NBA: Victor Wembanyama nie dał rady sforze psów | Lakers wygrzmoceni po całości

Sponsorami odcinka są MTM Tokarski oraz Woyteck, dziękuję Panowie, kłaniam się. b
Raptors 133 Hornets 138
271 punktów w sumie, czyli 5.64 punktów na każdą z 48 minut, are you not entertained? O ironio! Powiem Wam, że pozmieniała się NBA i to dość niepostrzeżenie. W rundzie zasadniczej nie ma już zespołów, z którymi mecze są „spacerkiem”, wręcz przeciwnie, spotkania z ligową partyzantką należą niekiedy do najcięższych, bo z jednej strony trener i kibice oczekują zwycięstwa, a z drugiej młodzi rywale drapią i nie zamierzają się kłaniać gwiazdom. Dziś w nocy rozegrano aż jedenaście spotkań, więc pozwólcie, że odpuszczę sobie i Wam klepanie statystyk i wyników. Nie po to tu przecież przychodzicie, wyniki to Wy już dawno znacie, prawda? Zamiast tego powiem lepiej o co mi chodzi.
Otóż spotkanie z Toronto, Portland czy Waszyngtonem to raczej dodatkowy stres dla graczy z ugruntowaną pozycją w lidze. Przykładowo oglądałem wczoraj jak młodzież ze stolicy USA (Bilal Coulibaly, Bub Carrington, KyShawn George) naciska i wyprzedza o dwie długości Trae’a Younga z kolegami. Zresztą co tu wiele gadać, po drugiej stronie Zacharie Risacher i Jalen Johnson też super atleci. Prędkości rozwijane były takie, że nie wytrwałbyś na parkiecie dwóch minut. Wsady po lobach z połowy, bloki zza pleców, kolejne zderzenia w powietrzu i upadki. Poziom energetyczny niedościgły.
Przy okazji konstatacja: gdzie oni tam pchają młodego Jamesa do NBA (Bronny zdobył dziś w nocy pierwsze 2 punkty) jak on nie ma żadnych walorów? Jak nie masz dominujących warunków ani żadnej ponadprzeciętnie rozwiniętej umiejętności, tak jak on, to powinieneś właśnie nadrabiać energią, nieokrzesanym instynktem, wolą zagryzienia obręczy. Ten wchodzi przestraszony, chowa się po rogach, nie rozumiem.
Nothing but nylon! Touchdown! Bilal Coulibaly!
Wracając, ja naprawdę doceniam warsztat techniczny i koszykarskie IQ ludzi, którzy potrafią grać w kosza, ale jaka to musi być męka grać 3-4 mecze tygodniowo od października do kwietnia, gdzie w każdym jednym zespole czekają podobne do Coulibaly’ego harpagany? Bilal grał przecież w kadrze Francji podczas niedawnego turnieju olimpijskiego, pewnie nawet nie zauważyłeś. A tutaj? Zobacz co ten „role player” wyrabia (kryjąc jednocześnie Trae’a). Kapcie mi z bosych stóp raz po raz spadały jak go oglądałem w nocy: 27 punktów to rekord kariery, ale nie wyizolowany przypadek, młody ma swój czas, zwłaszcza że Kyle Kuzma się wysypał. Nothing but nylon! Touchdown!


Los Angeles Lakers dostali tak sromotny… sami wiecie co… że tu się szkoda rozpisywać. Jarrett Allen to jest przy Anthonym Davisie rasowy center. Silny, sprawny, zbierający, blokujący i nie dający się z drogi usunąć. W takiej formie to wręcz najlepszy center NBA: 20 punktów 17 zbiórek 9/12 z gry 2 bloki. Mecz otworzył niesamowicie dysponowany Donovan Mitchell (15 punktów w pierwszej kwarcie) narobił zamieszania i całkowicie zdominował tempo spotkania. Lakers w pewnym momencie sami nie wiedzieli już czy chcą przyspieszyć czy zwolnić.
Beznadziejnie w moim odczuciu wypadł D’Angelo Russell, który nie ma… no właśnie… nie tylko tężyzny fizycznej, ale także energii. Na dodatek od początku sezonu rzuty mu nie siedzą. Mijany bezczelnie, obrona rozbijana, popłoch w kurniku, Spida w roli lisa, co ja pitolę, to brak snu. A jak się już tandem mały / wysoki uspokoił, drugą połowę wykończył Evan Mobley (25 punktów 12/16 z gry). Dwanaście na szesnaście z gry, jak Wam nie wstyd?! Niniejszym Cavs (5-0) i Thunder (4-0) pozostają jedynymi zespołami bez porażki. Pięknie weszli w sezon, gratulacje!
Davis już „puchnie” (22 punkty 13 zbiórek) dziś było widać jak on bardzo nie lubi walki na łokcie. Oddał grunt Allenowi, który zawłaszczył środek. Po dobrym początku Lakers zostały wspomnienia, każdorazowo słyszę o chęci sprowadzenia do klubu centra, ale to nie takie proste. Mają centra Jaxsona Hayesa, ale ten za mało potrafi, w ataku krótki łańcuch, czyli dunker’s spot. Christian Wood jest jeszcze drobniejszy niż AD, na dodatek kontuzjowany, a ten młody Koloko boryka się z problemami natury genetycznej, krew mu krzepnie, trzeba farmakologicznie rozrzedzać, a to źle wieszczy na przyszłość. Pięknie wyglądali energetycznie na starcie sezonu podopieczni JJ Redicka, ale to domena głównie tankowców. Oby się nie okazało, że wraca stare, braki energii, izolacje, wytykanie palcami, zobaczymy.
Celtics dostali w papę od Pacers pozbawionych Mylesa Turnera. No właśnie, większą szansę miał młody z energią (Isaiah Jackson) i nagle się znalazły łatwe punkty i asysty po stronie Haliburtona. Boston dramatycznie pudłował trójki (Brown + Tatum 6/29) , więc cały mecz gonili wynik. W trzeciej kwarcie deficyt wynosił już 24 punkty, ale Joe Mazzulla ręcznika nie wywiesił. Wręcz przeciwnie, on był w swoim żywiole.
Dobrze tak czasem dostać z płaskiej na otrzeźwienie, bo kilkanaście minut później potrzebna była dogrywka. Odrobili, ścięli wszystko: 38 punktów w czwartej kwarcie. W doliczonym czasie gry bohaterem Pascal Siakam (29 punktów 11 zbiórek 5 asyst) bo zdrowie ma najlepsze i nie odetniesz go od rzutu z odległości, bierzesz co daje w tym wypadku celną trójkę. Ciekawostką był fakt rozrysowania ostatniej akcji na Browna. Potrzebne byty trzy punkty a ten przez cały mecz zaliczył 1/11 zza łuku. Dla mnie spoko, nie lubię zielonego choć partnerka mówi, że dobrze w nim wyglądam.

Karl Anthony Towns przeciwko Miami.
Tak utyskiwaliśmy na brak odpowiedniego wykorzystania, umocowania go w ofensywę Knicks i od razu jest odpowiedź: 44 punkty 13 zbiórek 17/25 z gry. Groźny ze skrzydeł i na wprost kosza. Podoba mi się w szczególności hiszpańska wersja pick and rolla Knicks. Jalen Brunson (22 punkty 9 asyst) gra picka KAT roluje, a następnie plecy wysokiego obrońcy jeszcze podsłania Hart czy Bridges urywający się na łuk. Widać, że pracują ze sobą, życzę im jak najlepiej. Widać wyraźnie, że trener Tom Thibodeau chce korzystać z gry tyłem do kosza Townsa, nareszcie ma opcję na low-post więc korzysta. Nie tylko 5-Out mogą grać Nowojorczycy.
Tymczasem co sie stało z Miami? Jimmy Butler gwiazdor od siedmiu boleści znów jakby przechodził obok meczu (9 prób rzutowych 4 asysty 4 straty). Adebayo wciąż bez akcentu ofensywnego, wycofany, o losach ataku decydują naprzemiennie Herro i Rozier. Nie układa mi się to, nie widzę zamierzeń, dziwne.
Zupełnie nowe Chicago
Magic dostali od Bulls choć ci przegrywali już dziewiętnastoma punktami. Mecz jakich wiele w rundzie zasadniczej, ale jedno muszę powiedzieć. To już zupełnie inne Chicago od tego, które znaliśmy przez ostatnie sezony. Po odejściu DeMara DeRozana styl gry zespołu uległ drastycznym zmianom. Rzucają teraz zza łuku! Na ten moment jeśli chodzi o liczbę oddawanych trójek są na trzecim miejscu za Bostonem i Golden State. Co więcej, Bulls są pierwsi (!) jeśli chodzi o tempo gry (Josh Giddey to nie był przypadkowy nabytek) i choć nie mają personelu aby wywierać wielką presję na piłkę, po zbiórce czy przechwycie gnają do przodu i śmiało palą w kierunku kosza.
Czwarta kwarta (16:12, zero na 20 obu ekip na starcie!) obraz nędzy, rozpaczy i niedokładności. Paolo Banchero miał 0.1 sekundy by wygrać mecz, niby bez łapania piłki wcisnął trójkę, ale ku jego oburzeniu, sędziowie odmachali trafienie kończąc zawody. Nie można w 0.1 sekundy oddać rzutu za trzy, to fizycznie niemożliwe, hehe. Jedyna szansa, jaką umownie przyjmuje się w NBA, to klepnięcie piłki gdzieś wokół obręczy.
Orlando w obliczu infekcji chorobowej Franza Wagnera wygląda przeciętnie. Ściągnięty na shooting-guarda KCP póki co nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Za to Banchero gra jak z nut, dziś także: 31 punktów 12/22 z gry.

Na koniec jeszcze parę słów na temat Spurs vs Thunder, czyli pojedynku Victora Wembanyamy z Chetem Holmgrenem. Thunder to największe bandziory NBA, obok Warriors i Raptors najbardziej agresywne zespoły w obronie. Podwajają w zasadzie bezkarnie, chodzą jak po sznurku, kolejni gracze wnoszą jakość, padają trójki i wejścia podkoszowe, a poziom intensywności wprawia rywali w dyskomfort. Wembanyama spychany, nie był w stanie przesunąć w obronie nawet znacznie mniejszych Alexa Caruso czy Cason Wallace’a, innym razem widział na sobie dwóch, ale nie wiedział do końca co robić z piłką, frustrował się gdy koledzy nie byli w stanie dograć do niego poniżej linii rzutów wolnych. Co za tym idzie gra toczyła się nieco wokół Wemby’ego, sporo brał na siebie Chris Paul, a łącznikiem ofensywy był nie kto inny jak Jeremy Sochan (17 punktów 9 zbiórek 4 asysty).
Po drugiej stronie Chet miał wielką swobodę: 19 punktów 5 zbiórek 2 bloki 2 przechwyty. Różnica między nimi jest taka, że Holmgren korzysta z dobrodziejstw systemu i wykonuje swoją działkę, a Wemby ma system w San Antonio stanowić. On nie ma wokół siebie ani spacingu, ani obrony, ani żywotności/ wielkiej energii i to jest problem Spurs. Grają najwolniej w lidze obok Nowego Jorku. Nie oszukają koszykarskich bożków, dla mnie to zespół poniżej ósemki zachodniej konferencji, zdecydowanie.
Other NBA news
-> Dziennikarze w Cleveland zapytali LeBrona czy chciałby zagrać w NBA z kolejnym synem… ten odparł, że byłoby to spełnienie marzeń. Ty też Drogi Czytelniku mógłbyś grać w miejsce Bronny’ego i na jedno by to Lakers pod względem sportowym wyszło.
-> Scottie Barnes się połamał (uraz twarzo-czaski) opuści co najmniej trzy tygodnie pracy, tak samo Lonzo Ball (nadgarstek) oraz Bogdan Bogdanovic (ścięgno udowe). Szczęśliwie do powrotu szykują się Kawhi Leonard, Devin Vassell oraz Kristaps Porzingis. Ten pierwszy może zagrać już w listopadzie, drugi już łapie formę na zapleczu, pogra w G-League, trzeci spodziewany jest na parkiecie w okolicach Bożego Narodzenia.
-> Niecodziennym zagraniem popisał się Ja Morant, piłka po wsadzie odbiła się od głowa zawodnika i wypadła z kosza tą samą drogą, którą wleciała, punkty niezaliczone. Też raz tak miałem w amatorce, a potem się obudziłem, haha.
Trzymajcie się, dobrego dnia! Cukierek albo psikus? b










Ciekawostkę zapodam. Rodzina Jamesow jako duet Lebron i Bronny ma najwięcej punktów w historii NBA. Bronny napisał historie a ludzie się z niego śmieją. Szkoda chłopa
Posiadanie sławnego Tate ma swoje plusy i minusy.
Na plus młodego że mało nie zszedł z tego świata w zeszłym roku a gra w kosza. Ale ludzie i tak się z niego śmieją.
Kurde wszystko spoko ale mam wrażenie że ludzie się z niego śmieją.
Ludzie się z niego śmieją, a chłopak ambitnie podszedł do odrabiania strat. Piętnaście razy dmuchnął w ręce, zdobył punkty i asysty. Za sobą ma juz debiut i udział w meczowych statystykach, teraz zacznie na całego walczyć o ROTY i wcale nie jest bez szans. Proszę zauważyć ile czasu dziennikarze poświęcają jego osobie. Żaden inny rookie nie ma narazie takich sukcesów.
Akurat drugi syn bedzie/jest dużo lepszy od bronego i większe możliwości fizyczne
„Jak nie umiesz grać, tak jak on, to powinieneś właśnie nadrabiać energią, nieokrzesanym instynktem, wolą zagryzienia obręczy. Ten wchodzi przestraszony, chowa się po rogach, nie rozumiem.”
Nie znasz powiedzenia SZLACHTA NIE PRACUJE! ? 🙂 On się nie pchał na to boisko, fani sami skandują Bronny Bronny. Skoro chcą go na boisku, jest kontrakt na 4 lata, a stary i Reddick powtarzają do znudzenia EARNED NOT GIVEN” to w mniemaniu młodego wszystko jest w porządku. On tam nie gra po to żeby się połamać lub znowu stracić przytomność. Ambitny stary chciał go zajechać, ale młody nie jest głupi. Koszulki się sprzedają, jest klikalnosc, szefowa zadowolona. Jego stary nie zrzucił jeszcze okowów niewolnictwa, a nowe pokolenie nie zamierza zap&*%lać dla Białego Pana. Tu będzie kwitł instagram banan level expert! Będą ciuszki, buty i fryzury, czasem zapoluje na efektowny chase down blok i rzuci step back cegłe za trzy z odchylenia. Daleko nie patrzeć to nie ma dobrych wzorców w drużynie. D’angelo Russel nie będzie przecież dźwigał żelaza w wakacje. Na c&uj mu to jak ma złote włosy i załadował najwięcej trójek w sezonie w historii Lakers. Lebron nie będzie go j@7bał, przecież on sam najlepiej rozumie jak ważne są suche statystyki i kreowana narracja. A tak serio to D’lo nie dostał przedłużenia, wział opcje gracza i w przyszłym roku już go tu nie będzie. Któryś tankowiec będzie musiał go przepłacić. Nie będzie ryzykować kontuzji. To widać… Co do samych Lakers to zajadą tak daleko jak zawiezie ich Davis. Akurat Cavs są bardzo mocni i nie leżą Davisowi z powodu rosłego Allena jak sam napisałeś, ale nie martwilbym się o ich bilans. Zaraz położą kilka latwiejszych przeciwników. Będzie bilans 6:3 i spokojnie do play in zajadą. W tym sezonie oddają ostatni pick draftu więc nie pozwolą sobie na szorowanie po dnie. Powinni zrobić wszystko zeby pozbyć się Rusella zanim stracą go za darmo. Idealnie pasował by zawodnik w typie Jerami Grant oraz rosły center.
To , że nie ma łatwych meczy i są one nieprzewidywalne wynika bardziej z zależności wygrania od rzutów trzypunktowych. Zespoly rzucają na potęgę i faworyci i underdogi. Zawodnicy są na tyle zdolni , ze wielu się nie da odciąć. Kiedyś brak skuteczności dało się odrobić dobra obrona . Teraz to już trudniejsze.
Takiej akcji jak miał Morant to jeszcze nie widziałem hehe
Była podobna akcja z wsadem lebrona ale tam piłka odbiła się od głowy przeciwnika
Niestety nie doczekam sie czasów, kiedy za olewatorstwo zawodnika (bo to ost rok; bo nie dostal maxa; bo ma focha; bo nie czuje chemii, biologii i fizyki a z matematyki wynika, ze bedzie historią; a bo klub by chcial zmienic etc.) klub da mu bana na caly sezon, odciąłby kasę, posadził na trybunach… No nie bo kasa sie musi zgadzać i koszulki trzeba opędzlowac… Poczekam na jakiegoś ryzykanta jednak. Sami sobie goooofno ukręcili wlasciciele. LAL popelnilo bład zatrudniajac DeAngela. W niczym im nie pomogł. Do teraz nie rozumiem jak tak mozna bylo sie rozpruc z mistrzowskiego składu. Strzal w kolano.
I tym sie rozni nba od Europy, juz zresztą pisalem. W Europie jeden foch – ława, dwa – zegnaj… A w NBA foch? Czerwony dywan i czas antenowy na maxa. I bicie piany… Przyklad Kemby. Poszedl do Europy i po roku wrocil do bodajze CHAR na kogos w klubie od niczego waznego, bo sie okazalo, ze w Europie trzeba grac i izolacji nie ma pod niego? Kurła zdziwiony? Ze jak to… A pamietacie Iversona w Europie? Okazuje sie, ze chlopak z nba nie moze grac w Europie bo sobie najzwyczajniej nie radzą, ale za to chlopak z Europy z powodzeniem gra w NBA? Paradoks? Bynajmniej….
Bartku pisales ost, gdzie bedzie lepiej JB z Miami? No wlasnie. Nigdzie. On juz też chyba (?) kupony zaczyna odcinac bo NIC nie musi, a moze. Ale sie nie chce… ? Obym sie mylił. Tylko, że M słyneło od poczatku istnienia z tego, że zawodnik nie bedzie TAM ponad organizacją (patrz historia LBJ). Nie wiem, czy JB wytrwa do konca sezonu. Niektórzy naprawde grają jakby łaskę robili….
Cieszy mnie Oklahoma.. Licze na nich. Oczywiście nie maja doświadczenia w PO ale…. niech namieszają i je tam zdobywają. Chłopaki sie jarają gra, nie sa zniszczeni, zmanierowani, nie kombinuja. Mlodzi gniewni. Kazdy mecz win ich wzmacnia. Czuć energię – dobrą.
Czy ty serio jako najmocniejsze przykłady podałeś 34-35 letnich gosci, którzy olbrzymi regres zaczeli notować już jakieś dwa lata przed tymi transferami?
Bzdury pieprzysz zresztą jak każdy gość kończący co drugie zdanie wielokropkiem, że niby ma coś głębokiego do przekazania, a to stek banałów
Coś się stało w szatni Miami. Kłótnia? zwada z Brylantynowym?, Adebayo i Butler grają na jakieś 20% możliwości. Nie ma chemii między zawodnikami, brak zaangażowania, nie bronią, tracą mnóstwo punktów. To nie Miami jakie znam . Coś jest na rzeczy. To co zagrali z Knicksami to czysty Benny Hill. Kuriozalne straty Butlera, Bam grający jak podwórkowy gość bez żadnego skilla. What the f ja sie pytam?
Młody James wchodzi na boisko , kibice wstają z miejsc i witają go jak zasłużonego weterana , który wraca na parkiet po dwuletniej rehabilitacji. Rzuca pierwszego kosza , a ludzie na trybunach dostają takiego pierd…ca , jakby właśnie pobił rekord tatusia w punktach. O co tu chodzi ? Czy to ja czegoś nie rozumiem , czy ta liga już zwariowała do reszty ?
Może nie dla każdego koszykówka to sprawa życia i śmierci, nie każdy ma kij w pupsku, i wreszcie, najważniejsze, wiesz że nie wszyscy nienawidzą lebrona?
@selvan, źle mnie zrozumiałeś. Nie mam kija w pupie, a mój stosunek do Lebrona jest obojętny. Po prostu dziwi mnie podejście kibiców. Ich ukochana drużyna przegrywa dwudziestakiem, mecz jest już przegrany, wchodzi młokos i rzuca kosza. Co tu celebrować ? No wiem czyim jest synem , ale przecież to nie jego wina.
@DMNo Bronny niesie za sobą Opowieść, a ludzie nie kochają niczego tak bardzo jak dobre Opowieści, tyle.
Opowieści nie muszą być logiczne, bo bazują na emocjach – weź np te 50 punktów D-Rose’a w meczu w barwach MIN, jak już dawno nie miał kolan. To się wymykało zdrowemu rozsądkowi, ale wszyscy pewnie czuliśmy ciepło w serduszkach, gdy gość się rozkleił po ostatnim gwizdku. Bo to była, ej, zajebista historia.
Zupełnie jak ta, że tato z synem gra w tej samej drużynie na najwyższym poziomie popularnej dyscypliny, bo tato miał takie marzenie. No i przy okazji jest jednym z najwybitniejszych specjalistów w historii dziedziny. Aha, młody miał zawał rok temu.
Gotowy scenariusz na przyzwoity film klasy B.
Waszer
A jaka jest opowieść Bronnego? Oprócz tego, że stary załatwił mi robotę do której się kompletnie nie nadaje?
Patologią jest tylko jedna rzecz. Fani zespołu mają luz z tym, że ich zespół przegrywa tylko dlatego, że jeden z graczy, który ma ich w dupie, zaciągnął szantażem synalka do NBA, a ten rzucił jakieś punkty w wysoko przegranym meczu.
To trochę tak jakbyś na urodzinach dziecka bardziej jarał się tym, że odciąłeś pępowinę, opowiadał to wszystkim znajomym, dzwonił do rodziny się tym chwalić, zamiast cieszyć się tym, że dziecko Ci się urodziło, że jest zdrowe i zamiast o tym mówić, zajmować się jakimś śmieciowym wydarzeniem, które nie ma kompletnie żadnego znaczenia.
@ender
Bez przesady, gdyby Bronny był totalnie z dupy w kosza, to nawet LBJ by go nie wciągnął do ligi (mnie też by nie wciągnął, a Ciebie?), już nie odbieraj mu tego. Chłopak ma już wystarczająco przewalone w życiu 😉
Postawy Lebrona nie oceniam, bo gdzie mi tam do próby wejścia w jego buty – mogę tylko założyć, że jeśli jesteś gościem, który ma dosłownie wszystko, a pozwolić może sobie na jeszcze więcej, to szukasz w życiu czegoś, co by Cię jeszcze mogło nakręcić. Za cholerę nie chciałbym mieć takiego taty, ale być może Bronny za cholerę nie chciałby mieć takiego jak mój;D
„Ty też Drogi Czytelniku mógłbyś grać w miejsce Bronny’ego i na jedno by to Lakers pod względem sportowym wyszło” . W końcu ktoś wierzy, że nadaję się do NBA! 😉
Jest coś na rzeczy w tym co piszecie (236+, Rod).
NBA śledzę na miarę możliwości od ’91.
Od czasu powszechnego internetu – dość skrupulatnie.
Ale ten rok jest dla mnie jakoś wyjątkowo zaskakujący.
Wysłuchałem i przeczytałem sporo zapowiedzi sezonu, rankingów, i choć oczywiście rozumiem, że to sam początek sezonu ale można być skonsternowanym….
Też, podobnie jak Bartek, myślę że te „partyzanckie” drużyny (Nerd, Portland itp) osiagają swoje wyniki z zaskoczenia, dynamiką i ….brakiem taktyki.
To jak w szachach: jeden może mieć taktykę, ale co z tego gdy przeciwnik po prostu wybije mu „chamsko” figury ..
Od paru lat „rozkwita” też „epidemia” olewania sezonu regularnego: byle jak, byle dotrwać na biorącym miejscu do Play off.
Coś tam niby ma zmienić turniej….ale chyba niewiele….
Miami wyznaje tę „religię” wzorcowo!
Dlatego chwała OKC i Warriors za dynamiczną grę i za „chcenie”!!!
A to ten wenbanjama to nie miał wciągać ich wszystkich nosem? Nagle się okazuje, że jednak potrzebni są inni w drużynie? To tylko LeBron jak rozumiem, miał wszystko sam robić, i sam wygrywać?
@Selevan
A LBJ nie wygrywał „sam” (to nigdy nie jest w pojedynkę) w Cavs, zwłaszcza w 2018? Wemby ma 20 lat, w tym wieku „sam” nie wygrywał ani LBJ, ani MJ, ani żaden inny Kareem
Zamierzałem nigdy więcej nie pisać o Bronnym, ale został wspomniany aż dwa razy, więc napiszę o jego konferencji prasowej z ojcem. Ojciec zajarany, że syn zdobył pierwsze punkty w NBA, syn na maksa przygaszony. Toksyczne w wuj. Szkoda chłopa
Patologiczna rodzina, a Bronny robi za małpę w cyrku Tatuśka.
Zacytuję: „Christian Wood jest jeszcze drobniejszy niż AD”. To AD jest drobny? Kawał chłopa, zwłaszcza przy Allenie. Wyższy i parę kilo cięższy. On nie jest drobny, jest miękki.
Nie wiem jak Was ale mnie już zaczynają wkur…ć te kręcenia palcami po każdym faulu. W sadź se jeden z drugim w cztery litery i kręć jak ci się podoba ale jak ludzie nie widzą. Jeszcze te sędziowanie mnie dobija. Ja wiem że każdy jest tylko człowiekiem i popełnia błędy ale Paaaanie daj Pan spokój z tym co oni tam wyprawiają aż ręce opadają…
Witaj Selevan!
Tak, Kemba 34 i Iverson 35. Dobrze sprawdziles 😉 (czy moze mowisz o JB i Adebayo?).
To duzo? Na Europe? Na to co strzelali w NBA? Powinni tam grac jeszcze 2 – 3 lata i walic po 20 pkt prawda? Ale nie. Nie bylo tak. Bo tam zespol to system, a w nba… Harden stanowi system ;)) I zobacz, ze rzadko kiedy jakis zawodnik z NBA gra dobrze w Europie. O ile nie zacznie w niej grac po NCCA i nasiąknąć europejskim stylem gry to nie ma praktycznie opcji aby to sie udalo. Ale sa 34 – 35 latkowie w NBA co dalej graja swoje, prawda?
I dalej… skoro slusznie zreszta uznales, ze to wiek sredni juz na gre to po co kluby ich w nba dalej biora, czego oni szukaja dalej w NBA, czemu oni sie obrazaja, ze nie dostaja w tym wieku maxa? Mamy takich asow prawda? Rzucaja swoj klub i ruszają w wojaże do innych na rok, dwa… Walą fochy wiecej niz grają.
A w druga strone? Pamietasz pewnie A. Sabonisa? Z Europy? Poszedl do Portland i co? Gosciu zamiatal tam parkiet po 30 roku zycia przez 6 kolejnych sezonow. A potem jeszcze raz go wzieli na starosc, by nastepnie znowu wrocic do Europy i jeszcze pograc.
I o to mi chodzi. Ze latwiej europejczykowi zagrac w nba nizeli zawodnikowi nba w europie. Dlaczego? Bo sa wychowani na innych systemach gry. I maja inna mentalnosc. I idac Twoim tokiem, to nalezy pogonic dziadow 34 letnich z nba, ktorym sie nie chce grac ale chca nadal zarabiac bo wlasnie o nich piszemy, ze nie za wiele (albo nic) daja zespolowi i sie wkurzamy, czyz nie tak? To niech udadza sie na emeryture. I z niej nie wracaja. Ale znowu nie, bo trzeba na nich zarobic.
Teraz WH wrocil do Zastalu w wieku 38 lat. I zapiął 9 pkt na start. A pewnie jak sie rozkreci i nie raz porzuca jeszcze pod 20… Ale on kariere spedzil w Europie i wie jak TU sie gra. Ok swoja droga poziom naszej ligi jest jaki jest…
I na koniec ogladales IO pewnie. I jak sobie radzili zawodnicy nba z Europa? Zachodza obawy, ze za 4 lata usa nie bedzie moze nawet na podium. Na MŚ juz daja ciala od lat ale no wlasnie – dla nich to sie nie liczy bo oni sa „mistrzami swiata”. No nie – mistrzami swiata sa xxxx NIEMCY. Tak sobie radza obecnie z eurpejczykami. Oni sa jak nasz kosciol i szkola – nadal mysla, ze wszyscy beda sie im klaniac za darmo bo oni zostali w PRL. A wszyscy juz wstali w kolan i pobiegli dalej…
I uwielbiam nba. Ale ogladam tez duzo eurobasketu. Widze tylko, ze od 20 lat w nba cos zmienia sie – dla mnie – na jej niekorzysc. A jest to cos co obserwujemy i my. Zreszta posluchaj specow w usa. Ogladalnosc im spada od lat… Cos sie dzieje. Tam tez sie juz wkurxxxx na to wszystko. Trener BC rzekl ost, ze chetnie widzialby znowu napierdzielankę na meczach w kontekscie walki, posiadania jaj i charakteru…
Odnośnie zawodników którzy po NBA wrocili jeszcze do Europy. LUIS SCOLA. Argentyńczyk wymiatał w lidze włoskiej i reprezentacji jeszcze po 40stce .
Trochę z przypadku obejrzałem jedną kwartę Raptors – Hornets. Ale biedaliga się z tego zrobiła. Porównując do 3 dekad wstecz to jakiś produkt koszykówkopodobny, proteza NBA z okresu jej świetności. Jak na to patrzę to mam bóle fantomowe …
Oglądałeś 30 lat temu mecze drużyn na poziomie Raptors/Hornets? Nie twierdzę, że nie masz sporo racji, ale trochę to brzmi jak gadanie, że „za komuny było lepiej”. Pamiętam, że wtedy raczej te ciekawsze mecze się trafiały w TV, więc podejrzewam, że słabszych też dużo musiało być. Utkwiło mi nawet, że kiedyś Szaranowicz/Łabędź wspominali, że „nie pokazują meczów, w których Orlando gromi swoich przeciwników” (a był to czas, że z Shaqiem u siebie rzeczywiście dawali przyjezdnym łupnia). No i tak sobie myślę czy trochę nie wyolbrzymiamy stawiając do porównania to co widzimy teraz z tym co pamiętamy sprzed lat?
A swoją drogą te 30 lat temu to największym stresem przy oglądaniu NBA było, żeby się matka w nocy nie obudziła jak na DSF w przerwach puszczali niemieckie reklamy erotycznych telefonów „null hundert neunzig…” 😉
Oglądałeś 30 lat temu mecze drużyn na poziomie Raptors/Hornets?
Tak, miałem to szczęście, że moja rodzina od 1988 roku miała wtedy tzw. satelitę i stacja Screensport (jeśli dobrze pamiętam, DSF to już okolice pierwszej połowy 90’s) dawała 3 lub 4 mecze w tygodniu. Zacząłem dość regularnie oglądać NBA od 1989 roku. Sporo nagrywałem na VHS i oglądałem wieczorami lub w weekendy. Miałem okazję oglądać mecze dołujących wtedy ekip jak Kings, Bullets, Nets, Nuggets czy Timberwolves. Nawet zdarzały się mecze świeżych wtedy w lidze Hornets, Magic czy Heat (wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że te drużyny dopiero powstały). Oczywiście transmisje z meczów takich drużyn były rzadsze niż z meczów Lakers, Celtics, Bulls, Knicks, Spurs czy Blazers. Ale faktem jest, że oglądanie koszykówki teamów z dołu tabeli ani trochę nie było mniej interesujące a czesem wręcz dużo bardziej niż oglądanie drużyn z topu tabeli. Wracając jeszcze raz do twojego pytania – nie chodzi zupełnie o to czy był to mecz Raptors-Hornets czy jakikolwiek inny, bo ta liga wygląda w każdym mieście tak samo (nie chodzi mi o poziom sportowy tylko o to jak wygląda obecnia gra). NBA obecnie jest dla mnie nudna, irytująca i nieoglądalna dłużej niż kilka minut bo zostały wypaczone fundamentalne zasady gry w koszykówkę. Nie chodzi tu też o to patologiczne ciepanie trójek (które wbrew obiegowej opinii nie odbywa się wcale na dużo lepszej skuteczności niż 30 lat temu, radzę sobie dobrze sprawdzić statystyki zamiast powtarzać brednie o tym, że kiedyś nie umieli rzucać a dziś to same „talenty” w lidze. ). I tak – „za komuny” bywało czasem w niektórych aspektach życia lepiej. Rzeczywistość nigdy nie jest taka czarno biała jak większość społeczeństwa ją widzi.
No widzisz, to jesteś fanem „premium” i rzeczywiście masz poglądy poparte dużym kibicowskim doświadczeniem (ja na przykład aż tak nie mam). No to może i tak było jak piszesz, ale mimo wszystko takie głosy były zawsze i każde pokolenie miało swoich bohaterów, których broni przed nowymi herosami. Jakiś czas temu sobie włączyłem stare play-offy, gdy Orlando wysyłało Byki na ryby i już nie miałem wypieków przy oglądaniu jak za dzieciaka. Koszykówka się zmieniła przez te lata tak samo i my. Jakbym miał oceniać czy na lepsze to chyba bym się z Tobą zgodził prawie w całości (poza tym, że nie ma się co nakręcać, że teraz aż taka nieoglądalna tragedia). Najbardziej odczuwalna zmiana w porównaniu do tego co pamiętam to obecnie częste blow-outy, wydaje się, że zmiana stylu gry i powszechność trójek sprawia, że jak już drużyna zaskoczy to czasem w połowie trzeciej kwarty już szkoda czasu oglądać (patrz mecz otwarcia BOS-NYK); wtedy faktycznie lepiej oglądać wyrównanych walczaków-średniaków. A co do trójek i skuteczności to trafna uwaga, też to kiedyś zauważyłem przeglądając jakieś tabele statystyk i całkiem się początkowo zdziwiłem. Ale wynikać to może z tego, że kiedyś drużyny miały może 2-3(?) fachowców i ci rzucali na dobrym procencie, reszta nie umiała i się nie pchała do próbowania. A teraz jest w zasadzie tak samo, tylko czasem dziesięciu wzwyż w składzie potrafi zza łuku.
Ciekawiłby mnie eksperyment, jakby dzisiejszym dzieciakom zajaranym współczesną koszykówka puścić te stare mecze sprzed 3 dekad i co by powiedziały. Ale całe mecze, nie same highlighty. 😉
Pozdrawiam serdecznie. 🙂
Czytam. Bardzo szanuję. No ale…jaskrawy brak konsekwencji. Tezy z września już nieaktualne. Fatalna maniera.
Nick Anderson;hahahahahha tak bylo !!!!!
Mecze sprzed 30 lat były pod pewnymi aspektami ciekawsze. Zdecydowanie więcej 1:1, co dodawało widowiska. Druga różnica to sędziowanie. Były nawet przymiarki, czy na wzor NHL nie zostawić na 30″ do wyjaśnienia samym sobie, a dopiero później interwencja. Oczywiście obecne drużyny zmiotłyby te sprzed 30 lat, zwłaszcza przy obecnym sędziowaniu. To przepaść efektywności, atletyzmu i taktyki.