NBA: Anthony Edwards zdobywa 53 punkty | powrót Kawhi Leonarda

Patronami niedzielnego odcinka są: Mateo Kruk oraz T Bodzio, dziękuję Panowie, kłaniam się.
Pamiętacie jak ostatnim razem Anthony Edwards narzekał, że trudno mu zachować koncentrację w meczach, w których rywale nieustannie go podwajają i musi (kumacie: MUSI) podawać piłkę kolegom? Tym razem sobie porzucał i to nie mało: 53 punkty 16/31 z gry 11/12 FT. Jego zespół też przegrał nie mało 105:119 z grającymi dzień po dniu, osłabionymi Detroit Pistons.
Usage rate Edwardsa w tym meczu wyniósł (42.1) co oznacza, że przebywając na parkiecie kończył (rzutem bądź stratą) 42.1% akcji swojego zespołu. Dla porównania Michael Jordan w swym najbardziej „samolubnym” sezonie, gdy jeszcze był młody i zbuntowany, osiągał 38.3 usage rate. U innego, znanego kolegi Kobe Bryanta było to (38.7) i jeśli pomyślę o najbardziej dominującym strzelcu, pod którego „strzelanie” ustawiane były całe zespoły, to ani Allen Iverson (37.8) ani Carmelo (35.6) ani LeBron (33.5) czy Karl Malone (32.6) nie zbliżyli się do tego poziomu.
Tak się można bawić gdy gracz ma urodziny, jak się jest fircykiem pokroju LaMelo Balla, ewentualnie jak ktoś kończy karierę a przeciwnik pozwala i jest przewaga, a nie gdy zespół jest w kryzysie. Usage rate przekraczający czterdzieści to jest plucie w twarz kolegom z drużyny i trenerowi. To jest przeciwny kraniec spektrum tego, co zaserwował nam ostatnio Jimmy Butler oddając łącznie siedem leniwych rzutów w dwóch meczach. Różnica polega na tym, że Butlerowi o coś konkretnego chodzi i jeśli mieliście wątpliwość, już sam to wykrzyczał na konferencji prasowej. Edwardsa nie podejrzewam o świadome działanie, rzuca bo lubi, kibice biją brawo i tylko trener chodzi jakiś struty.
No właśnie, pozostaje pytanie czy coach Chris Finch stracił kontrolę w klubie i panowie przestali go słuchać czy też jego warsztat trenerski nie pozwala zapobiegać tego rodzaju „anomaliom”. Raz się wycofuję, bo nie mogę wykaraskać z podwojeń, innym razem rzucam wszystko, co mi wpadnie w ręce. Jedno wydaje się pewne: Wolves niczego powtarzalnego nie zbudowali, nie dorobili się przez 34 mecze tego sezonu, a bilans (17-17) dalece odbiega od tego, co nam obiecywali.
Od nocy sylwestrowej zaliczają 0-3 i powoli przestajemy ich traktować poważnie. Edwards niestety na przyszłego mistrza się nie zapowiada, bo mimo ogromnego talentu brakuje mu intelektu, a przede wszystkim umiejętności koncentracji. Dopóki nie spotka na swej drodze mentora, charyzmatyka, człowieka który pozwoli mu odblokować także ten około-koszykarski potencjał, to pozostanie nam oglądać tego rodzaju „wołanie o uwagę i pomoc”.
Może pora spróbować czegoś innego panie ANT? Zespołowi brakuje playmakera, zostań pan playmakerem! Być może warto skupić wysiłki na otworzeniu kolegów, nawet nieco na siłę, ale zacząć tworzyć synergię? Air Jordan czy Kobe szli tą samą drogą, gdy się wściekali, bo zespołowi nie szło, wymyślali najróżniejsze metody. Zobaczcie:


Jeśli więc ANT ma zalążki na mistrza, pora pokazać wszechstronność, małą zmianę stylu (średnia asyst 3.9 i spada) wypełnianie luk. Nie spodziewaliście się takiej krytyki w stosunku do gościa, który zdobywa 53 punktów w meczu, co? No cóż, czasy się pozmieniały. Co innego nas cieszy i co innego nauczyliśmy się doceniać. Na dzień dzisiejszy ani Julius Randle ani Edwards nie są zdolni do poświęceń na parkiecie, zmiany stylu.
Obaj spowalniają atak, co w dzisiejszej koszykówce stanowi działanie na szkodę. 37-letni Mike Conley dogorywa na naszych oczach, Jaden McDaniels nawet gdyby się chciał rozstrzelać, piłkę na atakowanej połowie dotyka zbyt rzadko, a DiVincenzo z Reidem już sobie przyswoili, że jak dostają podanie to najlepiej od razu rzucać, bo kolejnego podania może nie być.
Rudy Gobert wiadomo, to ściśle rzecz biorąc wykończeniowiec, ale jakże on musi być sfrustrowany. Choćby machał łapami sam na sam z koszem, gdy zapadka się zatnie w głowie Edwardsa, wołaj sobie darmo… W zeszłym sezonie liderował tam jeszcze z tylnego siedzenia niejaki Kyle Anderson, ale już go nie ma. W Minnesocie źle dzieje i zmiany kadrowe, chyba w pierwszej kolejności w sztabie szkoleniowym, są nieodzowne.
Dla kontrastu, zobaczcie jak lecą wychodzący z marazmu Detroit Pistons! Poszli w dopasowanie elementów i przydają kibicom wiele powodów do zadowolenia. Cade Cunningham (40 punktów 6 zbiórek 9 asyst) poczynił ogromny postęp, głównie dlatego, że nareszcie zapewniono mu należyte warunki do pracy. Do dyspozycji ma silnie rolującego centra stanowiącego zagrożenie lobem nad obręcz, dwóch movement shooterów oraz Tobiasa Harrisa, który catch and shoot też lubi, zwłaszcza z lewego narożnika.
Tak się rozpisałem o jednym meczu, że resztę na szybciutko. Miami przegrało z tankującym Utah 100:136. Wyglądali dramatycznie, jak sieroty które straciły ojca i niepewne są najbliższej przyszłości. Bam Adebayo walorów przywódczych nie posiada, więc przyjmując transfer Butlera, automatycznie powstał wakat na gwiazdę. Tyler Herro po tym jak go Amen Thompson rzucił na glebę i jakimiś fakami świecił w sieci, sami widzicie, że to nie ten kaliber postaci, choć oczywiście w kosza grać potrafi. Przede wszystkim, zacznijmy od tego, że Miami brakuje fizyczności. Jazz wygrało deskę 57-32, więc o czym w ogóle mowa?
Joker i spółka zrewanżowali się Wemby’emu (20 punktów 23 zbiórki 4 bloki) za porażkę dzień wcześniej. Umiejętniej przykładali fizyczność, wchodzili mu w nogi, świetną robotę w tym względzie wykonał atletyczny Peyton Watson. W drugiej połowie gigant z Francji wyraźnie był już zmęczony, próbował dalekich rzutów, ale te nie chciały siedzieć (2/12 zza łuku). Spurs ciągnęli Devin Vassell, Keldon Johnson, swoje momenty w środkowej części miał też Harrison Barnes.
Jokić znów się nie mógł wstrzelić, prosty półdystans na dogrywkę też spudłował i trzeba było pracować ekstra. Koniec końców jednak skalibrował celownik i zrobił swoje. Często odpuszcza w obronie, ale wszystko ma wkalkulowane, trudy meczu zniósł na pewno lepiej niż przeciwnik. Na koncie Serba zapisujemy uwaga: 46 punktów 9 zbiórek 10 asyst przy 19/35 z gry. Sporo pudłuje rzutów ostatnio, ale wciąż jego skala dominacji jest przegromna.
Generalnie rzecz biorąc, kolejny ultra szybki i ofensywny mecz, w którym nieco pogubiony był Jeremy Sochan (5 punktów 8 zbiórek). Polak zaznaczył się jednak w dwóch ważnych momentach: trójką oraz dobitką w czwartej kwarcie.
Na koniec jeszcze powiedzmy sobie o wielkim powrocie do drużyny Kawhi Leonarda. Cała banda LAC nareszcie w komplecie, a wraz z nią pewne zwycięstwo nad ATL Hawks (131:105). Umówmy się może, że Hawks grali bez ultra ważnej postaci (Jalena Johnsona) oraz rozgrywali trzeci wyjazdowy mecze w cztery dni! Tym niemniej, miło było patrzeć na współpracę panów. Kawhi w ograniczonym czasie (dziewiętnaście minut) osiągnął 12 punktów 3 zbiórki 1 przechwyt i 3/5 zza łuku. Nie pchał się przed szereg, nie spowalniał ataku, kończył co miał kończyć, w obronie był plusowy – super! Clippers mieli być poniżej kreski, a zaliczają bilans 20-15, a najlepsze miejmy nadzieję dopiero przed nimi.
Szefem składu pozostaje Broda Harden 10 punktów 15 asyst, ale to wytężona praca chłopaków wokół, określenie i znajomość roli sprawiają, że ten zespół naprawdę wdzięcznie się ogląda! Popatrzcie i dobrej niedzieli, polecam się na przyszłość i dzięki za odwiedziny. Do jutra! B










Chytry traci dwa razy. Mieli dobrą drużynę, mogli podnieść ceny biletów. Ludzie by chwilę postękali, ale za sukcesy i utożsamianie się z silną drużyną są gotowi zapłacić. Do tego ponowny awans do finałów konferencji daje 6-12 drogich meczy w play offs we własnej hali. A teraz nawet play offs w Minneapolis nie będzie.
Zachod jest ciekawy. Jeden powazny faworyt, który szybko zapewni sobie przewagę parkietu, a potem jest równiutko. Każda drużyna z miejsca 2,3,6 i 7 może awansować do finałów konferencji. Drużyny 4 i 5 kończą na półfinałach.
Krytyka nie dziwi bo co z tego że zdobył 53 pkty skoro przegrali z Pistons.
Ant jeśli nie zacznie pokazywać intelektu, oraz drogi do etyki pracy to Wolves wejdą na autostradę do nikąd.
Jak ma pokazać intelekt skoro go nie ma? Nazwijmy rzeczy po imieniu, bo od pięknych słówek to mamy polityków.
Wiem że nie ma, więc już wiemy gdzie zmierzają leśne Wilki. Raz będzie lepiej, raz gorzej, ale szału nie będzie.
Detroit i San Antonio na plus. W poprzednim sezonie szorowali dno tabeli i bili rekordy porażek a teraz spory progres. W Detroit zmienili trenera który nie miał koncepcji co chce grać i dołożyli kilku doświadczonych graczy kosztem tych co nie rokowali i fajnie to wygląda. Mają już 17 wygranych czyli tyle co w całych poprzednich rozgrywkach. Mają miejsce w salary na następny sezon więc pewnie się wzmocnią.
Edi może być mistrzem co najwyżej 800+ a co do Leonarda to brakowało go jednak, dziwnie tak jak robot nie pracuje.
Ja to nie wiem po co tak się podniecacie skoro NBA umiera. Bezsens.
Ty też umierasz (jak każdy organizm), więc po co się podniecasz naszym podnieceniem, zamiast wykorzystać ten czas na co innego?
Mało kto zauważył, ale Cade Cunningham małymi kroczkami, powoli przeistacza się w superstara. Historia jakby z ostatnich stron gazet, czy z dołu portali. Dobrze to ilustruje pojedynek z opisu wyżej z Antem. W przyszłym sezonie Cade może być tuż tylko za Jokerem i Luką jeśli chodzi o zarządzanie drużyną, a przed Hardenem, Youngiem, Haliburtonem, LeBronem. Jego rozumienie gry, unikanie głupich strat, kontrola geometrii parkietu, decyzyjność wzrasta i będzie tylko lepsza wraz z ogrywaniem się w dobrym środowisku. Już potrafi prowadzić grę we wszystkich tempach. Już potrafi zdobywać punkty na niezliczoną ilość sposobów – do środka, do linii, power drives, lewą ręką, prawą, półdystans, tyłem do kosza, step-backs, cross-overy, catch and shoot, layupy, flotery, dunki, półhaki. Mało kto ma taki arsenał w lidze i można przypuszczać, że będzie to jeszcze tylko szlifował. Jest daleko przed swoim potencjalnym prime. Chętnie gra w obronie.
Pistons nie przestraszali się kosztów utopionych i pozbyli się trenera sabotażysty i idioty-oszusta Montyego oraz GMa z dziwną namiętnością do centrów. JB Bickerstaff wydaje się mieć dobrą rękę i głowę do młodych zespołów. Jak zarządzający Pistons nie spanikują tylko dadzą dojrzeć młodym graczom, ograć się przez wzloty i upadku może być z tego coś dobrego.
> kontrola geometrii parkietu
LOL :))))
Cade to jedynka draftu w czwartym sezonie gry w NBA, na dodatek od przyszłego sezonu grając już na maksymalnym kontrakcie (z ciekawostek – w przyszłym sezonie zarobi więcej niż SGA) – on powinien tak grać, tego powinno się od niego wymagać.
Z tą obroną to bym się tak nie rozpędzał, wszystkie statystyki zaawansowane pokazują, że nie jest tak różowo 🙂
Geometria parkietu…nieźle 🤪
Fajnie to napisał nie czepiaj się kolego
@ Gruca
kontrola geometrii parkietu = kontrola i kreowanie pola gry; tzn. czytanie na bieżąco ustawień kolegów i obrony, nawigowanie piłki w odpowiednie miejsce parkietu; kreowanie mikro-przewag 5na 4, 4na3; 2na1 itd. poprzez gubienie obrońcy(-ów); gra zmiennym tempem z użyciem kozła i wolnych-szybkich podań; wszystko co składa się na wysokie koszykarskie IQ; coś co przez lata zachwycaliśmy się np. u CP3
Pistons przez pol meczu mieli +20 , Ant nie zszedl do samego konca myslac o rekordzie, przy -16 na 22 sek do konca zdobyl rekordowe punkty
Zaczynam mieć wątpliwości, czy Edwards w ogóle rozumie koszykówkę.
Admin, a ty wiesz, że w sezonie z którego dałeś screena Lakers wygrali ledwie 34 spotkania i Kobe po raz pierwszy w swojej karierze nie zagrał wtedy w Playoffs, albo czy zauważyłeś, że Bulls zaliczyli serię 5 porażek na koniec okresu ze screena, a po sezonie zwolnili trenera i zatrudnili Phila Jacksona, który stopniowo zabierał piłkę z rąk Jordana? Rzucasz teorią, a potem, żeby ją udowodnić, wybierasz randomowy sezon zawodników, w których mieli wysoką średnią asyst i bezrefleksyjnie wrzucasz screena z okresu kiedy mieli na oko najwięcej dwucyfrowych wyników w asystach 🤦
Jakbyś dokładniej przeczytał to byś rozumiał, że panowie Michael czy Kobe robili co mogli i eksperymentowali z rolą właśnie aby spróbować wyrwac zespół z kryzysu. I mi tu faceplamow nie wklejaj bo aż taki fajny nie jesteś 🙂
Czyli, że chodzi o eksperymentowanie z rolą, nie o wyjście z kryzysu? Coś jak Randle w sezonie 20/21? Kiedy Payton nie radził sobie z rozegraniem – przejął rolę pierwszego kreatora, notował średnio ponad 6,5 asysty na mecz. Tylko Knicks grali dzięki temu znakomicie i zanotowali bilans 23-13 w drugiej połowie sezonu. Nie czekaj… jak Randle robi takie rzeczy to raczej znaczy, że ubzdurał sobie, że jest rozgrywającym przez rozdźwięk między wyobrażeniem własnym, a faktycznymi walorami😄
Jakieś to takie se wybrać pasujące pod tezę staty, nie wiem zresztą po co. Usage rate Edwardsa w tym sezonie jest znacznie niższy niż w tym jednym meczu, co plasuje go pod koniec drugiej dziesiątki ligi między Jokerem a Tatumem, jego 29,8 do przytoczonych średnich KB i MJ to jest przepaść.
Poza tym pierwsze primo Edwards jest znacznie młodszy (czytaj: mniej dojrzały z oczywistych względów), a drugie primo MJa lub Kobe też nikt nigdy nie nazwałby typem intelektualisty.
BTW Przypomniała mi się historia o tym, że Phil Jackson wręczał książki wszystkim swoim graczom poza Kobem, „bo i tak nie przeczyta”:D
Otóż to, po co czepiać się 42,1 % usage rate Anta w pojedynczym meczu, kiedy Kobe’owi i MJ’owi zdarzały się zawody na 50%+, a ich rekordy to odpowiednio 59% Michaela i 62,4% Kobe’a (pożegnalny mecz).
Kobe Bryant w swym pożegnalnym meczu oddał 50 rzutów, ale wciąż zaliczył dwa razy więcej asyst niż ANT
sytuacja z brakiem wszechstronności i niechęcią zmiany stylu została przeze mnie przedstawiona w sposób chyba zrozumiały, jeśli nie, proszę czytaj do skutku! b
Pewnie, że przedstawiłeś ją w sposób zrozumiały, nie zmienia to jednak faktu, że moim zdaniem jest ona mocno naciągana. Ale Kobe miał aż 4 asysty w tamtym meczu, aż 4! Ps. Kobe miał też mecz z 57,8% usage rate bez ani jednej asysty, a MJ 56% z tylko 1 asystą i Bulls ten mecz przegrali.
No tutaj admin wygrał
Mi się podoba Harden ! Trzeba przyznać, że potrafi podawać, nie jest samolubny, świetnie gra kozłem i ciałem. Pzdr.
Tak się nie podaje statystyk . Porównywanie średnich z pojedynczymi obserwacjami oraz wybiórcze dane bez kontekstu kojarzą mi się tylko z naszą telewizją.