NBA playoffs: będziemy mieli nowego mistrza | Nikola Jokic kończy sezon

Dzień dobry, jestem mega „zbudowany” reakcjami i komentarzami odnośnie relacji z GWBA Camp. Otrzymałem wczoraj kilkanaście zgłoszeń od nowych osób na lipiec (trzynasta edycja odbędzie się 3-6 VII w Bydgoszczy) i tak tylko podpowiem: w przypadku Waszego zainteresowania, proszę dołączcie od razu numer telefonu ([email protected])
No dobrze, dość już o amatorskim baskecie, przechodzimy za ocean, gdzie sporo się działo przez ostatnie dni. Patronami dzisiejszego odcinka są Dmn.Dzik, Parzych, Numer50 oraz Marcin Zaleski, ja nazywam się Bartek Gajewski, na podstawie częstotliwości cykania cykady można określić temperaturę powietrza, a to są gwiazdy basketu. Welcome!
Nowy mistrz NBA!
Koniec z dynastiami, ósmy sezon z rzędu będziemy mieli nowego mistrza NBA. New York Knicks posłali w diabły (4-2) obrońców tytułu Boston Celtics! Widzicie jaka przewrotna potrafi być fortuna, wyroki koszykarskich bożków i co tam jeszcze. Celtowie w sezonie regularnym raza za razem ośmieszali ekipę nowojorską, aby w najważniejszej części rozgrywek paść, odpaść, pozwolić się dojechać.
No to może od początku. Po pierwsze zweryfikowana została koszykówka C’s pod tytułem rzuty za trzy w proporcji 70/30. Nie zostałaby zweryfikowana, gdyby Kristaps Porzingis był sobą, ale kolejny raz dopadła go jakaś „tropikalna” infekcja i sypał się jak wiór. Co ja mówię, Łotysz był jak rżnięta deska w tartaku. Widzieliście w piątym meczu? Joe Mazzulla wystawił go w pierwszej piątce w miejsce kontuzjowanego Tatuma. Wyglądał dramatycznie!
Nie łapał podań, chybiał rzuty, nie miał nóg by ustać tyłem do kosza. W obronie jeszcze gorzej, atakowany, wyłuskiwany przez Knicks w każdej niemal akcji. Aż żal było patrzeć. Trener nie miał wyjścia, w drugiej połowie Tingus Pingus parkietu nawet nie powąchał. Celtics poszli odważnie, Luke Kornet jako nominalny obrońca najsłabszego strzelca rywala Josha Harta, w rzeczywistości stojący w środku i machający łapami. Wyszło świetnie, atak Knicks stanął w blokach, bo każda próba gry indywidualnej Brunsona, Bridgesa, Townsa, kogokolwiek, nadziewała się na pomoc ze strony Korneta, który tak się rozkręcił, że zanotował 10 punktów 9 zbiórek i 7 bloków! 9
Kląłem okrutnie na Thibsa, który przez całą kwartę zamiast zdjąć Harta z placu (tym bardziej, że dostał w oko i migał się od rzutów) uparcie nie zmieniał nic, patrząc jak Boston odskakuje, wygrywa kwartę różnicą piętnastu oczek! Normalnie powiedziałbym o trenerze NYK to, co Kuba Żulczyk onegdaj o prezydencie Andrzeju, ale na tym etapie zaznajomienia z basketem wiem doskonale jak funkcjonuje Tom Thibodeau. On taki ma już styl, nie zmienia założeń w ogniu walki, godzi się na stratę, ale jednocześnie demonstruje zawodnikom, że w nich wierzy i że od nich wymaga. Nie umiecie ich zaatakować w ataku pozycyjnym? To musicie lepiej bronić i grać z kontry. Róbcie swoją robotę, a będzie dobrze! Taka to metoda szkoleniowca. Niestety strat już nie odrobili. Celtics podnieśli łeb, wygrali 127:102 i wynik serii wynosił już tylko 3-2.
Dwa dni później te same zespoły ponownie mierzyły się ze sobą w Madison Square Garden i tym razem nie było czego zbierać. Kiedy myśmy z GWBA Campem balowali w Poznaniu, Knicks rąbali aspiracje Celtics na drobne kawałeczki.
Zabrakło skuteczności Bostonowi na starcie, aby odeprzeć energetycznie gospodarzy. Skupili uwagę na Brunsonie (23/6/6) podczas gdy największą krzywdę wyrządzili im Bridges (22/4/3) i Towns (21/12), dużego kalibru talenty. Druga kwarta to był już pogrom. 1/10 zza łuku Celtics i szalona jazda miejscowych. 16-7 na tablicach, atak nieustawionej jeszcze obrony, przemoc fizyczna, prędkość i coraz głośniejsze trybuny. Dwanaście minut, które Knicks wygrali różnicą 38:17 i było wiadomo, że choćby mieli paść, tego meczu nie dadzą sobie wyrwać.
Mazzulla nie miał wyjścia jak ponownie sięgnąć po Porzingisa (4 punkty 5 zbiórek) a gdy ten wstępował na plac, w oczach Knicks pojawiał się ogień. Boston zaliczył 4/20 zza łuku w pierwszej połowie i to było wszystko. Jaylen Brown (20/6/6) nie miał papierów by pociągnąć ofensywę, bo stawał naprzeciw chyba najtrudniejszego matchupu w lidze w postaci OG Anunoby (23/9). Tak oto ruchy kadrowe Nowego Jorku zostały uzasadnione, wynik końcowy 119:81! Długo im zeszło, ale złapali formę i bardzo się cieszę na ich pojedynek z Indianą, rewanż za zeszłe playoffs!
Tak, to było święto koszykówki w Madison Square Garden i poza nią. Na ulicach trwał chaos jak na koncercie energetycznej kapeli, który rozlał się na ósmą aleję. Ludzie włazili na latarnie, surfowali w tłumie na kawałku stalowego ogrodzenia, wiwatowali. Rzucali puszkami w jednostki, które pojawiły się na meczu w trykocie Pacers albo Bostonu. Nieelegancko wiadomo, ale tego rodzaju sukcesu w koszykówce spragniony Nowy Jork nie oglądał od ćwierćwiecza!
W tak zwanym międzyczasie leśne wilki skończyły sezon Golden State, czego nie należy postrzegać jako niespodziankę, zwłaszcza że Stephen Curry odpadł z naciągniętym ścięgnem udowym, a Jimmy Butler (17/6/6) zapadł na infekcję i też oczy miał zamglone, a energii mniej. W wielu przypadkach nawet nie patrzył na obręcz, co wielu ludzi będzie mu pewnie postrzegać za złe.
Warriors 110 Timberwolves 121 [1-4]
Rzecz jasna nie odbierajmy Wilkom kompetencji, na awans zasłużyli zdecydowanie. Są najpewniejszym jak dotąd zespołem playoffs, zachowali najwięcej sił i oby im się wiodło na kolejnym etapie. Genialne playoffs w dalszym ciągu rozgrywa Julius Randle, autor 29 punktów 8 zbiórek i 5 asyst w eliminacyjnej grze. Przez całą serię Steve Kerr nie potrafił znaleźć na Julka odpowiedzi, bo w pojedynczym kryciu ten robił co chciał opuszczając bark i jadąc siłowo na obręcz.
Randle stanowiący zagrożenie zza łuku (sześć trójek w dwóch ostatnich meczach serii) to naprawdę jest niebezpieczna postać. A jeśli widzi podwojenie, odgrywa do strzelców, a zwłaszcza wychodzącego do piłki Edwardsa (22 punkty 7 zbiórek 12 asyst). Obaj grają jak dwaj wysokiej klasy playmakers, czego GSW w dostępnym składzie nie byli w stanie przeskoczyć, no nie.
Dodaj 4/6 zza łuku Mike’a Conleya, 2/4 Divincenzo i nie było wyjścia tylko wywiesić białą flagę. Bardzo fajną serię od momentu kontuzji Stepha grali Kuminga i Podziemski, ale moc, którą wygenerowali nie była wystarczająca. Dobra rzecz jest taka, że Warriors z Butlerem wciąż mają widoki na sukcesy, tutaj nic nie gaśnie, trzeba drobnych przesunięć, ale zespół powinien zostać utrzymany, czego na przykład nie mogę napisać o Bostonie.
Najbardziej zaciętą serię, bój stoczyły ekipy Oklahoma City oraz Denver Nuggets.
Thunder 107 Nuggets 119 [3-3]
Doświadczenie. Własna hala. Obrona strefowa. Geniusz Jokera (29 punktów 14 zbiórek 8 asyst). Słabiutki występ J-Duba (3/16 z gry). Imponująca skuteczność trzypunktowa Denver: Braun 3, Strawther 3, Porter 2, Murray 2 trafienia. Trener David Adelman śmiało wprowadził na plac młodych Watsona + Strawthera i ten drugi pchnął zespół, dostarczył potrzebnego suplementu punktowego. Obrona gości parokrotnie zatrzymana gwizdkami. 32-16 w liczbie rzutów wolnych dla Denver.
Ciężko się gra gdy trzeba atakować ustawioną obronę, na dodatek druga strzelba jest niepewna, strefa spycha z dala od obręczy, nie można się rozpędzić, grać się nie swój basket, cierpliwie trzeba pomimo zszarganych nerwów, szukać wolnej pozycji, a ostatecznie rzut oddaje „zadaniowiec”, bo tego właśnie chcą rywale.
Kibice w Oklahomie przełknąć musieli gulę, ich zespół po raz pierwszy stawał pod ścianą i mieliśmy się przekonać czy wyciągnęli wnioski względem zeszłego roku i z czego są sklejeni.
Nuggets 93 Thunder 125 [3-4]
Energia na trybunach iście szalona. Dwadzieścia tysięcy ludzi ubranych na niebiesko zdzierających gardła. U nas też fani NBA się szykowali, bo mecz leciał o wczesnej, europejskiej porze. Wielu więc zebrało się przed odbiornikami, ekranami laptopów, aby zobaczyć jak Denver… starcza sił na jedną kwartę. Aaron Gordon heroicznie zagrał pomimo poważnej kontuzji ścięgna udowego. Ideą było, aby przez niego akcje inicjować, aby przerzucał piłki, grał jako wysoki playmaker, ale Thunder szybko to rozczytali i wiedząc, że nie jest w stanie fizycznie minąć obrońcy, poddali go piekielnej presji.
To samo zresztą widział na sobie Joker. Gra odwróciła się gdy Thunder posadzili na niego napastliwego Alexa Caruso (11 punktów 3 przechwyty) udzielając błyskawicznej pomocy i polując na wszelkie leniwie rzucane piłki. Puszczali owszem okazjonalne strzały zza łuku, stąd bardzo mocny początek Christiana Brauna, ale wkrótce cały pomysł na grę Denver się rozsypał. Porter Junior i Russell Westbrook strzelecko nie wnieśli prawie nic. Obrona miejscowych działała na granicy faulu, gospodarze byli jak rój pszczół kąsający niedźwiedzia próbującego dobrać się do miodu. Szybsi, sprawniejsi, zdrowsi (!) z szeroką ławką i napływem nowej energii pojawiającej się na placu.
Strefę rozbijali penetracją z 45 stopni (otworzył się Jalen Williams 24/5/7 i to jest ogromna różnica względem zeszłego roku) aktywnością wysokiego wzdłuż linii końcowej, genialnym kozłem SGA, który w decydującym spotkaniu zdobył 35 punktów przy 12/19 z gry zamykając buzie hejterom w kwestii MVP, które w tym sezonie nieodwołalnie przypadnie właśnie jemu.
Denver padło zdrowotnie i energetycznie. Po kolejnych (szesnastu!) przechwytach na gości zeszła lawina szybkiego ataku. W punktach z kontry Nuggets przegrali 14:27. Za trójkę zaliczyli marne 22%, a przewaga gospodarze wkrótce sięgnęła przeszło czterdziestu punktów. Tak musiało być, ogromny szacunek dla Jokera (20/9/7) i ekipy, bo do samego końca mierzyli się z przeważającymi siłami przeciwnika.
Dość powiedzieć, że w siedmiomeczowej serii, Thunder wymusili 124 straty rywala, to najwięcej od 2004 roku, gdy defensywnie dominowali Detroit Pistons!
Jak to powiedział Jokic, najbliższe dni to zapewne sporo piwa. Thunder natomiast dziś w nocy otwierają finał konferencji, czyli serię z Minnesotą. Czekajcie wieczorem na kupon, który odmieni nasze życie, hehe. Już teraz możecie się przygotować rejestrując się na Betters: https://www.betters.pl/GWBA
Dzięki że wpadliście, do wieczora. B










te ciekawostki to chyba ci czat gpt. Slabe marne i w ogóle beznadziejne
Panowie kocham Was i uwielbiam! Co było wypite to tylko my wiemy a i niektórzy (uśmiecham się do Bartka) nawet nie tylko popili ale i dodali do samych wspomnień coś więcej. Do następnego:*
Moja wielka ekipo do następnego spotkania widzimy się niebawem! Mistrzowska ekipa forever!
prewencyjnie na Sentino 😀
Pozdrawiam zlot 2017, całe życie z wariatami!!! KMWTW!
Bartku dlaczego jesteś owiany tak ogromnym nimbem hipokryzji?
Filozof, dlaczego twoja intersubiektywna komunikowalność twierdzeń w podejściu deskryptywnym, sprawia że dysonans poznawczy pojawia się na torze peryferyjnym?
Bartek przestań się wygłupiać
Pytanie czy Joker powinien palić zelówę z Denver? 3 dychy na karku, jeszcze ze 3-4 lata gry na swoim poziomie. Bo zdaję się, że Murray i MPJ są niewymienialni ze względu na kontrakty.
Moim zdaniem nie, zresztą to nie ten typ. No ale powinien delikatnie zasugerować, że może być różnie, jeśli włodarze nie sięgną do kieszeni i nie wzmocnią ławki przede wszystkim, bo tego właśnie zabrakło – pora się określić. Tak jak mówisz, trójka z przodu, potencjał w dalszym ciągu mistrzowski, żal byłoby go marnować.
Na konferencji na pytanie czy mogą tym składem zdobyć mistrzostwo powiedział, że teraz nie zdobyli, to znaczy że nie mogą. Gdyby mogli to by zdobyli.
Jakby pierwsza wskazówka w stronę zarządu?
Knicks serią z Celtami przypomnieli wszystkim, co mówiło się o nich przed tym sezonem, a o czym wszyscy zapomnieli z powodu przeciętnego regular season – jak dużym potencjałem dysponują, jakich mają świetnych zawodników. Zaczęli tworzyć ZESPÓŁ, a stawka playoffs ten potencjał wyzwoliła. Więcej powie jednak seria z Indianą, bo w jakimś stopniu pomógł też Boston, ze swoim mega jednowymiarowym atakiem. Joe ma może świetne relacje z zawodnikami, pewnie potrafi motywować, ale niuanse taktyczne, mnogość wariantów w obronie, a zwłaszcza w ataku, no to sorry, ale to nie jego bajka delikatnie mówiąc. Szczególnie, jeśli tym sposobem ma być trójka. Nie przypadkiem jest to najlepiej punktowany rzut w koszykówce, nawet dzisiaj jest to rzut najtrudniejszy, obarczony największym ryzykiem pudła. Kiedy trafiasz wygrywasz, gdy nie wpada, a nie masz opracowanych w zasadzie żadnych innych wariantów, to wiadomo… Tym bardziej w playoffach, gdzie grasz co parę dni z tym samym zespołem, coraz lepiej przygotowanym, a co runda, to rywal silniejszy. Liczenie, że trójki prawie zawsze będą wchodzić i w ten sposób przejdziemy wszystkie szczeble, na końcu sięgając po mistrzostwo, było wielką naiwnością, zwłaszcza przy tegorocznej konkurencji. Nadzieją kibiców Celtics jest moim zdaniem Brad Stevens. Jest kumatym gościem, znającym się na koszykówce, doświadczonym w każdym jej aspekcie, wierzę że sobie poradzi i to wszystko ogarnie, zarówno od strony trenerskiej, jak i zawodniczej. Jest w niełatwej sytuacji, wiadomo JT, salary i to on postawił na Mazzullę, ale z drugiej strony Boston wciąż ma wielkie zasoby, potencjał żeby szybko wrócić, nie za kilkanaście lat, ale realnie nawet już za dwa. Pacers natomiast nikt nie doceniał, a oni przecież już w zeszłym roku bardzo fajnie grali z Celtami. Wprawdzie wyraźnie przegrali serię, ale minimalnie poszczególne mecze. W tym roku są jeszcze mocniejsi (m.in. nie grał wtedy Mathurin), a przede wszystkim bardziej doświadczeni, także dzięki tamtym spotkaniom. Pokazali to w końcówkach meczów z Cavs, które super udźwignęli, odwrotnie niż rok temu z Celtics. Zapowiada się kapitalna i trochę sentymentalna seria z NY. Natomiast OKC vs Minnesota obawiam się, że może być jednostronnie. Dla wilków wyrwanie jednego meczu, to może być max, a dwa zwycięstwa to już w ogóle sukces. Minnesota jest nieobliczalna i chyba jeszcze niegotowa, a Oklahoma zbyt mocna (być może dla każdego), szczególnie jeśli chodzi o niesamowitą obronę.
there can be only One (flu game)!
Ach co za świat, idzie nowe ? Nastąpiło bezkrólewie? Za czasów Lebrona jednego można było być pewnego….. że zamelduje się w finale choćby M. D. I T.M. no nic trzeba się przyzwyczaić do nowego dobrego.
Pozdrawiam czytelników GW. W końcu pogoda się zrobiła wiosenna.
Zapowiedzi finałów konferencji by się poczytało…
Zamiast przytaczać stare mecze lepiej byś predykcje na finały skonstruował.