fbpx

Szacunek i pochwały: Boston Celtics mistrzami NBA po raz osiemnasty!

44

WTMW. Boston Celtics po szesnastu latach wreszcie dopięli swego. Hasło pod tytułem “It’s all about 18” towarzyszyło mi odkąd tylko założyłem GWBA i w pewnym momencie, co tu wiele gadać, stało się pustym sloganem, czczą gadką. Długo to trwało, ale są tam, gdzie chcieli, na szczycie koszykarskiego imperium NBA. Żaden zespół ligi nie miał w tym roku podejścia do kolektywu, który zrzeszono w tym sezonie w barwach Celtics.

Boston 106 Dallas 88 [4-1] 🏆

Pozwólcie, że nie będę teraz wymieniał nazwisk, bo mam wrażenie, że znamy je wszyscy aż za dobrze. Prześledźmy może prędko okres tych ostatnich lat, bowiem osiemnaste mistrzostwo dla Bostonu rodziło się w prawdziwych mękach / wymagało sporych pokładów wiary i cierpliwości od kibiców oraz nauczenia się pokory przez młode gwiazdy zespołu.

No właśnie, można powiedzieć, że szefowie Celtics pozostali wierni pryncypiom. Wiernie trwali przy dwójce swoich młodych (wciąż) gwiazd otaczając je coraz to lepszymi partnerami. Podzespoły musiały się dotrzeć, lekcje basketu zostać odebrane, wykute w ogniu porażek i niepowodzeń. Wielokrotnie oskarżani o brak jąder w mosznie i nie trzymanie emocji, dziś panowie Jaylen Brown i Jayson Tatum zamykają gęby hejterom. Jestem im winien artykuł pochwalny, więc swoistą laudację w tym momencie popełniam, na wypadek gdyby ktoś z Was nie zauważył. Bez względu na sympatie, tegoroczny Boston to była / jest najlepsza drużyna w koszykówce. Sezon kończą łącznym bilansem 80-21, a poniższe dane mówią wszystko. W tym roku C’s osiągnęli:

  • najlepszy rating ofensywny
  • trzeci rating defensywny
  • średnia przewaga nad rywalami wyniosła aż 11.6 punktów
  • najwięcej oddawanych i trafionych trójek, druga najlepsza skuteczność
  • najwięcej defensywnych zbiórek
  • najwięcej bloków
  • najmniej strat
  • najmniej rzutów wolnych rywali

Pozostali wierni kanonom gry, co tylko mogli upraszczali, konsekwentnie budowali skład i dziś w nocy dostali, na co zasłużyli. Co zaczął Danny Ainge w roli szefa kadr, dokończył namaszczony przez niego Brad Stevens w roli szkoleniowca, a później kadrowca. Cofnijmy się tych kilka lat, czy wiecie, że Celtics w playoffs grają nieprzerwanie* od 2008 roku, gdy ostatnim razem sięgali po mistrzowski tytuł? No dobra, jest jedna wyrwa, luka w klubowym życiorysie. Chodzi o sezon przebudowy 2012/2013*, czyli transfer KG i Paula Pierce’a (Ray Allen już wcześniej czmychnął do Miami) wieńczący tamten gwiazdorski okres.

Od tamtego czasu przez szatnię Bostonu przewinęły się takie postaci jak: Isaiah Thomas, Avery Bradley, Terry Rozier, Marcus Smart, Kemba Walker czy Kyrie Irving. Al Horford raz był, a potem znów go nie było. Idąc tropem pieniędzy występował w Sixers i Thunder, którzy ostatecznie oddali go Celtom z powrotem za Kembę i pierwszo-rundowy wybór draftu. Byli też nieszczęsny Gordon Hayward (połamał się w pierwszym meczu) czy Jabari Parker, Daniel Theis, Dennis Schroder i Malcolm Brogdon, pamiętacie czy nie?

Wizja była jasna, zapewnić “braciom Jay” warunki do rozwoju, otaczać żyzną glebą, wyrywać chwasty, regularnie podlewać. Obu wyciągnęli z trzecim numerem draftu w 2016 oraz 2017 roku i co tu wiele dywagować, chytry lis Ainge pozamiatał rok po roku.

  • draft 2016: 1/ Ben Simmons 2/ Brandon Ingram 3/ Jaylen Brown
  • draft 2017: 1/ Markelle Fultz 2/ Lonzo Ball 3/ Jayson Tatum

Zacznijmy od tego, że oba wybory Celtics otrzymali za sprawą wspomnianego, głośnego transferu Garnetta i Pierce’a na Brooklyn. To właśnie Nets dysponowali trzecim wyborem w 2016, a rok później wygrali loterię draftu i również musieli oddać pick! To nie wszystko, przecież Ainge tak wpuścił w maliny Sixers, że ci w zamian za pierwszy pick 2017, oddali mu wybór trzeci oraz pick I rundy 2019 roku. Trader Danny był tak pewny, że będzie w stanie wybrać Tatuma z trójką, że jeszcze na tym zarobił.

Resztę historii znacie, rozwój chłopaków i cyzelowanie kadr trwało ładnych 7-8 lat. Pamiętajcie proszę: w swym rookie sezonie Tatum notował średnio 14 punktów. Brown punktów sześć, do pierwszej piątki wstępując sporadycznie, co najwyżej “na zastępstwo”. Obaj byli dalecy od kompetencji, którymi dysponują dzisiaj. Przez ten okres Celtics pięciokrotnie odpadali w finałach konferencji, a przed dwoma laty w NBA Finals. Wówczas również polowali na słabe ogniwo defensywy (Stephen Curry) który jednak był w stanie ustać napór ze strony Jay’s. Skrótowo mówię, zabrakło doświadczenia, skład miał dziury kompetencyjne i w zderzeniu z zaprawionymi w bojach Warriors musieli kleknąć.

Zeszłe lato to jednak najlepszy offseason w pradawnych dziejach Bostonu. Milwaukee Bucks wpadli na szatański pomysł pozyskania Damiana Lillarda, oddając w zamian m.in. swój filar, serce i mózg Jrue Holidaya. Myśleli zapewne, że z dala w Oregonie kolega Jrue będzie dogorywał resztek kariery / kontraktu, a świat wkrótce o nim zapomni. Po co jednak przebudowywanym Blazers 34-letni defensor z wielkim kontraktem? Okazję zwietrzył Brad Stevens i cztery dni później Holiday pozował już do zdjęć w koszulce z koniczyną. Oddali w zamian dwóch ludzi o kiepskim zdrowiu: Brogdona oraz środkowego Roberta Williamsa, a cała wschodnia konferencja, czując co się święci, nerwowo przełknęła ślinę.

Porzingis? Tingus Pingus zlądował w Bostonie w trójstronnej wymianie, w której C’s poświęcić musieli m.in. Marcusa Smarta, Danilo Gallinariego i Mike’a Muscalę. Jak myślicie, opłaciło się? Moim zdaniem to był kolejny strzał w dziesiątkę. Tak “ukonstytuował się” skład, w którym piątka starterów i szósty zawodnik mają łącznie na koncie 16 powołań do All-Star Game oraz 9 do All-Defensive Teams. Każdy rzuca zza łuku i z powodzeniem broni parę pozycji. Takiej elastyczności i wszechstronności kompetencyjnej NBA jeszcze nie widziała, a co za tym idzie Celtics wyznaczają nowy kierunek.

Nie idziemy w wielkich kloców, nie wyobrażam sobie by taki przykładowo Zach Edey, tegoroczny rookie był znaczącą postacią w lidze i mimo dominujących występów w NCAA może się nie załapać do pierwszej dziesiątki draftu. Koszykówka na pozycji centra od dawna nawiguje w stronę zasięgu połączonego z mobilnością przy pełnym wachlarzu umiejętności, w tym rzut zza łuku. Pierwszy rzut oka i mamy kierunek wyznaczony: Victor Wembanyama, Chet Holmgren, Joel Embiid, Myles Turner, Evan Mobley (?) Nikola Jokic, WCJ z Orlando, Porzingis i Horford, przecież nawet Bam Adebayo od tego sezonu rzuca trójki (15/42 ale tak samo zaczynał np. Brook Lopez).

Skuteczność trzypunktowa rozstrzygnęła też zawody dzisiejszej nocy. W szczególności mam na myśli drugą kwartę, w której C’s osiągnęli 7/11 zza łuku na drodze do zdobycia 39 punktów przez dwanaście minut. Poza tym nic nowego: intensywność, fizyczność która z minuty na minutę coraz bardziej dawała się we znaki gościom (51-35 na tablicach). Bez wchodzenia w teorie spiskowe, Celtics zachowali więcej siły / energii po czwartym meczu, w którym Mavs przyparci do ściany grali o honor. Niech będzie, tak mówmy: Boston chciał skończyć sezon w TD Garden i cel swój osiągnął.

MVP rundy finałowej mianowano Jaylena Browna (28/5/5) który choć statystyki miał delikatnie mniej okazałe niż kolega Tatum (22/8/7) to jednak zaliczał lepszą skuteczność, w polu trzech sekund grał wręcz na wybitnych procentach (pierwszy rzut spod kosza spudłował w Game 3) no i patrząc przez kiepskie okulary: matchup defensywny miał cięższy, ale to teoria, z którą się nie zgadzam. Nie było tutaj złego wyboru, jeden albo drugi. Jaylen dyplomatycznie wybrnął z niezręcznej sytuacji już w pierwszym zdaniu dziękując całej drużynie, a w szczególności swojemu partnerowi w zbrodni (partner in crime) Jaysonowi Tatumowi.

Uśmiechy i emocje były szczere, ze swej strony gratuluję całej zielonej grupie oraz ich fanom. Praktykowi brazylijskiego jiu-jitsu Joe Mazzulli, sztabowcom, a także oczywiście pokonanym, ekipie Mavs. W zeszłym roku bez awansu do playoffs, w tym od razu finały. Potrzebują trochę czasu, ale widząc potencjał przede wszystkim Derecka Lively, o ich dalsze losy jestem spokojny, zwłaszcza patrząc na resztę konferencji, między innymi butwiejących, marketingowo usposobionych Lakers, z dziadkiem LeBronem, jego (być może) nastoletnim synem oraz kumplem JJ Redickiem, potencjalnie pierwszym trenerem.

Na koniec dziękuję Wam wszystkim za wspólnie przeżywaną kronikę kolejnego sezonu NBA. Był to mój czternasty w roli ojca prowadzącego GWBA. Dokąd nas zaprowadzi przyszłość, no cóż, przekonamy się. Tymczasem wklejam poniższą ramkę i życzę Państwu dobrego dnia. B

44 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie sądziłem, że po odejściu z Mavs to Tingus Pingus zdobędzie trofeum przed Luką.

    Chciałbym żeby Morant ogarnął się mentalnie jak Tatum w tym sezonie i znowu można było bez wstydu kibicować Miśkom

    (23)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki za artykuł, jaka jest NBA, każdy widzi. Wraca się do niej chociaż na finały. Teraz pytanie czy wreszcie będzie jakaś dynastia? W końcu Horford i Holiday są grubo po 30-tce. A kolejny sezon to ekstra motywacja dla rywali i presja utrzymania poziomu mistrzowskiego.

    Ale dzisiaj o tym nie myślą. Fajnie, niech chłopaki mają swój moment. Luka więcej trzymania nerwów na wodzy i zdrowia w obronie.

    (18)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki Bartek! Ty też przeszedłeś ciężką drogę w tym sezonie, ale skończyłeś tak dobrze jak Boston (chociaż wiadomo, że wolałbyś Lakers). Odpocznij i jedź dalej! It’s all about 15!

    (32)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Zachód przecież powinien być w następnych latach tylko mocniejszy. Lakers i Warriors do przebudowy ale przecież mamy rosnących w siłę młodych gniewnych Wolves i OKC. Nuggets jeśli zdrowi to wciąż jest top ligi, Spurs za kilka sezonów mogą być naprawdę mocni. Prędzej Boston będzie mieć plażę na wschodzie. Wydający się być najbardziej kompetentni Knicks, Pacers, Heat na tę chwilę nawet nie mają podjazdu do zielonych.

    (30)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    80 oddanych rzutów za 3 pkt….koszykówka która zamieniła się w konkurs rzutowa za 3 ,nieogladalne,pseudo widowisko udające koszykówkę….

    (-16)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    1 mecz blowout
    2 mecz pod kontrolą Bostonu
    3 mecz prawie blowout
    4 mecz blowout
    5 mecz blowout
    Dobrze że ta nudna mordęga wreszcie dobiegła końca. Najsłabsze finały od lat.

    Gratulacje dla Zielonych! Horford!

    Podziękowania dla Autora za relację z całego sezonu. Kłaniam się nisko.

    (29)
    • Array ( )

      Mecz nr przy różnicy jednego posiadania, podwójny faul przy wejściu, które by doprowadziło do remisu, mecz nr 3 kilka ewidentnych fauli nie odgwizdanych na Luce, popychanie, bicie po rękach. Cała hala to widziała, widzieli to komentujący, sędziowie nie.
      Przy 3:0 już sędziowie mogli odpuścić, zadanie wykonane, MVP dla czarnego, kolejny europejski biały nie miał prawa wygrać znowu tej, śmiesznej dzisiaj niestety, ligi.
      Już Shaq pokazał co oni tam wszyscy myślą, kiedy dawał Jokicowi MVP – za coś takiego powinien zostać odsunięty od takich spraw, na miejscu Serba bym mu kazał spier…. jak nie widziałeś to sobie to włącz, co powiedział mu przy ogłoszeniu zwycięzcy.
      Nie mówię, że tylko sędziowie to wygrali, ale te 2 mecze zostały ewidentnie zepsute w końcówce.

      (-2)
    • Array ( )

      Andre3000
      A ciągłego bicia po rękach Tatuma przy każdym wjeździe nie widziałeś? Czy nie chciałeś widzieć? Albo może nie pasują Ci do argumentów?
      DJJ, PJ i Lively grali bardzo fizycznie i to Ci nie przeszkadzało? Ale fizyczna gra Celtics już Ci przeszkadza?

      Paradoksalnie przy tych wszystkich kłamstwach, które wypisałeś to właśnie mecz nr. 4 był sztucznym przedłużaniem serii i bardzo aptekarskim widowiskiem w którym graczom Celtics gwizdano wszystko, a graczom Mavs nie co skończyło się 38 pkt różnicą. NBA chciała jeden mecz więcej więc Foster to załatwił.

      (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Piękny to był sezon. Dzięki za wszystkie relacje i wierzę, że nigdy nie przestanie Cię bawić to całe pisanie, bo jesteś w tym świetny.

    (13)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Boston jest jedną z najlepiej zarządzanych ekip w NBA. Odkąd odeszli KG, Pierce, Allen, Rondo nigdy nie szorowali po dnie tabeli. Można powiedzieć, że mieli sporo szczęścia np. przy wyborach w drafcie, ale też sporo pecha. Najbardziej zapadła mi w pamięć fatalna kontuzja Haywarda, który już nigdy nie wrócił do swojego poziomu. Dla tych co nie pamiętają, wtedy skład też był teoretycznie na mistrza, ale Hayward połamał się w pierwszy meczu sezonu (BTW. Hayward był wtedy top skrzydłowym po obu stronach parkietu). Kolejnym pechem był Kyrie Irving, z którym wiązano wielkie nadzieję, a wyszło jak wyszło. Mimo to wciąż byli w grze.

    Śmieszy mnie teoria o braku jajec JB i JT, bo często pada argument, że odpadają gdzieś po drodze, finał albo finał konfy. To co, lepiej jakby w ogóle nie wchodzili do PO?

    Pozdrawiam kibiców Celtics. To był piękny sezon ☘️

    (24)
    • Array ( )

      Nie przesadzajmy z Haywardem, był dobry, ale to nie był nawet w najlepszym swoim sezonie przed kontuzją poziom Lebrona, Duranta, Kawhiego, Butlera czy PG13 (jeśli rozmawiamy o niskich skrzydłowych). Nigdy nie był w all teams, raz w rezerwach ASG się pojawił (głównie z uwagi na dobre wyniki Jazz wtedy).

      (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Czuje nieskrywana radość, gdyż od pierwszego sezonu JB&JT czułem że oni mają to coś bo doprowadzić zespół do finałów konferencji to było coś niesamowitego. Każdego roku czułem smutek, ale zawsze mówiłem że oni potrzebują czasu. Teraz dogonili czas i myślę że oni mają papiery na jeszcze kilka tytułów. W lidze jest parę gwiazd które bardziej elektryzuja, tak samo duetów, ale to oni co rok graja o najważniejsze cele. A Luka? Każdy mistrz musi poznać gorycz porażki.

    (4)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jakiś czas temu pisałem że to najgorsze zestawienie finałów od lat. Nadal podtrzymuję to zdanie, niemniej jednak chciałbym szczerze pogratulować Celtics. W tym sezonie najbardziej na to zasłużyli, softy Dżeje udowodniły że potrafią dowieźć rozpoczętą robotę do końca i nie wymiękać. W moich oczach awansowali z chłopaszków na chłopów. Na mężczyzn jeszcze za mało wiosen mają hehe. Jakoś aż tak bardzo nie jest mi przykro z tytułu Bostonu, może odrobinę wzrosła moja sympatia do nich po tym jak się zaprezentowali. Po cichutku liczyłem na MVP dla Jrue ale ciężko aby taki cichy profesor otrzymał tak wielkie wyróżnienie. A Luka no cóż, za wcześnie jeszcze dla niego. Myślę że w przeciągu całej kariery wygra to Mistrzostwo śWiAtA (xD). Nawet mu tego życzę mimo tego jaki z niego płaczek. Dorośnie (oby) 😉

    (5)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Tyle razy dawali dupy, że w końcu musieli to wygrać.
    Skład nabity jak kabanos, strasznie słaba konferencja wschodnia i w końcu im się udało.

    A na tego Łotewskiego kalekę, to nie dało rady patrzeć, największy chłop na boisku, a przewraca się przy każdym, nawet najmniejszym kontakcie.

    Gratulacje dla zwycięzców, Dallas musi dodać bardziej wartościowych role playerów i widzimy się za rok.

    (-7)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki, b.min za piękny sezon. Świetnie Cię czytać oraz przeżywać z Tobą emocje najpiękniejszej gry świata – tak trzymaj a nigdy nie będziesz szedł sam!
    🙂

    (7)
    • Array ( )

      No jedynie z powodu Mazzulla można odczuwać jakąś nić sympatii do Bostonu. Takie jest moje zdanie.
      Ale i tak tytuł zdobyli głównie z powodów niezależnych od nich. A te powody zasadnicze były 2 i nie wiem który większy:
      1. Kontuzja Luki.
      2. Głupota Bucks.

      (-4)
    • Array ( )

      @Drupi – Ty tak na poważnie xD?

      Dopisz jeszcze, że mieli łatwe PO, grają na wschodzie, Luka był zmęczony, a Derrick White zgolił głowę.

      (7)
    • Array ( )

      “Ale i tak tytuł zdobyli głównie z powodów niezależnych od nich.” -> X D

      PIERWSZY atak ligi i TRZECIA obrona ligi, do tego najlepszy bilans w całej lidze wygrał/a mistrzostwo ‘głównie z powodów niezależnych od nich.’

      Tyle lat siedzisz na tym forum i wszystko jak krew w piach.

      (9)
    • Array ( )

      Dawno już mówiłem, że z dwójki “dżejów” to Braun jest tym bardziej ogarniętym na którego powinni stawiać.
      To oczywiście nie znaczy, że chłop jest jakiś super hiper wypas – ale z całego ich składu najbardziej rokuje.
      No i nie zapominajmy, że przeszedł żenujący test “białej rękawiczki” na konkursie wsadów gdzie go pchali na siłę.
      (w sumie jak ktoś nie wie o co chodzi to ostatnie zdanie brzmi dość obleśnie)

      (-2)
    • Array ( [0] => administrator )

      ostatnie zdanie brzmi obleśnie?
      cały komentarz jest kiepski

      (6)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    I to jest (moim zdaniem) największy niesmak i zgrzyt tych finałów. Ten drugi mecz w Dallas, kiedy już mieli przeciwnika “na linach” i zamiast skończyć sweepem poddali mecz żeby świętować miśka u siebie… Bardzo nieładne to bylo. Niby im “nie wpadało”, ale jak się nie chce trafić, to się rzuca tak, żeby nie wpadało (no chyba że się jest gamoniem z Toronto).

    (0)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Zasłużony triumf. W przekroju całego sezonu i playoffów trudno wskazać lepszą, bardziej pewną i równą ekipę. Myślę, że zamknęli dzioby krytykantom na dobre. Władze C’s udowodniły, że mieli rację budując konsekwentnie drużynę wg obranej ścieżki, “Jaśki” udowodnili, że nie są przepłacanymi gwiazdorami, którzy pękają w najważniejszych momentach. Za wcześnie oczywiście wyrokować co będzie dalej, ale przy mądrej polityce kadrowej jest szansa że doczekamy się kolejnej dynastii. Brown i Tatum wchodzą w swój prime. Obaj potrafią trzymać swoje ego na wodzy i świetnie się uzupełniają. Wokół takich graczy można budować mistrzowski skład dobierając zadaniowców czy młody narybek. Choć przez parę najbliższych lat uda się pewnie zatrzymać jeszcze ten lub zbliżony skład.

    (3)
    • Array ( )

      Gdzie w tegorocznych playoffach duet JJ był poddany jakiejś presji jak na wschodzie po kolei każda drużyna wysypywała się po kontuzjach. Wygrali, super, brawa dla nich. Następny sezon pokaże co i jak, ja w żadną dynastię nie wierzę.

      (1)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Kurcze dalej nie mam przekonania że któryś z liderów Bostonu byłby w stanie sam wziąć na plecy zespół i poprowadzić ich daleko w play-off, przy nieobecności drugiego. Ale szacun i czapki z głów za synergie i współpracę. Ich i zespołu. Czasem 2+2=5. Tak ich widzę:
    kolektyw. jak im zdrowie dopisze mogę wygrać jeszcze parę razy. Gratki Boston 👍👍🍀🍀🍀

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu