fbpx

Patrick Ewing: najlepiej rzucający center w historii NBA

16

Kiedy zapytasz długoletniego fana NY Knicks, co może teraz robić emerytowana gwiazda Patrick Ewing – odpowie ironicznie: “poci się” albo “podróżuje” (od ang. travelling czyli: robi kroki). Bo Ewing to dziwna postać: nigdy nie przymilał się kibicom, gapił tępo na dziennikarzy, odpowiadał monosylabami. Chyba zwyczajnie nie radził sobie z popularnością, na czym cierpiał jego publiczny wizerunek. Znała go wyłącznie garstka ludzi: rodzina, paru kumpli z uniwersytetu Georgetown i kolegów z drużyny. Do tego jeszcze obficie się pocił. Dla wielu był 213 centymetrowym dziwakiem.

Trzeba mu oddać. Zawsze grał twardo. Przewodził w lidze pod względem zużywanych worków z lodem, którymi obkładał kolana, głowę i inne poobijane członki. Nadal dzierży też rekord Knickerbockers pod względem liczby zdobytych punktów, zbiórek, bloków i rozegranych meczów. Jego gra podkoszowa był prosta, ale skuteczna. Kiedy robił swój markowy manewr, trenerzy drużyn przeciwnych zawsze zgłaszali sędziom błąd kroków, ale ci nigdy nie dęli w gwizdek. Ewing był też prawdopodobnie najlepiej rzucającym z wyskoku podkoszowym w historii NBA. Rzucał jak automat z lewej, prawej, ze środka. Przychodzi mi na myśl jeszcze Horace Grant, ale ten rzucał przeważnie z “top of the key”.

Chorobliwie nieśmiały jako nastolatek, Patrick musiał radził sobie z problemami, jakie powodował jego ogromny wzrost. Za wszelką cenę chciał zachować anonimowość, ale kiedy jest się o dwie głowy wyższym od rówieśników – trudno by cię nie zauważono. Na szczęście trafił pod skrzydła trenera Georgetown Johna Thompsona, który słynie z bliskich, niemal ojcowskich relacji ze swoimi zawodnikami. Pod wodzą Thompsona Ewing stał się uczelnianą gwiazdą. Grał twardo w obronie, blokował wszystko: w finale przeciwko Płn. Karolinie pierwsze pięć akcji przeciwników zaliczono po tzw. “goaltending” Ewinga. Dominował strefę podkoszową jak mało kto. Przynajmniej zanim do NBA nie przyszedł Shaq…

 

Ostatecznie nigdy nie zdobył tytułu NBA, wielu z którymi rozmawiałem twierdzi, że był przereklamowany, ale faktem jest, że nawrzucał 24,815 punktów (95% dla NYK) i ściągnął z tablicy 11,607 piłek w ciągu kilkunastoletniej kariery w NBA. Gdyby nie jego postać, niewiele historii mieliby do opowiadania kibice Knicks na przestrzeni ostatnich 20 lat. Co więcej, nigdy nie miał do pomocy graczy pokroju Scottie Pippena, Dwyane Wade czy Carmelo Anthony.

To prawda, Nowitzki w tym roku udowodnił wszystkim, że jedna supergwiazda wystarczy by zdobyć mistrzostwo, ale kiedy Dirk tracił na chwilę “czucie w rękach” i potrzebował pomocy – Jason Terry trafił rzuty, które musieli trafić. A Ewing? Miał Johna Starska, który uraczył swój zespół skutecznością 2-na-18 w meczu 7. przegranych finałów ’94 z Houston Rockets. Jak sam mówi: “Miałem przy sobie dobrych chłopaków. Nie chcę odmawiać im niczego. Miałem Johna, Allana Houstona, Sprewella, Oakleya. Ale żaden z tych gości nie był graczem pokroju Carmelo. Nie miałem nikogo takiego”.

Na usprawiedliwienie Ewinga należy też zauważyć, że okres świetności Knicks przypadł w najlepszych latach Michaela Jordana. Ale kiedy tylko MJ poszedł grać w baseball, Ewing wprowadził ekipę do Finałów. W siódmym meczu finałów wschodu przeciwko Indiana Pacers zanotował 24 punkty, 22 zbiórki, 7 asyst, 5 bloków oraz decydującą dobitkę w końcówce. Swój wyczyn zaakcentował stojąc na stoliku sędziowskim i machając łapami w kierunku trybun. Był to rzadki moment w karierze Ewinga, w którym znalazł się tak blisko kibiców…

 

Ostatnie Wpisy

16 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Tekst pode mnie… dziękuje. ;]

    Uwielbiałem go za te oszczędne, wręcz robocie ruchy. Idealnie nieidealna gwiazda… jeden z ostatnicj klasyków na swojej pozycji. Dziś, kiedy Shaq odszedł, w NBA już nie ma centrów. Smutne to.
    W ogóle Knicks końcówki lat 80tych i lat 90tych, byli niesamowici. Mimo w zasadzie braku końcowego sukcesu w postaci mistrzostwa, wielu fanów NBA to własnie Knicks wspomina najmilej z tego okresu. Jestem jednym z nich…

    (5)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Horace Grant nie był takim nominalnym centrem jak Ewing, tylko PF/C więc nie wiem czy można go liczyć. Z tego co pamiętam Olajuwon też nieźle rzucał zwłaszcza po firmowym dream shake’u. Olajuwon ma jeszcze jedną rzecz wspólną z Ewingiem (pomijając ich rywalizację z NCAA, która się przeniosła do NBA i to że razem weszli do hall of fame), oprócz niezłego skilla na rzut: ani Jamajczyk ani Nigeryjczyk nie grali w kosza zanim nie trafili do USA:)

    (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Swietny artykul ! ” King Kong” i spolka to byla druzyna.Wielka szkoda,ze nie udalo im sie zdobyc tytulu kosztem Rockets – nie zrozumcie mnie zle,Hakeema rowniez kocham,ale fajnie by bylo,gdyby w ‘ 94 pierscien zalozyl Patrick,a w nastepnym sezonie Olajuwon.Lata 90.w NBA byly tak niezwykle,ze po prostu nie wystarczylo dekady dla wszystkich wielkich:)Knicks’ Basketball to byla tru fuckin’ game!Moze bez polotu,ale za to z charakterem!
    @damien_bielsco – zgadzam sie,dzis nie tylko nie ma w NBA wielkich centrow,nie ma ich W OGOLE!

    (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Gdzieś wyczytałem, że ksywka King Kong została wymyślona przez Szaranowicza i nie funkcjonuje w ogóle w USA, ktoś może to potwierdzić? :>

    (2)
    • Array ( [0] => administrator )

      King Konga wymyślili Polacy! Jak można dać komuś ksywę, która nieodmiennie kojarzy się z monstrualnych rozmiarów gorylem? Czy ja użyłem określenia kk w artykule? mam nadzieję, że nie..

      (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Moi drodzy – przepraszam zatem,ze rozpowszechniam tutaj rasistowskie tresci…Ale z drugiej strony,ten nick pasuje do niego idealnie – King Kong kojarzy sie z Nowym Jorkiem,a poza tym…wystarczy spojrzec:)Mister Universum to to nie byl 🙂

    (0)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Prawdziwy koszykarz LEGENDA a do tego skromny bez jakiś tam fajerwerków. On po prostu grał a nie lansował się gdzie popadnie itd… Jak to teraz robią nawet największe cieniasy które są w NBA… Takich graczy już nie ma… Moim zdaniem jest w trójce najlepszych centrów NBA.
    King Kong 4 EVER!!!

    (0)
  7. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    damien_bielsco – Knicks zawsze byli i są niesamowici 🙂 Co do centrów to ostał się jeszcze Tim Duncan, jak on odejdzie wtedy będę płakał. Ewing nie tylko wspaniały na boisku, ale podobno także po za nim. Ludzie mówią o nim w wielu wywiadach, że był skromny, spokojny, patrząc na jego mecze jeśli prawdą jest co mawiają ci ludzie, to podczas meczu, wydobywał się z niego demon. Pamiętam te 3-eczki z lekkim Jordankiem, i te potężne wsady. Przypomnijmy to sobie jeszcze raz: – http://www.youtube.com/watch?v=hrmVTmZOnBo

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu