Penny Hardaway: what could have been

27

Było jeszcze kilka minut do siedemnastej, ale Penny był już na miejscu. Wieczorem miał jeszcze trening, nie lubił się spóźniać i, tak zwyczajnie, po ludzku, był po prostu ciekaw, co też przyszykował dla niego Eric Avar. Dla chudego chłopaka z Memphis, dorastającego w takich warunkach jak on, droga do NBA jest dłuższa niż nazwa „Tennessee”. Zielone  Tennessee, pieprzone Tennessee. Dłuższa niż…

Panie Hardaway, zapraszam tędy.

…dłuższa niż ten korytarz w siedzibie NIKE, w którym się teraz znajdowali. Dłuższa niż wieczory na ganku, w oczekiwaniu na babcię wracającą z pola, na którym odrabiała pańszczyznę dla białego obszarnika. Dłuższa niż czas potrzebny na napisanie matury, której nie zdał, co później wypominali mu fani innych drużyn, skandując z trybun A-C-T! A-C-T! (American College Test). Dłuższa niż rozłąka z matką, która na wiele lat zostawiła go babce na tym samym ganku, na którym później tyle razy siadywał.

To tu.

Droga do miejsca, w którym się teraz znajdował, była naprawdę długa. Wiodła przez Uniwersytet Tennessee, na którym przez niezdane testy musiał pauzować pierwszy rok, późniejszy draft 1993, gdzie wymieniono go już w noc wyboru i wszystkie hale NBA, w których grywał. Ta droga go stworzyła. Kiedyś był obiektem drwin, sierotą, popychadłem. Teraz? Teraz był gościem, któremu kicksowy guru miał właśnie przedstawić nowy model obuwia. Jego model.


Penny trzyma w ręku kultowe Foamposite. To na takim modelu, by sprostać ligowym wymaganiom co do koloru, rysował paski czarnym flamastrem. Potem stało się to oficjalną kolorystyką zwaną „sharpie”

Eric Avar był wizjonerem w swojej branży. Z dzisiejszej perspektywy, wspominając jego kultowe projekty należałoby wymienić przede wszystkim późniejsze Zoom Flight ’98, Zoom Kobe VII, czy Air Max Penny. Na spotkaniu z młodym Hardawayem co rusz wyciągał z kartonów nowe modele, cuda jakich świat nie widział, ale ten bez ogródek mówił:

„następne […] tych nie […] dalej […] daj spokój, stary…”

Po prostu nic, co pokazywał mu tamtego dnia Avar, zdaniem Penny’ego nie pasowało do niego. Kiedy już myśleli, że nic nie wybiorą, wzrok Hardawaya padł na stojącą przy stole torbę. Było tam kilka sampli, które już oglądał, tylko w innych kolorach. Jednak na samej górze był w niej model, którego Avar mu dziś nie pokazał.

-Co wy tam kitracie, Avar?
-A takie tam szpargały…
-Nie ściemniaj.
-No… bo to jest nowy model, ale to dla Scottiego (Pippena), jeszcze ich nie widział i…
-Pokaż.
-Serio, nie mogę…
-Dawaj, dawaj!.

I nagle, gdy tylko Penny wziął je do ręki, już wiedział, że oto one. Model, który odtąd będzie kojarzony właśnie z nim. „Wybacz, Scottie! Przemaluję je w barwy Orlando flamastrem, jeśli będzie trzeba!”

W szczycie formy Penny notował statystyki na poziomie 22/5/7/2

#Nowa Mysz w mieście Disneya

Początki Penny’ego w Orlando były dosyć trudne. Fani Magic nie mogli zapomnieć kierownictwu, że wymienili się w noc draftu za Chrisa Webbera z Warriors (plus trzy picki pierwszej rundy dla Orlando) i przypominali o tym głośnymi gwizdami, kiedy piłka szła do Hardawaya.

Shaq i Penny. Przyjaciele czy rywale?

Niemniej, radził on sobie z ta presją bardzo dobrze, osiągając w debiutanckim sezonie średnie na poziomie 16.0/5.4/6.6/2.3, co dało mu powołanie do All-Rookie First. Orlando Magic, w szeregach których biegał wówczas (jeszcze wtedy naprawdę „biegał”) fenomenalny Shaquille O’Neal, Nick Anderson, Dennis Scott, a także wyczekiwany przez polskich kibiców Larry Krystkowiak, zaliczyli bardzo udaną kampanię i awansowali do playoffs z bilansem 50-32. W pierwszej rundzie musieli jednak uznać wyższość Indiany, i to wyższość bezwzględną, zakończoną sweepem 3-0.

Stoją od lewej: Nick „The Brick” Anderson, Dale Davis, Rik Smits, Shaq O’Neal, Derrick McKey

Fani jednak świętowali, ponieważ był to dopiero pierwszy, historyczny awans do playoffs tej drużyny, której początek w NBA datuje się na sezon 1989/1990. Był to zarazem pierwszy rok pod wodzą trenera Briana Hilla (zastapił Matta Guokasa) i drugi sezon Shaqa w lidze. Przyszłość Orlando rysowała się w jasnych barwach, więc nastroje na Florydzie były iście magiczne. „Dynasty for years to come!”- pisano w Orlando Sentinel.

#Aaachs and ohhhhs

Warto wspomnieć że w połowie lat 90-tych NBA, bolejąca z powodu absencji Michaela Jordana, nerwowo rozglądała się za jego następcą, a Penny Hardaway był do tej roli ochoczo przymierzany. Oprócz powołania do Pierwszej Piątki Rookies miał już na swoim koncie MVP Rookie Game. Zapanowała swoista „Pennymania”, a jej wyrazem była okładka i artykuł w Sports Illustrated w lutym 1995. „Super-obrońca Orlando jest nie z tego świata! Penny z niebios!” można było przeczytać.

/pierwsze-odejscie-michael-jordan-co-go-zmusilo/

Mierzący 201 cm Penny Hardaway był przez większość swego młodzieńczego życia porównywany do Magica Johnsona, także dzięki świetnemu przeglądowi pola i umiejętności podawania. Ale jest w nim również coś z George’a Gervina, dzieki tym długim ramionom, szczypta Juliusa Ervinga, gdy wzbija się w powietrze, krztyna Scottiego Pippena, kiedy ustawia się w obronie i kilka garści show spod znaku Pete Maravicha [z artykułu Sports Illustrated]

Sam Penny nie ukrywał, że te porównania i zachwyty są dla niego solą gry w basket:

Przede wszystkim zależy mi na wygrywaniu, ale gdy robię coś spektakularnego, lubię słyszeć ten pomruk aprobaty na trybunach. Żyję dla ochów i achów!

#1994/1995: now or never

W kolejnym sezonie Orlando Magic wzmocnili skład o Horace’a Granta z Chicago, co dało asumpt do wygranej w 57 spotkaniach sezonu regularnego i ustaliło rekord Organizacji. Shaq i Penny, obaj wybrani do All-NBA First, wydawali się nie do zatrzymania, prowadząc Orlando do samego finału, eliminując w playoffach Boston (3-1), Chicago (4-2) i znienawidzoną Indianę (4-3). W finale już czekali mistrzowie z Houston, ale ponieważ o tamtej serii, zakończonej 4-0 dla Olajuwona i spółki, pisałem już osobny artykuł, to tam Was odsyłam, jeśli chcecie sobie tę potyczkę przypomnieć:

/www.gwiazdybasketu.pl/hakeem-olajuwon-vs-shaq/

W tym miejscu przypomnę tylko, żeby przywołać odpowiedniego ducha epoki, że w owym czasie Penny był już prawdziwym celebrytą, a w TV furorę robiły reklamówki Lil Penny z tą laleczką jak z horrorów. Spoty reklamowe, tak jak i same buty, okazały się wielkim sukcesem, dość powiedzieć, że w ich promocję zaangażowane były takie sławy jak Spike Lee czy Tyra Banks, i to na długo zanim nagrała pamiętną piosenkę z Bryantem, w której melorecytuje swym seksownym głosem K-O-B-E-I-L-O-V-E-U.

Wracając jednak do spraw ściśle związanych ze sportem, wiecie co mówiono wówczas na temat Hardawaya?  Zwłaszcza po wygranej w playoffs z Chicago nasiliły się komentarze o „przekazaniu (Penny’emu) pochodni” przez Jordana.

Najlepszy rozgrywający w NBA? Penny Hardaway [Gary Payton]
Penny to najlepszy gracz, z jakim mierzył się Jordan w playoffs. [Bill Walton]
Ma więcej talentu niż ja miałem kiedykolwiek [Magic Johnson]
Jest jednym z najlepszych. To poziom Jordana, Granta Hilla i Pippena. To jeden z graczy, którzy są w stanie kontrolować grę w dowolnej roli i z dowolnego miejsca na boisku. [Pat Riley]

Pamiętajmy, że Jordan zdążył wówczas już wrócić i grał w tamtych playoffach, notując w serii z Orlando 31.0 ppg, ale wystarczyło to do wyszarpania jedynie dwóch wygranych. „Trollował” nawet Penny’ego, zakładając jego Nike Air Flight One, co niektórzy uznawali za  swoisty hołd.


Podniebny pojedynek: Shaq w swych Reebokach i Michael… w Nike’ach Penny’ego. Z tyłu przygląda się Brian Shaw.

#Okno się zamyka

Po przegranej z Houston w finale, dalej powszechnie uważano, że zespół z Orlando czeka świetlana przyszłość. Niewielu fanów Orlando zdawało sobie sprawę, że powrót Jordana te plany pokrzyżuje, ale bardzo szybko stało się to jasne, gdy Bulls rozpoczęli swój marsz po 72 zwycięstwa w sezonie 1995/96. Nie mogę jednak nie napisać, że jedna z tych 10 porażek, jaka przytrafiła się Bullsom w tamtych rozgrywkach, możliwa była dzięki jednemu z najlepszych występów Penny’ego w karierze, gdy zdobył 36 punktów, trafiając 12/18 rzutów z pola.

Orlando wciąż było piekielnie mocną ekipą, która zakończyła sezon 1995/96 mając 60 zwycięstw na koncie, ale czymże jest 60 wobec 72? Gdy w finale konferencji Magic trafili na Bulls, nie było wątpliwości, komu należy się wielki finał. Po 4 meczach Chicago ruszyło do walki z Seattle, a Orlando zmów musieli przełykać gorycz porażki. Cieniem na tę rywalizację z Bulls rzuciła się kontuzja Horace’a Granta, ale kto dzisiaj o tym pamięta?

#Łysy jedzie do Cali

Kilka miesięcy później Shaq O’Neal był już zawodnikiem Los Angeles Lakers. To w jaki sposób Magic dali go sobie odebrać to jeden z najgorszych błędów w historii decyzji managerskich w NBA, czemu zresztą poświęciłem osobny artykuł swego czasu:

/lysy-jedzie-do-cali-kulisy-transferu-shaqa-do-lakers/

Penny, który ponosi sporą część winy, ze względu na swoją dumę (ubzdurał sobie, że musi zarabiać najwięcej w zespole, co blokowało w pewnym sensie możliwości ofertowe dla o’Neala ze strony Orlando), po latach wspominał:

„Mam żal do Shaqa, że nie przyszedł do mnie i nie porozmawiał. Nie powiedział „nie chcą dać mi tych pieniędzy”. Gdyby tak było, wszystko wyglądałoby inaczej, ale on wolał załatwić to po swojemu, unieść się dumą, o nic nie prosić. Źle to wtedy przyjąłem. [Penny]

#Kubeł zimnej wody

Kariera Hardawaya w okolicach sezonu 1996/97 przeszła poważne załamanie. Doświadczył on wówczas niezliczonej ilości kontuzji, które nie tylko wstrzymały, ale wręcz zaprzepaściły jego dalszy rozwój i zabrały mu to, co zaprowadziło go tak wysoko w początkach kariery. W sumie przeszedł sześć operacji lewego kolana, będąc jednym z pierwszych zawodników leczonych według nowinek w dziedzinie chirurgii mikropęknięć. I wszystko to jak krew w piach. Wyskok przepadł, szybkość przepadła… W miarę upływu kuracji lekarze odkryli, że wszystkie te problemy były powiązane z… raną postrzałową z 1991. Penny oberwał w młodości w nogę (bliżej kostki niż kolana), a kiepskiej jakości pomoc medyczna, jaką wówczas otrzymał spowodowała bliznę i jakieś napięcie tkanek, które później, stało się zarzewiem kontuzji. I kiedy już myślał, że wyrwał się z Tennessee… bum! Reality check.

„Trudno wyjaśnić to, co poszło źle u Hardawaya, bo gdy go postrzelono nie było jeszcze możliwości wykonania badania MRI, które dziś jest standardem w takich wypadkach. Zareagowano tradycyjnie, udzielono pomocy i postawiono na gojenie, czyli na matkę naturę, a nie na interwencję chirurgiczną. A natura sama nie była w stanie zrekonstruować tej utraconej tkanki. Wówczas nikt nie mógł przypuszczać, czym to poskutkuje w przyszłości. [dr James Andrews, lekarz Penny’ego]

#Próby reanimacji kariery

Penny i Jason, czyli Backcourt 2000. Gdy w 2004 Suns sprzedawali Hardawaya do Knicks, w wymianę zaangażowano też m.in. dwóch polskich zawodników: razem z Pennym do NYK leciał Trybański, a w drugą stronę Lampe, jako dodatek do Antonio McDyess’a.

Latem 1999 Orlando zakończyło „projekt Penny”, sprzedając zawodnika do Orlando. Phoenix byli nastawieni bardzo pozytywnie, promując swój backcourt Kidd-Hardaway pod nazwą „Backcourt 2000”, ale koncepcja budowy składu w oparciu o tych graczy nie wytrzymała, tak jak kolana Penny’ego. Dalej byli New York Knicks, drużyna w barwach której zaliczył swój ostatni epizod w playoffs- sweep w pierwszej rundzie z New Jersey, aczkolwiek nawet wtedy, wymęczony kontuzjami Penny grał na poziomie 16.5/6.5/5. Ostatnim przystankiem (po roku przerwy) byli Miami Heat, gdzie spotkał się z jednym starym kumplem…

I to tyle, w 2008 roku ogłosił definitywne zakończenie kariery, a my dalej będziemy sie zastanawiać, „what could have been?”.

[BLC]

A skoro już wpadliście, zapraszam do odwiedzenia wirtualnej półki sklepowej Sklepu Koszykarza, gdzie przez cały miesiąc trwa wyprzedaż sprzętu sięgająca 70%!

http://www.gwba.pl/SK-70sale

Ostatnie Wpisy

27 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Zapowiadał się na mega-gwiazdę. Porażka vs Rockets to był wtedy szok większy niż wyciągnięcie Cavs z 1-3 na 4:3 w finałach.
    Na koniec pozostaje niesmak o zapiski w kontrakcie z Orlando: JA muszę zarabiać najwięcej, JA, JA, JA … a taki się miły wydawał w reklamach.

    (15)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Mega gracz! Dzięki za fajny artykuł. Moim zdaniem powinien już dawno być członkiem HOF i jego koszulka powinna wisieć w Orlando. Chyba że nie jestem na bieżąco i jest inaczej?

    (4)
    • Array ( )

      Ja poprosze artykul na temat C-Webb’a o ile jeszcze nie bylo. Tez kontuzje go zniszczyly

      (5)
    • Array ( )

      żeby mu się czkawką nie odbiło jak się nabija z kolegi, włącznie z braku ojca itd
      próbuje nadrabiać, bo grą KYLE go zjadł …

      (6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Pytanie tylko za co ta koszulka. Może koszulka Arenasa w Waszyngtonie, za kilka dobrych sezonów. Myślę, że Penny obok Hilla jest jednym z najbardziej nieodżałowanych talentów. T-mac? Owszem. Ale kiedy już był na szczycie, strasznie kozaczył. Jego mowa ciała, znudzony wyraz twarzy. Mnie odstraszał w tamtych czasach jak dziś Curry. Z całym szacunkiem do dorobku koszykarskiego, jest coś w wizerunku niektórych, że trudno ich lubić. Co ciekawe, Tracy dzis na żywo jest całkiem spoko gościem.

    (10)
    • Array ( )

      Za mało oglądałeś Tmac a w meczach w Orlando mi nic w nim nie przeszkadzało za to był nie do powstrzymania nieprawdopodobny talent gubil wszystkich na pierwszym kroku. Tak np KB versus T mac bardzo było widać przewagę fizyczna Tmac a. KB w tedy był ambitny, ale nie miał tego jeszcze warsztatu, a Tmac gubil go sama szybkości pojedynczych ruchow.

      (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Chudziskas23
    Odpowiedz

    Panowie ja tak z innej beczki do Adminów…
    Wiem,że to portal o koszykówce głównie poświęcony NBA oraz temu Basket Camp dla dzieci oraz turniejach gwiazd NBA w Streetball-u.
    Ale może warto opisać co się dzieje na krajowym podwórku co?

    Napiszcie może artykuł o największym turnieju streetballa w Polsce mianowicie o KO Streetball.
    Świetna atmosfera,zawodnicy,kótrzy robią świetne wsady rodem z za oceanu,masa fanów i wiele innych.

    Prawdziwy streetball gra się twardo,ale bez skakania sobie do gardeł,nie klepie się po dupci,a po meczu piątka z zawodnikami.

    Wiem bo miałem okazje wziąć w nim udział i moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne.

    Wiem również,że jest tu sporo młodych użytkowników(dlatego piszecie o tym Basket Campie),ale fajnie wspomnieć o „starszych” ludziach,którzy czekają aż będzie jakieś granie u nich w mieście bo sądze,że wielu by się chętnie skusiło grą w streeta.

    Może zróbcie relacje,jakiś artykuł i najważniejsze na koniec…

    Zróbcie jak dacie rade z czasem kalendarium turniejów streeta w Polsce.
    Sądze,że wiele ludzi się tym zainteresuje.

    Jest lato,nie samym NBA człowiek żyje,a fajnie by było sobie pograć przeciwko iinych ludzią niż ciągle z tymi samymi na orliku i sprawdzić swoje skilly.

    Nie pozdrawiam,dobrego wieczoru 🙂

    (-7)
    • Array ( )

      „Napiszcie”, „zróbcie relacje”, „Zróbcie”, fajnie tak rościć, ale mistrzostwo to „ludzią”.
      Nie pozdrawiam

      (-2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Sporo było jest i będzie takich graczy jak Penny.Uzdolnionych,lepszych niż przereklamowane dzisiejsze celebrytki NBA.Ale niestety zjedzonych przez kontuzję.

    (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzieki niemu zainteresowalem sie NBA.. to bylo w 1994… ale ten czas leci…. teraz Penny bodajze jest trenerem jakiejs druzyny licealnej…

    (5)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciemne karty tej historii powinny dać nam do myślenia także dziś. Pamiętne Orlando AD95, czy Lakers AD2004 rozpadły się przez ambicje i pieniądze. W lidze często mówi się o pierscieniach, „legacy” i tym podobnych wielkich słowach, ale niestety częściej w historii mieliśmy fochy i bój o kasę niż takich Dirków czy Timmich, którzy dla dobra drużyny i możliwości gry o najwyższe cele rezygnowali z kasy/roli jaka im się należała za zasługi czy ze względu na staty.
    Dziś przy karuzeli draftowo/transferowej znów jest głośno w tym temacie : ten żąda maksa, tamten nie zgadza się na przedłużenie, jeszcze inny zarabia miliony nijak powiązane z jego możliwościami/wynikami.
    Analiza tych zachowań jest ciekawa, i zastanawiam się jaki wpływ ma na takie postawy historia wielu zawodników – tj. pochodzenie z wielkiej biedy, gdzie bogactwo (i to takie eksponowane) jest dobrem najwyższym. Ponadto słynny mind-set od małego kreowany wśród sportowców (jesteś najlepszy), który w elicie elit wytworzył takie podejście „należy mi się” – i ten poziom należenia – jest także wyznacznikiem statusu w lidze czy drużynie (stąd m.in. kosmiczne zarobki Jordana w 98 czy LBJ i innych supergwiazd teraz).
    Do rzadkości należy postawa np. Klaya – który w jednym z wywiadów stwierdził, ze zarabia bardzo dużo, a dnia niego jest warte to, ze gra w świetnej i mistrzowskiej drużynie (ciekawe, czy będzie tak samo mówił jak przyjdzie contract year).
    To wszystko ma jeszcze jeden wymiar – w normalnym świecie, jak jesteś bardzo dobry w tym co robisz, to chcesz otrzymywać stosowne do tego zarobki. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie hejtował programisty, który z firmy krzak przechodzi do Microsoftu, nie wyrzuca mu że nie chce budować swojego legacy i jak Bill G z firmy garażowej zbudować Giganta.
    Aktualnie będziemy mogli zobaczyć, kto z supergwiazd wśród FA doszedł do poziomu, kiedy kasa przestaje się liczyć a zaczyna być ważne to ile masz pierścieni 😉
    Każdy z najgorętszych FA już jest tak bogaty, że spokojnie mógłby grać za minimum, a promocja jaką dostanie za grę o mistrzostwo opłaci się w kontraktach reklamowych.

    (9)
    • Array ( )

      tylko wiesz, różnica jak TIm czy DIrk brali mniej $$, bo już zarobili przez lata a wątpię gdyby po topowym sezonie np. w 3-4 roku ktoś dał im połowę mniej ; )
      Klay tu zrobił wyjątek, zwłaszcza nie mając wtedy solidnego kontraktu sponsorskiego z butów czy innych marek – tak potem dostał te 80 mln zielonych od chińskiego sponsora na kilka lat, ale jak postawisz np. Greena, Brodę przed boomem (jak był 6th man), JR po dobrym sezonie itd…ludzie szukają maxów i zarobku, bo kariera nie długa a jednocześnie widzą jak ewidentnie słabsi, czy wręcz ogórki dostają po 20 -30$ (porównaj zarobki Kyrie vs B.Beal czy Wall)…
      wtedy przychodzi kwestia czy i kiedy zarobię (tak wszystko na poziomie milinerów a nie kwestii przeżycia, ale jednak mają szansę na inwestycje tego typu)…
      Klay w wywiadzie zaznaczył, że jest szczęśliwy i o to chodzi – miejsce pracy, miasto, koledzy, kasa (choć mógłby więcej) zgadza się, więc nie chce psuć tego

      (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Anonim masz coś z głową?Z tego co zauważyłem,to czepiasz się wypowiedzi innych.Smutne musisz mieć życie.Ps ciesz się koszem.Podziwiaj pierściwnie GSW i 6 finał lebronki w plecy.

    (3)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Nienawidziłem gościa! W ostatnich latach technikum spotykałem się z pewną panną z liceum (kurde, jak se ten biust przypomnę, poezja normalnie, ech, starość nie radość…) bez pamięci zakochaną w tym typie. Nic tylko Penny to, Penny tamto, nawet w chwilach, że się tak wyrażę, intymności bezpośredniej, zdarzało się jej o nim wspomnieć (na szczęście nie kazała mi się za Hardawaya przebierać, choć miałem takie obawy). Jakże się cieszyłem (in pectore rzecz jasna, bez uzewnętrzniania radości, po cichutku) kiedy Houston pogoniło Orlando (ukłony dla Nicka Andersona) w finale do jaja… Ot, taka retrospekcja człowieka naszła, ale fakt faktem – po latach, odrzucając uprzedzenia i osobiste animozje, trzeba uczciwie przyznać, iż gość grał na takim poziomie, że mógł wszystko! Strach pomyśleć, jaki poziom osiągnąłby gdyby nie kontuzje…

    (5)