego jest zdolny.

#Davidson College

Ostatecznie Steph trafił do Davidson College. Nie jest to żaden potentat. Łącznie jej mury opuściło 6 graczy NBA. Czasy Stephena dzieliło niemal 40 lat od ostatniego wydraftowanego studenta tej placówki.

Byliśmy studentami sportowcami. Studentami czcionka 100 i sportowcami czcionka 12. W stylu “gram sobie w kosza, ale na serio potrzebny mi ten dyplom z filozofii”. Dostawaliśmy 2 pary butów na rok, ze 3 koszulki i ochraniacze na kostki.

Wiecie, co zapamiętałem najlepiej z mojej gry dla Davidson? Wszyscy powiedzą, że pewnie triumf nad Wisconsin w Sweet 16 albo ten mecz z Kansas w Elite 8. Nie. To coś dokładnie między tymi wydarzeniami.

Wracałem z kolacji po treningu, dzień przed meczem z Kansas. Po prostu sobie szedłem. I nagle, za winklem, wpadłem na korytarzu na całą drużynę. Dosłownie, na wszystkich. Siedzieli w dresach z laptopami na kolanach i stukali w klawiatury. Pytam “chłopaki, co wy robicie?” a oni: PRACE ZALICZENIOWE! Prawdziwa historia. Jakieś 12 godzin do meczu z Kansas, największej koszykarskiej imprezy ich życia, a oni piszą w wordzie. Stary, kocham klimat Davidson całym sercem.

#O byciu zahartowanym

Coś zauważyłem. Chodzi o to, że ludzie myślą, że jak już do czegoś dojdziesz, to uczucie niedocenienia mija. Z mojego doświadczenia, nie mija nigdy. Nie minęło w 2010, gdy chciałem, by kilka drużyn pożałowało swych wyborów draftu. Nie minęło w 2011, gdy chciałem mieć lepszą renomę niż “mięso transferowe”. Nie minęło w 2012, walcząc z kontuzjami kostek i serią przegranych. Nie minęło też w 2013, starając się o przedłużenie kontraktu, na który wielu mówiło, że nie zasługuję. Ani rok później, w 2014, gdy chciałem udowodnić tym wszystkim ekspertom, że mój styl gry zadziała w playoffs.

W 2015 też nie minęło, gdy wielu mówiło, że nie podołam w finale z takim graniem. Ani w 2016, łamiąc rekord (72-10) Chicago Bulls. Nie minęło w 2017, gdy wszyscy zastanawiali się, jak można było stracić zaliczkę 3-1. Ani w 2018, walcząc z kontuzjami i piekielnie dobrą drużyną Rockets. W 2019? Też nie mija, gdy skaczemy nad grobem, który ludzie kopią by pogrzebać za życia nasz historyczny run. Ta łatka nigdy nie zostaje zerwana. Rok po roku wrasta tylko bardziej w moją skórę.

Stephen ma wrażenie, że taki dzieciak jak on nie zostałby zaproszony na camp Stephena Curry’ego. I ma coś do powiedzenia o tym dzieciaku:

Nie przeoczcie go, ten chłopak to morderca.

Jakie są wasze prognozy na dalszy rozwój wypadków w serii Warriors vs Rockets? Dziś w nocy rozstrzygające, piąte spotkanie, start o godzinie 4:30 więc jak się położycie odpowiednio wcześnie, ustawicie budzik na 6:00 to czwartą kwartę złapać powinniście na żywo.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Po pierwsze to czy Marcin Gortat wie, dlaczego nie wzmocnił żadnej drużyny bijącej się o tytuł.

    Po drugie, podśmiechujki z Currego jak to ginie w playoff na porządku dziennym. Ale czy ktokolwiek zadał sobie choć minimum trudu by sprawdzić jaka jest prawda?
    Curry zagrał 100 meczów w playoff, średnia na poziomie 25,8pkt, 45%FG, 40%3PT, do tego ponad 5 zbiórek i 6 asyst.
    Rzeczywiście ginie w playoff, polecam sprawdzić linijki np. Hardena.
    Jasne, zdarzają mu się wpadki, przestoje, słabsze mecze. Jednakże taka jego natura, fizyki nie przeskoczysz, jeśli masz 190 wzrostu i ważysz 75kg to grając w twardych playoff, często z kontuzjami ograniczającymi twój potencjał, z drużyną przeciwną nastawioną głównie na wyeliminowanie ciebie, grającą brutalnie z masą podwojeń, to będą ci się zdarzać wpadki i gorsze mecze. Ale nie jesteś cyborgiem fizycznym jak Giannis czy Lebron, masz masę ograniczeń które powodują że w serii jesteś celem przeciwnika jak nikt inny w twojej drużynie. Ale to, że jesteś głównym celem otwiera grę dla twoich kolegów. I to między innymi dzięki temu KD gra takie zawody jak najlepszy koszykarz na ziemi.
    Ale haters gonna hate.

    (96)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    i sie okazuje, ze gosc poza rzuciem ochraniacza jest mega wojownikiem który ma cos do udowodnienia swiatu który nie dał mu forów bo tatuś. Brawo.

    czysty talent, bez fizycznosci.

    (42)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak jeszcze odnoście GSW – mam nadzieje, że Admin nie usunie linka 😛 https://sportowefakty.wp.pl/koszykowka/820393/nba-rewolucja-w-golden-state-warriors-stanie-sie-faktem-koniec-pieknego-snu-pote

    Przeczytajcie ten artykuł i zobaczcie jakie głupoty mogą być przekazane w nim ludziom niezbyt się interesującym NBA. Mam nadzieję, że w tym przypadku to jest jedynie głupota autora, ale jest wiele takich opiniotwórczych źródeł kreujących własną rzeczywistość i potem mamy o kimś kogo nie znamy opinię taka, a nie inną.
    Przy okazji chciałbym pogratulować twórcom tego portalu za podchodzenie bardzo rzeczowo i na luzie do tematu NBA i bardzo małą liczbę wypisywanych głupot 😉

    (8)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Uwielbiam typa, przez niego zacząłem znowu oglądać NBA. Jakoś łatwiej identyfikować się z nim niż z fizycznymi goliatami pokroju LeBrona.

    (13)
    • Array ( )

      A ja dzięki niemu interesuję się jeszcze tym całym cyrkiem. Curry kończy karierę – pewnie skończę z NBA.

      (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja go i tak nie lubię , piszcie co chcecie ale jego zi3bany sposób bycia nie odpowiada mi i chętnie wyebał bym mu liścia z otwartej bo jest taki babski a kobiet nie bije się z piąchy

    (-52)
    • Array ( )

      Jak wyjdziesz z podstawówki to sporo się zmieni. Może nawet poznasz normalnych kolegów?

      (27)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie Admin piszesz takie rzeczy ze …..pokazuje sie non stop nie trafiony dunk curriego , ze ludzie widza tylko 4/18 za 3 , ze nikt nie zauwaza ze biega z pokreconym palcem….. a sam obkladasz pan smarem np. Lowrrego , ….przy meczu
    phx vs atl porownano to do spotkania PLK (bo poziom byl tragiczny itp itd) a po paru dniach podajesz pan pomysl ze od teraz na portalu bedzie pojawiac sie wiecej artow o polskiej lidze xD xD xD cmon 🙂

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    @ Ad, MJ i Łukasz macie chyba problem z czytaniem ze zrozumieniem. Proponuję poluzować spodnie i przeczytać artykuł raz jeszcze może uda się wam właściwie go zinterpretować.

    (3)
    • Array ( )
      Zdjęcie profilowe BLC

      ej, ale wiesz że ja i admin to dwie różne osoby i każdy ma swoje zdanie (również wśród reszty kolegów redakcyjnych)? Nie bardzo wiem jak się odnieść do tego co napisałeś, bo raz przytaczasz słowa jednego z nas a raz drugiego.
      pzdr

      (8)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tą butą i pychą to akurat w przypadku GSW popłynąłeś. Jeśli uśmiech i radość z gry i wygrywania jest przejawem buty to jak można określić pokazywanie gestami wyciskania pod but przeciwnika przez Cavs z Jamesem, czy to co prezentowali sobą Bad Boys? Do reszty tekstu nie mam zastrzeżeń, tym bardziej że właśnie czytam biografię Kury. A artykuł z przyjemnością również przeczytam – za linka dziękuję 🙂

    (1)
    • Array ( )

      Mój komentarz dotyczył tych wypocin z WP….tam nie ma co interpretować…no chyba że DMC dostanie maxa, także to chyba nie ja mam problem z czytaniem ze zrozumieniem.

      (-2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    normalny student musi myśleć o zaliczeniu, a nie idzie sobie na kolacje po treningu i dziwi się, że reszta zakuwa 🙂 niby lekceważony, a jednak nazwisko robi swoje 🙂

    (-5)
    • Array ( )

      On był w tym momencie już prospektem na top20 draftu. To już był moment, że on wiedział, że trafi do NBA. Dla reszty kolegów z drużyny koszykówka to był jedynie sposób na darmowe studia (które są bardzo drogie w USA i bez stypendium sportowego kończy się na 20 letnim kredycie do spłaty).

      (8)

Gwiazdy Basketu