NBA: Anthony Edwards oburzony reakcją kibiców | Cavs pokonani: 22 asysty Trae’a Younga!

Sponsorami odcinka są Radosław Dawidiuk, AM Stal oraz Świstak, dziękuje i polecam się na przyszłość. b
Dziś w NBA przerwa, Amerykanie obchodzą coroczne Thanksgiving, czyli po naszemu Święto Dziękczynienia. Jest pieczony indyk, prezenty dla dzieciaków i spotkania rodzinne. Kto może pomaga bliźniemu, by ten też miał co zjeść. Kluby w lokalnych swych społecznościach, za pośrednictwem zawodników rokrocznie organizują spotkania, na których potrzebujący otrzymują produkty spożywcze czy też pierwszej potrzeby. Taki zwyczaj, meczów w tym czasie nie ma.
Adam Silver pieniędzy tracić nie lubi, więc wczoraj zorganizował trzynaście gier, o których przyszedłem Wam pokrótce opowiedzieć. Jeśli macie chęć to zapraszam, będzie kilka wniosków, może, nie wiem. To co widziałem, podzielę się, jak zawsze. Co jakiś czas będę Wam tez przemycał fotki z ostatniego GWBA Campu we Włocławku, gdzie jak widzicie, bawiliśmy się po swojemu, haha.

Heat 98 Hornets 94
W Charlotte klasyczny bunkier powleczony szaleństwem LaMelo Balla i Brandona Millera na atakowanej stronie parkietu. Chłopaki nie mają teraz cienia gracza podkoszowego, na zwolnieniu są Mark Williams, Grant Williams, Nick Richards i Miles Bridges, a weteran Taj Gibson na parkiecie utrzymuje się maksymalnie jedną kwartę. Jest twardy i zastawia deskę, ale poza tym walorów braknie, wliczając zdrowie.
Wynik sugeruje, że tempo i styl meczu narzucili jednak Heat i to by się zgadzało. Graczom fizycznym grało się ciężej (Bam i Jimmy osiągnęli do spółki 14 punktów) ale już strzelcy obsługiwaniu przez czy obiegający Adebayo, grali swoje: Duncan Robinson i Tyler Herro uciułali łącznie 49 punktów przy 10/21 zza łuku. Heat kontrolowali wydarzenia przez trzy kwarty (wchodząc w czwartą prowadzili 75:58) aby następnie drżeć ze strachu, bo Szerszenie na dystansie ostatnich minut załadowali im dziewięć trójek, z czego LaMelo sam zanotował osiemnaście punktów. Szaleństwo! Biegany, rzucany basket na którym wychował się najmłodszy z braci Ball, dziś tak wygląda runda zasadnicza NBA, a on w tym pływa jak ryba w słonej wodzie.
Po trafieniu tego żylastego rookie (Tidjane Salaun – szósty numer draftu, pochodzi z Francji, przyrównywany stylem do Aarona Gordona) było już nawet 94:92 dla gospodarzy, ale Tyler Herro w kolejnej akcji odzyskał dla Heat prowadzenie i mecz zamknął na linii rzutów wolnych.
Hawks 135 Cavaliers 124
Atlanta funduje Cavs drugą porażkę z sezonie. Kilkanaście dni temu perfekcyjny mecz rozegrali z Bostonem, a teraz to. Cavs ich chcieli potraktować z buta od samego wejścia, sami nakręcili tempo, szybko wsiedli na rywali, prowadzili już nawet 14 czy 16 punktami, tylko że po chwili skuteczność za trzy zjechała do bazy, a Hawks jak się okazało, z chęcią przystali na szybkie wymiany ognia. Przecież to dokładnie ich styl. Trae Young na otwartej przestrzeni to broń masowego rażenia i tak się składa, że w Atlancie jest komu biegać i strzelać w tym sezonie. Risacher, Johnson, Hunter, Daniels – takich czterech atletów z rzutem to rzadkość nawet na parkiecie NBA. Do tego ozdrowiały Bogdanovic, który od wejścia na plac trafiał zza łuku, w większość z kontry i na szybkości.
Jak weszli na obroty, to się potem okazało, że Cavs nie mogą ich spowolnić. Sami są sobie winni, głupi plan przygotowali i zbyt pewnie się poczuli na starcie. Hawks zaliczyli 20 celnych trójek, 14 zbiórek na atakowanej tablicy, 39 asyst, 23/25 z linii rzutów wolnych oraz 28 punktów z szybkiego ataku. Trae Young jako agregat, maszynka do rozrzucania piłek zanotował 20 punktów i 22 asysty! No, z Bostonem zagrali nieźle, ale tutaj niemal perfekcyjnie, ośmiu z dziewięciu ludzi osiągnęło dwucyfrowy wynik punktowy! A tutaj gwóźdź:
Blazers 114 Pacers 121
Indiana zajechana jak sandały Barabasza (trzeci mecz w czwartą noc) ale Portland samo się prosi by ich okładać kijem i walić pałą po łbie. To są profesjonalni koszykarze, więc co z tego, że Scoot Henderson momentami fajnie gra dwójkowo z DeAndre Aytonem, Toumani Camara imponuje jako obrońca indywidualny, a Anfernee Simons zdobywa 30 punktów na 50% zza łuku, skoro ten zespół nawet grający na 60% skuteczności przegrywa mecze?
Pierwsza linia obrony jest do luftu (Simmons to docelowo „szósty zawodnik”, tzw. microwave scorer bez obrony) uparcie chodzą pod zasłonami i nie wiadomo kto tu lideruje, podobnie jak w Utah. Zebrali ludzi z wyróżniającymi się talentami, wrzucili do jednej szatni i weź tu chłopie maluj. Każdy jest dobry, ale tylko w jednym. Albo rzuca albo broni, albo skacze albo głupi. W uzupełnieniu: brak mu koszykarskiego IQ, po prostu.
Pacers to stara receptura: szukają piłką Pascala Siakama (29/7/4/2/2) od paru meczów odczarował się Tyrese Haliburton (28/7/10) który znów śmiesznie podskakuje kozłując i trafia z dystansu, a jak no właśnie, gdy Ben Mathurin (24/10/3) zobaczy pierwszą trójkę w koszu, to poniżej dwudziestu oczek nie schodzi.
Bulls 119 Magic 133
Goście myśleli, że jak się zamkną w polu trzech sekund i klucz połkną, to ich Orlando nie dopadnie. Stało się inaczej, bo panowie Suggs i KCP trafili 10 z 19 oddanych trójek, czym od startu wprawili rywali w popłoch. Obrona się rozlazła, więc nawet gdy zabrakło pozycji, Magic atakowali obręcz nierzadko wymuszając faule i do końca kontrolowali wydarzenie na boisku. Jedną rzecz muszę Chicago oddać, potrafią nieźle przechodzić z obrony do ataku i wywierać presję na rywalach. Bardzo przeciętnie prezentowali się w ataku pozycyjnym, ale na otwartej przestrzeni podnieśli efektywność i to mocno.
Dobrze widzieć na parkiecie Lonzo Balla, który w piętnaście minut na placu zalicza 6 punktów 3 asysty 4 przechwyty i 2 bloki. Można? To tak w odniesieniu do Juliusa Randle ostatnio, kto czytał ten wie, o co chodzi. Najbardziej efektowna oraz najwięcej mówiąca akcja tego meczu, to zapewne ta. Piąteczka na koniec, szacunek!
Rockets 115 Sixers 112 [OT]
Podopieczni trenera Nicka Nurse’a bardzo chcą i z całych sił próbują przełamać impas, bo bilans zwycięstw (3-14) chluby im zdecydowanie nie przynosi. Maxey i ten rookie z uczelni Duke… Jared McCain – zdublowane pozycje, bez sensu. Oubre kolejny strzelec indywidualista. George, Embiid, Martin i Lowry – niedostępni. Yabusele i Drummond, dwa miśki wystawione w pierwszej piątce. Sporo tych protez w składzie filadelfijskim.
Słoniowatość drugiej linii i niedoświadczenie pierwszej wykorzystał przede wszystkim prędki Jalen Green, autor 41 punktów. Mijał, kończył albo wymuszał faule. Dillon Brooks totalnie rozregulowany celownik (0/11 z gry) ale co z tego skoro Thompson i Eason z ławki to dwa harpagany, których energia po prostu onieśmiela przeciwnika. Amen Thompson (19 punktów 9 zbiórek 3 przechwyty 3 bloki) to w ogóle jest elita, jeśli chodzi o możliwości defensywny. Kryje cztery pozycje i pół jeśli matchup jest dogodny.
Tak czy siak Maxey po zasłonie szalał i doprowadził po dogrywki, a tam zawody wykończył Alperen Sengun, który jak się okazało, najlepsze zostawił na koniec. Mógł w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry lepiej przymierzyć, ale OK, zrehabilitował się w dogrywce.
Clippers 121 Wizards 96
No contest, walka powinna być odwołana, bo goście to inna kategoria wagowa, na ich tle Wizards to koguciki. Jeden jedyny gość, którego dało się oglądać wczoraj, który wie, co chce zrobić i świadomie porusza po placu (Malcolm Brogdon 17 punktów 6 asyst) mecz otwiera wynikiem 4/4 z gry. Do tego przepięknie obsługuje na pickach Valanciunasa, można powiedzieć, że stanowi cały filar ofensywny Czarodziejów, ale ciul, trener jako pierwszego ściąga go z parkietu. Tak to jest organizacja tłuczków koszykarskich, których Jordan Poole jest liderem, tylko zobaczcie, materiał do Shaqtin’ a Fool:
Clippers w jednej chwili odchodzą na piętnaście oczek, James Harden robi absolutnie co chce, z rękami w kieszeniach spodenek (43 punkty 7 asyst) i nie mam niestety nic dobrego do powiedzenia na temat Waszyngtonu. Brogdona puścić jak najprędzej do zespołu z aspiracjami. Val też się marnuje, dopóki jest sprawny, jego miejsce jest na ławie klubu walczący o trofea.
Knicks 114 Mavericks 129
Niespodzianka to mało powiedziane. Przecież gospodarze bez Doncica i Gafforda, czyli bez podstawowych „jedynki” i „piątki” występowali. Cztery na 21 z gry Nowojorczyków w pierwszej kwarcie oraz 7/21 w drugiej kwarcie ustawiło zawody. Szarżowali do końca, ale też nie potrafili obronić przed napadami Kyrie i spółki. Serio, jak można w pierwszej połowie zaliczyć 11/42 z gry, a następnie po zmianie stron zrobić 29/43 z gry! Jedno i drugie anomalia.
Kings 115 Wolves 104
Mam się powtarzać na temat Minnesoty? Przecież to nie ma sensu. Czwarta z rzędu porażka sprawia, że cierpliwość do kiepskiego produktu tracą także kibice, w tym dobrze znany Kevin Garnett. KG sugeruje, że to Rudy Gobert miał być wytransferowany, a Towns utrzymany w składzie i odpowiednio opłacony. Ja się nie zgadzam, Rudy to ultra ważna postać, ale musi mieć mądrzejszych ludzi wokół siebie. Takich, którzy umieją podawać i szanują ciężką pracę środkowego, który niejednokrotnie ratuje im dupę jako obrońca z pomocy. Wiele by pisać…
Najgorsze jak pisałem, dopiero przed nami. Jak w obliczu kryzysu zachowuje się młody lider zespołu, super gwiazda NBA?
Kibice na nas k%rwa buczą. To jest k%rwa jakieś szaleństwo stary. Buczą na nas we własnej hali. To jest tak zaje%isty brak szacunku, że szok [Edwards]
McDaniels 2 próby rzutowe. Gobert 3 próby rzutowe. Panowie łącznie spędzili na placu 61 minut i to jest po prostu DNO. Liczba bloków Juliusa Randle przez cały sezon wciąż wynosi jeden. Zbiórka przegrana 33-47 pomimo istotnej przewagi gabarytów. 64:36 w polu trzech sekund dla Sacramento. Sabonis od połowy trzeciej kwarty biega z pięcioma faulami (!!!) ale nie jest w ogóle atakowany. Dogrywa dziesięć ostatnich minut meczu zaliczając kolejne punkty, zbiórki i asysty.
Wolves przez ostatnie pięć minut zaliczają dwa punkty. W poprzednim meczu nie zdobyli nic przez ostatnie trzy minuty. Trener nie ma nic do powiedzenia. Gobert mimo dobrych zasłon i podwojeń ludzi na piłce nie otrzymuje podań. Kolejni ludzie wycofują się z gry, miejsca jest coraz mniej, bo rywal zaczyna oszukiwać i od Goberta i od McDanielsa. Masakra.
Lakers 119 Spurs 101
Pamiętacie finał turnieju olimpijskiego? LeBron imponująco krył wówczas Wemby’ego, ale cóż, te czasy przemijają w błyskawicznym tempie:
Co nie zmienia faktu, że Spurs wyglądali w tym meczu jak wyssani z energii. Ciężkie nogi, głupie, niewymuszone straty, niedociągnięte rzuty (za wyjątkiem Harrisona Barnesa) brak charakterystycznego pazura. Ponoć z Salt Lake City przylecieli w środku nocy, z problemami. Bardzo chimeryczny pozostaje Keldon Johnson, do którego ja jako trener nie miałbym cierpliwości. Fajny talent, ale bardzo nierówny, no i decyzyjność mimo upływu lat kuleje.
Spurs zbyt łatwo i zbyt przewidywalnie chcieli podwajać w tym meczu. Lakers byli przygotowani: trzy trójki, Russella, trzy Reavesa, cztery Daltona Knechta.
Nets 127 Suns 117
31 punktów Bookera, 30 punktów Kevina Duranta, 12 asyst Tyusa Jonesa, 53% z gry całego zespołu – wszystko psu na budę. Nets są szybsi, popełniają mniej strat, niemal nie mylą się z linii rzutów wolnych (21/22) oraz osiągają aż 24 punkty z samej kontry. Jakby tego było mało, wybrany z 51. numerem draftu Tyrese Martin ustanawia rekord kariery: 30 punktów przy 8/10 zza łuku. Gość wstępuje na parkiet z ławki, nikt go nie zna, lekceważy i cyk. Okazuje się, że można grać Schroderem i Simmonsem w jednej piątce i wygrywać tak mecze w trzeciej dekadzie NBA XXI wieku.
Brooklyn to komandosi, psują krew kolejnemu zespołowi z wyższej półki, co tu wiele gadać: energia, spacing, ruchliwość, wsparcie jeden dla drugiego, to się nawet fajnie ogląda tylko nazwiska dość anonimowe…
Ben Simmons rośnie, pewności siebie znów nabiera. W głowie zapewne znów przewija się nagroda dla Rookie of The Year!
Nuggets 122 Jazz 103
Bez niespodzianek. Tak to określmy i zostawmy, bo nie ma sensu się dłużej wyzłośliwiać na temat Jazz. Przegrywają, bo taki jest zamysł kierownictwa. 30 punktów 10 zbiórek i 7 asyst najbardziej zaznaczającego się na parkiecie Jokera. Przyznam, że najbardziej ze wszystkiego podoba mi się współpraca Westbrook / Jokić. Czasem jak się Russowi coś przypomni, widać kawał kompetentnego zawodnika. Może inaczej, lepiej na starość trafić nie mógł! Nie pozostańmy też ślepi na zwiększoną i co najważniejsze: stabilną produktywność Christiana Brauna (18 punktów 7 zbiórek 3 asysty).
Thunder 105 Warriors 101
Pojedynek na szczycie, niestety bez udziału ważnych postaci: Stephena Curry’ego, Cheta Holmgrena czy Alexa Caruso. Kiedy w końcu ujrzymy serię playoffs pomiędzy tymi dwoma zespołami, będą lecieć iskry. Dwie czołowe organizacje NBA na zachodnim wybrzeżu. Oparte na generacyjnym talencie swych obwodowych, niewiarygodnej motoryce, przekładającej się na napastliwą obronę oraz dużym wolumenie trójek.
Ogromnie ważną postacią dla OKC jest oczywiście J-Dub, czyli Jalen Williams. Gdy dostał w oko pod koniec drugiej kwarty i na parkiet już nie powrócił, Thunder patrzyli jak ich dwudziestopunktowa przewaga mizernieje z każdą minutą. Shai Gilgeous Alexander, czyli człowiek którego dolna warga wygląda jakby zaszyto w niej kiełbasę, mimo podwójnej kurateli wciąż dowozi 35 punktów. Niewiarygodny zawodnik, równy i nieodwołalny, ale samemu ciągnąć zawsze ciężko. W czwartej kwarcie wydawało się już, że Dubs to wezmą, ale nie. Dwie trójeczki Shaia, imponująca obrona w ostatniej ackji i Thunder sforują się znów na szczyt rankingów z napisem WEST.
Dubs czemu są tacy mocni? Zebrali naprawdę spore pokłady inteligencji boiskowej, każde przejawy kretynizmu odrzucają, grają jeden na drugiego, a panowie Wiggins, Kuminga czy Hield smykałkę ofensywną mają fest. Uzupełniani nieszablonowymi postaciami jak Draymond czy Slo-Mo Kyle Anderson, robią robotę. Dziś z większej niż zazwyczaj szansy korzystał dobrze znany polskim kibicom Brandin Podziemski, autor 12 punktów 8 zbiórek i 5 asyst. Myślicie, że zobaczymy go kiedyś w koszulce z orzełkiem na piersi? Ja śmiem wątpić, ale jeśli kiedykolwiek, musiałoby to zadziać się teraz, zanim Ponitka czy Sokołowski nie zrezygnują z kadry na dobre.
Dobrego dnia wszystkim, dzięki za odwiedziny! B










Wszyscy porównują Antmana do MJ’a a dla mnie to SGA go bardziej przypomina.
Zgadzam się, bliżej Antmanowi do SGA .
Zły wynik przy houston 😉 122*
14 meczów?
Wyborna relacja!
Shai „Berlinka-Wargowa” Gilgeous Alexander^^
Brandin pod koniec zeszłego sezonu już nabrał wody w usta pytany o kadrę Polski, a po powołaniu na zgrupowanie USA przed Paryżem to już raczej będzie liczył na miejsce w Dream Teamie. I pomimo gorszego początku sezonu ma to sens, bo ten sezon pokazuje, że gracze drugiego szeregu robią fundamenty pod mistrza. Nie wystarczą 3 super gwiazdy i 12 losowych zawodników do wygrywania w PO. Mam nadzieję, że Philly będzie ostatnią drużyną, gdzie właściciel wpadnie na pomysł typu ,,hej, zapłaćmy dwóm zawodnikom po 30 z historią kontuzji długą jak paragon z marketu po kilkadziesiąt milionów, na pewno pomogą nam powalczyć o mistrza”
Dajcie spokój z Podziemskim w kadrze USA, to jest chyba jakiś żart, którego nie rozumiem, gdzie sufit, a gdzie podłoga, może najpierw niech się nauczy rzucać, bo w tym sezonie całe 37% z gry i 20% za 3
To już się potwierdza po raz kolejny, Ant ma stóg siana w głowie, Bryanta i Jordana przypomina tylko ruchami na parkiecie
Śmiem twierdzić, że zarówno Jordan i Bryant odpowiednio poukładane w głowie w wieku 23 lat to jeszcze nie mieli
Posłuchaj MJ z tych lat, zamiast „twierdzić”. Ant dobra lekcja pokory mu się przyda…
Patrząc jak Buddy hield wpasował się do GSW , a Thompson nie wychodzi nawet w końcówkach w DAL zastanawia mnie, czy Warriors nie poprawili swojego składu tą wymiana. Do akceptacji takiego wniosku należy oczywiście odrzucić argumenty typu dotychczasowe osiągnięcia i skupić się na obecnej formie zawodników.
No i Buddy’ego można spokojnie wpuszczać z ławki i nie będzie gwiazdorskiego focha. 🙂
Taaaa, sandały Barabasza od razu! A może Mojżesza jednak?
Dzięki Bartek! Wynik HOU-PHI do poprawki 🙂
Anthony Edwards im więcej sezonów tym więcej widzę niedoskonałości tego zawodnika o miano Jordana to może sobie na osiedlowym boisko pograć .Zbyt bystry to on nie jest i to jest jego największy problem .
To samo z paroma innymi zawodnikami np. Jalen Green, 3 zawodników z hornets czy Morant.
W ramach uzupełnienia tyrada Edwardsa po meczu była bardzo długa, skupiała się na problemach zespołu i na tym, że muszą się wziąć w garść. Zakończył ją tym, że gracze nie wspierają się nawzajem i tak samo postępują ich kibice. Tylko te ostatnie 10% zostało zacytowane
W Lakers w końcu dowiozła ławka! Obudził się D’Lo , a Max Christie ruszał się jak tania wersja Koby Bryanta – rzut zza tablicy, dobra obrona. Potencjał i dobre gabaryty ma ten prawie 22letni zawodnik no, ale też łatwiej się gra przeciwko playinowej druzynie gdzie kryje cie Chris Paul czyli koleś zywcem wyjęty z GWBA Basket Camp. Czarnoskóra wersja Admina z trochę bardziej koszykarską fryzurą. Ma całą wiedzę świata, powie ci gdzie stanąć, gdzie pobiec no tylko nogi już nie te. Ciekawe czy karierę skończy na ławce trenerskiej. Może angaż w Spurs to nie przypadek.
Brandin pewnie bardziej liczy na powołanie do kadry USA.
A wynik Minnesoty z zeszłego sezony to jednak anomalia, totalnie przestałem wierzyć w ten zespół.
Denver walą grube minuty.
W czterech graczy DN jest w pierwszej 14 gości spędzających najwięcej czasu na parkiecie. Joker, MPJ, Murrayi Braun. Jokič 37,4 min. drugi w lidze za Durantem 37,5 min.
Taka ciekawostka.
Warriors dobrze się ogląda, tylko mam wrażenie, że Kerr dziwnie rotuje minutami, coś na kształt poprzedniego sezonu. Rozumiem, że nie chce obciążać zawodników, ale np taki Moody w poprzednich meczach czy Slow-mo w tym z OKC gdy zaczęli wchodzić na obroty, to zostali ściągnięci z parkietu i później zaliczyli obaj chyba po 2 czy 3 minuty. Trochę tego nie rozumiem, ale może ty Bartek jesteś w stanie wziąć te kwestie na tapet
Bartek, co to za skarpety?
Bezuciskowe skarpetki zdrowe, bezuciskowe
A ja mam frajdę z tego że Ben wraca. Nie wiem dlaczego ale podoba mi się jego gra. Oczywiście kiedy w ogóle gra lol i pomijając wszystkie fochy dąsy czy tam kruchość charakteru to czysto ruchowo uważam że jest ciekawym i nietuzinkowym zawodnikiem. Nie jest szybki a zwodami potrafi zakręcić w zasadzie każdego. Oczywiście jak głowa jest na boisku na na kozetce u psychologa. W każdym meczu w zasadzie jakieś ciekawe i nieoczywiste asysty. Pomijając oczywiście te kiedy piłka parzy i oddaje że zrzucić z siebie odpowiedzialność lol
Zdecydowanie zbyt wiele wniosków admina z jednego meczu jest przenoszone na cały sezon. Kolejna noc i teza pada, jak np. dziś z Blazers którzy wciągnęli Kings nosem i mają już wygrane nad Houston, Sac i 2x Sotą.
To jest koszykówka,
Na dodatek w wydaniu hiper utalentowanych jednostek. Rzeczy onotorych pisze są czasem reakcyjne i efekciarskie, ale większość w dłuższym okresie się sprawdza. Na pewno gościem którego powinienem przeprosić jest James harden.
Coz za fantastyczny występ króla. 1 asysta więcej niż ilość strat i tyle samo koszy co strat. Wow. Cóż za niedoścignione statystyki. Plus płacz o decyzję sędziów. Słuszne nomen omen. Fiat pełna gębą lol
Ach przypomniały mi się czasy, kiedy w niedzielny wieczór człowiek dostawał jeszcze odrobinę radości z NPAW… To se ne vrati…