Strength in numbers: co nosisz na plecach?

26

#Arizona, mon amour

Klątwa numeru nie przestała prześladować Shaqa także po przeprowadzce do Arizony. #33 w tym klubie pierwotnie zostało zastrzeżone dla upamiętnienia Alvana Adamsa. Co ciekawe, Adams zgodził się ponownie włączyć numer do obiegu w klubie Phoenix, by założyć mógł go… Grant Hill, który podobnie jak Mourning, przez całą karierę nie rozstawał się z dwiema trójkami. Ach! Gdyby tylko Shaq mógł mieć tyle szczęścia. Na otarcie łez pozostał mu fakt, że Amar’e Stoudemire zrezygnował z #32 dla #1, więc O’Neal mógł go założyć.

Ech… Grant Hill. Za każdym razem gdy Admin wspomina Penny’ego Hardawaya mam ochotę zapytać „a pamiętasz Ty Granta?”

[vsw id=”VEeYFH-qlvk” source=”youtube” width=”690″ height=”420″ autoplay=”no”]

#Cleveland Cavaliers

I w końcu nadszedł ten dzień. O’Neal dołączając do LeBrona i jego świty w Ohio mógł w końcu założyć upragniony jersey z dwiema trójkami na plecach. Hołd został złożony. Sytuacja nie powtórzyła się ponownie po przenosinach do Bostonu (#33 zastrzeżony dla Birda), ale w tamtym momencie to już nie było tak istotne. Przeznaczenie się wypełniło.

A co Ty nosisz na plecach?

[BLC]

1 2

1 komentarz

  1. Odpowiedz

    Zawsze nosiłem #15 nie wiem czemu, ale zawsze lubiłem tą cyfrę. Tylko raz zdarzyło mi się, że trener dał mi #14 i nie byłem zadowolony. A tak ogólnie, to miałem w drużynie osoby, co totalnie olewały jaki numer mają na plecach i osoby jak ja, co sobie ubzdurały w głowie, że muszą grać z konkretnym numerem, inaczej im rzuty nie wpadną albo przytrafi im się jakaś kontuzja, hehe.

    (-2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    A to zły Shaq, szedł tam gdzie mogł wygrać tytuł i wygrywał. Do Lebrona też poszedł po tytuł.

    Hejtujmy Shaqa albo nie hejtujmy lebrona:D

    (-6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Grałem 3 sezony w piłkę nożną na obronie to zawsze na każdym meczu miałem nr 5, jakieś szkolne zawody – też w koszykówkę to znowu jedyna opcja to numer 5.

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    A co do tematu:

    Numer, nadawany nam od dziecka, wbija sie nam w głowę i nie daje spać. Dostajemy Pesel, którego jako dzieci nie znamy, wiec sie nie liczy. Ale juz w szkole dostajemy numer w dzienniku, nasz pierwszy numer który nas określa. Wiele osób ten numer właśnie w czasach szkolnych chciało mieć na koszulce. Taka narzucona liczba która staje się nam bliska(chbya że ktoś ma nr 1 i nauczyciela który nie lubi sie wysilać).

    Często w szkolnych zespołach czy niższych ligach numer jest nazwiskiem dosłownie, bo na koszulkach nazwisk nie ma. Wiec człowiek jest rozpoznawany po numerze kiedy biegnie.

    Upamietnienie kogos numerem jest fajne o ile sie jest pewnym ze bedzie sie go upamietniało też poziomem gry. Kiedy lamus ubiera 23 to jest wysmiewany i dostaje od razu ksywe jordan wymawiana ironicznie.

    A uzaleznianie formy i pecha od numeru jest troszke smieszne. wiadomo człowiek potrzebuje czasami amuletu na karb którego by zrzucał szczęście lub jego brak. Po to człowiek ma boga, czy w co tam sobie wierzy. Ale jeśli ktoś zaczyna zbytnio łączyć swoją grę z numerem to za chwile zacznie łączyć ja z tym czy zawiązał najpierw lewego czy prawego buta.

    (14)
  5. Odpowiedz

    od dziecka 8… Kobe 8, Frank Lampard 8. Niestety od kilku lat po wejściu do seniorskiej drużyny zmuszony byłem zmienić upodobanie, z podobnego względu co Shaq 😉
    Wybrałem 3, czyli „niedokończoną ósemkę” 😛 ale przy każdej możliwej okazji ubieram znów 8 😀

    (5)
  6. Odpowiedz

    Całe życie nosiłem 12, kiedy nie mogłem mieć numeru 12, to wybierałem 21. Też mam taką klątwę @SebaMagic 🙂

    (-2)
  7. Odpowiedz

    U mnie znowu historia wygląda tak. Urodziłem się trzynastego października więc stwierdziłem, że ten numer będę nosić na koszulce. Kiedyś w amatorskiej lidze kolega wziął ten numer przede mną więc był dylemat. Jako rozgrywający w obecnej erze basketu mam dwóch idoli. #1 Rose, #3 Paul. Więc początkowo grałem z trójką, później przerzuciłem się na jedynkę. Jeżeli jest możliwość to gram z 13, a jeżeli nie to lawiruje między 1, a 3.

    (-1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Gram z #0 co prawie zawsze daje mi pewność że nikt go nie zajmie, a w razie czego zawsze mogę wziąć dwa zera.

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Te wasze wywody to cos w stylu:

    Jak idziemy z ziomami grać w basket 3 na 3 na orlik, to ja zawsze gram z numerem 21 bo urodziłem sie tego dnia, i to moja szczesliwa liczba, i mega fatum.

    Ja rozumiem jakbyście grali zawodowo ale tak to brzmi to jak: Ej dorobie sobie jakaś fajna historie, opowiem jak to skomplikowana historia kryje sie za tym ze gram z tym numerem:D

    A 99% zapewne wybiera coś z daty urodzenia, numer w dzienniku w szkole albo numer ulubionego gracza.

    (6)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    9
    MJ i Barcelona. Wg przepisów MKOL dostępne numery do 15.

    12 – jeśli zajęta 9
    MJ raz zagrał z tym numerem.

    Przez szacunek nigdy nie ośmieliłem się grać z 23.

    (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    @Up
    Dokładnie tak samo jak Ty mam, numer 9 od zawsze, również nie ośmieliłem się założyć nr 23 😉
    Pozdrawiam 😉

    (1)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja się wyróżnię. Zawsze grałem z #19 mój numer … przynosił szczęście :). Niestety w liceum trzeba było przyodziać inny numerek. Zdecydowałem się na #7 bo z tym numerem zagrałem pierwszy mecz w karierze.

    (-1)
  13. Odpowiedz

    #96 nosiłem na turnieju – Ron Artest i te sprawy, #17 – Dawny numer w dzienniku, mam do niego jakiś sentyment i zresztą stylem staram się przypominać Chrisa Mullina i trochę Johna Havlicka.

    (3)
  14. Odpowiedz

    obecnie #10 a kiedyś #37.
    Fajna historia z 37. W podstawówce pamiętam na jednej lekcji rozmawiałem z kolegą i coś o Shaqu właśnie mówił. Ja dopiero co zaczynałem przygodę z NBA i prawdę mówiąc jednym z pierwszych zawodników, których w ogóle znałem był właśnie O’Neal. I tak gadam z kolegą i pytam jaki ma numer ten Shaq. On mi mówi, że 36 (to były pewnie czasy gry Shaqa gdzie miał #32, no ale ok, ziomek widocznie też za dużo o NBA nie wiedział). To ja kilka tygodni później jak wybieraliśmy numery w szkolnym klubie mówię, że chcę 36, ale nie było. Myślę, pójdę o 1 wyżej i takdostałem 37.
    True story.

    (7)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    całe życie chciałem grac z #3 dla AI …niestety pech chcial ze zawsze dostawalem nr 4… na szczęscie kilka lat pozniej Allen Iverson zagrał z 4 w Turcji co prawda…ale troche wtedy spopularyzował ten numer w NBA również

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu