fbpx

Wielcy niedoceniani: Wilson Chandler

12

Są w  NBA tacy zawodnicy, których dokonania wydają się być niedostrzegane albo wręcz bagatelizowane. Większość fanów zapytanych o swojego ulubionego zawodnika bez zastanowienia odpowie: LeBron, Kobe, Melo, Rose…

Ja zaś uwielbiam oglądać w akcji graczy od tzw. “czarnej roboty” albo tych pozostających w cieniu i szczerze powiedziawszy często odczuwam wobec nich większą sympatię niż do pierwszoplanowych postaci ligi. Jednym z takich zawodników bez wątpienia jest niski-skrzydłowy Denver Nuggets, niejaki Wilson Chandler.

Do ligi trafił w 2007 roku wybrany z numerem 23. przez New York Knicks. Jak przystało na rookie, pierwszą połowę sezonu przesiedział na ławce rezerwowych, całkowicie poza rotacją ówczesnego trenera Isiah Thomasa, który przypomniał sobie o istnieniu chłopaka dopiero pod koniec sezonu.

Pringels Wybawca

Wszystko zmieniło się gdy stery w Big Apple objął Mike D’Antoni. Nowy coach szybko poznał się na talencie Chandlera, a nawet wcielił go do wyjściowej piątki. Można powiedzieć wiele złego o technice szkoleniowej Pringelsa, ale trzeba oddać mu jedno: posiada dar do odkrywania zawodników. To pod jego wodzą dostrzegliśmy potencjał m.in. u Jeremy Lina, Steve’a Novaka czy Earla Clarka. Takim oto sposobem Chandler wszedł na poziom 16 punktów, 5 zbiórek i 2 asyst w meczu rokrocznie czyniąc postępy.

Do dziś moglibyśmy podziwiać tatuaże faceta w Knicks, gdyby nie “MeloDrama” która zdarzyła się na początku 2011 roku. Dokładnie 22 lutego Chandler został objęty wielkim transferem z udziałem dwunastu zawodników i trzech drużyn. W wyniku wymiany trafił do Denver Nuggets. Nim jednak zdążył właściwie wkomponować się w skład Goerge’a Karla – NBA ogłosiło lokaut. Wszyscy pamiętamy ten przykry dla kibiców okres. Jedni zawodnicy bawili się w amatorskich ligach, inni próbowali sił za granicą. Tę drugą drogą poszedł właśnie Chandler, który wybrał grę w Chinach.

Podobnie jak J.R Smith wykręcał kosmiczne statystyki rzucając po 40 punktów i zbierając czasami nawet 20 piłek w spotkaniu. Gdy jednak NBA ruszyła ponownie, Wilson nie mógł opuścić Chin, gdyż jego kontrakt z Zhejiang Guangsha Lions (też nie umiem tego przeczytać) zawierał klauzulę, która zabraniała mu opuszczenie zespołu przed końcem sezonu CBA.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

12 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    szkoda, że Denver się nieco posypali. Wilson ma zadatki, aby być ich liderem punktowym, ale czy mentalnym? w to nieco wątpię i tu myślę tak samo, jak autor. szkoda, że choć ktoś z dwójki Brewer-Iggy nie zdecydował się pozostać w Colorado, bo w obliczu przyjścia Hicksona i Nate`a tam mogła być naprawdę paka. Niby i tak jest (zwłaszcza jak wróci Gallo), ale nie ma tam – z całym szacunkiem dla Foye`a – SG z prawdziwego zdarzenia. gdyby został Iguodala chociaż, bo Brewera kusił powrót do Minnesoty (rozumiem), ale, nie każdy musi się teraz ze mną zgodzić, Iggy uciekł. kontuzji doznał Gallo, a Iggy nie udźwignął ciężaru lidera. niemniej jako mojej ukochanej ekipie, życzę Denver jak najlepiej, a z takim podkoszem i rozegraniem są w stanie napsuć wszystkim sporo krwi.

    (10)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    dobry art. popraw tylko punkty na zbiórki przy statystykach z Knicksów bo się wkradł malutki błąd.

    co do samego Chandlera. kocur jakich mało. lubię typa, zacząłem go śledzić przez 2k12. chłop ma ponad 80 overalla na start, do tego młody. uznałem, że warto się zapoznać. i faktycznie, jest moc. trzymam kciuki za dalszy rozwój, na pewno gracz, na którego należy zwrócić uwagę w przyszłości. postęp a’la Steph Curry z zeszłego roku? czemu nie!

    (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Super że Chandler został opisany w osobnym artykule. W kwestii zawodników myślę podobnie jak autor, też uwielbiam śledzić tych z drugiego, trzeciego szeregu. Avery Bradley, Tony Allen, Norris Cole, Corey (i Ronnie zresztą też:D) Brewer, Carl Landry, John Salmons itd. Cieszę się że czasami o nich wspominacie. Może nie zawsze ci zawodnicy pełnią pierwszoplanowe role w swoich zespołach, ale bez nich najwięksi gwiazdorzy nie błyszczeliby tak jasno. P.ozdrówki.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu