Trae Young zakasował LeBrona i spółkę | środkowy palec na parkiecie NBA

27

Sponsorami odcinka są Piotr Janus, Michał Bajkowski, Ryszard Ochódzki oraz Janek „Janczos Naczos” Malinowski, dziękuję chłopaki! B

Orlando 94 Philadelphia 102

Nie znaleźli ataku gracze Magic, gospodarze wyszli dwoma wysokimi, brzuchami zastawili pole trzech sekund, na co Orlando zniosło jajo. Franz Wagner walił ile wlezie, ale na każde jego trafienie odpowiadał Paul George albo ten prędki Maxey, turbo mysz. 

Na sam koniec jeszcze odpalił się zza łuku Jalen Suggs (22 punkty 4/12 z dystansu) jednak rzut, który oddał przy 4 punktach straty i 35 sekundach na budziku potwierdza, że to gamoń jest i gracz lecący na instynkcie, w żadnym wypadku nie materiał na mistrza NBA. Jeszcze długo nie. Ten sezon i tak ma obfity strzelecko, potrafi świetnie rzucać wolne, więc mechanika jest, skuteczność ogólna osłabła, ale weźcie pod uwagę, że on bez kontuzjowanego Paolo Banchero sporo dziur w ataku musi wybierać i pod presją nierzadko próbować wbić piłkę do kosza. 

Sixers należy pochwalić, bo wiecie jak to jest, że gdy drużyna NBA przegrywa seriami i nie przystaje oczekiwaniom, to najczęściej jest wina słabej motoryki i braku energii. Fajny impuls dają drużynie obecnie atletyczne KJ Martin oraz wspominany już wielokrotnie rookie Jared McCain. KJ to oczywiście syn znanego przed laty K-Marta, Kenyona Martina, arcy dynamicznego PF/C który wspólnie z Jasonem Kiddem tworzył niezapomniany duet w ramach New Jersey Nets, pamiętacie czy nie? Dwadzieścia lat temu dostąpił nawet zaszczytu udziału w All-Star Game!

Tak więc KJ Martin nie tylko broni ponad przeciętną, ale ścina bez piłki, biega w ataku, na ofensywną zbiórkę idzie, a gdy trafi trójkę to nie można go ściągać z parkietu. Coś się w nim budzi wielkiego. Atletyzm, waleczność, w zespole takim, jakim obecnie są Sixers nie do przecenienia. Stare rumple jak PG-13 nie stać na wielką agresję, potrzeba walczaków wokół i jest to zrozumiałe. Czasem w meczu koszykówki musisz się po prostu pobić, doprowadzić do zwarcia i on (KJ) to robi. Zobaczcie:

Lakers 132 Hawks 134 [OT]

Koszykarscy bogowie nie wybaczają nonszalancji. Lakers niby doświadczeni i świadomi koszykarsko, to jednak sami się prosili o porażkę, która ostatecznie stała się ich udziałem. Jakieś krzywe wybicia piłki, Davis (38/10/8) pozwalający się otoczyć trzem obrońcom, próby obcięcia paru sekund, piłki puszczane po parkiecie, których później nie mogli opanować, nerwowe podania. Przy tym wszystkim LeBron James jest absolutnym cyborgiem (39 punktów 10 zbiórek 11 asyst) bo nie wierzę by Michael Jordan w jego wieku uratował blokiem przechwyconą przez Dysona Danielsa piłkę. Prędzej by sobie język przegryzł:

No ale cóż, starość nie radość. Goście zezwolili Jastrzębiom na luźne latanie wokół Trae’a Younga i nie nastarczyło im pary w końcówce. Kulfon znów był w swym żywiole: 31 punktów 20 asyst i kluczowe trafienie z dystansu!

Ktoś to mądrze napisał ostatnio: nie ma się co emocjonować Lakers, bo to twór rozrywkowy, przed którym era rozbiórkowa i gruntowne remonty dachu. LeBron James mógłby być wybitnym graczem zadaniowym w zespole walczącym o pierścień, takim na dwadzieścia minut w meczu, ale względy biznesowe to uniemożliwiają. Legendy nie rozmienia się na drobne tzn. pod pewnymi względami już dawno rozmieniono, ale w ujęciu „niedzielnego kibica” to wciąż jest najlepszy koszykarz na świecie – zobaczcie statystyki! Liczne walory posiada owszem, ale jak mówię, w zadaniowej roli, nie jako koło zamachowe zespołu, na dodatek kręcące się tylko w kierunku kosza przeciwników. 

Bucks 105 Celtics 111

Na NBA zjadłem zęby, mógłbym napisać pracę licencjacką na temat ewolucji koszykówki amerykańskiej, w której zawarłbym zagadnienia przemijania, efektywności pracy, gatunku ludzkiego, kultu zwycięzcy i owczego pędu. Wszystko podlane przykładami, danymi, symbolami i zaszytymi prztyczkami w kierunku promotora, któremu pewnie i tak nie chciałoby się tego czytać, hehe. 

Skąd takie pomysły? Patrząc na Boston Celtics trudno nie ulec irytacji. Mistrzowie NBA oddają 87 prób rzutowych w meczu, z których 53 stanowią rzuty trzypunktowe (61%). Long story short: C’s trafiają elegancko w pierwszej kwarcie (Milwaukee dzielnie trzyma wynik) potem przychodzi seria 1/20 zza łuku (i Bucks sforują się na delikatne prowadzenie) a w końcówce znów siada parę prób i jest do przodu. Ciężko się to ogląda i gdyby nie zakłady bukmacherskie nie dotrwałbym nocy bez zaśnięcia, nie ma opcji. 

Co jest ważne: wrócił Khris Middleton (11 punktów 5 asyst) i po operacji obu kostek, które unieruchomiły go przez część wakacji, prezentował się przytomnie. Zaczął od trójki z faulem, wciąż jest mistrzem półdystansu, ma dobry flow z Giannisem (30/11) którego potrafi wysterować na pozycję do rzutu jeszcze chyba lepiej niż Lillard (31/5/4) nieźle broni, wie gdzie się ustawić i co najważniejsze, widać że ma posłuch wśród chłopaków. Nawet Dame leci do niego grzecznie, gdy Khris go woła. Wierzę, że Bucks pójdą w górę teraz. Nie przeciwko tak srprawnemu kombajnowi może jak Boston, ale sami widzicie, że niewiele brakowało. 

Tatum 4, Holiday 4, Hauser 4, Brown 3, Horford 2 trójki. Wyglądaliby znacznie lepiej gdyby nie 0/8 Derricka White’a czy „nieobecny” Payton Pritchard 0/3. Najważniejsze trafienie zawodów należało do Jrue, po pompce przytomny floater, elegancko ćwiczony, klasa. 

Pacers 132 Bulls 123

Nie oglądałem jakoś uważnie, bo to naprawdę dwa zespoły bez obrony są. Skala, liczba wjazdów pod kosz albo indywidualnych manewrów, którym nikt nie staje na drodze, gdzie pomoc defensywna w zasadzie nie istnieje, to nie moja bajka, a przynajmniej nie w nocy z piątku na sobotę. 

Dwunastu graczy z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. 50 oddanych trójek przez Bulls. 60% skuteczności zza łuku Indiany. 66 asyst w sumie. 29 punktów z szybkiego ataku Chicago. W bani się nie mieści. Bulls położyła druga kwarta, w której zacięli się na parę minut (0/8 za trzy). Najwyżej punktującym graczem Zachary LaVine, autor 32 punktów na 22 rzutach. Brawo!

Jazz 141 Blazers 99

Chauncey Billups powinien zostać zwolniony na pniu, tu i teraz, a DeAndre Aytonowi powinno się odebrać licencję zawodnika. Jeśli nie masz ochoty pracować, nie przychodź, na twoje miejsce znajdzie się milion chętnych. Poziom obrony Portland, zwłaszcza po tym jak kontuzji w pierwszej kwarcie doznał Toumani Camara, to naprawdę jest rzecz godna potępienia. Nazwiska są dobre (Simons, Sharpe, Ayton, Grant, Avdija) ale poziom jaki prezentuje ten zespół po prostu nie przystoi określeniu „najlepsza liga świata”. Keyonte George i Collin Sexton naprzemiennie docierali z piłką pod kosz. John Collins manewrował jak Hakeem Olajuwon i z minuty na minutę entuzjazm Blazers gasł. Trener się wściekł na Aytona, który w drugiej połowie rozegrał „za karę” tylko dwie minuty. LOL

Ważne, że „nasz człowiek” zrobił swoje. Keyonte George 17 punktów w 24 minuty oraz 39 punktów Jazz z szybkiego ataku (!!!)  

Tak, ponieważ zaliczyliśmy kolejny dzień na plus (22 wygrane zakłady z ostatnich 25) ogłaszam dziś promo: 295 PLN za subskrypcję VIP do końca sezonu NBA. Obowiązuje wyłącznie dziś, 7 grudnia. Link:

https://ssl.dotpay.pl/Gwiazdy+Basketu&amount=295

Wolves 109 Warriors 90

Mecz podwyższonego ryzyka, bo wiadomo że Rudy i Draymond za sobą nie przepadają. W którymś momencie Mr Green się rozsierdził, bo dostał w gardło i go nie nagrodzili za to sędziowie. Wziął parę oddechów, wstał i energicznie jednego zwyzywał, a drugiego łokciem trząchał. 

Dubs grali trzeci mecz w czwartą noc, więc coach Kerr waflował składem ile wlezie. Nie wiem dlaczego rozłącza minuty Greena i Curry’ego, którzy od lat ładują się karmią energetycznie nawzajem. Nie rozumiem lineupu, w którym po placu równocześnie biegają Pat Spencer, Lindy Waters i Trayce Jackson Davis. Fajne chłopaki, ale bez jaj. To znaczy, hehe, nie róbmy sobie jaj panie Kerr!

Andrew Wiggins podkręcił kostkę i mecz skończył wcześniej. Curry i Kuminga strzelali fatalnie. Kuminga niestety wyeksponowany został po raz wtóry jako słaby obrońca, który nie ma mobilności, mało skrętny, pozbawiony sprawności. On świetnie gra do przodu i do tyłu, ale lateralnie nie ma do takiego Wigginsa czy Greena podjazdu. Pod tym względem przypomina wiecie kogo… Obi Toppina. Gdyby Toppin był sprawniejszy na nogach w obronie, miałby zadatki na gwiazdę. Obaj by mieli. 

No i niestety, ale po dobrym starcie sezonu Warriors wracają na swoje miejsce w szeregu. Lider zespołu ma 38 lat, kontuzje skumulowały się, jednowymiarowość strzelców pokroju Buddy’ego Hielda wychodzi, gdy trzeba kryć atletów rywala. Anthony Edwards 30 punktów i 9 asyst.

Kings 140 Spurs 113

Ekipa z San Antonio dzień po dniu traci 140 punktów. Tim Duncan pewnie już nawet nie śledzi losów organizacji, której przez dwie dekady stanowił opokę defensywną, a jeśli śledzi, to z grymasem niesmaku na twarzy. Gregg Popovich po przebytym udarze to lepiej, żeby nie oglądał. Na miejscu lekarza rodzinnego ja bym zabronił. 

Victor Wembanyama z wozu, Jeremy Sochan z ławki, Zach Collins wyrzucony z boiska za wyzwiska w stronę sędziego, któremu ostatecznie pokazał środkowy palec. Niezłe jaja. Chodziło o nierówne gwizdki, Sabonis twardo gra łokciami wiadomo, ale gwizdki zdaniem środkowego Spurs szły tylko w jedną stronę. Hehe, dawno nie widziałem fakera w NBA, gest równie kosztowny co śmieszny:

Co za tym idzie, Spurs bez cienia gracza podkoszowego, rozbici od środka. Co tylko markuje problem Sacramento, których aspiracje sportowe sięgają przecież znacznie wyżej. W zeszłym roku o tej porze dominowali w lidze, grali szybkie tempo, Fox biegał wybierał piłki ludziom i kładł na obręczy jak lis kurę. Sabonis leciał swoje dribble-handoffs i okazjonalnie post-ups, w rogach z łapami czekali strzelcy, Malik Monk był czołowym szóstym NBA. Dziś to wygląda tak, że przeprowadzają piłkę, podają do DeRozana (23 punkty) i czekają. To nie był dobry zakup, przy całej sympatii do wszystkich wymienionych. Stoją na prostych nogach i czekają aż ten zakończy swój taniec. Dodajmy, zakończy najmniej opłacalnym rzutem w koszykówce, czyli dalekim półdystansem z ręką na twarzy. 

Dzisiejszym mecz tego nie pokaże, 1/3 ligi oni i tak zbiją, ale potencjału na głębokie playoffs tutaj nie ma. A może się mylę? Przewidywalność, spowolnienie, kiepska energia i brak synergii. A nade wszystko, zbyt wielu ludzi wycofanych, którym nie pasuje obecny układ.   

Dobrego dnia wszystkim, dzięki za odwiedziny przy sobocie.

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Kuminga to pewnie poleci gdzieś przed trade deadline. Nie pasuje do Stepha, przy warunkach jakie ma broni bez zadziorności i popelnia sporo głupich błędów i ma zdecydowanie za duże skłonności do walenia trójek zamiast driveów non stop

    (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Kogoś tu chyba pamięć zawodzi. Proponuję sprawdzić piękny blok MJa na Mercerze. Też miał 39 lat (Lebron 40stke będzie miał 30 grudnia). Poza tym Lebron poza pojedynczymi akcjami tragicznie odpuszcza w obronie. Może gdyby podzielił swoje siły między atak i obronę to statsy miałby gorsze ale więcej zwycięstw. Lakers juz na rowni pochyłej, Lebron już tylko statsy będzie nabijał, bo przecież ma znowu za mało wsparcia zeby coś wygrać.

    (44)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      napisałem kilka dni temu o tym, że admin uwielbia prowokować w temacie leflopa. ja się tylko uśmiecham jak dorzuca do tego porównania do Majka.

      (33)
      • Array ( )
        trapped in a corner 8 grudnia, 2024 at 10:55
        Odpowiedz

        @kmn

        Fakt, zawsze wypada to dość śmiesznie bo to jak porównywać wóz z węglem do Lamborghini Countach.
        Poza tym jeszcze przypomina mi się to:

        https://www.youtube.com/watch?v=pRPc0HgvCzo

        Co prawda MJ był tam nieco młodszy niż 39 lat ale gdyby za niego wstawić w tę sytuację James’a to ten popłakałby się już momencie podwojenia przez Starksa z Oakley’em a po rzucie zamiast wracać do obrony stałbym pod tym koszem płacząc o faul i osobiste. Jaka liga tacy jej „krulowie”.

        (13)
        • Array ( )

          i co ja mam Tobie odpisać… przykład zacny. akcja wręcz podręcznikowa, wybitna. walcz do końca. dawaj przykład kumplom. nie uciekaj, nie płacz… czyń kompanów lepszymi, nie zdradzaj dla „lepszych” graczy. ot porównanie dwóch zacnych sportowców, z których tylko jeden jest/był prawdziwym przywódcą/wojownikiem. drugi to jedynie puste statystyki.

          (9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Jordan w wieku 39 lat miał przebieganych po parkietach (RS + PO) 48.5 tysiąca minut, Lebron ma aktualnie 69 tysięcy – 20.5 tysiąca minut to jest 540 meczów grając w każdym po 38 minut, albo prawie 7 sezonów dodatkowej gry.

      Abstrahując od oceny przydatności na boisku (teraz jak i przez całą karierę) to w kwestii długowieczności Lebron to cyborg.

      (5)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Pełna zgoda, że w wieku 40 lat nie da się już ciągnąć zespołu, natomiast Lakers mają wielu graczy kontuzjowanych, w tym dwóch wysokich i kluczowego defensora na skrzydłowych przeciwników. Nie byłoby tak źle z nimi w składzie.

      Gabe Vincent ma chwilę by się pokazać i złapać trochę pewności siebie. Nadal jednak to cień gracza z czasów Heat…

      (-1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Pany… Toć to prowo celowo zrobione… Nawet nie ma po co podejmować tematu lol
      Tak tak MJ by nie dał rady. Nigdy w życiu. Nie to co gołt.
      Pewnie. Jak to powiedział MJ? A!
      No questions!
      Lol

      (-3)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie da się wygrać bez zaangażowania. Lakersom coś się stało w głowę, a przynajmniej niektórym graczom. W kluczowej akcji do Davisa zaczyna doskakiwać 3 obroncow jednoczesnie uwalniając D’lo i Lebrona. Najblizej stojacy D’lo zamiast ruszyc dupę, zrobić dwa kroki w lewo i zupełnie niekryty pokazac Davisowi zeby podał to stoi jak słup i czeka. Widziałem to na zwolnionym tempie. Miał spokojnie sekundę czasu zeby zrobić cokolwiek, w końcu kto ma prosic piłkę jak nie mały szybki rozgrywający! To tylko jedna sytuacja. Jeszcze większym zaćmieniem popisał się Vincent nie przyjmujący piłki, którą Davis zaturlał mu zza lini koncowej (skonczyło się ruchomą zasłoną Davisa probujacego ratować sytuacje). W innej akcji Hachimura dobiega do rzucającego za 3 gościa i nie wiedzieć czemu daje mu kuriozalnego klapsa w klatkę piersiową i cyk 3 rzuty wolne. Ci goście biorą kilkanaście mln za sezon i śmieją się w twarz zwykłym Polakom. I to bronienie na prostych nogach i nie stanie w miejscu w ataku. Nie znam się na koszu jak Admin, ale może tak się gra wg sztuki? Szczerze mówiąc nie mam już ochoty ich oglądać. Czy polecicie nową drużynę do kibicowania?

    (21)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    O ile dobrze pamiętam to Westbrook pokazał środkowy palec Lebronowi w zeszłym sezonie. Na pewno miło wspomina czas w Lakers u boku najlepszego koszykarza na świecie.
    Jordan zdjął blokiem o tablice Ron Mercera w wieku 38 lat. Podczas pogoni za kontratakiem. Pewnie się nie liczy bo dwóch rąk użył, no i 38 to nie prawie 40.

    (21)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Lubiłem Sacramento za czasów „zapalania lampy”, gdy za pomocą szybkiej, efektownej koszykówki wstawali z kolan i podnosili głowę. Nawet czapkę Kings kupiłem. A teraz są przeciętni, stracili swoją wyrazistość, wyjątkowość.

    (7)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Niestety są przeciętni lub poniżej przecietni od ponad 20 lat… Ale zdanie o DeRozanie przednie, o kończeniu „najmniej opłacalnym rzutem w koszykówce, czyli dalekim półdystansem z ręką na twarzy”. Poza tym kiedyś to było, a teraz… Fox lepszy niż Williams, Monk lepszy niż Christie, Peja lepszy niż Murray, Webber lepszy od DeMara, w sumie Sabonis lepszy niż Divac, ale i tak Showtime by dali aktualnym Kings w papę. Elo.

      (6)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      I to najpewniej dzięki DeRozanowi wszystko. Podejrzewam, że to sympatyczny gość, dlatego przykro tak myśleć i to pisać, ale nie umiem sobie wyobrazić, aby, w obecnych czasach, tak archaiczny zawodnik został dla jakiegokolwiek zespołu wzmocnieniem. To potężne osłabienie, w najlepszym przypadku czyniące dany zespół jedynie przewidywalnym. Szkoda, ale to znak czasów.

      (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Admin może analiza czy marka NBA słabnie bo oglądalność spada w stanach itd starzy gracze wieszczą spadek dochodów Silver twierdzi coś innego gdzie prawda ?

    (5)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    „Patrząc na Boston Celtics trudno nie ulec irytacji.”

    Ja tam nie ulegam irytacji, dopóki wygrywają. Ale ja kibicuje Celtics, ale nie Lakers 🙂

    (15)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie rozumiem przytyku do Bostonu że tyle za 3 rzucają w końcu są mistrzami NBA. Inni widocznie nie potrafią i są fanami L.A.L😀

    (11)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Nadal nikogo bym nie skreślał. Za 76ers nie przepadam, ale odbiją się (już zaczynają) i o miśka grać będą próbowali.
    W Kings gorzej być nie może, ale też na ich korzyść będzie działać czas.
    Większe zmartwienia mają w Phoenix, Nowym Orleanie i Miami.

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      W miarę zdrowi 76ers wciąż mogliby nadrobić i wejść do PO nawet z top 4, ale to myślenie magiczne, bo czemu nagle mają przestać mieć problemy z kontuzjami i brakiem formy gwiazd? Embiid ani George to nie są okazy zdrowia

      (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Potrzeba wzmocnień, Bronny trochę podszlifuje formę w G i będzie git, przecież „zapracował sobie na miejsce w drużynie”. Mi najbardziej szkoda JJ jak on sie spina i wije na tych konferencjach pomeczowych, cały pąsowy, toż to grozi wylewem jakimś.

    (5)

Komentuj

Gwiazdy Basketu