Polska deklasuje Gruzję w drugiej połowie sparingowego meczu w Sosnowcu

2

Polacy wygrywają z Gruzją (94:89) po sparingowym meczu pełnym zmian prowadzenia i emocji. Jeremy Sochan odleciał do San Antonio (czy to dlatego hala w Sosnowcu świeciła pustkami?), gdzie będzie kontynuował rehabilitację. Igor Milicic Jr przechodzi obecnie testy medyczne, ale jego udział w turnieju jest raczej niemożliwy, a Olek Balcerowski uznał, że nie da rady wystąpić w dzisiejszym sparingu. Wszyscy trzej grają de facto na silnym skrzydle, czyli pozycji, którą sztab szkoleniowy próbuje awaryjnie obsadzić i uzupełnić. W linii podkoszowej tym razem wyszli Dominik Olejniczak oraz Aleksander Dziewa. Mogliśmy próbować obniżać skład, ale fizyczność rywali podpowiedziała co innego. 

Od wejścia czuć było lepszą dynamikę naszych, bo co tu wiele kryć, Gruzja zatrudnia potężnych Goga Bitadze (Orlando Magic), Giorgio Shermandiniego czy Sandro Mamulekashvili (Toronto Raptors), ale tak zwane „guard play” mają fatalne, zabrakło klejącego ofensywę Shengelii, a gdy w czwartej kwarcie urazu nabawił się Andronikaszwili, trudno im było przeprowadzić jakąkolwiek składną akcję. 

Sędziowie gwizdali bardzo dużo i to od samego początku. Już na starcie dwa faule wyłapał środkowy Olejniczak próbujący kryć Bitadze (14 punktów) ten wyglądał momentami jak Wilt Chamberlain, to jest kończył z góry podania albo blokował kolejne próby penetracji Polaków. Nasz trener salwował się minutami 210-centymetrowego Szymona Zapały, no i Dziewy, jednak do przerwy panowie bardzo niewiele na plac wnieśli i po dwóch kwartach przegrywaliśmy ośmioma punktami. Przykry był to widok, zważywszy możliwości Biało-Czerwonych. 

Im dłużej jednak trwała gra, tym lepiej wychodziły nam rotacje obronne, a podkoszowi Gruzji zmuszeni na dobrą sprawę sami sobie kreować grę, tracili zdrowie. Z minuty na minuty zaznaczała się przewaga dynamiki oraz obwodowego talentu naszej kadry. Wymuszaliśmy faule, przejmowaliśmy inicjatywę, pewnie na piłce i linii rzutów wolnych wyglądał Mateusz Ponitka, spokój na placu zaprowadzał Jordan Loyd, a panowie Michał Michalak (17 punktów) i Tomasz Gielo (16 punktów) dostarczyli potrzebny suplement ofensywny zza łuku. Akcje w większości wyglądały płynnie, wykorzystywaliśmy wolne nogi Shermandiniego czy indywidualne przewagi na low post jeśli rywale wychodzili zbyt wysoko. Podobała mi się gra przez środek Olejniczaka, parę fajnych momentów zaliczył Łączyński i tylko kilku strat nie wypadało na środku parkietu popełnić, szkoda. 

Gruzja grająca fizyczny, anachroniczny basket (dwóch podkoszowych równolegle na placu, brak zagrożenia rzutem kolejnych graczy) przegrała drugą połowę trzynastoma punktami, co cieszy, jednak jak mówię, poza Islandią, nie znajdziemy na turnieju rywala równie słabego na obwodzie. 

Sam fakt, że (przepraszam za określenie) „garbaty” Shermandini w tych warunkach wrzuca nam osiemnaście oczek, nie napawa optymizmem. Facet ma pierwszorzędną technikę wokół obręczy, ale powinniśmy byli go nawinąć na młynek i dynamiką wyrzucić z parkietu. Na pewno gramy koszykówkę nowoczesną, opartą na wymienności pozycji. Cieszy skuteczna końcówka, pewność w grze dedykowanych chłopaków, brak podpalania, dobrze wygląda Łączyński jako kolejna postać na piłce, ale Gruzja naprawdę nie miała papierów na granie z nami i powinni byli dostać w papę od wejścia. Cieszy „rehabilitacja” Dziewy, druga połowa to jego najlepszy występ reprezentacyjny od dłuższego czasu.

Najważniejsze jest opanowanie nerwów, siła mentalna. Ci faceci naprawdę mają talent i warunki do gry na wysokim poziomie. Widać, że Loyd nie jest tylko opcją „plug and play” tylko uczestniczy w setach, ma świetną decyzyjność i nie wstrzymuje płynności gry. Obyśmy potrafili „połączyć kropki” w meczach o stawkę. Ostatnie dwa sparingi rozegramy z Finlandią, gdzie rządzi (i dzieli) Lauri Markkanen. Ktoś w zespole przebąkiwał o podobieństwach Fina do Luki Doncica. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, bo o ile Lauri to wybitny gracz off-the-ball, tak Luka gra niemal wyłącznie z piłką. Luka to nie wiadomo czy wystąpi w Eurobaskecie, bo jak na razie nie może ogarnąć jak wsiąść do swego nowego, elektrycznego hipersamochodu chorwackiej marki Rimac. Widzieliście? Co byście mu poradzili? 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez @gwiazdybasketu

Naszej dzielnej Kosz Kadrze życzę zdrowia, opanowania nerwów i celnych rzutów. Naszą siłą niech będzie doświadczenie wspólnej gry trzonu oraz głębia składu. Wielu chłopaków potrafi wnieść na plac wartość, wielu potrafi grać piłką, rzucać i inicjować kontakt i tylko, żeby trafili w odpowiedni moment. Trzymam kciuki! B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Kurde, ja w naszą kadrę nie wierzę, ale ostatnio też nie wierzyłem i doszli do półfinału 😁. Oby to był dobry prognostyk.

    (9)

Komentuj

Gwiazdy Basketu