Obrotówki Ja Moranta ozdobą NBA | kontuzja: Jeremy Sochan przejdzie operację kciuka

30

Sponsorami dzisiejszego odcinka są A. Kaznowski, Arkadiusz Myszka oraz Michał Machał 87 – jesteście w porządku! B

Poprzedniej nocy grały wszystkie zespoły NBA, czyli odbyło się piętnaście meczów. Taki zabieg społeczny, aby zrobić przerwę na wybory prezydenckie w USA, ludzi nakłonić do głosowania i nie odwracać uwagi sportem / koszykówką. Nie wiem na ile zmobilizowało to amerykański elektorat oraz czy jesteście Państwo zadowoleni z wyników, ale mnie się przerwa przydała z pewnością 😴 Względnie wyspany przechodzę więc do rzeczy i mówię jak jest za oceanem.

8-0 to najlepszy start w historii Cleveland Cavaliers

Dwumecz z Milwaukee znów dla reprezentantów Ohio. Zespół pod wodzą Doca Riversa przegrywa szósty mecz z rzędu. Pechowo nie mogli skorzystać z usług Giannisa Antetokounmpo, który naciągnął sobie odwodziciel prawego uda. Mówię „pechowo” bo znów jest usprawiedliwienie dla Doca, który powinien był pożegnać się z pracą dawno temu. Temat się przedłuża niepotrzebnie, zespół trzeba zaorać od spodu, wyremontować, a 29-letniego Giannisa uwolnić, może jeszcze coś w lidze wygra.

W pierwszej chwili połączenie Lillard + Giannis miało może sens, ale pod okiem trenerskim Riversa to jest obraz nędzy i rozpaczy. Grupa starych dziadów klepiąca się po plecach. Doc teatralnie stojący przy linii bocznej, w rozkroku, tułów pochylony, jakby szykował się do defekacji. Oszczędzę Wam widoku, bez obaw. Damian Lillard robił, co się dało, ale duet Darius Garland (39 punktów 8 asyst) i Jarrett Allen (14 punktów 15 zbiórek 6 asyst) przytrzymał go w końcówce na swoim miejscu. Oddać trzeba 34-letniemu strzelcowi, że trzymał zespół w grze do samego końca (36 punktów 7 asyst 11/22 z gry). Końcówka też  trzymała w napięciu, a w rolach głównych po obu stronach wystąpili dwaj najszybsi z piłką zawodnicy, wet za wet, kosz za kosz, trójka za trójkę. 

Kluczowe sytuacje to jak sądzę wymuszony przez agresywne podwojenie błąd połowy Lillarda oraz siarczysty blok, który dostał w ostatniej swojej próbie. Gospodarzom nieoczekiwanie przyszło gonić Milwaukee w czwartej kwarcie, przegrywali już ośmioma punktami, ale kolejny raz pokazali klasę i opanowanie w końcówce. To przymioty mistrzów koszykówki, sezon jeszcze bardzo wczesny, ale jak wspominałem przedwczoraj, przy obecnej formie Garlanda, Cavs leją się z każdym w siedmiomeczowej serii i margines błędu mają przy tym spory.

Boston na jałowym biegu pokonał Atlantę trzydziestoma punktami, a Jayson Tatum (28 punktów 6 zbiórek 9 asyst) coraz rzadziej wchodzi wewnątrz linii rzutów za trzy punkty w ataku. JT ma pięć ofensywnych zbiórek w sumie w tym sezonie, wszystkie dalekie odbicia piłki, wyłapane na farcie, hehe. Holiday, White i Pritchard są od zapieprzania, stały schemat: przejmowanie zasłon, presja na łuku, izolacje akceptowane, bez ciśnienia. Zindywidualizować atak przeciwnika i dojechać, najlepiej z szybkiego ataku. 35:4 w kontrze, o czym my mówimy w ogóle. Założyłem się, że zespół Trae’a Younga nie wygra 37 meczów i twardo przy tym stoję. 

Warriors poprawili bilans do 6-1, a na parkiecie znów zagościł Stephen Curry (24 punkty 6 asyst). Rywalem cieniutcy Wizards, tracący kilka posiadań od pierwszych do ostatniej minuty. Jeśli chodzi o Dubs to imponuje kwestia energetyczna, to jest zespół ludzi sprawdzonych w lidze, już doświadczonych, ale grających z pazurem i zaangażowaniem, co musi się podobać. Kerr gra najszerszą w lidze, dwunastoosobową rotacją i dobrze na tym wychodzi. Moim zdaniem dobrali po prostu odpowiedni personel, za co szacunek dla GM-a, byłego gracza Michaela Dunleavy Jr. Buddy Hield wyrasta na czołowego rezerwowego ligi, tym razem znów 20 punktów przy 3/8 zza łuku. Używają go w klubie jak Klaya Thompsona, ofensywnie to jest dosłownie to samo. 

Incydentów między Draymondem Greenem oraz Jordanem Poolem nie zauważyłem. Jeden i drugi aktywny. Greena olewają obrońcy więc się od czasu do czasu zaznacza (18 punktów 3/4 zza łuku) zaś JP był najlepszym strzelcem swoich: 24 punkty, grał na dużej energii, widać było, że chce się pokazać: 3 przechwyty 4 bloki! 

Pistons 115 Lakers 103

Detroit pod batutą JR Bickerstaffa odzyskali wigor, to znaczy grają energicznie, a roster mają całkiem zdrowy. Cade jest wielki na jedynce, Ivey (26 punktów) mija każdego bez trudu, Tobias Harris weźmie na siebie dziury, ale na tym etapie kariery to gracz zadaniowy i chwała mu za prozespołowe podejście, nie forsuje. Jalen Duren walczy po obu stronach, Isaiah Stewart to samo. Do tego dodali spacing, czyli strzelców: Fontecchio, Hardaway (też się stara w obronie) czy Beasley. Zdrowe, ambitne chłopaki i wcale się nie dziwię, że spowolniałych Lakers zbili przed własną publicznością.

Anthony Davis (37 punktów 9 zbiórek) znów nie do zatrzymania, ale LeBron wycofany, Russell bez formy od początku sezonu, Hachimura tragiczny. Energetycznie tu nie było w ogóle porównania. Niestety po entuzjastycznym wejściu w sezon, wracamy do zamulania. Pistons nie pokazali nic wybitnego (8/34 zza łuku) ale grali z werwą, której kibice LAL mogli jedynie pozazdrościć. 

Nets 106 Grizzlies 104

Wszyscy mówią o dwóch „obrotówkach” Ja Moranta (25 punktów 9 asyst) którego ekwilibrystykę porównuje się do młodego Jordana i wcale się nie dziwię. O ile jednak młody Jordan miał wielki drive na obręcz, Ja skupia się w tym sezonie raczej na robieniu gry kolegom i zapewne to mądry kierunek.

Memphis skupiło się na uwydatnieniu przewagi Zach Edeya (25 punktów 11/12 z gry) pod obręczą, chcieli Nowojorczyków potraktować fizycznie z góry, ale niestety tracili szybkością i ci się odgryzali. Po raz pierwszy w tym sezonie widziałem podwojenia gry tyłem do kosza (Jaren Jackson Junior ostatnio wbił Nets 30 punktów, tym razem prawie nic nie zagrał pod obręcz, słabiutko tyłem do kosza wyglądał) ale Grizzlies nie byli w stanie ich za to ukarać: Aldama 0/6, Jaylen Wells 0/5 zza łuku. Ten drugi to 39. pick draftu, walczak zastępujący nieobecnych Bane’a, Smarta i Konchara.

Fajny, kolektywny wysiłek gospodarzy, Cam Thomas mocno kryty, ale świetną formę złapał ostatnio Cameron Johnson, świetny basket gra uwolniony Dennis Shroder prowadzący piłkę jak w kadrze Niemiec, a ludzie pokroju Finneya-Smitha czy Claxtona to prawdziwi żołnierze. Być może największą niespodzianką na Brooklynie jest w tym sezonie Jalen Wilson, druga runda draftu w zeszłym roku, bardzo wszechstronny chłopak: 13 punktów 6 zbiórek 4 asysty. Jego pozycja w zespole rośnie i rodzina musi mu mocno kibicować, bo jest to piękna historia, prawdziwy amerykański sen. 

Kings 111 Heat 110

Miami wydawało się kontrolować wydarzenia w pierwszej połowie, mocno zamknęli drugą kwartę, a będący możliwie najdalej od domu Kings energetycznie lekko dołowali. Tylko, że w kolejnych kwartach De’Aaron Fox (28 punktów) zademonstrował jak bardzo przereklamowana jest obrona zespołu Erika Spoelstry. Pasem środkowym wchodził pod kosz przeciwko ustawionym w szyku rywalom, a gdy ci się cofnęli i w polu trzech sekund zrobiło się gęściej, do głosu doszły akcje dribble-handoffs Sabonisa. 37:13 w trzeciej kwarcie i jak sądzę Pat Riley im tego płazem nie puści, nie ma opcji.

Moim zdaniem szykuje się głośna zmiana kadrowa w Miami. Owszem gonili rywali w czwartej, Jimmy Butler z farbowanymi na blond warkoczami twardo jechał pod kosz, ale wydaje mi się, że Bam Adebayo jako kotwica obrony to za mało. On wyhamować musi pierwsze uderzenie, potem odzyskać pozycję do zbiórki i za strażnika obręczy robić, za dużo. No widzicie, za mało i za mało. Jovic ani Highsmith na „czwórce” nie dają rady. Mimo wszystko w końcówce byli do przodu. Jimmy Butler trafił trójkę choć nie zwykł tego robić, ale zaraz potem zza łuku odpowiedział DeRozan, o którym mógłbym napisać dokładnie to samo. Na dodatek trójkę z faulem!

Potem widziałem jeszcze potężną pakę Malika Monka (najbardziej dojeżdżanym / branym na cel zawodnikiem Miami jest zdecydowanie Terry Rozier) i na zakończenie, w ostatniej akcji pozwolili jeszcze zebrać piłkę w ataku Sabonisowi, który zwycięską dobitkę zaliczył na 0.7 sekundy do końca. Nie kijem ich to pałką, gdzie Heat wtykali palec by zapchać dziurę, tam woda zaczynała lecieć skądinąd. Problem jest panie Riley! Czekamy na usprawnienia kadrowe. Nie wiem kogo przekonuje nowe odkrycie, 195-centymetrowy Szwed Pelle Larsson (44. pick draftu) bo to kolejny strzelec, a tu trzeba się bić w obronie. 54:28 w polu trzech sekund dla Sacramento, tutaj power-forward jest potrzebny! Albo jeśli Bam ma rzucać zza łuku, zaproście do gry drugiego wysokiego. 

W pojedynku dwóch śmierdzących ropą tankowców Utah wygrało z Chicago 135:126. Każdy się najadł i statystyki poprawił, o to chodzi, haha. Keyonte George 33 punkty 9 asyst. Lubię chłopaka choć za bardzo na emocjach jedzie. W każdym razie widać, że mu zależy. Zach LaVine poza grą, naciągnięty mięsień. Mam nadzieję, że to prewencyjna przerwa podlana grubszą myślą o poddaniu sezonu. Bulls muszą się przebudować, absolutnie.

Knicks 97 Rockets 109

Aleperen Sengun (25 punktów 14 zbiórek 11/15 z gry) zniszczył Nowy Jork. Po pick and rollu upychał Karla Townsa, ze szczytu boiska jechał kozłem pod obręcz samym środkiem (!) nie widząc wokół siebie drugiego obrońcy chyba osiem akcji low-post wykończył punktami plus dobitka i okazjonalne półhaki z 3-4 metra. Dojechał podopiecznych Toma Thibodeau po męsku, jak za starych czasów. Ten nie może doczekać się powrotu Mitchella Robinsona, musi fizycznie wzmocnić fort, bo niektórych matchupów jego podopieczni po prostu nie ustoją. Brak podwojeń świadczy o upartości albo głupocie. Tym bardziej, że Rockets w pierwszej połowie zaliczali 4/17 zza łuku. 

Ofensywnie otworzył się OG Anunoby, Towns z racji głębokiego drop-coverage zebrał prawie dwadzieścia piłek, ale w czwartej kwarcie on oddychał rękawami od przepychanek i dosłownie przestał grać w obronie. W protokole meczowym brak nazwisk Robinsona czy Achiuwy, a KAT nie ma zdrowia by udźwignąć standardy minutowe Thibsa. Generalnie odnoszę wrażenie, że przy całej plejadzie strzelców i możliwości gry 5-Out Knicks za mało oddają trójek. Jalen Brunson nie rzuca za trzy po koźle choć czasem sytuacje ma sprzyjające, wyskakującego na łuk Townsa często nie widzi. Sprawdziłem, są na 28. miejscu w lidze pod względem liczby oddawanych trójek, tragedia. Roster zmontowali z myślą naśladownictwa Celtics, ale wykonawstwa brak. Jeszcze raz pytam więc, czy Thibodeau to odpowiedni trener do tak skonstruowanych NYK. 

Wolves oprawili (114:93) Charlotte we własnej hali, trójka siadła na starcie Anthony’emu Edwardsowi, a następnie pałeczkę przejęli koledzy: Randle, Reid, DiVincenzo. Każdy z lubością bił słabszego. Hornets drastycznie odstawali gabarytami, aktualnie nie dysponują choćby jednym kompetentnym centrem. W pierwszej piątce z musu wystąpił Taj Gibson, czyli człowiek dinozaur. To tak jakby Miami dwa sezony temu wystawiło Udonisa Haslema. 

Magic 86 Thunder 102. Zespół bez ofensywy, grający dzień po dniu, przeciwko najlepsza, najbardziej zajadła obrona NBA. To musiało się tak skończyć. Wszelkie zdobycze Orlando były forsowane, żadnego flow, zespołowości, nic prawie z biegu. OKC zakończyłoby temat do przerwy, ale im piłki wypadały z kosza. Magic nieźle bronią zważywszy komplikacje kadrowe (Banchero, Carter Jr OUT) zaś trener Mark Daingeault w drugiej połowie eksperymentował niskim składem, bez Cheta Holmgrena na placu. 

Mavericks poszli na wymianę ciosów z Indianą i niespodziewanie polegli. Pacers przez cały mecz operowali na 57% skuteczności z gry, w tym 17/23 w czwartej kwarcie (!!!) Raz za razem atleci pokroju Mathurina (16 punktów) czy Siakama (23 punkty) wchodzili środkiem na 2-3 metr, a wszystko przez brak rim-protectora Derecka Lively, którego zatrzymał uraz barku. Śmiech na sali, typowa runda zasadnicza NBA. 

Denver 121 Toronto 119

Nie wiem jakim cudem to wyciągnęli niedawni mistrzowie NBA, bo bez Jamala Murraya i Aarona Gordona, który zszedł z boiska w pierwszej kwarcie. Uraz łydki zatrzyma go w blokach jakieś półtora miesiąca (!) a tymczasem każdy zespół niemal ma nad Denver przewagę szybkości i dynamiki. Joker (28/14/13) musi pchać zadem, po trzydzieści punktów robić, asystować, zbierać i fort trzymać przed naporem. Rywale na pozycji centra rekordy przeciwko niemu biją (Jakob Poeltl 24 punkty 11 zbiórek) bo chłop po prostu nie wyrabia.

Dopiero gdy czerwonego jak czerwony balon (ze zmęczenia) Poeltla wyfaulowali zrobiło się łatwiej, bo nikt już im za plecami nie fikał i pole trzech sekund udało się zamknąć. Siedem punktów odrobili w czwartej części gry i psim swędem wygrali. RJ Barrett rzucał na zwycięstwo, trójka zatańczyła w koszu, ale ostatecznie z niego wypadła. Wielkie minuty na jedynce znów odbiera Russell Westbrook (21/6/6) i przyjdzie dzień, w którym zrobi triple-double, na co bukmacher wystawił kurs dziewięćdziesiąt, z tego co widziałem ostatnio. Just saying. 

Suns 118 Sixers 116

W nowych barwach zadebiutował PG-13 uwalniając nieco spod kurateli Tyrese’a Maxeya (32 punkty 12/22 z gry) i to chyba najlepsze, co można powiedzieć na temat występu tegoż zawodnika. Sixers wiedzieli, że w obliczu gry po zasłonach Duranta, Bookera czy Beala nie są w stanie sobie pozwolić na duże minuty Andre Drummonda, obie strony grały więc w obniżonych składach, ale dzięki świetnej partii po stronie „oszukanego centra” Guerschona Yabusele (19 punktów 7 zbiórek 6 asyst) Sixers nawiązali walkę! Mecz wykończył dopiero, bardzo asertywny w tym spotkaniu, Kevin Durant (35 punktów 14/20 z gry). Popatrzcie sami:

Aha, przy okazji Sixers jeszcze jedna strata, to znaczy sprawa: kiedykolwiek powróci Joel Embiid, władze NBA skazują go na trzy dodatkowe mecze pauzy za niedawną awanturkę z dziennikarzem. 

Clippers 113 Spurs 104

Najciekawsze, jak się okazało, widowisko leciało na sam koniec, gdzieś między piątą a szóstą rano. Słońce już wstawało nad Morzem Bałtyckim, ładnie taflę wody oświetlając. Mewy skrzeczały po swojemu, a na ulicach pojawili się pierwsi ludzie spieszący do pracy. Nowo otwarta hala Intuit Dome dotąd nie widziała jeszcze zwycięstwa Clippers (0-4) a i tym razem rywale zaczęli od bicia miejscowych 40:14!!!

Niestety dla wszystkich sympatyków koszykówki NBA w Polsce pod koniec drugiej kwarty Jeremy Sochan nadział się kciukiem na rwącego do przodu Jamesa Hardena, czego pokłosiem jest przymusowa operacja i rozbrat z basketem. O jego długości mają zdecydować lekarze, ale półtora miesiąca to lekko, ech. Dla Polaka to przełomowy sezon (15.4 punktów 7.7 zbiórek 3.0 asyst) aktywny był jak nigdy, podejmował prędkie decyzje z piłką, tak jak lubi Popovich, był zdecydowany i efektywny. Korzystał z faktu, że rywale często wystawiali przeciwko niemu centrów, których wyprzedzał, pięknie obsługiwany przez Chrisa Paula. No cóż, taki jest sport! Oto sytuacja w której doszło do złamania. Wygląda tak niewinnie, przyznacie:

Wracając do meczu, skuteczności z pierwszej odsłony nie udało się utrzymać, w drugiej kwarcie Spurs zaliczyli 0/9 zza łuku pozostawiając gospodarzom drabinę, po której ci mogli się wspiąć i wydostać z dołu, do którego wpadli. Po pół godzinie różnica wynosiła już dwa posiadania, a zaburzona brakiem Sochana rotacja Spurs (obrona indywidualna plus aktywność w polu trzech sekund) nie była w stanie generować wystarczającej zdobyczy punktowej. Co za tym idzie, LAC odrobili 26 punktów deficytu (to chyba rekord w tym sezonie) i poprawiają bilans do 3-4.

Najbardziej niespodziewanym bohaterem spotkania został swingman Amir Coffey, autor 21 punktów przy 8/10 z gry w tym 5/6 zza łuku. Dobrze to świadczy na temat ławki Clippers, szukają i znajdują. Swoje momenty mieli już w tym sezonie Kris Dunn i Kevin Porter Junior, a Nico Batum nie potrzebuje momentów, on jest pożyteczny zawsze. Innymi słowy, uwierzcie że LAC naprawdę grają lepiej niż wskazywałby na to ich bilans. 

Spurs grają teraz ze znienawidzonymi Rockets, bez Sochana, Tre Jonesa i Devina Vassella, będzie ciężko. Wemby nie pociągnie ofensywnie, rzuty mu nie siedzą, rzuca bo musi. Ciekawostką jest to, że dziś był niezwykle bliski triple-double: 24 punkty 13 zbiórek i 9 BLOKÓW! Gdyby statystykom naprawdę zależało, myślę że mogliby mu zaliczyć jeszcze dwa bloki, których nie odnotowano. 

Dobrego dnia wszystkim, czytamy się jutro, obiecuję! B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie Steve Kerr, miał pan dzisiaj razem ze swoją lewacką ferajną powiedzieć Trumpowi dobranoc . Idź pan sam się położyć, hehe. Pozdrawiam

    (-21)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciężko będzie zaorać Doca riversa bo ma 4 letni kontakt, na liście płac jest jeszcze poprzedni trener a do tankowania też kiepska pozycja w zespole Bucks bo nie mają żadnych pucków do 2030 roku, ta drużyna to obraz nędzy i rozpaczy 😉

    (19)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Siema Admin, coś tam w sprawie sklepu działasz? Miało być info na początku października xD
    Bez spiny, ale bluza na jesień by się przydała😃

    (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Bucks zostaje oddać Giannisa za jakiś schodzący kontrakt, młodych na rookie kontrakcie i górę picków – a do tego iść w przebudowę. W stylu z Nets za Simmonsa + dodatki + picki albo Rockets za VanVleeta + dodatki + picki.

    (9)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Podobno zagląda tu nas ponad 1000 osób🤔 weź który napisz do Nitrasa czy innego….żeby choć raz w tygodniu na TVP Sport w retro puścili NBA…ja nie wiem był Kurski obciach jest ten to samo🙈

    (10)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    To Giannis do Denver, Miami czy GSW? W tych trzech zespołach go najbardziej widzę. Porter jr/ Kumminga/Butler głównymi osiami potencjalnego transferu?

    (6)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Po co Bucks stary post-prime Butler? Kuminga się finansowo nie zepnie, musieli by oddać jeszcze Wigginsa i do tego np. Meltona i Podziemskiego. Z Nuggets w ogóle finansowo za MPJr nie ma opcji.

      Ja wiem, że Bucks głupie ruchy transferowe robili, ale tym razem wyłącznie wysokie picki i ewentualnie prospekty powinny wchodzić w grę, a do tego przejęcie schodzącego kontraktu za 40 mln+/sezon.

      (5)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Nie ma takiej możliwości, Murray i Gordon są restricted do wiosny, Bucks jest powyżej apron 2, Nuggets powyżej apron 1, co by się nie działo przepisy CBA nie pozwalają na jakikolwiek trade Giannisa do Denver.

        (3)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Lal. Wystarczylo zeby lebron zszed troche z kontraktu. Aka kobe ktory tez tego nie zrobil. pieniedzy nie przezyjesz Dwoch solidnych pomagierow by znalezli. Davis jest w formie lebron to powinien byc trzecia opcja brakuje drugiej. Lub solidnych zadaniowcow. Kibic lakers

    (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      @Kobe
      O ile pamiętam LBJ zwlekał w ten off season z podpisaniem nowego kontraktu czekając na wzmocnienia (chciał Klaya np.), które nie przyszły, więc wziął maxa, skoro nie miał po co zejść nieco niżej

      (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    W minionych sezonach lubiłem obejrzeć Clippersów aka the LA Beaches bez Geoarga i KL. A teraz z Hardenem o dziwo, jest mało hardenowania i ogłada się ich klawo. T Mann dostaje momenty i fajnie idzie na kosz.

    (10)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Lillard to był i jest zawodnik pokroju Lou Williamsa, tylko tamten wchodził z ławki i nie potrzebował pół sezonu żeby się wstrzelić. No i zarabiał „troszkę” mniej. Ofensywnie DollaSrolla jak ma dzień może wrzucić i 12 trójek, tylko co z tego jak w obronie odda to wszystko z nawiązką. Pamiętam jeszcze jak był młody i chwalił go sam prime Kobe, ale wtedy się starał w obronie, biegał, robił przechwyty itp. A teraz jak by za niego wstawić Isiah Thomasa to efekt byłby ten sam.

    (3)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem ciekaw jakIe będzie flow CP3 z Wemby bez Sochana. Oglądałem drugą połowę tego meczu i generalnie tragedia. W ogóle tam nie było pomysłu na grę. CP3 dużo grał z Sochanem i widać że to chodziło, szkoda bardzo tej kontuzji ale może będzie nowy pomysł na grę CP3 z Wembym. Ciekawy będzie ten sezon Spurs. Liczyłem że w tym sezonie będą bić się w play in ale może jeszcze ten sezon będą bić się o top draft na przyszły rok. I dopiero za 2 lata będą atakować ligę.

    (2)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem czy ta obrona KATa w 4 kwarcie była taka zła, to raczej Sengun rzucał babole na obręcz i wpadało, albo gubił piłkę, a potem odyzkiswał. Przy pomocy dla Anunobiego się zajebał wychodził z trumny żeby nie bylo błędu 3 sekund w tym momencie był wjazd. Jak zmienili krycie po 4 faulu KATa w 3 kwarcie i Sanguna krył Anunoby lepiej to wyglądało. Wg mnie można było wpuścić Hukportiego obrońca mizerny, ale wygląda na silnego, więc może parę łokci by sprzedał i zabrał trochę kondycji Sangunowi. Co do rzucania trójek do mam nadzieję, że to kwestia dopasowania się jeszcze NYK są no1 jeśli chodzi o % celnych trójek, a są na końcu listy w oddanych. Co do meczu to też sędziowie gwizdki oszczędzali, szczególnie w pierwszej połowie.

    (-2)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie jarajcie się tymi Golden State, grali z ogórami, teraz trzy mecze z poważnymi drużynami, weryfikacja i zjazd do bazy, to dalej jest ekipa na pograniczu play-in

    (-13)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Stacey, pod stół i odszczekaj to, misiu kolorowy. Tu się solidny Last Dance szykuje. Stefan i Dray zdrowi, Andrew oczyścił głowę, starzy żołnierze Kevon i Payton na posterunku, Kuminga first-6th man rozkwita. No i Buddy Hield, po prostu proper baller, niedoceniany, a jakiż fachowiec i zależy mu jak cholera. No i za kierownicą mózg Steva Kerra. Przegrał wybory z kretesem, ale wygrał z Bostonem i coś mi mówi, że tym drugim teraz bardziej się będzie zajmował.
      Ja tu widzę finał konferencji. Nigdy nie lekceważ serca mistrza.

      (1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    W Miami potrzeba zmian i to dużych, są mocni na słabiaków ale mocniejsze drużyny już ich pokonują, teraz mecz z Suns ponownie to pokazał, moze piątka Herro, Butler, Jovic, Bam i Ware byłaby korzystniejsza, nwm jak obrona Jovica ale Rozier słabo jako obrońca a tak Bam może grać niżej a Ware umie rzucać za trzy

    (0)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    A Grayson Allen tradycyjnie swoje…kolano w potylicę Guerschona Yabusele…pasowało by żeby Nurse wypuścił jakiegoś głębokiego rezerwowego, w wiadomym celu, ale jak mu Chicago odpuściło złamaną rękę Alexa Caruso Sixers zrobili to samo…

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu