NBA: triumfalny debiut Isaiah Hartensteina | Sixers upadają, PG-13 znów kontuzjowany

12

WTMW. Sponsorami odcinka są Rafał Pielecha, Micardis 93, Wojtek Skrzypek, Kowalik MC, Żubry Białystok oraz Kuba Luboński – każdemu z Was serdecznie dziękuję i polecam się na przyszłość. b

To już dzisiaj, za chwilę wyjeżdżam do Włocławka by przygotować się do jutrzejszego GWBA Skills Camp, nie wiem czy uda mi się zdążyć na mecz Polska – Estonia, marne na to szanse, zobaczymy. Tym razem formuła obozu jest nieco inna. Nie oczekujemy żadnego doświadczenia w zorganizowanej koszykówce, to raczej edycja dla chłopaków, którzy lubią sobie pograć na boisku, głównie na jeden kosz.

Będziemy się uczyć bazowych manewrów z piłką, czyli techniki indywidualnej. Tak, żeby na przyszłość wiedzieć mniej więcej jak zaatakować i co chcesz / możesz z piłką zrobić, każdemu wedle możliwości oczywiście. To nie NBA, ograniczenia ciała występują. Tak, jak w maluchu: albo radio albo światła, tak u nas czasem: albo wyskok albo rzut, hehe. 

Tym niemniej bliska jest mi dewiza Bruce’a Lee dziesięciu tysięcy kopnięć, czyli opanuj dobrze swój firmowy manewr, z którym czujesz się komfortowo, do niego naucz się jednej kontry i jesteś kozak, nawet nie wiesz ile tym ugrasz. Będziemy pracować na stacjach, w mniejszych grupach, naszym trenerem będzie mój kolega Kamil Sadowski, czyli człowiek do którego Mateusz Ponitka przyjeżdża w off-season by pracować indywidualnie, a całość zwieńczymy turniejem 3×3. 

Kiedy kolejna edycja campu, bo takie pytania dość regularnie otrzymuję. Na pewno po Sylwestrze, celowałbym w drugą połowę lutego oraz wschodnią ścianę mapy Polski. Stała formuła, cztery dni, dwaj trenerzy, draft i mecz w niedzielę, także szykujcie formę, a teraz zapraszam do lektury:

Blazers 99 Thunder 109

Mecz niezwykle widowiskowy, pomimo dość niskiego jak na standardy NBA wyniku. Wydarzeniem w Oklahomie jest niespodziewany powrót do aktywności boiskowych środkowego Isaiah Hartensteina. Nareszcie jakieś porządnie zbudowane chłopisko pod dziurę, a co za tym idzie, znacznie większa wszechstronność i możliwości ofensywne. Chłopina zaliczył niesamowity debiut, o każdą bezpańską piłkę walczył: 13 punktów 14 zbiórek 3 bloki 3 asysty i dwa podania za plecami.

Shai mocno napastowany m.in. przez Toumaniego Camarę, którego od razu Wam polecam do oglądania jeśli lubicie defense. Rzecz jasna nikt nie utrzyma SGA (28 punktów 14/14 FT) w pojedynczym kryciu, bo to niemożliwe, niewykonalne, ale takiego ograniczenia swobód SGA nie widział dawno. 

Może 1-2 sezony temu byłby to problem, ale teraz piłkę w zastępstwie bierze Jalen Williams aka. J-Dub i jeden do jeden wchodzi w rolę czołowego napastnika nie tracąc wiele do bardziej znanego kolegi. Na moje oko jeden i drugi meldują się w tym roku w All-Star Game, a jeśli nie to będzie ze stratą dla środowiska, fanów i bez sensu. Tak, gość jest tak dobry: 30 punktów 7 zbiórek 8 asyst 2 przechwyty 2 bloki. J-Dub gra na pięciu pozycjach w ataku i w obronie!

Teraz będzie mu łatwiej, bo Hartenstein weźmie na siebie pierwsze uderzenie. To samo co w Nowym Jorku z Jalenem Brunsonem, grali wczoraj wysokie pick and rolle, a przy podwojeniu piłki, Isaiah otrzymywał podanie i czytał grę: albo prosty pass do wolnego kolegi albo kozioł wprzód i obserwacja jak zareaguje obrona i jazda do końca lub skip pass. Takiego zawodnika im było trzeba i jeśli kontuzje ich oszczędzą na dalszym etapie, Thunder absolutnie powinni myśleć o mistrzowskim tytule. 

Portland zagrało niezły, efektywny mecz: 40% zza łuku, ostro na obu deskach, 22 punkty wbite z szybkiego ataku. Nie mieli szans się obronić, presja na piłkę odebrała im sporo posiadań, ale grali do końca i odważnie, podobało mi się.

Knicks 138 Suns 122

Miałem oglądać, ale widząc, że Nowojorczycy w pierwszej kwarcie wbijają 44 punkty, wolałem zostać w Oklahomie. Brunson trzy trójki na dzień dobry, Anunoby dwie i jeszcze spod kosza, Bridges jedna i wysoki półdystansik klasycznie, Towns dwie poprawnie wykończone akcji tyłem, Hart trója, Payne trója. TO wszystko pierwsza kwarta, z której PHX wiedzieli, że się już nie wygramolą. Knicks to nie są powolni Wolves z Randlem i Gobertem, jak poślesz dwóch do piłki to idzie swing swing jak Eva Braun na stole podczas drugiej wojny światowej. 

Suns nie mieli papierów by się obronić, bo co by na temat Knicks nie mówić, ofensywnym talentem mocno poszli w górę, są niebezpieczni, a jeśli siła rywala skupiona jest w ręku 1-2 zawodników (Devin Booker), ciężko ich pokonać. OG Anunoby nie wygląda atrakcyjnie może, ale on naprawdę zmienia grę na bronionej stronie boiska, podobny walor co Jrue Holiday ma, super silne nogi, konsekwentny, potrafi zamęczyć. 

Podsumowując: sześciu graczy Knicks z dwucyfrowym dorobkiem punktowym, z czego trzech zanotowało double-double: Towns i Hart ze zbiórkiami, Brunson z asystami. Doceńmy talent strzelecki KAT-a, który na przestrzeni piętnastu gier zalicza (fenomenalną) skuteczność 85/55/50 za jeden, dwa i trzy punkty. Nie wiem czy ktokolwiek w historii NBA skończył kiedyś sezon ma poziomie 80/50/50, na pewno nie przy jego wolumenie. 

Hawks 97 Warriors 120

Tylko dwanaście punktów Kulfona (Trae’a Younga) zbyt prostą gierkę chcieli uprawiać ATL przeciwko agresywnie ukierunkowanym, napastliwym gospodarzom. Goście prędko zrozumieli, że lepiej będzie odpocząć w tym spotkaniu, którego po pierwszej kwarcie (41:22) i tak nie byli w stanie wygrać. Do przerwy przewaga wynosiła 25 oczek i mimo naturalnego w tej sytuacji spadku mobilizacji Dubs w trzeciej kwarcie, wysiłki Hawks sczezły, na marne poszły. 

Piekielnie skuteczny i efektywny był w tym spotkaniu przede wszystkim Andrew Wiggins (27 punktów 12/17 z gry). Rzadko widzisz gościa korzystającego z zasłon przechodzących dopiero w dribble-handoffs. Gdy rywal siedział blisko na biodrze szukał zasłon, jak mu dawał przestrzeń wyskakiwał do rzutów, 

No widzicie, tyle się mówi o tych nowych atletach: Daniels, Jalen Johnson, Risacher, na ich tle Wiggins to O.G. widać, że zbudował mega formę, jest żylasty, atletycznie zostawia chłopaków w tyle, a do tego nauczył się funkcjonować w systemie i to mu stwarza czasem dużą przewagę. Zwłaszcza widząc na sobie niedoświadczonego Risachera albo Bogdanovica, z miejsca się uruchamiał, atakował aż miło. Dodajmy stały przydział Stepha (23 punkty 8 asyst) i aktywność Draymonda (9 punktów 7 zbiórek 9 asyst) w roli pomocniczej, a wynik przestanie dziwić. 

Przykrą informacją w obozie Golden State jest niestety uraz ACL obwodowego De’Anthony’ego Meltona, który przejdzie operację, a jego sezon jest definitywnie zakończony.

Magic 93 Clippers 104

Bardzo się cieszę ilekroć widzę jak LAC trzyma ludzi poniżej stu punktów. Zwycięstwo tym bardziej imponujące, że przeciwnicy na fali, a w szeregach Tyronna Lue nie zobaczyliśmy czołowego strzelca Normana Powella. Otóż mości Panowie, ustalmy sobie raz na zawsze, że strukturę aktualnych Clippers stanowi i określa James Harden (24 punkty 5 asyst) oraz Ivica Zubac (17 punktów 12 zbiórek) którzy są jak silnik i skrzynia biegów, cała reszta to części zamienne, które stosunkowo łatwo zdemontować i wymienić. Ofensywną rolę Powella objęli dziś pospołu Amir Coffey oraz Kevin Porter Junior, autorzy 28 punktów przy 11/20 z gry.  

Franz Wagner podwajany bezlitośnie, wspierał swoich ile był w stanie (6 zbiórek 6 asyst 4 przechwyty) ale punktowo wyniku nie był w stanie pociągnąć: 14 punktów 5/11 z gry to najniżej w tym sezonie zarówno jeśli chodzi o zdobycz co wolumen oddanych rzutów. Clippers to naprawdę jest świetna defensywnie grupa i dlatego taki zwrot zauważacie (zapewne) w mojej narracji na ich temat. Widziałem to już w meczach pre-season, podobały mi się ruchy kadrowe w off-season, stąd zakład długoterminowy, że wygrają minimum połowę swoich meczów. Trzymajcie kciuki!

Pelicans 100 Cavaliers 128

Szpitalne zawody, brakowało jeszcze obchodu lekarskiego, pohukującej salowej i kaczki do sikania. Cavs z dwoma środkowymi i Mitchellem zrobili swoje, przy czym najbardziej wartościową postacią na placu by nie kto inny tylko combo-guard Ty Jerome (29 punktów 7/12 zza łuku). Gdy się odpalił w drugiej kwarcie nie było czego zbierać. Heat check:

Pelicans awaryjnie ściągnęli do składu Elfrida Paytona, który dwa lata pozostawał poza NBA. Odważnie w Jarretta Allena jechał w pierwszej kwarcie rookie Yves Missi, smykałkę do zdobywania punktów zademonstrował rookie Antonio Reeves (34 punkty) ale wszystko to tzw. puste kalorie nabite w przedłużonym garbage-time. 

Bulls 106 Bucks 122

Doc Rivers zgięty wpół próbuje przywieść zespół z powrotem do neutralnego bilansu, jeszcze trochę mu brakuje, ale energia wstąpiła w chłopaków. Zmianą jest na pewno odważniejsze używanie Brooka Lopeza (21 punktów 9/12 z gry) na ofensywnej połowie, który gra niżej i wykorzystuje naturalne przewagi gabarytu. Wcześniej nie zdarzało mu się uciekać za plecy czy wyskakiwać do podania z linii końcowej. Teraz gra nawet low post gdy nadarzy się okazja. Giannis klasycznie nie do zatrzymania (41/9/8) Lillard aktywny na piłce (20/10). Po stronie przegranych najlepiej rzucał Zach Lavine (27 punktów na piętnastu oddanych rzutach) a Josh Giddey póki co stanowi wielki zawód dla kibiców i samego siebie (5/4/3 przy 2/9 z gry). Niestety coraz częściej w kluczowych fragmentach gry jest zwyczajnie ściągany z boiska. 

Pacers 113 Rockets 130 

Goście z Indiany rozgrywali trzeci mecz w cztery dni, są bez dwóch starterów, miejcie to proszę na uwadze. Houston to dyskusyjnie najlepsza obrona łuku w lidze. Tyrese Haliburton tego nie lubi. Mocny regres zalicza ten efektowny rozgrywający, nie wiadomo o co mu chodzi, blask stracił w błyskawicznym tempie, odkąd Pacers grają mniej partyzancki, bardziej szablonowy basket. Cztery punkty 1/7 z gry -28 wskaźnika plus/minus.

Pod koszem, obydwoma właściwie rządził dziś Alperen Sengun (31 punktów 12 zbiórek) i to w niezłym czasie 28 minut. Rockets zdecydowanie wygrali deskę, wymusili aż 23 straty w czego efekcie oddali aż o dziewiętnaście rzutów z gry więcej niż rywale oraz wymusili 33 rzuty wolne. Głębia składu to duża rzecz w rundzie zasadniczej jednak jest. Eason, Thompson, także wywoływany ostatnio przeze mnie Jock Landale, wszyscy plusowi z ławki. 

Sixers 111 Grizzlies 117

Joel Embiid odbębnił swoje (35 punktów 11 zbiórek) Tyrese Maxey wrócił, ale bardzo ograniczone (20) minuty gra, a Paul George… niestety znów się połamał. Po raz kolejny przeprostowane lewe kolano i co teraz? O długości przerwy dowiemy się pewnie jak opuchlizna zejdzie, czyli dramatów w zespole ciąg dalszy. Sixers (2-12) zamykają stawkę tabeli, mają najmniej zwycięstw w lidze i nic ich już chyba w tym sezonie nie uratuje. Embiid zapytany o niedawne rozmowy w szatni po meczu z Miami powiedział tak:

Ktokolwiek się wysprzęglił jest kawałkiem krowiego placka (…) irytujące jest też odpowiadać wciąż na te same pytania.

Problem polega na tym, że żaden gwiazdor dotąd nie borykał z klęską tego rodzaju. Nie są przyzwyczajeni, nie wiedzą jak zareagować. W głowach znaki zapytania, co takiego się stało? Co się stało? Koszykówka to gra energii, niepoliczalnego wkładu, którego ci panowie nie wnoszą. Embiid, Drummond, George są jak wielbłądy maszerujące przez pustynię, wokół zespół zbudowany naprędce, pełen słabych punktów, ech. Aktualnie mówimy o braku mobilności, który przeradza się w kiepską obronę łuku, tak jak dzisiaj. Całą różnicę w tym spotkaniu zrobiło 19/43 za trójkę Memphis. O tutaj zobaczycie jak Desmond Bane strzela obrońcy sprzed twarzy, a potem w twarz:

Szacunek za wolę powrotu i walkę do końca, ale brak zgrania i spacingu wychodzi z porów. Oto kluczowa akcja chłopaków: 

Jak prezentuje się zatem bieżąca tabela wyników? Proszę bardzo: 

Dobrego dnia wszystkim, elo baj baj! 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Piękny mecz GSW! To oglądało się jak…. lekcję koszykówki, lub sparing Dream Teamu.
    W takiej formie są ciężkim przeciwnikiem dla każdego.
    Zgadzam się , że w Rockets głębia składu robi robotę: ostatnio mniej widoczny jest Green ale wychodzi to tylko na dobre (8-2 w ostatnich 10 meczach). Jest wymiennność.
    Cam Whimore się znowu pojawił. Ale on chyba mało pasuje do systemu. Partyzant.

    Co do tabeli to przykra sprawa…
    Wschód: 4 ekipy „na plusie”
    Zachód: 11 (!)
    Może jednak kiedyś uchwalą, by robić play off-y po prostu z 16 najlepszych drużyn bez względu na konferencje.
    Choć miejmy nadzieję, że sytuacja z biegiem sezonu się wyrówna…. (jednak nie bardzo w to wierzę…)

    (13)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem czy zauważyliście zmianę i nowe podejście Doca Riversa, które przekłada się już na pierwsze nieśmiałe efekty?
    W każdym razie ja też nie zauważyłem… Widocznie za ciency jesteśmy na to…

    (24)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem czy był tu już kiedyś poruszany temat Jarena Jacksona Jr.`a i jego zbiórek. Dla mnie to jest niepojęte, że gość, który ma wygrywał Obrońcę Roku ma rekord 13 zbiórek, a większość meczów kończy z jednocyfrowym wynikiem. Czy to jest kwestia tego, że on zastawia kosz, a nie próbuje łapać piłki? Czy nie ma tej zdolności przewidzenia kiedy wyskoczyć by złapać piłkę? Może ktoś pokusi się żeby to przeanalizować:)

    (8)
  4. Array ( )
    miś4kontratakuje 22 listopada, 2024 at 09:36
    Odpowiedz

    Czyli najważniejsze wydarzenie początku sezonu, poza zwąchaniem aktualnego układu sił w lidze -> to jeden contender -Sixers out. Są nowym Clippsami na Wschodzie.

    O wielu rzeczach w lidze nie wiem (więc czytam admina, który jest zawodowym lookerm). Ale pisałem tu w lipcu (miło pogrzać ego), że podpisanie obecnego PG-13, to jest to, co chciałbyś życzyć drużynie, której nie znosisz. Nie sądziłem jednak, że może być aż tak źle. Za dwa lata z PG-13, to może być przypadek Johna Walla, drużyna może mu płacić i błagać, żeby tylko nie chciał grać. Może mu to zresztą odpowiadać, bo zdaje się, że znacznie lepiej czuje się obecnie jako podcaster niż na boisku.

    Kolejna dziwna kontuzja PG-13 może nasuwać skojarzenia, że ich ciąg to wcale nie przypadki. Przypadkowe były tylko sytuacje, w których się wydarzyły (począwszy od tego koszmarnego złamania w 2014 r.). Odzwierciedlają jego mentalne podejście do gry – brak odpowiedniego skupienia i kontroli nad tym, co robi na boisku i postępowanie w wielu momentach na kompletnym spontanie. Być może dlatego jest aż tak nierówny jeśli wchodzi o wkład na boisku. Mimo bajecznej motoryki, brak mu jakichś podstaw przygotowania motorycznego. Przecież np. przy nauce skakania podstawą jest nauka automatyzmów ruchowych nie tylko, jak wysoko wyskoczę, tylko także przewidywanie i przygotowanie (praca nad pamięcią mięśniową) gdzie i jak wyląduję. To samo z innymi manewrami na boisku. Tego jakby PG-13 nigdy nie opanował dostatecznie dobrze.

    (4)

Komentuj

Gwiazdy Basketu