centered image

Trwa szaleństwo NBA playoffs, największy comeback w historii, Cousins kontuzjowany!

56

Witajcie, jest coś niepokojącego, coś histerycznego w tegorocznych playoffs. Spośród dziesięciu rozegranych dotąd meczów KAŻDY na swój sposób stanowił niespodziankę. Jakby trenerzy, zawodnicy (i sędziowie) uparli się, że dokonać muszą czegoś wyjątkowego. Czegoś nieprzewidywalnego:

  1. buczenie własnych fanów 76ers
  2. zero punktów Kyle’a Lowry
  3. rekord trójek playoffs Stephena
  4. kompromitacja Denver w końcówce
  5. 8 punktów Indiany w kwarcie
  6. trójki z dziesięciu metrów Lillarda
  7. nieistnienie Detroit i zakończenie sezonu przez BG
  8. kuriozalna obrona Utah przeciwko Hardenowi
  9. 51 punktów Sixers w kwarcie
  10. największy comeback w historii playoffs

Wiecie, to już nie są anomalia, żadne tam rozwolnienie po zjedzeniu czegoś niestrawnego, to jest rozstrój żołądka po całości! W grupie typera dziś w nocy:

brooklyn nets 123 philadelphia 76ers 145

268 punktów, how convenient! Ale jak to jest? Przecież wieczoru poprzedniego, nieopodal w Bostonie naliczono punktów 158!! To na pewno jest ta sama gra?

Tym razem o buczeniu na Bena Simmonsa nie mogło być mowy (18 punktów 10 zbiórek 12 asyst). Szybkością i gabarytem raz po raz przedostawał się w pole trzech sekund, a stamtąd… było już łatwo. Nets zostali zmiażdżeni na tablicach i w polu trzech sekund. W sumie 76ers oddali dwanaście rzutów więcej, co przy ich dzisiejszej skuteczności (56%) było dla Nowojorczyków nie do przeskoczenia. Koncert rozpoczął się w trzeciej kwarcie, w której prowadzeni przez Joela Embiida (23 punkty 10 zbiórek) gospodarze zaliczyli serię 14-0 a w sumie uzyskali 51 oczek! Trzynastu ludzi punktowało, z czego sześciu przekroczyło podwójną zdobycz. Brett Brown zdał sobie sprawę, że ofensywy Brooklynu nie zatrzyma, że jedyną szansą dla jego podopiecznych jest wbicie pedału gazu w podłogę i nieprzytomna wymiana ciosów aż któryś z walczących padnie. Jak widać pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

Niestety goście mają problem z pozycją centra. Jarrett Allen jest za chudy w uszach przeciwko Embiidowi (widzieliście jak zarobił łokciem?) nie stanowi też zagrożenia rzutem odbierając zespołowi przewagę wynikającą ze spacingu i mobilności. Ed Davis, który tak fajnie się sprawdził w pierwszym meczu, ma niestety skręconą kostkę i żeby sprawy nie pogarszać dygał dziś tylko 6 minut. Z kolei oszukany środkowy, czyli cwaniura Jared Dudley, w ogóle nie wystąpił z powodu wieku oraz doskwierającej prawej łydki. 33-letni facet potrzebuje dłuższej regeneracji niż 48 godzin, nie każdy rodzi się LeBronem Jamesem. A skoro już przy tym jesteśmy, wydaje mi się, że LeBron dołączył nie do tej drużyny z LA co trzeba…

los angeles clippers 135 golden state warriors 131

DeMarcus Cousins padł z kontuzją, nurkując po piłkę naciągnął sobie ścięgno udowe, co oznacza że nawet jeśli przywrócą go terapią i farmakologicznie do stanu używalności, będzie jeszcze mniej mobilny w obronie, a co za tym idzie, nie do użytku. Zapomnijcie o tym zawodniku. Wystarczyły dwa mecze by przekonać się, że jego przydatność dla mistrzów jest ograniczona. Wracamy do starych ustawień, starych przyzwyczajeń z Draymondem jako nominalnym centrem oraz Iguodalą.

Ofensywnie bajka, sto punktów przekroczone na szesnaście minut do końca meczu (to chyba rekord playoffs Golden State) zdominowali rywala talentem jednostek oraz pewnością siebie, rosnącą z każdym kolejnym trafieniem. No. Tylko, że potem pozwolili sobie odebrać wypracowane 31 punktów zaliczki…

W jednej chwili prysnęły: przewaga parkietu, głębia składu i niezmącone poczucie wyższości. Jeśli dobrze policzyłem na przestrzeni ostatnich 19 minut gry, Los Angeles Clippers zdobyli… 72 punkty! Kevin Durant pragnący zachować zimną krew, posiadający największą naturalną przewagę, zgodnie z przypisaną rolą próbował wziąć ciężar końcówki, jak w teleturnieju 1 z dziesięciu: na siebie. Skończył z sześcioma faulami i 9 stratami popełniając kolejne przewinienia ofensywne. Lou Williams (36 punktów 11 asyst 13/22 z gry) oraz Motrezl Harrell (25 punktów 10 zbiórek 9/9 z gry) po raz kolejny pokazali, że są jak Shrek i Osioł, nie do ubicia i na jednej serii filmu kończyć przygody nie zamierzają.

Sweet Lou się zapalił, nieprawdopodobny ogień szedł z zadków gości. Każde posiadanie traktowali, jakby zależało od niego całe ich zawodowe życie. A ten cały długowłosy świr Harrell zasługuje na osobny artykuł i wkleję go dziś wieczorem, obiecuję. Szacuneczek też dla rookie Landry Shameta, któremu na 15 sekund do końca ręce nie zadrżały przy najważniejszej próbie w jego dotychczasowej karierze:

Dobrego dnia wszystkim!

Ostatnie Wpisy

56 comments

    • Array ( )

      Pierto daje 15 minutowe full recapy.
      Dawajcie od niego skróty.
      Przecież to żal ogłądać takie mecze na 2 minuty.
      Przecież to portal dla fanów basketu, a nie dla leszczyków niedzielnych.
      Kuźwa protestuje !
      full recapy !!

      (29)
    • Array ( )

      Te 15 minutowe skróty składające się tylko z akcji punktowych są conajmniej nudne…

      (13)
    • Array ( )

      Świetne są te recapy od Pedra czy jak mu tam, czasami przez 20 sekund pokazują jak koleś żuje ochraniacz na zęby na ławie

      (2)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Sprawdzam sobie wynik przed pracą a tu prawie 30pkt przewagi, myślę sobie nie warto odpalać streama. Sprawdzam później wynik i wtf!? 31pts, coś jak 3-1

    (37)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Koszmarny wstyd dla GSW, naprawdę. Głowa im chyba w dalszym ciągu nie funkcjonuje prawidłowo. Doprowadzanie do kolosalnej przewagi i osiadanie na laurach. Wstyd grać taki basket dla gości, którzy bronią tytuł i idą po 3peat.

    (30)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Gdyby nie warunki fizyczne B.Simmons to ten gość nawet w plk miałby problem ze znalezieniem miejsca…. jednowymiarowy dupek z wybujałym ego…. leszczyk barowy i tyle. Oby Nets podnieśli się u siebie i dali im pstryczka w nos po raz 2-gi. Jak dla mnie Phila jest przereklamowanym produktem, napompowali balonik i zobaczymy co z tego wyjdzie. Od dziś jestem największym Hejterem Simmonsa

    (30)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe Iwww90

      Gdyby nie warunki fizyczne Shaq pewnie też nie znalazłby miejsca w PLK. Pomijam już fakt, że takie słowa w kierunku 22-letniego sportowca milionera pisane przez kogoś, kto pewnie nie robi nic ciekawszego niż wylewanie żalów w klawiature brzmią co najmniej komicznie.

      (26)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    LAC rozwalone personalnie przed playoffs, oddające lidera do 76s – leją mistrzów NBA w ich własnej hali.
    NBA jak Ekstraklasa 😀

    (54)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe LeMartino
    Odpowiedz

    Jakoś koło 6:30 rzuciłem okiem na box score – wszystko się zgadza. GSW 2-0. A tu taki fakap. DMC zamiast wzmocnić Golden State to ich osłabił.

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Patrick Beverley, szacun!
    Tak właśnie powinno się grać w obronie , na pograniczu faulu, “siedzieć na gościu” ile wlezie, aż zacznie się gubić, podpalać i popełniać błędy. Pyskówki też są nieodłączne, trzeba zdominować psychicznie przeciwnika.
    Osoby, które kiedyś grały na poważnie w koszykówkę, a nie o przysłowiową pietruszkę powinny wiedzieć o co chodzi.
    Szkoda, że dzisiejsza obrona i sędziowanie w NBA nie są jak w latach 90…

    (43)
  7. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe ZohaN
    Odpowiedz

    Kto się dziwi GSW – nie powinien. Jak jeden team się wyluzuje i w głowach już zeszli z parkietu, a drugi team gryzie, drapie i podnosi poziom intensywności do maximum, to nie ma rady – nie zdążysz tego poziomu intensywności nadgonić w ostatniej minucie po utracie 30pkt prowadzenia. Brawo LAC, już w tym momencie zrobili 110% oczekiwań na ten sezon 🙂

    (30)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeden mecz może wypaść, co prawda w fatalnym stylu, ale zawsze. Po GSW spodziewam się wysokiego blowout w następnym meczu.

    (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Kładłęm się spać po pierwszej połowie LAC – GSW, rano nie wierzyłem w ten wynik, grubo poszli panowie z LA. GSW wciąż faworytem, jednak LAC to prawdziwa rewelacja tego sezonu i mocno trzymam z nich kciuki.

    (6)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Błąd który popełnili Warriors to gdy podczas 3 kwarty mieli 31 punktowe prowadzenie dalej grali agresywnie, (pod nieobecność Curryego przez 4 faule) Draymond Green pchał gałę do przodu i napędzał tempo akcji zamiast zwolnić i spokojnie dograć mecz do końca

    (10)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    GSW przegrali mecz na własne życzenie. W trzeciej kwarcie gdy mieli przewagę 31 punktów, (pod nieobecność Curryego z powodu 4 fauli) Draymond Green zaczął pchać gałę do przodu i napędzać tempo zamiast zwolnić i spokojnie dograć mecz do końca

    (3)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Sweet Lou był kosmitą w końcówce, rzuty z pełnego biegu, czesto leżąc już prawie na parkiecie. Niebywały hanging time. Po którymś z rzędu takim trafieniu zawodnicy GSW nie ukrywali niedowierzania co ten gość odwala. Potężny szacun dla Clippers, oby pociągnęli serie jak najdłużej, a że oni grali w „playoff mode” pół sezonu to myślę, że nawet game7 może tutaj wejść w grę. Szkoda tylko MG13, że nie jest już częścią tej drużyny.

    (11)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Po ostatniej relacji w Niedziele, pojawily sie moze 2 komentarze nawiazujace do meczu GSW-LAC.
    Dzisiaj spodziewam sie wysypu komentarzy Warriors blew 3-1 (31) lead, itp.
    W pierwszym meczu grali swietnie, dzisiaj tez, ale spartolili ostania cwiartke…coz zdarza sie najlepszym (nic nie ujmujac LAC). Co jest drazniace, to wylew pomyji na ta ekipe, za kazdym razem, gdy tylko podwinie im sie noga. Warriors in 6

    (3)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    pomijajac to ze DMC sam sie wyautowal w tym meczu
    zastanawia mnie brak pomyslu na niego w takim zespole.
    bardzo czesto jest osamotniony poza linia 3pkt, wlasciwie to jest jakies ustawienie pod Greena a przeciez DMC jest innym typem zawodnika ktory w izolacji w polu 3sekund byl nie do zatrzymania

    GSW graja to samo mimo tego ze maja innych wykonawcow
    taktyki sie nie oplaca zmieniac bo i tak po sezonie odejdzie?

    niewykorzystywanie KD w ofensywie…
    to jest wielokrotny król strzelcow NBA i dla niego 30-40pkt nie byloby problemem
    a tak marnuje sie go na przepychanki i czesto stoi i odpoczywa, ciezko to czasem zrozumiec
    albo rzuty za 3 z nieprzygotowanych pozycji, gdzie w post-up nie ma dla niego przeciwnika w calej NBA

    (0)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak patrząc na cały ten sezon i świeży start Playoffs, odnoszę wrażenie, że LA ( ale oczywiście Clippers ) to naprawdę powinien być bardzo poważny kandydat do zgarnięcia fajnych nazwisk w trakcie lata. Ten zespół obok Netsów ma niesamowitą chemię w drużynie, odkąd z Clipsów odeszli CP3, Blake i DJ, ta ekipa jest chyba jedną z ulubionych do oglądania. Ba, jeszcze w tym sezonie oddali Tobiasa, Bobana, Scotta. Tobias to bardzo dobry starter, który gra w obronie, ma bardzo dobry rzut za 3, jest fajnym, wszechstronnym zawodnikiem, a Boban i Mike to świetni zawodnicy z ławki. Doc Rivers teraz pokazał, jak dobrym jest trenerem i widać gołym okiem, że wielka trójka była niewypałem i nie potrafiła grać z takim zaangażowaniem i pasją jak teraz grają chłopaki z LA. Bez znaczenia, czy jeszcze wygrają jakiś mecz czy nie, będąc wolnym agentem z wielką chęcią dołączyłbym do takiej drużyny, jaką teraz są Los Angeles Clippers.

    (18)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Wow,
    No co jak co, ale Playoffs zaczęły się naprawdę grubo i już nikt nie pamięta o zepsuciu ligi czy nierównościach. Jest naprawdę ciekawie

    (5)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    No nie wiem, czy po kontuzji, raczej nieudanym wpasowaniu w drużynę oraz kolejnej kontuzji ktoś będzie chciał w przyszłym sezonie dać Cousinsowi max kontrakt…

    (1)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    GSW to jednak swoiste kuriozum… Z jednej strony bezdyskusyjna dominacja od kilku lat, mistrzostwo pewne jeszcze przed sezonem, legenda już za życia. Z drugiej strony w przyszłości oprócz tego zapamiętane będą takie “wyczyny” jak 73-9 przy braku mistrzostwa, przegrane finały przy prowadzeniu 3-1 czy też dzisiejsza porażka pomimo 30 punktów przewagi… Zapewne w następnych meczach wszystko wróci już do normy i seria zakończy się 4-1 dla mistrzów, najprawdopodobniej też zgarną tegoroczny tytuł… Ale na legendzie pozostaną już na zawsze głębokie rysy, których nie wiadomo co, nie da się zaszpachlować…

    (1)
    • Array ( )

      a czy nie jest dla gawiedzi ważne ze i “bogowie” krwawia?

      czyni to ich bardziej ludzkimi

      (2)
    • Array ( )

      @ Thomas

      Aha, czyli jak Lebron zalicza wtopę, to jest najgorszy, ale jak GSW zalicza wtopę, to wtedy “każdemu się może zdarzyć”? 😉

      (-1)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    No cóż prawdziwych facetów poznaje się po tym jak kończą a chłopaki raz już dali pokaz męskości w finałach z CC i nigdy nikt o tym nie zapomni

    (1)
  20. Array ( )
    Nie lubie Hardena 16 Kwiecień, 2019 at 19:35
    Odpowiedz

    Bylo setki komentarzy przed sezonem ze Cousins zabil lige tak na pr,yszlosc puki pilka w grze….tak wiec panowie nie ma co kozaczyc….

    (-1)
  21. Array ( )
    Odpowiedz

    Znacie historie jak mistrz zanim stanie się mistrzem umiera z głodu by odnieść sukces, dzisiaj było widać kto umierał z głodu a kto był głodny. LAC 4-1

    (4)
  22. Array ( )
    Odpowiedz

    ” A ten cały długowłosy świr Harrell zasługuje na osobny artykuł i wkleję go dziś wieczorem, obiecuję. ”
    Still waiting

    (3)

Gwiazdy Basketu