centered image

NBA: wszystko siedzi w głowie, bądź twardy jak Fred VanVleet

14

Chociaż okładki branżowych pism i nagłówki internetowych wpisów zarezerwowane są dla bardziej rozpoznawalnych graczy, nie da się ukryć, że Fred VanVleet jest jednym z bardziej zasłużonych autorów tegorocznego sukcesu Raptors. Kosztowało to wiele wysiłku, ale rozgrywający Toronto w końcu doszedł do optymalnej formy na tym etapie sezonu. Na początku playoffs nie było jednak kolorowo i wielu kibiców nie kryło, że forma VanVleeta jest dla nich rozczarowaniem. Nic dziwnego, gdyż od dawna upatrywano w nim kluczowego elementu rotacji zespołu.

/we-the-bench-tajna-bron-toronto-raptors/

W niniejszym tekście chciałbym wrócić do zmiany, jaka dokonała się w grze VanVleeta na przestrzeni ostatniej serii, czyli finałów konferencji z Milwaukee Bucks.

#The beginning

Na premierę serii z Orlando zdobył 14 punktów, ale nie było się z czego cieszyć, bo Raptors zaczęli od meczu w plecy i to przed własną publicznością. Później było dokładnie na odwrót. VanVleet w ataku zwyczajnie nie dostarczał punktów, nie mogąc już do końca serii przekroczyć granicy 3 trafionych rzutów z pola, ale Raptors z meczu na mecz byli coraz mocniejsi i wygrywali, więc nikt specjalnie alarmu nie podnosił. Można powiedzieć, że mleko nie rozlało się do końca przeciw Magic, ale w serii z Sixers mieliśmy już totalną katastrofę.

Tak słabego VanVleeta kibice nie oglądali już dawno. Jego “eval” w tamtej serii wyniósł -14. W obronie nie było jeszcze jakoś przeraźliwie słabo, miał lepsze i gorsze momenty, ale w ataku…

Średnie na poziomie 2/1/1 i niedorzeczne 12.5% z gry powodowały, że coach Nick Nurse rwał włosy z głowy. Nie pozostawało nic innego jak przyciąć minuty Freda do niezbędnego minimum, bo jego obecność na parkiecie zwyczajnie kosztowała zespół więcej niż mu dawała. Na szczęście dla niego i dla drużyny w kluczowym momencie “Bóg przebrał się za Kawhi Leonarda” jak by to powiedział Larry Bird, i Raptors dopisali kolejny rozdział do swojej historii.

/kawhi-leonard-najwazniejszy-rzut-w-historii-toronto-raptors/

Gdy rozpoczęła się seria z Milwaukee nic nie zwiastowało jeszcze jakiejś radykalnej zmiany. Forma VanVleeta była raczej problemem, z którym Raptors musieli sobie jakoś poradzić, coś jak kontuzja czy niedyspozycja. W pierwszych trzech spotkaniach serii VanVleet był obok meczu. Nie trafiał, nie widział, podejmował złe decyzje. Daleko od formy, która ugruntowała jego pozycję jako kluczowego zawodnika drugiego garnituru dumy Ontario.

Wymagam od siebie znacznie więcej. Ciężko grać poniżej własnych możliwości, będąc uwikłanym w gąszczu problemów, z których nikt tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy i które w zasadzie mało co kogo obchodzą. To w takiej sytuacji się znalazłem. Muszę pozostać skupiony i wciąż pracować [Fred VanVleet]

Trust your people

Niemniej, coach Nurse wciąż dawał mu grać, nie wiadomo czy bardziej z konieczności, czy może z ciągłej wiary w swego zawodnika. A może po prostu wiedział, co się kryje za rozkojarzeniem Freda?

To, że nie zostałem zakopany na ławce i to, że chłopaki wciąż podają mi piłkę na moich klepkach, znaczy dla mnie najwięcej. Mieć ten szacunek i tych chłopaków po swojej stronie, którzy wciąż w Ciebie wierzą to coś, co pozwala mi ciągle iść naprzód [Fred VanVleet]

#Druga strona medalu

Oglądając NBA często zapominamy, że obserwowani przez nas na parkiecie zawodnicy to tacy sami ludzie, jak my. Że mimo ich wielkiej klasy sportowej i kasy są na tym świecie zjawiska i emocje, których po prostu nie da się przeżyć inaczej, bez względu na szerokość geograficzną i stopień wypchania kabzy.

Koledzy z drużyny i osoby z najbliższego otoczenia zawodnika wiedziały jednak, że rozkojarzenie VanVleeta wiąże się z jego sytuacją rodzinną. Jego partnerka była bowiem, jak to się mówi, na ostatnich nogach. Gdy jednak młody VanVleet szczęśliwie zameldował się na tym smutnym łez padole, w świeżo upieczonego ojca wstąpiły nowe siły. To może być oczywiście zupełnie nieistotna korelacja, ale fakty są takie, że zawodnik, który postawił stopę na parkiecie w spotkaniu numer cztery, nie był tym samym gościem, którego oglądaliśmy w meczach 1-3.

On tego potrzebował. To go odprężyło. Potrzebował jednego dobrego meczu. Wiesz czego mu było trzeba? Tej trójki o tablicę, która weszła. Po prostu wbić się w rytm. Czasem wszystko siedzi w głowie [Kyle Lowry]

Timing był perfekcyjny, bo jego drużyna przegrywała akurat 1:2 i seria wisiała na włosku. W kolejnych 3 spotkaniach VanVleet grał na średniej 16 punktów, tylko raz stracił piłkę, a w ciągu 96 minut, które spędził na boisku Raptors byli do przodu 65 oczek! Jego net rating na poziomie -7, dotychczas najgorszy w ekipie (drugi w kolejności Norman Powell notował -0,6) skoczył do poziomu 36,4 w ostatnich trzech meczach serii z agresywnym Milwaukee.

Swish!

To jednak nie wszystko. W pierwszych 15 spotkaniach playoffs VanVleet grał na podłej skuteczności wynoszącej 25,6%. Zaliczył ledwie 8 trójek na 41 prób. Natomiast w ostatnich 3 meczach serii ECF jego skuteczność z gry wzrosła do 68% (17/25) a celność zza łuku do… 82,4% (14/17).

Gdy to analizuję, przychodzi mi do głowy jedna taka przemiana, wówczas jednak był to zwrot w druga stronę. Jeśli jesteście wystarczająco starzy albo wystarczająco dobrze odrobiliście zadanie domowe z historii NBA, pamiętacie pewnie finały 1994 roku. Finały obrony, rozgrywane w tle pościgu za OJ Simpsonem (miał on miejsce w czasie meczu numer 5). Finały, które miały najmniejszą oglądalność w historii. Finały, w których po tym bloku załamał się John Starks:

Czasem “wszystko siedzi w głowie” jak powiedział Lowry. Kluczowe pytanie brzmi: na jak długo VanVleet potrafi utrzymać formę na takim poziomie, bo w serii finałowej z Golden State jego zespół będzie tego naprawdę potrzebował. Dziś w nocy zrobił 15 punktów 2 asysty 5/8 z gry zaliczył najwyższe w zespole +11 wskaźnika plus/minus. W końcówce meczu stanowił mocny punkt, przytomnie wszedł pod kosz i dołożył (fartowny) rzut z odejścia pod presją czasu. W moim odczuciu był najlepszym zmiennikiem na placu, a więc znakomicie!

Dodajmy: 183 centymetrowy Fred nie znalazł chętnego na swe usługi w drafcie NBA 2016 roku. Przez dwa sezony walczył o przynależność ligową i dopiero w zeszłym sezonie dał się poznać jako playmaker z pewnym rzutem zza łuku (41%) zawiadujący ruchem w drugiego składu Raptors. Jak widzicie na mięczaka nie trafiło.

Zeszłego lata był free-agentem, pamiętam że zainteresowanie wyrażali m.in. Kings, Bulls, Pacers i Magic, ale otrzymawszy 18 milionów dolarów gwarancji za kolejne dwa sezony w Toronto oraz pewność roli, zdecydował o pozostaniu w Kanadzie. I dobrze! Dziś jest trzy zwycięstwa od mistrzowskiego pierścienia, a jego doświadczenie gry w playoffs będą nie do przecenienia wraz z upłynięciem bieżącej umowy. Trzymam kciuki za tego gościa, bo udowodnił że twardy psychicznie z niego skurczybyk.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

14 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajnie się nazywa. Pod względem imienia w połączeniu z nazwiskiem, myślę że jest w top 5 ligi

    (6)
    • Array ( )
      [email protected] 31 Maj, 2019 at 23:27

      Hm. Ciekawe. Myślę, że mógłby ktoś napisać artykuł na ten temat. Taki na loozie. Dla pośmiania się w trakcie przerwy między meczami finału. Adminie? BLC?

      (-2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Siema, są tu fani basketu mieszkający w Paryżu ?
    22-23 czerwca jest jeden z największy streetballowych eventow i może ktoś byłby chętny się przyłączyć i poogladac.
    /quai54.com

    (3)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Ten ziomek Fred dużo się nabiegal w tym game 1 dużo krzyczał o Pile i mało jej dostawał więc z tym zaufaniem nie wiem jak do końca ale no życzę mu żeby nie od.. ebalo i żeby się nie denerwować że koledzy inaczej kończą zagrywki

    (1)

Gwiazdy Basketu