NBA: Knicks zmieniają centra, czym się różni Andre Drummond od Mitchella Robinsona

Dzień dobry w nowym tygodniu, pozdrowienia dla tych, co zrobili sobie przerwę w pracy jak i dla tych, którzy siedzą teraz z opaską „all-inclusive” na przegubie, popijają delikatnie tylko rozwodnione piwko oraz zażywając kąpieli słonecznej. Mam nadzieję, że baterie się ładują, co? Pamiętajcie, że rozładowywanie baterii do zera przed ładowaniem to mit, niewskazane, bo może skrócić żywotność. Lepiej podładować zawczasu. Ja też się wybieram na wakacje, ale kompa zabieram, nie wytrzymam, nie dałbym rady, zobaczymy co na to najbliżsi, czy oni ze mną wytrzymają.
Patronami odcinka są ludzie, którzy w ostatnich paru dniach zakupili moją drugą książkę „I love this game II”. Fajnie, to bardzo miłe, dziękuję. Jeśli tematyka około-koszykarska choć w minimalnym stopniu Was interesuje, przejedziecie przez nią w trzy wieczory.
https://sklep.gwiazdybasketu.pl/
Przychodzę dziś do Was z tematem mistrzów NBA, czyli New York Knicks. Sprawa się skomplikowała na tyle, że właściciel klubu James Dolan nie chciał przekroczyć najbardziej restrykcyjnego progu płacowego, o złowieszczo brzmiącej nazwie Second Apron i postanowił, że na wynagrodzeniu wolnych agentów nieco przyoszczędzi.
To generalnie głośny temat jest obecnie. Władze ligi pod płaszczykiem „równych szans” dwa sezony temu wprowadziły restrykcje płacowe, czego skutki zaczynają odczuwać wszyscy zainteresowani.
Generalnie rzecz biorąc, w NBA nie ma wolnego rynku, mamy gospodarkę odgórnie sterowaną. W innym wypadku, kluby operujące na największych rynkach, jak Nowy Jork, San Francisco czy Los Angeles skupiłyby po prostu największe gwiazdy oferując gaże niedostępne dla rynku w Milwaukee, Oklahomie, Nowym Orleanie, Utah czy Indianie. Mówię o rynku reklamowym, sprzedaży praw do transmisji meczów drużyny lokalnej telewizji, sponsoringu.
Limity płacowe NBA
Wymyślono więc próg na gaże dla zawodników oraz liczne reguły, wyjątki i klauzule. Na przykładzie kwot, które mają obowiązywać w nadchodzącym sezonie (2026-2027):
- 164.9 mln $ – wynosi umowny limit płacowy (salary cap)
- 200.4 mln $ – próg podatku od luksusu (luxury tax)
- 209 mln $ – próg First Apron
- 221.7 mln $ – próg Second Apron
Kto przekracza poziom luxury tax, ten płaci ekstra. Obciążenia są różne w zależności od stopnia przekroczenia progu oraz czy klub jest regularnym czy nieregularnym płatnikiem.
- 0-6 milionów ponad próg: za każdego dolara przekroczenia, dolar ekstra wpada do ligowej kasy
- 6-12 mln: 1.25 dolara płacisz za każdego dolara ponad próg
- 12-18 mln: 3.50 dolara
- 18-24 mln: 4.75 dolara
- i tak dalej, co 6 mln dolarów dodajemy 0.5 do współczynnika
Regularny płatnik luxury tax, to taki, który przekraczał próg podatkowy w trzech, z ostatnich czterech sezonów. Wówczas obciążenia są jeszcze wyższe:
- 6-12 mln: 3 dolary do ligowej kasy za każdego dolara przekroczenia
- i tak co 6 mln: aż do współczynnika 9.75 dolara
Koniec końców obok wyniku sportowego liczy się (zapewne jeszcze bardziej) wynik finansowy klubu NBA, w który my, jako kibice nie mamy wglądu albo rzadko zaglądamy. Do tego dwa sezony temu doszły przywołane już „Aprony”, czyli progi dodatkowo limitujące najbogatsze kluby.
Przekroczenie 1st Apron oznacza:
- pomniejszone tzw. mid level exception
- niedostępność tzw. bi annual exception
- konieczność 100% zgodności gaż w transferach
- restrykcje sign and trade
- restrykcje w zatrudnianiu graczy zwolnionych z obowiązku pracy
Przekroczenie 2nd Apron oznacza:
- odebranie wszelkich „exceptions”
- możliwość zatrudniania graczy wyłącznie na ligowym minimum
- niemożność łączenia gaży w transferach, tylko jeden do jeden
- zakaz transferu wyboru draftu na 7 lat do przodu
- jeśli próg przekroczony w 3 z 4 ostatnich lat, pick draftu spada na koniec
No i teraz dochodzimy do najistotniejszego, okazuje się bowiem, że tak rygorystyczne stawki podatku i wiązanie rąk kadrowcom zaczyna coraz wyraźniej wpływać na krajobraz ligi. Oto mamy ośmiu różnych mistrzów NBA na przestrzeni ostatnich ośmiu sezonów.
NEGATYWY WPROWADZENIA OBOSTRZEŃ
Klubów „nie stać” na utrzymanie kluczowych graczy, zaczęło się poważne liczenie kasy. Weźmy przykład Denver Nuggets, którzy w sezonie 2022-2023 wywalczyli mistrzowski tytuł:
- offseason 2023: Bruce Brown Jr podpisał wyższy kontrakt w Indiana Pacers
- offseason 2023: Jeff Green na podobnej zasadzie związał się z Houston Rockets
Nuggets chcieli obu zatrzymać, ale wkraczali w próg regularnego płatnika luxury tax, więc kontrakty chłopaków kosztowałyby ich cztery razy tyle.
- offseason 2024: Kentavious Caldwell-Pope podpisał umowę z Orlando Magic
- offseason 2025: Michael Porter Jr, którego transfer na Brooklyn również wiązał się z oszczędnością
- offseason 2026: Tim Hardaway Jr podpisał umowę z Miami Heat
Obecnie trwają negocjacje z kluczowym free-agentem, skrzydłowym Peytonem Watsonem. Nowo zatrudnieni gracze (Tyus Jones, Marvin Bagley) zgodzili się na jednoroczne kontrakty i grę za minimalną gażę. Watson jest „zastrzeżony”, nie wiadomo co mu zaproponuje rynek, ale kontrakt rzędu 12-15 milionów dolarów za sezon Nuggets „wykończyłby” finansowo.
Przestrzelili ogromnie z umową Christana Brauna (21 mln / sezon i rośnie), do wydania jest Jonas Valanciunas (10 mln $), a pięciu agentów już pyta się o przedłużenie umowy ich klientów. To wszystko może wkrótce prowadzić do zakończenia ery Murray / Jokic w Colorado. Ci dwaj w dalszym ciągu generują piękne pozycje rzutowe, ale zarabiają we dwóch 109 milionów baksów rocznie i tego rodzaju fundament jest zwyczajnie nie do utrzymania w nowych realiach.
Watson może znaleźć zatrudnienie gdzie indziej, tak samo Jalen Pickett, Bruce Brown i Spencer Jones. I to jest ta negatywna część wprowadzenia restrykcji. NBA zamienia się w ligę graczy na maksymalnych i minimalnych kontraktach. Kurczy się pula pieniędzy przewidzianych dla tych „po środku”. Pod płaszczykiem „walki o równe szanse” wprowadzono bardzo wygodne dla właścicieli NBA limity, których ci nie chcą przekraczać zasłaniając się wynikiem finansowym, co oznacza, że gracze nie dostaną więcej, ponad to, co ustalone. W innym razie mogą sobie poszukać innej umowy, gdzie indziej.
POZYTYWY WPROWADZENIA OBOSTRZEŃ
Faktycznie mamy rokrocznie nowego mistrza. Kadrowcy uczą się przygotowywać grunt boiskowo-kadrowo-finansowy (patrz np. Miami), aby w kolejnych 2-3 latach walczyć o laury. Co okienko transferowe, na rynku pojawiają się nazwiska, które oferowane są po stawce niższej, niż wynikałoby to z ich klasy sportowej (Jaylen Brown?). Klubów nie stać na kolejny kontrakt zbliżony do maksymalnego albo jego przedłużenie, a doświadczeni, gracze zadaniowi mają coraz większe problemy ze znalezieniem zatrudnienia na dotychczasowym poziomie finansowym.
Wszelka patologia i brak efektywności są odsyłane do miejsc, gdzie kluby walczą o wynik finansowy, o widza na trybunach i sprzedaż szpeju, niekoniecznie o wynik sportowy. Do głosu dochodzą mądrzy sztabowcy, analitycy, każdy kontrakt jest przeglądany również pod kątem osiąganych wyników oraz przydatności na przyszłość.
Zmienia się układ, już nie cyrk i wolumen strzelecki, ale efektywność gracza, są tym, za co kluby chcą i będą płacić. I to jest (moim skromnym zdaniem) bardzo dobry, pozytywny efekt i trend wprowadzenia nowych reguł. Najlepszy dowód na to?
Lamentować zaczynają gracze „przeciętni”, którzy wybili się na „pustych przebiegach” i wolumenie nie popartym wcale wynikami klubu. Kyle Kuzma, który przez dziewięć sezonów w lidze zarobił już 109 milionów dolarów, ostatnio przy pomocy ChatGPT pisał okrągłe zdania o tym, że tak być nie może, że trzeba działać. Nawoływał do opamiętania, do renegocjacji, ale do mnie osobiście nie przemówił.
Kyle Kuzma odpalił ChatGPT i maluje obraz, w którym gracze NBA wyglądają jak ucieśnieni chłopi w szesnastym wieku.
Hop, hop, hop.
Gość, który przez 9 lat kariery zarobił już 107 mln $ wzywa do rewolucji, bo pojawiły się aprony, trzeba liczyć kasę, a to sprawia, że wszelki brak… https://t.co/33srKXTddD— Bartek Gajewski 🇵🇱 (@gwiazdyB) July 4, 2026
Powiem uczciwie: widząc Kuzmę widzę „cyrkowca”, który tak bardzo niewiele umie pod względem technicznym, a do tego ma tak kiepski procesor, że nie mam wcale ochoty oglądać go w akcji. Widzę gościa zarabiającego ile… 22 mln $ za sezon (!) i ma mi być go szkoda? No nie, wybaczcie, ale nie. Dla mnie Kuzma wart jest właśnie minimum dla weterana i to w ściśle określonym scenariuszu meczowym, a cały lament wywołany (zapewne) jest właśnie tym, że Kyle wkracza w rok kontraktowy, jest uprawniony do przedłużenia umowy, ale nikt mu takowej nie proponuje.
Na co on się powołuje? Brak ciągłości składów, nierówne szanse dla graczy, kibice zmuszeni żegnać swoich „idoli”… to mają być argumenty? Jeżeli umawiamy się, że NBA to najlepsza koszykarska liga świata, to kierunek, w którym obecnie idziemy -> płaca za efektywność i wyniki sportowe, to najlepsze, co mogło nam (kibicom) się przydarzyć.
No dobrze, a teraz o New York Knicks, od których zacząłem i miałem faktycznie pisać.
- PG: Jalen Brunson / Jose Alvarado / Tyler Kolek
- SG: Mikal Bridges / Landry Shamet / Deuce McBride
- SF: Josh Hart / Pacome Dadiet
- PF: OG Anunoby / Mohamed Diawara
- C: Karl Anthony Towns / Andre Drummond
Dwunastu ludzi ma już kontrakty na przyszły sezon, co oznacza że zostały trzy miejsca, które obsadzić muszą minimalnymi kontraktami, w innym razie znów wejdą w próg drugiego Apronu.
Z ogromną chęcią NYK przedłużyliby na pewno Jordana Clarksona, a czy minimalną ofertę otrzyma również Jeremy Sochan? Teoretycznie tak, praktycznie może być ciężko, bo niemal w każdej ekipie pozostaną ciekawe nazwiska, które nie załapały się na większe umowy. W omawiamym przypadku Denver powyżej już wymieniłem trzy nazwiska, a biorąc całą ligę, uzbiera się ich znacznie więcej, a więc? Trzymamy kciuki za angaż Jeremy’ego. Wczoraj pisałem, że potencjalnie widziałbym go w Indiana Pacers (nie mają atletycznego obrońcy na pozycje PF/C, co w pewnym scenariuszach może być kłopotliwe) ale do tego długa i kręta droga:
Jeśli zdrowie im dopisze, Indiana Pacers wracają do grona zespołów walczących o mistrzowski tytuł.
I wiecie co? Moim zdaniem tu by potencjalnie pasował Jeremy Sochan 🇵🇱
PG: Tyrese Haliburton / TJ McConnell / Braden Smith
SG: Andrew Nembhard / Ben Sheppard
SF: Aaron Nesmith /… pic.twitter.com/dWDkgvxIkw— Bartek Gajewski 🇵🇱 (@gwiazdyB) July 4, 2026
Co dalej z Knicks? Jakie mają widoki na obronę tytułu? Najważniejszą zmianą jest pozycja drugiego centra i na tym chciałbym się skupić.
Mitchella Robinsona nie byli w stanie utrzymać (nowa umowa, którą ten otrzymał od Boston Celtics to 60 mln $ za cztery lata) w jego miejsce zatrudniony został weteran parkietu Andre Drummond. Ktoś powie, przecież to praktycznie tacy sami gracze, Knicks wiele nie stracili… no nie, niestety nie.
- ofensywne zbiórki / sto posiadań: Robinson 100. percentyl – Drummond 96. percentyl
Tu w zasadzie kończą się porównania. Co oznacza na przykład 100. percentyl? Oznacza, że nie ma w lidze zawodnika, który w przeliczeniu na sto posiadań notowałby więcej ofensywnych zbiórek niż Mitchell Robinson. Jak widzicie Drummond jest niewiele za nim, Knicks chcą „wygrywać posiadania”, zbierać w ataku, ponawiać akcje, bo dzięki temu podnosi się ich efektywność gry. I tu trafiło im się pięknie. Drummond jest dużym facetem, czyści przestrzeń wokół siebie, fizycznie przesuwa ludzi, jeśli trzeba.
Zakładam, że Big Andre będzie rotowany w minutach z Jalenem Brunsonem, który powinien skorzystać z jego potężnych zasłon. Tylko pytanie, jak im ta współpraca wyjdzie, bowiem…
- rim finishing: Robinson 71.9% (65. percentyl) Drummond 54.1% (1. percentyl)
Mitchell Robinson przede wszystkim stanowił zagrożenie po rolowaniu w stronę obręczy, kończył z góry. Drummond niestety dłonie do piłki ma kiepskie, niespecjalnie odrywa się od ziemi, a jego skuteczność z gry wokół obręczy woła o pomstę do nieba. Tu będą problemy i możliwa frustracja wokół, szczególnie w ważnych meczach.
Pewną zaletą Andre może być okazjonalna trójka z rogu parkietu (29/77 w ubiegłym sezonie) ale na ile będzie to powtarzalne i skalowalne w ekipie walczącej o tytuł? Trójki kolegi Drummonda to rzuty, które obrona rywali weźmie z pocałowaniem rąsi, to jest ciekawostka przyrodnicza raczej, aniżeli realna opcja w repertuarze Knicks. Na pewno nie powinien rzucać ze szczytu parkietu, bo nie umie, mamy na to kilkanaście lat danych.
Kolejną, potencjalną zaletą Andre są podania, nie panikuje w akcjach short roll, podaje na łuk po ofensywnej zbiórce. Ze stacjonarnej pozycji na obwodzie umie rzucić miękko piłki do ścinającego kolegi, zagrać dribble-handoffs. Wszystko zależy od dnia, niestety. Ponownie, mówimy o braku powtarzalności i braku czucia piłki: 19.2% podań Drummonda kończyło się stratą, a to 12. percentyl wśród centrów NBA w zeszłym sezonie.
Mike Brown z pewnością wykorzysta zasłony Drummonda w początkowej fazie akcji, bo jest szeroki i nic się przez taką ścianę mięcha nie przebije, ale to nie jest regularna, powtarzalna postać, na której będzie można polegać, tak mi się (zdecydowanie) wydaje (88% podawało celniej).
Obrona: Drummond w obronie ma świetne dłonie (!) na przestrzeni ostatnich ośmiu lat 95. percentyl wśród centrów NBA jeśli chodzi o „deflections” na sto posiadań, 94. percentyl przechwytów na sto posiadań. Przeciwko grze pick and roll spodziewam się go widzieć przeważnie „na wysokości zasłony” bo potrafi zejść nisko na nogach i „śledzić” kozłującego rywala, jak mówię, ma niezłe ręce, ale coraz bardziej brak mu szybkości, dynamiki. Przeciwko szybszym rywalom nie zdąży, nikogo też nie zablokuje. Jeśli chodzi o mobilność i obronę podkoszową Robinson wyprzedza go o dwie długości.
Skuteczność podkoszowa rywali wzrasta o 4.5 punktów procentowych z Andre jako najbliższym obrońcą, a to 4. percentyl wśród centrów NBA. Innymi słowy 96% środkowych lepiej broni strefy podkoszowej! Co prawda Knicks mocnej straży obręczy nie mieli wcale w zeszłym sezonie, Robinson dla porównania 41. percentyl, ich priorytetem było przeciwdziałanie rzutom za trzy stąd Robinson często ganiał na obwodzie. Zobaczcie, bo tego rodzaju akcji u Drummonda raczej nie ujrzycie:
Podsumowując, Andre grać powinien 15-18 minut na mecz z Brunsonem jako partnerem. W zeszłym sezonie z Robinsonem na placu JB odpowiadał za 61% akcji, to znaczy rzucał lub asystował. Także mówimy przede wszystkim o zbiórkach, zasłonach, prostych podaniach i minimalizowaniu błędów. Biorąc pod uwagę warunki, myślę że Knicks trafili lepiej niż mogli. Przyfarciło im się solidnie.
I to chyba wszystko na dziś, zapraszam jutro, zobaczymy czym nowym zaskoczyli sztabowcy NBA, jak sobie radzą rookies w lidze letniej oraz co do zaraportowania miał ostatnio naczelny newsman Shams Charania. Dobrego wieczoru! Bartek Gajewski
Jeśli macie pytania, napisałem coś niejasno, dajcie znać, wyjaśnimy!









