NBA: jestem absolutnym fanem Moussa Diabate | trzy oficjalne pomysły na wyeliminowanie tankowania

17

Witam serdecznie na starcie weekendu i zapraszam na przegląd najnowszych wydarzeń zza oceanu. Na początek: dziękuję za Wasze zamówienia! Do 10 kwietnia zbieram pre-orderowe zamówienia na jubileszowy merch GWBA. Rzeczy do najtańszych nie należą, ale gwarantuję jakość oraz to, że posłużą Wam długi czas:

https://sklep.gwiazdybasketu.pl/

Co słychać za oceanem? Charlotte Hornets pokonali (114:103) New York Knicks u siebie w hali. Dynamiką ataku ich pozamiatali. Kon Knueppel (otrzyma ROY – jak bum cyk cyk), LaMelo Ball, Brandon Miller, Miles Bridges oraz Coby White zdobyli odpowiednio 26, 22, 21, 17, 17 punktów przy łącznej skuteczności 37/70 z gry, w tym piętnaście trafień zza łuku. 

Nie do przecenienia była też praca środkowego Moussa Diabate, który choć oddały tylko dwa rzuty oraz stosunkowo niewiele piłek zebrał, raz jeszcze odebrał rywalom przestrzeń w okolicach linii rzutów wolnych, chodził do zasłon, a jego niewyczerpana energia dodała skrzydeł gospodarzom. Idealny jest to center dla tak rozstrzelanej drużyny. Poprzednim razem (przeciwko Kings) rolował twardo pod obręcz osiągając double-double, dziś grał albo w dunker’s spot albo wychodził na górę i pomagał przy rozegraniu.

Zakładaliśmy się wczoraj o jego trzy asysty (BETTERS kurs 2.68) i po raz kolejny wywiązał się zadania. Niespożyta jest energia tego faceta, popatrzcie. Bije się z dwoma ludźmi na atakowanej desce, wymusza faul Townsa, a w kolejnej akcji niejako „w nagrodę” otrzymuje piękne podanie od Granta Williamsa, które kończy wsadem. Dla niezorientowanych, Moussa to lider NBA pod względem wymuszonych „loose ball fouls” rywala. NIE MA drugiego tak aktywnego gościa na obcej desce. 

Diabate ma 24 lata, cztery lata temu został wybrany w końcówce drugiej rundy draftu (!) aby po roku podpisać z Charlotte skromny, trzyletni kontrakt. Gość zarabia jedną piątą tego, co Jeremy Sochan i to chyba „najlepszy” kontrakt obecnie w NBA. 

Swoją drogą, lubię obstawiać Charlotte, podopieczni Charlesa Lee jak żaden inny zespół wyłuskują mismatche i konsekwentnie w nie biją. Tym razem o słabości rywala zdecydowały wolne nogi środkowych, względnie brak centymetrów Jalena Brunsona w drugiej linii, ale to był mniejszy problem. Skupiłbym się raczej na tragikomicznej postaci Karla Anthony’ego Townsa, który końcówkę meczu oglądał z ławki i to z bardzo kwaśną miną. Dlaczego? Już mówię, od tego jest GWBA, co nie? 

Weźmy czwartą kwartę, po wyżej przedstawionym faulu przy zbiórce Diabate… 

  • Karl zaczyna się krzywić, głośno narzeka w kierunku arbitra
  • za chwilę Moussa wymusza kolejną ofensywną zbiórkę, walczą, a piłka wybita zostaje na aut
  • Karl jeszcze intensywniej narzeka, oto cały wszechświat zmówił się przeciwko niemu
  • Moussa zbiera w ataku raz jeszcze, odgrywa na szczyt parkietu, Coby White wkleja tróję
  • po przerwie na żądanie Knicks kolega Karl otrzymuje podanie na tzw. łokciu, czyli przedłużeniu linii rzutów wolnych
  • czeka, pochyla się, wypina, opuszcza piłkę na wysokość kostek
  • wkrótce kradnie mu ją Moussa, następnie podaje do rozpędzonego Brandona Millera: slam dunk!
  • za chwilę jeszcze raz to samo miejsce, Karl jest sam na sam z rywalem, rzuca niecelnie, mowa ciała smutna
  • nie nadąża za sprintującym do ataku Diabate, po czym desperacko fauluje rywala, bo ten zaliczyłby kolejny wsad

Na tym etapie trener Mike Brown traci cierpliwość. Townsa nie oglądamy już w tym meczu. Charlotte przejmowało go w obronie. Traktowali faceta bez szacunku i dobrze na tym wyszli, niestety. Wniosek jest prosty i dobrze udokumentowany: mazgaje nie zdobywają tytułów mistrzowskich, bardzo mi przykro.

Detroit Pistons, rozgrywający trzeci mecz w czwartą noc, bez udziału Cunninghama, Stewarta, Robinsona czy LeVerta nie mieli problemu by rozprawić się (129:108) z Pelikanami. Nie lubię meczów bez obrony, nie lubię zespołów bez obrony, a do takich niestety należy NOLA. W ostatniej chwili z listy meczowej wypadł lider gości Trey Murphy, więc coach James Borrego postanowił na środku wystawić weterana DeAndre Jordana, aby ten pojedynkował się z Jalenem Durenem. 

Wyszło słabo. Znacznie słabiej niż przypuszczałem. Parkiet NBA w 2026 roku to zdecydowanie nie jest miejsce dla starego DeAndre i na szczęście w miarę szybko zdali sobie z tego sprawę na ławce trenerskiej gości. Niestety defensywnie było jedynie gorzej. Queen, Matkovic, Zion, Fears, Hawkins, Poole w dużej mierze także Dejounte Murray, to są anty obrońcy. Stąd także prosty wniosek, że rokroczne problem organizacji Pels, drastyczny brak wyników, to efekt przede wszystkim polityki kadrowej. Nie będę się pastwił, ale to naprawdę jest poniżej wszelkiej krytyki. Bilans 25-49 przy wydawałoby się bardzo utalentowanych nazwiskach, to jest porażka, nie sądzicie? A najgorsze, że oni nie dysponują w tym roku wyborem draftu! 

W obecnym sezonie nie potrafią rzucać za trzy punkty (26. miejsce w lidze pod względem prób, 24. miejsce pod względem skuteczności). Nie bronią tablicy (29. miejsce pod względem średniej liczby ofensywnych zbiórek rywala). Prezentują absolutnie nieefektywny, zindywidualizowany atak. Idzie za tym słaba frekwencja na trybunach, wewnętrzna akceptacja porażek i nonszalancka postawa niektórych zawodników.

Ktoś, jakiś czas temu, pytał w komentarzach dlaczego tak wiele gra np. Saddiq Bey. Ani to materiał na gwiazdę, ani super talent, ani przyszłość klubu. Bey gra tak wiele, bo jest twardy i walczy. Trener robi, co może by pchnąć energię w zespół, poprawić nawyki, ale jak dotąd ponosi porażkę. Zespół objął po zwolnionym na starcie sezonu Willym Greenie. W ostatnich tygodniach Pels lecą bez centra w wyjściowej piątce, przejmują większość zasłon, ale robią to tak mechanicznie i łatwo, że rywal nie ma najmniejszych problemów by wygenerować przewagę 1v1. Tak to się kula.

Tymczasem brawo Pistons. Bilans 53-20 świadczy o „rasowości” zespołu, przynajmniej na tle opisywanego przeciwnika. Graczem spotkania bezsprzecznie Duren, autor 30 punktów 10 zbiórek i 7 asyst. Nieźle się chłop wyrobił, co? Myślę, że to właśnie jemu przypadnie statuetka Most Improved Player.

Trzeci, ostatni mecz, jaki mogliśmy obejrzeć tej nocy to Sacramento vs Orlando. Obie strony w mocno okrojonych składach. Żal mi nieco DeMara DeRozana, bo gdy wszystkich kolegów już zdezaktywowano, zasłonili się urazami, ten nadal musi biegać, po 35 minut grać w meczach skazanych na porażkę. To znaczy takich, których zespół nie chce, nie ma interesu wygrywać. 

O ile jednak DeRozan ostatnio leciał w kulki i rzutów niemal nie oddawał, tym razem poszedł grubo: 33 punkty 6 zbiórek 11 asyst. Przerażeni gracze Magic myśleli, że to będzie łatwa przeprawa, a tymczasem musieli dymać do samego końca. 6/10 zza łuku wkleił rezerwowy Daeqwon Plowden (kto?!) ale szarą eminencją tegoż obrąbanego składu jest Precious Achiuwa. To jego pomoc w obronie stanowi o (względnej) sile Kings, z której udaje im się czasem temat wybronić i polecieć na kosz przeciwny, to znaczy zaatakować z biegu. 

Paolo Banchero znów więc dygał czterdzieści minut, zespół trafiał fenomenalnie za trzy punkty (13/27) bo bez tego, by Królów nie odparli. Wynik końcowy 121:117. Tak to się układa. Dziś będzie grubiej, bo meczów jest aż dziesięć. Zapraszam do grupy typera, bo od paru ładnych dni idzie fala wznosząca. Link macie tutaj, łatwo mnie znaleźć: https://discord.gg/KSTUtkTBAn

Zatrzymać tankowanie

Naczelny donosiciel Shams Charania donosi co wczoraj uradzili na radzie NBA i co planują wprowadzić od przyszłego sezonu. Cel był jeden, nadrzędny: ograniczyć, wyeliminować zjawisko celowego osłabiania zespołów i przegrywania meczów, popularnie określane mianem „tankowania”. 

Pomysły są trzy, oto pierwszy:

  • 18 zespołów bierze udział w loterii draftu, szanse są wypłaszczone
  • dziesięć najsłabszych zespołów ma po 8% na top pick (80%)
  • pozostałe osiem zespołów ma łącznie 20% szans na top pick (regresywnie rozdzielonych)
  • co ważne: losowana jest kolejność nie czterech, ale wszystkich osiemnastu miejsc!

Drugi pomysł: 

  • aż 22 zespoły biorą udział w loterii
  • zespoły na miejscach 7-15 oraz te, które odpadną w I rundzie playoffs
  • o miejscu decyduje łączny bilans z obecnego i poprzedniego sezonu
  • przy czym minimalny próg wygranych w sezonie to 25 zwycięstw
  • jeśli ekipa zaliczyła mniej, jest podciągana do 25 zwycięstw tak czy siak
  • losuje się cztery pierwsze miejsca, jak jest obecnie, pozostałe miejsca wedle bilansu

Trzeci pomysł: 

  • loteria obejmuje osiemnaście zespołów, wszystkie miejsca są losowane
  • równe szanse otrzymuje najsłabszych pięć ekip
  • wśród tych pięciu odbywa się odrębna loteria 
  • nie mogą spaść poniżej dziesiątego miejsca / dziesiątego wyboru draftu

No i jak to oceniacie? Która z propozycji wydaje się Wam najciekawsza? Zostawiam pole do popisu, komentarza dla analityków NBA, których na stronie przecież nie brakuje! Dobrego wieczoru, kłaniam się! B

Aha, znów bronię Marcina Gortata, a właściwie nie bronię, bo to daremne, co raczej idę pod prąd i sprzeciwiam zidioceniu społeczeństwa. Pomóżcie, haha. 

 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Z Kat-em jest taki problem, że jest to niezwykle utalentowany gracz w ataku, ale jego trzeba cały czas motywować, a wydaje się że chłopaki z Villa zwyczajnie nie lubią go/ mają go dosyć. Z tej mąki chleba już nie będzie.

    (8)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Drugi pomysł wydaje się sensowny. Podoba mi się, że drużyna słabsza, ale walcząca w play-off, ma szansę na wysoki pick i możliwość wzmocnienia. Zakładając, że w meczach na wylot nikt już meczów specjalnie przegrywać nie będzie.

    (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Pierwszy pomysł jest w porządku, mimo że nie uważam że tankowanie w NBA jest głównym problemem ale jeżeli 1/3 ligi od połowy sezonu tankuje to chyba jednak za wiele i trzeba coś zmienić.
    Ja zrobiłbym proste zasady, drużyny które skończyły sezon na miejscach 11/15 czyli 10 drużyn mają 70 procent szans do podziału (czyli każda nie ważne od bilansu ma 7 procent szans na 1 pick) resztę czyli 30 procent mają drużyny z Play in ( tam jest 8 drużyn i każda z tych drużyn ma po 3.75%)
    Uważam że nie ma sensu bardziej tego komplikować, w tym przypadku drużyny z Play in mają mniej więcej o połowę mniejsze szanse na pierwszy pick niż reszta ale to wciąż duzo i niektóre drużyny mogą chcieć grać i ogrywać swoich najlepszych graczy do końca bo można i zagrać w Play off i mieć solidne szans na dobry pick.
    Jeżeli zrobimy szansę że jedni będą mieli te 8/10 procent a inni po 1.5/1 procent to ta rozbieżność i tak będzie na tyle duża że wiele to się nie będzie różniło z tym co mamy obecnie.

    (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Na Twonsa nie ma pomysłu, zero wykorzystania jego możliwości. On powinien grać na średniej 25-26 punktów ,a nie pelentać się często bez celu na boisku. Nawet Tom T umiał go wykorzystać lepiej, a jego pomysły w ataku są jakie sa. Wszystko kręci się przy Brunsonie. Nie podoba mi się rotacja tej ekipy . Nie ma szans na finał, Boston tam wciąga nosem wszystkich na ludzi!!Głównie inteligencją graczy ale też właśnie doborem ludzi, bo oprócz Browna, Whitea , Tatuma, czy Pricharda jest wielu ludzi których się świetnie ogląda i widzisz jak wiedzą co robią.

    (7)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Szkoda mi właściciela portalu — tak po ludzku. Pamiętam czasy, gdy ten portal był epicentrum internetowych wydarzeń, jeśli chodzi o NBA (w Polsce rzecz jasna). Quizy, recenzje butów, różne artykuły pisane przez różnych ludzi i wiele, wiele innych. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a każdy kolejny artykuł był czymś wyjątkowym.

    Pamiętam, jak z chłopakami po treningu zdarzały się dyskusje w stylu:
    „Czytałeś?”
    „Czytałem, dużo racji — też go tak widzę.”
    Albo: „Nie, no nie zgadzam się, bo… itd.”

    Pamiętam też jakieś polityczne wycieczki na tym portalu, co było słabe, bo jesteśmy atakowani tym cholerstwem z każdej strony. Wchodząc tutaj, spodziewałeś się raczej ciekawej analizy spotkania, gracza, meczu, jakichś refleksji — ale jednak koszykówka, NBA.

    Jakiś czas temu przypomniałem sobie, że był taki element koszykarskiej młodości jak ten portal. Zacząłem więc wchodzić tutaj co jakiś czas, żeby zobaczyć, czy portal jeszcze żyje. I ku mojemu negatywnemu zdziwieniu — niestety nie żyje. Artykuł co kilka dni, czasem systematycznie, czasem kilka dni ciszy, dziwne wstawki jak z tym Gortatem. Choć ta mini obrona tego przygłupa jest odrobinę zasadna, to uważam, że autor mija się z clue całego problemu.

    I tak, po ludzku, wracając do tego, od czego zacząłem — szkoda. Bo dobre pióro w czasach zdominowanych przez treści do scrollowania jest czymś jeszcze bardziej wyjątkowym niż dekadę temu. Niestety złota zasada internetu: brak rozwoju, konsekwencji oraz dziwne personalne wycieczki niezwiązane z tematem przewodnim treści zawsze są ukrzyżowaniem dla twórcy.

    Mimo to życzę powodzenia, ale szkoda tego wszystkiego, bo potencjał w tym portalu był na poziomie Weszło — tylko w wersji koszykarskiej. Z drugiej strony, nie każdy ma takie ambicje czy chęć tworzenia takich struktur.

    Jednak jeśli mogę coś doradzić — to nie stawaj w roli obrońcy Marcina, bo to jest przegrana sprawa. Marcina wystarczy czasem zacytować, żeby zaczęła się gównoburza. To jest postać o wybitnej zdolności do orania samego siebie i ta fala krytyki jest wielokrotnie współmierna do głupot, jakie wygaduje.

    Oczywiście nie jestem fanem (paskudnie zrąchane słowo, szczególnie przez starych dziadów) hejtu i jechania po nim, nawet gdy mówi mądrze — a zdarza się i tak. Ale Gortat sam przegrywa swój wizerunek i próba bycia jego adwokatem albo krucjata przeciwko jego hejterom jest zbędna.

    Nie to, żeby odbierać komuś prawo wypowiedzi, zwłaszcza na jego własnym portalu, ale podchodząc do materii biznesowo — jest to mało wyrachowany ruch i stawianie się w przegranej pozycji. Marcin zaraz po siedmiu niegłupich rzeczach palnie jakiegoś politycznego kasztana i znów zgarnie za swoją głupotę.

    To bycie adwokatem diabła jest bez sensu.

    Zakładam, że Ty, Bartku, nie żałujesz, że to się nie potoczyło inaczej — a może jednak. Ja osobiście żałuję, bo jest kilku twórców, którzy robią fajne rzeczy o NBA w polskim internecie, ale tutaj był potencjał na coś naprawdę grubego.

    Mimo wszystko życzę powodzenia, bo ten portal w jakimś stopniu kreował nie tylko mój pogląd na świat koszykówki, ale i pogląd całych pokoleń — szczególnie w latach 2011–2017, a może nawet do 2020. Potem już wiadomo co — internet trochę zmienił swoją formę.

    Trzymaj się. Trzymajcie się, czytelnicy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    (18)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ale to jest strona o NBA i to jest niszowe. Kopaną pół Polski ogląda i jak widzę tych ekspertów, to większość pojęcia za bardzo nie ma o piłce, ale maja oglądalność. Koles kibicuje druzynie X i ta druzyna gra jeden mecz w tygodniu, czasami dwa, więc jest głodny treści i słucha tych kocopołów. Jest oglądalność, dochodza sponsorzy i się tworzy portal. A ekspertów na poziomie Bartka w piłce nożnej, to ja nie kojarzę. Czasami coś trafiłem an YT jakis Anglików, ale u nas to jest w stylu „ten ma mocny strzał, tamten jest szybki, a tamten to podobno ma iść do takiej a takiej druzyny”. Poza tym taki format jak tutaj, czyli pisanie, ciężko przebija sie w dzisiejszym świecie. Kto to by czytał w ogóle, daj spokój.

      (12)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Jedna rzecz Gortat powiedzial słuszna: jesli nie umiesz pracowac za 100 zł nie bedziesz umieć pracować za milion. Ale to tyle. Nie znam go nie oceniam, nie śledzę tyle

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Miało być

    Miejsca 30-15 drużyny z 1-15 bilansem
    Miejsca 15-1 drużyny z bilansem 30-15 (na odwrót)

    Wtedy zespoly spoza czołówki walczyłyby albo o 8 miejsce play offs albo o 1 pick.

    Dlaczego trzeba wszystko komplikować…

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Jaka opcja z tych trzech – nie mam zdania 😁. Dobrze że coś z tym robią. Po sytuacji z Kawhli i nr 1 dla Dallas już nic mnie nie zdziwi.
    Co do Kata ( kiedyś byli na suporcie Iron Maiden i nie przekonali 🤣) nie zapomnę jak Minnesota ograła Denver i był chwalony za obronę, dla mnie tylko faulował ale Edwards lepiej wypromuje ligę niż Jokic. Kat dobrze rzuca i chyba tylko tyle. Zawsze narzeka, stroni od kontaktu i pożera dużo budżetu klubu. Najgorsze chyba jest to że go ciężko lubić.

    (3)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      zniszczony? napisałem dziś co myślę o tym meczu i ustawieniu Diabate, ale nie o tym:

      kochasz tę grę, w sensie cieszysz się, bo:

      1- ktoś został „zniszczony”?
      2- kibicujesz Celtics?
      3- gracz, którego ja lubię nie zagrał dobrze, czyli mnie nie poszło po myśli?

      mam nadzieję, że to drugie, w pozostałych przypadkach lipa, zawodnika z takim charakterem nie wybieram do drużyny

      (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    mój pierwszy wpis i pierwsze pytanie, ale nie mogłem się powstrzymać – czy uważasz, że NBA stać na taki strzał wizerunkowo-marketingowy, żeby nie dać ROTY Flaggowi? Wprowadzali go do ligi niemal jak LeBrona, ten tytuł pierwszoroczniaka miał już (mam wrażenie) na dzień dobry. Ewentualnie jedna nagroda dla dwóch – jak z Kiddem i Hillem

    (5)

Komentuj

Gwiazdy Basketu