Nowe twarze i wielkie powroty: sezon NBA rozpoczął się na dobre!

Sponsorami odcinka są Jędrzej G oraz Mateusz PM – moje uszanowanie. B
Poszły konie po betonie, aż dziesięć meczów NBA rozegrała minionej nocy. Dawno tyle materiału do obserwacji na raz nie dostałem, więc przyjdzie mi to dopiero poukładać. Z góry przepraszam za możliwy chaos wypowiedzi (oraz porę nadawania) ale wiecie, że nie lubię po łebkach. Mógłbym jak niektóre siusiaki repostować dwa filmiki przed ósmą rano i byłbym koszykarski influencer. Dzięki że odwiedzasz GWBA, znaczy że zajawkę masz szczerą i chcesz czegoś więcej od życia, hahaha.
Suns 116 Clippers 113 [OT]
Jak niegotowym albo może raczej niedogotowanym daniem są aktualnie Phoenix Suns niech zaświadczy fragment trzeciej kwarty, w której Jusuf Nurkic palił tróję chyba w trzech kolejnych posiadaniach, a Kevin Durant przez 44 minuty na placu zaliczył ZERO asyst. Mimo wszystko widać rękę nowego trenera, pana Mike’a Budenholzera. Do trzech super strzelców dodali jeszcze rozgrywającego Tyusa Jonesa, piłka krąży prędko i bez przystawania tylko nie jestem pewien czy taki układ faktycznie optymalizuje talenty KD czy Bookera (dziewięć oddanych rzutów). Oni przecież od zawsze lubili sobie Spaldinga czy tam Wilsona klepnąć parę razy, co nie?
Dość powiedzieć, że James Harden (29 punktów 12 zbiórek 8 asyst) rzucał floatera na zwycięstwo w regulaminowym czasie gry, a jego drużyna choć na papierze wygląda znacznie gorzej, może zaimponować tężyzną fizyczną i dynamiką. Fajnie bronią, zważywszy warunki i talent rywala, Broda bez PG-13 i Westbrooka znów jest szefem na ośce, a kibice licznie zgromadzeni w nowej hali Intuit Dome, dostali potężny kawał sportowych emocji. Szkoda tylko tego cholernego Kawhi, który jak zapowiedziano opuści kolejne tygodnie sezonu. Zaraz będziemy mieli styczeń i się okaże, że cały sezon pójdzie z dymem, no cóż. Harden tak całych rozgrywek nie uciągnie, nie ma szans. W pierwszej piątce wystąpił zatem Norman Powell (17 punktów) ale wielce to jest nieefektywny zawodnik. To znaczy, ma swoje gorące momenty, ale gdzieżby tam było można opierać na nim zespół.
Pacers 115 Pistons 111
Tyrese Haliburton słabiutki przez cały mecz, jakby stracił tę swoją magię i żywiołowość. Pacers bez kontuzji, są lepiej zbilansowani, wymieniają się zadaniami, ale bez jakości wnoszonej przez swego lidera, zespół to przeciętny. Pistons także chcieliby wierzyć, że uzdrowili roster wdrażając na silne skrzydło powracającego do Detroit Tobiasa Harrisa. Piszę powracającego, bo przecież już jeden epizod w Motor City miał, w latach 2015-2018 jeśli mnie pamięć nie zawodzi.
Chłopaki dopiero zaczęli rozgrywki więc jeszcze nie mają tożsamości tankującej, jeszcze walczyć chcą. Cade Cunningham już bez podpuchy, zwolnionego w diabły niewypału Killiana Hayesa, siedzi na piłce i o niej decyduje. Jest jak mini wersja prime Hardena, mini w ujęciu cyfr, choć wolumen zaraz będą mieli podobny: 25 punktów 5 zbiórek 8 asyst przy 10/23 z gry. Do tego Jaden Ivey (17 punktów 5 zbiórek 4 asysty) wyraźnie większy w ramionach i jeszcze bardziej atletyczny, wielkim przebojem ma być jego usprawniony rzut z wyskoku choć akurat Pacers łuku bronią pierwszorzędnie. Tobias spoko, żadna z niego gwiazda, przyszła czy obecna, ale swojego piętnastaka zapewne przytulać będzie co wieczór.
Wśród Tłoków widać wyraźnie większą wolę walki i sprawczość, to znaczy przekonanie, że jak się wezmą to wygrają. Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają, w pewnym momencie po placu biegało sześciu graczy Pistons i dopiero nie mogąc ustalić krycia rywale zgłosili problem machając żywiołowo łapami, heh. Tym niemniej Cade ciągnął w drugiej połowie, może aż za bardzo.
Po drugiej stronie natomiast najpierw Myles Turner (20 punktów) czyściutkimi trafieniami z odległości nie pozwalał miejscowym odjechać, a dalej przebudził się Ben Mathurin (19 punktów) naprzemiennie wbijając kosze lub wymuszając przewinienia. Jeszcze się jednak chłopaki nie łamali, ale wtedy Haliburton ze złośliwym uśmiechem na ustach machnął trójkę i mecz zakończył. To była jego pierwsza i ostatnia trójka w tym meczu z dziwięciu oddanych. Hehe, albo to masz albo tego nie masz. Bang!
Nets 116 Hawks 120
Brooklyn długo straszył przeciwników choć okazało się, że center Nicolas Claxton ma naciągnięte ścięgno udowe i zagra ograniczone minuty z ławki, a jego miejsce w składzie zajął dobrze Wam znany Ben Simmons, czyli człowiek kuriozum. Przy tych gabarytach i motoryce to mógłby być drugi Giannis, ale zamiast tego jest mazgaj, który dawno powinien pożegnać się z NBA. Parę razy zaatakuje obręcz a potem procesor mu staje i podaje przypadkowym ludziom.
Wait, who still wants Ben Simmons in a Spurs uniform? 🏀☠️ pic.twitter.com/HaxYk4cmtX
— SpursRΞPORT (@SpursReporter) October 24, 2024
Obie strony w zasadzie siebie są warte, po jednej Trae Young 30 punktów i 12 asyst polujący na rzuty wolne, po drugiej streetballer Cam Thomas 36 punktów przy 14/27 z gry w tym bodaj siedem trójek. Masa sprawnych chłopaków biegających od kosza do kosza, ale 46 wolnych przyznanych Atlancie to coś nie w porządku, można było stracić zainteresowanie, zwłaszcza że meczów równolegle leciało sporo. Wydarzeniem był dyskwalifikujący faul Claxtona próbującego bronić kosza przed napaścią:
Magic 116 Heat 97
Derby, ale niestety tylko jeden zespół zagrał swoje, twardo, zdecydowanie i do przodu. Miami wyglądało jak piździelce, jakby to był pre-season albo jakiś walk around dla opanowania zagrywek. Bam Adebayo praktycznie wyłączony z gry, całkowicie apatyczny ofensywnie, nieobecny. Ustawiał się w rogach jakby sam fakt, że opowiadał w mediach jak to będzie rzucał za trzy, miał kolegom zapewnić spacing. Tymczasem 1/5 z gry w całym meczu i co najwyżej parę rzutów wolnych. Magic się po nich przejechali jako po starej drodze szutrowej obsikując wszystkie kąty, żeby zaznaczyć do kogo aktualnie należy Floryda.
Paolo Banchero 33 punkty 11 zbiórek + Franz Wagner 23 punkty przy 10/16 z gry, a do tego niespodziewanie Gary Harris z ławki 6/9 zza łuku. Zastąpił startera Kentaviousa Caldwell Pope’a, któremu piłka nie siedziała w debiucie. Całościowo 57-41 na tablicach, w tym osiemnaście ofensywnych zbiórek Orlando. Panie Eryku Spoelstra czekamy na rozwój wydarzeń. Jimmy Butler 3 punkty 1/8 z gry.
Bucks 124 Sixers 109
Bukmacherzy kompletnie nie wierzą chyba w Milwaukee, bo wystawili linię -3,5 mimo iż w meczu po stronie 76ers nie zobaczyliśmy ani Embiida ani Paula George’a. W pierwszej połowie Tyrese Maxey (25 punktów 10/31 z gry) wydawało się, że oddaje wszystkie rzuty i trzyma swoich w grze, a na tablicach wtórował mu wielki Andre Drummond. Kiedy jednak Dame (30/9/6) i Giannis (25/14/7) się dogrzali, a strzelcy Bucks (Taurean Prince 4/5 zza łuku) otrzymywali podania na czyste pozycje, wynik musiał odjechać i to bez żadnej ingerencji po stronie trenerów. Philly w taki układzie nie ma papierów na wygrywanie z nikim.
Cavs 136 Raptors 106
Nawet nie ma co opowiadać, Toronto bez wkładu nieobecnych RJ Barretta, Kelly’ego Olynyka i Bruce’a Browna to już tankowiec na kołach. Scottie Barnes może się odgrażać, ale żadna z niego gwiazda, muł koń czy osiołek, na którego plecach możnaby wieźć zespół. Immanuel Quickley do dziś nie wiem czy to materiał na startera, wolę go w roli zmiennika jak Malika Monka czy Jordana Poole’a, bo tam jest ich miejsce. Tymczasem zespół Cavaliers z rozpędzonym Evanem Mobleyem (25 punktów 9 zbiórek w 27 minut) blokującym rzuty Allenem i dominującym na piłce Donovanem Mitchellem (21 punktów) zwyczajnie sprali ich po twarzy. Jako zespół osiągnęli prawie 60% z gry!
Jeśli tak to ma wyglądać, jeśli docelowo Mobley ma grać więcej jako ball-handler i screener to ja bym transferował Dariusa Garlanda. Przy całej jego szybkości i smykałce strzeleckiej, lepiej dać twardszych 3&D wokół Spidy. Wiem, że to tylko jeden mecz, ale Mobley grający z taką energią to materiał na gwiazdę NBA.
W pozostałych meczach:
Hornets 110 Rockets 105
Pierwsze rozegrane spotkanie LaMelo Balla po dziewięciu (!) miesiącach pauzy wywołanej kontuzją: 34 punkty 8 zbiórek 11 asyst 10/20 z gry 12/12 na linii rzutów wolnych. Pięknie strzelał, zwłaszcza że grali de facto bez środkowego, bo Mark Williams jest kontuzjowany a Nicka Richardsa prędko z placu wyfaulował Alperen Sengun (25 punktów 18 zbiórek 5 asyst 4 przechwyty) i nie wiem czy jest ktoś zdolniejszy w grze 1v1 spośród wszystkich centrów NBA, mówię serio.
Rockets nieskładni, Fred VanVleet nie dojechał ze skutecznością (4/18 z gry) wydawało się że na koniec przełamie wynik dwoma trafieniami, ale ostatecznie nie wystarczyły. Sengun zabiera przestrzeń, resztę prób bierze na siebie latawiec Jalen Green i jak mówiłem wielokrotnie, ich problem polega na niekompatybilności. Efektu synergii nie było, na ławce żaden się nie objawił, a Jabari Smith mimo dobrych vibes, wciąż jest nieśmiały na boisku. Na jego tle grający uparcie do przodu Melo to super gwiazda. Wsparcie otrzymał od innego ball-handlera Tre Manna (24 punkty 4/8 zza łuku) a mecz zamknął trójką korpulentny Grant Williams. Czekamy na debiut Stevena Adamsa, kolejnej wyrazistej postaci do wkomponowania w zespół.
Bulls 111 Pelicans 123
Najważniejsze: Dejounte Murray w pierwszym meczu z nowym klubem złamał kość śródręcza i nie pogra z półtora miesiąca. Ziona nie zobaczyliśmy, bo zdaje się choroba, infekcja jakaś. Mimo wszystko, jak to mówią: masz frajera, golisz frajera. Chicago nie chce iść w przebudowę, udają że sobie poradzą, no to siup. McCollum i Ingram 56 punktów przy 8/16 zza łuku. Tak samo jak w zeszłym roku, Bulls próbują zagęszczać korytarze pod kosz, obwodu bronić nie za bardzo i uwierzcie, że bez dynamicznego Zacha LaVine’a (27 punktów) wynik wyglądałby zdecydowanie gorzej.
Grizzlies 126 Jazz 124
Szalone, pełne zwrotów akcji i trzymające w napięciu widowisko. Jazz przegrywali siedemnastoma, ale pod koniec byli w pozycji do zwycięstwa. Zabrakło doświadczenia, chłodnej głowy. Keyonte George: 3/18 z gry 5/9 FT, ale mimo wszystko mecz zamyka. Utah to szkółka koszykarska, gdzie celującym uczniem jest Lauri Markkanen, na centrze hodowany jest Walker Kessler, ale najcenniejszy zasób stanowi właśnie George wraz z żylastym Taylorem Hendricksem. Fajny, waleczny zespół tylko nigdy nie wiesz co trafisz. KG ma całą szybkość świata, dynamikę tak wielką że Russell Westbrook by się nie powstydził, a do tego rzuca. Trzymam kciuki.
Po stronie Memphis brak Jarena Jacksona, zaskakująco mało minut dla Ja Moranta (22 punkty) wolno go przywracają, ale bez obaw, niczego nie stracił ze swej dynamiki (patrz wyżej) do tego solidny jak zwykle Desmond Bane, świetna partia Santiego Aldamy oraz zmiennik na centrze nazwiskiem Jay Huff. Niestety gigant Zach Edey mocno ogrywany przez m.in. Johna Collinsa, na plus zaliczamy parę zbiórek, dobitek i walkę bez odpuszczania. Limit sześciu fauli wystarczył na kwadrans gry, no cóż, pierwsze koty za płoty!
Warriors 139 Blazers 104
Dubs są na bici jak lufa ruskiego czołgu, do tego inteligentni, ruchliwi i wybiegani. 20 trójek 57 zbiórek 38 asyst – coś pięknego. Tyle nowych twarzy, ale jednak Steve Kerr oraz Terry Stotts to fachowcy od ofensywy. Na tym tle Portland, choć niczego im teoretycznie nie brakuje, grają basket anachroniczny, wolny, zapyziały, może Chauncey Billups to po prostu nie jest właściwa osoba do prowadzenia tego bałaganu. Dobrze widzieć dobrze grającego m.in. Andrew Wigginsa: 20 punktów 8/15 z gry.
Dobranoc GWBA Familia! Dzięki, że wpadliście. Dziś tylko cztery spotkania, więc będzie można przyjrzeć się dokładniej. B










Jak mi tego brakowało…, życze każdemu owocnych nocy z NBA na ten sezon!
Na razie nic nie zapowiada konkurencji dla Bostonu.
Very good
Lavine do Orlando i każdy będzie piał z zachwytu.Jedyne czego potrzeba Magikom to scorer z trójką.Lawinie potrzeba dobrego systemu i defensorów którzy ukryją jego mankamenty.
Chyba pierwszy sensowny fit dla lavina jaki ktoś zaproponował
Banchero – ten gość robi na mnie wrażenie. Dziś w nocy przypominał totalnie LBJ z początków kariery. Może i Lebron latał wyżej, ale Paulo ma wszystko jako point forward, gabaryt, siła, biega, dobra praca nóg. Cały arsenal ofensywny, a do tego świetny przeglad parkietu i walczy na tablicach. Orlando jako zespół idzie w dobra stronę, dziś pokazali intensywna obronę od pierwszej minuty, a do tego i w ataku lepiej to wyglądało niż w zeszłym sezonie. Na ten moment widzę ich w top 3 wchodu na koniec sezonu !! BTW Jimmy wygląda staro, on już prawie nie patrzy na kosz w ataku..
Admin dzięki za art 10/10!!!
Pięknie się czytało
Kiedy można spodziewać się wysyłki rzeczy ze sklepu?
czekam na dostawę, odezwę się!
Gdyby nie Harden i Load M. to bym nawet polubił Clippers. A propos Clips co oni mają w tym nowym logo? Bo nie mogę ogarnać co to jest.
statek, taki pływający po wodzie
Magic to juz super potwory w obronie,Suggs z KCP na zmiane ogarneli butlera 🙂 3 miejsce na wschodzie i super seria z nowym yorkiem o final ,hej
Dzięki za sytą relację 🙏
„Tym niemniej Cade ciągnął w drugiej połowie, może aż za bardzo.” Zrobiłeś mi dzień, muszę obejrzeć powtórkę 😅
Dzięki za artykuł i do zobaczenia na meczu 3lk 🙂
Piszesz że nie lubisz po łebkach a do tej pory często zdarzało Ci się napisać 2 zdania w relacji do jakiegoś meczu. Mnie to wcale nie dziwi, bo wszystkiego obejrzeć się nie da, ale podjedź uczciwie i nie pisz że nie lubisz po łebkach.
Druga sprawa, często piszesz że jesteś nieprzytomny bo oglądasz NBA po nocach od 40 lat. Relacje i tak dodajesz najczęściej po 16 (co też jest zrozumiałe, tym bardziej jak niektóre mecze opisuejsz obszernie). Przez tyle lat nie wpadłeś na to żeby w nocy spać, rano wstać i o 8 włączyć lp?
Do 16 miałbyś gotowe relacje. Dla czytelników wyjdzie na to samo a Ty zaznasz zdrowszego trybu życia, wyśpisz się i będziesz żyć jak człowiek.
Co do siusiaczków wstawianych skróty i podających ile kto rzucił punktów – ja też tego nie lubię. To żadne dziennikarstwo, a już na pewno nie są to eksperci NBA, ale zwróć uwagę na to, że sporo ludzi tego właśnie potrzebuje i w ten sposób interesie się NBA.
„…nie wiem czy jest ktoś zdolniejszy w grze 1v1 spośród wszystkich centrów NBA, mówię serio…”
Hakeem Olajuwan: Am I joke to you?