centered image

Nigdy nie zadzieraj z „Killerem”

27

– Do tej pory nie rozumiem fenomenu New York Knicks, jedyne co przyciąga do tego klubu to wielkość rynku.

– A pamiętasz czasy Johna Starksa, Patricka Ewinga czy Charlesa Oakleya, ich obronę, walkę do upadłego?

– Pamiętam, ale nadal nie tłumaczy to ich fenomenu. Kibice NYK to już totalna padaka, prosty przykład z Porzingisem. Najpierw go wygwizdali, później robią mesjasza…

Żeby było jasne. Mówimy o NBA połowy lat dziewięćdziesiątych, złotej erze koszykówki w Polsce i na świecie. Królestwie Michaela Jordana. Dziesięć lat przed wprowadzeniem reguły “hand checkingu”. Co to takiego? Przyjrzyjcie się filmikom z tamtego okresu gdy obrońcy mieli możliwość krycia rywali z aktywnym wykorzystaniem rąk. Mogli kłaść obie łapy na graczu z piłką, lekko przytrzymywać, trzymać rywala na sztywnym przedramieniu etc.

Hand checking

Pofatygowałem się i sprawdziłem w przepisach, dziś automatyczny faul jest w przypadku:

-> położenia dwóch dłoni na zawodniku (w każdej części boiska!)

-> trzymania rywala na przedramieniu (powyżej linii FT)

-> dotykania przodu rywala na sztywnym przedramieniu (poniżej linii FT)

-> trzymaniu obu przedramion na rywalu (w promieniu 1,22 metra od obręczy)

W żadnym wypadku nie można też wpływać rękoma na kierunek w którym porusza się zawodnik z piłką, spychać go z drogi, przesuwać etc. Można co najwyżej nie pozwolić na zepchnięcie się z zajętej wcześniej, legalnej pozycji obronnej.

Słowem, zmiany wprowadzone w 2004 roku drastycznie ograniczyły możliwości obrońców. Praktycznie wyeliminowały wszelkie siłowe przewagi, priorytetem defensywy stały się: mobilność, szybkość i spryt. Tak oto rozpoczął się zmierzch ery wielkich centrów, a zespoły oparte na brutalnej, zastraszającej fizyczności (jak New York Knicks za kadencji Ewinga, Oakleya czy Starksa) odeszły w niebyt. Patrzcie jaki hardcore, braki talentu z nawiązką odrobione fizycznością i brakiem skrupułów:

No i właśnie, proponuję byśmy na chwilę przenieśli się z powrotem do roku 1994, kolega Marcin spróbuje wyjaśnić Wam jaki wielki fenomen w tamtej brutalnej NBA stanowił chudy jak patyk Reggie Miller.

Gwiazda rocka

Myślał, że jest gwiazdą rocka i może wszystko. Tamtego wieczoru wszedł do Madison Square Garden pewnym krokiem i zajął swoje ulubione miejsce blisko parkietu. Jego drużyna New York Knicks podejmowali Pacers, a on już nie mógł się doczekać kiedy sprowokuje lidera z Indiany. Chciał zrobić show, zabawić publiczność i celebrować zwycięstwo. Wyszło jednak inaczej, a rzucający obrońca Pacers odpłacił mu pięknym za nadobne. Słynny reżyser przegrał pojedynek z “Killerem”.

New York Knicks kontra Indiana Pacers to jedna z najciekawszych rywalizacji w historii NBA. Wielka metropolia kontra stan Wielkich Jezior. Pojedynki Knicks-Pacers zawsze przyciągały tłumy kibiców i tak też było w 1994 roku. Koszykarze Pacers chcieli się zrewanżować Knicks za porażkę w Playoffs z 1993 roku (3:1 dla NY). Drużyna z Indianapolis wzmocniła się przed sezonem wymieniając Detlefa Schrempfa na Derricka McKey. Ponadto do Pacers dołączyli jeszcze Antonio Davis i weteran Bryon Scott. Indiana wygrała ostatnie 8 meczów sezonu zasadniczego i z bilansem (47-35) zajęła 5. miejsce w konferencji wschodniej.

W pierwszej rundzie niespodziewanie łatwo ograli młode Orlando Magic 3:0, a w drugiej rozprawili się w 6 meczach z Atlantą Hawks. Finał na Wschodzie zapowiadał się elektryzująco. Po przejściu Michaela Jordana na „emeryturę” Knicks byli faworytami w  całej konferencji. Gracze z Nowego Jorku zakończyli sezon z rekordem 57-25. W Playoffs szybko rozprawili się z New Jersey Nets, a w półfinale wreszcie udało im się pokonać Bulls (4:3 w serii). Lepszego finału na Wschodzie kibice nie mogli dostać. Dwie drużyny, które za sobą nie przepadały. Zawodnicy Pacers koniecznie chcieli udowodnić koszykarzom z wielkiej aglomeracji, że wcale nie są gorsi od nich.

New York Knicks wygrali pierwsze dwa mecze z Pacers w Madison Square Garden (100:89 i 89:78). W Indianapolis górą dwukrotnie byli Pacers, pierwszy mecz wygrali 88:68, a drugi 83:77. Zatem mieliśmy w rywalizacji remis 2:2. Na mecz numer 5. koszykarze Pacers wrócili do Nowego Jorku.

Kibice Knicks wypełnili Madison Square Garden po brzegi. Na trybunach słynnej hali nie zabrakło gwiazd show-biznesu, aktorów i przedstawicieli innych dyscyplin sportowych. Wśród nich był on, znany reżyser, Spike Lee, szalony kibic New York Knicks. Spike wszedł do Madison Square Garden z uśmiechem, powitali go fani, ochroniarze i pracownicy hali zanim usiadł na swoim ulubionym miejscu. Facet był gotowy na wielki mecz. Miał też kilka sztuczek w zanadrzu.

Mind games

Uwielbiał prowokować największe gwiazdy NBA. Szczególnie lubił zaczepiać Michaela Jordana, ale ten zrobił sobie przerwę od gry, więc na jego celowniku znalazł się lider Pacers, Reggie Miller. Filmowiec miał swój plan na ten mecz. Chciał za wszelką cenę wyprowadzić Millera z równowagi. Jego sztuczki miały sprawić, że drużyna z Indianapolis przegra mecz numer 5. Stało się jednak inaczej…

Mecz lepiej rozpoczęli Knicks, wygrywając pierwszą kwartę 28:16. Koszykarze Pacers odrobili w drugiej kwarcie 4 punkty. Trzecia odsłona meczu to ponownie dominacja zawodników z Nowego Jorku. Na 6 minut przed końcem trzeciej kwarty Knicks prowadzili 57:43. Kilkanaście sekund później Reggie Miller rzucił za trzy i kiedy wracał na swoją połowę został zaczepiony przez znanego reżysera. Spike Lee rozłożył ręce, prowokując lidera z Indiany. Drużyna z Nowego Jorku wygrała trzecią kwartę 27:23. Można powiedzieć miłe złego początki, bo tego co stało się w czwartej kwarcie nie przewidziałby nawet jasnowidz Krzysztof Jackowski.

Spike Lee nadepnął mocno na odcisk Millerowi. Lider Pacers wchodził na czwartą kwartę niezwykle zmotywowany. Chciał upokorzyć reżysera i Knicks. Plan zniszczenia atmosfery w Madison Square Garden rozpoczął od serii celnych rzutów. Reggie grał jak w transie trafiając kosza za koszem. Trafił 5 na 5 rzutów za trzy. W całej czwartej kwarcie zdobył 25 punktów! Po każdym celnym rzucie spoglądał w stronę Spike’a Lee. Filmowiec starał się unikać spojrzenia Millera. Po kolejnych zdobytych punktach Reggie zademonstrował gest duszenia za szyję. Po tym meczu przeszedł on do historii Playoffs.

Miller-Killer upokorzył nie tylko Knicks, lecz cały Nowy Jork. Wszedł do jaskini lwa i rozegrał jeden z najlepszych meczów w karierze. Łącznie rzucił 39 punktów i zanotował 6 asyst. Trafił 14 z 26 rzutów, w tym 6 z 11 za trzy i był bezbłędny na linii osobistych – 5 na 5. Jego popis strzelecki sprawił, że Indiana odrobiła straty i pokonała Knicks 93:86. Spike Lee chciał się zapaść pod ziemię. Był wygwizdywany przez kibiców w Madison Square Garden. Reggie Miller udowodnił mu kto jest szefem i mistrzem w trash-talkingu.

Choke

Kibice Knicks pamiętają o tym meczu do dziś. Ostatecznie ekipa z Nowego Jorku wygrała całą serię 4:3. Rok później Indiana zrewanżowała się Knicks pokonując ich 4:3 w półfinale. Reggie ponownie grał jak natchniony. Dał popis w Madison Square Garden rzucając 8 punków w niespełna 9 sekund (dwie trójki z rzędu). Zwycięstwo smakowało wyjątkowo, a Reggie Miller udowodnił, ze Madison Square Garden jest jedną z jego ulubionych hal w NBA.

ESPN wyemitowała ciekawy dokument o historii rywalizacji Knicks-Pacers w 2010 roku pod tytułem “Winning Time: Reggie Miller vs. the New York Knicks”. Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej o tej magicznej rywalizacji to polecam Wam właśnie ten film. Doskonale oddaje on atmosferę lat 90. w NBA. Przypomina najciekawsze momenty w konfrontacji Knicks-Pacers. Bez wątpienia to jeden z najlepszych filmów z serii “30 of 30” na antenie ESPN, musicie go zobaczyć!

Spike Lee zginął w tamtym meczu od własnej broni. Obudził bestię, a koszykarze Knicks nie znaleźli sposobu na powstrzymanie Millera. Lider Pacers uwielbiał grać przeciwko drużynie z Nowego Jorku, dlatego nazywano go “The Knick-Killer”. Najlepszy strzelec Indiany dał słynnemu reżyserowi lekcję pokory, ale Spike Lee z niej wniosków nie wyciągnął. Przyszłość pokazała, że nie potrafił się zmienić i nadal prowokował gwiazdy NBA. Kolejnych lekcji udzielili mu m. innymi Michael Jordan, Kobe Bryant, Kevin Garnett, Paul Piece, LeBron James i Kevin Love. Jednak Miller zrobił to chyba w najbardziej spektakularny sposób.

Osobiście nigdy nie przepadałem za “Killerem”, ale uwielbiałem oglądać go w akcji przeciwko Knicks. Rzucający obrońca miał patent na graczy z Nowego Jorku, a jego grę oglądało się z przyjemnością. Miller był mistrzem trójek i chyba najlepszym trash-talkerem po Michaelu Jordanie. Jego Indiana o mały włos nie wyeliminowała Bulls Jordana w 1998 roku. Jeden z kilkunastu świetnych koszykarzy, którzy nie zdobyli mistrzowskiego pierścienia w NBA. Zawsze w Pacers, na dobre i na złe przez 18 lat!

[autorem wpisu jest Marcin Mendelski, szerzej znany w internetach jako Nieobiektywny Kibic]

Ostatnie Wpisy

27 comments

  1. Array ( )
    Naczelnik hejterów 7 Marzec, 2018 at 18:01
    Odpowiedz

    Fajnie się czyta o dinozaurach, oglądać ich nie mogłem. Ale na szczęście niektóre mecze się uchowały. Seria Bulls – Jazz z ostatniego sezonu Jordana to niczym trylogia Władcy Pierścieni.

    (29)
  2. Array ( )
    What Can i Say 5 w plecy only lbj 7 Marzec, 2018 at 18:02
    Odpowiedz

    Najlepszy artykuł na gwiazdy basketu.Oglądałem na żywo te mecze-cudowne czasy.Reggie Miller nie jakaś popierdółka calineczka i brak obrony.Do końca w jednym zespole,odmówił gry w Bostonie w 2008 jak zdobyli mistrza,nie latał jak dzisiejsze gwiazdeczki za pierścieniem.ps pozdrawiam gortata cebulaczka,jak ten Łodzianin wymiata na parkiecie.Czemu nie był w meczu gwiazd zamiast A.Davisa to się dziwię.

    (-18)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    No właśnie to były najlepsze lata NBA. Jeszcze rywalizacja Lakers Celtics z lat 80. Teraz liga jest taka miałka, nudna. Popisy strzeleckie nie budzą emocji. Dziesiątki rzutów za 3 w meczu zabijają grę. Dobre czasy już nie wrócą.

    (6)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    NBA lat 90 tych nie była brutalna (no może czasem)
    tak komentował I.Thomas
    a jak skomentowali twardość i brutalność gry lat 80tych Bill Russell i Wilt Chamberlain
    – śmiechem ; )

    (17)
  5. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    no kuźwa, po takim wpisie od razu mam ciary !! filmik o rywalizacji knicks z pacers to lektura obowiązkowa dla tych co nie mieli możliwości oglądać na żywo.
    wspomniane wyczyny reggiego miały miejsce w czasach wściekłej obrony (że tak tylko przypomnę). od razu pomyślałem o lebronie czy innym hardenie. nie chcę się znęcać nad fanami tych zawodników,ale mam wrażenie,że jeden i drugi pan james zapłakałby się w rogu boiska,bo oni graja tak ostro… dotykają mnie…
    swoją drogą, starks to był niezły mały wojownik. zawsze go lubiłem, zadziora jedna. ówczesnych knicks również nie dało się nie lubić. następcy bad boys. przy okazji, pacers z braćmi davis w kaszę nie dawali sobie dmuchać… pojedynek tych drużyn w playoff to była gratka dla fizoli. podobnie jak dziś,drużyny rzucały 138 pkt w meczu … z tym że wspólnie 🙂

    (12)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Vanderleon
    Odpowiedz

    Rozgorzała dyskusja nad tankowaniem, a do mnie w nocy przyszedł genialny sen na jawie co z tym zrobić. A więc play-offy o picki !!! Zespoły grają w parach 10 z 15, 11 z 14 i 12 z 13 w każdej konferencji pozycja nr 9 jest uprzywilejowana i nie gra w pierwszej rundzie. Może być do 2 zwycięstw by zbytnio tego nie przeciągać. Następnie by zespoły odpadające w pierwszej rundzie faktycznych play-ofów (tych o mistrzostwo)nie były poszkodowane, dołączają do zabawy o picki (czyli teoretycznie zespoły z pozycji 5, 6, 7, 8 po RS jeśli nie ma niespodzianek i odpadną w pierwszej rundzie). No i mamy pary 5 gra z 12 lub 13, 6 z 11 lub 14, 7 z 10 lub 15 a 8 z 9 i mamy play-offy w każdej konferencji tak samo jak w walce o tytuł. Wielki finał wschód-zachód o pierwsze miejsce w loterii, przegrany 2 pick, finaliści konferencji picki 3 i 4 pick w zależności kto ma LEPSZY!! bilans po RS. Z resztą picków postępujemy podobnie czyli im dalej zajdziesz w play-offach o picki tym lepszy pick. Mecze do dwóch zwycięstw, dla kibiców dodatkowe emocje, dla klubów i Łysego dodatkowa kaska, walka w RS nabiera sensu. Po za tym połowa młodych kotów pójdzie na wschód a druga na zachód, jakiś balans między konferencjami zacznie się tworzyć, chociażby na poziomie rookies. Proszę Admina o wysłanie pomysłu do Silvera, a mnie przekazanie pieniążków za mega patent, na konto w Kajmanach, którego numer podam na priv. Pozdrawiam

    (53)
    • Array ( )
      Kevin Sam w Domu i Placze 8 Marzec, 2018 at 09:37

      Problem jest jeden, czy lepiej mieć 8seed i walczyć o mistrzostwo (nie mając najmniejszych szans). Czy być na 9 seedzie i mieć największą szansę na 1st Pick. Wtedy najgorsze drużyny by nie tankowali tylko te średnie/dobre. Zamiast tankujących bulls/ dallas/ kings/ hawks. Mielibyśmy tankujących jazz/nuggets/clippers i heat, bucks, hornets, pistons.

      (0)
    • Array ( )
      Kevin Sam w Domu i Placze 8 Marzec, 2018 at 10:13

      Pół sezonu byśmy widzieli najlepsza koszykówkę wszystkich zespołów, aby mieć jak największy bilans (żeby wiedzieć jak mają grać, czy zluzować trochę i przegrać parę męczy czy do końca na pałę bo są na 8/9 seedzie). I pełno było sytuacji, że hornets restuja kembe, Spurs na cały sezon leczą kawhiego, Philadelphia Embiida, bucks Antetokuompo. Btw. O tym pomyśle czytałem już z 2/3 lata temu na innym portalu, więc myślę że Silver jak i Stern dawno już przeanalizowali ten temat. No i zaprzecza to aktualnej loterii draftu, że to najsłabsza drużyna, a nie dobra powinna mieć first Pick. Wtedy najsłabsze drużyny musiały by przepłacać ogórków aby się wzmacniać, bo nikt z topowych free agentów nie chcieliby do nich dołączać. A pierwsze 4 drużyny z kazdej konferencji to byłyby Dream teamy. (Bo zbierali by wszystkich dostepnych free agentow, bo tylko oni mieliby szansę na pierścień). Ligowa hierarchia by się tylko pogłebiła, bo były by 3, 4 drużyny bardzo dobre, a reszta biegała by z ogorkami i młodymi. Najlepiej by było gdyby zrobili z G-League pierwsza ligę a z NBA ekstralige. Wtedy najgorsze drużyny spadają a najlepsze z G-LEAGUE dostają się do NBA.

      (-2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Padaka to azjatyccy kibice Lakers mających Kobe za stwórcę i wszyscy myślący, że każdy chce przyjść do tego klubu XD
    Poza tym kibice NYK mieli prawo być źli po tym co z klubem zrobił Thomas.

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam nadzieję,że pisząc “najlepszy trash-talker po MJ-u” mieliście na myśli czas w którym MJ miał przerwę albo zakończył karierę a nie ustawianie Millera jako drugiego najlepszego trash-talkera bo był pewien wieśniak z Bostonu co potrafił niesamowicie wbić się do głowy

    (5)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Czyli Reggie mial 1-6 za 3 po trzech kwartach potem 5na5 w czwartej. Pewnosc siebie na najwyzszym poziomie 😛

    (13)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Faaaak, ten tekst sprawił że przeniosłem się w czasie. Ja to oglądałem 🙂 wtedy trzymałem za twardzielami z Knicks, Indiana wróg nr 1, potem miami 🙂 Jak wtedy było inaczej. Mecz to nie tylko gra zawodników, oni się wręcz niebawidzili. Twarda obrona, upokorzenia przeciwnika. Jak ja pamiętam tą grę na swoich Zamojskich boiskach, lanie po łapach, przepychanki a ktoś kto krzyczał faul był wyśmiewany. Rywalizacja, walka. Jak w NBA prawie 😉 z resztą wystarczy popatrzeć na wyniki kiedyś, jak trudno było o punkt. 80-90 pkt to był normalny wynik. Teraz walą po 130. No defense bo ma być show. Oglądam wciąż NBA ale serio to już nie jest to samo. Gracze przeciwnych drużyn potrafią być przyjaciółmi 🙂 For real? Tak jakby Miller był kumplem Starksa albo Starks Jordana. Ehh. Młodzi się mogą oburzać i ich rozumiem ale teraz to wszystko jest soft jak mawiał Kobe 🙂
    Niby bezpiecznie i widowiskowo ale takiej walki i rywalizacji to poprostu nie ma. I możecie sobie mówić co chcecie. Oglądam a właściwie śledzę mecze od początku 94 roku, teraz od paru lat ligpasy bo są. Wszystkiego jak admin nie oglądam bo nie mam jak niestety ale kurr… uwierzcie że było inaczej i uważam że fajniej. Teraz takie amerykańskie show. Poprawne na każdej płaszczyźnie. Niby spoko ale nie czuć tej determinacji. Teraz gwiazda ma kontrakt na 30 baniek i już. Wygra to wygra, przegra to szybciej wakacje się zaczną. Kiedyś wydawało się że w pewnym momencie kasa nie ma już znaczenia bo są play offy i walka by pokonać wroga.
    Było i nie wróci, czas, życie.
    Rocznik 82 pozdrawia 🙂

    (15)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Wyznawcy ideologii kiedyś to było. W połowie lat 90-tych pracowałem w Niemczech i oglądałem tam NBA. Jedyne skojarzenia z tych czasów (odnośnie NBA oczywiście) to masowanie się kloców typu Ewing pod koszem, przepychanki, przewaga siły nad techniką i Jordan, który bił (i dalej bije) resztę towarzystwa skillem, jeden z niewielu pozytywow tamtej ligi. Tacy goście jak np. Oakley wyleczyli mnie z oglądania NBA na długie lata. Wolę dzisiejszą grę. Świetnych technicznie wysokich gości jak Durant czy Davis. Wolę rzucanie za trzy i mniejszy kontakt fizyczny niż przytulanie się 120 kilowych nosorożców pod koszem.

    (0)
    • Array ( [0] => contributor )
      Zdjęcie profilowe kmn
      PATRON

      nie samymi klocami liga stała kiedyś.
      p.s.
      za pare/parenaście latek dołączysz do grona “kiedyś to było granie”… zobaczysz 🙂

      (4)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamiętam jak w tamtych czasach pracowałem w reichu. Dniówka 14-15 godzin, pół godziny jazdy w jedną stronę na pace dostawczaka (schowani żeby policja nie widziała). Powrót do baraku gdzie mieszkaliśmy, najtańsze żarcie jakie było w markecie i do spania. Rano przed robotą wychodziłem do marketu żeby zobaczyć w gazecie wyniki NBA i do roboty. Piękne czasy. I tak przez 4 lata, 6 dni w tygodniu (w niedzielę Dniówka tylko 12 godzin). Po tych czterexh latach wróciłem 20 kilo lżejszy i nauczyłem się wyżywić za 5 zł dziennie.

    (12)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Ewing, Starks, Oakley i taki koleś co zwał się Anthony Mason. Trzydrzwiowa XVIII-wieczna szafa gdańska.
    Wyobrażacie sobie, że kolesie tak płaczą, jak np. Broda, przy każdej akcji?
    Była prawdziwa walka, i takie mam wrażenie, że pomimo tego mniej było pretensji do sędziów

    (2)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    @ogryzxxx – też oglądałem, tyle że ja po drugiej stronie “barykady” 😉 Nie cierpiałem Starks’ a 😉 chociaż wtedy kibicowałem Bulls-jak wszyscy na naszym podwórku-to już wtedy moja uwagę zwrócił awanturny łysy patyczak z Pacers z #31 na plecach 🙂 po rozpadzie Bulls każdy z podwórka “rozszedł” się do innych ekip- ja za sprawą Reggiego wybrałem Pacers i tak już zostało do dziś 😉 brakuje tamtej rywalizacji mentalnej miedzy zawodnikami, brakuje tego sznytu między ekipami, rocznik 84 pozdrawia 82 😉

    (0)

Gwiazdy Basketu